Katja 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 tygodnie temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-27 21:38:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Kolorowy, radosny, idealny dla każdej kobiety….Wydawnictwo Czwarta Strona wydało pozycję, która do złudzenia wygląda jak książka… ale taką nie jest. Na pewno jest za to świetnym planerem, idealnie nadającym się na prezent mikołajkowy, lub po prostu okazjonalny. Autorką jest sama Gabriela Gargaś, znana pisarka, niepoprawna optymistka, a prywatnie także żona i mama. Dlatego nie brak tu... Kolorowy, radosny, idealny dla każdej kobiety….Wydawnictwo Czwarta Strona wydało pozycję, która do złudzenia wygląda jak książka… ale taką nie jest. Na pewno jest za to świetnym planerem, idealnie nadającym się na prezent mikołajkowy, lub po prostu okazjonalny. Autorką jest sama Gabriela Gargaś, znana pisarka, niepoprawna optymistka, a prywatnie także żona i mama. Dlatego nie brak tu cytatów, czy przemyśleń samej pomysłodawczyni.

Planer ,który trzymam w dłoniach jest idealnym organizerem i wręcz niezbędnikiem, w przyjaźnie kompaktowych gabarytach , który oczywiście zmieści się w torebce. To świetny przypominacz na każdą porę dnia, który będzie Ci towarzyszył podczas czynności wykonywanych w domu, pracy, bibliotece, na uczelni. Czy na pewno rok ma zawsze 364, w porywach 365 dni? Ile razy marzyłaś, aby magicznie rozciągnąć dobę do 48 godzin? Teraz to możliwe, bo to nie jest typowy kalendarz i nie znajdziecie tu tradycyjnego podziału na miesiące od stycznia do grudnia. Od dzisiaj Twój rok ma tyle dni, ile sama ich zaplanujesz! To Ty decydujesz kiedy zaczyna się Twój czas, uzupełniasz miesiące i Twoje godziny. W każdej chwili możemy otworzyć ten wyjątkowy organizer i wpisać to, co dla nas jest priorytetem, zaznaczyć swoje nowe postanowienia, czy podsumować realizację dotychczasowych. Znajdziemy tu miejsce na raporcik z całego tygodnia, plan działania na kolejne dni, a nawet listę celów na najbliższe pół roku.

http://ukatji.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-11-27 17:15:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Czy zastanawialiście się kiedyś głębiej nad waszymi marzeniami, życzeniami? Zapewne skrywacie takie, o których nie możecie przestać myśleć. Sięgacie myślami w przyszłość i nie raz zastanawialiście się jak wyglądałoby wasze życie, gdybyście byli..., gdybyście mieli…Czy było by lepiej, radośniej? Myślę, że nikt teraz nie odpowie sobie na te pytania. A czy zastanawialiście się nad tym, że są... Czy zastanawialiście się kiedyś głębiej nad waszymi marzeniami, życzeniami? Zapewne skrywacie takie, o których nie możecie przestać myśleć. Sięgacie myślami w przyszłość i nie raz zastanawialiście się jak wyglądałoby wasze życie, gdybyście byli..., gdybyście mieli…Czy było by lepiej, radośniej? Myślę, że nikt teraz nie odpowie sobie na te pytania. A czy zastanawialiście się nad tym, że są tacy ludzie którzy marzą i pragną czegoś, co Wy drodzy czytelnicy macie na co dzień? Często jest tak, że nie docenia się tego co już się ma, bo być może przyzwyczailiśmy się, że pewne rzeczy się nam po prostu należą z automatu? Absolutnie nie chcę tu nikogo obrazić, ale sądzę, że tak po prostu jest. Życie, wieczne zabieganie, praca i obowiązki niestety powodują, że nie zawsze szanujemy to i kogo mamy obok siebie.
Pisarka w perypetie swoich bohaterów wplata wiedzę, że czas świąt i Wigilia, nie dla wszystkich musi być niezwykle magicznym, radosnym okresem. Dla wielu to wręcz czas samotności, stresu czy też bólu spotęgowanego wspomnieniami. Dla innych to czas kłótni, sprzeczek, zamkniętych drzwi i towarzyszących temu traumatycznych doświadczeń. „Spełnione życzenia” ukazują rzeczywistość, która jest wokół nas. To opowieść o ludziach, których mijamy gdzieś na ulicach prowadzących do naszych domów, pracy, marzących aby być kochanym, aby swoją miłość przelać na wytęsknione, wyczekiwane dziecko, pragnących choć chwili wytchnienia w przewlekłej chorobie. Karolina Wilczyńska nie zapomina o tych, którzy nie zawsze mogą być szczęśliwi w swoich związkach. Nie jest obojętna na tych, w których domach nie ma miłości a substytutem jest alkohol.Myślę, że zdania na temat tej książki będą podzielone. Ja uważam, że jest to bardzo dobra pozycja, której lektura niekoniecznie musi wypaść tylko w okresie świąt. To powieść, która niesie wiele mądrości i skłania do refleksji, pokazuje, że w życiu najważniejsze jest zdrowie i rodzina, a nie pieniądz i zachcianki, a to przecież jest aktualne cały rok. ”Spełnione życzenia” zaopatrują w ekwipunek emocji, w którym znajduje się wzruszenie, złość, bezradność, ale też radość przeplatająca się ze smutkiem. Dlatego według mnie tym bardziej warto sięgnąć właśnie po tę książkę. Mnie osobiście zaintrygowało zakończenie , które myślę, że na długo zostanie w pamięci. Nie będę tutaj zdradzać, ale myślę, że ilu czytelników to tyle będzie jego interpretacji

pokaż więcej

 
2018-11-27 17:13:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Cztery płatki śniegu (tom 2)

Historia mieszkańców kamienicy przy ul. Weissa to nie jakiś wyimaginowany świat. To rzeczywistość, która nas otacza, tylko my w pędzie życia tego nie rejestrujemy. Autorka uświadamia nam, że pozornie żyjąc razem, żyjemy obok siebie, że będąc w tłumie faktycznie jesteśmy samotni. Widzimy tylko swoje problemy a nie dostrzegamy utrapień, kłopotów innych, którzy mieszkają tuż obok nas. A nade... Historia mieszkańców kamienicy przy ul. Weissa to nie jakiś wyimaginowany świat. To rzeczywistość, która nas otacza, tylko my w pędzie życia tego nie rejestrujemy. Autorka uświadamia nam, że pozornie żyjąc razem, żyjemy obok siebie, że będąc w tłumie faktycznie jesteśmy samotni. Widzimy tylko swoje problemy a nie dostrzegamy utrapień, kłopotów innych, którzy mieszkają tuż obok nas. A nade wszystko brak nam czasu, którego możemy podarować innym. Z całą pewnością muszę powiedzieć, że w bohaterach powieści każdy uważny czytelnik dostrzeże coś z siebie i swojego otoczenia. Bo czy nie ma wśród nas takich „mam Kwiatek”, niewierzących w swe macierzyńskie umiejętności kobiet, dzieci w szkole bez przyjaciół i samotnych osób, które może nas drażnią swym zachowaniem? Czy to nie jest ich krzyk o pomoc, o poświęcenie im choćby chwili czasu….Bo czas poświęcony człowiekowi ważniejszy jest niż prezent. Joanna Szarańska w swojej powieści potrafi wskazać to, co najważniejsze i nie boi się pisać o trudnych tematach, takich jak samotność czy odrzucenie.

„Anioł na śniegu” to powieść niezwykle ciepła, pełna dobrych myśli i refleksji. Wzrusza, śmieszy, ale i napełnia nadzieją, że dobro jest wśród nas i tylko my możemy je wyzwolić. Piękna świąteczna okładka zachęca do wzięcia książki w dłonie i poznania opowieści o rodzinnej bliskości.

Jeśli chcecie sie więcej dowiedzieć o tej książce zapraszam...
http://ukatji.blogspot.com/2018/11/anio-na-sniegu-joanna-szaranska.html

pokaż więcej

 
2018-11-27 17:10:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Bernard Gross (tom 1)

Witajcie wieczorową porą.

Dziś chciałabym Was zapytać o to, co tak naprawdę wiecie o policji? Tak, wiem. Ciężko nie popaść w tym temacie w stereotypy. Ale zapewniam Was, że policjanci nie zajmują się tylko wypisywaniem mandatów, oraz drobnymi wykroczeniami. Jest też drugie oblicze tej ciężkiej pracy, a to co jest w niej najważniejsze nie jest wystawione na ocenę publiczną. To ciężka praca...
Witajcie wieczorową porą.

Dziś chciałabym Was zapytać o to, co tak naprawdę wiecie o policji? Tak, wiem. Ciężko nie popaść w tym temacie w stereotypy. Ale zapewniam Was, że policjanci nie zajmują się tylko wypisywaniem mandatów, oraz drobnymi wykroczeniami. Jest też drugie oblicze tej ciężkiej pracy, a to co jest w niej najważniejsze nie jest wystawione na ocenę publiczną. To ciężka praca umysłowa, oparta na dedukcji, intuicji, bazująca na wiedzy i wieloletnim doświadczeniu. Tematem przewodnim dzisiejszej recenzji będzie stwierdzenie, że policjant też człowiek, a ja drodzy czytelnicy, postaram się to udowodnić. Na tapecie dzisiaj u mnie książka pt. "Skaza", której autorem jest uznany i już doceniony przez miłośników sensacji Pan Robert Małecki.
Najpierw troszkę o miejscu akcji. Jest precyzyjnie osadzona w konkretnej lokalizacji. Chełmża to miasto zlokalizowane w województwie kujawsko-pomorskim i jak się okazuje, pod względem przestępczości, nie odbiega od większości miast w Polsce. Duży szacunek dla autora za skrupulatne trzymanie się planu miasta, rozbudowane opisy topografii, otaczającej przyrody, aktualnie panującej aury.

Autor niby mimochodem, w trakcie akcji, przedstawia w powieści również szeroki przekrój chełmżyńskiego społeczeństwa. To cisi, drugoplanowi bohaterowie, którzy choć na pozór nieistotni, niewidoczni jak pojedyncze piksele na ekranie telewizora, to jednak w całości tworzą całkiem spójny obraz tubylców.
Akcja kryminału zaczyna się od bez obcesowego obnażenia trudnych faktów z życia głównego bohatera. Komisarz Bernard Gross to policjant którego los nie rozpieszcza, a jedno wydarzenie szczególnie ciąży i nie pozwala cieszyć się życiem. Komisarz żyje w przekonaniu, że podczas napadu na jego dom zastrzelił niewinną kobietę. Być może ten fakt przekłada się bezpośrednio na ogromne poczucie winy, oraz dług wobec społeczeństwa, który stara się spłacić angażując się mocno w swoją pracę. Licho nie śpi i wciąż podsuwa nowe wyzwania. Tym razem komisarz musi zmierzyć się z na pozór transparentną zagadką, związaną ze znalezieniem zwłok bezdomnego, oraz chłopaka pod którym załamał się lód na jeziorze. Czy te sprawy faktycznie nie mają ze sobą nic wspólnego i to tylko straszny zbieg okoliczności?

Zaangażowanie się w śledztwo komisarza, przez większą część książki kłóci się z oczekiwaniami przełożonych. Gross zderza się też ze ścianą milczenia, zbudowaną przez społeczność małego miasta. Najbardziej zainteresowana wynikami pani prokurator Bilska, również zdaje się nie wyrażać entuzjazmu przeciągającymi się ustaleniami i skutecznie naciska na zakończenie dochodzenia. Jednak determinacja z jaką bohater dąży do wyjaśnienia zagadki godna jest prawdziwego rasowego psa gończego. Rozwiązanie na pozór prostej sprawy, okazuje się wymagać niezwykłego zaangażowania, wielotorowej analizy, a rozwiązanie choć zbliżające się ku końcowi, zdaje się ciągle ewoluować i w finale okazuje się nie takie oczywiste.

Opis śledztwa w wykonaniu autora książki, to nie medialne szoł, a jego przebieg to zapewne nie jakaś szczególna wirtuozeria "pod publiczkę", lecz żmudny i skrupulatny tok myślenia. To na pewno nie scenariusz na spektakularny film, ale zdecydowanie genialny pomysł na wciągającą fabułę książki.

Niezwykle ciekawy dla mnie jest sposób napisania książki. Mamy zatem akcję, która rozgrywa się tu i teraz, niemalże na naszych oczach na przestrzeni kilkunastu dni, oraz umiejętnie wplecioną cykliczną retrospekcję-chronologiczny ciąg zdarzeń, dzięki któremu autor konsekwentnie ujawnia pierwotne przyczyny tego co się wydarzyło ,oraz skutecznie podsyca naszą ciekawość.

Napisałam, być może przewrotnie, że policjant też człowiek... Każdy z nas potrzebuje w życiu równowagi, odskoczni, takiej bezpiecznej enklawy maksymalnie odmiennej od zła tego świata. A już szczególnie policjant, który codziennie utwierdza się, w i tak już głębokiej świadomości co do istnienia bardzo złych ludzi, czyhających na cudze szczęście. Autor pokazując swojego bohatera, utwierdza nas w tym, że to nie maszyna, która bez emocji wykonuje swoją pracę, ale też człowiek który potrzebuje wrócić na łono rodziny aby odpocząć. A co jeśli tej rodziny nie ma? Albo dosadniej, jest ale w "permanentnym zawieszeniu"? Zawodowe dylematy bowiem, to nie jedyny problem komisarza Grossa. Boryka się on jeszcze z konsekwencjami tragicznego wydarzenia z przeszłości, w wyniku którego ukochana żona niemalże od 10 lat pozostaje w śpiączce. Również syn komisarza to emocjonalna łamigłówka, której rozwiązanie jak dotąd, pozostaje tylko w sferze marzeń ojca. Zatem bohater Roberta Małeckiego to nie kolejny porucznik Borewicz, lub inny, oderwany od rzeczywistości James Bond... to człowiek z krwi i kości, ze wszystkimi tego słowa konsekwencjami. Dlatego tak dobrze tę książkę się czyta... Ja polecam!!!
http://ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-15 22:16:03
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Rodzinne roszady (tom 1)

Jestem świeżo po lekturze powieści Anny Karpińskiej pt.”Szukając przystani”. Jest to pierwszy tom nowego cyklu "Rodzinne roszady". Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka miałam możliwość spędzenia popołudnia i wieczoru z historią Wandy, głównej bohaterki powieści, która niesamowicie mnie poruszyła….
Wanda to żona, matka, a z zawodu nauczycielka, która z utęsknieniem czeka na...
Jestem świeżo po lekturze powieści Anny Karpińskiej pt.”Szukając przystani”. Jest to pierwszy tom nowego cyklu "Rodzinne roszady". Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka miałam możliwość spędzenia popołudnia i wieczoru z historią Wandy, głównej bohaterki powieści, która niesamowicie mnie poruszyła….
Wanda to żona, matka, a z zawodu nauczycielka, która z utęsknieniem czeka na emeryturę. Osoby, które wiedzą z czym wiąże się bycie nauczycielem zdają sobie sprawę, że ta praca nie należy do łatwych. Dlatego główna bohaterka odlicza dni do upragnionej emerytury, by w końcu…spełnić swoje marzenia. Niestety jak się okazuje, życie pisze inne scenariusze, więc i tym razem pokazuje swoją przewrotną stronę.

„Szukając przystani” to książka, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Dawno nie czytałam tak wyjątkowej powieści. Dlaczego? Przede wszystkim dzięki tematyce, która jest w niej poruszana. Karpińska za pomocą swojej bohaterki Wandy, ukazuje jak trudne zadanie na swoich barkach dźwiga kobieta, która jest matką, żoną, babcią…dla której dobro najbliższej rodziny jest najważniejsze. To właśnie ona zmierza się z trudami codzienności, która niejednokrotnie nie jest taka, jaką chciałaby widzieć. Szanuje decyzje swoich dorosłych już dzieci, chociaż nie są łatwe do zaakceptowania przez nią samą. Zmaga się z humorami męża, którego jak się niestety okazuje, nie do końca zaakceptowali jej rodzice, gdy ta była młodą panienką. Zmaga się też sama ze sobą. Bo ciężko żyć gdy się jest wykorzystywanym na każdym kroku, poniewieranym i można by rzec brutalnie…omotanym i zmanipulowanym przez własne dziecko. Jak się okazuje, ta obserwowana z zewnątrz idealna rodzina ma swoje liczne blizny i rany, które z biegiem czasu wspólnie przeżytych lat, nabierają tylko coraz większych, paskudnych rozmiarów i wciąż pękają. Anna Karpińska w swojej powieści pokazuje życie, takie jakie ono jest, czyli nasycone problemami, zmartwieniami, nieprzespanymi nocami, a także okraszone słabościami, do których ma prawo każdy z nas. Przecież człowiek przez całe życie dokonuje wyborów, które nie zawsze są akceptowane przez naszych najbliższych. Jednak pisarka między zdaniami swojej książki pragnie zwrócić uwagę na to, że pewne zachowania, które prezentujemy światu, są jak choroba zakaźna przekazana przez naszych rodziców, dziadków. Ujawniają się one niespodziewanie i niczym cień kładą na najważniejsze nasze życiowe decyzje.

„Szukając przystani” wnosi wiele skondensowanych mądrości, pozwala zatrzymać się na chwile, zmusza do refleksji i daje możliwość przeanalizowania naszego życia bądź sytuacji, w której obecnie się znajdujemy. Karpińska wspomina tez o czasie, który jest niebłagalny, którego nie da się zatrzymać. Bo życie to tak naprawdę chwila, która kiedyś się kończy dla każdego z nas. Czy więc warto poświęcić się do końca rodzinie i zrezygnować z marzeń odkładanych na później, na lepsze kiedyś? To „kiedyś” nie będzie czekało wiecznie, bo w końcu zabraknie sił, zdrowia, możliwości lub chęci. Myślę, że każdy z dorosłych ma swój czas na to, aby z całą mocą dać swoim dzieciom to co fundamentalne, ale powinien też zarezerwować chwilę aby znaleźć swoją przystań, w której może po trudzie zwanym wychowaniem, najzwyczajniej na świecie odpocząć…Pozwolę sobie jeszcze wrócić do bohaterów powieści. Niekochana miłość. Takie przewrotne określenie ciśnie mi się na usta charakteryzując najważniejszą bohaterkę książki, Polę. Bo Pola, to ktoś wyjątkowy. I choć kochana przez wielu, jako człowiek wyjątkowo niewinna i do bólu dobra, nie jest kochana przez tę jedną, najważniejszą osobę, która akurat kochać powinna. I tu zadam pytanie. Czy Babcia może zastąpić matkę i pokochać tak po matczynemu swoją wnuczkę? Na to pytanie odpowiecie sobie po przeczytaniu tej powieści. Dodam, że w zamyśle powieść to tylko fikcja literacka. Ale jestem pewna, że wiele takich historii można spotkać w koło nas. Od razu chciałam zaznaczyć ,że przed lekturą " Szukając przystani” zaopatrzcie się w chusteczki higieniczne, bo to książka która szczerze wzrusza. To też opowieść która powoduje, że nie można się od niej oderwać. Ja z wielką niecierpliwością czekam już na tom drugi pt.”Bezpieczny port”, a tymczasem tom pierwszy mocno Wam polecam. Czuję, że ta saga będzie tą, która wprawi w drżenie serce niejednej czytelniczki, tak jak poruszyła moje.

https://ukatji.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-11-13 23:05:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Stacja Jagodno (tom 8)

Kilka chwil temu odłożyłam wyjątkową książkę napisaną przez Karolinę Wilczyńską pt. „W obiektywie wspomnień”,wydaną przez Wydawnictwo Czwarta strona, będącą już ósmą częścią serii Stacja Jagodno. Ci, którzy poznali już bohaterów tego epickiego cyklu, zapewne nie mogą doczekać się premiery, która ma miejsce już 14.11.2018 roku, czyli dokładnie już jutro.

„W obiektywie wspomnień” czaruje od...
Kilka chwil temu odłożyłam wyjątkową książkę napisaną przez Karolinę Wilczyńską pt. „W obiektywie wspomnień”,wydaną przez Wydawnictwo Czwarta strona, będącą już ósmą częścią serii Stacja Jagodno. Ci, którzy poznali już bohaterów tego epickiego cyklu, zapewne nie mogą doczekać się premiery, która ma miejsce już 14.11.2018 roku, czyli dokładnie już jutro.

„W obiektywie wspomnień” czaruje od samego początku. Już sama okładka, zresztą jak i w poprzednich częściach zaprasza do Jagodna, do odpoczynku, relaksu, oraz spotkania się z tymi, którzy tam mieszkają. Ja po lekturze czuję się tak, jakbym spotkała się z dawno niewidzianymi przyjaciółmi, znajomymi, sąsiadami, którzy mają swoje problemy, sprawy, sekrety oraz tajemnice ukryte na dnie serca. Podobnie jak ze wcześniejszych tomów tej bestselerowej serii, również i z tej wyniosłam wiele mądrości i przemyśleń, którymi chciałabym się z Wami podzielić.

„Na obrazku możesz kogoś zobaczyć. Widzisz, gdzie jest, w co się ubrał. Ale nie dowiesz się, co myśli i co czuje. A ktoś mądrzejszy ode mnie powiedział, że najważniejsze widzi się sercem. Nie patrz więc, Marysiu, na fotografie, bo bliskość to nie wspólne zdjęcia. To o wiele więcej..”*


No właśnie.. Od tego cytatu rozpocznę dzisiejszą recenzję, bo wielokrotnie, zwłaszcza przy spotkaniach rodzinnych, cyklicznie wracamy do wspólnego oglądania zdjęć. To są zawsze mile spędzone chwile w gronie najbliższych. Choć przyznam, że są też i takie, które powodują, że oczy nieraz się zaszklą, a po policzkach spłynie łza. Fotografie są takim sprytnym narzędziem, które zatrzymuje teraźniejszość i włącza wspomnienia. Zastanawialiście się, czy cenniejsze i bardziej wartościowe jest takie zdjęcie stare, zżółknięte, lekko nadszarpnięte rydwanem czasu, czy może to piękne, wykadrowane, kolorowe… prawie zawsze cyfrowe, schowane w pliku na komputerze, a może zaszyte w telefonie komórkowym? Które do Was bardziej przemawia, które powoduje szybsze bicie serca?

„Cóż, ze zdjęciami bywa tak, że czasem o fotografowanych mówią więcej to, czego brakuje, niż to co pokazują. Ale udaje się uchwycić coś, co ludzie chcieli by ukryć, albo nie potrafią okazać.”**

Wróćmy do najnowszej powieści Karoliny Wilczyńskiej. Jutro premiera i za chwilkę wszystko będzie jasne. Jednak ja uchylę Wam rąbka tajemnicy, by zaprosić znów do tego magicznego miejsca. W malowniczym Jagodnie, miejscowości położonej w Górach Świętokrzyskich, życie mieszkańców toczy się dalej. Pewnego dnia pojawia się Hubert. To właśnie on dostrzega magię miasteczka i klimat w nim panujący. Zjawia się z misją, aby piękno miejsca uwiecznić na zdjęciach, które mają mieć swoje miejsce w albumie okolicznościowym zamówionym przez wójta. W tymże albumie prócz urokliwych zakątków, znajdą się też portrety kobiet związanych z dworkiem. Czy każdy będzie z tego pomysłu zadowolony i pozwoli uwiecznić się na zdjęciu? Czy osoba Huberta komuś zawróci w głowie, a pewne znaki zostaną nieprawidłowo odczytane? W jaki sposób osoba fotografa wpłynie na relacje między mieszkańcami? A może pewne zdjęcie odnalezione przez Kaśkę zmieni wszystko? Dlaczego będzie jej tak mocno zależało aby odnaleźć kobietę z tajemniczej fotografii?

„Odstawiła zdjęcie, ale po namyśle jednak włożyła je do torby. To był ten kawałek przeszłości, o którym chciała pamiętać. Jedna z nielicznych chwil szczęścia. I postanowiła zabrać ją ze sobą.”***


Rozmowa w życiu człowieka pełni bardzo ważną rolę. To właśnie słowo przekazane werbalnie najczęściej rozwiązuje problemy, dodaje otuchy, siły, potrafi zmobilizować.
„W obiektywie wspomnień”, które napisane jest w sposób prosty, nieskomplikowany, ale niezwykle wciągający, nie zabraknie tego „dobrego słowa”, które jest pocieszeniem płynącym ze strony samych bohaterów. To właśnie przez dialog i zrozumienie zmieni się sytuacja, między innymi Majki i Igora. Jak myślicie czy dziewczyna przyjmie od chłopaka pomoc, a może znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń do tej dwójki zmieniając ich życie…na lepsze?

Duże zmiany pojawią się też u Jadwigi. Osobiście bardzo się cieszę, bowiem uważam, że właśnie tej bohaterce należy się odrobina uśmiechu. Czy w końcu zdoła zaufać temu, który wyzna jej uczucie, czy da szansę aby pozwolić uczynić siebie…szczęśliwszą?

Jak wiecie śmiech to zdrowie. I zaserwuje Wam go sama hrabianka Zuzanna, która wciąż będzie przechadzać się po dworku nie rozstając się ze swoją laską. Będzie skutecznie rozśmieszać czytelnika swoimi uszczypliwymi tekstami, ale w pewnym momencie na jej obliczu zagości wzruszenie. Jeśli jesteście ciekawi jak potoczą się losy Igora i Majki, i czy pomysł Romana wypali, oraz kto będzie próbował popełnić samobójstwo, to koniecznie sięgnijcie po najnowszą książkę Karoliny Wilczyńskiej.


Osobiście bardzo mocno zainteresowały mnie perypetie Agaty i Huberta. Postać Agaty działała na mnie troszkę jak płachta na byka, jednak zakończenie powieści spowodowało, że nieco inaczej spojrzałam na tą bohaterkę. Autorka idealnie przedstawiła postać zmagającą się z problemem alkoholowym i depresją. Wahania nastrojów począwszy od radości, a skończywszy na płaczu, niejednokrotnie towarzyszą niejednemu z nas. Jest to też dowód na to, że pisarka potrafi przelać na papier rzeczywistość w której żyjemy, problemy które nie są nam obce. Wilczyńska niejednokrotnie potrafi zaskoczyć, zawirować czytelnikiem, ale wskazać na to co najważniejsze. Mało tego uważam, że sztuką jest napisać o bohaterach tak, by odbiorca powieści nie czuł się znużony. Gwarantuje Wam, tu nie będziecie się nudzić. Na koniec chciałabym Wam powiedzieć, że „W obiektywie wspomnień” zawiera również wątek na który wszyscy czekacie- związek Tamary i Łukasza. Zapewne zastanawiacie się czy bohaterowie w końcu podejmą decyzję dotyczącą ich wspólnej przyszłości? Tak…podejmą ale jaką? Odpowiedź znajdziecie w powieści, do której przeczytania serdecznie zachęcam.

http://ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-06 18:02:34
Ma nowego znajomego: modli
 
2018-11-06 18:02:34
Ma nowego znajomego: Gosia
 
2018-11-06 18:00:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: CzaroMarownik

Mały lub duży, na ogół kieszonkowy, a często kolorowy. Elektroniczny czy może klasyczny papierowy? Jaki by nie był, to właśnie on ułatwia nam wszystkim życie. Materializuje i kataloguje nasze planowanie, podpowiada i niejednokrotnie służy radą, lub dobrym słowem w postaci wartościowego cytatu, takiego akurat. Jest też przede wszystkim świetną "przypominajką” o świętach typowych dla naszej... Mały lub duży, na ogół kieszonkowy, a często kolorowy. Elektroniczny czy może klasyczny papierowy? Jaki by nie był, to właśnie on ułatwia nam wszystkim życie. Materializuje i kataloguje nasze planowanie, podpowiada i niejednokrotnie służy radą, lub dobrym słowem w postaci wartościowego cytatu, takiego akurat. Jest też przede wszystkim świetną "przypominajką” o świętach typowych dla naszej kultury i religii, oraz tych mniej typowych okazjach. Pamięta też o tym, o czym my nie pamiętamy nigdy, lub prawie nigdy. Mianowicie o imieninach naszych bliskich, czy też przyjaciół. O czym mowa? Oczywiście o kalendarzu. To właśnie on pozwala nam „ogarnąć" ten nasz prywatny chaos, zapisać to co najważniejsze.

Jak sami wiecie, kalendarzy na rynku księgarskim mamy, mówiąc kolokwialnie "od metra". Myślę, że śmiało można spróbować podzielić je z grubsza, na te zwykłe i niezwykłe. Jestem pewna, że ten, który Wam za moment zaprezentuję, można zaliczyć do tej drugiej kategorii. Serdecznie zapraszam do pozostania ze mną i zapoznania się z najnowszą, mocno odbiegającą od reguły recenzją.

Czaromarowinik zwany magicznym dziennikiem lub kalendarzem jest zdecydowanie wyjątkowy. Ja go otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Tania Książka. Jest to kolejna, siódma już odsłona tego wyjątkowego kalendarza, przeznaczona szczególnie dla tych kobiet, które oczekują czegoś więcej od zwykłego kalendarium. Jego wyjątkowość możemy zauważyć już na wstępie, rozkoszując oczy niesamowicie elegancką okładką. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej tak wyjątkowej pozycji nie miałam w dłoniach. Mimo, że seria ta wychodzi już od dłuższego czasu, to ten egzemplarz wyjątkowo spełnił moje oczekiwania. Granat wpadający w głęboki, śliwkowy fiolet i złote litery, wprowadzają nas na wyższy poziom, w świat ekstrawagancji, a twarda okładka dodaje sznytu i dopełnia całość. Nic dodać, nic ująć, istne glamour. Od razu dodam, że istotny jest też rozmiar tej publikacji, bowiem mierzy ona 19 cm, a więc skrojony na miarę tradycyjnej kobiecej torebki. Magiczny kalendarz nie jest ani za gruby, ani też zbyt cienki, jest akurat. 443 strony zawierają obszerny, wyjątkowy horoskop dla każdego na 2019 rok, wiele rad i porad, sporo miejsca na notatki, oraz wskazówki jak dbać o duszę i ciało, wykorzystując choćby wpływ księżyca. A to istotne, bo już na okładce ten srebrzysty sierp przypomina, że przyszły rok będzie właśnie pod jego wpływem. Nie brakuje też ciekawostek dotyczących słowiańskiego folkloru, czy też porad związanych z "higieną" naszych medalionów i talizmanów. W tym wyjątkowym kalendarzu znajdziemy też garść specjalnych przepisów. Czy wiedzieliście, że serowe, tłuczone ziemniaki z koperkiem są idealną potrawą na 21/22 marca, czyli tak zwane przesilenie wiosenne? Oprócz tego co zwykle, czyli kto aktualnie cieszy się imieninami, jaki znak zodiaku ma właśnie swoje święto, na każdej karcie znajdziecie również cytat. Otrzymacie też garść sympatycznych informacji, ja z przyjemnością poczytałam sobie o święcie kwiatów zwanym sabatem Bełtane, które obchodzone jest w noc z 30 kwietnia na 1 maja. Swoją wiedzę wzbogaciłam o intrygującą informację, czym jest złe oko i jak się przed nim chronić. Nie jest mi też obca Ashwagandha. Myślę, że kobiety interesujące się kosmetologią z wielkim zainteresowaniem przeczytają i zastosują rady dotyczące np. naturalnego spa dla włosów.

Z ogromną przyjemnością chciałabym Was zachęcić do sięgnięcia po ten wyjątkowy, magiczny kalendarz. Pamiętajcie, że niebawem święta, a ta propozycja będzie idealnym prezentem dla każdej kobiety. Ucieszy oczy nastolatki, ale też i mamy lub babci. Szczerze powiem, że jest to jeden z najlepszych kalendarzy jaki do tej pory miałam. Ja polecam!!!

Tak więc jeśli chcecie nabyć takie cudo, to właśnie dzięki wydawnictwu Tania książka, będziecie miały ku temu okazję.


ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:08:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dobre myśli (tom 3)

„Skoro ze starych, przetartych na tyłku zniszczonych jeansów da się zrobić kolorową torbę, to pewnie życie też się da ubogacić kolorami. [ ] Naszyć kolorowe kwiaty na wszystkie rany, rysy na duszy i po sprawie.”*

Zanim zapoznacie się z moimi odczuciami, chciałabym nadmienić, że uważam, iż dzisiaj recenzowana przeze mnie powieść była jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tej jesieni....
„Skoro ze starych, przetartych na tyłku zniszczonych jeansów da się zrobić kolorową torbę, to pewnie życie też się da ubogacić kolorami. [ ] Naszyć kolorowe kwiaty na wszystkie rany, rysy na duszy i po sprawie.”*

Zanim zapoznacie się z moimi odczuciami, chciałabym nadmienić, że uważam, iż dzisiaj recenzowana przeze mnie powieść była jedną z najbardziej wyczekiwanych premier tej jesieni. Magdalena Witkiewicz trzymała do końca swoich odbiorców w wielkiej niepewności. Dlatego jak tylko otrzymałam swój egzemplarz powieści od Taniej Książki, natychmiast zabrałam się do czytania.

Kilka słów o samej książce...uchylam rąbka tajemnicy dla tych, którzy jeszcze nie czytali.
Ulubiony przez wielu czytelników, wyczekiwany Milaczek wraca w kolejnym, czwartym już tomie. Milenkę poznajemy jako dojrzalszą kobietę, która o dziwo... w wieku 36 lat przeżywa pierwsze symptomy kryzysu wieku średniego. Nie może się z tym pogodzić, bowiem wciąż chce uchodzić za idealną, perfekcyjną panią domu i równocześnie wciąż atrakcyjną żonę swego męża. Niestety szybko przekonuje się, że życie pisze inne scenariusze niż Milaczek ma zaplanowane. Z pomocą przychodzi jedyna w swoim rodzaju, szlachetna i wyjątkowa Zofia Kruk, która pojawia wraz ze swoją intrygą, energią i głową pełną pomysłów.

„Jeśli kochasz naprawdę, wiesz co robić. Miłość nie polega na tym, że siedzisz z kimś i mu tę miłość wyznajesz. Same słowa nic nie znaczą.” ** W powieści prócz znanych bohaterek pojawiają się także nowe twarze. To Aniela, Kamila i Edyta, które połączy plac zabaw dla dzieci. Kobiety łączy rola jaką odgrywają w życiu. Wszystkie są matkami i pragną szczęścia dla swoich rodzin. Aniela to wdowa, którą bardzo mocno los doświadcza, a która marzenia przerzuca na szydełkowe arcydzieła. Dla niej najważniejsza jest własna Mama. Kamila z kolei to niepoprawna optymistka, która widzi świat przez obiektyw swojego aparatu i która bardzo chce pomóc Anieli. Natomiast Edyta to prawdziwa bizneswoman, kobieta zamożna i poukładana, która swoje życie układa na kartach swojego kalendarza. Niestety nie do końca potrafi być matką. Czy kobiety znajdą swoją receptę na prawdziwe, szczęśliwe życie?

Mimo, że śmiało można napisać, że „Nie ma jak u mamy” jest mimo wszystko ciepłą powieścią, pełną nadziei i wiary w każdy kolejny dzień, i kolejnego człowieka. Magdalena Witkiewicz z pomocą bohaterek pragnie nam pokazać, że tak jak bohaterki, tak i my czytelnicy nie jesteśmy idealni, popełniamy błędy i czasem stajemy wobec sytuacji bez wyjścia. Ponad to autorka zadbała oto, aby każda z nas znalazła w książce kawałek siebie samej ze swoimi problemami, słabościami, planami i marzeniami, które niestety nie zawsze spełniają się tak jak my tego same oczekiwałybyśmy. Nie przechodzi też obojętnie koło ważnych relacji rodzinnych matka-córka, mąż-żona.


Z twórczością Magdaleny Witkiewicz spotkałam się dużo wcześniej. Mam ulubione, jej autorstwa książki na półce, do których często wracam, których rady i porady pozostają wciąż w pamięci. Porównując je do najnowszej książki Magdaleny Witkiewicz z przykrością muszę stwierdzić, że dla mnie osobiście ta ostatnia, jest najsłabszą powieścią napisaną jak do tej pory. Nie tego oczekiwałam czytając powieść napisaną z okazji 10- lecia twórczości Witkiewicz. Mimo, że jest to opowieść o tym co w życiu najważniejsze i nie można koło niej przejść obojętnie, to w moim odczuciu nie do końca spełniła moje oczekiwania. Nie było tego czegoś, notabene do czego przyzwyczaiła mnie autorka, co spowodowałoby szybsze bicie serca, oraz taką pewność, że ta książka musi zostać ze mną. Mam mieszane uczucia i wrażenie, że termin wydania gonił i nie wszystko było do końca przemyślane. Podczas czytania towarzyszył mi chaos, szczególnie widoczny podczas poznawania losów i perypetii bohaterów, często musiałam wracać do przeczytanych już wątków. Podkreślam, że jest to tylko i wyłącznie moja opinia, którą Wam przedstawiam. Jeśli macie możliwość przeczytania tej powieści to zachęcam. Być może będziecie miały swoje, odmienne od moich przemyślenia po lekturze tej książki. Więc jeśli chcecie się dowiedzieć jak potoczyły się losy Milaczka, kim jest tajemniczy Bachor, oraz kiedy tak naprawdę zaczyna się kryzys wieku średniego, sięgnijcie po kolejny cykl bestsellerowej serii o Milaczku.

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:07:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Witajcie!!!

Co to znaczy być mistrzem? Zapewne znaczy to być najlepszym w danej dziedzinie. To tytuł przyznawany osobie w dowód uznania, która osiągnęła najwyższy stopień wiedzy, wtajemniczenia, czy też najlepszy wynik. Tym samym mistrz to jest ktoś kto cieszy się swoistym autorytetem, poważaniem, dumnie nosi miano "guru", a liczne grono ludzi pragnie go naśladować. Suma sumarum, mistrz to...
Witajcie!!!

Co to znaczy być mistrzem? Zapewne znaczy to być najlepszym w danej dziedzinie. To tytuł przyznawany osobie w dowód uznania, która osiągnęła najwyższy stopień wiedzy, wtajemniczenia, czy też najlepszy wynik. Tym samym mistrz to jest ktoś kto cieszy się swoistym autorytetem, poważaniem, dumnie nosi miano "guru", a liczne grono ludzi pragnie go naśladować. Suma sumarum, mistrz to jest ktoś!

Każdy z nas będąc jeszcze dzieckiem miał zapewne takiego swojego guru, który był dla niego niedoścignionym ideałem, wzorcem postępowania. Dla jednych to był rodzic, dla innych być może policjant. A może strażak czy osoba pracująca na wysoko nad naszymi głowami była tym kimś? Znamy już zatem wszelakich mistrzów sportu, szachów itp... A co to znaczy być mistrzem…życia? Czy my jako czytelnicy swoją rolę odgrywamy na szóstkę z plusem?

Jestem świeżo po lekturze autorstwa Anny Stryjewskiej pt. „Mistrzowie życia”. Mimo, że pierwszy raz zetknęłam się z twórczością tej pisarki, jestem pod dużym wrażeniem jej pióra, a styl pisania na długo "zapisze się" w mojej pamięci. Z tego właśnie miejsca kieruję głęboki ukłon w stronę autorki, gdyż nie każdy potrafi opisać życie takie jakie ono naprawdę jest, bez owijania w bawełnę. Dla Was właśnie drodzy czytelnicy, pani Anna Stryjewska zabierając się do napisania owej powieści zdejmuje różowe okulary. Używając tym samym tylko odcieni szarości w mistrzowski sposób wizualizuje nam życie odarte z podkolorowań i wyprane z ubarwień.

Młodzi ludzie, bohaterowie tej książki, Sebastian, Michał i Natalia tęsknią do bycia dorosłym. Mają swoje marzenia, które chcą zrealizować, oraz cele, które chcą osiągnąć bo są dla nich ważne. Będąc nastolatkami przyglądają się rzeczywistości w której przyszło im żyć. Pragną bardzo szybko rozpocząć życie dorosłego człowieka. Jednak nie zdają sobie sprawy, że przekroczenie granicy dziecko-dorosły będzie dla nich bardzo bolesne. Patrząc przez pryzmat charakterów w powieści, autorka serwuje nam niezwykle ciekawych bohaterów. Myślę, że Anna Stryjewska dobrała takie a nie inne osobistości z ważnych powodów. To właśnie te postaci, paradoksalnie zresztą, poprzez tak odmienne charaktery nadają całości pewnego kolorytu, ukazując tym samym, że szary to też kolor o niezliczonej liczbie odcieni. Tak jak odmienne ludzie posiadają charaktery, tak różne życie pisze im scenariusze. Nasza egzystencja to rola naszego życia, to sztuka jednego aktora, taki nasz autorski monodram.

Michał i Ania pochodzą z dobrego domu. Mimo, że nigdy im niczego nie brakowało, Michał nie chce iść w ślady ojca. Ma swój własny sposób na życie i razem ze swoim przyjacielem Sebastianem prowadzi stoisko na targowisku. Jak potoczą się jego losy? Czy ten sposób na biznes okaże się długofalowym strzałem w dziesiątkę?

Natalia, siostra Michała to wzorzec zapatrzonej w siebie nastolatki. Nikt inny się nie liczy tylko ona, taki podręcznikowy przykład egocentryka. Przyzwyczajona do komplementów, z ogromnym poczuciem własnej wartości... zakochuje się w Sebastianie. Czy chłopak zobaczy w dziewczynie kogoś więcej niż siostrę przyjaciela? Czy Natalia zrewiduje utopijny sposób myślenia? Czy bolesne wejście w dorosłość czegoś nauczy bohaterkę?

Nie można tez zapomnieć o Sebastianie, który jest zupełnie inny niż pozostali bohaterowie. Dla niego liczy się mamona, która w Sebastiana mniemaniu oczywiście, jest jedynym wyznacznikiem szczęścia. Tak jak jego koledzy ma swoje plany i priorytety, które chce zrealizować. Jak potoczą się losy tego bohatera? Czy pieniądz da mu prawdziwe szczęście?

Nadmienię, że "Mistrzowie życia" przenoszą czytelnika do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, gdzie to rodzący się w bólu i bez znieczulenia w Polsce kapitalizm dawał wreszcie możliwość zrealizowania, pokrytych pajęczynami marzeń. Tych o bogactwie, szczęściu też... generalnie chyba jakichkolwiek.

Książka jest niezwykle "obrazowa" i łatwo dzięki niej zwizualizować sobie ówczesną rzeczywistość. Szare budynki, bazarkowe życie, wizyty w osiedlowych barach, pierwsze jeansy, zapewne obudzą masę wspomnień i skłonią do refleksji. To naprawdę świetna retrospekcja dla tych co to przeżyli, a Ci co nie mieli okazji i tak pewnie nie uwierzą... chyba że przeczytają najnowszą powieść Anny Stryjewskiej "Mistrzowie życia".

Tą wyjątkową powieść, za którą bardzo dziękuję otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Szara Godzina.

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:06:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wszyscy jesteśmy dziećmi... dobrze przeczytaliście, tak dziećmi. Bo dla naszych rodziców zawsze jesteśmy dziećmi...nawet mając po 30 - 40 lat. Tak właśnie nazywają nas nasi "staruszkowie". Mają szczęście Ci którzy "zasłużyli" już na miano syna, czy też córki. Takie coś z ust rodzica to już prawdziwa nobilitacja. Czy kiedyś kończy się dla nas ta udręka, niefartownie wyartykułowana np. w... Wszyscy jesteśmy dziećmi... dobrze przeczytaliście, tak dziećmi. Bo dla naszych rodziców zawsze jesteśmy dziećmi...nawet mając po 30 - 40 lat. Tak właśnie nazywają nas nasi "staruszkowie". Mają szczęście Ci którzy "zasłużyli" już na miano syna, czy też córki. Takie coś z ust rodzica to już prawdziwa nobilitacja. Czy kiedyś kończy się dla nas ta udręka, niefartownie wyartykułowana np. w obecności rówieśników? Czego musimy dokonać aby nasz kochany rodzic odciął pępowinkę i pozwolił nam własnoręcznie chwycić koło sterowe naszego własnego życia? Nie wiem jak u Was, drodzy czytelnicy kształtują się odpowiedzi na te z pozoru proste pytania, ale dziś postanowiłam Wam troszkę pomóc. A właściwie zrobiła to Olga Rudnicka w najnowszej książce "Byle do przodu", a ja zaintrygowana, dogłębnie przestudiowałam jej treść. Prawda, że sugestywny tytuł? Pozwólcie, zatem, że podzielę się przemyśleniami.
Czytając tę powieść "wskoczycie" pewnie i zdecydowanie w buty pary głównych bohaterów, rodzeństwa. Jeśli dobrze mniemam to te buty okażą się w waszym rozmiarze, bo pewnie akurat jesteście na takim etapie życia, macie go świeżo w pamięci, lub właśnie Wam o nim przypomniałam. Bo przecież przez to się przechodzi jak przez ząbkowanie... wracamy zatem do meritum.

Maria i Piotr to młodzi ludzie , którzy dopiero stawiają kroki w poważnym dorosłym życiu i próbują rozwinąć skrzydła w biznesowym świecie. Nie dane im jednak dokonać dzieła samodzielnie, gdyż ojciec Stanisław z wielką i nagłą chęcią wspiera ich w tym, aby idea nie umarła. Fajnie? Niekoniecznie. Rozkminiamy zatem.
Pożyczka - świetna rzecz. Biznes plan - przyda się. Lokal za free - coś tu zaczyna nieładnie pachnieć... Kontrola, przywiązanie, dług do spłacenia ...jakie jeszcze skojarzenia cisną się na usta? Nie wiem co Wam właśnie przyszło do głowy, ale zapewniam, że z grubsza biorąc, takie właśnie dylematy zaprzątają myśli Marii i Piotra.

Nasi bohaterowie co rusz zdają się pytać, czy rodzice zawsze muszą się wtrącać, choćby mimowolnie w nasze życie? Czy ich pomoc nie może być taka jakby bardziej nieinwazyjna i zdalna? Czy mama i tata nie mają własnego życia, tym bardziej, że ich drogi rozeszły się już 18 lat temu... No właśnie... tylko co my tak naprawdę wiemy o teraźniejszym życiu naszych rodziców? I o zgrozo... jakie to będzie miało konsekwencje dla nas? Czy to, że oni wtrącają się w naszą egzystencję, daje nam mandat do odwdzięczenia się tym samym?

"Ojciec i tak zrobi to, co będzie chciał. Jak zawsze zresztą. Miał swoje życie, a oni swoje."*

Z tyłu głów naszych bohaterów uporczywie pulsuje myśl, że ojciec nigdy nie dał niczego ot tak, oraz świadomość, że od matki niczego też się nie dowiedzą, bo to kolejna beneficjentka milionów ojca w rodzinie. Więc co tym razem chce kupić ojciec za swoje pieniądze, bo niewątpliwym jest fakt, że do tego właśnie służą bilety narodowego banku polskiego?

"Dorota siedziała za kierownicą opla należącego do Hanki. Uzgodniły, że jako kierowca bezwypadkowy przejmie tymczasowo stery."**

Hanka Kropicka, rodzicielka naszej pary bohaterów czynnie angażuje się w wyjaśnienie pobudek, którymi kieruje się jej były mąż. Robi to oczywiście na swój własny sposób i do składu amunicji, jakim sama jest, wprowadza jeszcze żywy dynamit, mianowicie przyjaciółkę Dorotę. Ten duet to dodatkowa porcja zapewniająca niekontrolowane wybuchy śmiechu.

Gwarantuję, że nasi bohaterowie sięgną po szerokie spektrum instrumentów, legalnych i tych niekoniecznie, aby dowiedzieć się czy mogą spać spokojnie. Zapewniam Was , drodzy czytelnicy, że mocno wsiąknięcie w lekturę, skosztujecie solidnej dawki humoru, umiejętnie i konsekwentnie serwowanej przez autorkę. A na deser oczywiście idealnie wkomponowana dawka czarnego humoru, dzięki której pojmiecie, że czaami trupy wypadają nie tylko z szafy. Reasumując książkę czyta się fantastycznie, choć z fantastyką nie ma nic wspólnego, to takie odcedzone samo życie.

https://ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:04:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Witajcie!

Całkiem niedawno przeczytałam bardzo ciekawą książkę autorstwa Zuzanny Arczyńskiej pt. "Odzyskane dzieciństwo". Od razu chciałabym wspomnieć, że po raz pierwszy miałam możliwość przeczytania powieści tej pisarki. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z Jej twórczością i muszę szczerze powiedzieć, że był to duży błąd. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ta książka to miła...
Witajcie!

Całkiem niedawno przeczytałam bardzo ciekawą książkę autorstwa Zuzanny Arczyńskiej pt. "Odzyskane dzieciństwo". Od razu chciałabym wspomnieć, że po raz pierwszy miałam możliwość przeczytania powieści tej pisarki. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z Jej twórczością i muszę szczerze powiedzieć, że był to duży błąd. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Ta książka to miła zapowiedź tego, co jeszcze przede mną. Bardzo dziękuję wydawnictwu Szara Godzina za możliwość przeczytania "Odzyskanego dzieciństwa".

Myślę, że dzisiejszą recenzję śmiało mogę rozpocząć od słów piosenki zespołu TURBO pt. ”Dorosłe dzieci”. Pozwólcie, że przytoczę jej fragment, a dokładnie refren.

"Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł."

Dziecko nie wybiera rodziców ani rodziny. Nie wie czy po urodzeniu trafi pod opiekę dobrych, troskliwych i kochających ludzi. Jednym dzieciom się to udaje- są kochane od samego początku, następnie mają idealne możliwości do właściwego rozwoju, a potem kształcenia się. Dla innych rodzin, od początku są problemem, przeszkodą, karą… zbędnym elementem. Zastanawialiście się, jak wygląda dzieciństwo takiego malucha? Ktoś powie, że od początku jest skazane na porażkę. Bo przecież jeśli nie jest kochane to nie nauczy się kochać, jeśli nie jest akceptowane, to nie odwdzięczy się tym samym w przyszłości. Dużo prawdy w tych słowach, ale też nie do końca. Głównie dlatego, że tak naprawdę wszystko zależy od ludzi, których spotkamy na swojej drodze.

Dzisiejsza recenzja będzie inna, bowiem nie da się opisać tego co czuje się po przeczytaniu tej powieści. Żal, smutek, rozgoryczenie, które mieszają się z ogromną radością. Dlaczego? Dlatego, że każdy człowiek szczególnie na początku swojego życia potrzebuje tego, co w życiu najważniejsze- wiary, opieki, dobrego słowa i bezwarunkowego uczucia, które nigdy nie wygaśnie.

„Odzyskane dzieciństwo” to powieść, która momentami bulwersuje. Pojawiają się wulgaryzmy, które mają na celu pokazać w sposób prosty i mocny brutalną rzeczywistość, w której znajdują się bohaterzy. Treść ma zszokować, wstrząsnąć czytelnikiem, otworzyć oczy na to co jest wkoło nas. Emocje, które pojawiają się podczas czytania są prawdziwe, bowiem pisarka nie boi się poruszać naprawdę trudnych, życiowych tematów.

Zaskoczenie towarzyszące kolejnym stronom książki było dla mnie czymś niesamowitym, niespodziewanym. Jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony miałam w głowie wiele pytań bez odpowiedzi. Myślę, że pisarka idealnie opisała to, co dzieje się w domach, w których króluje przemoc-ta fizyczna i ta najgorsza, psychiczna. W wyrafinowany sposób oddała uczucia dzieci porzuconych, lęki i obawy tych, którzy zmagają się z wieloma problemami, do których wstydzą się nawet przyznać. Autorka nie przechodzi obojętnie obok niesprawiedliwości, okaleczania, przemocy oraz bulwersujących metod wychowawczych, które wielokrotnie są nie do przyjęcia z punktu widzenia osoby postronnej. Arczyńska w swojej powieści nie owija w bawełnę, ale pokazuje, że mimo wszystko zawsze jest wyjście, że smutek, ból i cierpienie mija, i można kochać, nawet jeśli tego uczucia nigdy, jako dzieci nie doświadczyliśmy.
„Odzyskane dzieciństwo” to powieść wyjątkowa, która na długo zostanie w mojej pamięci i nie mogę uwierzyć, że jest to debiut pisarki. Życzę sobie i wszystkim pisarzom właśnie takich książek. Książek które zmuszą do myślenia i pozwalają zauważyć to co jest na tym świecie najważniejsze, a czego na pierwszy rzut oka nie widzimy, lub najzwyczajniej w świecie nie chcemy zobaczyć...
https://ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:02:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak literanova otrzymałam książkę, która jest poradnikiem dosłownie dla każdego. Co zrobić na kolację? Czyż to nie codzienny dylemat większości z nas? Z pomocą przychodzi nam nie kto inny, jak oczywiście niezastąpiona Anna Starmach i jej książka pt.” Pyszne kolacje”.

Dzisiejsze spostrzeżenia i przemyślenia na temat tej propozycji spowodują,...
Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak literanova otrzymałam książkę, która jest poradnikiem dosłownie dla każdego. Co zrobić na kolację? Czyż to nie codzienny dylemat większości z nas? Z pomocą przychodzi nam nie kto inny, jak oczywiście niezastąpiona Anna Starmach i jej książka pt.” Pyszne kolacje”.

Dzisiejsze spostrzeżenia i przemyślenia na temat tej propozycji spowodują, że nie jednemu z Was kubki smakowe przypomną o sobie i pojawi się chęć zjedzenia czegoś. Dlatego proponuję zaopatrzyć się w coś dobrego, sytego lub na ząb-jak kto woli.

Anna Starmach znana przede wszystkim jako juror z Mastechefa i MasterChefa Junior, w swojej propozycji dzieli się 60-cioma przepisami na idealną kolację. Jak możecie się domyśleć w takiej książce nie brak kolorowych ilustracji, które kuszą i zachęcają do tego, abyśmy sami przyrządzili taki czy inny posiłek. Rzeczywiście książka jest bogato ilustrowana. Na samym początku znajdują się propozycje potraw ”na szybko”. Możemy tu znaleźć np. pomidorowe tosty francuskie, kanapki z ricottą i figami, znane wszystkim śledzie w śmietanie, ulubioną sałatkę jarzynową czy potrawę o tajemniczej nazwie „tabbouleh”. A skoro już o niej wspomniałam to tabbouleh jest jedną z najbardziej znanych i popularnych potraw w krajach arabskich. Pietruszka to jeden z podstawowych składników tej potrawy, nie brakuje w niej teź szczypiorku, kaszy bulgar, pomidora czy też ogórka.

W części nazwanej "na gorąco" znajdziemy propozycje, które mogą śmiało być również daniem obiadowym. Są to np. naleśniki ruskie, placki ziemniaczane, leczo z cukinią i pieczarkami. Dla smakoszy krewetek mamy przepis na owe krewetki i to w cieście filo z sosem aioli. Anna Starmach nie zapomniała o „Quiche” będącą klasyką kuchni francuskiej. Quiche- czyli tartę można jeść na ciepło jak i na zimo, w połączeniu z zieloną sałatą i winegretem. Książka traktuje o daniach dla tych, którzy lubią potrawy na ciepło i zimno, a także dla tych, którzy szukają propozycji dań mięsnych i bezmięsnych. Słowem dla każdego coś pysznego. Na końcu książki znajduje się mini-przewodnik , zawierający praktyczne wskazówki dla początkujacego someliera, tyczące się tym samym win, autorstwa Bogumiły Wiśniewskiej. Skosztujemy zatem nieco savoir-vivre'u określającego m.in. zasady degustacji, oraz dowiemy się czego potrzebujemy aby ją w sposób właściwy przeprowadzić. Połkniemy również garść wiadomości, w jaki sposób podawać wino i jaka powinna być jego temperatura, aby poczuć świeżość i walory smakowe. Bogumiła Wiśniewska w swoim poradniku zwraca uwagę na kieliszki, bo tak naprawdę do wina potrzebujemy dwóch rodzajów, tych o pękatej czarce i tzw. fletów.

Po lekturze tego poradnika, etykieta która znajduje się na butelce każdego wina, nie będzie stanowiła już dla nas tajemnicy. Dodatkowo, każda istotna informacja jest odpowiednio zaznaczona poprzez słowo „Zapamiętaj”. Za szczególnie cenne uznałam informacje, jak nie dać się nabić w butelkę i szerokim łukiem omijać bezwartościowe wina. Co cechuje wino utlenione, jak rozpoznamy takie uszkodzone promieniowaniem UV, lub w jaki sposób zidentyfikujemy musowanie niemusującego wina.


Na początku książki, Anna Starmach napisała bardzo mądre słowa. Pozwólcie, że je po prostu zacytuję:

„Kolacja- chwila tylko dla nas i dla naszych najbliższych,
chwila dla przyjaciół i dla rodziny,
chwila spokoju i chwila na rozmowę.”

Dlatego cieszmy się, że posiłki, nawet te najprostsze, możemy spożywać w gronie najbliższych.

https://ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-11-04 20:00:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jestem świeżo po przeczytaniu ponad 400-sto stronicowej powieści Moniki Oleksa pt."Tylko morze zapamięta" i wciąż zastanawiam się, w jaki sposób napisać recenzję by Was zaciekawiła. Zaciekawiła nie dlatego, bo książka okazała się niewypałem, tylko dlatego aby chociaż w 1/10 oddać to co czuję po lekturze tej wyjątkowej powieści.

"Dopiero gdy coś się w tym życiu załamywało, przychodziła...
Jestem świeżo po przeczytaniu ponad 400-sto stronicowej powieści Moniki Oleksa pt."Tylko morze zapamięta" i wciąż zastanawiam się, w jaki sposób napisać recenzję by Was zaciekawiła. Zaciekawiła nie dlatego, bo książka okazała się niewypałem, tylko dlatego aby chociaż w 1/10 oddać to co czuję po lekturze tej wyjątkowej powieści.

"Dopiero gdy coś się w tym życiu załamywało, przychodziła spóźniona refleksja, że przecież od zawsze chodziło o coś więcej niż zmaganie się z codziennymi udrękami. W takich chwilach jak te spędzone w szpitalu człowiek tęsknił za smakami, zapachami i za świeżym powietrzem, pozbawionym zaduchu choroby. W takich chwilach człowiek doceniał życie, nawet te najprostsze, najuboższe. I bardzo się tego życia trzymał uświadamiając sobie, że zastępczego nie dostanie."*


"Tylko morze zapamięta" to powieść, która już samą okładką skłania nas do zgłębienia jej treści. Przepiękny widok morza skąpanego w zachodzącym słońcu, zachęca do otwarcia książki i poznania historii bohaterów. Bohaterów, którzy mają na swoich barkach bagaż życiowych doświadczeń.

"Tylko morze zapamięta" zawiera w sobie piękną i niezwykle pouczającą lekcję życia, choć chyba niekoniecznie takiego o jakim marzymy. Autorka przedstawia nam historię nasyconą miłością, tęsknotą, cierpieniem, śmiercią oraz zagadką, które powodują, że naprawdę trudno odłożyć powieść w trakcie czytania. Ja przeczytałam ją, można rzec jednym tchem.

„Nasze życie składa się z tysiąca niewiadomych. Dochodzisz do zakrętu i nie wiesz, co za nim zastaniesz. Czasami wydaje ci się, że droga, którą wybrałeś, jest tą najwłaściwszą, ale już po kilku krokach orientujesz się, że prowadzi cię donikąd. Za późno jest jednak na to, aby zawrócić.”**

"Tylko morze zapamięta" to opowieść o tym, jak niedomówienia mogą zniszczyć szansę bycia z ukochaną osobą. Niepotrzebne słowa , błędnie wyciągnięte wnioski, męska, urażona duma, samotność w małżeństwie, tęsknota za ukochaną osobą...to wszystko znajdziecie na kartach tej niezwykle życiowej książki.

Na początku wspomniałam o tym, że bardzo chciałam przeczytać najnowszą powieść Moniki Oleksa. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że przy piórze tej pisarki potrafię się wyciszyć i zrelaksować nawet wtedy, gdy tematyka jest trudna, smutna, przygnębiająca. Pięknymi sentencjami umiejętnie wplecionymi w tekst, pisarka wskazuje na to co w życiu najważniejsze, oczywiste, a jednak zapomniane przez wielu z nas. Książki Oleksy nie są z tych, które można przekartkować i odłożyć na półkę. Z całą pewnością też, Monika Oleksa nie jest pisarzem, koło którego można przejść obojętnie. Ja do tej pory, mimo znanego nazwiska pisarki, nie zawiodłam się na jej powieściach, tak jak to zdarzało się w przypadku innych pisarzy. Mało tego, w moim odczuciu każda kolejna książka jest jeszcze lepsza od poprzedniej. Dodatkowo chciałabym wspomnieć, że w przypadku powieści "Tylko morze zapamięta", ogromne wrażenie zrobiły na mnie, przepięknie opisane przez Oleksę nadmorskie klimaty. To właśnie one spowodowały, że czułam jak wraz z bohaterami spacerowałam po plaży i wdychałam nadmorską bryzę, a szum fal i śpiew mew, słyszę do tej pory.

https://ukatji.blogspot.com

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
48 47 299
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

zgłoś błąd zgłoś błąd