Adrian Pezda 
"Niezwykle kreatywny i dbający o najmniejsze szczegóły autor. Pochodzi z gór, z okolic Szczyrku. Student filologii polskiej, który swą przyszłość najchętniej związałby z pisaniem." ~ straszne-historie.pl
21 lat, mężczyzna, Buczkowice, status: Autor, dodał: 4 książki, ostatnio widziany 11 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-14 14:45:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Kupiłem za grosze tę niewielką książeczkę o tak intrygującym tytule. Spodziewałem się znaleźć w niej odpowiedź (i argumenty, rzecz jasna) na pytanie, które od dłuższego czasu mnie gnębiło. Czy ją znalazłem? Cóż…

Na początku muszę podkreślić, że dzieło to pochodzi z roku 1973, a więc jest mocno nieaktualne. Autor skupia się tylko na jednej filozofii – tej marksistowskiej. Prawdę mówiąc, cała...
Kupiłem za grosze tę niewielką książeczkę o tak intrygującym tytule. Spodziewałem się znaleźć w niej odpowiedź (i argumenty, rzecz jasna) na pytanie, które od dłuższego czasu mnie gnębiło. Czy ją znalazłem? Cóż…

Na początku muszę podkreślić, że dzieło to pochodzi z roku 1973, a więc jest mocno nieaktualne. Autor skupia się tylko na jednej filozofii – tej marksistowskiej. Prawdę mówiąc, cała ta broszurka jest swoistą obroną marksizmu i nagonką na wszystko, co neopozytywistyczne. Choć może to sprawiać, że wielu odejdzie od lektury z obrzydzeniem, ja sam dotrwałem do końca.

Podobał mi się szczególnie początek. Tanalski dokonuje rozróżnienia między nauką i filozofią. Pokazuje nam poglądy różnych stronnictw na to zagadnienie. Czy filozofia jest nauką? A może to nauka pochodzi od filozofii i jest jej częścią? Traktować je osobno? Czym właściwie jest filozofia? Na te pytania stara się odpowiedzieć autor, opierając swoją odpowiedź na marksizmie.

Wydaje mi się, że obyłbym się bez tej pozycji w mojej drodze do zrozumienia istoty filozofii. Największym minusem tego dzieła jest forma – to bardzo nieforemna książeczka, przez co nawet czytanie jej wydaje się niewygodne. Ogółem, mogę wystawić jej siedem na dziesięć gwiazdek z zaznaczeniem, że dobrze będzie podejść do niej z dystansem. Odradzam ją także osobą całkowicie niezaznajomionym z filozofią – wiele tu trudnych pojęć.

pokaż więcej

 
2018-12-14 12:48:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Piszę teraz jedną z tych opinii, które boję się wystawiać. Być może nie zostanę zrozumiany, ktoś mnie wyśmieje i wskaże palcem na mój brak ogłady, oczytania, dziecinne podejście oraz niezrozumienie tekstu, który oceniam. Sięgnąłem po opowiadania Olgi Tokarczuk, by przekonać się na własnej skórze, o czym ona pisze, z czym się to je. Jest to jednak autorka z całą pewnością nie dla mnie.

...
Piszę teraz jedną z tych opinii, które boję się wystawiać. Być może nie zostanę zrozumiany, ktoś mnie wyśmieje i wskaże palcem na mój brak ogłady, oczytania, dziecinne podejście oraz niezrozumienie tekstu, który oceniam. Sięgnąłem po opowiadania Olgi Tokarczuk, by przekonać się na własnej skórze, o czym ona pisze, z czym się to je. Jest to jednak autorka z całą pewnością nie dla mnie.

Zaczynając od tego, co wzbudziło we mnie pozytywne odczucia – podoba mi się styl. Długie, ciekawe porównania i niecodzienny, melancholijny sposób patrzenia na świat. W pewnym sensie jest to wyjątkowe. Wydaje mi się, że potrafiłbym to docenić. Gdyby nie te pojawiające się co kilka stron uniwersalne prawdy. Tokarczuk narzuca się ze swoją wizją, swoimi uczuciami. Nie jest narratorem, a główną bohaterką, która nie tylko opisuje, ale i ocenia. Ja jednak należę do tych ludzi, którzy bardzo nie lubią, gdy ktoś narzuca im swoje przekonania.

Kolejna sprawa, to przedmioty opowiadań autorki. Pierwsze z nich mówi o szafie i zafascynowanej nią dziewczynie. Drugie – o pracy pokojówki w hotelu (jest najdłuższe i, moim zdaniem, najlepsze). Trzecie jest dla mnie całkowicie niezrozumiałe. Mowa w nim o mężczyźnie, który „tworzy światy” w swoim komputerze i bawi się w Boga. Nie wiem, co miało sobą prezentować? Samotnego człowieka, który bez komputera nie widzi świata? Zawód Boga spowodowany jego własnym tworem? Sam dostrzegam tu pewną naiwność Tokarczuk i jej niezrozumienie wobec tego, dlaczego ludzie spędzają przed komputerem tyle czasu. Zdaje mi się, że autora nie wie, o czym pisze.

Jest to ogólnie mój problem z dziełami, które zakrawają o lirykę jako taką. Jest jakiś styl, tworzy się jakiś klimat i można zetknąć się nawet z fabułą! Nie da się jednak jednoznacznie stwierdzić tego, o czym jest tekst. Książkę przyjemnie się czytało. Pobudzała wyobraźnie i zaspokajała zmysły estetyczne. Czy jednak coś mi dała? Gdzie kończy się intelektualna głębia rozważań nad życiem i codziennością, a zaczyna kicz, pseudointelektualne aksjomaty oraz sztuczna melancholia? I gdzie umieścić w tym wszystkim Olgę Tokarczuk?

Naprawdę trudno jest mi ocenić to dzieło. Najgorsze jest chyba to, że nie mogę zarzucić mu czegokolwiek, czego nie można by skwitować zdaniem: „tak miało być”. Chyba zaczynam pojmować spór klasyków z romantykami. Subiektywnie mogę napisać, że kilka rzeczy było jak dla mnie niesmacznych, jednak nie można odmówić pisarce pewnej głębi, stylu i ciekawych opisów. Ogółem, przyznaję książce siedem na dziesięć gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-12-14 11:53:02
Dodał do serwisu książkę: Czy filozofia jest potrzebna?
 
2018-12-10 09:29:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Odkryj filozofię (tom 23)

Nie przepadam za filozofami XX-tego wieku, zdecydowanie wolę tych oświeceniowych. Nie można się jednak nie zgodzić z tym, że Arendt podejmuje kwestie priorytetowe dla świata po drugiej wojnie światowej. Nie wchodząc jednak w szczegóły, o których można poczytać w opisie książki bądź Internecie, kilka słów o tomie.

Podział rozdziałów i zagadnień poruszanych w książce bardzo mi się podoba, choć...
Nie przepadam za filozofami XX-tego wieku, zdecydowanie wolę tych oświeceniowych. Nie można się jednak nie zgodzić z tym, że Arendt podejmuje kwestie priorytetowe dla świata po drugiej wojnie światowej. Nie wchodząc jednak w szczegóły, o których można poczytać w opisie książki bądź Internecie, kilka słów o tomie.

Podział rozdziałów i zagadnień poruszanych w książce bardzo mi się podoba, choć sama tematyka nie należy do łatwych, a i myśl filozofki jest nie najprostsza. Zdecydowanie nie była to popołudniowa, lekka lektura czytana przy muzyce. Dużym plusem są użyte przez autora odniesienia do dzieł Arendt i kultury jako takiej. Pod względem korekty książka także trzyma poziom.

I tutaj pojawia się mój problem, ponieważ choć wszystko, czego wymagałem od poprzednich tomów, jest tutaj na właściwym miejscu, to jednak czuję pewną niechęć do tego, by wystawić tytułowi najwyższą możliwą ocenę i zacząć go zachwalać. Chodzi chyba o styl autora. Tekst czytało się żmudnie, dodatkowe ramki, które ubogacają treść, były stawiane w najgorszych możliwych miejscach, zaś tłumaczenia trudnych zagadnień, które podejmuje filozofka, jeszcze bardziej wszystko komplikowały. Miałem wrażenie, że czytam podręcznik. Pojawiły się tu nawet tabelki! I, choć może to być nieco niesprawiedliwa ocena, wystawiam książce osiem na dziesięć gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-12-08 05:30:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Odkryj filozofię (tom 22)

Osobiście nie przepadam za filozofami, którzy starają się bronić religii chrześcijańskiej. Pascal nie przypadł mi do gustu, co dopiero święty Augustyn. Niemniej, może za sprawą świetnego opracowania bądź jakiejś niezrozumiałej, osobistej sympatii, Kierkegaard jest mi miły. Nie o nim jednak należy mi pisać, a o samej książce.

Na uwagę zasługuje model przedstawienia treści, który najbardziej...
Osobiście nie przepadam za filozofami, którzy starają się bronić religii chrześcijańskiej. Pascal nie przypadł mi do gustu, co dopiero święty Augustyn. Niemniej, może za sprawą świetnego opracowania bądź jakiejś niezrozumiałej, osobistej sympatii, Kierkegaard jest mi miły. Nie o nim jednak należy mi pisać, a o samej książce.

Na uwagę zasługuje model przedstawienia treści, który najbardziej mi odpowiada. Na początku dowiadujemy się sporo o życiu filozofa – autor uwzględnia przy tym wszystkie ważne konteksty historyczne. Później przedstawienie jego myśli, zaś na końcu genialne podsumowanie, w którym czytelnik mierzy się z popularnymi mitami na temat Kierkegaarda. Schemat, według mnie, najlepszy z możliwych.

Styl pisania autora jest absolutnie świetny. Ani razu się nie nudziłem, a podrozdziały i rozdziały miały odpowiednią długość. Zabrakło mi nieco cytatów z dzieł filozofa, za to odniesienia do dzisiejszej kultury były na wagę złota. No i korekta tekstu trzymała poziom. Uwzględniając to wszystko, książka zdaje mi się zasługiwać na najwyższą możliwą ocenę.

pokaż więcej

 
2018-12-02 06:52:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Zrozumieć Europę". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

„Wieża Babel” Mańczaka jest pierwszą językoznawczą książką popularnonaukową, z którą się zetknąłem. I muszę przyznać, że jest też moim wielkim rozczarowaniem. Rzecz jasna, nie mogę wypowiadać się tutaj jako znawca książek językoznawczych – podchodzę do tematu jedynie jako laik.

Pierwszą rzeczą, której nie rozumiem i to chyba nie tylko ze względu na brak wiedzy, jest podział książki, jak i...
„Wieża Babel” Mańczaka jest pierwszą językoznawczą książką popularnonaukową, z którą się zetknąłem. I muszę przyznać, że jest też moim wielkim rozczarowaniem. Rzecz jasna, nie mogę wypowiadać się tutaj jako znawca książek językoznawczych – podchodzę do tematu jedynie jako laik.

Pierwszą rzeczą, której nie rozumiem i to chyba nie tylko ze względu na brak wiedzy, jest podział książki, jak i jej nazwa. Po „Wieży Babel” spodziewałem się opisania wszystkich języków świata. Niemniej, dzieło to ukazało się w cyklu „Zrozumieć Europę”, a rozdziały zawarte w tekście przedstawiają nam jedynie języki indoeuropejskie i kilka nieindoeuropejskich. Wydaje mi się, że jest tutaj duża niekonsekwencja.

Ponadto, nie wiem, dla kogo książka ta została napisana. Jako popularnonaukowa, powinna być chyba zrozumiała dla wszystkich zainteresowanych tematem, prawda? A jednak nie jest. Dostajemy twór, który po części wyjaśnia nam większość zagadnień, inne sygnalizuje, a jeszcze inne podaje tylko z nazwy, zakładając chyba, że czytelnik sam sięgnie po odpowiednią wiedzę w Internecie bądź przy użyciu innej literatury lub zna doskonale owe niezbyt jasne terminy. Nawet, jeśli jestem za głupi na dany tytuł, miło byłoby dostać informację gdzieś na początku dzieła, dla jakich osób jest ono adresowane.

Mańczak dzieli swoją książkę na dwa duże rozdziały. W pierwszym omawia każdy z przedstawianych przez siebie języków (jedne zajmują mu kilkanaście stron, inne kilkanaście linijek), w drugim zaś doszukuje się praojczyzny Słowian, Indoeuropejczyków i – nie wiadomo dlaczego – Gotów. Przedstawia przy tym swoją własną metodę na zlokalizowanie owych ojczyzn, pokrótce opowiadając o wszystkich innych, a raczej je krytykując, czasem nawet bardzo, bardzo otwarcie.

Językoznawca, który kazał mi ową książkę przeczytać, także nie pała do niej szczególnym uznaniem, a więc w swojej ocenie opieram się na jednym z moich autorytetów. Zapewne większość tego, co mi się tutaj nie podoba, określiłbym jako coś, do czego nie mam predyspozycji, a więc na temat czego nie mogę się wypowiadać. Niemniej, jeśli ktoś dużo lepiej zorientowany w temacie podziela moje odczucia, chyba wolno mi je przedstawić.

Podsumowując, najgorsza w „Wieży Babel” jest jej niekonsekwencja. Nie wiadomo, dla kogo została napisana, co ma sobą reprezentować i dlaczego niektórym zagadnieniom poświęcono tyle miejsca, gdy inne zdają się być ledwie wspomniane. Dodatkowo, autor w drugiej części książki odpiera zarzutu wobec swojej metody, cytując je… Sam nie wiem, czy czytałem sprawozdanie z konferencji naukowej, czy też coś, co miało mi przybliżyć obraz Europy? Chciałbym kiedyś sięgnąć po jakąś dobrą, językoznawczą pozycję dla laików. Niestety, ta książka nie jest ani dobra, ani dla laików. Zdaje mi się, że ocena trzech na dziesięć gwiazdek będzie tu odpowiednia.

pokaż więcej

 
2018-12-01 21:05:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Kultowa już książka Kapuścińskiego znajduje się na liście szkolnych lektur, choć zdaje mi się, że jest – jak w przypadku większości dzieł z kanonu – omawiana zbyt wcześnie. Sam postanowiłem sięgnąć po tego autora dopiero teraz, zaczynając swoją przygodę z Kapuścińskim właśnie od „Cesarza”.

Na temat wnikliwości autora, jego oddaniu dla sztuki reportażu i wysiłku, którą włożył w zbieranie...
Kultowa już książka Kapuścińskiego znajduje się na liście szkolnych lektur, choć zdaje mi się, że jest – jak w przypadku większości dzieł z kanonu – omawiana zbyt wcześnie. Sam postanowiłem sięgnąć po tego autora dopiero teraz, zaczynając swoją przygodę z Kapuścińskim właśnie od „Cesarza”.

Na temat wnikliwości autora, jego oddaniu dla sztuki reportażu i wysiłku, którą włożył w zbieranie materiałów do książki, można by napisać niejedną, wielostronicową pracę. Ja jednak skupię się tutaj wyłącznie na aspekcie literackim, pomijając wszystkie inne zasługi twórcy.

Pierwsze, co zasługuje na uwagę, to spójność tekstu i jego ułożenia w rozdziałach. Pierwszy z nich traktuje o życiu cesarza w czasach świetności owej antyutopii, nad którą panował. Kolejny skupia się na powolnym rozkładzie cesarstwa, zaś ostatni – na jego zniszczeniu. Układ ten jest dość prosty, logiczny i przyjemny w odbiorze.

Ważne są tutaj także słowa wypowiadane przez tych, którzy opowiadają narratorowi przebieg wydarzeń. Kapuściński nie mówi wprost, pozwalając czytelnikowi samemu wyciągnąć wnioski z tego, co rozgrywa się na kolejnych kartkach książki. Porusza przy tym nie tylko nasz intelekt, ale i wyobraźnię, której zostawia całkiem niezłe pole do popisu.

Ostatnim, bardzo istotnym elementem są opisy – często zdające się być wręcz na granicy snu, bardzo wymowne w swojej subtelności i niecodzienne. Autor wyciska ze słownika jak najwięcej, nadając wszystkiemu, o czym pisze, bogate epitety.

To tylko część tego, co sprawia, że „Cesarz” jest książką tak ważną i tak dobrą. Czytało mi się ją z wielką przyjemnością i żałuję, że zabrałem się do tego dopiero teraz. Oczywiście, ocena może być jedynie najwyższa z możliwych.

pokaż więcej

 
2018-11-22 22:49:51
Wypowiedział się w dyskusji: Ostrzeżenie: książka tylko dla dorosłych

Kiedyś sam się nad tym zastanawiałem, a nawet zrobiłem w szkole prezentację na temat znaku PEGI i ich przełożeniu na inne media niż gry. Ogółem, jestem bardzo wolnościowy, a obowiązujące w naszej kulturze kryteria wiekowe uważam za raczej szkodliwe dla społeczeństwa niż mu służące. Abstrahując jednak od tego i podchodząc do sprawy czysto teoretycznie, do literatury zarezerwowanej dla dorosłych... Kiedyś sam się nad tym zastanawiałem, a nawet zrobiłem w szkole prezentację na temat znaku PEGI i ich przełożeniu na inne media niż gry. Ogółem, jestem bardzo wolnościowy, a obowiązujące w naszej kulturze kryteria wiekowe uważam za raczej szkodliwe dla społeczeństwa niż mu służące. Abstrahując jednak od tego i podchodząc do sprawy czysto teoretycznie, do literatury zarezerwowanej dla dorosłych moglibyśmy podpiąć erotykę kobiecą i powieści z tezą. Nic więcej nie przychodzi mi teraz do głowy. Te drugie nie są już czytane, zwłaszcza przez młodzież. Te pierwsze przeżywają największy jak do tej pory rozkwit, jednak wydaje mi się, że nie moglibyśmy zapanować nad ich rozpowszechnianiem.

Specjalnie piszę tutaj o erotyce kobiecej, bowiem ten drugi rodzaj erotyki, ten znacznie cięższy i dopełniany przez obrazki, jest przeznaczony wyłącznie dla dorosłego czytelnika. Chodzi mi tutaj o pisma pornograficzne, które powoli wychodzą z mody na rzecz Internetu.

Inną sprawą, niż oznaczenie „+18” jest ogólne klasyfikowanie tytułów na te przeznaczone dla dzieci, młodzieży i dorosłych. Sam spotkałem się z sytuacją, gdy pewna dosyć nieprzychylna mi persona wytknęła mi, że bezpodstawnie określam jedną powieść mianem „młodzieżowej”. Zdobywszy asumpt do szukania głębiej, przekonałem się jedynie o tym, że wydawca nie wskazał żadnych kryteriów wiekowych dla owego tytułu (jak i wielu, wielu innych).

Ogółem, wydaje mi się, że pewne gatunki i podgatunki książek mają swoje prawa. W fantastyce młodzieżowej pociąg seksualny będzie utożsamiany z miłością, a temat żądzy fizycznej w ogóle nie będzie poruszany. Jednakże! Sięgając po kobiecą fantastykę młodzieżową, sprawa wygląda inaczej. Zdaje mi się, że by wybierać książki odpowiednie dla siebie, trzeba być świadomym czytelnikiem. To ta świadomość powinna być dla nas ważna, ten specyficzny wariant wiedzy, który zdobywa się a posteriori, nie zaś sztuczne zakazy i bariery, będące jedynie powodem do buntu.

Swoją drogą, ciekawi mnie sposób rozumowanie tych, którzy polecają młodzieży wszystkie możliwe książki, zabraniając im jednak z całą stanowczością tego, co zawiera w sobie erotykę. Będąc niepełnoletni, widok nagich, kobiecych piersi nie wzbudzał we mnie aż tak silnych emocji i nie rujnował mojego światopoglądu tak bardzo, jak chociażby „Rok 1984” Orwella. Nie bardzo bym się też zdziwił, gdyby pomysł wprowadzenia znaków „+18” najbardziej przypadł do gustu tym, którzy jeszcze niedawno byli niepełnoletni. Jakoś trzeba podkreślać swoją wyjątkowość i dojrzałe podejście do świata, prawda?

pokaż więcej

więcej...
 
2018-11-13 03:25:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Hemingway to wielkie nazwisko. Gdy na kiermaszu taniej książki wpadło mi w ręce „49 opowiadań”, nie zastanawiałem się długo nad kupnem. Długo zastanawiałem się jednak nad chwilą, gdy po tę książkę sięgnę, bowiem jej długość zapowiadała, że nie skończę jej szybko. I nie skończyłem szybciej niż w ciągu kilku miesięcy.

Od tak wielkiego pisarza oczekiwałem naprawdę wiele i z przykrością...
Hemingway to wielkie nazwisko. Gdy na kiermaszu taniej książki wpadło mi w ręce „49 opowiadań”, nie zastanawiałem się długo nad kupnem. Długo zastanawiałem się jednak nad chwilą, gdy po tę książkę sięgnę, bowiem jej długość zapowiadała, że nie skończę jej szybko. I nie skończyłem szybciej niż w ciągu kilku miesięcy.

Od tak wielkiego pisarza oczekiwałem naprawdę wiele i z przykrością odkryłem, że w najlepszym razie tworzył on po prostu dobre opowiadania. Większość z nich jest średnia, niektóre są dobre, a czasem zdarzają się i bardzo dobre, choć nie wyjątkowe. Hemingway zawsze pisze o świecie realnym, przedstawiając rzeczywistość najlepiej, jak umie. W swoich utworach stara się bardziej o klimat, pewną narrację, niźli samą historię, fabułę. Gdybym miał opisywać jednym zdaniem każdą z tych opowieści, zdania te brzmiałyby mniej więcej tak: „to jest o ostatnich chwilach wielkiego torreadora”, „to o uczuciach kobiety, która decyduje się na aborcję”, „to o pierwszym zawodzie miłosnym”.

Czytając, cały czas odnosiłem wrażenie, że wszystkie te utwory są bardzo nadmuchane. Hemingway nie dokonuje syntezy swoich tekstów, ich przekaz jest jasny, choć rozrzedzony bardzo długimi opisami, które mają za zadanie stworzyć klimat. A przecież mówimy o opowiadaniach, z których niektóre składały się z dwóch stron tekstu!

I tutaj można zarzucić mi podwójny standard, bowiem gdyby te opowiadania wyszły spod ręki laika, uzyskałyby zapewne znacznie przychylniejszą ocenę. Hemingway jest pisarzem rzetelnym, prawdziwym, czującym i profesjonalnym. Nie można mu tego odmówić. Niestety, nie wszystkie jego teksty były wciągające, nie posiadały głębi, a jeśli już ją miały, jest ona wytworem bardziej klimatu niż fabuły bądź postaci. Siedem na dziesięć gwiazdek powinno być dobrą oceną.

pokaż więcej

 
2018-11-13 02:40:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Odkryj filozofię (tom 21)

Wolter należy do grona moich ulubionych filozofów i bardzo cieszę się, że wreszcie otrzymał swój własny tom. Cieszę się tym bardziej, iż ów tom został napisany bardzo dobrze, przynajmniej w mojej opinii.

Autor na początku przedstawia nam biografię filozofa, uwypuklając przy tym wszystkie aspekty historyczne, które będą istotne przy omawianiu jego kluczowych dzieł. Nie ogranicza się jednak...
Wolter należy do grona moich ulubionych filozofów i bardzo cieszę się, że wreszcie otrzymał swój własny tom. Cieszę się tym bardziej, iż ów tom został napisany bardzo dobrze, przynajmniej w mojej opinii.

Autor na początku przedstawia nam biografię filozofa, uwypuklając przy tym wszystkie aspekty historyczne, które będą istotne przy omawianiu jego kluczowych dzieł. Nie ogranicza się jednak wyłącznie do pism czysto filozoficznych – w książce poruszane są chyba wszystkie dzieła Woltera. Dużym plusem jest tutaj ogrom cytatów, także tych z „Encyklopedii” Diderota bądź tekstów Rousseau – z tym drugim, a także z Fryderykiem II, autor często zestawia postać filozofa.

Niczego mi w tej książce nie zabrakło. Jest o dziesięć stron dłuższa niż większość pozycji z serii, co także odbieram pozytywnie. Nawet błędy zdarzały się tu znacznie rzadziej, co jednak nie jest pochwałą osób zajmujących się korektą tekstu, bowiem choć nie tak często, wciąż się pojawiały. Byłbym kłamcą mówiąc, że tom porwał mnie bez reszty, ale zdecydowanie zasługuje na wyróżnienie spośród innych. Dziewięć na dziesięć gwiazdek powinno być dobrą oceną.

pokaż więcej

 
2018-11-05 02:39:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Odkryj filozofię (tom 20)

Nie przepadam za filozofami dwudziestego wieku i nie wiem o nich zbyt wiele, a ostatni numer poświęcony jednemu z nich (mowa tu o Heideggerze) niespecjalnie mnie do nich przekonał. Niemniej, tom poświęcony Wittgensteinowi czytało mi się dosyć dobrze.

Książka została podzielona na bardzo krótkie podrozdziały, z których najdłuższy wynosił jakieś pięć stron, choć najczęściej miały one zaledwie...
Nie przepadam za filozofami dwudziestego wieku i nie wiem o nich zbyt wiele, a ostatni numer poświęcony jednemu z nich (mowa tu o Heideggerze) niespecjalnie mnie do nich przekonał. Niemniej, tom poświęcony Wittgensteinowi czytało mi się dosyć dobrze.

Książka została podzielona na bardzo krótkie podrozdziały, z których najdłuższy wynosił jakieś pięć stron, choć najczęściej miały one zaledwie dwie. Ten sposób przedstawienia filozofa i jego filozofii bardzo przypadł mi do gustu – paradoksalnie, czytałem na raz znacznie dłuższe fragmenty, niż miało to miejsce wówczas, gdy podrozdziały ciągnęły się na dziesięć stron.

Prawdę mówiąc, ta krótka dygresja jest chyba najistotniejszym, co wyróżnia tom spośród innych w serii. Troszkę zabrakło mi tutaj wtajemniczenia czytelnika w prywatne życie Wittgensteina, które jest tutaj zarysowane raczej ubogo. Jest to o tyle istotne, iż nie poznajemy go na początku książki w całości, a ciągnie się ono z nami przez całą lekturę. Gdy po dwudziestu stronach teorii autor podsuwa nam pod nos anegdotę z życia filozofa i wspomina w niej o kimś, o kim ledwo wspomniał pięćdziesiąt stron wcześniej, jest źle.

Poza tym jednak, jak pisałem, tom czytało mi się raczej dobrze. Zdarzały się błędy w korekcie tekstu, jak zwykle w tej serii, jednak nic nadzwyczajnego nie zwróciło mojej uwagi. Książka zasługuje moim zdaniem na osiem na dziesięć gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-11-05 02:24:30
Dodał do serwisu książkę: Wittgenstein. Świadomość granic
Cykl: Odkryj filozofię (tom 20)
 
2018-10-31 14:45:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Nie specjalnie przepadam za okresem pozytywizmu, a biorąc do ręki komedię, zdecydowałbym się zapewne na Moliera. Gdyby nie zajęcia na studiach, Michał Bałucki nigdy nie zostałby przeze mnie odkryty. Czy jednak sięgnięcie po owego autora przyniosło mi sporo frajdy i korzyści?

Od razu napiszę, że trudno jest mi powiedzieć o „Domie otwartym” i „Grubych rybach” cokolwiek nowego, co nie...
Nie specjalnie przepadam za okresem pozytywizmu, a biorąc do ręki komedię, zdecydowałbym się zapewne na Moliera. Gdyby nie zajęcia na studiach, Michał Bałucki nigdy nie zostałby przeze mnie odkryty. Czy jednak sięgnięcie po owego autora przyniosło mi sporo frajdy i korzyści?

Od razu napiszę, że trudno jest mi powiedzieć o „Domie otwartym” i „Grubych rybach” cokolwiek nowego, co nie znalazłoby się już we wstępie Tomasza Weissa, który ukazał się w czytanym przeze mnie tomie „Biblioteki Narodowej”. Wstępy te są zresztą głównym atutem owych kieszonkowych, rozpadających się na grzbietach wydań.

Uważam się za kogoś, kogo bardzo nieczęsto rozśmiesza słowo pisane. Niektórym książkom się to udaje, co zapisuję im na duży plus. Mimo tego, że dramaty Bałuckiego są komediami, ani razu nie wywołały na mojej twarzy uśmiechu. Powodów tego było mnóstwo – od przydługich, niewnoszących żadnej treści i nieposuwających fabuły do przodu dialogów, po niekiedy zbyt prosty, ułomny humor. Jestem jednak w stanie wyobrazić sobie te sztuki na scenie, odgrywane przez świetnych aktorów, którzy potrafiliby tchnąć w bohaterów swój własny komizm. Wówczas obie śmieszyłyby niesamowicie.

Weiss na około stu stronach zamieszcza wszystko to, co czytelnik powinien wiedzieć o owych utworów, ramach historycznych i Bałuckim. Nie chcę powielać jego słów, choć z niejaką dumą mogę stwierdzić, że czytając uprzednio obie sztuki, zgodziłem się z autorem wstępu niemal we wszystkim, o czym pisze. Bardzo podoba mi się zamieszczone tam stwierdzenie, które sparafrazuję: „Bałucki nie umiał bądź nie chciał tworzyć charakterów. Zamiast tego tworzył typy”. Słowa te idealnie obrazują istotę tego, czym są jego sztuki, przynajmniej dzisiaj.

Podsumowując, przy czytaniu tejże książki nie bawiłem się świetnie, jednak nie była tak zła, bym nie potrafił docenić genialnego wstępu i obu dobrych, wcale sympatycznych sztuk. Wydaje mi się, że ktoś zajmujący się teatrem bądź pozytywizmem powinien zająć się Bałuckim w szerszym zakresie, zaś dla laika może on okazać się jednorazową przygodą. Zdaje mi się, że książka zasługuje na osiem na dziesięć gwiazdek.

pokaż więcej

 
2018-10-28 15:35:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Odkryj filozofię (tom 19)

Recenzowanie kolejnych tomów tej samej serii, która nie jest nawet serią fabularną, a swoistymi podręcznikami poszczególnych filozofów, jest dla mnie trudne. Bo co nowego mógłbym powiedzieć o kolejnym numerze? Chyba tylko tyle, że nie różni się on od swoich poprzedników pod jakimś szczególnym względem.

Kontekst historyczny i biografia Spinozy zostały przedstawione na samym początku, po czym...
Recenzowanie kolejnych tomów tej samej serii, która nie jest nawet serią fabularną, a swoistymi podręcznikami poszczególnych filozofów, jest dla mnie trudne. Bo co nowego mógłbym powiedzieć o kolejnym numerze? Chyba tylko tyle, że nie różni się on od swoich poprzedników pod jakimś szczególnym względem.

Kontekst historyczny i biografia Spinozy zostały przedstawione na samym początku, po czym dochodzimy do samej filozofii. Autor postarał się o to, by omówić ją w sposób zrozumiały, powtarzając najważniejsze kwestie więcej niż raz i odwołując się do zabawnych przykładów z życia, które zapadają w pamięć. Pominięte zostały natomiast kwestie polityczne – to, co Spinoza sądził o istniejących ustrojach i jakie rozwiązania proponował. Myślę, że mimo wszystko, znalazłoby się miejsce i na to. Dużym minusem jest też korekta tekstu. Książka jest kolejnym świetnym przykładem tego, jak jej nie robić.

Reasumując, wydaje mi się, że osiem na dziesięć gwiazdek jest przyzwoitą oceną. Pokusiłbym się nawet na dziewiątkę, bowiem filozofia Spinozy bardzo do mnie przemawia, a sam tekst czytało się dosyć przyjemnie, jednak błędów językowych jest tutaj mimo wszystko zbyt dużo.

pokaż więcej

 
2018-10-28 15:34:21
Dodał do serwisu książkę: Spinoza. Filozofia w porządku geometrycznym
Autor:
Cykl: Odkryj filozofię (tom 19)
 
Moja biblioteczka
55 55 356
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd