rumun_żuraf 
status: Czytelnik, dodał: 3 cytaty, ostatnio widziany 4 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-10 23:20:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Ameryka w ogniu” to utrzymana w postapokaliptycznym klimacie powieść z silną bohaterką kobiecą w roli głównej. Niedaleka przyszłość. Na skutek katastrof ekologicznych i wyczerpania zasobów paliw kopalnych sytuacja na świecie ulega radykalnej zmianie. Europejczycy za wszelką cenę starają się pokonać Morze Śródziemne i dostać do mlekiem i miodem płynącego Imperium Buazizi obejmującego Afrykę... „Ameryka w ogniu” to utrzymana w postapokaliptycznym klimacie powieść z silną bohaterką kobiecą w roli głównej. Niedaleka przyszłość. Na skutek katastrof ekologicznych i wyczerpania zasobów paliw kopalnych sytuacja na świecie ulega radykalnej zmianie. Europejczycy za wszelką cenę starają się pokonać Morze Śródziemne i dostać do mlekiem i miodem płynącego Imperium Buazizi obejmującego Afrykę Północną i Bliski Wschód. W Stanach Zjednoczonych lepiej nie jest- zaliczają powtórkę z Północ- Południe. Wszędzie gorzej niż źle i to gorzej niż źle stanowi tło dla historii Sarat, ta opowiedziana po latach przez bratanka. Dzieciństwo spędzone nad martwą radioaktywną rzeką, bratobójcze walki tuż za domem, tułaczy los wojennej ofiary, dojrzewanie w obozie dla uchodźców i towarzysząca temu dojmująca niepewność jutra, taka pukająca do drzwi właściwie każdego dnia. Czy ten zlepek nieszczęść i tragedii mógł zaoferować nastoletniej dziewczynie coś dobrego? Raczej nie. Zwerbowana przez przedstawiciela jednego z ugrupowań rebelianckich Sarat zostaje terrorystką. I tu pojawia się „ale”. Czy Sarat jest ofiarą? Czy Sarat zagrano czy to Sarat zagrała wszystkimi? Zakończenie robi, robi dużo i daje do myślenia. I nawet tylko dla samego zakończenia warto.

pokaż więcej

 
2018-09-23 01:24:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Runa” to historia prosto z bebechów dziewiętnastowiecznego paryskiego szpitala psychiatrycznego dla kobiet. Jak się domyślacie wesoło raczej nie jest. Kobiety w ilościach hurtowych cierpią na czyhającą na nie zewsząd histerię a panowie medycy mają dzięki temu używanie. Czy diagnozy były słuszne, pacjentki rzeczywiście chore i czy zasadnie poddawano je takim a nie innym terapiom to już druga... „Runa” to historia prosto z bebechów dziewiętnastowiecznego paryskiego szpitala psychiatrycznego dla kobiet. Jak się domyślacie wesoło raczej nie jest. Kobiety w ilościach hurtowych cierpią na czyhającą na nie zewsząd histerię a panowie medycy mają dzięki temu używanie. Czy diagnozy były słuszne, pacjentki rzeczywiście chore i czy zasadnie poddawano je takim a nie innym terapiom to już druga strona medalu. Nauka miesza się tu jeszcze z magią, zaczątki psychiatrii z magnetyzmem, wiedza z zabobonem (z naciskiem na to drugie). Fabuła sama w sobie może i nie zapiera tchu w piersiach, ale tło wydarzeń i towarzysząca poczynaniom medyków bezkarność i bezduszność połączona z przedmiotowym traktowaniem pacjentek odtworzone z niezwykłą lapidarnością już tak. Autorka przeprowadziła research pierwsza klasa i czuć, że nie skąpiła czasu na zaznajomienie się z literaturą medyczną z epoki. Dla mnie mikrobomba ze względu na temat od kilku lat spędzający mi sen z powiek- experimentum in corpore vili. Dla kogo jeszcze? Każdy zainteresowany początkami nowoczesnej medycyny (z zaznaczeniem, że nie od razu Rzym zbudowano!) i niekoniecznie mający siłę, czas i chęć na zagłębianie się w naukowe opracowania na wspomniany temat śmiało może po „Runę” łapska wyciągać- to dobrze osadzona w temacie, czasie i przestrzeni fikcyjna historia.

pokaż więcej

 
2018-09-16 11:56:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Indianin, który nie chce oddać kapelusza Costnerowi w „Tańczący z wilkami”, wódz Chingachgook w „Ostatnim Mohikaninie”, szaman w „Urodzonych mordercach”. Większość z nas kojarzy tego pana z ról filmowych nie znając jego imienia i nazwiska. Tak, to Russell Means. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że Russell Means to ikona ruchu indiańskiego. Maciej Jarkowiec w „Powrócę jako piorun” biografię... Indianin, który nie chce oddać kapelusza Costnerowi w „Tańczący z wilkami”, wódz Chingachgook w „Ostatnim Mohikaninie”, szaman w „Urodzonych mordercach”. Większość z nas kojarzy tego pana z ról filmowych nie znając jego imienia i nazwiska. Tak, to Russell Means. Niewielu z nas zdaje sobie sprawę, że Russell Means to ikona ruchu indiańskiego. Maciej Jarkowiec w „Powrócę jako piorun” biografię Meansa traktuje jako przyczynek do szerszego spojrzenia wstecz i przyjrzenia się relacjom na linii biały- Indianin i historii tak zwanego Dzikiego Zachodu. Nie jest to klasyczne spojrzenie, perspektywa została odwrócona. Nie znajdziemy w nim dzielnego białego mężczyzny, który kierowany ciekawością, chęcią przygody czy możliwością zysku wyrusza w dziewicze nieznane trafiając po drodze na liczne trudności. Znajdziemy w nim cierpienie, choroby, walkę słabszego z silniejszym, niedotrzymywanie umów i traktatów, zakrojone na szeroką skalę i prowadzone systematycznie i z precyzją akcje mające na celu zerwanie nici łączących rdzennych Amerykanów z ich własną kulturą i przyrodą- wszystko zgodnie z zasadą „ w Indianinie trzeba zabić Indianina, a ocalić człowieka”. To spojrzenie straszne i bardzo odległe od toposów i archetypów wtłaczanym nam do głów przez popkulturę. Spojrzenie po którym John Wayne nie będzie już cool.

pokaż więcej

 
2018-09-05 23:12:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Thriller pierwsza klasa. Fabuła bez większych fikołków i fajerwerków, ale literacka obróbka uczuć towarzyszących macierzyństwu w obliczu sytuacji krańcowej mistrzowska. Przygotowane przekąski w trakcie czytania znikają w mig, wieczór z głowy, pozamiatane. Rasowy dreszczowiec, poważnie.

 
2018-09-02 20:07:29
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„Inwazja porywaczy ciał”, historia bliskiego spotkania mieszkańców miasteczka Mill Valley z pozaziemską formą życia, porwała mnie na całego. Znajdziemy w niej wszystko to, co charakterystyczne dla wczesnego s-f (pierwszy raz wydano książkę w 1954 roku). Miałem niemal wrażenie, że trzymam w dłoniach wydanie kieszonkowe taniej powieści grozy klasy B, którymi pasłem się jako dzieciak i że znowu... „Inwazja porywaczy ciał”, historia bliskiego spotkania mieszkańców miasteczka Mill Valley z pozaziemską formą życia, porwała mnie na całego. Znajdziemy w niej wszystko to, co charakterystyczne dla wczesnego s-f (pierwszy raz wydano książkę w 1954 roku). Miałem niemal wrażenie, że trzymam w dłoniach wydanie kieszonkowe taniej powieści grozy klasy B, którymi pasłem się jako dzieciak i że znowu mam dwanaście lat. Zapewniam, nie da wam tego stosowanie maseczek odmładzających! Chwali się wydawnictwu Vesper, że chce wznawiać i wznawia pozycje będące kamieniami milowymi w historii literatury tego rodzaju. Do tego obłędne ilustracje (autorem Piotr Herla) i całkiem zakładka. Wszystko to cieszy jak sprawnie przeprowadzone zakupy w supermarkecie. Nie pozostaje nic innego poza poleceniem.

pokaż więcej

 
2018-09-02 20:06:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-08-26 20:23:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

1)„Strauss- Kahn twierdzi, że jego trwający mniej niż siedem minut stosunek seksualny z kobietą, której nigdy wcześniej nie spotkał, był dobrowolny. Jeśli macie mu uwierzyć, musicie przyjąć wersję, zgodnie z którą Diallo, rzuciwszy tylko okiem na jego brzuchate ponad sześćdziesięcioletnie nagie ciało prosto spod prysznica, natychmiast dobrowolnie padła na kolana” (Christopher Dickey)

...
1)„Strauss- Kahn twierdzi, że jego trwający mniej niż siedem minut stosunek seksualny z kobietą, której nigdy wcześniej nie spotkał, był dobrowolny. Jeśli macie mu uwierzyć, musicie przyjąć wersję, zgodnie z którą Diallo, rzuciwszy tylko okiem na jego brzuchate ponad sześćdziesięcioletnie nagie ciało prosto spod prysznica, natychmiast dobrowolnie padła na kolana” (Christopher Dickey)

2)„Mansplained”(zostało mi spanjaśnione, męsplikacja) zostało jednym ze słów roku 2010 wg „New York Timesa”.

Miałem duży problem z „Mężczyźni objaśniają mi świat”. Kilka miesięcy temu najzwyczajniej w świecie odstawiłem ten zbiór na półkę przeczytawszy tylko połowę. Nie zdarza mi się to często, nie zdarza mi się również dzielenie zbioru esejów na czytanie po trochu- albo całość albo nic. Wiedziony wyrzutami sumienia kilka dni temu wróciłem do tej niewielkiej objętościowo książeczki i przeczytałem całość z buta. Opłacało się. Ciężar gatunkowy poruszanej w esejach problematyki oraz jej wszędobylskość przygniata i przeraża, ale też zwraca uwagę na. Doskonale podkreślają to i osadzają cytowane w książce dane statystyczne (momentami jest to szok i niedowierzanie). Jeżeli dodać do tego fakt, że zapewne z kilkoma sytuacjami opisanymi w książce każda z kobiet spotyka się co najmniej kilka razy w swoim życiu, to robi się najzwyczajniej bardzo niekomfortowo i bardziej niż niesmacznie. Rebecca Solnit nie odkrywa nowych światów (nie musi ich odkrywać, ma je na wyciągnięcie ręki), raczej systematyzuje i podaje na talerzu dla każdego bardzo przystępnie światy już w jakiś sposób poznane i opowiedziane i ciągle mające miejsce. „Mężczyźni objaśniają mi świat” doskonale uzmysławia, że bycie kobietą to ciągle bieg na orientację z przeszkodami i z workiem na głowie. Bardzo dobre feministyczne wprowadzenie do.

pokaż więcej

 
2018-08-23 00:12:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Szkoda mi pana Remigiusza, naprawdę. Przed złożeniem kilku zdań od siebie i prosto z serduszka poszperałem w sieci i zauważyłem, że Mróz stał się przysłowiowym chłopcem do bicia. Właściwie nie stał się- jest nim od zawsze, a ja żyłem w totalnej tego nieświadomości. „Hashtag” to moje czwarte spotkanie z mniej lub bardziej udaną działalnością literacką autora, bywało lepiej i bywało gorzej. Nie... Szkoda mi pana Remigiusza, naprawdę. Przed złożeniem kilku zdań od siebie i prosto z serduszka poszperałem w sieci i zauważyłem, że Mróz stał się przysłowiowym chłopcem do bicia. Właściwie nie stał się- jest nim od zawsze, a ja żyłem w totalnej tego nieświadomości. „Hashtag” to moje czwarte spotkanie z mniej lub bardziej udaną działalnością literacką autora, bywało lepiej i bywało gorzej. Nie zmienia to jednak faktu, że część uszczerbków na zdrowiu zarzucanych tej powieści jest moim zdaniem wysoce szkodliwa. Po pierwsze część z recenzentów zarzuca autorowi, że ponad przeciętną zabrał się za pracę domową i solidnie przewertował dostępne materiały na temat problemów poruszanych w książce. Zaowocowało to nachalną promocją specjalistycznego słownictwa wciskanego czytelnikowi na każdym kroku, właściwie tylko w celu pochwalenia się i podkreślenia swojej wyższości. Hmm. Owszem, pojawiają się w tekście pojęcia z zakresu ekonomii i teorii ekonomicznych, dotyczące mediów społecznościowych czy wreszcie psychiatrii, ale- nie oszukujmy się!- ani ich ilość ani wyimaginowany stopień zaawansowania specjalistycznego raczej nie skłonią średnio obytego ze światem czytelnika do gorączkowego przeszukiwania zasobów Wikipedii czy nerwowego obgryzania paznokci powodowanego wprawiającą w upokorzenie niewiedzą własną. Większość to jednak pojęcia ogólnie zrozumiałe lub dające się objąć umysłem w trakcie lektury. Drugi i równie absurdalny wydaje mi się zarzut wszędobylskiego product placement (odbijający się czytelnikom czkawką motyw przewodni to audiobooki), którego szczerze pisząc nie zauważyłem. Wychodzi na to, że coś, co u innych autorów tak pięknie określamy mianem realizmu szczegółu czy konkretem zakotwiczającym w tu i teraz u Mroza jest najzwyczajniej w świecie grzechem nieumiarkowania w autopromocji i autoreklamie. Trzecim problemem jest dla większości słaby portret psychologiczny postaci i sprowadzenie do banału problemu samobójstwa. Na świętych, „Hashtag” to nie traktat filozoficzny czy psychologiczne studium głębi. „Hashtag” to literatura pop, literacki odpowiednik duetu muzycznego Kalwi & Remi „Explosion”, i w takim przedziale wagowym należy taką literaturę rozpatrywać. Po czwarte, czy jest aż tak źle? Moim zdaniem nie. Zdaję sobie sprawę z tego, że przysłowiowe darcie łacha i linczowanie zlinczowanych to tanie, ciekawe i spektakularne środki literackiego wyrazu (zwłaszcza w recenzjach), ale ich zastosowanie w przypadku „Hashtagu” nie powinno mieć miejsca. Moment, kiedy w czasie lektury zadajemy sobie pytania „Czy ze mną wszystko w porządku?” i „Czy czegoś nie przegapiłem?” uważam za bezcenny. Fajnym rozwiązaniem jest również zakończenie książki i możliwość, którą pozostawia nam autor: Która z nitek narracyjnych jest prawdziwa? Którą nitkę narracyjną uznamy za prawdziwą? W tej książce bardzo dużo rzeczy działa i ssie i samo wykonanie nie jest najgorsze. Znam wiele cięższych „grzeszków” popełnionych przez masowo cenionych autorów, którzy nie spotkali się za nie z takim ostracyzmem. Podsumowując: Remi, dałeś radę. Droga do Benny Benassi „Satisfaction” ciągle przed tobą, ale źle nie jest. Pięć gwiazdek za „Hashtag” u mnie masz.

pokaż więcej

 
2018-08-19 11:29:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Sedinum (tom 3)

Utknąłem po uszy i za wszelką cenę razem z Pauliną i Igorem chciałem rozwiązać pomorską zagadkę kryminalną z podbarwieniem historycznym. Od któregoś momentu wydawało mi się, że udało nam się wspólnie poskładać elementy układanki w całość, mieć to wszystko za sobą i wrócić do rzeczywistości. A tu nie, nie było nam to dane! W posłowiu autor z przekąsem przeprasza za kolejne zakończenie otwarte,... Utknąłem po uszy i za wszelką cenę razem z Pauliną i Igorem chciałem rozwiązać pomorską zagadkę kryminalną z podbarwieniem historycznym. Od któregoś momentu wydawało mi się, że udało nam się wspólnie poskładać elementy układanki w całość, mieć to wszystko za sobą i wrócić do rzeczywistości. A tu nie, nie było nam to dane! W posłowiu autor z przekąsem przeprasza za kolejne zakończenie otwarte, a ja jak dzieciak wybaczam i cieszę się na kolejną możliwość spotkania z parą domorosłych detektywów i doprowadzenie tej sprawy do końca. „Biblia diabła” to trzeci tom cyklu, po poprzednie zapewne nie sięgnę, ale na kolejne mam dużą ochotę. Dobra robota panie Leszku!

pokaż więcej

 
2018-08-15 17:09:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Poza serią

„Dopiero mieszanina przemyśleń- sensownych, niepewnych oraz zupełnie fantastycznych- daje koktajl, który chciałoby się wypić duszkiem”.

„Wśród przyjaciół” nie można się czuć inaczej niż jak u siebie. Jestem fanem totalnym twórczości plastycznej Sieńczyka i nie ukrywam, że uważam go za jednego z najważniejszych polskich twórców współczesnych. Myślę, że każdego kto ma podobnie jak ja i sama...
„Dopiero mieszanina przemyśleń- sensownych, niepewnych oraz zupełnie fantastycznych- daje koktajl, który chciałoby się wypić duszkiem”.

„Wśród przyjaciół” nie można się czuć inaczej niż jak u siebie. Jestem fanem totalnym twórczości plastycznej Sieńczyka i nie ukrywam, że uważam go za jednego z najważniejszych polskich twórców współczesnych. Myślę, że każdego kto ma podobnie jak ja i sama książka i jej forma nie zdziwi i nie zawiedzie. Właściwie wydaje mi się, że ta książka nie mogła przedstawiać się inaczej. Podobnie jak w twórczości plastycznej opowieści pojawiają się znikąd i donikąd się udają, zakończenie jest lub go nie ma, rzeczywistość płynnie miesza się z marzeniem sennym czy produktami fantazjowania. Pełno tu artefaktów każdego rodzaju, dziwaczności, chorobliwego niedopasowania i inności, podkręcenia, przesterowania. Prym w snuciu opowieści wiedzie Gospodarz, autor dał mu dużo z siebie, który niczym lodołamacz walczy z nieśmiałością i skrępowaniem gości i skłania ich do podzielenia się swoimi historiami- z pozoru błahymi, pamiętanymi jak przez mgłę, wstydliwymi, odstawionymi w kąt. Całość wypiłem duszkiem.

pokaż więcej

 
2018-08-08 21:58:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Znana wszystkim Aniela Dulska zostaje Sherlockiem Holmesem! Zwłaszcza, że o niejednym czytała i o niejednym słyszała. Coś kapitalnego, kryminał- parodia skrzący się humorem z Krakowem końca XIX wieku w tle. Kierowana ciekawością i zmąceniem nudy mieszczańskiego życia profesorowa Zofia Szczupaczyńska wpada w tropicielski cug i rozwiązuje zagadkę morderstw mających miejsce w krakowskim Domu... Znana wszystkim Aniela Dulska zostaje Sherlockiem Holmesem! Zwłaszcza, że o niejednym czytała i o niejednym słyszała. Coś kapitalnego, kryminał- parodia skrzący się humorem z Krakowem końca XIX wieku w tle. Kierowana ciekawością i zmąceniem nudy mieszczańskiego życia profesorowa Zofia Szczupaczyńska wpada w tropicielski cug i rozwiązuje zagadkę morderstw mających miejsce w krakowskim Domu Helclów. Wścibstwo, intryga, przekraczanie mimochodem granic dobrego smaku i zasad skromności to składniki bazowe z których Szczupaczyńska buduje swoją skuteczną metodę detektywistyczną. Przepadłem czytając. W kategorii literatura pop „Tajemnica Domu Helclów” to bomba!

pokaż więcej

 
2018-08-04 15:48:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Dziękuję za świńskie oczy” to tytuł sam w sobie przewrotny, zapowiadający coś niesamowicie interesującego i sugerując się tematyką książki strasznego jednocześnie- zmianę perspektywy, spojrzenie na świat oczami wykorzystywanych przez ludzi zwierząt. Dariusz Gzyra zaczerpnął go z książki „Zjadanie zwierząt” Foera. I już tu, na samym wstępie, robi się przytłaczająco ciężko: „Dziękuję za... „Dziękuję za świńskie oczy” to tytuł sam w sobie przewrotny, zapowiadający coś niesamowicie interesującego i sugerując się tematyką książki strasznego jednocześnie- zmianę perspektywy, spojrzenie na świat oczami wykorzystywanych przez ludzi zwierząt. Dariusz Gzyra zaczerpnął go z książki „Zjadanie zwierząt” Foera. I już tu, na samym wstępie, robi się przytłaczająco ciężko: „Dziękuję za świńskie oczy” to nic innego jak zdanie z notatki pozostawionej przez jedno z dzieci po wizycie w rzeźni. Creepy, co? Bardzo. Creepy jest również nasz stosunek do zwierząt i o naszych relacjach ze zwierzętami jest właśnie tak książka- zbiór felietonów komentujących i odnoszących się do najróżniejszych spotkań na linii zwierzę- człowiek. Przemysł mleczarski, przemysł mięsny, przemysł jajczarski, rybołówstwo, masowy transport zwierząt, metody uboju zwierząt, okrutna parodia zabawy ze zwierzętami prezentowana w cyrkach, ogrody zoologiczne, polowania, hodowla zwierząt na futra- wszystko okupione niewyobrażalnym przemilczanym cierpieniem jeżeli tylko na chwilę przystanąć i się nad tym zastanowić. Dariusz Gzyra nie jest niepoprawnym marzycielem i wie, że nasz stosunek do zwierząt nie ulegnie zmianie drogą terroru rewolucji z dnia na dzień. Bezkrwawa rewolucja to proces rozciągnięty w latach, suma małych kroków i aktywności mających początek w nas i naszych wyborach konsumenckich. Najprościej zacząć od siebie zdaje się nawoływać Gzyra, chociażby rezygnując z mleka zwierzęcego dodawanego do codziennej kawy o poranku na rzecz mleka roślinnego. Proste? Proste. I pełne empatii. Ważna książka i piękny głos w wiadomej sprawie. Podpisuję się pod słowami Marty Dymek:"Dziękuję za każdą stronę tej książki!".

pokaż więcej

 
2018-08-01 19:54:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

„Przeczytaj to, przeczytaj koniecznie!” słyszane zewsząd. Więc tak: Jeżeli lubicie bliskie spotkania prawie trzeciego stopnia z autorem, dosyć zero-jedynkowe obcowanie z fragmentem jego biografii i laboratoryjną pracę nad nim, grzebanie w jątrzących się ranach i rozdrapywanie pączkujących blizn ta książka jest dla was. Jeżeli liczycie na dreszcze przy lekturze, dotarcie do prawideł przemocy,... „Przeczytaj to, przeczytaj koniecznie!” słyszane zewsząd. Więc tak: Jeżeli lubicie bliskie spotkania prawie trzeciego stopnia z autorem, dosyć zero-jedynkowe obcowanie z fragmentem jego biografii i laboratoryjną pracę nad nim, grzebanie w jątrzących się ranach i rozdrapywanie pączkujących blizn ta książka jest dla was. Jeżeli liczycie na dreszcze przy lekturze, dotarcie do prawideł przemocy, prozę nie do zapomnienia i całą prawdę o współczesnej Francji (wszystko zapowiadane na okładce), to nie jest to książka dla was. Dużo hałasu, dużo za dużo. Ale nie bądźmy okrutni. Doceńmy ciekawą formę i niewielką objętość. Sięgnąć można, do czego lekko zachęcam.

pokaż więcej

 
2018-07-31 17:23:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

„To właśnie ta nieuchwytna właściwość sprawia, że myśl o bieli, kiedy pozbawić ją łagodniejszych skojarzeń i połączyć z przedmiotem przerażającym samym w sobie, potęguje grozę do ostatnich granic” (Herman Melville, Moby Dick)

Monumentalna powieść realistyczna (chwilami naturalistyczna) o czasach pionierskich wypraw polarnych chłepcząca soki z najlepszej dziewiętnastowiecznej tradycji...
„To właśnie ta nieuchwytna właściwość sprawia, że myśl o bieli, kiedy pozbawić ją łagodniejszych skojarzeń i połączyć z przedmiotem przerażającym samym w sobie, potęguje grozę do ostatnich granic” (Herman Melville, Moby Dick)

Monumentalna powieść realistyczna (chwilami naturalistyczna) o czasach pionierskich wypraw polarnych chłepcząca soki z najlepszej dziewiętnastowiecznej tradycji powieściowej. Dbałość o szczegół kotwiczący w czasie i przestrzeni, wartka akcja i bohaterowie z krwi i kości. Wiadomy od początku finał kompletnie nie przeszkadza w śledzeniu wydarzeń z zapartym tchem i z wywalonym jęzorem oraz w przesuwaniu snu na rzecz przeczytania jeszcze jednego rozdziału (tego ostatniego na teraz , który jednak ostatnim się nie staje). Coś wspaniałego i zapierającego dech w piersiach.

„Chcę tylko powiedzieć, że może czytanie to jakiś rodzaj przekleństwa. Może lepiej trzymać się tylko tego, co człowiek ma w głowie” mówi w pewnym momencie jeden z bohaterów. Tak, czytanie „Terroru” ociera się o szaleństwo zachwytu i uzależnienia, ale grzechem byłoby z „Terroru” rezygnować. Jedyny za który żałuję, to spotkanie z powieścią Dana Simmonsa latem- zimą to wszystko byłoby jeszcze i jeszcze bardziej.

pokaż więcej

 
2018-07-22 19:49:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Ta książka to nie najlepszy wybór na dwudniowe opalenie się nad Świdrem. Zdecydowanie nie najlepszy. Mroczna, przerażająca, duszna. Przepełniona zapachem dymu papierosowego i piwa, strachu ofiary mieszającego się z podnieceniem oprawców, potu i ekskrementów połączonych z ziemią- tak jak przerobiona na schron piwnica, w której odbywa się większość akcji. Miało być tak miło, wyszło jak zawsze.... Ta książka to nie najlepszy wybór na dwudniowe opalenie się nad Świdrem. Zdecydowanie nie najlepszy. Mroczna, przerażająca, duszna. Przepełniona zapachem dymu papierosowego i piwa, strachu ofiary mieszającego się z podnieceniem oprawców, potu i ekskrementów połączonych z ziemią- tak jak przerobiona na schron piwnica, w której odbywa się większość akcji. Miało być tak miło, wyszło jak zawsze. Beztrosko zapowiadające się wakacje płynnie przechodzą w niekończący się koszmar. Momentami jest tak drastycznie i bestialsko, że sam narrator (obserwator- uczestnik wydarzeń) rezygnuje z opisu. Kilka razy miałem ochotę wyrzucić „Dziewczynę z sąsiedztwa” w cholerę lub ominąć kilka stron tekstu i zająć się czymś przyjemniejszym korzystając ze sprzyjających okoliczności przyrody. Oczywiście nasuwa się po jej przeczytaniu termin „gore”, ale nie bierzcie tego za złą monetę. Nie o rozlaną krew, zadane cierpienie i przewalające się po podłodze wnętrzności tu chodzi. Tu chodzi o coś znacznie i więcej niż znacznie więcej. Jedna z bardziej książek, które przeczytałem ostatnio,też z tych których się na zapomina. Jack Ketchum, I love you!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
69 51 488
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd