Ciekawski 
status: Czytelnik, dodał: 1 cytat, ostatnio widziany 3 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-18 13:55:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wiązałem z tą książką ogromne nadzieje. Zamówiłem ją w zeszłym roku jako prezent świąteczny, lecz przez długi czas nie mogłem znaleźć czasu, aby zasiąść do lektury. I kiedy wreszcie zacząłem czytać, poczułem tylko rozczarowanie.

Przyznaję - w książce znalazłem wiele ciekawych informacji - np. opis historii gospodarczej świata "z lotu ptaka", pozwalający na poczynienie ogólnych obserwacji,...
Wiązałem z tą książką ogromne nadzieje. Zamówiłem ją w zeszłym roku jako prezent świąteczny, lecz przez długi czas nie mogłem znaleźć czasu, aby zasiąść do lektury. I kiedy wreszcie zacząłem czytać, poczułem tylko rozczarowanie.

Przyznaję - w książce znalazłem wiele ciekawych informacji - np. opis historii gospodarczej świata "z lotu ptaka", pozwalający na poczynienie ogólnych obserwacji, które umykają nam, gdy koncentrujemy się na szczegółach "tu i teraz". Albo los Detroit jako ofiary przemian gospodarczych, czy ciekawe teorie na temat początku państwa Piastów. Ale to są takie pyszne rodzynki w cieście, które niestety jest zakalcem. 550 stron książki nie tworzy żadnego spójnego wywodu. Nie dostrzegłem tam żadnej nici, która spajałaby poszczególne rozdziały - autor skacze po tematach jak koń po szachownicy, wskutek czego mamy tam bezładnie wymieszane wątki gospodarcze, polityczne, socjologiczne, historyczne, finansowe i wiele innych.

Autor nie potrafi narzucić sobie elementarnej dyscypliny i trzymać się tematu. Zilustruję to przykładem: bardzo interesujące były teorie gospodarcze dotyczące gospodarki państwa Mieszka I, ale co wspólnego z kapitalizmem ma dociekanie, czy przodkowie Piastów pochodzili od Wikingów czy z Wielkich Moraw? Nie wiem. W kontekście tytułu książki to kwestia całkiem drugorzędna. Okropne dłużyzny, z których nic nie wynika, niekończące się teorie gospodarcze mnie po prostu znudziły, zwłaszcza, że do niczego nie prowadzą.

Autor jest antropologiem społecznym, więc aż trudno uwierzyć, jak był w stanie wtłoczyć do jednej książki wiedzę z tak różnych obszarów. Ja niestety aż tak szerokiej wiedzy nie mam, więc nie jestem w stanie merytorycznie ocenić, na ile wnioski, które autor w książce prezentuje, są właściwe. Jednak w tych kliku obszarach, gdzie z uwagi na wyuczony zawód albo zainteresowania jestem mocny, mam nieodparte wrażenie, że zaprezentowane w omawianej książce teorie stanowią nie zawsze usprawiedliwione uproszczenie.

Książka okropnie mnie zmęczyła. Czuję się intelektualnie zgwałcony nadmiarem sprzecznych teorii, naukowych wywodów z niezwiązanych ze sobą dziedzin, i całym tym intelektualnym chaosem wywodu.

Trzymając się konwencji książki, mogę to podsumować tak: wiedza to towar, a w kapitalizmie towar trzeba umieć sprzedać - ładnie ułożyć na ladzie wg jakiegoś logicznego kryterium, dobrze oświetlić witrynę, uprzątnąć wszystkie śmieci, aby nic nie odciągało wzroku konsumenta od dobrze prezentującego się produktu. I przemawiać do klienta językiem dla niego zrozumiałym. W tej książce wiedza bez wątpienia jest, ale autor nie potrafił jej dobrze sprzedać: wywalił to co wiedział na brudne klepisko, wymieszał z niepotrzebnymi informacjami bez ładu i składu, sypnął nazwiskami, aby całość brzmiała mądrze. A uczyniwszy to wszystko stanął przed bezradnym czytelnikiem, mówiąc: "Wybierz sobie pan z tego coś, co pan potrzebujesz!".

Nie, nie i jeszcze raz NIE!!! Protestuję! Nie zgadzam się na takie traktowanie! Jestem czytelnikiem i mam prawo wymagać, aby mądry człowiek mądrze przedstawił swoją wiedzę w książce, za którą płacę niemało.

pokaż więcej

 
2018-10-31 18:23:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Przeczytałem książkę z perspektywy mężczyzny i niestety jestem nią bardzo rozczarowany.
Problem nie tkwi w merytorycznej (medycznej) zawartości, tej bowiem jako laik nie mogę oceniać. Niestety niestrawna była dla mnie forma wywodu, a także – co przyznaję z dużym zaskoczeniem – przyjęty przez autorkę punkt widzenia. I choć na ogół płeć autora/autorki nie ma dla mnie znaczenia, tu jak się...
Przeczytałem książkę z perspektywy mężczyzny i niestety jestem nią bardzo rozczarowany.
Problem nie tkwi w merytorycznej (medycznej) zawartości, tej bowiem jako laik nie mogę oceniać. Niestety niestrawna była dla mnie forma wywodu, a także – co przyznaję z dużym zaskoczeniem – przyjęty przez autorkę punkt widzenia. I choć na ogół płeć autora/autorki nie ma dla mnie znaczenia, tu jak się okazuje, wpłynęła znacząco na zawartość komentowanej książki.

Przede wszystkim zachęciła mnie recenzja prof. Izdebskiego na odwrocie, który zarekomendował tę książkę mężczyznom. Tak przekonany pobiegłem do księgarni. Lecz gdy przeczytałem na początku tytuł rozdziału 2 „Kobieta – istota doskonała”, w mojej głowie od razu zapaliła się czerwona lampka. Może jestem staroświecki, ale gdyby takie twierdzenie wygłosił poeta pod adresem swojej muzy, pewnie bym zrozumiał. Gdy jednak takie zdanie pojawia się w ustach lekarza/lekarki (aby już trzymać się politycznej poprawności), jestem nieco zdegustowany. Zwłaszcza, że książka ma być ponoć o męskości. Jako mężczyzna z wieloletnim stażem w relacjach damsko-męskich stwierdzam, że kobiety (podobnie zresztą jak mężczyźni) nie są doskonałe. Jestem wręcz zdania, że wielu problemów w związkach dałoby się uniknąć, gdyby kobietom wreszcie przestano wmawiać, że są szczytem doskonałości.

Gdy dalej przeczytałem rozważania, że kobiety są coraz bardziej władcze, a mężczyźni coraz mniej męscy – odniosłem wrażenie, że punkt widzenia autorki jest bardzo jednostronny. Zapomina bowiem, że mężczyźni są przede wszystkim tacy, jakimi chcą ich kobiety, a że kobiety często ostatnio nie bardzo wiedzą, jakiego mężczyzny chcą, nic dziwnego, że wzorzec męskości się rozchwiał. Podobnie zresztą, jak wzorzec kobiecości, bo – o czym też warto wspomnieć – skutkiem przemian społecznych jest to, że nie tylko mężczyźni nie odpowiadają oczekiwaniom wielu kobiet, ale też i w drugą stronę – coraz trudniej mężczyznom znaleźć kobietę odpowiadającą ich oczekiwaniom i potrzebom. Autorka na wstępie sformułowała tezę, że kobiety są coraz bardziej świadome swoich oczekiwań pod adresem partnerów i wyraźnie je przedstawiają, a także że coraz trudniej o ideał tego partnera, co ma stanowić rzekomo dowód na kryzys męskości. Otóż to kolejny przejaw jednostronnego punktu widzenia, ponieważ autorka zapomina, że ideału mężczyzny nie ma z tego prostego powodu, że oczekiwania kobiet wobec mężczyzn są po prostu wewnętrznie sprzeczne.

Zrażony początkiem, mimo wszystko kontynuowałem lekturę. Niestety dalej były już tylko albo szczegółowe wywody i przykłady pacjentów potwierdzające ogólną tezę, że testosteron jest dla mężczyzny źródłem radości życia, albo nużące wywody medyczne, np. opisujące działanie poszczególnych hormonów, ich przemiany itp. Zapamiętałem z tego tyle, że powinienem jest rzodkiew, rzepę, kalafiora i brukselkę, jako że warzywa te zawierają fitotestosteron, który pomoże mojej gospodarce hormonalnej.

Może kobiety szukające w tej książce potwierdzenia tezy, że są z natury wyższą formą życia, wyżej ocenią tę książkę. Panom nie polecam, chyba, że chcą wpaść w jeszcze większą depresję. Pozycja ta jest kolejnym potwierdzeniem tezy, że ogromna wiedza medyczna (której autorce nie odmawiam) nie zawsze idzie w parze z umiejętnością pisania książek.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
38 29 160
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

Ulubione cytaty (1)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd