JustMajka 
21 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-05 20:47:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Mrs. Wright (tom 5)

Sutton z pewnością nie miała do tej pory prostego życia. Jako najmłodsza z rodzeństwa miała najkrótszy kontakt z rodzicami, wychowali ją głównie bracia i siostra. Dzięki temu ich relacje były tak bliskie, zawsze mogli na siebie liczyć, zawsze potrafili się wesprzeć. Jednak w niektórych sytuacjach nawet największe możliwe wsparcie nie jest w stanie załagodzić rozpaczy, smutku, żalu, po... Sutton z pewnością nie miała do tej pory prostego życia. Jako najmłodsza z rodzeństwa miała najkrótszy kontakt z rodzicami, wychowali ją głównie bracia i siostra. Dzięki temu ich relacje były tak bliskie, zawsze mogli na siebie liczyć, zawsze potrafili się wesprzeć. Jednak w niektórych sytuacjach nawet największe możliwe wsparcie nie jest w stanie załagodzić rozpaczy, smutku, żalu, po wydarzeniach, które na dobrą sprawę nie powinny się wydarzyć, które nie są normalne, które są bolesne i nieodwracalne. Tak jak śmierć męża. W jednej chwili życie Sutton z kolorowego, pełnego radości - zmieniło się w szare, pełne łez. Jedynym, co dawało jej siłę do codziennego wstawania był synek, Jason. Wiadomo, czas pozwala powrócić do normalnego życia, na pewno nie zapomnieć, ale pogodzić się, na ile to możliwe, ze stratą. Jednak ile czasu musi upłynąć, aby móc z czystym sumieniem zacząć układać sobie życie na nowo?

David zauroczył się w Sutton już pierwszego dnia, kiedy miał możliwość ją zobaczyć. Wtedy jeszcze nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek będzie miał szansę być dla niej kimś więcej. Potem nastąpiły wszystkie te tragiczne wydarzenia... A on ją wspierał. On ją rozumiał. On po prostu przy niej był. Troszczył się o nią, ale nie zabiegał o czucia. Doskonale wiedział, że tylko czas pozwoli ułożyć jej sobie wszystko w głowie na nowo. Bo bez wątpienia, nadawali na tych samych falach. Rozumieli się, dobrze im było we dwoje. Ale czy tego rodzaju przyjaźń może przerodzić się w związek? Czy Sutton będzie w stanie jeszcze kogoś pokochać?

Po "Zawsze przy tobie" spodziewałam się czegoś więcej niż do tej pory autorka pokazywała nam w swoich poprzednich książkach. Miałam nadzieję, że powieść będzie mniej schematyczna, że K. A. Linde pokaże się z nieco innej strony. No ale niestety na nadziejach się skończyło.

Książkę czyta się bardzo szybko, głównie z dwóch powodów. Pierwszym są krótkie rozdziały, a drugim fakt, że autorka posługuje się bardzo lekkim językiem, przyjemnym w odbiorze dla czytelnika. Historię Sutton i Davida poznajemy z dwóch perspektyw - to oni są narratorami w tej książce. Bardzo lubię taki zabieg, pozwala poznać bliżej bohaterów z różnych stron, pozwala zrozumieć ich postępowanie.

Jeśli chodzi o bohaterów, początkowo miałam problem z przypomnieniem sobie kto jest kim. Poprzednie części czytałam już dłuższy czas temu, a ilość wszystkich występujących w książce postaci jest naprawdę duża. No, ale dla fabuły nie miało to jakiegoś... ogromnego znaczenia. Jednak wydaje mi się, że czytanie tej powieści bez znajomości poprzednich, mogłoby być problematyczne.

Głowni bohaterowie wiele już przeżyli. Mają bagaż wspomnień, które utrudniają im swobodne, proste życie. Davida bardzo szybko polubiłam. To ciepły, opiekuńczy mężczyzna, który pragnie dla swojej kobiety wszystkiego co najlepsze, który stara się z całych sił, aby jego wybranka czuła się szczęśliwą. Jest cierpliwy, wyrozumiały, wspiera, potrafi wysłuchać. Natomiast Sutton... No właśnie. Sutton z poprzednich części była osobą, którą darzyłam naprawdę dużą sympatią. Jednak po tragicznym wydarzeniu odcięła się od świata. Teraz to przygnębiona, niepewna, zrozpaczona dziewczyna. Ale minął już rok. Dla niektórych to zbyt mało, dla innych wystarczająco dużo... Wydawało się, że Sutton podjęła decyzję, że chciała iść na przód. Dać sobie szansę na szczęście. Ale chyba coś poszło nie tak, brakowało mi w jej zachowaniu konsekwencji. Raz twierdziła że jest już gotowa, żeby zaraz się z tego wycofywać. Byłam naprawdę pełna podziwu dla Davida, który dzielnie znosił powroty i rozstania... Bo tych tu nie brakowało. W powieściach K. A. Linde to już właściwie pewniak. Sutton swoim niezdecydowaniem, uleganiem wpływom otoczenia, nieprzemyślanym zachowaniem, w tej części mnie po prostu denerwowała. W kilku sytuacjach aż się we mnie gotowało ze złości.

Ale nie zabrakło też chwil wzruszenia. W gruncie rzeczy to bardzo emocjonalna powieść. Mimo niektórych, denerwujacych zachowań bohaterów, bardzo wciągnęłam się w historię tej dwójki. Pod koniec uroniłam nawet kilka łez...

Co najbardziej mi przeszkadzało w "Zawsze przy tobie"? Schematyczność. Wspominałam już o tym przy okazji opinii o poprzednich częściach. Książki autorki są do siebie bardzo podobne jeśli chodzi o ich ogólny zarys. Mamy dwoje ludzi z ciężką/znaczącą przeszłością, której wpływ na teraźniejszość jest na tyle duży, że prowadzi zwykle do rozstania. Jednak uczucie pokonuje tę barierę. Zejścia rozejścia... Linde tak po prostu konstruuje fabułę. Ale czy to takie złe? Cieszę się, że poznałam dalsze losy Sutton. Po czterech częściach zżyłam się z bohaterami i kiedy pojawiła się możliwość przeczytania kolejnej, bez wahania po nią sięgnęłam.

Polubiłam serię "Mister Wright". Czasem potrzeba lżejszej lektury, która wciągnie i po prostu umili nam czas. Jeśli jeszcze jej nie znacie, a lubicie takie klimaty, polecam dać im szansę! Będę naprawdę dobrze wspominała tę serię.

pokaż więcej

 
2018-12-05 20:38:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

W ostatnim czasie na rynku pojawiało się wiele książek dotyczących służby zdrowia. I choć od dawna chciałam sięgnąć po choć jedną z nich, było mi z nimi nie po drodze. Dlaczego? Bo miałam wrażenie, że często rzucają na pracowników służby zdrowia cień, przedstawiają ich w niekorzystnym świetle. Trochę bałam się zaryzykować i na własnej skórze przekonać jaką treść niosą za sobą te książki.

...
W ostatnim czasie na rynku pojawiało się wiele książek dotyczących służby zdrowia. I choć od dawna chciałam sięgnąć po choć jedną z nich, było mi z nimi nie po drodze. Dlaczego? Bo miałam wrażenie, że często rzucają na pracowników służby zdrowia cień, przedstawiają ich w niekorzystnym świetle. Trochę bałam się zaryzykować i na własnej skórze przekonać jaką treść niosą za sobą te książki.

Dlaczego więc zdecydowałam się na "Twoje życie w moich rękach"? Ponieważ kiedy spojrzałam na opis, wiedziałam, że na początek mojej przygody z tytułami utrzymanymi w podobnym klimacie nada się idealnie. Książka miała przestawiać polską służbę zdrowia z perspektywy jej pracowników, miała pokazywać ich punkt widzenia. A tego byłam bardzo ciekawa. Chciałam, żeby moje wdrażanie w lektury o podobnej tematyce przebiegało stopniowo, nie chciałam chwytać za tytuły, które - sądząc po ich opisach - doprowadziłyby mnie do zdenerwowania, złości, które po prostu mogłyby mnie przytłoczyć. Sięgając po "Twoje życie w moich rękach" miałam przeczucie, że nic takiego mnie nie spotka.

Książka jest zbiorem siedmiu rozmów. Z kim? Powiedziałabym, że z ludźmi na właściwym stanowisku. Z pracownikami służby zdrowia, którzy są nimi nie bez przyczyny. Którzy szczerze chcą dla pacjentów tego co najlepsze. Tylko, że niestety nie zawsze jest to możliwe. Polskie realia stwarzają ograniczenia, nieprzemyślany system jest powodem wiecznie długich kolejek na izbę przyjęć, niskie pensje nie zachęcają do kształcenia się w kierunkach, w których brakuje specjalistów. Bo lekarz to też człowiek, a pomoc drugiemu człowiekowi nie powinna stawać mu na drodze do własnego szczęścia.

Pracownicy służby zdrowia spotykają się na co dzień z wieloma absurdami. A wiecie co jest najbardziej poruszające? Że oni wiedzą w czym znajdują się przyczyny - długich kolejek, odległych terminów wizyt. Oni doskonale rozumieją rozgoryczenie pacjentów, ich nierozumienie, złość. Tylko czemu to wszystko często odbija się na nich samych? Czy to oni ustalają wszystkie te procedury? Oni mają za zadanie udzielić człowiekowi pomocy. Muszą to zrobić i to robią. Nie zawsze tak, jak by chcieli, nie zawsze tak, jak pozwalają na to wszystkie dotychczasowe osiągnięcia medycyny - bo jest to w aktualnych realiach niemożliwe. Ale robią co mogą. To jest ich praca, to jest ich obowiązek.

"Twoje życie w moich rękach" to książka, która zwraca uwagę na niedorzeczności w służbie zdrowia, na bezsilność lekarzy, pielęgniarek i innych jej pracowników wobec ustalanych zasad, wobec systemu. Zmaganie się z codziennymi trudnościami może być naprawdę dołujące. Człowiek chce pomóc, ale nie ma jak...Oczywiście, zdarzają się przypadki, kiedy to lekarzowi nie zależy, kiedy chce tylko odbębnić robotę, a pacjenta traktuje krótko mówiąc - źle. Ale to są wyjątki, a nie reguła.

Skąd kolejki na izbie przyjęć? Lekarze często muszą "marnować" czas na osoby, które w gruncie rzeczy tej pomocy nie potrzebują - albo inaczej, potrzebują, ale na pewno nie powinni od razu kierować się z daną dolegliwością do szpitala, czy dzwonić po karetkę. Skąd odległe terminy? Między innymi z powodu braków kadrowych. A skąd one? Lekarzom za granicą żyje się o wiele lepiej. Niebo a ziemia. Dopóki pozostanie to bez zmian, dopóki w Polsce pracownicy służby zdrowia nie zaczną być odpowiednio doceniani - nic się nie zmieni. Bo jak napisałam wcześniej - lekarze, pielęgniarki, fizjoterapeuci... To też ludzie. Też chcą być szczęśliwi, mają swoje rodziny, ich życie nie może ograniczać się do dyżurów w kilku różnych miejscach i pacjentach, którzy często dają popalić.

Z czym jeszcze muszą mierzyć się pracownicy służby zdrowia? Jakie zmiany wprowadziliby do systemu? Jakie mają pomysły na usprawnienie całej tej machiny? W książce znajdziecie wiele przykładów. Wiele opisów przypadków, z którymi przyszło się zmierzyć wypowiadającym się osobom, wiele medycznych ciekawostek.

Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin przeprowadziła rozmowy z osobami, które nie bez powodu wybrały zawód medyczny, które chciały nieść ludziom pomoc. W tej branży ciężko jest przetrwać bez powołania, szczególnie w naszych realiach. Dzięki nastawieniu osób, z którymi autorka przeprowadziła rozmowę, książkę czytałam naprawdę z ogromnym zainteresowaniem.

Kiedy książka do mnie dotarła, miałam w planach przeczytać na początek tylko kilka stron, zobaczyć jak podejdzie mi ten temat, czy będę w stanie się wciągnąć... A zanim się obejrzałam, byłam już w połowie. Potem poszło jeszcze szybciej. Czytało mi się naprawdę świetnie. Dobrze przeprowadzone rozmowy, nie było miejsca na nudę, nie byłam w stanie się oderwać. Naprawdę! Bardzo zainteresowały mnie niektóre historie - na przykład przypadek starszej pani z Alzheimerem. Nie chcę wam tu zbyt dużo napisać. Zachęcam Was do przeczytania "Twojego życia w moich rękach", ja jestem bardzo miło zaskoczona. Z pewnością sięgnę po więcej książek o podobnej tematyce.

pokaż więcej

 
2018-11-26 15:31:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kiedy spojrzałam na opis książki przed jej lekturą, wiedziałam, że musi trafić w moje ręce. Zmiania dotychczasowego życia bohatera o 180 stopni? Tajemnica do odkrycia? Podążanie za wskazówkami? Wchodzę w to!

W powieści poznajemy Arthura Louisa Pullmana - młodego chłopaka, który po ostatnich trudnych przeżyciach... Trafia na trop swojego dziadka. Dziadka o takim samym imieniu i nazwisku,...
Kiedy spojrzałam na opis książki przed jej lekturą, wiedziałam, że musi trafić w moje ręce. Zmiania dotychczasowego życia bohatera o 180 stopni? Tajemnica do odkrycia? Podążanie za wskazówkami? Wchodzę w to!

W powieści poznajemy Arthura Louisa Pullmana - młodego chłopaka, który po ostatnich trudnych przeżyciach... Trafia na trop swojego dziadka. Dziadka o takim samym imieniu i nazwisku, sławnego pisarza, który stworzył tylko jedno dzieło, który zmarł pięć lat temu i który na tydzień przed śmiercią wybrał się w podróż - w nieznane miejsce i z nikomu nieznanej przyczyny. Warto wspomnieć, że dziadek nie był zwyczajnym starszym człowiekiem, cierpiał bowiem na Alzheimera. W świetle tej informacji, zachowanie mężczyzny może wydawać się w pewnien sposób usprawiedliwione, wytłumaczalne, nie podparte żadną zgóry założoną przyczyną...

Jednak młody Arthur jest przekonany, że dziadek miał cel w swojej wyprawie. Postanawia podążyć za odnalezioną wskazówką. Przed nim wiele trudności i nieoczekiwanych odkryć. Co czeka go na końcu podróży? Jakiej prawdy o swoim dziadku może się tam dowiedzieć? I jakiej prawdy o sobie?

Przeczytałam książkę w dwa wieczory. Bardzo wciągnęłam się w przedstawiony przez autora świat. Kibicowałam Arthurowi od pierwszych stron. Był co prawda moment, w którym stwierdziłam, że to wszystko jest za bardzo naciągane, że spodziewałam się czegoś innego... Ale z perspektywy kolejnych opisywanych wydarzeń, uznałam to za nieistotne. Ta książka ma w sobie to "coś". Jest inna, oryginalna, wyjątkowa.

Książka podzielona jest na rozdziały/części odpowiadające kolejnym miastom, miejscom, w których aktualnie przebywa Arthur. Ponadto w każdej z nich znajdują się krótkie podrozdziały. Dzięki temu powieść czyta się bardzo szybko. Kartki po prostu znikają. Rozdziały częśto kończą się w momentach, w których czytelnik nie jest w stanie odłożyć książki na bok. No, przynajmniej ja nie byłam. Nie jest to powieść, która trzyma w niewiadomo jak wielkim napięciu, ale najzwyczajniej wciąga. Po prostu ma się ochotę do niej wracać, spędzać czas z bohaterem. Autor ma przyjemny, lekki styl, co dodatkowo ułatwia odbiór treści.

Arthur Louis Pulman III (czyli nasz główny bohater) stanął w obliczu prywatnej tragedii. Wszystkie jego plany się posypały. Stracił najbliższą sobie osobę - dziewczynę, a w dodatku otrzymał zakaz zbliżania się do niej. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że radzi sobie z tym całkiem nieźle, ale... No właśnie. Jak jest naprawdę? Czy chłopak może zaufać samemu sobie? Powracające, traumatyczne sny, przywidzenia. Co dzieje się naprawdę, a co jest wytworem jego wyobraźni? Arthrur jest nieco zagubiony w otaczającym go świecie. Poznanie prawdy o dziadku staje się jego nowym celem. Celem, dla którego jest w stanie wiele poświęcić. Mimo braku wsparcia ze strony rodziny wierzy, że dziadek miał powód. Że miał cel. Że zasługuje na to, aby ktoś dowiedział się o tym, co wydarzyło się w jego przeszłości.

Jego wyprawa nie należy do łatwych - z pewnością. Ale daje nadzieję, daje siłę. Historia odkrywa karty przed młodym Arhturem. Okazuje się, że nikt tak na prawdę nie znał najstarszego członka rodziny. Że jego powieść, ciesząca się tak wieką popularnością była dla niego czymś... Niezwykle istotnym. I to wcale nie ze względu na popularność czy wiążące się z nią dochody.

Ale nie będę wam więcej zdradzać. Sięgając po powieść "Między nami chaos" liczyłam na coś wyjątkowego. I ta książka z pewnością właśnie taka jest. Jest pełna emocji, nadziei. Wzrusza i daje do myślenia. Chociaż spodziewałam się nieco innego biegu wydarzeń, innych wrażeń po jej lekturze, na pewno nie jestem nią zawiedziona. Ze swojej strony - polecam :)

pokaż więcej

 
2018-11-01 22:55:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Czarnobyl. Słyszał o nim chyba każdy. Niektórzy wiedzą o nim niewiele, inni aż za dużo. Jedno jest pewne - kto poznał zakazaną strefę, już nigdy o niej nie zapomni. Jest to miejsce, w którym przebywać mogą tylko nieliczni. Potrafi wywołać zachwyt. Przyroda nie posiada brzęczących liczników Geigera, które zasygnalizowałyby jej niebezpieczeństwo, dlatego rozwija się jak szalona. Jednak... Czarnobyl. Słyszał o nim chyba każdy. Niektórzy wiedzą o nim niewiele, inni aż za dużo. Jedno jest pewne - kto poznał zakazaną strefę, już nigdy o niej nie zapomni. Jest to miejsce, w którym przebywać mogą tylko nieliczni. Potrafi wywołać zachwyt. Przyroda nie posiada brzęczących liczników Geigera, które zasygnalizowałyby jej niebezpieczeństwo, dlatego rozwija się jak szalona. Jednak wszechobecna cisza i pustka sprawiają, że będąc w strefie nikt nie czuje się bezpiecznie. Towarzyszące uczucie przerażenia i grozy, świadomość tego, dlaczego to miejsce wygląda właśnie w ten sposób sprawiają, że człowiek czuje się bezsilny.



Katarina jest biolożką. Pozostawiając za sobą całe dotychczasowe życie, przyjeżdża do międzynarodowego instytutu badawczego, aby pomóc w badaniach nad procesami zachodzącymi w zakazanej strefie. To właśnie na jej losach (poza samym Czarnobylem) skupia się powieść. Kiedy udaje jej się wdrożyć w nową pracę, dojść do porozumienia z zespołem, na jej drodze staje Grigorij. Człowiek, którego poznała już na początku pobytu w instytucie, którego łączył dziwny związek z Olgą - kobietą dla Katariny niezrozumiałą, a który od tej pory miał być dla głównej bohaterki kimś znacznie więcej.



"W cieniu Czarnobyla" to powieść, w której pokładałam spore nadzieje, a na której bardzo się zawiodłam. Nie potrafiłam wciągnąć się w fabułę, a bohaterowie zupełnie do mnie nie przemawiali. Katarina była mocno irytująca, zupełnie nie rozumiałam jej zachowania, postępowania. Nie potrafiłam zrozumieć uczucia, które zrodziło się w niej tak nagle. Myślała co innego, robiła co innego. Brakowało mi w niej spójności, charakteru. Z kolei Grigorij... Jego rozumiałam jeszcze mniej. Jego postępowanie było dalekie od racjonalnego, rozsądnego, czy chociażby przemyślanego, choć jego charakter mógłby sugerować coś zupełnie innego. Był dla mnie osobą zupełnie odrealnioną, nietypową, dziwną. Gdybym poznała takiego człowieka, robiłabym wszystko, żeby mieć z nim jak najmniej do czynienia. A Katarina działała zupełnie odwrotnie. Być może dlatego tak bardzo mnie irytowała.



W opisie książki można przeczytać: "Zakochują się w sobie, a ich pełen emocji związek wywołuje całą serię zdarzeń, które mają wpływ na pracę i stosunki panujące w całym zespole badawczym." Ten fragment brzmi nawet zachęcająco. Jednak to właśnie emocji zabrakło mi w tej powieści najbardziej. Zupełnie nie potrafiłam wczuć się relację panującą między bohaterami. Była dla mnie niezrozumiała, niezdrowa, dziwna. Zachowanie bohaterów zaczęłam rozumieć (choć to i tak za dużo powiedziane) dopiero po nawiązaniach do ich przeszłości. Autorka ujawniła pewne fakty z lat ich młodości, które w dużej mierze decydowały o ich aktualnym postrzeganiu świata i podejściu do wykonywanej pracy. Jednak i to nie było w stanie mnie przekonać do opisywanej dwójki.



Jeśli chodzi o kompozycję... Autorka chciała stworzyć pewną klamrę. Rozpocząć powieść od momentu jej zakończenia. Ale niestety zrobiła to w sposób, którego nawet nie dostrzegłam. Dopiero przeglądając książkę po raz drugi, tuż przed rozpoczęciem pisania mojej opinii, zauważyłam, że podczas lektury umknęły mi trzy zdania - zdania, które dotyczyły wydarzeń mających miejsce w zakończeniu. Zwykle zabiegi takie sprawiają, że czytam książkę z dużo większym zainteresowaniem, jednak muszą być zastosowane w odpowiedni sposób. Słowa muszą być właściwie dobrane, muszą budzić ciekawość, czasem niepokój, ale przede wszystkim intrygować. A tu? Nic takiego nie miało miejsca.



Jedynym plusem książki, częścią, która naprawdę była dla mnie ciekawa były opisy strefy rozciągającej się wokół Czarnobyla, do której dostęp mają jedynie nieliczni. Czytając te fragmenty czułam się trochę jak w innym świecie, jakby opisywane miejsca były całkowitą fikcją literacką. Sam fakt, że strefa istnieje naprawdę, a ja, żyję tak niewiele wiedząc o tym miejscu... budził we mnie przedziwne uczucie, którego nie jestem w stanie opisać, ale które sprawiło, że patrzyłam na książkę nieco bardziej przychylnym okiem, że byłam w stanie dobrnąć do końca.



"W cieniu Czarnobyla" to powieść, która zapowiadała się dobrze, ale niestety na tym się skończyło. Czytanie jej tylko dla opisów strefy mija się z celem. Madeleine Hesserus nie sprostała moim wymaganiom odnośnie fabuły. Książkę przemęczyłam, nie miałam motywacji, chęci, aby do niej wracać. A szkoda. Bo temat pozwalał na stworzenie naprawdę wyjątkowej powieści.

pokaż więcej

 
2018-09-18 10:31:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Większość z nas zna swoją historię. Rodzice, dziadkowie chętnie dzielą się opowieściami z lat młodości, wspominają czasy, kiedy nas jeszcze nie było na świecie. W przypadku Ludwika Starkowskiego było jednak inaczej Osiemdziesięciosiedmiolatek swoją przeszłość ukrywał tak starannie, że nie znała jej nawet najbliższa - jedyna rodzina. Co musiało się wydarzyć, aby tak starannie strzegł swej... Większość z nas zna swoją historię. Rodzice, dziadkowie chętnie dzielą się opowieściami z lat młodości, wspominają czasy, kiedy nas jeszcze nie było na świecie. W przypadku Ludwika Starkowskiego było jednak inaczej Osiemdziesięciosiedmiolatek swoją przeszłość ukrywał tak starannie, że nie znała jej nawet najbliższa - jedyna rodzina. Co musiało się wydarzyć, aby tak starannie strzegł swej historii?

Dziadek Ludwik był kiedyś dla Magdy bardzo ważną osobą, wsparciem, ale od niemal dwudziestu lat dziewczyna nie utrzymywała z nim kontaktu. Co się stało, że niemal z dnia na dzień ich kontakt się urwał? Dziewczyna postanawia wrócić w rodzinne strony, do Szczecina, aby móc go wysłuchać, zrozumieć. Mężczyźnie zależy na tym, aby wnuczka została na dłużej, bez niej w domu jest pusto, smuto... Ale Magda jest sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Bo dlaczego nagle, po tylu latach, miałaby o wszystkim zapomnieć? Wrócić, jak gdyby nigdy nic, udawać, że wszystko jest w porządku? Stawia więc ultimatum. Ludwik ma opowiedzieć o swojej przeszłości. O przeszłości, o której nikt nic nie wie, którą tak skrzętnie ukrywał przez całe życie.

Czy swoją opowieścią Ludwik przekona wnuczkę do pozostania w rodzinnym mieście? Czy Magdzie uda się wybaczyć? I co, poza historią dziadka czeka na nią w Szczecinie?

Głównym wątkiem jest opowieść Ludwika, którą mężczyzna dawkuje wnuczce małymi porcjami. Odsłania swoje skrywane dotąd życie, otwiera się, ujawniając coraz bardziej szokujące fakty z przeszłości. Wątek miłosny, który również pojawia się w książce jest zsunięty na drugi plan, co w tym przypadku jest dobrym posunięciem. Jest on tylko dodatkiem, a nie głównym punktem w powieści. Dzięki temu możemy lepiej wczuć się w klimat jaki stwarza dziadek Magdy, cofając się wspomnieniami do lat II wojny światowej...

W "Sekretach i kłamstwach" były fragmenty, które mocno mnie zaskoczyły, wywróciły do góry nogami wszystko to, co udało mi się do tej pory poukładać w głowie, ale były też takie od których wręcz oczekiwałam tego zaskoczenia, a ono nie nadeszło.

W książkę bardzo szybko się wciągnęłam, spędziłam z nią miło czas, ale czuję pewien niedosyt. Mam nadzieję że kolejna część zaspokoi moją ciekawość, wniesie to, czego tutaj mi zabrakło.

"Sekrety i kłamstwa" - ten tytuł pasuje do książki wręcz idealnie. Jeśli jesteście ciekawi jakie Ludwik skrywa sekrety, chcecie przekonać się do czego jest się w stanie posunąć, aby zatrzymać przy sobie wnuczkę, do czego skłoniła go tęsknota za najbliższą mu osobą - sięgnijcie po tę książkę. Być może ma kilka niedociągnięć, ale w mojej ogólnej ocenie wypada naprawdę bardzo dobrze. Jeśli czytam książkę w jeden wieczór - mówi to samo za siebie, a tak było w przypadku tej powieści.

Książka jest utrzymana w spokojnym, ciepłym nastroju, pomimo, że momentami dzieje się coś niekoniecznie wpisującego się w te słowa. Dodatkowo opowieść dziadka - tu panuje klimat wprawiający czytelnika w niepokój, smutek, nie raz w przerażenie. "Sekrety i kłamstwa" to powieść, która dzięki emocjom, które przeplatają się między sobą zostanie w mojej pamięci przez pewien czas. I bohaterowie - tu każdy w przeszłości musiał mierzyć się z wieloma trudnościami. Ukształtowały one ich charaktery, wzmocniły, ukierunkowały. Ale zastanawiem się, czy to aby nie przesad? Nagromadzenie tylu osób z tak smutną, trudną przeszłością w jednym miejscu? Jednak wiem, że takie sytuacje naprawdę mają miejsce w codziennym życiu... Nie mogę doczekać się kontynuacji, ciekawe, co tym razem zaserwuje nam autorka.

pokaż więcej

 
2018-09-18 10:30:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Już niedługo Eliza ma wyjść za mąż. Pora na ostatnie przymiarki sukni ślubnej, umawianie weselnego menu, czy wystroju sali... Spokojna, poukładana, grzeczna dziewczyna nie spodziewa się, że już niedługo jej życie wywróci się do góry nogami. A to wszystko za sprawą niejakiego Szczepana. Pewny siebie, zauroczony zachowaniem, sposobem bycia Elizy chłopak postanawia wyjść z inicjatywą. Nie zraża... Już niedługo Eliza ma wyjść za mąż. Pora na ostatnie przymiarki sukni ślubnej, umawianie weselnego menu, czy wystroju sali... Spokojna, poukładana, grzeczna dziewczyna nie spodziewa się, że już niedługo jej życie wywróci się do góry nogami. A to wszystko za sprawą niejakiego Szczepana. Pewny siebie, zauroczony zachowaniem, sposobem bycia Elizy chłopak postanawia wyjść z inicjatywą. Nie zraża go fakt, że niedługo dziewczyna bierze ślub. Z resztą, to chyba ostatni moment na spróbowanie swoich sił, wykorzystanie swojej szansy? To nie tak, że chce zepsuć Elizie plany na przyszłość, chce, żeby była szczęśliwa, ale dlaczego nie u jego boku? Na drodze mężczyzny staje też Patrycja. Siostra bliźniaczka Elizy, która w przeciwieństwie do niej z grzecznością niewiele ma wspólnego...

Jak potoczą się losy Elizy? Czy ulegnie urokowi Szczepana? Czy jednak wierność Pawłowi zwycięży? W końcu Szczepan pojawił się tak niedawno, a Pawła zna od wielu lat. Zbudowali związek, kochają się. Czy nowy znajomy jest w stanie stanąć na drodze do ich wspólnej przyszłości?

Bardzo wciągnęłam się w tę powieść. Eliza wydawała mi się bliska, choć w jej sytuacji na szczęście nigdy się nie znalazłam. Ale muszę przyznać, że wcześniej niejednokrotnie zastanawiałam się jak zachowałabym się w podobnej sytuacji. Dlatego z ciekawością śledziłam jej losy. Kibicowałam jej, nie im - mężczyzn zepchnęłam trochę na drugi plan. Bardzo polubiłam Elizę, w pewien sposób się z nią utożsamiłam i życzyłam jej szczęścia. Na tej drodze, którą w końcu wybierze.

Patrycja, silna i niezależna kobieta mieszkająca samotnie z kotką do tej pory spotykała się z różnymi mężczyznami. Jednak dłuższe znajomości ją męczyły. Nigdy nikomu nie obiecywała trwałego związku, ale mężczyźni zaczynali się przywiązywać, zaczynali wiązać z nią nadzieje... A to nie było dla niej. Kiedy spotkała Szczepana poczuła jednak coś, czego do tej pory nie doświadczyła. W jej głowie pojawiła się myśl, że... Może to ktoś, kto zburzyłby jej dotychczasowe podejście do mężczyzn? Postanowiła więc działać.

Eliza i Patrycja to bliźniaczki tak różne, że na pierwszy rzut oka ciężko byłoby stwierdzić, że mają ze sobą cokolwiek wspólnego. I nie chodzi tu tylko o wygląd, ale i o charakter. Zupełne przeciwieństwa, a mimo to - najlepsze przyjaciółki. W powieści ukazana jest ta cudowna więź. Mimo, że czasem mają różne zdania, w zupełnie rożne sposoby dążą do swoich celów, czasem wystąpią jakieś zgrzyty - siostrzana miłość między nimi pozostanie na zawsze. Są one dwiema z czterech córek Sabiny i Stefana. Z rodziną tą spotkałam się już wcześniej, w książce "Ja chyba zwariuję!", gdzie autorka opisywała historię innej z sióstr - Niny. Już wtedy poznałam Elizę i bardzo cieszę się, że za sprawą nowej powieści mogłam poznać ją jeszcze lepiej.

"Wierność jest trudna" skłoniła mnie do wielu refleksji, choć myślę, że to akurat bardziej kwestia mojej osobowości, skłonności do analizowania przeróżnych wydarzeń, wyobrażania różnych scenariuszy na przyszłość. Ale nie będę się nad tym rozwodzić. Agata Przybyłek stworzyła zabawną, wciągającą powieść, którą pochłonęłam w jeden dzień. W dodatku zakończenie! Jestem bardzo ciekawa jaką przyszłość zaplanowała dla swoich bohaterów i szczerze nie mogę doczekać się kontynuacji.

Właśnie, jeszcze kilka słów o bohaterach, którzy jak w większości powieści autorki są niesamowicie barwni, wyrożniający się, różni, a jednocześnie sobie bliscy. I muszę przyznać, że o ile w poprzednich powieściach wydawali mi się oni trochę przerysowani, co skutkowało mało wiarygodnymi wydrzeniami - o tyle w tej książce zupełnie nie rzucało mi się to w oczy. Jestem zauroczona, zaintrygowana i nie mogę się doczekać, kiedy poznam dalsze losy Elizy.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
77 59 367
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd