JustMajka 
21 lat, kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 3 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-18 10:31:50
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Większość z nas zna swoją historię. Rodzice, dziadkowie chętnie dzielą się opowieściami z lat młodości, wspominają czasy, kiedy nas jeszcze nie było na świecie. W przypadku Ludwika Starkowskiego było jednak inaczej Osiemdziesięciosiedmiolatek swoją przeszłość ukrywał tak starannie, że nie znała jej nawet najbliższa - jedyna rodzina. Co musiało się wydarzyć, aby tak starannie strzegł swej... Większość z nas zna swoją historię. Rodzice, dziadkowie chętnie dzielą się opowieściami z lat młodości, wspominają czasy, kiedy nas jeszcze nie było na świecie. W przypadku Ludwika Starkowskiego było jednak inaczej Osiemdziesięciosiedmiolatek swoją przeszłość ukrywał tak starannie, że nie znała jej nawet najbliższa - jedyna rodzina. Co musiało się wydarzyć, aby tak starannie strzegł swej historii?

Dziadek Ludwik był kiedyś dla Magdy bardzo ważną osobą, wsparciem, ale od niemal dwudziestu lat dziewczyna nie utrzymywała z nim kontaktu. Co się stało, że niemal z dnia na dzień ich kontakt się urwał? Dziewczyna postanawia wrócić w rodzinne strony, do Szczecina, aby móc go wysłuchać, zrozumieć. Mężczyźnie zależy na tym, aby wnuczka została na dłużej, bez niej w domu jest pusto, smuto... Ale Magda jest sceptycznie nastawiona do tego pomysłu. Bo dlaczego nagle, po tylu latach, miałaby o wszystkim zapomnieć? Wrócić, jak gdyby nigdy nic, udawać, że wszystko jest w porządku? Stawia więc ultimatum. Ludwik ma opowiedzieć o swojej przeszłości. O przeszłości, o której nikt nic nie wie, którą tak skrzętnie ukrywał przez całe życie.

Czy swoją opowieścią Ludwik przekona wnuczkę do pozostania w rodzinnym mieście? Czy Magdzie uda się wybaczyć? I co, poza historią dziadka czeka na nią w Szczecinie?

Głównym wątkiem jest opowieść Ludwika, którą mężczyzna dawkuje wnuczce małymi porcjami. Odsłania swoje skrywane dotąd życie, otwiera się, ujawniając coraz bardziej szokujące fakty z przeszłości. Wątek miłosny, który również pojawia się w książce jest zsunięty na drugi plan, co w tym przypadku jest dobrym posunięciem. Jest on tylko dodatkiem, a nie głównym punktem w powieści. Dzięki temu możemy lepiej wczuć się w klimat jaki stwarza dziadek Magdy, cofając się wspomnieniami do lat II wojny światowej...

W "Sekretach i kłamstwach" były fragmenty, które mocno mnie zaskoczyły, wywróciły do góry nogami wszystko to, co udało mi się do tej pory poukładać w głowie, ale były też takie od których wręcz oczekiwałam tego zaskoczenia, a ono nie nadeszło.

W książkę bardzo szybko się wciągnęłam, spędziłam z nią miło czas, ale czuję pewien niedosyt. Mam nadzieję że kolejna część zaspokoi moją ciekawość, wniesie to, czego tutaj mi zabrakło.

"Sekrety i kłamstwa" - ten tytuł pasuje do książki wręcz idealnie. Jeśli jesteście ciekawi jakie Ludwik skrywa sekrety, chcecie przekonać się do czego jest się w stanie posunąć, aby zatrzymać przy sobie wnuczkę, do czego skłoniła go tęsknota za najbliższą mu osobą - sięgnijcie po tę książkę. Być może ma kilka niedociągnięć, ale w mojej ogólnej ocenie wypada naprawdę bardzo dobrze. Jeśli czytam książkę w jeden wieczór - mówi to samo za siebie, a tak było w przypadku tej powieści.

Książka jest utrzymana w spokojnym, ciepłym nastroju, pomimo, że momentami dzieje się coś niekoniecznie wpisującego się w te słowa. Dodatkowo opowieść dziadka - tu panuje klimat wprawiający czytelnika w niepokój, smutek, nie raz w przerażenie. "Sekrety i kłamstwa" to powieść, która dzięki emocjom, które przeplatają się między sobą zostanie w mojej pamięci przez pewien czas. I bohaterowie - tu każdy w przeszłości musiał mierzyć się z wieloma trudnościami. Ukształtowały one ich charaktery, wzmocniły, ukierunkowały. Ale zastanawiem się, czy to aby nie przesad? Nagromadzenie tylu osób z tak smutną, trudną przeszłością w jednym miejscu? Jednak wiem, że takie sytuacje naprawdę mają miejsce w codziennym życiu... Nie mogę doczekać się kontynuacji, ciekawe, co tym razem zaserwuje nam autorka.

pokaż więcej

 
2018-09-18 10:30:19
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Już niedługo Eliza ma wyjść za mąż. Pora na ostatnie przymiarki sukni ślubnej, umawianie weselnego menu, czy wystroju sali... Spokojna, poukładana, grzeczna dziewczyna nie spodziewa się, że już niedługo jej życie wywróci się do góry nogami. A to wszystko za sprawą niejakiego Szczepana. Pewny siebie, zauroczony zachowaniem, sposobem bycia Elizy chłopak postanawia wyjść z inicjatywą. Nie zraża... Już niedługo Eliza ma wyjść za mąż. Pora na ostatnie przymiarki sukni ślubnej, umawianie weselnego menu, czy wystroju sali... Spokojna, poukładana, grzeczna dziewczyna nie spodziewa się, że już niedługo jej życie wywróci się do góry nogami. A to wszystko za sprawą niejakiego Szczepana. Pewny siebie, zauroczony zachowaniem, sposobem bycia Elizy chłopak postanawia wyjść z inicjatywą. Nie zraża go fakt, że niedługo dziewczyna bierze ślub. Z resztą, to chyba ostatni moment na spróbowanie swoich sił, wykorzystanie swojej szansy? To nie tak, że chce zepsuć Elizie plany na przyszłość, chce, żeby była szczęśliwa, ale dlaczego nie u jego boku? Na drodze mężczyzny staje też Patrycja. Siostra bliźniaczka Elizy, która w przeciwieństwie do niej z grzecznością niewiele ma wspólnego...

Jak potoczą się losy Elizy? Czy ulegnie urokowi Szczepana? Czy jednak wierność Pawłowi zwycięży? W końcu Szczepan pojawił się tak niedawno, a Pawła zna od wielu lat. Zbudowali związek, kochają się. Czy nowy znajomy jest w stanie stanąć na drodze do ich wspólnej przyszłości?

Bardzo wciągnęłam się w tę powieść. Eliza wydawała mi się bliska, choć w jej sytuacji na szczęście nigdy się nie znalazłam. Ale muszę przyznać, że wcześniej niejednokrotnie zastanawiałam się jak zachowałabym się w podobnej sytuacji. Dlatego z ciekawością śledziłam jej losy. Kibicowałam jej, nie im - mężczyzn zepchnęłam trochę na drugi plan. Bardzo polubiłam Elizę, w pewien sposób się z nią utożsamiłam i życzyłam jej szczęścia. Na tej drodze, którą w końcu wybierze.

Patrycja, silna i niezależna kobieta mieszkająca samotnie z kotką do tej pory spotykała się z różnymi mężczyznami. Jednak dłuższe znajomości ją męczyły. Nigdy nikomu nie obiecywała trwałego związku, ale mężczyźni zaczynali się przywiązywać, zaczynali wiązać z nią nadzieje... A to nie było dla niej. Kiedy spotkała Szczepana poczuła jednak coś, czego do tej pory nie doświadczyła. W jej głowie pojawiła się myśl, że... Może to ktoś, kto zburzyłby jej dotychczasowe podejście do mężczyzn? Postanowiła więc działać.

Eliza i Patrycja to bliźniaczki tak różne, że na pierwszy rzut oka ciężko byłoby stwierdzić, że mają ze sobą cokolwiek wspólnego. I nie chodzi tu tylko o wygląd, ale i o charakter. Zupełne przeciwieństwa, a mimo to - najlepsze przyjaciółki. W powieści ukazana jest ta cudowna więź. Mimo, że czasem mają różne zdania, w zupełnie rożne sposoby dążą do swoich celów, czasem wystąpią jakieś zgrzyty - siostrzana miłość między nimi pozostanie na zawsze. Są one dwiema z czterech córek Sabiny i Stefana. Z rodziną tą spotkałam się już wcześniej, w książce "Ja chyba zwariuję!", gdzie autorka opisywała historię innej z sióstr - Niny. Już wtedy poznałam Elizę i bardzo cieszę się, że za sprawą nowej powieści mogłam poznać ją jeszcze lepiej.

"Wierność jest trudna" skłoniła mnie do wielu refleksji, choć myślę, że to akurat bardziej kwestia mojej osobowości, skłonności do analizowania przeróżnych wydarzeń, wyobrażania różnych scenariuszy na przyszłość. Ale nie będę się nad tym rozwodzić. Agata Przybyłek stworzyła zabawną, wciągającą powieść, którą pochłonęłam w jeden dzień. W dodatku zakończenie! Jestem bardzo ciekawa jaką przyszłość zaplanowała dla swoich bohaterów i szczerze nie mogę doczekać się kontynuacji.

Właśnie, jeszcze kilka słów o bohaterach, którzy jak w większości powieści autorki są niesamowicie barwni, wyrożniający się, różni, a jednocześnie sobie bliscy. I muszę przyznać, że o ile w poprzednich powieściach wydawali mi się oni trochę przerysowani, co skutkowało mało wiarygodnymi wydrzeniami - o tyle w tej książce zupełnie nie rzucało mi się to w oczy. Jestem zauroczona, zaintrygowana i nie mogę się doczekać, kiedy poznam dalsze losy Elizy.

pokaż więcej

 
2018-08-12 15:18:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Cheryl - znerwicowana, przytłoczona życiem czterdziestolatka zgadza się przyjąć dwudziestoletnią córkę znajomych z pracy pod swój dach. Clee jest specyficzną dziewczyną, co początkowo wywołuje u kobiety przerażenie. Z czasem jednak okazuje się, że nowa współlokatorka wniosła wszystko to, czego Cheryl podświadomie potrzebowała. Jakkolwiek dziwne by to nie było...

Dawno nie czytałam książki,...
Cheryl - znerwicowana, przytłoczona życiem czterdziestolatka zgadza się przyjąć dwudziestoletnią córkę znajomych z pracy pod swój dach. Clee jest specyficzną dziewczyną, co początkowo wywołuje u kobiety przerażenie. Z czasem jednak okazuje się, że nowa współlokatorka wniosła wszystko to, czego Cheryl podświadomie potrzebowała. Jakkolwiek dziwne by to nie było...

Dawno nie czytałam książki, która pozostawiłaby we mnie tak wiele skrajnych odczuć co "Pierwszy bandzior". Z jednej strony powieść ta była wyjątkowa, bo nietypowa, oryginalna. Poruszała tematy, których na ogół autorzy unikają w swoich dziełach - takie, o których pisać jest ciężko, lub o których wydaje się, że lepiej nie wspominać. Dlaczego? Chociażby ze względu na zachowanie granicy dobrego smaku, która tu niejednokrotnie została przekroczona. I szczerze mówiąc - wolałabym jednak, aby Miranda July jej nie przekraczała, ponieważ "niesmak" to bardzo łagodne słowo na określenie tego, co wywołały we mnie pewne fragmenty powieści. Momentami miałam ochotę odłożyć książkę na bok i więcej do niej nie wracać.

Ale wracałam i w sumie nie żałuję. Lektura "Pierwszego bandziora" to całkiem ciekawe doświadczenie. Nie spotkałam się do tej pory z tak specyficzną książką, która jednocześnie miałaby w sobie element sprawiający, że pomimo całej swojej dziwaczności czytałam z pewnym zaciekawieniem. Bo mimo iż momentami odczuwałam niesmak, mimo że zupełnie nie rozumiałam zachowania bohaterki i zupełnie nie potrafiłam wczuć się w opisywany przez autorkę świat - byłam ciekawa czym jeszcze mnie ona zaskoczy.

No właśnie, główna bohaterka. Jej zachowanie było na tyle dziwne, pokręcone, wręcz nienormalne, że nie byłam w stanie jej polubić. Zdawała sobie poniekąd sprawę z tego, że jej życie nie wygląda tak, jak powinno, że ma problemy natury psychicznej, chodziła nawet na terapię... Tylko co dobrego mogła ona przynieść, jeśli terapeutka nie potrafiła poradzić sobie nawet z własnym życiem? Cheryl miała nietypowe przypadłości, które w opisie na okładce zostały nazwane "humorystycznymi" - no cóż, ja raczej skłaniałabym się ku określeniu ich mianem nienormalnych, cudacznych. Clee również była oryginalną postacią. Młoda, leniwa, uważąjąca się za idealną dziewczyna była dla mnie przez pewien czas zagadką. Jej zachowanie sprawiało, że miałam ochotę wkroczyć do przedstawianego świata i mocno nią potrząsnąć. Denerwowała mnie. Nie mniej niż sama Cheryl.

Przez pierwszą połowę książki po prostu się męczyłam. Świat widziany oczami Cheryl mnie przerażał. Gubiłam się pomiędzy rzeczywistością a jej wyobraźnią, jej fantazjami, które kobieta przeżywała nadzwyczaj realnie. Jej życie, sposób jaki na nie wybrała, nastawienie - to wszystko było dla mnie nie do pojęcia. Ale Miranda July chyba chciała nas zszokować - to zdecydowanie się jej udało. Później było już lepiej, Cheryl zaczęła zachowywać się rozsądniej. I choć jej postępowanie nadal nie było dla mnie do końca zrozumiałe - przestało mnie razić. A może po prostu się do niego przyzwyczaiłam? Końcówkę czytałam ze zdecydowanie większą przyjemnością niż początek.

Miranda July porusza kontrowersyjne tematy, o których można by było dyskutować długimi godzinami. Ale to nie jest książka dla każdego. Pomimo starań, nie udało mi się odnaleźć w świecie wykreowanym przez autorkę. Za dużo było w nim dziwactw, zbyt wiele wydarzeń, zachowań, sytuacji, które były dla mnie niezrozumiałe. W dodatku nagromadzenie tak wielu specyficznych bohaterów w jednym miejscu wydawało mi się wręcz nierealne.

Każdy ma swoje dziwactwa. Być może autorka chciała za pomocą książki wywołać u nas podobną refleksję. Świat Cheryl poznajemy jej oczami, a biorąc pod uwagę jej sposób postępowania, jej natręctwa - może wszystko to, co wydawało mi się dziwne w pozostałych bohaterach było tylko iluzją stworzoną przez umysł kobiety? Może gdyby narracja prowadzona była przez inną osobę obraz tamtego świata wydałby mi się bliższy i bardziej przystępny?


"Pierwszy bandzior" to książka, o której można by długo dyskutować. Jest z pewnością bardzo oryginalna, a sięgając po nią niczego nie można być pewnym. Niektórym spodoba się bardzo, inni będą nią zniesmaczeni. Ja zastanowię się kilka razy, jeśli będę miała możliwość sięgnąć po inną książkę autorki - choć na swój sposób jestem dla niej pełna podziwu. "Pierwszego bandziora" uważam za ciekawe doświadczenie.

pokaż więcej

 
2018-08-06 20:34:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z tytułem Baszy smaku wiąże się nie tylko umiejętność dogodzenia najbardziej wybrednemu podniebieniu, ale i moc, o której wielu nie ma pojęcia. Basza smaku za pomocą przyrządzonych potraw może wpływać na ludzkie emocje, a co za tym idzie - na ludzkie zachowanie i decyzje.

"Mamy cztery główne smaki, lecz ich liczba jest nieskończona"

Młody kucharz, dzięki swemu nieprzeciętnemu wyczuciu smaku...
Z tytułem Baszy smaku wiąże się nie tylko umiejętność dogodzenia najbardziej wybrednemu podniebieniu, ale i moc, o której wielu nie ma pojęcia. Basza smaku za pomocą przyrządzonych potraw może wpływać na ludzkie emocje, a co za tym idzie - na ludzkie zachowanie i decyzje.

"Mamy cztery główne smaki, lecz ich liczba jest nieskończona"

Młody kucharz, dzięki swemu nieprzeciętnemu wyczuciu smaku oraz wybitnym umiejętnościom kulinarnym dostaje się do pałacowej kuchni. Mogłoby się wydawać, że to przypadek, łut szczęścia - jednak chłopak ma skrzętnie opracowany plan działania, a praca w tym miejscu jest jego fragmentem. Kucharz pragnie zemsty. Jednak kto by przypuszczał, że człowiek przyrządzający tak znakomite dania mógłby snuć niecne zamiary?

Zagłębiając się w treść powieści stopniowo poznajemy przeszłość kucharza i powody jego zemsty. Odkrywamy jego prawdziwą tożsamość, śledzimy proces nauki Baszy smaku, poznajemy tajniki sztuki kulinarnej oraz pewną dziewczynę - Kamer - która stając na drodze młodego kucharza odmieniła jego życie na zawsze. A wszystko to przeżywamy otoczeni niezliczonymi aromatami, smakami, zapachami, które wywołałyby głód nawet u największego niejadka...

"Siedzący przy stole zamknęli oczy, gdy zbliżała się służba, i z przejęciem wyczekiwali aromató, które wkrótce miały wypełnić ich nozdrza. Kiedy skarbnik usłyszał cichy szczęk porcelanowej pokrywki, zaciągnął się głęboko, a na jego ustach wykwitł uśmiech."

"Basza smaku" to książka inna od wszystkich, które czytałam do tej pory. Jej akcja toczy się w siedemnastowiecznym Imperium Osmańskim. Powieść bardzo dobrze oddaje klimat zarówno miejsca jak i czasów. Poznajemy zachowania, wydarzenia, które choć w powieści są fikcją - były wówczas na porządku dziennym.

Czytając "Baszę smaku" miałam przed oczami miejsca czy postacie z popularnego niedawno serialu "Wspaniałe stulecie" Panujący w nim klimat był bardzo zbliżony do opisanego w książce. Ale choć serial specjalnie mnie do siebie nie przekonał - powieść zdecydowanie to uczyniła.

Opisy potraw, aromatów, smaków były tak barwne, tak wspaniale skonstruowane, że oczami wyobraźni przenosiłam się do kuchni razem z bohaterem. Choć miałam przed sobą tylko kartki książki - moje zmysły odbierały zapachy, smaki, jakbym była tam, w rzeczywistości stworzonej przez Saygin Ersin.

"Przeżuwając pory, wyglądał jak człowiek na skraju ekstazy. Przełknął pierwszy kęs, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu, jakiego nikt dotąd nie widział - niemal jak u wyszczerzonego z radości dziecka. Sądząc po jego spojrzeniu, najwyraźniej zatopił się w świecie marzeń"

"Basza smaku" to powieść, która pomimo wydarzeń przyspieszających bicie serca, fragmentów wywołujących wiele sprzecznych emocji, jest dość spokojna. Przez nią się płynie, delektując każdą kolejną stroną. Jest tu wiele opisów, ale naprawdę - nie wieje nudą. Czytałam je z wypiekami na twarzy, z głową przepełnioną obrazami pochodzącymi z powieści - i wcale nie chciałam, aby się one kończyły. A zdarza mi się to rzadko.

Saygin Ersin ma wyjątkowy styl. Znaczną rolę odegrał na pewno również tłumaczka - należą jej się słowa uznania. Czytanie tej powieści to czysta przyjemność.

"Basza smaku" to powieść o tym, jak wyglądało życie w Turcji, w XVII wieku. Poznajemy je od strony kuchni - i jest to naprawdę ciekawa perspektywa. To powieść o trudach życia, tęsknocie, wytrwałości, zaufaniu, o miłości i o pasji.

"Tej nocy kucharz odkrył, że najgorszy wstyd bierze się nie z tego, co się uczyniło albo w czym się zawiodło, lecz z tego, czego nie doprowadziło się do końca. Zrozumiał, że w pustych , nieistotnych, daremnych lub nawet złych uczynkach mogły się kryć prawdziwośc i duma"

Ze swojej strony serdecznie Wam ją polecam :)

pokaż więcej

 
2018-08-03 12:25:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Yara nie wierzy w miłość. W jej życiu było wielu mężczyzn, ale nigdy nie połączyło jej z nimi to uczucie. Dziewczyna przyciągała artystów, była dla nich muzą. Kiedy na jej drodze stanął David coś się zmieniło. Muzyk odnalazł w niej nie tylko inspirację, ale przede wszystkim osobę, z którą chciałby spędzić życie. Choć Yara początkowo nie traktuje tego poważnie, musi przyznać, że David jest dla... Yara nie wierzy w miłość. W jej życiu było wielu mężczyzn, ale nigdy nie połączyło jej z nimi to uczucie. Dziewczyna przyciągała artystów, była dla nich muzą. Kiedy na jej drodze stanął David coś się zmieniło. Muzyk odnalazł w niej nie tylko inspirację, ale przede wszystkim osobę, z którą chciałby spędzić życie. Choć Yara początkowo nie traktuje tego poważnie, musi przyznać, że David jest dla nim kimś więcej, niż wszyscy, których spotkała dotychczas.

Główna bohaterka nie miała łatwego dzieciństwa, nie doświadczyła miłości, nie wiedziała jak sobie z nią poradzić. Wolała więc jej unikać. Może tak rzeczywiście było łatwiej? Z Davidem była szczęśliwa, ale wtedy w jej życiu pojawiło się nowe uczucie - zazdrość... Choć Yara doskonale wiedziała z czym będzie musiała się mierzyć godząc się na związek z muzykiem i choć nie była do tego przekonana - zaryzykowała. Jednak nie potrafiła zaufać, uwierzyć. I przyniosło to tragiczne skutki. Zazdrość to uczucie, które niszczy - "Bogini niewiary" jest tego doskonałym przykładem.

To książka zupełnie nie w stylu Tarryn Fisher, jaką znałam do tej pory. Romans. Ale jak przystało na autorkę - dość nietypowy. Uczucie między Davidem i Yarą było naprawdę specyficzne, szczególnie ze strony dziewczyny. Chłopak był do niego przekonany, ale ona? Z jeden strony chciała być z Davidem, z drugiej nie wierzyła w miłość. Od początku zapowiadała, że nie chce tworzyć trwałego związku - a jednak się zgodziła. Czy to nie dziwne? Bohaterka denerwowała mnie swoim zachowaniem, zupełnie nie rozumiałam jej postępowania. W jednym momencie przypominała mi mnie samą, aby zaraz temu zupełnie zaprzeczyć. Miałam wrażenie, że jej charakter zmienia się pod wpływem sytuacji. Natomiast Davida polubiłam w miarę szybko. Był nietypowy, czuły, pewny siebie. Wiedział czego pragnie. Ale niestety w pewnym momencie i jego przestałam darzyć sympatią.

Tarryn nie wprowadziła nas w tajniki dotychczasowego życia bohaterów. Znaliśmy pojedyncze fakty. Cała powieść opierała się na uczuciu między Davidem i Yarą, autorka ograniczyła się w tym przypadku do minimum. Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem. Osobiście bardzo lubię lepiej poznać bohaterów, z którymi spędzę kilka godzin. A tu wydawali mi się oni bez wyrazu. Brakowało mi szerszego spojrzenia na całą sytuację. Znając ich wcześniejsze przeżycia dokładniej, nie skupiając się wyłącznie na wątku ich uczucia - być może odebrałabym tę powieść lepiej.

Przez większą część akcja toczyła się bardzo wolno. Nie działo się nic nadzwyczajnego, czytałam, czytałam, czytałam... I nie mogę powiedzieć, aby książka mnie porwała. Była w porządku. Zakończenie wywołało we mnie wiele uczuć, za co bardzo autorce dziękuję, ale poza tym? Nie przywiązałam się szczególnie do bohaterów, nie wciągnęłam. Ale mimo to czytało się ją bardzo przyjemnie. Lubię styl, język, jakim posługuje się Tarryn. Mimo, że fabuła mnie nie przekonała, przeczytałam książkę sprawnie i uważam czas na nią poświęcony za przyjemny.

Poznanie nowej odsłony Tarryn Fisher było ciekawym doświadczeniem i na pewno nie żałuję tego wyboru. Ale co tu dużo mówić - znając jej thrillery liczyłam na więcej. Słyszałam kilka bardzo pozytywnych opinii o książce, dlatego zawiesiłam wysoko poprzeczkę moich oczekiwań. Liczyłam na więcej emocji, lepiej scharakteryzowanych bohaterów i więcej oryginalności.

pokaż więcej

 
2018-08-01 20:32:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Mogłoby się wydawać, że kłopoty przestały dokuczać Zojce. Znalazła pracę w redakcji, jej szefowa okazała się przemiłą osobą, a poza tym - dziewczyna odpoczęła od ostatnich wydarzeń, w wyniku których była podejrzewana o zabójstwo. Wszystko zaczynało się układać, zapanował spokój... Ale nie na długo. Kiedy niespodziewanie zniknęła babunia Łyczakowa, dziewczyna zaczęła się niepokoić. Niestety... Mogłoby się wydawać, że kłopoty przestały dokuczać Zojce. Znalazła pracę w redakcji, jej szefowa okazała się przemiłą osobą, a poza tym - dziewczyna odpoczęła od ostatnich wydarzeń, w wyniku których była podejrzewana o zabójstwo. Wszystko zaczynało się układać, zapanował spokój... Ale nie na długo. Kiedy niespodziewanie zniknęła babunia Łyczakowa, dziewczyna zaczęła się niepokoić. Niestety była niemal jedyną osobą, która przejęła się zaginięciem staruszki. No, bo po za Zojką była jeszcze policja - a wszystko za sprawą ostatnich zgłoszeń, jakie wpłynęły na komisariat. Niestety aspirant Chochołek więcej miał marzeń o rozwikłaniu zagadek kryminalnych niż chęci do działania, więc dziewczyna musiała działać na własną rękę. A dla babci była w stanie zrobić naprawdę wiele. Jedyną poszlaką na jaką trafiła była nazwa biura matrymonialnego...



Jeśli czytaliście poprzednią część, czyli "Kłopoty mnie kochają" i przypadła Wam ona do gustu - możecie śmiało sięgnąć i po ten tytuł. Autorka utrzymała poziom. W odpowiednich momentach potrafiła zaskoczyć, a przede wszystkim wywołać szeroki uśmiech na mojej twarzy. Powieść jest zabawna, oryginalna i ma wspaniałych, barwnych bohaterów.



Joanna Szarańska ma lekki, bardzo przyjemny styl, przez co jej książki dosłownie się połyka. Ważną rolę odgrywa tu również niebanalny pomysł na fabułę, a umiejętnie wpleciony wątek kryminalny dodaje powieści smaczku. Jednak dla mnie najważniejszy był humor - którego tu z pewnością nie zabrakło. A muszę przyznać, że wcale nie jest łatwo mnie w tej kwestii zadowolić. Nie raz czytałam "komedie", w których śmieszne sytuacje wydawały się wymuszone, dialogi zupełnie nienaturalne, a żarty po prostu nie trafiały w mój gust. A tu wszystko było jak należy! Zachowanie bohaterów było nieco przerysowane, ale skoro dzięki temu mogłam co chwilę śmiać się w głos - nie będę narzekała.



Po pierwszej części moim ulubionym duetem była Zojka z babcią. Tym razem babunia Łyczakowa zniknęła! Na początku niezbyt spodobał mi się ten pomysł - no bo dlaczego akurat ona? Taka wspaniała postać? Ale autorka nadrobiła to w inny sposób. Nie było już tak wielu kontrowersyjnych, nieoczekiwanych zachowań starszej pani, które prowadziły do wybuchów śmiechu, ale za to potyczki słowne między Zojką a redaktorem Kordeckim... rewelacyjne! Zabawnych sytuacji dostarczyli również aspirant Chochołek czy znajoma babuni - Guzikowa.



Jeśli szukacie zabawnej książki, jesteście ciekawi do czego jest w stanie posunąć się Zojka, aby odnaleźć babcię - przeczytajcie koniecznie! "Do zakochania jeden rok" wciąga, bawi i zaskakuje. Joanna Szarańska zdecydowanie mnie do siebie przekonała. Z niecierpliwością czekam na kolejną część - i na pewno sięgnę również po inne jej książki. Są idealne na lato, na chwilę relaksu, na poprawę humoru. Jeśli macie czasem ochotę na lekką, ciekawą lekturę - polecam!

pokaż więcej

 
2018-07-27 11:24:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: #GOYOUNG

Lina po śmierci mamy, na jej prośbę, wyrusza do Włoch. Ma poznać tam swojego ojca, o którego istnieniu dowiedziała się dopiero niedawno. Dziewczyna nie jest zachwycona wyjazdem ze Stanów. Ma tam przecież znajomych, szkołę i wszystkie najcenniejsze wspomnienia. Gdyby nie prośba mamy na pewno nie zdecydowałaby się na ten wyjazd. Kiedy dociera do domu nowo poznanego ojca, pierwsze, co przychodzi... Lina po śmierci mamy, na jej prośbę, wyrusza do Włoch. Ma poznać tam swojego ojca, o którego istnieniu dowiedziała się dopiero niedawno. Dziewczyna nie jest zachwycona wyjazdem ze Stanów. Ma tam przecież znajomych, szkołę i wszystkie najcenniejsze wspomnienia. Gdyby nie prośba mamy na pewno nie zdecydowałaby się na ten wyjazd. Kiedy dociera do domu nowo poznanego ojca, pierwsze, co przychodzi jej na myśl to ucieczka. Jednak w ręce Liny trafia pamiętnik mamy - taki, którego do tej pory nie widziała i który jej mama przysłała tu w konkretnym celu, niedługo przed śmiercią. Jakie tajemnice skrywa w sobie ta pamiątka? Dziewczyna postanawia je odkryć.



"Love & Gelato" to wyjątkowa młodzieżówka. To nie jest taka sobie historyjka dla zabicia czasu, to zdecydowanie coś więcej. Podczas lektury przenosimy się do Włoch - pięknych, wyjątkowych Włoch, w których mama Liny spędziła pewien fragment swojego życia. Czytając wraz z dziewczyną pamiętnik jej mamy i podążając jego śladami trafiamy w magiczne miejsca, możemy poczuć się trochę jak turyści na odległość, a autorka dorzuca nam jeszcze garść ciekawostek o Italii.



Powieść bardzo miło mnie zaskoczyła. Dla takich młodzieżówek jak "Love & Gelato" warto sięgać po ten gatunek. I wiecie... To nie jest tak, że ta książka jest jakaś wybitna, porusza niespotykane tematy, fabuła jest wielce oryginalna. Na pewno można by było przyczepić się do kilku rzeczy. Ale kurczę, na mnie zrobiła wrażenie. Czytałam ją z zaciekawieniem, nie nudziłam się przy niej, odkładając ją na moment chciałam wrócić jak najszybciej do lektury.



Książka napisana jest bardzo przyjemnym językiem, nie jest rozciągnięta przez opisy, ale i tak możemy poznać uroki odwiedzanego prze Linę kraju. Duża ilość dialogów - napisanych w bardzo naturalny sposób, a także fragmenty z pamiętnika sprawiają, że przez książkę po prostu się płynie.



"Love & Gelato" to książka o stracie, o tęsknocie, ale przede wszystkim o tym, że żałoba nie jest powodem do usuwania się ze świata. Nadal mamy prawo do szczęścia, do korzystania z życia pełną piersią, do miłości. To książka o uczuciu, które nigdy nie przemija, o szczerej, bezinteresownej miłości, o pragnieniu dla drugiej osoby wszystkiego co najlepsze, bez względu na siebie. To powieść o... Dziewczynie, która musiała odnaleźć swoje miejsce na nowo. Która dzięki pamiętnikowi mamy mogła poznać lepiej samą siebie. Piękna, wzruszająca, ciepła...



Serdecznie polecam!

pokaż więcej

 
2018-07-22 20:11:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Są takie dni, kiedy chcielibyśmy zacząć wszystko od nowa, zapaść się pod Ziemię i wyłonić z niej zupełnie odmienionymi. Z czystą kartą, z dala od problemów, które otaczały nas do tej pory, od wszystkiego, czego po prostu mieliśmy już dosyć. Claudette postanowiła spróbować. Nie była szczęśliwa w dotychczasowym życiu, choć można by było powiedzieć, że miała wszystko. Jednak nie zawsze jest to... Są takie dni, kiedy chcielibyśmy zacząć wszystko od nowa, zapaść się pod Ziemię i wyłonić z niej zupełnie odmienionymi. Z czystą kartą, z dala od problemów, które otaczały nas do tej pory, od wszystkiego, czego po prostu mieliśmy już dosyć. Claudette postanowiła spróbować. Nie była szczęśliwa w dotychczasowym życiu, choć można by było powiedzieć, że miała wszystko. Jednak nie zawsze jest to kluczem do szczęścia. Zaryzykowała. Zniknęła. Wyparowała, zabierając ze sobą dziecko. Z kolei Daniel, jej obecny mąż od przeszłości nie potrafił się tak łatwo odciąć. Wydarzyło się w niej zbyt wiele, aby tak po prostu porzucić dotyczące jej myśli... Kiedy dociera do niego informacja o dawnej kobiecie, nie jest w stanie puścić jej mimo uszu. Musi dowiedzieć się, co wydarzyło się dwie dekady wcześniej. I ta jedna chwila, ten moment, w którym Daniel słyszy w radiu kilka słów, mogą zmienić jego poukładane na nowo życie. Co zrobi Claudette - nieprzewidywalna i stanowcza - kiedy zauważy, że mężczyzna coś przed nią ukrywa? Jak z całą sytuacją poradzi sobie Daniel? Czy dadzą sobie szansę?

"To tutaj" zaciekawiło mnie opisem na okładce i muszę przyznać, że spodziewałam się po tej książce wiele. Po skończonej lekturze mam nieco mieszane uczucia. Dlaczego?

Bardzo trudno było mi się wkręcić w fabułę - bardzo rozbudowaną fabułę, powiedziałabym, że jak na tego typu książkę - może nawet za bardzo. Miałam wrażenie (na początku), że każdy rozdział pisany jest z perspektywy innej osoby, a na dodatek wydarzenia działy się na kilku płaszczyznach czasowych. Tę książkę ciężko czyta się bez wystarczającego skupienia, a ja najwyraźniej takiego nie posiadałam. Wszystko mi się plątało, nie mogłam się połapać co się dzieje, kim jest osoba, o której już tyle rzeczy dowiedziałam się w danym rozdziale? Ale później było już lepiej. Utrwaliłam sobie w głowie relacje pomiędzy bohaterami, imiona, zaczęłam zwracać większą uwagę na lata, w jakich miały miejsce wydarzenia - i wreszcie zaczęłam czerpać przyjemność z czytania.

O czym jest ta książka? To naprawdę trudno zawrzeć w kilku słowach. Porusza wiele tematów, pojawia się wiele wątków. Jest o zagubieniu w dotychczasowym życiu, o nowym początku, o trudnych wyborach, o miłości - niezrozumiałej, mocnej, ale i nieufnej, pięknej, ale niepewnej, o nadziei. Jest również o rodzicielstwie, o konsekwencjach, o stracie... Niezrozumieniu, buncie, indywidualności, pięknie, jakie kryje za sobą dzieciństwo... Mogłabym długo wymieniać.

Przez mnogość wątków, pojawianie się tak wielu postaci, po przeczytaniu książki mam wrażenie, że była ona niepełna. Poznałam tak wielu bohaterów, odegrali oni mniejszą lub większą rolę w życiu głównej dwójki - Daniela i Claudette, a potem co? Autorce udało się rozbudzić moją ciekawość, ale nie udało się jej zaspokoić. Bardzo ciężko jest mi ocenić tę książkę.

"To tutaj" potrafi wzruszyć, zmusić do zastanowienia i to w tej książce jest piękne. Autorka ma przyjemny odbiorze styl, ale mam wrażenie, ze chciała upchnąć zbyt wiele pomysłów w jednej książce. Brakowało mi rozwinięcia niektórych wątków, wyjaśnienia... Ale ogólnie - powieść była w porządku. Nie było tu specjalnych zaskoczeń, zakończenie nie wbiło mnie w fotel. Ale jeśli lubicie powieści obyczajowe, to może Wam się spodobać. Pomysł na fabułę na pewno jest oryginalny, forma również przykuwa uwagę. Myślę, że jeśli będziecie mieć ochotę na dość nietypową obyczajówkę, "To tutaj" będzie w sam raz :)

pokaż więcej

 
2018-07-14 20:31:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Niektórym się wydaje, że starość musi być nudna. Ale nic bardziej mylnego! Kiedy ma się w sobie tyle pozytywnej energii, dystansu do siebie i przyjaciół co trzy starsze panie: Alicja, Gienia i Marysia - nawet na starsze lata można się świetnie bawić, mieć głowę pełną niekonwencjonalnych pomysłów i wielkie marzenia. Tylko jest jeden problem - grono przyjaciół zaczyna się powoli wykruszać...

...
Niektórym się wydaje, że starość musi być nudna. Ale nic bardziej mylnego! Kiedy ma się w sobie tyle pozytywnej energii, dystansu do siebie i przyjaciół co trzy starsze panie: Alicja, Gienia i Marysia - nawet na starsze lata można się świetnie bawić, mieć głowę pełną niekonwencjonalnych pomysłów i wielkie marzenia. Tylko jest jeden problem - grono przyjaciół zaczyna się powoli wykruszać...

Kiedy pewnej nocy, we śnie, z uśmiechem na twarzy, odchodzi mieszkająca w domu opieki "Patrycja" Alicja, jej najbliższe przyjaciółki są smutne, ale i zdezorientowane. Miały przecież wspólne plany! Zmarła przyjaciółka bardzo chciała odwiedzić grób Elvisa i już nawet wyznaczyła ku temu datę. Kobiety postanawiają więc odwiedzić to miejsce - oczywiście nie bez Alicji. Postanawiają wykraść urnę z prochami koleżanki i zabrać ją w ostatnią podróż.

Joanna pracuje w "Patrycji". Chociaż dorosła jest już od dwunastu lat, nadal mieszka w domu matki. Do tej pory nie udało jej się znaleźć mężczyzny, któremu potrafiłaby oddać część swojego życia... A może to w niej tkwił problem? Na dodatek w pracy pojawiają się problemy. Bo jak inaczej można nazwać zniknięcie urny podopiecznej? Do ucieczek Alicji kobieta była już przyzwyczajona, ale wtedy była ona przecież żywa - a teraz? W rozwiązaniu całej sprawy pomaga Joannie wnuczek zmarłej. Od pierwszego spotkania są przekonani, że ciężko będzie się im dogadać. Ale może - kto się czubi ten się lubi?

Marika Krajniewska stworzyła wyjątkowy obraz starszego pokolenia. Pokazała, że starsze osoby są w gruncie rzeczy takie same jak i młodsi. Różni ich jedynie wygląd, no i parę(dziesiąt) lat doświadczeń. Alicja, Marysia i Gienia mają do siebie dystans, mają pasje, cele i wewnętrzną radość. Pomimo wszystkiego co w życiu przeszły (a z powieści możecie dowiedzieć się, że trochę tego było), pomimo, że sprawność już nie taka jak dawniej - starają się żyć tak, jak mają na to ochotę, tak, aby to życie sprawiało im jak najwięcej szczęścia. Bo przecież trzeba korzystać z niego póki można!

Postacie są barwne, wyraziste, różne od siebie pod każdym względem - a przez to wyjątkowe. Marika Krajewska wykonała kawał dobrej roboty.

Historię trzech przyjaciółek śledzimy na bieżąco, ale poznajemy ją również z perspektywy kilkudziesięciu lat wstecz - kiedy to kobiety dopiero się poznawały. I uwierzcie, ich dzieje kryją w sobie wiele niespodzianek dla czytelnika. Nie były kolorowe, a Alicja, Maria i Genowefa nie od początku dogadywały się tak dobrze. Stopniowe odkrywanie kart z przeszłości bohaterek sprawia, że książka potrafi wciągnąć.

W dodatku powieść jest zabawna! I to głównie z tego powodu chciałam po nią sięgnąć. Ciężko jest mi znaleźć książkę, przy której naprawdę będę mogła się pośmiać. A tu się śmiałam! I nie było tu żartów na siłę. Były naturalne, sytuacyjne, takie, jakie lubię najbardziej :)

Wiecie co? Nie będę się bardziej rozpisywać. Przeczytajcie tę książkę sami! Polecam :)

pokaż więcej

 
2018-07-14 20:23:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

W książkach Beaty Majewskiej uwielbiam to, że nigdy nie można być pewnym tego, co zaraz się wydarzy. Akcja biegnie pozornie spokojnie... Aż tu nagle BACH! I nic nie jest takie jak do tej pory. Zmienia się wszystko, co ułożyliśmy sobie w głowie, nagle musimy spojrzeć na bohaterów z zupełnie innej perspektywy. Jeśli czytaliście już jakąś powieść autorki - wiecie o czym mówię. Jeśli Wam się... W książkach Beaty Majewskiej uwielbiam to, że nigdy nie można być pewnym tego, co zaraz się wydarzy. Akcja biegnie pozornie spokojnie... Aż tu nagle BACH! I nic nie jest takie jak do tej pory. Zmienia się wszystko, co ułożyliśmy sobie w głowie, nagle musimy spojrzeć na bohaterów z zupełnie innej perspektywy. Jeśli czytaliście już jakąś powieść autorki - wiecie o czym mówię. Jeśli Wam się podobała, na pewno polubicie książkę "Moja twoja wina".

Urszula miała wrażenie, że jej małżeństwo było całkiem poukładane. Nie było idealne, ale nic nie wskazywało na to, że jego dni są policzone. Kiedy pewnego dnia zobaczyła swojego męża, Marka, z o wiele młodszą dziewczyną była w szoku. A kiedy padła z jego strony propozycja otwartego małżeństwa - nawet nie skomentowała. Złożyła papiery rozwodowe i przeprowadziła się do odziedziczonego w spadku domku na wsi. Musiała zacząć wszystko od nowa... W trudnych chwilach pomogła jej przyjaciółka, nowa sąsiadka i... Michał - jej konkurencja na rynku pracy, mężczyzna, przed którym otrzymała wiele ostrzeżeń.

Autorka opisuje losy Uli i Michała, którzy można powiedzieć - wpadli na siebie przez przypadek, a których okazało się łączyć bardzo dużo. Początkowo nieświadomi, zostali poddani próbie. Czy kiedy dowiedzą się w jaki sposób krzyżują się ich historie będą w stanie spojrzeć sobie w oczy? Czy rodzące się między nimi uczucie będzie w stanie wytrzymać tak wiele? Czy ma ono w ogóle prawo bytu?

Ciekawa fabuła, bohaterowie budzący sympatię lub niechęć - wiadomo, zależy od postaci, z charakterem, różni, intrygujący. To chyba podstawa do stworzenia dobrej książki. A jeśli dorzucimy do tego świetny styl, odrobinę humoru, garść niebanalnych dramatów, szczyptę nadziei i okrasimy miłością? Sukces gwarantowany - a już na pewno w przypadku Beaty Majewskiej.

"Moja twoja wina" jest pełna emocji. Bawi, by za chwilę przepełnić smutkiem, wzruszyć. Zaskakuje. To co się tam dzieje trudno pomieścić w umyśle. Można się zastanawiać - czy taka historia ma prawo wydarzyć się w rzeczywistości? Ale doświadczenie podpowiada, że jak najbardziej tak. Niektórych sytuacji człowiek nie jest w stanie zrozumieć. Ta powieść wstrząsa i szokuje, ale też niesie za sobą nadzieję. I to jest piękne.

Jeśli choć trochę Was zaciekawiłam - koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Jeśli jeszcze nie znacie twórczości Beaty Majewskiej (lub Augusty Docher), dajcie jej szansę. Myślę, że naprawdę warto. Ja pokochałam jej styl, pomysły i bohaterów, których wykreowała.

Serdecznie polecam :)

pokaż więcej

 
2018-07-05 21:16:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Po książkach takich jak ta często spodziewam się wiele, ale rzadko autorom udaje się mnie nie rozczarować. Skupiają się oni nie na tym, co rzeczywiście mogłoby wciągnąć, ale na mało istotnych zdarzeniach i wciskaniu niby-żartów na siłę. A w przypadku tej książki? Autorka wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Ta powieść ma w sobie wszystko, czego od niej oczekiwałam. Jest zabawna, momentami... Po książkach takich jak ta często spodziewam się wiele, ale rzadko autorom udaje się mnie nie rozczarować. Skupiają się oni nie na tym, co rzeczywiście mogłoby wciągnąć, ale na mało istotnych zdarzeniach i wciskaniu niby-żartów na siłę. A w przypadku tej książki? Autorka wykonała naprawdę kawał dobrej roboty. Ta powieść ma w sobie wszystko, czego od niej oczekiwałam. Jest zabawna, momentami wzruszająca, skłania do refleksji. "Jak upolować pisarza?" to mimo wszystko książka, która nie każdemu przypadnie do gustu. Ten typ literatury albo się lubi, albo nie. Książka umilała mi czas w chwilach przerwy pomiędzy nauką, więc patrzyłam na nią z uwielbieniem. Ale na pewno nie jest to jedyny powód, dla którego przypadła mi do gustu! Nie jest idealna, ale czy takie książki w ogólne istnieją?

Casey w branży reklamowej czuła, że odnalazła dla siebie miejsce idealne. Szybko awansowała na dyrektorkę kreatywną w People's Republic, a teraz szefowa chciała zaangażować ją w całkiem nowy, oryginalny projekt, jakiego świat dotąd nie widział. Nanu. To słowo miało stać się dla Casey kluczem do sukcesu, nowym początkiem wspaniałej kariery w branży... Jej zadaniem było przekonywanie pisarzy do wzięcia udziały w kampaniach reklamowych firm, które wypadły z obiegu. Twórcy mieli nadać im nową świeżość. Kto jak nie pisarz ułoży lepiej slogan reklamowy? Kto lepiej podkreśli zalety - na przyklad piór wiecznych wybranej marki? Poza tym, zarobki pisarzy nigdy nie były wysokie - udział w kampaniach na pewno byłby dla nich dobrym źródłem gotówki. Pierwszym pisarzem, którego ma pozyskać do reklamy jest Ben...

Czy Ben odegra w jej życiu większą rolę? Czy Casey poradzi sobie z powierzonym jej zadaniem? Czy Nanu rzeczywiście jest strzałem w dziesiątkę? Jeśli chcecie zajrzeć za kulisy świata reklamy, zobaczyć co kryją pod maską niektórzy cenieni pisarze... Koniecznie przeczytajcie!


Podobno głównej bohaterki nie da się polubić od razu. A ja polubiłam. Casey jest bystra, pewna siebie, pomysłowa, działa pod wpływem impulsu. Jest otwarta, przebojowa... Ale samotna. Mało kto jest w stanie to dostrzec, bo przez swój charakter zawsze była w centrum uwagi, była lubiana, miała krąg "koleżanek". Teraz ma co prawda przyjaciółkę od serca, Susan, ale... To skomplikowane. Jest ona (Susan) ciekawą postacią - trochę skrytą, ale stanowczą, zbuntowaną. Ma własną hierarchię wartości i nie zamierza jej naginać. Bohaterowie zostali świetnie wykreowani. Są barwni, wyraziści, bardzo różnorodni. Każdy z nich ma swój własny styl - chodzi mi tu o ich zachowanie, konstruowanie wypowiedzi. Zawsze doceniam to w powieściach.

Spotkałam się już z kilkoma opiniami na temat "Jak upolować pisarza?", w których opowiadające o niej osoby zarzucały, że początek jest nudny, że nic się nie dzieje. Ale ja tego naprawdę nie odczułam. Może to dlatego, że bardzo szybko polubiłam się z Casey i czytanie między innymi o jej dniu w pracy nie było dla mnie problemem. Było jak rozmowa z dobrą przyjaciółką. Rzeczywiście, właściwa akcja książki nie rozpoczyna się w pierwszych rozdziałach, jednak to właśnie podczas ich czytania najwięcej razy się uśmiechnęłam, a główna bohaterka odkryła przede mną tę stronę, za którą tak bardzo darzyłam ją sympatią. W swoich wypowiedziach często zawierała stwierdzenia, jakby wyjęte wprost z mojego umysłu. Poza tym uważam, że nieco dłuższe wprowadzenie w historię Casey, poznanie jej otoczenia, charakteru, sposobu bycia, było bardzo dobrym posunięciem. Lubię dobrze poznać bohatera, zanim zacznę śledzić jego poczynania. Lepiej mogę wówczas zrozumieć pewne jego decyzje czy zachowania. Dlatego jak dla mnie - wstęp jak najbardziej na plus.

A potem jest jeszcze lepiej! Pojawia się dreszczyk emocji, bitwa z myślami, chwile wzruszenia. I to wszystko jest napisane w naprawdę dobrym, przyjemnym w odbiorze stylu. Autorka przekazuje nam przez Casey bardzo trafne spostrzeżenia na temat dzisiejszego społeczeństwa. Niektóre wywołują szeroki uśmiech, a wszystkie dają do myślenia.

"Na szczęście wiadomości tekstowe zmieniają wszelkie emocje w banał. Gdyby Flippides jednak zrezygnował ze swojej przebieżki na rzecz SMS-a, ostrzeżenie Ateńczyków ograniczyłoby się do 'OMG wbijają do nas Persowie, będzie grubo :o' "

pokaż więcej

 
2018-06-26 12:20:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Emily jest położną. Zawsze największą wagę przykłada do komfortu matek podczas ich wielkiego dnia. Jest zwolenniczką porodów w domu, co spotyka się z niemałym oburzeniem wśród lekarskiego środowiska. I choć szczerze kocha swój zawód i za nic nie chciałaby go zmieniać, czuje potrzebę odetchnięcia od tego wszystkiego - od nieprzyjaznych spojrzeń lekarzy, osób, które uważają to co robi, za... Emily jest położną. Zawsze największą wagę przykłada do komfortu matek podczas ich wielkiego dnia. Jest zwolenniczką porodów w domu, co spotyka się z niemałym oburzeniem wśród lekarskiego środowiska. I choć szczerze kocha swój zawód i za nic nie chciałaby go zmieniać, czuje potrzebę odetchnięcia od tego wszystkiego - od nieprzyjaznych spojrzeń lekarzy, osób, które uważają to co robi, za skrajnie nieodpowiedzialne. Kiedy więc dostaje od przyjaciółki propozycję pracy na wakacje, z dala od miejsca zamieszkania, z dala od codziennych problemów - zgadza się niemal od razu. Ma zostać szefową kuchni na parowcu przyjaciółki, która z powodu zaawansowanej ciąży nie może dłużej pełnić tej roli... Na statku Emily spotyka wiele ciekawych osób. Jest Billie - pełniąca rolę pomocy kuchennej, charakterna dziewczyna, która nie widzi świata poza jednym z pracowników statku, jest Maisie, starsza kobieta, która już od wielu lat spędza wakacje na parowcu. I jest Alasdair... Przystojny lekarz, samotny ojciec wspaniałej dziewczynki - Kate. Czy między tą dwójką może rozwinąć się uczucie? Wszystko wydaje się temu przeczyć.

Sięgając po "Lato nad morzem" liczyłam na zabawną, ciepłą historię z delikatnie wplecionym wątkiem miłosnym, która umili mi czas w przerwie pomiędzy nauką. Miała być "rozkosznie zajmująca", "niezwykle wciągająca, "pełna blasku". A jak ją odebrałam?

Na początku bardzo trudno było mi się wkręcić w opisywaną prze Katie Fforde historię. Główna bohaterka wydawała mi się bardzo specyficzna, nie mogłam się do niej przekonać. Rzuciła wszystko i pojechała gotować na statku? Pomimo tego, że tak uwielbiała swoją pracę i tak bardzo walczyła o to, aby jej metody odbierania porodów zostały docenione, zaakceptowane... Rozumiem urlop, rozumiem odpoczynek. Ale tak nagle - ni stąd ni z owąd zdecydować się na stanowisko szefa kuchni na statku parowym? Autorka nie wprowadziła nas szczególnie w życie Emily. Dla mnie decyzja głównej bohaterki, która dokonała się niemal na samym początku książki, była po prostu irracjonalna. Tym bardziej, że nie zostało wcześniej wspomniane nic a propos zdolności kulinarnych bohaterki. Zabrakło wprowadzenia, możliwości wczucia się w postać dziewczyny, zrozumienia jej decyzji.

Przez pierwsze kilka rozdziałów przeszkadzał mi również styl, w jakim została napisana powieść. Zastosowanie narracji w trzeciej osobie, wiele powtórzeń, których po zastosowaniu narracji pierwszoosobowej można by było uniknąć. Bo jeśli w jednym, naprawdę krótkim akapicie (6-7 wersów) imię głównej bohaterki pojawia się trzykrotnie - musicie przyznać, że rzuca się to w oczy. Ogólnie miałam wrażenie, że w tekście jest natłok imion, które z powodzeniem można byłoby zastąpić innymi określeniami opisywanych bohaterów.

Na szczęście im dalej czytałam, tym było lepiej. Trudno mi określić, czy autorka się "rozpisała" i jej styl ze strony na stronę sukcesywnie się poprawiał, czy fabuła zainteresowała mnie na tyle, że do stylu nie przykładałam już większej uwagi. W każdym razie w pewnym momencie powieść mnie wciągnęła i zanim się spostrzegłam czytałam ostatni rozdział...

Jeśli chodzi o bohaterów - jak wspomniałam wcześniej, Emily była dla mnie na początku bardzo specyficzna. Jej decyzje były dla mnie niezrozumiałe i najzwyczajniej mnie denerwowały. Z czasem przekonałam się, że jest ona zwyczajną, zabawną, towarzyską dziewczyną. Choć na świat patrzy w zupełnie inny sposób od mojego. Nie potrafiłam się wczuć w jej postać, ale mimo to ją polubiłam. Alasdaira bohaterka spotkała po raz pierwszy, kiedy odbierał ją z lotniska. I znów... Coś mi w nim nie pasowało. Jego zachowanie było sprzeczne z logiką. Nie chcę za wiele zdradzić, bo uważam, że ta książka jest warta przeczytania. Myślę, że jeśli po nią sięgniecie, zorientujecie się o czym piszę. Ale poza tym? Okazał się ciepłym, opiekuńczym mężczyzną, stawiającym dobro córki ponad wszystko. Bał się otworzyć na nowy związek, zaufać, ale nie bez przyczyny. Kibicowałam tej dwójce i choć ja sama widziałam dla nich wiele różnych możliwości, oni wydawali się ich nie dostrzegać...

Akcja powieści ma miejsce w wyjątkowo malowniczym otoczeniu. Widoki, jakie mogli podziwiać bohaterowie z pewnością były przepiękne. Autorka o nich wspominała, ale jak dla mnie za mało było opisów, które pozwoliłyby rzeczywiście wyobrazić sobie magię krajobrazów czy zjawisk, jakie pojawiały się w treści - a szkoda. Trochę mi tego zabrakło.

Za dużo narzekam - bo powieść naprawdę przypadła mi do gustu. Pomysł na fabułę był oryginalny, opisywane przez autorkę uczucie rozwijało się powoli, naturalnie - co bardzo sobie cenię. Teraz wszędzie pełno historii, w których dwójka osób już po pierwszym spotkaniu nie widzi poza sobą świata. Tu było inaczej. Przeszkody, które pojawiały się na drodze Emily i Alasdaira były rzeczywiście - przeszkodami. Za co też powieść zyskała w moich oczach. Nie były one wymyślone na siłę, nie zostały wyolbrzymione i miały swoją przyczynę.

"Lato nad morzem" to ciepła powieść, która idealnie nada się na wakacje. Jest lekka, choć nie brakuje w niej chwil smutku, wzruszenia. Nie jest bez wad, ale mimo to, w ostatecznej ocenie bardzo mi się podobała. Autorka rozkręca się z każdą stroną, aby wreszcie porwać czytelnika i wciągnąć go w opisywaną historię. Pięknie przedstawione, kwitnące uczucie, wspaniała relacja ojciec-córka, szczerza przyjaźń. W powieści widać dojrzałość autorki. Ta książka niesie za sobą coś więcej niż tylko przyjemnie spędzony czas podczas jej lektury. Warto po nią sięgnąć!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
73 55 332
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd