HanaZaczytana 
hanazaczytana.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 5 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-02-03 18:28:43
Ma nowego znajomego: modli
 
2019-01-28 14:07:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Isabel Fielding (tom 1) | Seria: Mroczna strona

Szkoda mi czasu na pełną recenzję, bo to naprawdę słabiutka książka... Poza jednym "tłistem",gdzieś w połowie historii, który faktycznie mógł odrobinę zaskoczyć, nie ma tu absolutnie nic ciekawego. Pomysł dobry, styl przeciętny, ale intryga na poziomie NIZIUTEŃKIM, wręcz szczątkowym. Gwarantuję, że każdy z Was odgadnie po pierwszych stronach, co się tam takiego "strasznego" stało. Reszta... Szkoda mi czasu na pełną recenzję, bo to naprawdę słabiutka książka... Poza jednym "tłistem",gdzieś w połowie historii, który faktycznie mógł odrobinę zaskoczyć, nie ma tu absolutnie nic ciekawego. Pomysł dobry, styl przeciętny, ale intryga na poziomie NIZIUTEŃKIM, wręcz szczątkowym. Gwarantuję, że każdy z Was odgadnie po pierwszych stronach, co się tam takiego "strasznego" stało. Reszta to już pseudo-psychologiczny bełkot niedouczonej pielęgniarki, która nie zna podstawowych zasad postępowania z pacjentami. I banda wariatów (jakkolwiek niepoprawnie politycznie by to nie zabrzmiało- trudno). Poplułam jadem, mam nadzieje, że to kogoś uchroni przed lekturą marnej książki. Szkoda czasu.

pokaż więcej

 
2019-01-23 17:24:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Meh... Albo ja nie zrozumiałam o co chodzi, albo ktoś tu odwalił niezłą lipę. "Dawną znajomą" poleca nam sama Jej Wysokość Rachel Abbott, która pisze świetne thrillery, i której ufam, i którą czytam z wypiekami na twarzy. Dlaczego ona to zrobiła? Ja nie wiem. Bo to z pewnością nie jest "doskonała powieść". To jest klumpiszcze, jakich niestety wiele na naszym rynku, a które omijać należy... Meh... Albo ja nie zrozumiałam o co chodzi, albo ktoś tu odwalił niezłą lipę. "Dawną znajomą" poleca nam sama Jej Wysokość Rachel Abbott, która pisze świetne thrillery, i której ufam, i którą czytam z wypiekami na twarzy. Dlaczego ona to zrobiła? Ja nie wiem. Bo to z pewnością nie jest "doskonała powieść". To jest klumpiszcze, jakich niestety wiele na naszym rynku, a które omijać należy szerokim łukiem.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli... Książkę przeczytałam do końca. Napisana jest stylem prostym, przeciętnym, ale poprawnym. Może przydałaby się nieco lepsza redakcja i korekta, ale ogólnie ujdzie w bardzo gęstym tłumie. Nie jest to lektura z tych przeraźliwie męczących, których po prostu nie da się czytać. Ale owa wspomniana przeciętność i prostota sprawiają, że w ogóle nie jesteśmy ciekawi, co będzie dalej. I tak po dość intrygującym początku, kiedy dowiadujemy się, że Louise otrzymuje na fejsie zaproszenie od tytułowej dawnej znajomej, która jak się okazuje nie żyje już od wielu, wielu lat, zaczyna się ostry zjazd w dół. A na końcu wpadamy w maliny. Ale nie te maliny, które kocha każdy miłośnik thrillera, czyli te, w które zostajemy wpuszczeni przez sprytnego autora i jego mistrzowsko skonstruowane intrygi. O nie, nie moi Państwo! To są raczej te maliny, które wręcza się przed Oskarami dla NAJGORSZYCH filmów zaszłego roku. Czy istnieje książkowy odpowiednik Złotych Malin? Bo ja nie mam pojęcia. Ktoś? Coś?

Wydumane problemy Louise bardziej śmieszą niż budzą współczucie. To naprawdę jedna z najnudniejszych i najbardziej rozmemłanych postaci, z jakimi miałam do czynienia podczas moich książkowych wypraw. A było ich już całkiem sporo, więc mam jakieś tam rozeznanie. Po raz kolejny zdumiewa mnie fakt, że właśnie KOBIETA mogła stworzyć takie postaci kobiece- bo jest ich tu więcej niestety. Wszystkie one są zalęknione, nieporadne, nieprzystosowane do życia, ogarnięte dziwnymi fobiami i UZALEŻNIONE OD MEDIÓW SPOŁECZNOŚCIOWYCH. A to już przestaje być śmieszne... Jak kobieta kobiecie może urządzać taki PR? O co tu chodzi? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że te babskie portrety są bardzo nielogiczne, sprzeczne i schematyczne. W realnym świecie kobiety pokroju Louise (i całej reszty gwardii z zamordowaną Marią na czele), nie mogłyby po prostu istnieć. Albo musiałyby być pod stałą obserwacją terapeuty. Niegłupie (niby...), wykształcona, niebrzydkie, kasa też się zgadza. Z drugiej zaś strony strasznie nieszczęśliwe, płytkie do granic absurdu, skupione wyłącznie na sobie i permanentnie przestraszone. Jak mawiał Ronald Weasley: człowiek nie może odczuwać tylu emocji jednocześnie (czy coś w ten deseń:)!!!

Laura Marshall nie potrafi budować napięcia, nie radzi sobie z ogarnięciem wszystkich wątków, bezlitośnie je urywa i porzuca, szatkuje fabułę, a potem nijak nie potrafi jej skleić do kupy. Popełnia też jeden z najbardziej niedopuszczalnych błędów w samym finale. Nie będę zdradzać zakończenia, bo może ktoś jednak będzie miał ochotę przeczytać książkę. Choćby dla śmiechu. Ale każdy fan kryminału i dreszczowca, z pewnością zrozumie moje wątpliwości. Jeśli poruszamy się w pewnym kręgu podejrzanych, konstruujemy ich sylwetki i tworzymy sieć powiązań i zależności, to ja oczekuję, że będzie to miało jakieś znaczenie. Gdy nie mogę tego znaczenia odnaleźć w finale, to oznacza, że ktoś tu kompletnie nie ogarnął prawideł, jakimi rządzi się rasowy dreszczowiec...

hanazaczytana.blogspot.com

pokaż więcej

 
2019-01-17 17:56:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Detektyw Adam Fawley (tom 1)

Kolejne bardzo udane spotkanie z thrillerem śledczo- psychologicznym. Aż trudno uwierzyć, że to debiut autorki. Lektura do połknięcia w jeden mroczny, pełen napięcia wieczór. Uwielbiam takie historie, bo choć nie są wolne od wad, i nie jest to też żadna wybitna literatura, to wciąga czytelnika bez reszty od pierwszych stron. Rzuca nim na wszystkie strony, zwodzi i myli tropy, skutecznie... Kolejne bardzo udane spotkanie z thrillerem śledczo- psychologicznym. Aż trudno uwierzyć, że to debiut autorki. Lektura do połknięcia w jeden mroczny, pełen napięcia wieczór. Uwielbiam takie historie, bo choć nie są wolne od wad, i nie jest to też żadna wybitna literatura, to wciąga czytelnika bez reszty od pierwszych stron. Rzuca nim na wszystkie strony, zwodzi i myli tropy, skutecznie podnosi ciśnienie, kiedy po raz kolejny okazuje się, że zabrnęliśmy w ślepy zaułek. Na końcu dostajemy jeszcze obuchem w łeb, żeby nie podnieść się zbyt prędko:). A kiedy w finale szeroko otwieramy oczy w geście niesłabnącego zdziwienia, książka szepcze nam do ucha z satysfakcją: "A widzisz człowiecze? Żebyś sobie nie myślał, że jesteś taki mądry..."

Tytułowa Daisy znika podczas przyjęcia urodzinowego. Zgłoszenia tajemniczego zaginięcia dokonują zmartwieni rodzice. Policja rozpoczyna dochodzenie. Jak to się stało, że ośmiolatka teoretycznie otoczona przez rodzinę, bliskich, koleżanki i kolegów ze szkoły ni stąd, ni zowąd dosłownie rozpływa się w powietrzu? Śledztwo od początku idzie jak po grudzie, ponieważ w tej dziwnej rodzinie coś się ewidentnie nie zgadza. Ani w relacjach, ani w emocjach, ani w faktach, ani w zeznaniach. Sprawa nabiera rumieńców z prędkością światła. Na jaw wychodzą coraz to nowsze i coraz bardziej niepokojące informacje. A wszystko to jest skrupulatnie obserwowane i komentowane przez użytkowników mediów społecznościowych, którzy w swoich domniemaniach oraz ocenach bywają naprawdę bezlitośni.

Zaginięcie dziecka to temat wyeksploatowany do granic możliwości, mogłoby się wydawać. Każdy przeciętny czytelnik (czyli np. ja) doskonale wie, że w przypadku zaginięcia dziecka pierwsze podejrzenie zawsze pada na rodzinę. Bo- o zgrozo- w ogromnym procencie tych zdarzeń rodzina niestety okazuje się być winna. Znamy też masę schematów, wedle których takie sprawy się toczą i wiemy, że rozwiązania bywają nieprzewidywalne. Ale nie zmienia to faktu, że ta tematyka ciągle cieszy się ogromną i niegasnącą popularnością. Ja też zawsze daję się w to wkręcić. I tym razem również popłynęłam. Bo któż nie dałby się wciągnąć w wir tych tajemniczych zdarzeń?! To, że Daisy zniknęła, to jeszcze nic! SPOILER! SPOILER! SPOILER! Jej w ogóle tutaj nie było...

Nie byłoby prawdą, gdybym powiedziała, że akcja pędzi na łeb na szyję. Akcja toczy się w normalnym tempie, a jej siłą napędową jest waga kolejnych odkryć naszych dochodzących oraz toczące się równocześnie śledztwo niezawodnych internautów. Ci solidnie sobie używają na naszych bohaterach. Ten wątek jest tu szczególnie niepokojący, ponieważ pokazuje jak wielką siłą są media społecznościowe, wszelkie portale umożliwiające komentowanie itp. To samonapędzająca się machina, która potrafi zdziałać wiele dla dobra potrzebujących, a jednocześnie jest szalenie niebezpieczna, bo bazuje na emocjach i może doprowadzić do ich eskalacji. Nawet dziś, kiedy większość z nas jest świadoma tego zagrożenia, zdarza nam się zapomnieć o tym niebezpieczeństwie i igrać z losem. To przecież takie łatwe! Rzucić w kogoś oskarżeniem, pomówieniem, plotką, nieprzemyślaną krytyką. Zamykamy laptopa, a nasza opinia rusza w podróż po bezdrożach sieci. I nie możemy mieć absolutnie żadnej pewności, jakie będą tego konsekwencje.

Być może jest to wynik wyjścia z wprawy, cofnięcia się w rozwoju, jakieś mojej ignorancji, czy lenistwa. Lenistwa najpewniej, bo jestem beznadziejnym przypadkiem pod tym względem... Ale po raz kolejny kompletnie zaskoczył mnie finał powieści. Oczywiście domyślałam się, że nie może pójść tak gładko, jak mogłoby się wydawać niemal do ostatniej strony, kiedy kończy się proces w sprawie zaginięcia małej Daisy. Chociaż nawet gdyby ten etap okazał się być tym kluczowym, który faktycznie zamyka sprawę, byłabym równie usatysfakcjonowana. A tu proszę, taki przewrót, takie buty!!! Mogłoby się wydawać, że po lekturze kilkudziesięciu podobnych powieści już nic człowieka nie zaskoczy. A jednak.

Do czego by się tu przyczepić? Chętnie powiedziałabym, że nie ma do czego, ale nie tym razem. Jest kilka elementów, które bardzo rażą. Jednym z nich jest delikatna przesada, mówiąc oględnie.... Czasem ten splot dziwnych zbiegów okoliczności, niespodziewanych zdarzeń, czy nieprawdopodobnych zwrotów, wydaje się wręcz niemożliwy. Nie raz miałam wrażenie, że niebezpiecznie lawirujemy nad przepaścią i zaraz wpadniemy w wir absurdu. Czyżby w grę wchodziło porwanie przez UFO? Oczywiście trochę ironizuję, ale jest taki moment w powieści, kiedy faktycznie odczuć można przesyt. Nikt oczywiście nie wymaga, żeby fikcja była prawdopodobna- no wręcz przeciwnie. Ale skoro poruszamy się w uniwersum naszego realnego świata, lepiej jednak nie przesadzać z tymi odlotami. Odrobinę drażni również pewne niedopracowanie charakterystyk niektórych bohaterów. Bywają oni zbyt schematyczni, jednowymiarowi i przewidywalni. Ale nie jest to aż tak uciążliwe, żeby odwrócić uwagę od bezdyskusyjnych walorów książki.

"Kto porwał Daisy Mason" to idealne guilty pleasure dla każdego fana dobrego, porządnie zagmatwanego thrillera. Żeby była jasność- to nie jest najlepszy dreszczowiec ever:), choć można by tak wnioskować po moich peanach... Powieść Cary Hunter to po prostu bardzo dobrze wyważona, wciągająca rozrywka.

Miłej lektury

hanazaczytana.blogspot.com

pokaż więcej

 
2019-01-16 15:06:17
Został fanem autorki: Cara Hunter
 
2019-01-14 17:48:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Ach te kłamstwa nasze powszednie. Któż ich nie popełnia?:) W tym naprawdę niezłym thrillerze kłamstwo jest głównym bohaterem. A sposób w jaki działa, obezwładnia i mami biednych bohaterów jest iście piekielny. To książka dla każdego, kto lubi zawiłe zagadki, intrygujące tajemnice i niebanalne zakończenia. Chociaż sam pomysł nie jest może jakoś szczególnie nowatorki, to jednak sposób... Ach te kłamstwa nasze powszednie. Któż ich nie popełnia?:) W tym naprawdę niezłym thrillerze kłamstwo jest głównym bohaterem. A sposób w jaki działa, obezwładnia i mami biednych bohaterów jest iście piekielny. To książka dla każdego, kto lubi zawiłe zagadki, intrygujące tajemnice i niebanalne zakończenia. Chociaż sam pomysł nie jest może jakoś szczególnie nowatorki, to jednak sposób prowadzenia akcji zdecydowanie może wprawić czytelnika w konsternację i wywołać dreszcz....

Powtarzam to zawsze i do znudzenia, że bardzo, ale to bardzo nie lubię narracji pierwszoosobowej. A tutaj taka właśnie jest uskuteczniana. Jednakowoż... muszę przyznać, że w tym przypadku sprawdza się to całkiem nieźle, bo podbija uczucie niepewności i niepokoju. Dzieje się tak, ponieważ naszym przewodnikiem i narratorem jest główny bohater, a zarazem główny pokrzywdzony w całej tej historii, czyli Joe. A Joe niestety wie niewiele. Joe w zasadzie wie tylko tyle, ile zdoła dostrzec przez swoje różowe okulary. A różowe okulary może i są dziś modne, ale ewidentnie nie służą dobrze naszym oczom, bo widzimy przez nie świat jest nieprawdziwy.

Joe jest szczęśliwym człowiekiem. Ma wspaniałą rodzinę, ślicznego synka, piękną małżonkę, dobrą i lubianą przez siebie pracę, dom, samochód itd. Czyli generalnie EKSTRA. Wiadomo, że życie czasem bywa trudne, pojawiają się drobne problemy, jakieś nieporozumienia, kryzysy. Ale Joe wierzy, że każdą przeszkodę można pokonać, jeśli tylko ma się wsparcie kochanych ludzi, miłość i własne zasady. Jest więc ufny, troskliwy, a przy tym jeszcze uczciwy i wierny jak pies. Joe sądzi, że ludzie, którzy go otaczają, grają według tych samych reguł. Tymczasem nagle okazuje się, że otoczenie wcale nie ma zamiaru przystosowywać się do tej pięknej wizji.

Kiedy Joe niespodziewanie staje się świadkiem spotkanie swojej żony z niezbyt lubianym znajomym, jego wiara zostaje zachwiana. Miała być w pracy, co zatem robi z tym gościem w hotelowej restauracji? Dlaczego tak na siebie patrzą? I po co spotykają się w tym miejscu? Jednak, jak na typowego optymistę przystało, nasz bohater potrafi logicznie wytłumaczyć sobie w zasadzie wszystko. Najważniejsze, żeby nie zaburzać sielankowej wizji we własnej głowie.

Bezdyskusyjnym atutem tej historii jest wartka akcja. Wchodzimy w nią jak nóż w miękkie masło-bardzo szybko, bo już na pierwszych stronach książki, dzieją się rzeczy nieprawdopodobne. Wpadamy w prawdziwy wir dziwnych, niepokojących wydarzeń i zbiegów okoliczności. A że podążamy za myślami Joe, to podobnie jak on, jesteśmy zupełnie zdezorientowani i skonfundowani. I chociaż czasami nasz bohater wydaje się być wyjątkowo nieporadny i mamy ochotę powiedzieć mu kilka niepochlebnych słów (typu: Joe jesteś TĘPY...), to na koniec musimy stwierdzić, że tego faktycznie nikt nie mógł się spodziewać! Lee Child ma zatem rację (patrz: górna część okładki). A to bardzo satysfakcjonujące, kiedy od czasu do czasu blurb nie mija się z prawdą. W przypadku "Kłamstwa" blurb nie skłamał. Wiem... To niezbyt wyrafinowany suchar:). Być może ktoś przewidział zakończenie. Ja "się zaskoczyłam", a to jest właśnie to coś, czego szukam w tego typu literaturze.

"Kłamstwa" to bardzo dobrze skrojony i niewątpliwie trzymający w napięciu thriller psychologiczny. Porusza temat nie tylko zaufania do najbliższych osób i wszechobecnej manipulacji, ale też bardzo ciekawy motyw nękania poprzez media społecznościowe. Nie będę tu mówić o jakichś szczególnych walorach edukacyjnych, ale jest to przecież problem dobrze nam wszystkim znany. Być może fikcja literacka traktuje go trochę przesadnie poważnie, ale nie zmienia to faktu, że przedstawienie tego zapętlenia, zależności od opinii innych ludzi, fałszywego obrazu jakim jest nasz własny wizerunek w sieci, i bezbronność wobec nadużyć w social mediach, działa na wyobraźnię.

Książka nie jest oczywiście wolna od wad- tutaj trochę ponaciągane, tam grubymi nićmi szyte. Ale jakoś wcale nie mam ochoty ich tutaj wyłuszczać, bo świetnie się bawiłam! A to, że Joe czasem istotnie mnie irytował, było dodatkową atrakcją. To jest właśnie przewaga czytającego nad czytanym, że może sobie trochę poużywać:).

hanazaczytana.blogspot.com/2019/01/kamstwo-na-kamstwie-kamstwem-pogania.html

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
265 54 246
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

Ulubieni autorzy (20)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd