Badylarka 
status: Czytelnik, dodał: 1 ksiązkę, ostatnio widziany 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Deniwelacja
    Deniwelacja
    Autor:
    Gdzie jest Wiktor Forst? To pytanie zadają sobie zakopiańscy śledczy, gdy topniejący w Tatrach śnieg odsłania makabryczny widok na zboczach Giewontu. Odnalezione zostają zwłoki grupy kobiet, których z...
    czytelników: 5182 | opinie: 337 | ocena: 7,11 (2935 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-12 18:52:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

"Owoce umierających drzew" Jana Łukasika to książka, którą mamy w biblioteczce od wielu lat. Dostałam ją od autora jeszcze przed papierowym wydaniem. Ochota na jej przeczytanie przyszła w tym roku.

Bohaterami książki są mieszkańcy fragmentu dawnego obwodu drohobyckiego, który na mocy umowy o zmianie granic z 15 lutego 1951 r. został przyłączony do Polski.
W lesie, w okolicach Lutowisk mieszka...
"Owoce umierających drzew" Jana Łukasika to książka, którą mamy w biblioteczce od wielu lat. Dostałam ją od autora jeszcze przed papierowym wydaniem. Ochota na jej przeczytanie przyszła w tym roku.

Bohaterami książki są mieszkańcy fragmentu dawnego obwodu drohobyckiego, który na mocy umowy o zmianie granic z 15 lutego 1951 r. został przyłączony do Polski.
W lesie, w okolicach Lutowisk mieszka leśniczy Stanisław z żoną Dorotą i dwójką dzieci. Niedaleko od nich ma swoje siedzisko Szczepan, który postanowił zostawić dawne miejskie życie i zamieszkać na odludziu. Szczepan zajmuje się zbiorem leśnego runa, które sprzedaje w Krakowie i Poznaniu.
Pewnego dnia Szczepan przywozi ze sobą atrakcyjną i niezwykle kobiecą Dorotę, która wyznaje mężczyźnie, że jest chora na AIDS. Obecność Doroty sporo zmienia w małomiasteczkowym życiu bohaterów książki.

Przyznaję, że fabuła początkowo mnie zaciekawiła. Myślałam, to będzie coś w stylu "Lata leśnych ludzi". Zawiodłam się jednak bohaterami - bardzo wulgarnymi i dwulicowymi kobietami i dziwnie pozytywnie przedstawionymi mężczyznami-gadułami, "szlachetnymi" naiwniakami. Wszyscy poza proboszczem są jacyś zgorzkniali, nawet dzieciom to się udzieliło. Atmosfera książki jest dość przygnębiająca, zupełnie nieprzystająca do czasów współczesnych. Zawiodło mnie też zakończenie, które nie jest jednoznaczne. W takich przypadkach zazwyczaj autor jakby zmusza do refleksji i zastanowienia się nad puentą. W "Owocach umierających drzew" tego zabrakło. Po prostu odetchnęłam z ulgą, że książkę mam już za sobą.

Może za sprawą wielu błędów: ortograficznych, językowych, stylistycznych i gramatycznych już od pierwszej strony. Jest ich tak wiele, że nie można się skupić na tym, co autor chciał przekazać swoją książką. Dziwię się, że nikt tych błędów wcześniej nie wychwycił.

Łamanie tekstu też pozostawia wiele do czynienia. Wiele stron przeraża obfitością tekstu niepodzielonego na akapity. Trzeba bardzo uważnie czytać tekst, bo niektóre rozdziały nie są od siebie oddzielone, np. przez dwa rozdziały akcja rozgrywa się na Cyprze lub w jego okolicach, a w pewnym momencie zaskakująco dotyczy wydarzeń w Polsce.
Bardzo nieporadnie zaakcentowane są dialogi - czasem ukryte w rozległych akapitach, innym razem w tym samym akapicie, który w Polsce oznacza wypowiedź jednego bohatera, przeczytać można dialog trzech osób. Mało tego - dialogi nie zawsze rozpoczynają się wielką literą. Swoją drogą autor nie posługuje się poprawnie zasadami jej stosowania (np. Europejczyk, poznaniak pisane odwrotnie do zasad).

Akcja książki w głównej mierze rozgrywa się w czasach współczesnych. Gdyby nie przypominanie o tym przez autora, myślę, że czytelnik umieściłby ją na przełomie XIX i XX w., ze względu na archaiczny i dość kwiecisty język. Nie chciałabym być źle zrozumiana - lubię ten rodzaj języka i chętnie sięgam po książki z tamtych czasów czy po mojego ulubionego Wiesława Myśliwskiego, mistrza sztuki oratorskiej. Uważam jednak, że pisarskie gadulstwo zobowiązuje do stosowania języka poprawnego stylistycznie i gramatycznie. Trzeba też znać znaczenie słów, których się używa w tekście.

Zastanawia mnie też sens zmiany ogólnie przyjętych nazw własnych, np. Maczuga Herkulesa jest nazwana przez autora Maczugą Heraklesa. Rozumiem, że obaj mityczni bohaterowie są swoimi odpowiednikami, ale jest to nazwa własna funkcjonująca od lat w Polsce. Po co używać innej? Autor przeszedł jednak siebie, zapisując po swojemu nazwę znanej marki samochodu, nazwisko Marszałka Piłsudskiego czy Hollywood (przy tej ostatniej długo się zastanawiałam, o co chodzi, bo nawet z kontekstu nie można było tego wywnioskować).

Gdy już się człowiek przyzwyczai do błędów i dziwactw autora, wciągnie się w fabułę, okazuje się, że czeka na niego kolejna niespodzianka - słowotok o wszystkim i o niczym, podobny do bełkotu alkoholika, przeskakującego z tematu na temat. Trudne to do przejścia i przeraźliwie nudne. Rozumiem, że można to wpleść w myśli bohatera, ale po co wchodzić w politykę, gdy mąż przekonuje żonę, że chce pomóc choremu przyjacielowi?!

Lubię czerpać przyjemność z czytania. W przypadku tej książki nie miałam jej nawet przez kwadrans. Ciekawa fabuła w dużym stopniu została ograniczona do erotycznych relacji damsko-męskich. W tych fragmentach kwiecisty język autora stał się zwyczajnie wulgarny. A gdy kobieta zaczęła czerpać przyjemność z kontaktem z psem, uznałam, że autor sięgnął dna.

Myślę, że książka może się podobać. Ale pod pewnymi warunkami: poprawne złamanie tekstu, właściwy podział akapitów, poprawienie dialogów i przede wszystkim: poprawienie literówek oraz błędów ortograficznych, interpunkcyjnych i stylistycznych. Uważam też, że przed ewentualnym drugim wydaniem książki, autor powinien usunąć wiele stron bełkotu, bo do sztuki oratorskiej autorowi wiele brakuje.

pokaż więcej

 
2018-11-12 18:49:56
Dodał do serwisu książkę: Owoce umierających drzew
Autor:
 
2018-11-12 18:34:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Kroniki Archeo (tom 1)

"Tajemnica klejnotu Nefertiti" Agnieszki Stelmaszyk to pierwszy tom serii dla dzieci pt. "Kroniki Archeo".

W jednej z gazet ukazał się właśnie artykuł o odkryciu grobowca w Amarnie (Egipt). Wydarzenie poruszyło łowców skarbów oraz środowisko archeologów. Nadarza się bowiem okazja, by poznać nowe fakty z czasów Echnatona i jego pięknej żony Nefertiti.
Ania i Bartek lecą do Kairu ze swoją...
"Tajemnica klejnotu Nefertiti" Agnieszki Stelmaszyk to pierwszy tom serii dla dzieci pt. "Kroniki Archeo".

W jednej z gazet ukazał się właśnie artykuł o odkryciu grobowca w Amarnie (Egipt). Wydarzenie poruszyło łowców skarbów oraz środowisko archeologów. Nadarza się bowiem okazja, by poznać nowe fakty z czasów Echnatona i jego pięknej żony Nefertiti.
Ania i Bartek lecą do Kairu ze swoją opiekunką Ofelią, by spotkać się tam ze swoimi rodzicami archeologami oraz angielskimi przyjaciółmi i ich rodzicami.

Książkę czyta się jednym tchem ze względu na dynamikę akcji i wyraziste, choć czasem zaskakujące postaci. W oficjalnej notce o książce przeczytać można, że książka opisuje przygody na miarę Indiany Jonesa i rzeczywiście tak jest. Podczas lektury miałam skojarzenie z niektórymi książkami z serii o Panu Samochodziku Zbigniewa Nienackiego ze swojego dzieciństwa.
Przy okazji przeżywania historii piątki młodych przyjaciół czytelnik może poznać sporo historii i nowych pojęć.

To książka idealna dla starszych dzieci i młodzieży. Myślę jednak, że dorosły też odnajdzie coś dla siebie, poza samą przyjemnością czytania.

Książkę wzbogacają tematyczne rysunki Jacka Pasternaka.

pokaż więcej

 
2018-11-04 19:26:21
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Komisarz Forst (tom 4) | Seria: Mroczna strona
 
2018-11-04 19:25:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Kuchennymi drzwiami (tom 1)

Stylowa okładka książki "Kuchennymi drzwiami" Katarzyny Majgier skusiła mnie do lektury pierwszego tomu pt. "Gra pozorów", historii dziejącej się na przełomie XIX i XX w. w ówczesnym Krakowie i okolicach.

Młodziutka i potulna Zosia właśnie zostaje zwolniona z pracy z podkrakowskiego dworku. Dziewczyna miała w planach ślub z Klemensem odbywającym służbę w wojsku. Jednak za sprawą młodego...
Stylowa okładka książki "Kuchennymi drzwiami" Katarzyny Majgier skusiła mnie do lektury pierwszego tomu pt. "Gra pozorów", historii dziejącej się na przełomie XIX i XX w. w ówczesnym Krakowie i okolicach.

Młodziutka i potulna Zosia właśnie zostaje zwolniona z pracy z podkrakowskiego dworku. Dziewczyna miała w planach ślub z Klemensem odbywającym służbę w wojsku. Jednak za sprawą młodego dziedzica Zosia wkrótce zostanie matką. Do domu nie ma po co wracać, więc postanawia wyruszyć do Krakowa do ciotki, która samotnie wychowuje córkę, Franciszkę. Kuzynki są w podobnym wieku i darzą się dużą sympatią, więc Zosia zostaje przyjęta w mieszkaniu ciotki z otwartymi ramionami.
W tym samym czasie bogaty mieszczanin Krakowa, Teodor Lutoborski, postanawia pożegnać się z tym światem, a wcześniej zmienia dotychczasowy testament. Jego głównymi spadkobiercami zostają ubodzy mężczyźni: Marcel, który wiernie służył Lutoborskiemu oraz Florian, daleki krewny właśnie zwolniony z pracy. Obaj na swój sposób obracają odziedziczonym majątkiem: pierwszy inwestuje i go powiększa, drugi wykorzystuje z myślą o realizacji dotychczasowych marzeń i spotkaniach z artystycznym światkiem.
Losy Zosi i Floriana niejednokrotnie przeplatają się ze sobą. A na życie Zosi spory wpływ wywrze krakowskie sąsiedztwo i sama Franciszka.

Powieść nie jest wyłącznie historią życia różnych ludzi z różnych sfer. Na główny plan wysuwa się kwestia kobiet. To czasy, kiedy nie uchodzi, by kobieta sama wychodziła z domu, by sama mieszkała, by miała wykształcenie i miała jakiekolwiek poglądy. Powinna być posługaczką we własnym domu, potulną żoną spełniającą polecenia męża, matką wychowującą dzieci i przygotowującą córki do tych samych ról. A co się dzieje, gdy pewnego dnia męża zabraknie? I po co jej umiejętność czytania?
Jeśli zaś kobieta ma swoje zdanie, bywa w różnych miejscach bez męskiej "obstawy", wynajmuje mieszkanie, w którym przyjmuje różnych ludzi, musi się liczyć z tym, że znajdzie się na językach sąsiadów.

Wyraziste postaci i wartka akcja sprawiły, że powieść mnie urzekła i przyznaję, że z przyjemnością sięgnę po drugi tom.

pokaż więcej

 
2018-10-31 21:25:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

"Kolekcję nietypowych zdarzeń" Toma Hanksa mam od kilku miesięcy w swojej biblioteczce. Czekałam na przeczytanie tego zbioru opowiadań do jesiennych wieczorów. Każde z opowiadań warto przeczytać za jednym razem od początku do końca, dlatego zbiór nie nadaje się do czytania w komunikacji miejskiej.

Motywem łączącym kolejne opowiadania jest maszyna do pisania. Przyznam jednak, że nie zgadzam...
"Kolekcję nietypowych zdarzeń" Toma Hanksa mam od kilku miesięcy w swojej biblioteczce. Czekałam na przeczytanie tego zbioru opowiadań do jesiennych wieczorów. Każde z opowiadań warto przeczytać za jednym razem od początku do końca, dlatego zbiór nie nadaje się do czytania w komunikacji miejskiej.

Motywem łączącym kolejne opowiadania jest maszyna do pisania. Przyznam jednak, że nie zgadzam się z informacją na jej temat w oficjalne notce o tej książce - w wielu przypadkach jest to naciągane określenie, bo często maszyna jest jedynie raz wymieniona jako jeden ze sprzętów będących w posiadaniu bohatera. Po przeczytaniu książki nie nadałabym jej tak znaczącej roli, o jakiej można przeczytać na stronie wydawnictwa.

Opowiadania są przeróżne i dotyczą bardzo różnorodnych osób. Niektórzy porównują to do postaci, które autor gra w filmach. Większość opowiadań jest zwyczajnie nudna i czytałam je bardziej z szacunku dla Toma Hanksa niż z ciekawości. Opowiadanie, które mnie zaciekawiło (o kobiecie, która postanawia zmienić swoje dotychczasowe życie), okazało się krótkie i jakby ucięte w połowie. Mam niedosyt, bo wydaje mi się niedokończone.

Myślę, że każdy z nas ma swoją rolę w życiu. Mam nadzieję, że Tom Hanks pozostanie przy aktorstwie, a pisanie zostawi jednak innym 😔

pokaż więcej

 
2018-10-29 19:57:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Ostatnie dni spędziłam na lekturze książki Amy Harmon pt. "Biegając boso". To książka, która porusza różne zmysły.



Josie Jensen szybko przestała być dzieckiem. Jej mama umarła, gdy dziewczynka miała zaledwie 6 lat. Pozostała więc jedyną kobietą w rodzinie, więc poczuła obowiązek zajęcia się domem. Wkrótce odkryła moc muzyki i pod okiem cudownej kobiety nauczyła się grać na pianinie i...
Ostatnie dni spędziłam na lekturze książki Amy Harmon pt. "Biegając boso". To książka, która porusza różne zmysły.



Josie Jensen szybko przestała być dzieckiem. Jej mama umarła, gdy dziewczynka miała zaledwie 6 lat. Pozostała więc jedyną kobietą w rodzinie, więc poczuła obowiązek zajęcia się domem. Wkrótce odkryła moc muzyki i pod okiem cudownej kobiety nauczyła się grać na pianinie i poznawać tajniki nut. Z czasem pokochała też czytanie książek.

Gdy miała 13 lat, swoją pasję do muzyki i czytania przekazała Samuelowi, kilka lat starszemu Indianinowi pół krwi. Oboje przez 8 miesięcy dojeżdżali do szkoły, siedząc obok siebie w autobusie szkolnym. Mieli zatem mnóstwo czasu na wspólne czytanie, rozmowy i wymianę wrażeń. Ich dialogi nie były częste, bo Samuel wydawał się wyważać każde słowo. Byli jednak szczerzy wobec siebie. I ta szczerość oraz samotność, którą odczuwali oboje po powrocie do swoich domów, spowodowały, że między nastolatkami narodziła się prawdziwa przyjaźń.

Przyjaźń ta została poddana próbie czasu, gdy Samuel zdecydował, że po ukończeniu szkoły, chce przystąpić do marines. Jak Josie i Samuel poradzą sobie z rozłąką na długie lata? Czy uda im się nawiązać podobną bliskość, gdy Samuel przyjedzie do rodzinnego miasteczka na czas urlopu?



Przyznaję, że książką jestem oczarowana. Autorka zbudowała cudowną atmosferę małego miasteczka i mormońskiej rodziny. Do tego całość przetykana jest indiańskimi legendami. Niebagatelną rolę pełnią w książce różne potrawy oraz muzyka. Większość utworów jest mi dobrze znana, więc chwilami miałam wrażenie, że ta muzyka sączy się gdzieś z rogu i nadaje smaku książce. Coś niesamowitego!

Poza tym uwielbiam, gdy akcja toczy się powoli. To sprawia, że czuję rodzącą się przyjaźń między bohaterami. Nie wierzę w nagłe miłostki, więc wielu współczesnych autorów nie przekonuje mnie do swoich historii. Amy Harmon wierzę całkowicie. Podobnie, jak bohaterowie książki, uważam, że prawdziwe uczucia wiążą ludzi, którzy dobrze znają siebie i swoje rodziny i którzy są wobec siebie szczerzy, nie ukrywają niczego i nie grają przed sobą. Na kłamstwie prawdziwych uczuć nie da się zbudować. Do tego potrzebna jest prawda i szczerość. A te wyczuwałam od początku z kart tej książki.

To była prawdziwa uczta dla zmysłów. Przeczytałam książkę z wielką przyjemnością. I zgadzam się z Josie - jesień jest najpiękniejszą porą roku 😊

pokaż więcej

 
2018-10-28 15:18:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Teoria gier (tom 1)

Okładka "Układanki" Natalii Nowak - Lewandowskiej mimo jesiennej słoty bardzo mi się spodobała i chętnie sięgnęłam po książkę.

Jakub Różański i jego bliźniacza siostra Julianna kilka lat temu wyprowadzili się z Łodzi i zamieszkali w Katowicach. Jakub pracuje jako policjant, a Julianna w miejscowej gazecie, dzięki czemu kobieta ma szybki dostęp do informacji o ważnych sprawach kryminalnych....
Okładka "Układanki" Natalii Nowak - Lewandowskiej mimo jesiennej słoty bardzo mi się spodobała i chętnie sięgnęłam po książkę.

Jakub Różański i jego bliźniacza siostra Julianna kilka lat temu wyprowadzili się z Łodzi i zamieszkali w Katowicach. Jakub pracuje jako policjant, a Julianna w miejscowej gazecie, dzięki czemu kobieta ma szybki dostęp do informacji o ważnych sprawach kryminalnych. Oboje są cenionymi fachowcami, ale też mają za sobą trudną przeszłość i utratę kogoś bliskiego. Oboje trwają w nowych związkach, które nie mają przed sobą przyszłości.
Ważną postacią "Układanki" jest nastoletnia córka Jakuba, Maja. Po stracie matki i wprowadzeniu się do domu macochy dziewczyna nie ma swojego miejsca, w którym czułaby się chciana. Dlatego sporo czasu spędza w niezbyt bezpiecznym miejscu dla równie samotnych i pogubionych młodych ludzi. Ojciec nie ma dla niej czasu, z macochą nie potrafi znaleźć wspólnego języka. Jako takie porozumienie łączy ją z ciotką Julianną, ale ta jest stale zabieganą dziennikarką i równie pokręconą kobietą.
Psychologia głównych postaci przedstawiona jest na tle wątku kryminalnego - w Lesie Murckowskim zostają znalezione kobiece kości. Od początku nie miałam wątpliwością, kto jest ofiarą, a kto sprawcą. Dlatego ten wątek uważam za niezbyt udany. Zabrakło mi w nim emocji poznawania kolejnych faktów. Skupiłam się więc na bohaterach, z których żaden nie jest przeciętnym człowiekiem i każdy ma swoje za uszami. Przez to postaci są barwne (choć bardziej działała tu moja wyobraźnia niż przedstawienie ich przez autorkę) i przy ich wielości nie miałam kłopotu z rozpoznaniem. Tęskniłam jednak za kimś "normalnym".
Byłam ciekawa epizodu nauczycielki, która miała wchodzić w niewłaściwe relacje z uczniami. Mam wrażenie, że autorka jakby zapomniała go dokończyć. Szkoda. Czytelnik poznał tylko zajawkę z jednej strony. Zabrakło konfrontacji i zakończenia.

Język książki - jak to w policji i dziennikarstwie kryminalnym bywa - jest dość wulgarny, więc nie miałam przyjemności z czytania. Współczułam jednak Mai - osamotnionej, wręcz porzuconej nastolatce. Mam nadzieję, że w kolejnym tomie losów Julianny i Jakuba Maja znajdzie wsparcie i skuteczną pomoc. Dlatego chętnie sięgną po drugą część "Układanki".

pokaż więcej

 
2018-10-28 13:45:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Andrzej Szczypiorski znany jest głównie ze swej "Mszy za miasto Arras". Tej jesieni sięgnęłam po jego niesamowity "Początek".

Warszawa, ostatnie lata II wojny światowej. Żydzi zostali przesiedleni do getta. Pewnego dnia Niemcy aresztują Irmę Seidenman, piękną wdowę po rentgenologu doktorze Ignacym Seidenmanie, zadenuncjowaną przez Bronka Blutmana, żydowskiego fordansera z przedwojennych,...
Andrzej Szczypiorski znany jest głównie ze swej "Mszy za miasto Arras". Tej jesieni sięgnęłam po jego niesamowity "Początek".

Warszawa, ostatnie lata II wojny światowej. Żydzi zostali przesiedleni do getta. Pewnego dnia Niemcy aresztują Irmę Seidenman, piękną wdowę po rentgenologu doktorze Ignacym Seidenmanie, zadenuncjowaną przez Bronka Blutmana, żydowskiego fordansera z przedwojennych, warszawskich lokali dancingowych. Kobieta ma jednak dobre papiery na nazwisko Maria Magdalena Gostomska, wdowę po polskim wojskowym.
W jej uratowanie angażuje się jej sąsiad, a dzięki niemu człowiek, który wiele potrafi załatwić oraz Niemiec, od lat mieszkający w Polsce i dobrze się tu czujący.

Na kolejnych kartach książki poznajemy wielu ludzi, którzy jakoś radzą sobie w czasach wojny, a potem w komunistycznej Polsce, w tym w roku 1968.

"Początek" to zdecydowanie książka o Polsce i Polakach, o czym dobitnie świadczą te słowa Szczypiorskiego:
"Tu był ten śro­dek ziemi, oś wsze­chświata, gdzie się głu­pstwo spla­tało z wznio­sło­ścią, nikcze­mna zdrada z najczystszym po­świę­ce­niem. W tym miejscu je­dy­nym dziki, sma­gły i prze­bie­gły pysk Azji od nie­pa­miętnych cza­sów pa­trzył z bli­ska w tłu­stą, bu­tną i głu­pią gębę Eu­ropy, tu wła­śnie, a nie gdzie indziej za­my­ślone i wrażliwe oczy Azji spo­glą­dały w ro­zu­mne oczy Eu­ropy. Tu był śro­dek ziemi, oś wsze­chświata, gdzie za­chód brał w ra­miona wschód, a północ wy­cią­gała rękę do po­łu­dnia."

"Tutaj był wschód i zachód, północ i po­łu­dnie. Na tej ulicy Ta­tar bił po­kłon, twa­rzą zwró­cony do Mekki, Żyd czy­tał Torę, Nie­miec Lu­tra, Po­lak gromnicę pa­lił u stóp ołta­rzy w Czę­sto­cho­wie i na Ostrej Bra­mie. Tu­taj był śro­dek ziemi, oś wsze­chświata, na­gro­madze­nie bra­terstwa i nie­na­wi­ści, bli­sko­ści i obco­ści, bo tu się spełniały wspólne losy najdalszych so­bie lu­dów, w tych żarnach nadwi­ślańskich Bóg polską mąkę ro­bił dla polskich głodnych, polską mąkę, mannę nie­bie­ską, mojże­szową i chry­stu­sową, Sta­rego i No­wego Przy­mie­rza dla wszystkich mę­czenni­ków i ło­trów, świę­tych i szu­brawców tej ziemi".

Dlatego książkę Szczypiorskiego postrzegam jako książkę o łamaniu stereotypów - nie każdy Niemiec to wróg, nie każdy Żyd to oszust i ofiara wojny i wreszcie nie każdy Polak jest patriotą. To książka o tolerancji, niesieniu wzajemnej pomocy, niezależnie od narodowości i wyznawanej wiary. Jednocześnie to książka o zwyczajnych ludziach, z których jedni to nikczemnicy lub szmalcownicy, a inni - szlachetne osobowości kierujące się etycznymi zasadami wpojonymi w dzieciństwie.

To rozprawa, która porusza i zapada w pamięć, również ze względu na rozterki, które pojawiają się w człowieku doświadczonym np. wojną, a potem przeżywającym kolejny kryzys.
Polecam!

pokaż więcej

 
2018-10-20 09:42:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Do "Buszującego w zbożu" Jerome'a Davida Salingera przykładałam się od wielu lat i ciągle wybierałam inne lektury. W tym roku się odważyłam sięgnąć i przeczytać.

Bohaterem tej głośnej książki jest szesnastoletni Holden Caulfield, którego rodzice zmuszeni są szukać dla niego wciąż nowych szkół z internatem, bo jest z nich wciąż wyrzucany.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i Holden zostaje...
Do "Buszującego w zbożu" Jerome'a Davida Salingera przykładałam się od wielu lat i ciągle wybierałam inne lektury. W tym roku się odważyłam sięgnąć i przeczytać.

Bohaterem tej głośnej książki jest szesnastoletni Holden Caulfield, którego rodzice zmuszeni są szukać dla niego wciąż nowych szkół z internatem, bo jest z nich wciąż wyrzucany.
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i Holden zostaje relegowany z kolejnej szkoły. Rodzice jeszcze o tym nie wiedzą. Chłopak postanawia opuścić szkolne mury wcześniej i wyjeżdża do rodzinnego Nowego Jorku. Boi się jednak pokazać rodzicom w domu, więc tych kilka dni postanawia spędzić w mieście, pomieszkując w hotelach i poruszając się taksówkami.

Mimo upływu ponad półwiecza ("Buszujący w zbożu" został wydany po raz pierwszy w 1951 r.), książka przedstawia wciąż aktualną prawdę o życiu wielu młodych ludzi, żyjących w świecie mrzonek.
Holden jest typowym - dziś powiedzielibyśmy - "zblazowanym" i sfrustrowanym nastolatkiem, któremu świat rzuca kłody pod stopy i ciągle czegoś wymaga. A Holden nie wymaga niczego od siebie. Ma wielkie marzenia i idee, ale brak mu odrobiny chęci (o wysiłku nawet nie wspominam), by zrobić pierwszy krok i podjąć się ich realizacji. Z lekcji nie korzysta, nauczycieli nie lubi i nie szanuje, o kolegach też ma nieprzyjazne zdanie. Pieniądze od rodziców wydaje na nieracjonalne zachcianki. Pije, pali, zalicza spotkania z prostytutkami.

Co go odróżnia od jemu podobnie zachowujących się nastolatków? Analiza wszelakich zachowań u osób, które spotyka na swej drodze.

W wielu recenzjach spotykam się ze zdaniem, że chłopak ma dystans do siebie i szuka swojego miejsca w świecie. Mam odmienne zdanie - chłopak skupia się na krytyce innych, siebie wybiela. Czytając książkę, ma się nawet wrażenie, że jest jedynym sprawiedliwym, który w dodatku ma prawo oceniać innych. Tymczasem nie odstaje od innych. Ba! Jest nawet gorszym przypadkiem człowieka, który nie zdaje sobie sprawy z własnych, niskich pobudek i niedojrzałych zachowań. We mnie odezwało się współczucie, bo mam wrażenie, że nie ma wzorca zachowań, nikt mu nie pokazał, jak żyć i czym się w tym życiu kierować. Holden wybrał więc najłatwiejszą drogę - żyć według własnych pobudek, bez wysiłku i zahamowań.

Mnie ta książka przeraża. Choć na co dzień mam do czynienia z młodymi ludźmi, widzę, jak żyją i obserwuję coraz bardziej powszechny brak autorytetów, wciąż mam nadzieję, że szybko oprzytomnieją i zmądrzeją, a dorośli dadzą im dobry przykład.
Pozostaje też mieć nadzieję, że współcześni rodzice mają więcej czasu dla swoich dzieci i że nie ograniczają się jedynie do zabezpieczenia wiktu i opierunku oraz wysłania do szkoły swoich pociech, ale również rozmawiają i mądrze wychowują.

pokaż więcej

 
2018-10-07 18:17:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Lekturę "Zaklinacza czasu" Mitcha Alboma zostawiłam sobie na tegoroczny październik nie bez kozery. Z opisu książki wynikało, że książka daje do myślenia i zostaje w pamięci, więc chciałam ją przeczytać w czasie kolejnej rocznicy moich urodzin. Mam za sobą przeczytane inne książki autora ("Pięć osób, które spotykamy w niebie", "Jeszcze jeden dzień").

Głównymi bohaterami książki są 3 postaci:
...
Lekturę "Zaklinacza czasu" Mitcha Alboma zostawiłam sobie na tegoroczny październik nie bez kozery. Z opisu książki wynikało, że książka daje do myślenia i zostaje w pamięci, więc chciałam ją przeczytać w czasie kolejnej rocznicy moich urodzin. Mam za sobą przeczytane inne książki autora ("Pięć osób, które spotykamy w niebie", "Jeszcze jeden dzień").

Głównymi bohaterami książki są 3 postaci:
- Don, którego od dzieciństwa interesowały zachodzące w przyrodzie zmiany i któremu zawdzięczamy powstanie pierwszych czasomierzy wiele tysięcy lat temu,
- Sarah, żyjąca w czasach współczesnych nastolatka przeżywająca swoją pierwszą młodzieńczą miłość i pierwszą randkę,
- Victor, multimilioner w podeszłym wieku; stać go na wszystko i w związku z tym szuka pomysłu na dłuższe życie w obliczu śmiertelnej choroby.
Cała trójka chce zaczarować czas, mało tego w różnym momencie swojego życia w inny sposób.

Książkę porównuje się z "Alchemikiem" Paulo Coelho. Mnie bardziej skojarzyła się z inną książką Coelho pt. "Weronika postanawia umrzeć" i z "Opowieścią wigilijną" Charlesa Dickensa.

Nie da się ukryć, że książka pozwala zastanowić się nad swoim życiem i tym, na co przeznacza swój czas. Można ją przeczytać w kilka godzin, ale nie warto, bo to by oznaczało, że człowiek jedynie prześlizguje się przez jej karty.
Znaczące wydają się słowa Dora zaczerpnięte z książki:
(...) od kiedy zaczęliśmy odliczać godziny, nigdy nie było nam ich dość.
Zawsze już trwał wyścig o więcej minut, więcej godzin, szybszy postęp, by w ciągu jednego dnia osiągnąć więcej. Prosta radość życia między jednym wschodem słońca a drugim przepadła.
(...) Wszystko to, co dzisiejszy człowiek robi, aby być wydajnym, by dobrze wykorzystać czas (...) nie przynosi mu to satysfakcji. Wywołuje tylko głód, by robić jeszcze więcej. Człowiek chce być panem własnej egzystencji. Ale nikt nie jest panem czasu. (...) Kiedy odmierza się życie, nie żyje się nim.

Oddają one to, o co - moim zdaniem - chodziło autorowi. Dlatego nie odważę się napisać własnymi słowami sedna tej książki. Zaznaczam jednak, że ważne jest, w jakim kontekście te słowa zostały wypowiedziane. Polecam "Zaklinacza czasu" Mitcha Alboma, tak jak wszystkie inne książki autora.

pokaż więcej

 
2018-09-30 17:42:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wielopokoleniowa saga pt. "Syn" Philippa Meyera ze względu na swoją objętość czekała na swój czas od dawna w mojej biblioteczce. Nareszcie nadeszła pora na nią.

Akcja dzieje się na amerykańskim Dzikim Zachodzie od XIX w., od czasów, gdy Komanczowie napadali na osady białych, by pozyskiwać skalpy i porywać jeńców, do czasu XX-wiecznego bumu naftowego. Historię życia rodziny McCullogh poznajemy...
Wielopokoleniowa saga pt. "Syn" Philippa Meyera ze względu na swoją objętość czekała na swój czas od dawna w mojej biblioteczce. Nareszcie nadeszła pora na nią.

Akcja dzieje się na amerykańskim Dzikim Zachodzie od XIX w., od czasów, gdy Komanczowie napadali na osady białych, by pozyskiwać skalpy i porywać jeńców, do czasu XX-wiecznego bumu naftowego. Historię życia rodziny McCullogh poznajemy z perspektywy trójki bohaterów.
Pod nieobecność ojca rodziny Komanczowie zabijają kobiety i porywają chłopców. Jeden z nich na lata staje się jeńcem, ale również ulubieńcem indiańskich kobiet, gdy ich mężczyźni wyjeżdżają z osad.
Na początku XX w. Peter McCullogh opowiada o konflikcie Teksańczyków z Meksykanami, o twardych zasadach tamtych czasów, o samosądach oraz przymykaniu oczu przez urzędników i sądy na wszechobecne zbrodnie.
Jeanne z kolei wspomina swój bunt wobec ojca, który za wszelką cenę chce zachować swoje ranczo i nierentowną hodowlę bydła, a może sobie na to pozwolić tylko dlatego, że ma pieniądze pochodzące z szybów naftowych od lat należących do rodziny.

Z kart książki wyczuwa się wartość rodziny. Z drugiej strony niesamowite było dla mnie określanie swoich przodków nie jako ojciec, dziadek czy pradziadek, a mianami typu "Pułkownik" lub "wyklęty". Być może za sprawą dylematów, które mają ci mężczyźni. Jeden do końca nie wie, kim jest - białym czy czerwonym, ranczerem czy wojownikiem, a może włóczęgą. Drugi uczynił wiele zła ludziom, których znał i lubił. Zdanie innych liczyło się jednak bardziej niż wartości, którymi chciałby się kierować.
W tej powieści ważne jest również dziedzictwo - ziemia posiadana w Teksasie od momentu przygarnięcia jej w XIX w. po moment, gdy staje się brzemieniem i wkłada się w nią więcej niż uzyskuje.
Nie można zapominać, że to książka o Ameryce - o jej historii, przelanej krwi rdzennej ludności, zajmowaniu terytoriów przez ludność napływową z Europy, o zmianie opinii Indian na temat białych z powodu zachowań Meksykanów i wreszcie o robieniu fortuny.
Dla mnie istotnym wątkiem były też losy kobiet, z którymi zwykle nikt się nie liczył. Nawet gdy uzyskały prawo do głosowania, były postrzegane jako ludzie niższego sortu. Narodziny dziewczynek ojcowie traktowali jako nieszczęście dla siebie i rodziny. Owszem, dbano o ich podstawowe wykształcenie, ale dla wszystkich było wygodnie, gdy siedziały cicho na swoim miejscu i rodziły chłopców, nie wychylały się, nie pokazywały pazurków, ale przede wszystkim nie wypominały jakichkolwiek niedociągnięć czy błędów mężczyzn.

Książka jest na pewno jedyna w swoim rodzaju. Dla mnie jednak zbyt długo i za bardzo przegadana. W dzisiejszych czasach wydaje mi się, że autorzy powinni wziąć pod uwagę czytelnika i wieczny brak czasu, który jest bezcenny. A na taką epopeję potrzeba go bardzo dużo.

pokaż więcej

 
2018-09-30 15:28:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Arbuzowy sezon" Liliany Fabisińskiej to moje drugie spotkanie z Autorką, jakże inne od "Córeczki".

Ponad 30-letni Adam trafia na rozmowę o pracę do intrygująco pachnącej arbuzami Adeli. Od pierwszej chwili trafia go strzała Amora. Zostaje zatrudniony w redakcji, choć nie stanowisku odpowiadającym jego kwalifikacjom. Staje się bowiem sekretarzem Adeli, a wkrótce jej kochankiem.
Adam ma...
"Arbuzowy sezon" Liliany Fabisińskiej to moje drugie spotkanie z Autorką, jakże inne od "Córeczki".

Ponad 30-letni Adam trafia na rozmowę o pracę do intrygująco pachnącej arbuzami Adeli. Od pierwszej chwili trafia go strzała Amora. Zostaje zatrudniony w redakcji, choć nie stanowisku odpowiadającym jego kwalifikacjom. Staje się bowiem sekretarzem Adeli, a wkrótce jej kochankiem.
Adam ma obsesję na punkcie Adeli. Jest w stanie znieść największe upokorzenia, aż do momentu, gdy kobieta oznajmia koleżankom, że nie jest on w stanie jej zaspokoić. Adela uderza zatem w najczulszy punkt mężczyzny, który popada w rozpacz nie tylko z powodu tego upokorzenia, ale również dlatego, że kochankowie zrywają swój związek.

Książka jest napisana w formie wspomnień Adama. Poznajemy zatem różne strony jego związku z Adelą.
Mnie te wspomnienia w ogóle nie przypadły do gustu. Adam okazał się słabym chłopaczkiem, który nie wiedzieć, czemu angażuje się w związek bez przyszłości. Jest wielokrotnie upokarzany, również publicznie. Adela go lekceważy. Adam jest w jej rękach jedynie przedmiotem wykorzystywanym i ledwo tolerowanym. Autorka nie przekonała mnie co do rzekomej miłości Adama do Adeli. Miałam wrażenie jedynie nieuzasadnionej obsesji (nie mylić z uwielbieniem, na które Adam się powołuje) mężczyzny na punkcie kobiety. Jego koledzy wcale nie byli lepsi - wszyscy trzej bez charakteru i siły, których kobiety upatrują w mężczyznach. To potwierdza zdanie, które niedawno usłyszałam od znajomego - wy kobiety stałyście się na tyle silne, że mężczyźni nie wychodzą z okresu dzieciństwa.

Książka jest nudna, rozwlekła i bez pointy, dla której warto po nią sięgać.

I jeszcze jedno: w naszych warunkach bazylia i rozmaryn nie wyrastają z wysiewanym latem nasion. Nasz klimat jest do tego zdecydowanie za zimny.

pokaż więcej

 
2018-09-24 19:47:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Początek jesieni natchnął mnie po sięgnięcie po "Miłość pod koniec świata" Grzegorza Filipa.


Zbliża się dzień, który według kalendarza Majów ma być końcem świata. Ludzi ogarnia dziwny nastrój wyczuwalny w mediach i na ulicach Warszawy. Tymczasem Anna, warszawska dziennikarka, jedzie na Zamojszczyznę, by zająć się tamtejszą sprawą korupcji. Poznaje Bernarda, lidera dawnego zespołu metalowego,...
Początek jesieni natchnął mnie po sięgnięcie po "Miłość pod koniec świata" Grzegorza Filipa.


Zbliża się dzień, który według kalendarza Majów ma być końcem świata. Ludzi ogarnia dziwny nastrój wyczuwalny w mediach i na ulicach Warszawy. Tymczasem Anna, warszawska dziennikarka, jedzie na Zamojszczyznę, by zająć się tamtejszą sprawą korupcji. Poznaje Bernarda, lidera dawnego zespołu metalowego, który od wielu lat chowa się przed światem w rodzinnej wsi. Między Anną i Bernardem rodzi się nić porozumienia, która z czasem zamienia się w coś więcej, zwłaszcza że kobiecie coraz bardziej doskwiera samotność w małżeństwie z polarnikiem, wciąż będącym na badaniach poza domem.
Czy Annie i Bernardowi uda się stworzyć dojrzały i trwały związek? Jak zakończy się sprawa korupcji wśród urzędników i biznesmenów? Czy Bernard wróci na scenę?

Książka napisana jest płynnym językiem, więc czyta się ją bardzo szybko. Do tego autor zachęcająco rozpoczął historię znajomości Anny i Bernarda.

Powieść porusza kwestię samotności w związku lub po rozpadzie związku, rodzinnych tragedii, niezrozumienia w środowisku, pierwszych młodzieńczych zachwytów płcią przeciwną i pierwszych sparzeń.

Podczas lektury miałam wrażenie jakiegoś zakrzywienia czasu. Wydawało mi się np., że mija kilka tygodni, a okazywało się, że to dopiero 3 dni. Dziwnie długo trwający remont łazienki sprawił, że znów się pogubiłam w czasie. Najbardziej jednak zaskoczyło mnie zakończenie całej fabuły. Nie rozumiem też ostatniego podrozdziału oraz zamysłu autora, by umieścić go na końcu. Nie uzyskałam też odpowiedzi na pewne pytanie. Nie będę go tu przytaczać, bo byłby to spoiler. Według mnie to bardzo zepsuło odbiór książki, która naprawdę dobrze się zapowiadała.

pokaż więcej

 
2018-09-23 09:13:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Trzy metry nad niebem (tom 2)

"Tylko ciebie chcę" to kolejny tytuł Federico Mocci. Książkę przeczytałam w ramach kolorowego wyzwania u magdalenardo i by dać kolejną szansę autorowi.

Książka jest kontynuacją "Trzy metry nad niebem". Step wraca do Rzymu po dwuletnim pobycie w Nowym Jorku. Dla dawnych znajomych jest owiany pewnego rodzaju legendą i wielu, jeśli go nie zna, to chce poznać, bo wzmianka o jego ucieczce przed...
"Tylko ciebie chcę" to kolejny tytuł Federico Mocci. Książkę przeczytałam w ramach kolorowego wyzwania u magdalenardo i by dać kolejną szansę autorowi.

Książka jest kontynuacją "Trzy metry nad niebem". Step wraca do Rzymu po dwuletnim pobycie w Nowym Jorku. Dla dawnych znajomych jest owiany pewnego rodzaju legendą i wielu, jeśli go nie zna, to chce poznać, bo wzmianka o jego ucieczce przed policją pojawiła się w gazecie. Step wydaje się bardziej wyciszony i spokojny. A jednak ręce rwą się do bitki. Poddaje się jednak ojcu, od którego przyjmuje pracę. Nadal jest wulgarny, ironiczny i łasy na kobiety. I wspomina Babi. Ta zaś w tym tomie jest zimną, złośliwą i wyrafinowaną kobietką. Jakże się zmieniła przez te dwa lata! Ponad połowa książki poświęcona jest relacji Stepa z Gin, która próbowała ukraść mu pieniądze.

Po kolejne tytuły Mocci raczej nie sięgnę. To zdecydowanie literatura dla nastolatków, którym nie są straszne kilkusetstronicowe (480 strony) lektury.

Przyznaję, że korci mnie obejrzenie obu filmów nakręconych na podstawie tych dwóch ostatnio przeczytanych książek. Może choć one mnie zachwycą, a przynajmniej poruszą...

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
188 182 1425
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd