MonikaOlga 
https://monikaolgaczyta.blogspot.com
Autorka bloga o książkach, podróżach i nie tylko.
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-07 19:57:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Seria: Salamandra

"Poste restante" to pierwszorzędna powieść. Ta polszczyzna! Te pięknie zbudowane zdania! Ta nutka ironii… To zawoalowanie wypowiedzi... Bo czemu nazywać wszystko wprost? Ciekawiej będzie posłużyć się metaforą czy porównaniem. Bo czy zawsze o zwyczajnym życiu należy mówić zwyczajnym językiem? Nie! I właśnie to udowadnia Wojsław Brydak.

"Poste restante" to historia pewnego młodzieńca o imieniu...
"Poste restante" to pierwszorzędna powieść. Ta polszczyzna! Te pięknie zbudowane zdania! Ta nutka ironii… To zawoalowanie wypowiedzi... Bo czemu nazywać wszystko wprost? Ciekawiej będzie posłużyć się metaforą czy porównaniem. Bo czy zawsze o zwyczajnym życiu należy mówić zwyczajnym językiem? Nie! I właśnie to udowadnia Wojsław Brydak.

"Poste restante" to historia pewnego młodzieńca o imieniu Jarosław. To z jego perspektywy poznajemy otaczającą go rzeczywistość oraz wszystkich bohaterów. Ale też poznajemy i samego narratora – wrażliwy, spostrzegawczy, uważny, inteligentny, ironiczny i niepozbawiony poczucia humoru.

Jarek to jedynak. Matka pochodziła z Krakowa, ojciec z Rzeszowa, a Jarek swoje życie związał z Sopotem. Trzy zupełnie różne miasta, trzy zupełnie różnie światy. Każdy ze swoim charakterem i każdy zupełnie inaczej uwarunkowany przez historię. I tę historię autor przemyca w wypowiedziach swojego bohatera. I znowuż wszystko dzieli się na świat sprzed wojny i po wojnie. I jakże różne postawy. I wszyscy zmęczeni wieczną tułaczką. I znowu dwie skrajne postawy. Ojciec naszego bohatera pogodzony z tym co tu i teraz i patrzący w przyszłość, a matka nie potrafiąca sobie znaleźć miejsca w zupełnie nowym dla niej świecie i z nostalgią patrząca w przeszłość. Nie oszukujmy się. Powojenny Rzeszów to nie przedwojenny Kraków. I tu chciałabym zatrzymać się przy matce Jarka, bo pojawia się ważny problem, o którym przez niemalże całą powieść nie mówi się wprost.

Depresja. Tak, matka naszego bohatera przez długie lata cierpiała na depresję i tej depresji nigdy nie pokonała. To niedopasowanie się do świata, w którym przyszło jej żyć. Te notoryczne ucieczki w nieznane. Ta wieczna pogoń za … no właśnie. Po prostu za czymś innym, niż codzienność. Nie pomogła nawet wyprowadzka do ukochanego Krakowa, bo to nie jest już ten Kraków, do którego tęskniła. Nigdzie nie czuje się dobrze. Nigdzie nie zazna spokoju. Nie potrafi czerpać radości z życia.

"Poste restante" to wysublimowana lektura. Cała finezja polega na wyłapywaniu tych niuansów ukrytych w opisach pozornie zwyczajnej rzeczywistości. To sprawia, że chce się zaczytywać w tej powieści bezustannie mimo tego, że nie znajdziemy tu dynamicznej akcji. Cały urok polega na powolnym i niespiesznym odkrywaniu historii osób i miejsc, z którymi styka się nasz bohater.
http://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-09-26 12:13:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Ulubione
Autor:
Seria: Poza serią

Oksanen wprowadza nas do swojej powieści sceną pożegnania Juudit i Rolanda. Jest rok 1948. Mimo zakończenia II Wojny Światowej Estonia nadal pozostawała pod drugą okupacją sowiecką. Któż pamięta tych kilka chwil, w których Estonia była naprawdę wolna? Komu tak naprawdę była potrzebna wolna Estonia? Flaga estońska trzepotała na wietrze tylko kilka przez kilka dni… Między odejściem Niemców a... Oksanen wprowadza nas do swojej powieści sceną pożegnania Juudit i Rolanda. Jest rok 1948. Mimo zakończenia II Wojny Światowej Estonia nadal pozostawała pod drugą okupacją sowiecką. Któż pamięta tych kilka chwil, w których Estonia była naprawdę wolna? Komu tak naprawdę była potrzebna wolna Estonia? Flaga estońska trzepotała na wietrze tylko kilka przez kilka dni… Między odejściem Niemców a powrotem Sowietów…

"Gdy zniknęły gołębie" to powieść o wielowątkowej narracji. Ówczesną estońską rzeczywistość poznajemy z perspektywy trzech bohaterów: wspomnianych wcześniej Juudit i Rolanda oraz z perspektywy Edgara. Wszyscy są ze sobą mocno powiązani, a jakże są różni. I jak różnie potoczyło się ich życie… Zupełnie inaczej postrzegali otaczający ich świat. W życiu kierowali się zupełnie innymi zasadami. Ich pragnienia i marzenia też były bardzo odległe, choć…

Juudit i Roland mieli więcej podobieństw. Jedynie Edgar był odszczepieńcem. A sprawa była o tyle skomplikowana, że Juudit była żoną Edgara i zarazem bliską przyjaciółką narzeczonej Rolanda. Z kolei Roland i Edgar byli kuzynami. Mało tego… Edgar wychowywał się w domu Rolanda i to on był najważniejszy.

I tak ścieżki Juudit, Rolanda i Edgara to splatały się, to rozchodziły. Tak różni, a jednocześnie tak beznadziejnie połączeni ze sobą. Dawne demony przeszłości i skomplikowane życiorysy nie pozwalały im o sobie zapomnieć. Tym bardziej, że Edgarowi w pewnym momencie bardzo zależało na tym, aby odnaleźć Rolanda. Dlaczego? Ano dlatego, że był niewygodnym dla niego świadkiem. Świadkiem znającym wszystkie tożsamości Edgara. Świadkiem mogącym zniszczyć jego obecne życie. A jakim było to jego obecne życie? Edgar po kilkuletniej resocjalizacji w sowieckim łagrze zrozumiał swój dotychczasowy błąd. Od powrotu z łagru próbował ułożyć sobie życie w sowieckiej rzeczywistości. Pragnął osiągnąć to, co było możliwe do osiągnięcia. Wystarczyło być po prostu przydatnym nowej władzy. Pokazowe procesy okazały się wyjątkowo dobrą okazją, aby udowodnić swoje oddanie ideologii sowieckiej. Ale Edgar nie byłby sobą, gdyby nie pragnął więcej i więcej. Kariery lotnika już nie zrobi, ale pisarza jak najbardziej. Tym bardziej, że nowa władza nie poszukuje pisarzy operujących skomplikowaną metaforą. Pisarz-wyrobnik ma służyć władzy, a nie skłaniać czytelników do refleksji. Ma wprost opiewać władzę komunistyczną. Ot, tylko tyle… Ale z niewygodnym życiorysem aż tyle… I jeszcze ta nieszczęsna Juudit, z której żadnego pożytku nie ma. To kolejny balast w życiu Edgara. Ale akurat tego balastu może się dość łatwo pozbyć…

Cięższa sprawa będzie z Rolandem… To zapalony idealista, który nigdy nie pogodzi się z przegraną. Zawsze taki był… Zawsze marzył o wolnej Estonii. Roland to chłopak wychowany na estońskiej wsi, dla którego praca na roli i życie rodzinne były najważniejsze w życiu. Tęsknił do prostego życia, w którym będzie kultywował rodzinne wartości. A jego życie potoczyło się zupełnie inaczej. Może, gdyby Rozalia cały czas była wśród nich…

I w końcu Juudit, która nie pragnęła niczego innego tylko miłości, czułości i zainteresowania ze strony ukochanego mężczyzny. To wszystko miało dać jej małżeństwo z Edgarem. Jak bardzo się pomyliła! Dla Juudit wojna była wybawieniem od nieszczęśliwego małżeństwa. Podczas gdy inni z wytęsknieniem czekali na powrót swoich mężczyzn do domu, Juudit marzyła o czymś zupełnie przeciwstawnym. Dla Juudit okupacja niemiecka była najszczęśliwszym okresem w jej życiu. Nie dość, że Niemcy przegnali Sowietów, to jeszcze od pewnego Niemca otrzymała to wszystko, czego nie chciał dać jej mąż! Tak, to były szczęśliwe dni mimo rozdarcia, co będzie później. Co będzie po wojnie?

Te pytania zadawał sobie każdy. Każdy z nich wiedział, że przyjdzie czas rozliczenia z podejmowanych wcześniej decyzji. Edgar był najbardziej asekuracyjny, najbardziej przebiegły i wolny od skrupułów. To człowiek kameleon, który zabezpieczał się od każdej strony.

"Gdy zniknęły gołębie" to powieść dość mroczna. To powieść pełna smutku. Tu nie ma szczęśliwego zakończenia. Autorka bezlitośnie uświadamia, że za każdą decyzję przyjdzie ponieść konsekwencje a za chwile szczęścia przyjdzie słono zapłacić. Nikt ani nic nie jest takim, jakim nam się wydaje. Nikogo ani niczego nie można być pewnym. A nieoczekiwane i pozornie nie powiązane ze sobą sytuacje okazują się całością większego planu.

To było moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, które uważam za bardzo udane. Z wielką ciekawością sięgnę po pozostałe publikacje pióra Sofi Oksanen.
http://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-09-22 15:16:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Czy powieść osnuta na prawdziwych wydarzeniach, ale wzbogacona o elementy grozy i … fantastyki może się udać? W przypadku "Głodu" autorstwa Almy Katsu taki eksperyment można uważać w pełni za udany.

Kanwą powieści jest wędrówka niemalże stuosobowej grupy składającej się z mężczyzn, kobiet i dzieci, której trasa biegła ze Springfield w stanie Illinois do Kalifornii. To rodziny i osoby...
Czy powieść osnuta na prawdziwych wydarzeniach, ale wzbogacona o elementy grozy i … fantastyki może się udać? W przypadku "Głodu" autorstwa Almy Katsu taki eksperyment można uważać w pełni za udany.

Kanwą powieści jest wędrówka niemalże stuosobowej grupy składającej się z mężczyzn, kobiet i dzieci, której trasa biegła ze Springfield w stanie Illinois do Kalifornii. To rodziny i osoby samotne, które z całym swoim dobytkiem postanowili porzucić dotychczasowe życie w Springfield i zacząć wszystko od nowa w nowym miejscu. Każdy miał swoją motywację, każdy miał swoją historię, każdy miał swoje demony. Każdy miał nadzieję, że droga, którą podejmuje w ostatecznym rozrachunku warta będzie ich wysiłku. Wszakże przez nimi droga długa, trudna i mozolna. Wydawać by się mogło, że byli do niej świetnie przygotowani. Co prawda nie pokonywali codziennie długich tras, ale też specjalnie się nie spieszyli. Życie karawany miało swój ustalony rytm i zwyczaje. Ale co niektórzy, jak Charles Stanton czy Edwin Bryant doskonale zdawali sobie sprawę, że muszą przyspieszyć. Nadszedł czas trudnej decyzji: czy odłączyć się od karawany i z minimalnym bagażem ruszać przed siebie czy nie? Czy gnać do celu póki pogoda sprzyja? Póki jest czas? Póki jesień nie nadeszła? Ale tak trudno zostawić cały swój dobytek…

Gdy dowództwo w karawanie przejął George Donner przekonał pozostałych do tego, aby pójść skrótem podobno wcześniej wypróbowanym przez Hastings’a. Donner nie miał żadnych wątpliwości co do swojej decyzji, przecież Hastings wcześniej opisał ten szlak! Niestety po drodze zignorowali ostrzeżenia pozostawione przez innych. Zignorowali też inne sygnały. Powinni być świadomi tego, że wyruszyli za późno, a oni poruszają się za wolno! Nie zdążą przed zimą, a utknąć w nieznanym sobie miejscu w trudnych warunkach to niemalże samobójstwo. Czy zapasy jedzenia, które mają są wystarczające? Czyżby nie zauważyli, że nie będą w stanie nic upolować, bo po drodze nie spotkali żadnej zwierzyny? Czy nie powinno to wzbudzić ich czujności? Jakie błędy jeszcze popełnią? Błędy, które będą kosztowały ich życie…

Historia słynnej wyprawy Donnera z lat 1846-1847 została idealnie wykorzystana przez autorkę. Do swojej powieści wplotła sporo autentycznych faktów, ale dodała też elementy grozy. Umiejętnie dozowana dawka strachu i zaciekawienia trzyma czytelnika w napięciu bezustannie. Z jednej strony mamy prawdziwą historię, co wyklucza jakiekolwiek elementy nadprzyrodzone, z drugiej zaś coś nieludzkiego prześladuje karawanę. Czy to kara za grzechy? Czy to obłęd? Czy to ich wymysł? Czy ktoś doskonale nimi manipuluje? Kim są te zjawy, które bardziej przypominają zwierzęta, aniżeli ludzi? Wszystko stało się irracjonalne, niezrozumiałe, nierzeczywiste. Rzeczywisty jest jedynie głód, który stał się ich zabójcą… Czy właśnie tak ma wyglądać ich koniec? Czy umrą tu wszyscy z głodu nie osiągnąwszy celu swojej podróży? Czy wszystkie dotychczas poniesione wysiłki miały pójść na marne?

Wśród uczestników wyprawy Donnera znaleźli się tacy, którzy za nic w świecie nie pozwolą sobie odebrać życia! A do przeżycia potrzebne jest pożywienie. Nieważne skąd ono pochodzi. Aby przeżyć, gotowi są nawet posilić się ludzkim mięsem, skoro w pobliżu nie ma innego…

Alma Katsu znakomicie pokazała, jak w ekstremalnych sytuacjach potrafi zachować się człowiek. Instynkt przeżycia czasem jest tak silny, że ludzie decydują się na rozwiązania, których w ogóle nie braliby pod uwagę w normalnych warunkach. Ale czy na pewno wszyscy?

Motyw kanibalizmu zawsze będzie wywoływał skrajne emocje i zawsze będzie pojawiało się pytanie o granice, których nie powinno się przekraczać. Tym bardziej, że w przypadku wyprawy Donnera kwestia kanibalizmu okazała się dość kontrowersyjna.

"Głód" Almy Katsu to powieść nieszablonowa i niejednoznaczna. Skłania do refleksji. Dostarcza wielu emocji. Nie pozwala się nudzić. Wręcz przeciwnie. Ciężko się od niej oderwać. Mnie skłoniła także do tego, aby poszukać więcej informacji o autentycznej wyprawie Donnera i prześledzenia jej losów.

http://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-09-16 06:49:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Lato, a szczególnie wrzesień 1939 roku było bardzo upalne i bardzo suche. Niczym jakaś klątwa, która spadła na Polskę. Wszystko i wszyscy byli przeciwko niej. To było wyjątkowe lato pełne napięcia i niepokoju. To było lato pełne rozterek o przyszłość i to tę najbliższą. Wojna wisiała w powietrzu od bardzo dawna i w końcu stała się faktem. Mimo wszystko ta wojna, z potworności której niewielu... Lato, a szczególnie wrzesień 1939 roku było bardzo upalne i bardzo suche. Niczym jakaś klątwa, która spadła na Polskę. Wszystko i wszyscy byli przeciwko niej. To było wyjątkowe lato pełne napięcia i niepokoju. To było lato pełne rozterek o przyszłość i to tę najbliższą. Wojna wisiała w powietrzu od bardzo dawna i w końcu stała się faktem. Mimo wszystko ta wojna, z potworności której niewielu zdawało sobie jeszcze sprawę była zaskoczeniem. Pod koniec sierpnia ci, którzy wcześniej wybrali się do kurortów na wypoczynek wracali w pośpiechu do swoich domów. Byle zdążyć nim cały kraj będzie sparaliżowany i … zaatakowany. W sierpniu 1939 roku na wakacje do Polski przyjechał Alexander Polonius. Planował wypocząć, spotkać się z rodziną i przyjaciółmi. Wojna zastała go w Warszawie. Pierwsze naloty. Pierwsze bombardowania. Pierwsze niebezpieczeństwo, które później towarzyszyło mu nieustannie. Lekarstwem okazało się pisanie dziennika, który stał się ciekawym źródłem wiedzy o tym, jaka atmosfera panowała w stolicy Polski w ostatnich dniach sierpnia i przez całe wrześniowe jej oblężenie…

1 września 1939 roku. A więc zaczęła się wojna! Nagle całe dotychczasowe życie legło w gruzach. Wszystko, co do tej pory było ważne i istotne teraz ustąpiło miejsca jednemu pragnieniu. Przeżyć, przetrwać, bronić się! Do broni stanęli żołnierze! Ale cóż oni mogli?! Z szablą na czołg? Do walki i obrony stolicy zaangażowali się cywile. Ale częstotliwość nalotów była bezlitosna. I obierane przez Niemców cele ataków… To była wojna totalna wymierzona także w ludność cywilną. Niemcy nie przestrzegali żadnych praw. Oni tu przybyli, aby niszczyć.

Początkowy entuzjazm opadał, ale nadal liczono na pomoc aliantów. Przecież wiadomo, że Wielka Brytania i Francja za chwilę staną w obronie Polski. Tylko dlaczego angielscy lotnicy zrzucają na Niemcy ulotki, podczas gdy niemieccy lotnicy na Polskę zrzucają bomby?! Chaos i dezinformacja. A najgorsza była bezsilność. Alexander chciał walczyć, chciał zaciągnąć się do armii, chciał być przydatny… a tymczasem biegał od jednego biurka do drugiego, a przydziału i tak nie znalazł. Oczywiście angażował się w obronę stolicy jako cywil, ale on chciał więcej! I nie był w tym odosobnionym młodzieńcem. Jedyne, co mógł teraz zrobić to choćby uświadamianie Polaków, aby nie wierzyli w niemiecką propagandę, która próbowała w Polakach zdusić najpierw chęć do walki, a później nadzieję na jakiekolwiek światełko w tunelu.

Gdy było wiadomo, że walka przegrana Alexander postanowił jak najszybciej opuścić kraj. Skoro na polskiej ziemi już walczyć nie może musi przedrzeć się do Anglii i tam kontynuować walkę. Co do tego nie miał żadnej wątpliwości. I tak zaczęła się jego długa, pełna przygód i niebezpieczeństwa droga. Postanowił przedostać się do Anglii przez Litwę, Łotwę, Szwecję i Norwegię. Innej drogi w ogóle nie brał pod uwagę. Jedynie ta trasa wydawała mu się realna do pokonania. Mimo tego, że nie miał całego oglądu aktualnej sytuacji podjął ryzyko. Wiedział, że 17 września Polska została zaatakowana ze Wschodu przez Armię Czerwoną, ale musiał spróbować…

Publikacja Alexandra Poloniusa to ciekawie napisana relacja z oblężenia Warszawy. To nie jest pozbawiony emocji chronologiczny zapis działań wojennych. Tu emocji jest cały wachlarz. Alexander to inteligentny obserwator, który zwracał uwagę na kwestie pozornie nieistotne. Jego dziennik relacjonuje też ileż trudności i niebezpiecznych sytuacji musiał pokonać na swojej drodze do celu. To też swojego rodzaju podziękowanie za otrzymaną pomoc i życzliwość zwykłych ludzi, których na swojej drodze spotykał. Bo gdyby nie oni zakończenie jego misji mogłoby być tragiczne. To także świadectwo jak na atak na Polskę oprócz aliantów zareagowali Litwini i Łotysze, którzy nie mieli złudzeń, że prędzej czy później i oni podzielą los Polaków.

Dziennik Poloniusa to też zestawienie dwóch, jakże różnych armii, które we wrześniu 1939 roku postanowiły zmiażdżyć Polskę. Zorganizowani i świetnie przygotowani do wojny Niemcy. Zainfekowani faszystowską propagandą wypełniali wolę swojego Fuhrera. Nieprzystępni i niebezpieczni. Od pierwszego dnia pokazywali Polakom jaka teraz będzie panować tu hierarchia. Żołnierze Armii Czerwonej, którzy nawet porządnych mundurów nie mieli. To biedni prości ludzie, których większość nawet nie wiedziała, co na tej wojnie robi. Pilnowani jeden przez drugiego bardziej zajęci byli kupowaniem zegarków, aniżeli działaniami wojennymi. Przecież oni nie przyszli tu w charakterze najeźdźcy… Te i wiele innych niuansów Alexander Polonius zapisał w swoim słynnym dzienniku.

A kim był ów tajemniczy autor? Marek Przybyłowicz postanowił przeprowadzić śledztwo, aby ustalić tożsamość Poloniusa. Mimo rzetelnie przeprowadzonej kwerendy pozostawia nutkę wątpliwości, choć wszystkie fakty połączone ze sobą powinny utwierdzać go w jego przekonaniu.

"Widziałem oblężenie Warszawy" to emocjonująca relacja z wydarzeń, które ciężko nam sobie nawet wyobrazić. Bo jak to możliwe, że raptem nie mam domu, a moje życie może w każdej chwili zostać przerwane? Jak to możliwe, że wszystko, co znałem w ułamku sekundy przestało istnieć? Jakże szybko potrafi zmienić się perspektywa postrzegania świata i życiowych priorytetów…
https://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-09-16 06:48:48
Ma nowego znajomego: Rudolfina
 
2018-09-08 11:58:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Sławomir Mrożek zabiera nas do krainy absurdu. Jednym przypomina, a drugich uczy jak to dawniej bywało. Choć od razu pojawia się w mojej głowie pytanie, czy na pewno poprawnie użyłam czasu przeszłego. Czy to bywało nie powinnam zastąpić czasem nawet nadal i bywa…

Wszystkie opowiadania połączone są poprzez swoich bohaterów. Najważniejszy jest oczywiście Prezes, a zaraz po nim jego podwładni...
Sławomir Mrożek zabiera nas do krainy absurdu. Jednym przypomina, a drugich uczy jak to dawniej bywało. Choć od razu pojawia się w mojej głowie pytanie, czy na pewno poprawnie użyłam czasu przeszłego. Czy to bywało nie powinnam zastąpić czasem nawet nadal i bywa…

Wszystkie opowiadania połączone są poprzez swoich bohaterów. Najważniejszy jest oczywiście Prezes, a zaraz po nim jego podwładni różnego szczebla. Choć każde opowiadanie to oddzielna historia puenta zazwyczaj ma podobny wydźwięk.

Bo czego nie robi się dla Prezesa? Albo dla żony Prezesa. Nie ma niczego złego w tym, aby się przypodobać przełożonemu... Albo jakim trzeba być przewidującym i dyplomatycznym, aby na czas udzielić poprawnej odpowiedzi. Czytanie instrukcji ze zrozumieniem to jedno, ale przecież nic nie jest tak proste i jednoznaczne jak się wydaje. Nikt nie będzie dociekał prawdy, kiedy człowiek w głębokiej do tej pory żałobie po wymarłej rodzinie … Juliusza Słowackiego. Pomysły na oszczędności bywają niezwykle kreatywnie. Tak samo jak naciąganie rzeczywistości, a czasem nawet wręcz kreowanie rzeczywistości dla własnych potrzeb. Nikt nie zakwestionuje, że działają niezgodnie z dyrektywami. Albo na przykład walka z niepunktualnością … oj, jak łatwo można się zapętlić w licytacji… Niby problemy z aprowizacją, ale od czego (znowu) jest kreatywność pracowników! Albo realizacja wielkich inwestycji. Nic to, że kompletnie niepotrzebnych. Bo nawet jeżeli takiej potrzeby nie ma, to trzeba taki plan opracować, aby potrzeba się pojawiła. Nie można przecież nie inwestować! Jest jeszcze tajemnicze Archiwum Spraw Niezałatwionych.

To tylko kropla w morzu. Są jeszcze wieczne zebrania zwoływane w każdym temacie i uchwały. Czasem tak absurdalne, że aż śmieszne.

Tak, Sławomir Mrożek to mistrz satyry. Tak, potrzeba talentu, aby w tak zabawnej formie ukazać funkcjonowanie przedsiębiorstw czy firm w krzywym zwierciadle. Tylko, że takie absurdy były (a czasem nadal są) naszą codziennością. Z jednej strony pomysłowość była wręcz zaskakująca. Z drugiej jednak ta rezygnacja, pogodzenie się z losem i … bezustanne balansowanie, aby przypadkiem tym razem znów się udało. I to zabezpieczanie się na wszelaką ewentualność (świetnie pokazane w tytułowym opowiadaniu).

I ta myśl po lekturze, której odgonić nie mogę… Dlaczego tak rzadko sięgam po twórczość Mrożka?
https://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-09-03 19:38:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Albert Maillard, Edourd Pericourt i porucznik Pradelle. Ich losy połączyły się na frontach I Wojny Światowej. Porucznik Pradelle to dowódca śmiały i nie cofający się przed trudnymi zadaniami. To człowiek nieobliczalny i gotowy zabić nie tylko wroga. Ma swój cel, do którego dąży dosłownie po trupach. Nie liczą się niepotrzebnie przerwane życia. Liczy się jego zwycięstwo. To człowiek, który jest... Albert Maillard, Edourd Pericourt i porucznik Pradelle. Ich losy połączyły się na frontach I Wojny Światowej. Porucznik Pradelle to dowódca śmiały i nie cofający się przed trudnymi zadaniami. To człowiek nieobliczalny i gotowy zabić nie tylko wroga. Ma swój cel, do którego dąży dosłownie po trupach. Nie liczą się niepotrzebnie przerwane życia. Liczy się jego zwycięstwo. To człowiek, który jest nieustannie w natarciu. Nawet jeżeli wojna już się skończyła…

Albert Maillard i Edourd Pericourt to zupełne przeciwieństwa porucznika Pradelle. Pierwszy to księgowy, który niemal przez całą wojną zadawał sobie pytanie, co on tu właściwie robi. Albert zawsze był w nieodpowiednim czasie i w nieodpowiednim miejscu. Ale skoro udało mu się jakoś przeżyć te cztery lata wojennej zawieruchy to może i uda się dotrwać do końca. Tym bardziej, że ten koniec już świta na horyzoncie. Skoro przetrzymał to okopowe piekło przez tyle miesięcy głupio byłoby zginąć właśnie teraz. A Edourd? To niepokorny artysta, który skrzętnie notował wojenną rzeczywistość w swoich rysunkach. To wiecznie uśmiechnięty chłopak, który też jakimś cudem przeżył do listopada 1918 roku. A tymczasem porucznik Pradelle szykuje kolejne natarcie. Po co ono komu?! Przecież wszystko przesądzone! Wojna się kończy!

To nieszczęsne natarcie dla Alberta i Edourda było niezwykle brzemienne w skutki. Obydwaj wyszli z niego okaleczeni. Albert bardziej na duszy, Edourd bardziej na ciele. Albert już nigdy nie pozbędzie się swojego strachu i panicznego lęku, Edourd oszpecony już nigdy nie wróci do normalnego życia. Bo jak funkcjonować bez połowy twarzy?!

Wojna się skończyła. A po wojnie…

Nikt nie przejmował się losem okaleczonych zdemobilizowanych żołnierzy. Nikt nie zapewnił im sprawnego powrotu do normalności. Bardziej interesowali ich ci, którzy polegli! Bohaterowie! Bo to tak, jakby przeżyli tylko tchórze, a polegli tylko bohaterowie…

Francja nie zamierzała zapominać o swoich bohaterskich synach, którzy polegli na polu walki. Trzeba ich ekshumować i zapewnić im godny pochówek. I tu było pole do popisu dla porucznika Pradelle. Dla niego nie liczył się szacunek dla zmarłych i oddanie im należnej czci. Dla niego ważny był zysk zasilający jego konto bankowe. Znowu poczuł krew na zębach i znowu poczuł się jak ryba w wodzie. Wszak potrafił tylko walczyć. Kanalia!

Ale co tam nekropolie wojskowe. Tym bohaterom trzeba stawiać pomniki! I tu nieoczekiwanie pole do popisu znalazł Edourd i z wielkimi trudnościami, ale jednak przekonał do tego Alberta…

Jakże różnie potoczyły się losy tej trójki… Porucznik Pradelle wykorzystał wszystkie okazje, jakie podsunął mu los. Zbierał pochwały, medale, zaszczyty, fortunę…

A Albert i Edourd? Pozostawieni sami sobie wegetowali… Ale w końcu wzięli odwet za wszystkie krzywdy jakie ich spotkały. Choć nie dla wszystkich zarezerwowane było szczęśliwe zakończenie.

"Do zobaczenia w zaświatach" to rewelacyjna powieść, choć o tematach trudnych. To powieść o tym, jakie spustoszenie niesie ze sobą wojna. To powieść o przeogromnej niesprawiedliwości. Ale to też powieść o głębokiej przyjaźni i odpowiedzialności za drugiego człowieka, nawet jeżeli bliski nam stał się dopiero niedawno i to przez przypadek. To powieść o współcierpieniu i wspieraniu się, choć czasem nieudolnym. To powieść o przewrotności losu. Do tego jest fantastycznie napisana. Ta ironia, ten barwny język, te emocje, ta niepewność!
https://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-08-17 07:52:32
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Pola Negri. Polita. Zawsze, gdy o niej myślę mam jedno skojarzenie: Kopciuszek. Ta niepozorna dziewczynka urodzona w 1897 roku w małym Lipnie na Ziemi Dobrzyńskiej zrobiła światową karierę aktorską. I to nie byle gdzie, bo w Hollywood. Zresztą do Hollywood jechała już z ugruntowaną pozycją, jaką zdobyła wcześniej w kinie polskim i niemieckim…

Apolonia Chałupiec, bo tak brzmi prawdziwe imię i...
Pola Negri. Polita. Zawsze, gdy o niej myślę mam jedno skojarzenie: Kopciuszek. Ta niepozorna dziewczynka urodzona w 1897 roku w małym Lipnie na Ziemi Dobrzyńskiej zrobiła światową karierę aktorską. I to nie byle gdzie, bo w Hollywood. Zresztą do Hollywood jechała już z ugruntowaną pozycją, jaką zdobyła wcześniej w kinie polskim i niemieckim…

Apolonia Chałupiec, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko Poli Negri miała w życiu sporo szczęścia. A przynajmniej w jego początkowej fazie. Po aresztowaniu jej ojca wraz z matką przeprowadziły się do Warszawy. Wspomnienia z tamtego okresu nie są zbyt kolorowe. Jej matka najpierw prowadziła sklep, ale żyłki do interesu nie miała. Po zamknięciu sklepu pracowała jako pomoc domowa. Sytuacja materialna i warunki mieszkaniowe oględnie mówiąc były ciężkie. Los się do nich uśmiechnął, gdy w ich życiu pojawił się Kazimierz Hulewicz, ówczesny wicedyrektor Teatrów Rządowych. Dzięki niemu Pola zaczęła uczęszczać do Szkoły Baletowej, która oprócz tego, że była bezpłatna to zapewniała jeszcze dodatkową pomoc i dodatkowe posiłki swoim uczniom. Los uśmiechnął się do Poli po raz pierwszy…
Dzięki protekcji Hulewicza w 1911 roku dostała się do aktorskiej Szkoły Aplikacyjnej i już po roku zadebiutowała na scenie w Ślubach Panieńskich. Później zaangażował ją Ryszard Ordyński przy pantomimie Sumurun. Wtedy szczęście do Poli uśmiechnęło się po raz drugi…

Pola Negri szła jak burza. Przed sobą miała swój jasno wytyczony cel i do niego dążyła. Dzięki doskonałej mimice potrafiła oddać cały wachlarz emocji, co było niezwykle istotne w kinie niemym. Zresztą jak życie później pokazało Pola Negri nie znalazła swojego miejsca w kinie dźwiękowym, choć gdy ten był dopiero w powijakach ona była już bardzo doświadczoną aktorką cieszącą się statusem gwiazdy międzynarodowej. Od lat już była angażowana w filmach amerykańskich. Kino dźwiękowe przygnało Polę z powrotem do Berlina, gdzie cały czas mogła liczyć na ciekawe propozycje filmowe. Ale czasy już były niesprzyjające. W Niemczech już rozpanoszyła się partia nazistowska. Hitler już był u władzy. Pola podjęła jednak ryzyko, z czego później musiała się tłumaczyć. Gdy sytuacja zrobiła się na tyle poważna … uciekła. Uciekła do Francji. Tam zastała ją wojna. I znowu ucieczka. Wielki powrót do Stanów. Czy ktoś tam na nią jeszcze czeka?

Pola Negri w swoim życiu zawodowym osiągnęła bardzo wiele. Choć nie odnalazła się w filmie dźwiękowym niezaprzeczalnie była wielką gwiazdą kina niemego. Zawdzięczała to swoim protektorom, swojemu talentowi, swojej odwadze, ale też swojej pracowitości. Była zawzięta. Nie ułożyło jej się kompletnie życie prywatne. Była zaręczona z Charlie Chaplinem, choć tu wspomnienia obu zainteresowanych nie są zbieżne. Była zaręczona z Rudolfem Valentino, choć patrząc zdroworozsądkowo nie była to najlepsza partia na dobre życie. Kres ich miłości położyła śmierć Valentino. Pola była dwukrotnie mężatką i dwukrotnie rozwódką. Nie było dane znaleźć jej tego jedynego, z którym przeżyłaby jesień swojego życia. Ta jesień była samotna i pełna nostalgii. A nawet żalu, że świat się zmienił, że nic nie jest już takie jak dawniej…
Dla mnie Pola Negri to fascynująca postać. Oczywiście ktoś może jej zarzucić, że status gwiazdy był nadany jej na wyrost, ktoś mógłby wytykać jej błędy i niedostatki na scenie, ktoś mógłby zarzucić jej, że nie miała odpowiedniego wykształcenia… Ale należy też pamiętać o tym, że Pola była gwiazdą filmu, a wtedy przemysł filmowy dopiero rozwijał się. Wtedy wszystko było pierwsze…

Wiesława Czapińska doskonale przeprowadziła nas przez życie Poli Negri. Bez zbędnego patosu, ale zwracając naszą uwagę na istotne kwestie. Zrobiła to bardzo profesjonalnie i rzetelnie, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę działalność zawodową autorki.
https://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-08-13 06:09:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Ingmar Bergman. Szwedzki reżyser światowej klasy. To nazwisko, które kojarzy bardzo wielu. Nawet jeżeli nie potrafią wymienić żadnego filmu, które stworzył. Utarło się przekonanie, że Bergman tworzy kino skomplikowane, trudne w odbiorze, dramatyczne, ciężkie. Choć kilka komedii też ma na swoim koncie. Utarł się mit, że kino Bergmana to kino niezrozumiałe dla przeciętnego widza. Zresztą postać... Ingmar Bergman. Szwedzki reżyser światowej klasy. To nazwisko, które kojarzy bardzo wielu. Nawet jeżeli nie potrafią wymienić żadnego filmu, które stworzył. Utarło się przekonanie, że Bergman tworzy kino skomplikowane, trudne w odbiorze, dramatyczne, ciężkie. Choć kilka komedii też ma na swoim koncie. Utarł się mit, że kino Bergmana to kino niezrozumiałe dla przeciętnego widza. Zresztą postać Bergmana też została zmitologizowana. Czy to przez innych czy też przez niego samego. A przecież filmy Bergmana to całe jego życie, z którego inspiracje czerpał garściami. Czasem coś demonizował. Czasem przeinaczał. Jedno jest pewne. Do procesu twórczego potrzebował nieustannie bodźców. I takim bodźcem była dla niego miłość.

To miłość wypaczona i egocentryczna. Tworzył wielkie filmy o relacjach międzyludzkich, a sam tych relacji tworzyć nie potrafił. Jego chorobliwa zazdrość i potrzeba pełnej kontroli nad wszystkim i nad wszystkimi. Jego specyficzne zasady i przyzwyczajenia. Ktoś mógłby powiedzieć: ot, geniusz… Można mu to wybaczyć… Tak, można wybaczyć wiele, ale nie wszystko. Te zranione dusze. Te złamane kobiece serca. Te porzucone dzieci, którymi się nie interesował. Właśnie o tym jest książka autorstwa Thomasa Sjoberga, który prześledził relacje najpierw w rodzinie Bergmana, a później w jego związkach. A miał skąd czerpać informacje…

Nie wszyscy z tych, którzy żyją chcieli rozmawiać o Bergmanie, ale wielu z nich (czy to dzieci, czy byłe żony, czy byłe kochanki) wydało o nim książki. Wielu z jego otoczenia nie miało problemów ze swoistą ekshibicją i wystawiało na pokaz swoje relacje z tym Bergmanem. Dobrym źródłem dla autora był też tajny dziennik matki Ingmara Bergmana, Karin, która mocno przeżywała wszystkie małżeństwa, rozwody i romanse syna. Mimo tego, że kibicowała jego twórczości nie mogła pogodzić się z tym, że ciągle rani najbliższe sobie osoby. Zostało jeszcze mnóstwo listów, które Bergman pisał do swojej matki, do swojego ojca, do swoich żon, kochanek, współpracowników. To wszystko pozwoliło spojrzeć na słynnego reżysera z wielu różnych perspektyw.

Bergman łącznie miał dziewięcioro dzieci. Od każdego z nich uciekł. Z żadnym nie nawiązał bliskich relacji. Dla żadnego z nich nie był z ojcem. Nie uczestniczył w życiu żadnego z nich.

Jaki obraz Bergmana wyłania się z książki Thomasa Sjoberga? To Bergman żyjący wyłącznie swoimi filmami. Był dość specyficzny. Wiele rzeczy mu przeszkadzało w tworzeniu. Wiele osób zabijało w nim moc twórczą. Wtedy zazwyczaj uciekał… Uciekał do swoich samotni, w których mógł spokojnie tworzyć. Czasem w tych samotniach pojawiała się kolejna kochanka, która zazwyczaj zostawała jego kolejną żoną. Czasem życie z Bergmanem okazywało się życiem w klatce. Wszystko musiało być podporządkowane jemu. Tak, Bergman był wygodny. Potrzebował asystentki do tych wszystkich przyziemnych spraw, które składają się na codzienność. Idealną asystentką okazała się jego ostatnia żona, dzięki której choć raz w życiu widział wszystkie swoje dzieci w jednym miejscu i w jednym czasie.

Ciekawym wątkiem był wyjazd młodego Bergmana do nazistowskich Niemiec. Jako osiemnastoletni chłopak wyjechał w ramach wymiany młodzieżowej między Szwecją a Niemcami. To był rok 1936. Ten wątek jest o tyle ciekawy, bo pokazuje z perspektywy młodego obcokrajowca jak w owym czasie działała propagandowa machina nazistów. Propaganda, inwigilacja, agitacja. To był główny cel i w przypadku Bergmana ten cel, choć na krótką metę, został osiągnięty.

Tę książkę polecam zarówno miłośnikom filmów Bergmana, jak i tym, którzy przygodę z jego filmami mają jeszcze przed sobą. Jest to idealna okazja, aby poznać choć trochę najpierw samego reżysera.
https://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-08-05 07:49:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Przyznam, że mam problem z recenzją tej książki. Czytając tę publikację uświadomiłam sobie jak duża jest rozbieżność między książką a serialem, który uważam za kultowy. I to rozczarowanie co do głównej bohaterki. Filmową Carrie lubiłam, tej Carrie nie lubię. Ale po kolei…

Najpierw parę słów o serialu, który nadal lubię. To historia czterech przyjaciółek, które mieszkają w Nowym Jorku. Każda...
Przyznam, że mam problem z recenzją tej książki. Czytając tę publikację uświadomiłam sobie jak duża jest rozbieżność między książką a serialem, który uważam za kultowy. I to rozczarowanie co do głównej bohaterki. Filmową Carrie lubiłam, tej Carrie nie lubię. Ale po kolei…

Najpierw parę słów o serialu, który nadal lubię. To historia czterech przyjaciółek, które mieszkają w Nowym Jorku. Każda jest z innej bajki, ale razem tworzą niezłą kompanię.

Carrie, która jest zarazem narratorką w serialu to niepoprawna romantyczka poszukująca miłości. We wszystkim doszukuje się ukrytych przekazów. Potrafi analizować każdy gest, każdy szczegół… Jest nieco rozwiązła, ale jak ładnie siebie określiła jest antropolożką seksu. Wszystkie miłosne historie czy to swoje, czy swoich najbliższych przyjaciółek, czy też całych zastępów znajomych opisuje w felietonach. To jest jej praca zawodowa. Carrie jest pisarką. I miłośniczką markowych butów!

Miranda to prawniczka, która twardo stąpa po ziemi. To jedyna racjonalnie myśląca osoba z całego tego towarzystwa. Czasem oschła, czasem do bólu rzeczowa.

Charlotte jest najbardziej wrażliwa z całej czwórki. Swoje życie zawodowe związała ze sztuką. Ma świetną posadę w galerii, ale i tak jest gotowa rzucić wymarzoną pracę, aby spełnić swoje inne marzenie. I to te największe. Założyć rodzinę. Charlotte niczego nie pragnie tak bardzo jak wyjść za mąż i urodzić dzieci.

I na końcu Samantha. Najbardziej rozwiązła. Najbardziej egoistyczna. Najbardziej rozrywkowa. To kobieta, która kocha luksus i na ten luksus może sobie pozwolić. W życiu nastawiona jest na karierę i przyjemności. Wyłącznie.

Mimo tego, że każda z nich jest tak bardzo inna przyjaźnią się na dobre i na złe. Wspierają się w trudnych momentach. Świętują sukcesy każdej z nich. I ich słynne spotkania w restauracjach, gdy przy wykwintnych daniach roztrząsają wszystko, czym aktualnie żyją. I zawsze reakcje podobne. Czasem zszokowana Carrie, zawsze zażenowana Charlotte, zawsze sceptyczna Miranda i Samantha, który zawsze ma gotową receptę na wszystko. I te słynne wieczorne wyjścia do klubów i raczenie się drinkiem Cosmopolitan….

A co znajdujemy w książce? Wszystkie problemy, które kojarzymy z serialu, ale podane w bardziej wulgarnej formie. Między innymi dlatego przestałam lubić Carrie. Zresztą książka to luźne felietony o związkach międzyludzkich i związki te dotyczą ściśle określonej grupy Nowojorczyków. To związki przelotne, interesowne, płytkie. To nie jest książka o poszukiwaniu miłości. To jest książka o poszukiwaniu wygodnego życia. To nie jest książka o perypetiach czterech przyjaciółek poszukujących miłości. Ta książka ma wielu bohaterów, których nie polubiłam. Gdzieś tam pojawia się Carrie. W innym miejscu pojawia się Samatha. Jest też oczywiście Mr. Big, ale nie ma tej spójnej całości, którą znamy z serialu.

To jest książka o poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czym jest dla mnie szczęście. Każdy sam musi znaleźć to swoje szczęście. Dla jednych jest to stworzenie rodziny, dla innych wieczne życie w pojedynkę. Każdy ma swoją drogę. Każdy ma swoją historię. Każdy ma prawo żyć zgodnie z własnym sumieniem i zgodnie z własnymi wartościami. Najważniejsze to w tym wielkim mieście odnaleźć siebie. Tak łatwo się zagubić. Najważniejsze to żyć w zgodzie z samym sobą, a nie zakładać maski. Pozory jeszcze nigdy nie dały nikomu szczęścia, a wręcz przeciwnie.

Książka to zbiór krótkich i lekkich w odbiorze felietonów. Idealna propozycja na czytanie podczas letnich wojaży.
http://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2018-08-02 21:45:00
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Są takie książki, które należy czytać w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Nie spiesząc się… Krok po kroku odkrywać mnóstwo historii pozornie ze sobą nie powiązanych. A gdy myślisz, że już nic Cię nie zaskoczy… otwierasz szeroko usta ze zdziwienia i powtarzasz w kółko: to niemożliwe….

Są takie książki, które pozostają z czytelnikiem bardzo długo. Są takie książki, do których się...
Są takie książki, które należy czytać w odpowiednim czasie i w odpowiednim miejscu. Nie spiesząc się… Krok po kroku odkrywać mnóstwo historii pozornie ze sobą nie powiązanych. A gdy myślisz, że już nic Cię nie zaskoczy… otwierasz szeroko usta ze zdziwienia i powtarzasz w kółko: to niemożliwe….

Są takie książki, które pozostają z czytelnikiem bardzo długo. Są takie książki, do których się wraca. Taką książką jest Wyznaję Jaume Cabre.

Ta powieść ma dwa lejtmotywy. Pierwszy, materialny, to Vial. To skrzypce skonstruowane przez Lorenza Storioniego, którym jako pierwszym zostało nadane własne imię. Vial przez wiele lat był dla Adriana zakazanym owocem. Zawsze zamknięte w sejfie, do którego mały Adrian i tak zakradał się pod nieobecność ojca. Przecież znał szyfr. W szpiegowaniu wyspecjalizował się dość szybko. Zresztą to nie było wcale takie trudne. Należało po prostu nie robić hałasu, zejść ojcu z oczu i mu nie przeszkadzać. Reszta to tylko obserwacja, w której Adrian był mistrzem. Drugi lejtmotyw, niematerialny, to problematyka zła. Adrian pragnął wyjaśnić pojęcie zła. Już w dorosłym życiu poszukiwaniem odpowiedzi na to pytanie zajął się wręcz zawodowo. Ale zło to przecież nie tylko symbol czy pojęcie filozoficzne. To realna szkoda wyrządzona drugiemu człowiekowi. To zło to konkretny człowiek krzywdzący drugiego człowieka. To zło ma imię i nazwisko.

Cabre stworzył fenomenalną powieść. Całość to wyznanie, to spowiedź generalna z całego życia, której dokonuje główny bohater, Adrian Ardevol. Kim był ów Adrian? Urodził się w zamożnej rodzinie w 1946 roku w Barcelonie...

Jego ojciec, Feliks Ardevol, był antykwariuszem i kolekcjonerem. Owładnięty pasją posiadania rzeczy wyjątkowych i cennych, a czasem wręcz bezcennych. Zdobywał je na różne sposoby. Nie zawsze legalnie. Nie zawsze uczciwie. Ale któż w tamtym czasie, czasie wielkiej i strasznej wojny zaprzątał sobie głowę i serce moralnymi dylematami? Uciekający Żydzi byli doskonałym źródłem wzbogacenia się o wartościowe przedmioty. Później takim samym doskonałym źródłem byli uciekający naziści.

Mniej więcej taką drogą w rodzinie Ardevol znalazły się wspomniane już skrzypce, słynny Vial. Ich dźwięk rozchodzący się po domu opanował i ten dom, i jego mieszkańców. Niczym klątwa. Historie związanych z nimi osób, od pierwszego właściciela do ostatniego stały się częścią historii rodziny Ardevol. I to nie były szczęśliwe historie…

Matka Adriana to pozornie potulna żona, która nie miała odwagi czy siły sprzeciwić się swojemu mężowi. Ustępowała mu we wszystkim, na każdym polu. Nigdy nie stanęła w obronie ich jedynego syna, Adriana. A nawet jeżeli podejmowała pewne próby one zawsze kończyły się fiaskiem. Życie pokazało, że Feliks Ardevol postawił na swoim nawet po swojej śmierci. Adrian i tak kroczył ścieżką, którą wiele lat wcześniej wyznaczył mu ojciec.

Adrian, to chłopiec, któremu rodzice zawsze stawiali wysoko poprzeczkę. To chłopiec, który w dzieciństwie nie zaznał miłości rodzicielskiej. Ba! W ich domu w ogóle nie było miłości. Adrian zawsze czuł się wyobcowany. Zawsze nie pasował do otoczenia niezależnie od wieku. To człowiek otoczony sztuką, żyjący sztuką, znający się na sztuce. Sztuka to piękno i wydawać by się mogło, że życie człowieka tak bardzo mocno związanego ze sztuką też musi być piękne. Ale nie zawsze takie było…

Adrian to ateista. Przed kim więc się spowiada? Nie, nie przed Bogiem. On wyznaje wszystkie swoje dobre i złe uczynki przed osobą bardzo ważną w jego życiu. Przed kobietą, którą kochał przez całe swoje dorosłe życie. Przed kobietą, której już nie ma, ale wobec której czuje coraz bardziej ciążący mu dług…

Adrian miał być wybitnym skrzypkiem światowej klasy. Taką przyszłość zaplanowała dla niego matka. Absolutnie nie zwracała uwagi na to, że jej syn pragnie czegoś innego. Oczywiście kocha muzykę i jest wrażliwy na jej piękno, ale nie chce się nią zajmować zawodowo. Nie chce być wirtuozem.

Za to wirtuozem słowa jest Jaume Cabre. A powieść Wyznaję jest mistrzowskim wykonaniem. Ta książka jest piękna, choć historie w niej zawarte nie zawsze są piękne. Ta książka jest wymagająca, ale Cabre cały czas prowadzi czytelnika za rękę i w swoim czasie wszystko wyjaśnia. Ta książka jest dowodem na to, jak można pięknie grać słowem. Zwyczajne rzeczy czy czynności można opisywać przepiękną metaforą, która jeszcze bardziej podkreśla wyjątkowość pozornie zwyczajnej rzeczy. Ja tą książką jestem zachwycona. Nie tylko przedstawioną w niej historią czy historiami. Nie tylko językiem, jakim została napisana. To bogactwo wątków tak intrygująco ze sobą powiązanych. Ta niejednoznaczność. To zaskoczenie co chwilę. Tak, to wyjątkowa książka, do której będę wracać jeszcze nie raz.
http://monikaolgaczyta.blogspot.com/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
80 79 595
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (7)

zgłoś błąd zgłoś błąd