Antoniówka 
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 29 minut temu
Teraz czytam
  • Trzech panów w łódce, nie licząc psa
    Trzech panów w łódce, nie licząc psa
    Autor:
    „Trzech panów w łódce, nie licząc psa” to humorystyczna, XIX-wieczna powieść angielska, opisująca wyprawę i przygody trzech londyńczyków: George'a, Harrisa, nieznanego z imienia narratora (którym jest...
    czytelników: 4607 | opinie: 257 | ocena: 7,14 (2134 głosy) | inne wydania: 18
  • Uwikłanie
    Uwikłanie
    Autor:
    UwikłanieTeodora Szackiego, warszawskiego prokuratora, łatwo rozpoznać na miejscu zbrodni. Wysoki, szczupły, w zbyt dobrym jak na urzędnika garniturze, o młodej twarzy, z którą kontrastują zupełnie si...
    czytelników: 18804 | opinie: 1187 | ocena: 7,36 (11369 głosów) | inne wydania: 7
  • Zabójcza biel
    Zabójcza biel
    Autor:
    Prywatny detektyw Cormoran Strike i jego współpracowniczka Robin Ellacott walczą o odkrycie prawdy w nowej sprawie. Do biura, w którym urzędują, przychodzi młody człowiek imieniem Billy z prośbą o pom...
    czytelników: 1416 | opinie: 58 | ocena: 7,47 (381 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-13 19:48:56
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2019-01-13 19:48:16
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Teodor Szacki (tom 1) | Seria: Kolekcja 70 lat Empik
 
2019-01-13 19:36:40
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Czym był i jest Harlem? Nazwę tej dzielnicy nadali Holendrzy, założyciele Nowego Jorku (Nowego Amsterdamu). Początkowo był postrzegany jako eleganckie przedmieście Manhattanu. W XIX wieku stał się ośrodkiem kultury, w drugiej dekadzie XX wieku zaś murzyńskim centrum „burzy i naporu”, by po II Wojnie Światowej całkowicie podupaść.

U schyłku XX wieku, dzięki marzeniom i ciężkiej pracy wielu...
Czym był i jest Harlem? Nazwę tej dzielnicy nadali Holendrzy, założyciele Nowego Jorku (Nowego Amsterdamu). Początkowo był postrzegany jako eleganckie przedmieście Manhattanu. W XIX wieku stał się ośrodkiem kultury, w drugiej dekadzie XX wieku zaś murzyńskim centrum „burzy i naporu”, by po II Wojnie Światowej całkowicie podupaść.

U schyłku XX wieku, dzięki marzeniom i ciężkiej pracy wielu ludzi, Harlem na powrót staje się czymś więcej niż tylko dzielnicą biedy, karteli narkotykowych i przemocy.

Cała książka Tomasza Zalewskiego jest próbą prześledzenia historii tego fascynującego miejsca. Obraz ten nie byłby pełny, gdyby nie opisać ludzi, którzy je tworzyli. A jest o kim opowiadać – od twórców jazzu, artystów, przez bossów narkotykowych, po zwykłych ludzi. Niektóre z tych historii stały się nawet kanwami kasowych filmów.

Historia Harlemu to także zapis dążenia Afroamerykanów do stania się równoprawnymi członkami społeczeństwa. Proces ten nadal się nie zakończył – i dziś pojawia się dużo oskarżeń o dyskryminację, co prowadzi do kolejnych tarć.

Książka jest chwilami chaotyczna, a dość duża ilość podanych nazwisk może przyprawić o zawrót głowy. Mimo to Autorowi udało się stworzyć fascynujący obraz tętniącego życiem i kulturą Harlemu. Dla mnie lektura ta stanie się wyjściem do bardziej dogłębnego zapoznania się z tematem historii Stanów Zjednoczonych oraz jej czarnych kart z czasów niewolnictwa, aż do zniesienia segregacji rasowej.

pokaż więcej

 
2019-01-13 19:35:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Na początku chciałabym zaznaczyć, że trudno jest ocenić książkę, której ostatecznego kształtu nie nadał sam Autor. Nie wiadomo więc czy Janusz Głowacki by czegoś nie zmienił, nie dopisał, nie złagodził wydźwięku niektórych „anegdot”.

Książka jest zbudowana na podobnej zasadzie jak „Z głowy”. Są to wspomnienia dotyczące m.in. życia na emigracji, polskiego artystycznego światka, kariery...
Na początku chciałabym zaznaczyć, że trudno jest ocenić książkę, której ostatecznego kształtu nie nadał sam Autor. Nie wiadomo więc czy Janusz Głowacki by czegoś nie zmienił, nie dopisał, nie złagodził wydźwięku niektórych „anegdot”.

Książka jest zbudowana na podobnej zasadzie jak „Z głowy”. Są to wspomnienia dotyczące m.in. życia na emigracji, polskiego artystycznego światka, kariery pisarskiej. Pojawiają się też odniesienia do sytuacji w Polsce w 2017 roku, a także „anegdoty” z zamierzchłej przeszłości.

O ile wspomniane przeze mnie wcześniej „Z głowy” było czymś nowym, świeżym, mieszanką trafnych obserwacji i opowiastek o znanych ludziach, o tyle „Bezsenność…” odczytuję jako wtórną, nie do końca udaną kontynuację. Powiem więcej – jako kobieta nie mogę przejść obojętnie obok tych chamskich, seksistowskich tekstów odnoszących się do kobiet właśnie! O ile przechwalanie się swoimi podbojami, gdy się jest w sile wieku, może się niektórym podobać, o tyle częste aluzje do seksu w okolicach 80. są po prostu niesmaczne. Mam wrażenie, że kobiety są przez Autora (i jego znajomych) traktowane jedynie jako obiekty seksualne. I nie przekonuje mnie to, że Głowacki był ironistą, a jego teksty są przesiąknięte sarkazmem. Uporczywie te fragmenty będę nazywać „anegdotami” (w cudzysłowie), stanowią one dla mnie rysę na tle mimo wszystko błyskotliwej często twórczości.

W wypowiedziach Autora widać też jakieś takie poczucie kresu (proszę wybaczyć zapożyczenie od Juliana Barnesa), ostateczności, tak jakby przeczuwał swoją śmierć, jakby książka miała być swoistym rodzajem pożegnania z czytelnikami.
Całości dopełnia posłowie napisane przez córkę Zuzannę. Tworzy ona bardziej ciepły obraz ojca jako człowieka. Dzieje się tak może dlatego, że nie musi ona tak jak sam Głowacki podtrzymywać wykreowanego wizerunku utracjusza i kobieciarza.

Książkę mogę polecić osobom, które poznały już twórczość Janusza Głowackiego – lektura ta będzie dopełnieniem zdobytej wcześniej wiedzy.

pokaż więcej

 
2019-01-08 19:58:57
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Pierwsza powieść Eleny Ferrante wywołuje w czytelniku cały wachlarz emocji – od ciekawości po obrzydzenie. Jest to historia wielu niedopowiedzeń, wyobrażeń, obsesji i namiętności. W urodziny Delii jej matka Amalia topi się. Zdarzenie to, a także powrót do Neapolu na pogrzeb, stają się przyczynkiem do próby odpowiedzenia na pytanie dlaczego Amalia targnęła się na swoje życie. W tym celu Delia... Pierwsza powieść Eleny Ferrante wywołuje w czytelniku cały wachlarz emocji – od ciekawości po obrzydzenie. Jest to historia wielu niedopowiedzeń, wyobrażeń, obsesji i namiętności. W urodziny Delii jej matka Amalia topi się. Zdarzenie to, a także powrót do Neapolu na pogrzeb, stają się przyczynkiem do próby odpowiedzenia na pytanie dlaczego Amalia targnęła się na swoje życie. W tym celu Delia musi cofnąć się do czasów młodości, przypomnieć sobie o rzeczach, które starała się wymazać z pamięci…

Pomysł na fabułę jest bardzo ciekawy, całość zaś napisana podobnym językiem jak świetna – moim zdaniem – „Genialna przyjaciółka”. Jednak czytając miałam wrażenie jakiejś chaotyczności, a działania Delii odbierałam jako pozbawione logiki, impulsywne. Elementem, który najbardziej mnie odrzucił były intymne opisy, których styl nie przypadł mi do gustu.

Książka, choć nie zachwyca, jest przykładem dobrze i sprawnie napisanej powieści. Jest wielowymiarowa, rozwija nie tylko temat relacji marka-córka, ale także pochyla się nad problemem przemocy domowej czy namiętnościami, które co rusz targają życiem bohaterów. Jest wyzwaniem dla wyobraźni czytelnika – każdy bowiem musi sobie odpowiedzieć na pytanie czego właściwe dotyczy tytuł? Czy miłości Delii do matki? Ojca do Amalii? Czy może Kazerty do Amalii?

Po lekturze czuję jakiś wewnętrzny dyskomfort – w głowie nadal analizuję to, co przeczytałam. I dlatego też pomimo wyżej wymienionych mankamentów książkę polecam. Bo czy dobra lektura nie powinna skłaniać do myślenia?

pokaż więcej

 
2019-01-08 19:57:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Co po nas pozostaje poza pamięcią najbliższych i znajomych? Rzeczy. Nie są to jednak zwykłe przedmioty – są niemymi świadkami życia ich posiadaczy i nośnikami wspomnień. Taką rolę nadał im Marcin Wicha w swoim eseju. Książki (opisane głównie w pierwszej części), które towarzyszyły jego rodzicom przez dekady stanowią tło życia rodziny, są przyczynkiem do rozpoczęcia snucia opowieści o matce, o... Co po nas pozostaje poza pamięcią najbliższych i znajomych? Rzeczy. Nie są to jednak zwykłe przedmioty – są niemymi świadkami życia ich posiadaczy i nośnikami wspomnień. Taką rolę nadał im Marcin Wicha w swoim eseju. Książki (opisane głównie w pierwszej części), które towarzyszyły jego rodzicom przez dekady stanowią tło życia rodziny, są przyczynkiem do rozpoczęcia snucia opowieści o matce, o tym jaką osobą była.

Książka jest napisana prostym, pozbawionym patosu językiem, co tylko wzmacnia siłę przekazu. Trzecia część – opisująca odchodzenie matki ma bardzo silny ładunek emocjonalny.

Nie będę się rozpisywać – nie o takiej książce. Można polemizować czy takie wspomnienia powinny stać się kanwą publicznie dostępnego utworu. Może to taki sposób na radzenie sobie ze stratą. Nie wiem. Książka jest na pewno warta uwagi i powinna skłaniać do refleksji nad życiem. Tyle. Albo aż tyle.

pokaż więcej

 
2019-01-01 18:05:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich” stanowi pierwszy tom dylogii poświęconej życiu fikcyjnej malarki, tytułowej Róży. Cykl ten jest również częściowo związany z inną serią Autorki – „Cukiernią pod Amorem”. Jednak o ile saga o Gutowie bardzo przypadła mi do gustu, o tyle opisywaną książkę odczytuję jedynie jako dość nierówne czytadło.

Akcja rozgrywa się dwutorowo – u schyłku XIX wieku...
„Podróż do miasta świateł. Róża z Wolskich” stanowi pierwszy tom dylogii poświęconej życiu fikcyjnej malarki, tytułowej Róży. Cykl ten jest również częściowo związany z inną serią Autorki – „Cukiernią pod Amorem”. Jednak o ile saga o Gutowie bardzo przypadła mi do gustu, o tyle opisywaną książkę odczytuję jedynie jako dość nierówne czytadło.

Akcja rozgrywa się dwutorowo – u schyłku XIX wieku w Paryżu oraz w XX wieku w Gutowie. Wątek paryski – główny w cyklu – dotyczy dzieciństwa i młodości wspomnianej już Róży, ubogiej szlachcianki z Polski. Ojciec jej został zesłany w głąb Rosji, matka zaś aby ratować zdrowie jedynaczki niemowy, zabiera ją do Francji. Wątek współczesny jest zaś poświęcony Ninie oraz pobocznie Idze Toroszyn, która to prosi znawczynię sztuki o ocenę czy portret hrabiego Zajezierskiego jest pędzla słynnej Rose de Vallenord.

Brzmi zachęcająco? Wykonanie jednak trochę kuleje. Jeśli chodzi o historię Róży i jej matki mam wrażenie, że Autorka zesłała na te dwie kobiety niemalże wszystkie nieszczęścia świata, w wyniku czego część im poświęcona razi melodramatyzmem. Podobnie ma się sprawa z wątkiem współczesnym. Jest trochę łzawo, ale i niestety infantylnie. Nina, której matka zgotowała traumę na całe życie, znienacka przeżywa miłość rodem z marzeń pensjonarki.

Muszę też stwierdzić, że żadna z głównych postaci nie wzbudza sympatii. Może – Iga Toroszyn i jej rodzina – ale ich wątki są raczej poboczne. Inne rzecz, która mi nie daje spokoju – jak rozumiem całość miała być pomyślana jako historia kobiet, które choć żyją w różnych czasach, mają wiele wspólnego: despotyczna matka, trudne dzieciństwo, próba wejścia w dorosłość i usamodzielnienia się na własnych warunkach. Niestety, okazuje się, że koniec końców najważniejsze w życiu tych kobiet jest znalezienie mężczyzny. Albo jak kto woli – partnera seksualnego. Mogę z całą pewnością wyznać, że romans Niny jest tak nieprawdopodobny, nierzeczywisty i płytki, że widziałabym go raczej w literaturze zgoła innego rodzaju. Wybory głównych bohaterek są całkowicie nielogiczne, zachowanie ich matek irytujące, a niektóre zdarzenia prowadzą do uśmiechu politowania na twarzy.

Książki nie uratował też rozbudowany wątek malarski. Osobiście uwielbiam powieści z takimi epizodami, jednak wyżej wymienione wątpliwości skutecznie odbierały mi radość z lektury. Mam szczerą nadzieję, że drugi tom okaże się lepszy – z reguły staram się doczytywać do końca cykle powieściowe, więc pewnie mimo wszystko sięgnę po kontynuację.

pokaż więcej

 
2019-01-01 18:04:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kilka lat temu – jeśli się nie mylę – za sprawą „Sekretnego życia drzew” Petera Wohllebena bardzo popularne stały się książki dotyczące fauny i flory. Większość z niech jest jednak napisana przez zagranicznych autorów (z polskich kojarzę głównie Simonę Kossak, Dorotę Sumińską oraz Adama Wajraka). Dlatego też książka Marcina Kostrzyńskiego była miłym zaskoczeniem. Autor ten – od najmłodszych... Kilka lat temu – jeśli się nie mylę – za sprawą „Sekretnego życia drzew” Petera Wohllebena bardzo popularne stały się książki dotyczące fauny i flory. Większość z niech jest jednak napisana przez zagranicznych autorów (z polskich kojarzę głównie Simonę Kossak, Dorotę Sumińską oraz Adama Wajraka). Dlatego też książka Marcina Kostrzyńskiego była miłym zaskoczeniem. Autor ten – od najmłodszych lat na różne sposoby jest związany z przyrodą, pracuje też jako operator kamery. Dzięki połączeniu tych dwóch zainteresowań czytelnicy mogą cieszyć się lekturą książki, a użytkownicy YouTuba oglądać filmy na kanale Marcin z Lasu.

O czym jest ta książka? Jest zapisem wieloletniej pasji pomagania, dokarmiania, a także obserwacji leśnych zwierząt. Fascynujący jest fakt, że pan Kostrzyński dawno temu kupił drewnianą chatkę w środku lasu, gdzie ma na wyciągnięcie ręki dziki, sarny, jelenie. Sam zaś przeszedł długą drogę od myśliwego do zagorzałego obrońcy zwierząt.

Książka jest dość nierówna – są w niej bardziej wciągające momenty, dla mnie to głównie rozdziały poświęcone ratowaniu i dokarmianiu zwierząt. Przeżyłam też szok, gdy przeczytałam o kulisach kręcenia wielkich produkcji przyrodniczych. Kolejny raz okazuje się, że człowiek jest największym szkodnikiem na ziemi.

Głównym zarzutem kierowanym wobec Autora jest to, że choć przestrzega przed dokarmianiem, obserwowaniem i przygarnianiem dzikich zwierząt, sam to robi. Osobiście nie czuję się kompetentna, żeby ocenić jest postępowanie. Myślę, że trzeba jednak wziąć pod uwagę fakt, że pan Marcin jest leśnikiem, tak więc być może wie, co robi.

Inny zarzut kierowany w stronę Autora, to brak zdolności literackich. Fakt, książka jest czasami trochę chaotyczna, może rzeczywiście język nie jest z najwyższej półki, ale… Ale mi to w ogóle nie przeszkadzało! Ta pasja, ta chęć pomocy zwierzętom, to poświęcenie. Oby było jak najwięcej ludzi, którym leży na sercu dobro żywych istot.

Moje obawy budzi coś innego – a mianowicie to, że może się teraz znaleźć wielu naśladowców-amatorów, którzy nie mają bladego pojęcia o dzikiej przyrodzie i niechcący chcąc pomóc, zaszkodzą. Inna obawa – Marcin Kostrzyński w książce często podkreślał, że musiał stosować różne fortele, żeby przechytrzyć myśliwych czy nawet leśników – no cóż, bardzo wiele tajemnic ujawnił w książce.

Mimo pewnych niedociągnięć książkę czyta się z przyjemnością, dostarcza ona wielu ciekawych faktów ze świata natury, Autor rozprawia się też z wieloma stereotypami dotyczącymi zwierząt, m.in. wilków. Skutkiem ubocznym lektury jest niechybna chęć porzucenia choć na chwilę zabieganej codzienność i udanie się w Bieszczady, aby pobyć na łonie natury.

pokaż więcej

 
2018-12-26 12:07:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Kim był Janusz Głowacki? Głównie playboyem, ironistą, zagubionym emigrantem, intelektualistą? Czy może bardziej felietonistą, scenarzystą, wykładowcą, prozaikiem, dramaturgiem? Na pewno wszystkim po trochu, a do tego osobą, która doskonale potrafiła wykreować swój wizerunek. Bo co do tego, że "Z głowy" jest podkolorowane, nie mam żadnych wątpliwości.

W 1981 roku, na kilka dni przed...
Kim był Janusz Głowacki? Głównie playboyem, ironistą, zagubionym emigrantem, intelektualistą? Czy może bardziej felietonistą, scenarzystą, wykładowcą, prozaikiem, dramaturgiem? Na pewno wszystkim po trochu, a do tego osobą, która doskonale potrafiła wykreować swój wizerunek. Bo co do tego, że "Z głowy" jest podkolorowane, nie mam żadnych wątpliwości.

W 1981 roku, na kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego, Autor wyjechał do Wielkiej Brytanii na premierę swojej sztuki teatralnej. Od tego czasu przez większą cześć swojego życia przebywał na emigracji - osiadł w Stanach Zjednoczonych.

O czym jest więc książka? To zbiór obserwacji, dygresji otaczającego świata. Nam - zwykłym czytelnikom - zostaje uchylony rąbek tajemnicy dotyczący życia aktorów, fragment polskiego artystycznego światka. I choć osobiście nie potrafię dopasować wszystkich wymienionych imion do nazwisk, jednak poczułam ten specyficzny klimat. Następnie możemy poznać trudy emigracji - sam Autor ze szczerością przyznaje, że w chwili znalezienia się w Stanach przestał być znanym literatem, musiał walczyć o przetrwanie i zaciskać pasa.

Książka na pewno przypadnie do gustu tym, którzy interesują się historią literatury, bo można tu przeczytać nie tylko o innych utworach samego Głowackiego, o tym co było ich inspiracją, "co autor miał na myśli", ale też dowiedzieć się co nieco o innych pisarzach - między innymi o Jerzym Kosińskim (choć odnosi się to też i do twórczości samego Głowackiego, gdyż "Good night, Dżerzi" było poświęcone autorowi "Malowanego ptaka").

Całość jest doprawiona nutą ironii i trafnych obserwacji. Zakończenie zaś, poświęcone matce, powoduje zakręcenie łezki w oku. Książka jest na pewno ciekawą odskocznią od "typowej" prozy, pomaga wejść głębiej w świat Twórcy. Bo czy jeszcze jest ktoś kto myśli, że pisarz, kreator jest człowiekiem posągowym, który oddaje się tylko pisaniu? Że nie dotyczą go przyziemne, codzienne sprawy i zmartwienia?

pokaż więcej

 
2018-12-10 15:31:45
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Piaskowa Góra (tom 1) | Seria: ...archipelagi...

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać „Ciemno, prawie noc”, a z racji tego, że lektura ta mnie nie porwała, nie spieszyłam się do poznania innych książek Joanny Bator. Zostałam jednak mile zaskoczona, bo choć „Piaskowa góra” nie wciągnęła mnie od pierwszych stron, z każdym kolejnym rozdziałem byłam pod coraz większym urokiem świata stworzonego przez Autorkę.

Zacznę od języka, jakim...
Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać „Ciemno, prawie noc”, a z racji tego, że lektura ta mnie nie porwała, nie spieszyłam się do poznania innych książek Joanny Bator. Zostałam jednak mile zaskoczona, bo choć „Piaskowa góra” nie wciągnęła mnie od pierwszych stron, z każdym kolejnym rozdziałem byłam pod coraz większym urokiem świata stworzonego przez Autorkę.

Zacznę od języka, jakim napisana jest powieść. Każde zdanie zdaje się być literacką perełką, jakby pisarka poświęcała mu całą swoją uwagę. Dlatego też początkowo lektura nie sprawiała mi przyjemności – zamiast skupić się na treści, cała moja uwaga wędrowała ku formie. Gdy jednak osiągnęłam równowagę z tej kwestii, z przyjemnością zagłębiłam się w historię Jadzi Chmury i jej rodziny.

Sama nie pamiętam czasów PRLu, ponieważ urodziłam się u jego kresu, znam ten czas bardziej z opowieści, książek czy filmów, ale „Piaskowa góra” zdaje się wiernie oddawać klimat tamtych lat: bloki pełne niedoróbek, drobne cwaniactwo, paczki z zagranicy, marzenie o lepszym życiu na zachodzie.

U początków tej sagi rodzinnej leżą przesiedleńcze trudy rodziny Stefana Chmury oraz wojenne losy Zofii Maślak (matki Jadzi). I właśnie historia Zofii najbardziej przypadła mi do gustu – trudy życia w pojedynkę, niesienie ciężaru tajemnicy i życie po wiejsku, w zgodzie z naturą.

Cała ta historia jest tym bardziej fascynująca, że taka normalna, niespektakularna, jakich mogło być w rzeczywistości wiele. Autorka pokazuje, że literatura obyczajowa może trzymać wysoki poziom, może być niebanalna pomimo przyziemnych tematów, że – wreszcie – los szarego człowieka jest najlepszym materiałem na powieść.

pokaż więcej

 
2018-12-10 15:30:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Patrzyłam z piętra domu, jak zabiera ich woda. Młodzi, zdrowi. A ja? Stara baba. Czemu ja przeżyłam? Tydzień temu rozmawiałam z młodym chłopakiem u nas na osiedlu. Stał w oknie, trzymał matkę za rękę. Ale nurt był zbyt silny. Do dzisiaj czuje ciepło jej dłoni. Ile jeszcze takich historii usłyszę?"*

Napisałabym, że ta książka jest genialna. Jednak czy słowo to jest adekwatne do tematyki?...
"Patrzyłam z piętra domu, jak zabiera ich woda. Młodzi, zdrowi. A ja? Stara baba. Czemu ja przeżyłam? Tydzień temu rozmawiałam z młodym chłopakiem u nas na osiedlu. Stał w oknie, trzymał matkę za rękę. Ale nurt był zbyt silny. Do dzisiaj czuje ciepło jej dłoni. Ile jeszcze takich historii usłyszę?"*

Napisałabym, że ta książka jest genialna. Jednak czy słowo to jest adekwatne do tematyki? Myślę, że bardziej pasowałyby tu określenia: porażająca, niepokojąca, dogłębnie smutna. Najlepsza książka, jaką przeczytałam - nie tylko w tym roku, ale w ostatnim czasie. Zostawiła po sobie fizyczny ból, długo o niej nie zapomnę.

Katarzyna Boni podjęła się ukazania losu Japończyków - narodu narażonego na ciągły stres związany z nieustannym zagrożeniem. Rocznie w tym kraju jest około 800 trzęsień ziemi. Nikt jak oni nie jest przygotowany na wypadek takich zdarzeń, tak zorganizowany. Natura jest jednak tak potężnym żywiołem, że nawet najbardziej zapobiegliwi inżynierowie nie są w stanie przewidzieć skutków jej działalności.

Książka jest podzielona na trzy części i choć każda opowiada o radzeniu sobie ze śmiercią, jednak odnosi się do innych doświadczeń. Pierwsza - rysuje krajobraz ludzkiego cierpienia po tsunami, po stracie najbliższych, których ciał często nawet nie odnaleziono. Druga - jest zapisem wydarzeń w elektrowni atomowej w Fukushimie oraz sytuacji ludzi ze skażonych terenów. Trzecia, najkrótsza - to warsztaty umierania.

Chciałabym bliżej przyjrzeć się drugiej części - porównanie Fukushimy do Czarnobyla nasuwa się samo przez się. Z japońskiej elektrowni do atmosfery przedostało się "tylko" 10% tego, co podczas awarii na Ukrainie. Jednak skażenie środowiska stało się faktem. Gdy wysiadały kolejne systemy awaryjne, eksperci pracowali po omacku - też do końca nie wiedzieli co robić. I choć Japonia poradziła sobie z tym problemem o wiele lepiej niż miało to miejsce w 1986 roku w Czarnobylu, jednak ludzie ze skażonych terenów borykali się z podobnymi problemami jak ich europejscy bracia.
Chodzi mi głównie o ostracyzm społeczny, odrzucenie napromieniowanych ludzi.
Druga analogia, o której czytałam w "Czarnobylskiej modlitwie" Swietłany Aleksijewicz, to problem zwierząt z ewakuowanych terenów. W Japonii również ludzie zostawili zwierzęta samym sobie - umierały później z głodu, w cierpieniu. Bardzo ciekawy był rozdział poświęcony panu Matsumurze, który jako jedyny został w Tomioki i - na ile mógł - opiekował się porzuconymi zwierzętami. Ile jednak był w stanie zrobić jeden człowiek, gdy zwierząt były tysiące?

Katarzyna Boni uzupełniła relacje ludzi poszkodowanych w 2011 roku o wierzenia Japończyków, a także o opisy różnych inicjatyw, jakie są podejmowane w celu pomocy ludziom w radzeniu sobie z traumą. Są to najczęściej spotkania podczas których ludzie mogą się wygadać, pobyć razem. W ten nurt wpisują się też "Warsztaty umierania" z III części.

Obok książki Katarzyny Boni nie można przejść obojętnie, jest ona przykładem świetnie wykonanej reporterskiej pracy, obiektywnego pokazania zastanej rzeczywistości oraz sumiennego zapisu ludzkiego cierpienia. Po tej książce już nigdy nie pomyślę, że atom może być pokojowy.

*K. Boni, Ganbare! Warsztaty umierania, Wydawnictwo Agora, Warszawa 2017, s. 104.

pokaż więcej

 
2018-12-02 09:07:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Kolekcja wybranych dzieł Ryszarda Kapuścińskiego pod red. B.Dudko i M.Szczygła". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Praktycznie za każdym razem, gdy czytam jakiś reportaż, czuję się jak ignorantka, która tak niewiele wie o tym, co się dzieje na świecie. Po lekturze "Cesarza" wrażenie to się pogłębiło, jednak z innych powodów, niż to miało miejsce wcześniej.
Dlaczego więc? Poczytałam trochę opinii na lubimyczytać.pl, a także na innych portalach i dowiedziałam się kilku zaskakujących rzeczy! Że Pan...
Praktycznie za każdym razem, gdy czytam jakiś reportaż, czuję się jak ignorantka, która tak niewiele wie o tym, co się dzieje na świecie. Po lekturze "Cesarza" wrażenie to się pogłębiło, jednak z innych powodów, niż to miało miejsce wcześniej.
Dlaczego więc? Poczytałam trochę opinii na lubimyczytać.pl, a także na innych portalach i dowiedziałam się kilku zaskakujących rzeczy! Że Pan Kapuściński, guru gatunku, trochę podkolorował fakty, aby pasowały do jego wizji wydarzeń i ludzi, których opisywał. Nie jestem znawczynią historii, nie wiem kto jest bliżej prawdy, jednak ziarno zwątpienia zostało zasiane i rosło podczas całej lektury.

"Cesarz. Postscriptum" jest utkany między innymi z relacji byłych dworzan Hajle Sellasje. Zastanawiam się, jak to możliwe, że każda z tych wypowiedzi jest napisana w podobnym stylu, z niemalże filozoficzną nutą. Ludzie są przecież różni, inaczej się wypowiadają, mają inne wykształcenie, inaczej układają zdania. Wszyscy oni opowiadają o rządach w Etiopii, o nadużyciach, jednak wydają się być nadal przywiązani do swojego cesarza.

O ile utwór odczytywany dosłownie jako zapis wydarzeń historycznych do mnie nie przemawia, o tyle dużo lepiej wypada on jako uniwersalna opowieść o deprawacji władzy. Z jednej strony mamy Pana, władcę, boskiego pomazańca i potomka Salomona. Rządy swe opiera na niejednoznaczności - niepopularne dekrety są przypisywane ministrom, tylko te które mogą się spodobać ludowi są zasługą Cesarza. Z drugiej strony jest dwór - lizusy, donosiciele, ludzie bez zasad moralnych, którzy dla pieniędzy zrobią wszystko. Jest i trzecia osoba dramatu - uciśniony lud, wśród którego jest utrzymywana bieda, szerzy się głów. Człowiek głodny przecież nie myśli, jest więc idealnym poddanym.
Groteskowe przedstawienie dworu Hajle Sellasje może być przestrogą przed władzą absolutną, w której od jednej osoby zależy los milionów.

Na koniec chciałabym się odnieść do formy serii - są to audiobooki z dołączoną książeczką, w której można się dowiedzieć trochę o autorze, a także temacie utworu. Dołączone są tam też zdjęcia. Do tego dochodzi doskonała interpretacja tekstu przez Zbigniewa Zapasiewicza. Myślę, że ten dość średni tekst zyskał, dzięki głosowi tego wybitnego aktora i reżysera.

pokaż więcej

 
2018-11-28 08:04:46
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Cormoran Strike (tom 4)
 
2018-11-25 15:34:51
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

"Wolność niesie za sobą ryzyko i ci, którzy w nią wierzą, powinni być gotowi, by je podjąć w każdym aspekcie [...]"* Każdy reportaż tomu jest swoistym rozwinięciem przytoczonego przeze mnie cytatu. Urugwaj, małe państwo Ameryki Południowej, zamieszkały przez 3,5 miliona obywateli może być przykładem dla całego świata w tym, jak próbować ulepszać życie.

Zbiór jest spięty w ładną klamrę -...
"Wolność niesie za sobą ryzyko i ci, którzy w nią wierzą, powinni być gotowi, by je podjąć w każdym aspekcie [...]"* Każdy reportaż tomu jest swoistym rozwinięciem przytoczonego przeze mnie cytatu. Urugwaj, małe państwo Ameryki Południowej, zamieszkały przez 3,5 miliona obywateli może być przykładem dla całego świata w tym, jak próbować ulepszać życie.

Zbiór jest spięty w ładną klamrę - rozpoczyna go tekst o Jose Mujice, a całość zaś kończy wywiad (bardziej monolog) byłego prezydenta. I choć jedne reportaże mnie bardziej zaciekawiły, inne trochę mniej, wszystkie zdaje się łączyć jedno - rzetelność i dobre udokumentowanie. Poruszana tematyka jest bardzo różna: od historii kraju, a zwłaszcza działalności partyzanckiej za czasów dyktatury, przez opowieść o sytuacji prostytutek, po akcje mające wyrównać nierówności społeczne. Jest i polski akcent - wizyta Jana Pawła II w 1988 roku. Pomiędzy nimi reportaż o medycznej marihuanie, uchodźcach czy laickości państwa.

Pomimo tej różnorodności tematów nie ma się wrażenia niespójności, wręcz przeciwnie - nakreślony obraz Urugwaju zdaje się być bardziej wielowymiarowy i pełny. Bardzo dobrze się czyta teksty poświęcone małżeństwom homoseksualnym oraz kwestii wychowywania przez nie dzieci. Niezależnie od tego, jakie kto ma poglądy na te trudne tematy, na pewno lektura w pewien sposób poszerza horyzonty.

Najlepszym tekstem całego zbioru jest dla mnie pozycja 20 - "Wolni od dymu". Autorzy opisują tu walkę państwa z międzynarodowym koncernem tytoniowym. Jako zagorzała przeciwniczka palenia czytałam z zapartym tchem! A trzeba przyznać, że czułam się jakbym miała przed sobą bardzo dobry thriller prawniczy. Sam Grisham by lepiej tego nie ujął.

Jaki jest więc Urugwaj? Choć podąża swoimi drogami, nie jest jednak krajem mlekiem i miodem płynącym. Mimo wszystko nadal występuje tam bieda, czasem też nadmierna wolność wpędza w ślepe uliczki. Podziwiam jednak Urugwajczyków za ich kreatywność, pogodę ducha i podejście do życia. A jeśli chodzi o samą książkę - oby powstawało więcej tak wartościowych pozycji.

*M. Hawranek, Sz, Opryszek, Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 10.

pokaż więcej

 
2018-11-14 20:49:51
Została fanką autora: Wojciech Tochman
 
Moja biblioteczka
566 67 4741
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (121)

Ulubieni autorzy (10)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd