Antoniówka 
kobieta, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 40 minut temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-14 16:37:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: The Rat (tom 1-2)

"Słuchaj pieśni wiatru" i "Flipper roku 1973" choć są najwcześniejszymi powieściami Murakamiego, doskonale widać w nich późniejsze, stałe dla Autora cechy.

Być może nie każdy się ze mną zgodzi, ale ja osobiście sięgam po prozę tego japońskiego pisarza nie tyle dla samych fabuł, ile bardziej dla klimatu, jaki tworzy on w swoich utworach. Jaki jest więc ten świat? Przepełniony melancholią,...
"Słuchaj pieśni wiatru" i "Flipper roku 1973" choć są najwcześniejszymi powieściami Murakamiego, doskonale widać w nich późniejsze, stałe dla Autora cechy.

Być może nie każdy się ze mną zgodzi, ale ja osobiście sięgam po prozę tego japońskiego pisarza nie tyle dla samych fabuł, ile bardziej dla klimatu, jaki tworzy on w swoich utworach. Jaki jest więc ten świat? Przepełniony melancholią, niedopowiedzeniami, często też beznadziejnością istnienia. Nie jest to jednak tylko beznadziejność czysto depresyjna! Bohaterowie rodzą się, dorastają, studiują, pracują. Brak w ich życiu spektakularności, jaką często widzimy we współczesnej literaturze popularnej. Szczur, którego życie upływa na wizytach w barze, chciałby coś zmienić, wyjechać z miasta, które jego znajomi z młodzieńczych lat dawno opuścili. Towarzyszy mu jednak - uniwersalne moim zdaniem - pytanie: co jeśli wszędzie jest tak samo, niezależnie od tego, dokąd pojedzie?

Wielką zaletą utworów Murakamiego jest też to, że czytelnik nigdy nie wie dokąd go zaprowadzi fabuła. A trzeba przyznać, że często są to bardzo dziwne, irracjonalne rejony. Wszystko to doprawione jest odniesieniami do muzyki klasycznej czy literatury.

Zapyta ktoś dlaczego z taką gorliwością wymieniam cechy wspólne utworów jednego z moich ulubionych pisarzy? Dlatego, że mimo wszystko całość mnie nie porwała? Może przez motyw flippera z "Flipper roku 1973"? Może przez to, że były to raczej mini-powieści, a ja osobiście wolę dłuższe formy?

Na pewno nie poleciłabym tych utworów osobom rozpoczynającym przygodę z japońskim pisarzem, jednak dla fanów lektura będzie okazją do spotkania z tym wyjątkowym pisarzem.

pokaż więcej

 
2018-10-09 18:33:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książki "Kora, Kora. A planety szleją" nie traktowałabym jako biografii totalnej. Jest to raczej zbiór opowiadań o Oldze Sipowicz, jej przemyśleń dotyczących swojego życia, a także egzystencji w ogóle.

Jaki więc obraz wokalistki wyłania się po lekturze? Kora - artystka, kobieta, matka. Kolejność dowolna. Bieda, traumatyczne dzieciństwo w dużej części spędzone w domu dziecka prowadzonym...
Książki "Kora, Kora. A planety szleją" nie traktowałabym jako biografii totalnej. Jest to raczej zbiór opowiadań o Oldze Sipowicz, jej przemyśleń dotyczących swojego życia, a także egzystencji w ogóle.

Jaki więc obraz wokalistki wyłania się po lekturze? Kora - artystka, kobieta, matka. Kolejność dowolna. Bieda, traumatyczne dzieciństwo w dużej części spędzone w domu dziecka prowadzonym przez Siostry Prezentki, molestowanie przez księdza, szalona hippisowska młodość. Skomplikowany żywot.

Wszystko to składa się na portret bezkompromisowej, inteligentnej, charyzmatycznej kobiety. Jestem pod wielkim wrażeniem elokwencji, oczytania i niektórych (nie wszystkich oczywiście) poglądów Kory. Jej stosunek do przyrody, a przede wszystkim do zwierząt jest bardzo bliski moim odczuciom.

Wielka szkoda, że jest coraz mniej artystów "totalnych" - nie takich, którym się pisze tekst, muzykę, a oni tylko śpiewają. Kora w swoich utworach przekazywała swoją własną filozofię życia, jakąś prawdę o świecie.

Dźwięczy mi w uszach ostatnie zdanie książki: "Mogę tylko powiedzieć: chwilo, trwaj, jesteś piękna"* - w obliczu śmierci zyskuje ono jakiś taki metafizyczny wymiar.

*K. Sipowicz, Kora, Kora. A planety szaleją, Agora SA, Warszawa 2011, s. 173.

pokaż więcej

 
2018-09-28 12:02:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Lektura "Wzgórza psów" wywołała we mnie cały wachlarz emocji, nie były to jednak tylko pozytywne emocje. Szczęśliwym trafem jednak dobrnęłam do końca - a znam kilka osób, którym się ta sztuka nie udała! Pierwsze określeniem jakie przychodzi mi do głowy odnośnie tej powieści to klęska urodzaju. Mam wrażenie, że gdyby te bez mała 900 stron skrócić o połowę, całość tylko by zyskała.

Choć Jakub...
Lektura "Wzgórza psów" wywołała we mnie cały wachlarz emocji, nie były to jednak tylko pozytywne emocje. Szczęśliwym trafem jednak dobrnęłam do końca - a znam kilka osób, którym się ta sztuka nie udała! Pierwsze określeniem jakie przychodzi mi do głowy odnośnie tej powieści to klęska urodzaju. Mam wrażenie, że gdyby te bez mała 900 stron skrócić o połowę, całość tylko by zyskała.

Choć Jakub Żulczyk wystawia cierpliwość czytelnika na wielką próbę, zakończenie w pewnym sensie rekompensuje trudy lektury. A nie jest to lektura lekka i przyjemna. Świat przedstawiony przez Autora pełen jest brudu, zła, narkotyków i hipokryzji.

Główny bohater - Mikołaj Głowacki - to postać ze wszech miar przegrana. Zdarzenie z młodości - brutalny gwałt i zabójstwo jego dziewczyny - kładzie się cieniem na jego teraźniejszości. Nic nie jest w stanie ukoić wewnętrznej pustki - ani ucieczka z dusznego Zyborka do Warszawy, ani odcięcie się od rodziny, ani narkotyki - piekło jest wszędzie, bo jest w jego głowie.

Czy powrót do Zyborka, konfrontacja z przeszłością okaże się swoistym katharsis? Czy ktoś z tej "bitwy" wyjdzie z podniesiona głową?

Autor mistrzowsko buduje klimat małego miasteczka, zamkniętej społeczności, w której czai się zło. Czytelnika może jednak razić ilość użytych w tekście wulgaryzmów, choć jak rozumiem mają one na celu wprowadzenie tego specyficznego, mrocznego klimatu.
Z drugiej strony zaletą całości jest kilka celnych uwag dotyczących współczesności w ogóle - pędu za pieniądzem, życia na pokaz, powolnego stawania się niewolnikiem kredytów. Przerażające jest to, że ucieczką wydają się być dla większości bohaterów Żulczyka narkotyki - to dość smutna diagnoza współczesnego świata.

Jakub Żulczyk odnosi się do najprostszych instynktów człowieka, do prymitywnego pojmowania sprawiedliwości, swoim tekstem zadaje czytelnikowi pytanie czy można czynić zło w imię dobra? Bo przecież kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień.

pokaż więcej

 
2018-09-28 10:21:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

"Bez nadziei nie ma przetrwania" - taka myśl przyświecała Wisławowi Adamczykowi i jego rodzinie podczas polskiej odysei, jaką zmuszeni byli rozpocząć w 1940 roku. Autor wraz z matką, bratem i siostrą należeli do trzeciej fali deportacji zorganizowanej przez NKWD.

Wspomnienia idyllicznego dzieciństwa są zestawione z tym co wydarzyło się potem - nocą 14 maja 1940 roku kapitan NKWD przeszedł...
"Bez nadziei nie ma przetrwania" - taka myśl przyświecała Wisławowi Adamczykowi i jego rodzinie podczas polskiej odysei, jaką zmuszeni byli rozpocząć w 1940 roku. Autor wraz z matką, bratem i siostrą należeli do trzeciej fali deportacji zorganizowanej przez NKWD.

Wspomnienia idyllicznego dzieciństwa są zestawione z tym co wydarzyło się potem - nocą 14 maja 1940 roku kapitan NKWD przeszedł "z zaproszeniem" do swojego "wielkiego kraju". Większość zna z książek historycznych suche fakty dotyczące zesłań - podróż bydlęcymi wagonami wgłąb Rosji, próba aklimatyzacji w surowych warunkach Kazachstanu. Rodzina Adamczyków - z racji tego, że ojciec Autora był oficerem Wojska Polskiego - stała się wrogiem ludu. Karą miała być śmierć ojca Autora w Katyniu, a dla jego rodziny choroby i głód na zesłaniu.

Książka ta nie jest jednak surowym podręcznikiem - jest utkana z emocji, z lęku, ale i z wiary w to, że rosyjska ziemia nie jest kresem ziemskiej wędrówki Polaków. Drugim wielkim bohaterem opowieści jest matczyna miłość Anny Adamczyk- to ona wiele razy ratowała swoje dzieci z beznadziejnego położenia. Do samego końca pielęgnowała w nich miłość do ojczyzny, kazała trzymać się wartości, jakie zostały im wpojone w Polsce.

"Kiedy Bóg odwrócił wzrok" jest więc wielką lekcją patriotyzmu - choć żyjemy w dość spokojnych czasach, nie możemy zapomnieć, co spotkało naszych rodaków, musimy pielęgnować pamięć bohaterów i nigdy nie zapomnieć.

pokaż więcej

 
2018-09-23 19:51:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z przykrością muszę stwierdzić, że do tej pory o Turcji nie wiedziałam zbyt wiele. Ot tyle, ile można się dowiedzieć z doniesień mediów informacyjnych. "Merhaba" Witolda Szabłowskiego skusiła mnie więc obietnicą pokazania czegoś więcej, przybliżenia kultury tego wielowymiarowego kraju. I musicie uwierzyć mi na słowo - obietnica została spełniona z nawiązką!

Zacznę od tego, że Szabłowski...
Z przykrością muszę stwierdzić, że do tej pory o Turcji nie wiedziałam zbyt wiele. Ot tyle, ile można się dowiedzieć z doniesień mediów informacyjnych. "Merhaba" Witolda Szabłowskiego skusiła mnie więc obietnicą pokazania czegoś więcej, przybliżenia kultury tego wielowymiarowego kraju. I musicie uwierzyć mi na słowo - obietnica została spełniona z nawiązką!

Zacznę od tego, że Szabłowski posiada - coraz rzadszy w czasach, gdy każdy możne napisać i wydać książkę - wielki dar opowiadania. Jego opisy są plastyczne, okraszone nieraz nutą autoironii. Czasem, gdy autor chce - jest wesoło, czasem nostalgicznie. Zdarza się też, że sama się siebie pytałam "Czy to na prawdę może się dziać w cywilizowanym kraju w XXI wieku?"

Autor wziął na warsztat kraj pełen sprzeczności. Z jednej strony Turcja chce wstąpić do Unii Europejskiej, z drugiej są tam praktykowane tak barbarzyńskie zwyczaje jak honorowe zabójstwa kobiet. W zbiorze jest opisany cały wachlarz zjawisk, osób i zdarzeń. Możemy tu przeczytać o gościnności Turków, o handlu kobietami, o Ali Agcy, ale przede wszystkim o tureckiej rzeczywistości i codzienności.

Wartością dodaną całego zbioru jest też postawa Witolda Szabłowskiego - nie ocenia wprost tego o czym pisze (chyba, że coś jest jednoznacznie godne potępienia) - wierzy w inteligencję czytelnika, pozostawia to jego ocenie.

Nigdy do końca nie wierzę w "polecenia" umieszczane na okładkach. Jednak w pełni zgadzam się ze słowami Marcina Mellera: "Gdybyście mieli przeczytać jedną jedyną książkę o Turcji, to macie ją właśnie przed sobą"!

pokaż więcej

 
2018-09-18 11:12:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Jeździec miedziany (tom 0.5)

"Dziećmi wolności" postanowiłam rozpocząć swoją czytelniczą przygodę z niemalże kultową już sagą Paulliny Simons. Niestety nie był to początek udany.

W powieści mamy schemat stary jak świat: ona biedna, ale piękna, żywiołowa. On z bogatej rodziny z tradycjami, ale nieszczęśliwy. Rozwinięcie tematu pozostawia jednak wiele do życzenia. Autorce udało się stworzyć cały wachlarz postaci, z których...
"Dziećmi wolności" postanowiłam rozpocząć swoją czytelniczą przygodę z niemalże kultową już sagą Paulliny Simons. Niestety nie był to początek udany.

W powieści mamy schemat stary jak świat: ona biedna, ale piękna, żywiołowa. On z bogatej rodziny z tradycjami, ale nieszczęśliwy. Rozwinięcie tematu pozostawia jednak wiele do życzenia. Autorce udało się stworzyć cały wachlarz postaci, z których absolutnie żadna nie wzbudziła mojej sympatii.

Do tej pory zachodzę też w głowę do kogo odnosi się tytuł powieści? O ile jeszcze Gina - choć trochę infantylna - dąży do spełnienia swoich marzeń, o tyle Harry jest bezwolnym kawałkiem kłody (przepraszam za porównanie obrażające drewno).

Z całej ten "śmietanki" jedynie Ben, przyjaciel Harry'ego, może zasłużyć na miano użyte w tytule. Marzyciel, wizjoner - z dużą determinacją realizuje swoje plany, które w dodatku przyniosą pożytek nie tylko jemu samemu, ale też Ameryce i całemu światu (budowa kanału Panamskiego).

Dialogi w powieści są - co tu dużo mówić - nudne. Zwłaszcza te, w których bierze udział Harry. Tło historyczno-społeczne Ameryki początku XX wieku, choć interesujące, jednak przedstawione przez Autorkę w tak nieciekawy sposób, że nuży czytelnika.

Reasumując - nie rozumiem wyborów głównych postaci, zwłaszcza Harrego, który od tej pory będzie u mnie na samym szczycie listy najbardziej nielubianych bohaterów!

pokaż więcej

 
2018-09-15 13:22:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Beata Pawlikowska jest dla mnie osobą dość kontrowersyjną. W ostatnim czasie stała się znawczynią dosłownie od wszystkiego - począwszy od psychologi, na kulinariach skończywszy. Ta wielość zainteresowań przysłoniła fakt, że Pani Beata jest przede wszystkim podróżniczką!

Zacznę może o języka - podczas lektury czułam się trochę przytłoczona bujnością wypowiedzi Autorki. Mam wrażenie, że książka...
Beata Pawlikowska jest dla mnie osobą dość kontrowersyjną. W ostatnim czasie stała się znawczynią dosłownie od wszystkiego - począwszy od psychologi, na kulinariach skończywszy. Ta wielość zainteresowań przysłoniła fakt, że Pani Beata jest przede wszystkim podróżniczką!

Zacznę może o języka - podczas lektury czułam się trochę przytłoczona bujnością wypowiedzi Autorki. Mam wrażenie, że książka mogłaby być co najmniej o połowę cieńsza, gdyby pominąć wszystkie "ochy" i "achy", rozwleczone dywagacje itp. Nigdy nie spotkałam się z tak dużą ilością wykrzykników - w pewnym momencie stało się to denerwujące.

Jeśli chodzi o samą warstwę "podróżniczą". Tutaj jest trochę lepiej - czytelnik może dowiedzieć się różnych ciekawych rzeczy, są też praktyczne wskazówki dla osób, które wybierają się do Japonii. Wszystko opisane z perspektywy gajdzin - nie-Japończyka, który musi się jakoś odnaleźć w obcym państwie, którego języka nie zna.

Im więcej się czyta o Kraju Kwitnącej Wiśni, tym mniej okazuje się on być krainą idylliczną. Powszechny ścisk, brak możliwości wyrażania własnego "Ja" (Japończycy są wychowywani do tego, żeby być jednym z trybików w machinie społeczeństwa, a nie indywidualnymi jednostkami).
W kraju tym, jeszcze nie tak dawno zamkniętym dla świata zewnętrznego, nie sposób się dogadać po angielsku, a osoba tak ekspresyjna jak Pani Pawlikowska budziła przestrach u wszelkiego rodzaju ekspedientów.

W reportażu "Kwiaty w pudełku" wyczytałam, że Japonia jest piekłem dla kobiet. Okazuje się, że i mężczyźni nie mają tam łatwego życia. Tak zwani salaryman (mężczyźni zarabiający pensję) są przepracowani, żyją w permanentnym stresie, piją w związku z tym za dużo alkoholu i jedzą śmieciowe jedzenie. Kobiety też muszą również wejść w jakąś rolę - albo niemej niewolnicy albo słodkiej dziewczynki.

Pomimo wielu wad książkę czyta się dobrze, choć Autorka czasem poczęstuje czytelnika jakąś "mądrością", bardzo podoba mi się jej pokora w stosunku do innych kultur. Podróżowanie jest dla niej szkołą życia. Każdy kraj to inna kultura, dlatego podróżnik nigdy nie może brać niczego za pewnik, trzeba być otwartym na przyjęcie tej inności. I to właśnie jest w życiu i podróżowaniu piękne.

pokaż więcej

 
2018-09-09 19:05:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Czy proza H. P. Lovecrafta jest jeszcze w stanie przestraszyć współczesnego czytelnika?
Po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwiska autora pojawia się dużo artykułów w stylu "Od czego zacząć czytanie Lovecrafta". Nie jest też problemem odnalezienie stron poświęconych temu amerykańskiemu pisarzowi. jest on dla mnie postacią tajemniczą - jest uważany za jednego z prekursorów fantastyki naukowej,...
Czy proza H. P. Lovecrafta jest jeszcze w stanie przestraszyć współczesnego czytelnika?
Po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwiska autora pojawia się dużo artykułów w stylu "Od czego zacząć czytanie Lovecrafta". Nie jest też problemem odnalezienie stron poświęconych temu amerykańskiemu pisarzowi. jest on dla mnie postacią tajemniczą - jest uważany za jednego z prekursorów fantastyki naukowej, stworzył mitologię Cthulhu,a także pisał wiersze (mroczne, w podobnym stylu jak jego proza).

"Dziwny przypadek Dextera Warda" jest swoistym studium szaleństwa. Tytułowy bohater odkrywa bliskie pokrewieństwo z Josephem Curwenem - postacią dość podłą, alchemikiem, który u schyłku XVII wieku musiał uciekać z Salem. Młody Ward zaczyna poświęcać każdą chwilę życia na odszukanie dokumentów dotyczących swojego antenata, nie bierze sobie też do serca mądrego przestrzeżenia: "...nie wzywaj niczego, czego byś poskromić nie umiał..."

Wracając jednak do pytania z początku - czy bałam się podczas lektury? Nie do końca. Współczesny człowiek jest wystawiony na tyle zewnętrznych bodźców: wiadomości ze świata dowodzące bestialstwa niektórych przedstawicieli gatunku ludzkiego, horrory czy ogrom książek o podobnej tematyce powodują, że nie czuje się już takiego lęku, jakby to było jeszcze z pół wieku temu.

Nie twierdzę oczywiście, że książka jest słaba. Autor stawia na historię o dawnych zaklęciach, bezbożnych obrzędach, torturach - porusza to oczywiście czulsze struny w moim sercu.
Całość jest napisana jak sprawozdanie - drobiazgowo, językiem rodem z akt sądowych czy medycznych. I to właśnie utrudniało mi odbiór. Utwór składa się przeważnie ze zdań wielokrotnie złożonych, wszystko jest pisane jednym ciągiem, tylko kilka razy pojawia się jakiś dialog.
Przyznam szczerze, że prawdziwe zaciekawienie poczułam dopiero po około 100 stronach lektury. Wtedy to akcja przeniosła się z dokumentacji dawnych poczynań Curvena i początków poszukiwań Charlesa Dextera Warda do opisu zniszczeń, jakie poczyniło "grzebanie w przeszłości" przez głównego bohatera.

Myślę, że warto sięgnąć po tę pozycję choćby po to, żeby przeczytać coś innego, coś wymagającego trochę więcej skupienia. Lektura "Przypadku Charlesa Dextera Warda" pokazuje też inne oblicze literatury grozy, może być odskocznią od taśmowo produkowanych dziś powieści kryminalnych.

pokaż więcej

 
2018-09-09 18:44:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Marcus Zusak stworzył piękną i ponadczasową historię o walce dobra i zła, a przede wszystkim o tym, że dobrzy ludzie żyją w każdych czasach, nawet tak mrocznych jak te, które przypadły na lata II Wojny Światowej.
Wyobraźmy więc sobie Niemców, którzy przygarniają córkę uciekającej z kraju komunistki. Nie tylko oferują jej dach nad głową, ale także miłość, troskę i swój czas - opiekują się nią...
Marcus Zusak stworzył piękną i ponadczasową historię o walce dobra i zła, a przede wszystkim o tym, że dobrzy ludzie żyją w każdych czasach, nawet tak mrocznych jak te, które przypadły na lata II Wojny Światowej.
Wyobraźmy więc sobie Niemców, którzy przygarniają córkę uciekającej z kraju komunistki. Nie tylko oferują jej dach nad głową, ale także miłość, troskę i swój czas - opiekują się nią jak własnym dzieckiem. Gdy przychodzi chwila próby, pokazania swojego człowieczeństwa, ukrywają w piwnicy też Żyda, Maxa Vandenburga.

Autor narratorem powieści uczynił Śmierć. Nie jest to jednak bezduszna, mściwa kostucha z naszych wyobrażeń. Z obowiązku wykonuje swoją pracę, z najwyższą delikatnością sięga po ludzkie dusze. Jest bliżej niż sam Bóg (którego w powieści praktycznie nie ma). Zdaje się nawet dziwić okrucieństwom, jaki czyni człowiek - to właśnie przybycie Śmierci przynosi ukojenie.

I na koniec Liesel Meminger - tytułowa "Złodziejka książek". Od samego początku czułam do niej sympatię - choć jeszcze nie potrafiła składać liter, już ją ciągnęło do słowa pisanego. Dzięki wielkiej determinacji - i kradzionym książkom - nauczyła się czytać. Nie jest to postać kryształowa - przywłaszcza sobie nie tylko książki, ale i jabłka z cudzych ogrodów, jednak w głębi duszy zawsze wie jak odróżnić dobro od zła.

Myślę, że ta książka właśnie o tym jest - o byciu dobrym człowiekiem bez względu na okoliczności czy czasy. Bo każdy z nas mógł być Hansem, Rozą, Lizel, Rudim czy Maxem...

Uważam, że powinno się więcej mówić o tego typu książkach - choć przeważnie są tylko fikcją literacką, jednak bardziej przybliżają realia wojenne, niż suche fakty z podręczników.

pokaż więcej

 
2018-09-07 19:49:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Bill Hodges (tom 3)

"Zemsta jest okrutna, a ja jeszcze bardziej" - stwierdził Brady Hartsfield, który jak się okazało nie powiedział jeszcze ostatniego zdania. Ostatni tom trylogii przynosi ostateczną rozgrywkę pomiędzy Billem Hodgesem, a Księciem samobójców.

Jak się okazuje najbardziej niebezpieczni dla świata są ludzie ze zbyt wybujałym ego, którzy czują się pokrzywdzeni przez społeczeństwo. Brady w swoim...
"Zemsta jest okrutna, a ja jeszcze bardziej" - stwierdził Brady Hartsfield, który jak się okazało nie powiedział jeszcze ostatniego zdania. Ostatni tom trylogii przynosi ostateczną rozgrywkę pomiędzy Billem Hodgesem, a Księciem samobójców.

Jak się okazuje najbardziej niebezpieczni dla świata są ludzie ze zbyt wybujałym ego, którzy czują się pokrzywdzeni przez społeczeństwo. Brady w swoim mniemaniu jest geniuszem, którego cały czas ktoś wyprzedzał w realizacji genialnych pomysłów. Leżąc w sali 217 ciągle rozpamiętuje swoje porażki i planuje spektakularną zemstę...

"Koniec warty" moim zdaniem trzyma wysoki poziom, jednak pojawia się tam wątek "paranormalny", a ja nie oględnie mówiąc nie jestem fanką takich motywów w powieściach. Jednak całość jest napisana z typową dla Kinga swadą i wprawą - czasem jest śmiesznie, czasem strasznie, a czasem wzruszająco.

Autor stworzył w trylogii dwie bardzo ciekawe postaci - jedną z nich jest wspomniany wcześniej Brady. Choć jest czarnym charakterem, nie da się go lubić, jednak nadaje on powieści charakter, a na samą myśl, że mogłabym spotkać kogoś takiego w rzeczywistości dostaję gęsiej skórki. Myślę, że na świecie jest pełno takich ludzi, którzy tylko szukają okazji, żeby pomścić swoje porażki.
Druga postać - to Holly Gibney. Trochę neurotyczna, po próbach samobójczych, zamknięta w sobie, dopiero gdy poznała Billa odżyła. Muszę przyznać, że stała się ona jedną z moich ulubionych bohaterek literackich. Mam już trochę dość tych wszystkich pięknych, młodych, silnych kobiet, których jest pełno we współczesnej literaturze. Holly jest całkiem inna. Równowaga, jaką wypracowała jest bardzo krucha, ciągle się uczy tego jak "być" w społeczeństwie. Jej relacja z Billem jest bardzo piękna - stary detektyw otacza ją swoją opieką, to on dostrzega w niej nieoszlifowany diament.

Właśnie tego szukam w literaturze - jakiegoś drugiego dna, przekazania jakiejś głębszej prawdy o życiu, a nie serwowania nadmuchanych powierzchownych historyjek.

Choć koniec jest smutny i łezka mi się w oku zakręciła, chciałam podziękować Kingowi za jeszcze jedno - posłowie, w którym podaje numer telefonu infolinii dla osób chcących popełnić samobójstwo (użyty też w książce). Uważam to za piękny gest - może uratował tym sposobem komuś życie.

pokaż więcej

 
2018-09-05 10:05:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Reportaż

Sięgając po książkę Karoliny Bednarz - absolwentki japonistyki, autorki poczytnego bloga - miałam nadzieję na głębsze poznanie fascynującego, ale i specyficznego kraju jakim jest dla mnie Japonia. Już na wstępie mogę stwierdzić, że niestety moje oczekiwania nie zostały spełnione.

Jeśli miałabym w kilku słowach nakreślić obraz Japonii przedstawiony przez Autorkę to jest to kraj półanalfabetów,...
Sięgając po książkę Karoliny Bednarz - absolwentki japonistyki, autorki poczytnego bloga - miałam nadzieję na głębsze poznanie fascynującego, ale i specyficznego kraju jakim jest dla mnie Japonia. Już na wstępie mogę stwierdzić, że niestety moje oczekiwania nie zostały spełnione.

Jeśli miałabym w kilku słowach nakreślić obraz Japonii przedstawiony przez Autorkę to jest to kraj półanalfabetów, szerzącej się prostytucji, poniżania kobiety w każdej możliwej sferze życia, a jedyna postawa zapewniająca szczęście to bycie kawaii.

Każda kolejna strona książki wywoływała we mnie sprzeciw. Przecież nie można w ten sposób pisać reportaży! Rozumiem, że jest to forma dopuszczająca subiektywizm, ale z drugiej strony relacja Autorki jest przesiąknięta współczesnym, europejskim i feministycznym punktem widzenia. Powiem więcej - Karolina Bednarz patrzy na japońską kulturę nieprzychylnym okiem, z feministycznym zacietrzewieniem. Nie ma w tej książce nic dobrego o opisywanym kraju - no może na końcu wspomina o tym, że Japonia podlega ciągłym zmianom i teraz to coraz częściej mężczyźni boją się kobiet.

Książka jest bogato udokumentowana - posiada aż 48 stron przypisów. Czyta się ją trochę jak pracę licencjacką/magisterską. Nie twierdzę więc, że Autorka kłamie czy naciąga prawdę. Po prostu sugerowanie - za podtytułem "Japonia oczami kobiet" - że opisywana jest powszechna rzeczywistość wydaje mi się trochę na wyrost.

Kraj kwitnącej wiśni zawsze wydawał mi się specyficzny - powszechny kult pracy, a co za tym idzie przepracowanie, depresja, samobójstwa. Dotyczy to jednak całego społeczeństwa, nie tylko kobiet. Ciągle żywy patriarchat - nie jest to japoński wynalazek. Patrząc na historię Europy płeć piękna też miała ciężko. Dopiero niedawne wieki przyniosły poprawę sytuacji, Japonia też podlega tym zmianom.

Najciekawsze - z mojego punktu widzenia - były reportaże "Nie budź śpiącego dziecka", "Choroba tańczących kotów" oraz "Miałam szczęśliwe dzieciństwo" - dotykają one jednak powszechnych płciowo problemów. Kolejno: gorszych dzielnic, zanieczyszczenia środowiska, sanatoriów dla chorych na trąd. Historie te, choć ich bohaterkami są kobiety, dotyczą na równi mężczyzn.

W książce jest dużo sprzeczności - na jednej stronie można wyczytać, że Japonia nie może się pochwalić gospodarką, zaraz znów jest napisane, że jest jednym z najbogatszych krajów świata.

Smuci mnie też fakt, że nawet jeden akapit nie jest też poświęcony gejszom - choć Karolina Bednarz poświęca dużo miejsca problemowi prostytucji, cofa się nieraz do czasów szogunatu, opisuje dużo ról jakie pełniły kobiety, temat gejsz jednak pomija.

Najbardziej jednak rozśmieszyło mnie to, że Autorka uderza też w biedne, nieświadome niczego koale, których utrzymanie kosztuje zbyt dużo.

Żeby nie było, że tylko narzekam - książka na pewno skłoniła mnie do tego, żeby więcej poczytać o Japonii i bardziej dogłębnie poznać jej historię i współczesność.

pokaż więcej

 
2018-09-02 18:54:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Lipowo (tom 1)
 
2018-08-21 17:24:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jak powszechnie wiadomo życie pisze najlepsze scenariusze. J.S. Margot u schyłku lat 80. XX wieku szukała dorywczej pracy, aby podreperować studencki budżet. W ten sposób trafiła do rodziny Schneiderów i przez 6 kolejnych lat pomagała w nauce ich dzieciom.
Zajęcie to okazało się szkołą życia dla obydwu stron - Margot jako niepraktykująca katoliczka mieszkała ze swoim Irańskim chłopakiem,...
Jak powszechnie wiadomo życie pisze najlepsze scenariusze. J.S. Margot u schyłku lat 80. XX wieku szukała dorywczej pracy, aby podreperować studencki budżet. W ten sposób trafiła do rodziny Schneiderów i przez 6 kolejnych lat pomagała w nauce ich dzieciom.
Zajęcie to okazało się szkołą życia dla obydwu stron - Margot jako niepraktykująca katoliczka mieszkała ze swoim Irańskim chłopakiem, nosiła jeansy w trupie czaszki i nie kryła się ze swoimi postępowymi poglądami. Schneiderowie zaś - rodzina ortodoksyjnych Żydów - mieli poważne obawy co do współpracy wyrażone pytaniem: "Czy potrafi pani nas szanować?"

Przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia ile obostrzeń, zakazów czy konwenansów wypełnia każdy dzień bogobojnego Żyda. Co więcej ludzie ci nie uważają swojej kultury jako ograniczenia dla własnej wolności. Już nastoletnia Elzira postrzega swoją przyszłość przez pryzmat przeszłości. Decyzje podejmuje w zgodzie z zasadami swoich przodków, którzy nieraz z narażeniem życia walczyli o swoje przekonania, o wolność w wyznawaniu swojej religii.

Z jednej strony widać tu poczucie wyższości narodu wybranego, z drugiej zaś ciągły strach rosnący wraz z popularnością nacjonalizmów. Jak tłumaczy pan Schneider - przezorny Żyd ma zawsze pod ręką paszport, żeby móc w każdej chwili uciec w bezpieczne miejsce.

Każda kultura ma swoje normy, obyczaje - to co nam wydaje się ograniczeniem, dla kogoś wychowanego w innej religii jest naturalne. I odwrotnie. Jest to powszechna prawda i jednocześnie klucz do bycia tolerancyjnym. Nikt z nas nie jest gorszy czy lepszy - jesteśmy po prostu inni. I to jest właśnie w życiu piękne. Nie mogę się powstrzymać przed przytoczeniem świetnego cytatu z książki: "Kobiety i mężczyźni na Zachodzie też są uciskani. Mężczyźni muszą pracować. Zarabiać na życie. A ich żony muszą być szczupłe, młode i piękne. Duchowość i sens życia są zarezerwowane na jedną lekcję jogi w tygodniu. Więc kto tu kogo uciska? I kto jest lepszy od kogo?"*

Książka pokazuje zetknięcie różnych kultur i religii we współczesnej Europie, jest piękną lekcją tolerancji, umiejętności poszanowania innych poglądów politycznych czy religijnych.

W świecie, który staje się coraz bardziej laicki warto wrócić do swoich korzeni, mieć kotwicę w postaci kultury przodków. I nie traktuję swojej wypowiedzi jako peanów na cześć judaizmu - uważam, że w każde współczesne społeczeństwo nie powinno zapominać o swojej historii.


* J.S. Margot, Mazel tow. Jak zostałam korepetytorką w domu ortodoksyjnych Żydów, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2018, s. 241.

pokaż więcej

 
2018-08-12 20:23:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Usłyszałam ostatnio, że John Grisham należy do tego grona pisarzy, których każda książka może posłużyć jako kanwa scenariusza filmowego. Z racji tego, że „Raport Pelikana” został wydany dekady temu, doczekał się już i głośnej ekranizacji.

Autor specjalizuje się w pisaniu thrillerów prawniczych i choć wielu pisarzy stara mu się dorównać, jego pozycja – moim zdaniem – nie jest zagrożona....
Usłyszałam ostatnio, że John Grisham należy do tego grona pisarzy, których każda książka może posłużyć jako kanwa scenariusza filmowego. Z racji tego, że „Raport Pelikana” został wydany dekady temu, doczekał się już i głośnej ekranizacji.

Autor specjalizuje się w pisaniu thrillerów prawniczych i choć wielu pisarzy stara mu się dorównać, jego pozycja – moim zdaniem – nie jest zagrożona. Wynika to między innymi z faktu, że Grisham wie, o czym pisze – posiada dyplom studiów prawniczych, a w latach 80. zasiadał w Parlamencie stanu Missisipi.

O czym jest książka? Ameryka jest wstrząśnięta zabójstwami dwóch sędziów Sądu Najwyższego. Wszyscy naturalnie zastanawiają się kim jest morderca, który przechytrzył nawet ochronę FBI. Jak się okazuje najbardziej tęgie głowy USA nie są w stanie dojść do prawdy. Jest jednak pewna studentka prawa. Jest piękna, piekielnie inteligentna i nazywa się Darby Shaw. Zamyka się na kilka dni w archiwach i pisze tytułowy „Raport Pelikana”. Następnie pokazuje go swojemu wykładowcy i jednocześnie kochankowi. Raport lotem błyskawicy rozprzestrzenia się w kręgach prominentnych prawników związanych z FBI oraz Białym Domem. Jak się okazuje Darby przekazując dalej raport otworzyła puszkę Pandory…

I tu pojawia się pierwsza wątpliwość – jak młoda studentka mogła wpaść na trop afery, której nie udało się odkryć nawet dziennikarzom śledczym? Druga refleksja – jakim cudem panna Shaw jest w stanie skutecznie uciekać przed jednym z najlepszych płatnych morderców na świecie?

Pomimo tych słabych punktów powieść przez cały czas trzyma w napięciu, akcja toczy się miarowo, a nowe odkrycia przyprawiają o dreszczyk emocji. Moją nostalgię wzbudza też fakt, że wszystko to dzieje się w czasach, w których nie było jeszcze wszędobylskich telefonów komórkowych, tabletów, laptopów czy Wi-fi, a żeby zdobyć jakąś informację nie wystarczyło wstukać hasła w Google. Czytając książkę czuje się klimat Ameryki przez duże A – korporacji prawniczych, wielkich miast, smaku władzy, która zawsze deprawuje. Czuje się też strach Darby oraz jej wielką determinację, żeby całą sprawę doprowadzić do końca.

Grishamowi udało się stworzyć powieść uniwersalną – pokazującą patologię władzy, nieczystą walkę o wpływy, a wreszcie to, że zwykły człowiek w starciu z machiną państwową czy korporacyjną ma marne szanse na wygraną. Najbardziej przerażające jest to, że dzisiaj – prawie trzy dekady po premierze – te smutne wnioski są nadal aktualne.

pokaż więcej

 
2018-07-30 07:53:38
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Może kiedyś doczytam do końca
 
Moja biblioteczka
544 48 2852
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (112)

Ulubieni autorzy (9)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd