czytamiogladam 
https://czytamiogladam.pl, https://www.facebook.com/czytam.i.ogladam, https://www.instagram.com/czytamiogladam_pl
30 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 14 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-11-26 18:45:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Decydując się na pozycję "Podróż na koniec świata" N. Gannon'a nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Książka ta pozytywnie mnie zaskoczyła w wielu płaszczyznach: rozpoczynając od szaty graficznej, a skończywszy na tekście pisanym. Warto zaznaczyć, że Nicholas Gannon nie dość, że napisał całą powieść, to jeszcze ją zilustrował, ale za to jak! Wiecie, jedna kwestia jest, kiedy autor... Decydując się na pozycję "Podróż na koniec świata" N. Gannon'a nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Książka ta pozytywnie mnie zaskoczyła w wielu płaszczyznach: rozpoczynając od szaty graficznej, a skończywszy na tekście pisanym. Warto zaznaczyć, że Nicholas Gannon nie dość, że napisał całą powieść, to jeszcze ją zilustrował, ale za to jak! Wiecie, jedna kwestia jest, kiedy autor napisze tekst, ale niestety ma problem z ukazaniem tego co wykreował w głowie na kartkę papieru i pomaga mu w tym jakiś ilustrator. Tu, ogromną właśnie zaletą jest fakt, że mamy doczynienia ze 100% produktem marki N. Gannon :)

W "Podróży na koniec świata" każdy z bohaterów, z którymi mamy styczność jest wyjątkową postacią. Oczywiście na pierwszy plan wysuwa się trójka przyjaciół, którzy nie byli od początku ku sobie. Archer B. Helmsley - rozmawiający z wypchanymi zwierzakami, który za wszelką cenę chce uratować zaginionych dziadków, będący sławetnymi podróżnikami; Oliver Glub - przełamujący swoje strachy oraz lęki; oraz Adelajda L. Belmont - była baletnica, która skrywa przed dwójką przyjaciół tajemnicę.
Wśród drugoplanowych postaci przede wszystkim rzucają się w oczy: mama Archera - jak dla mnie była zbyt zaborcza i nadopiekuńcza, doprowadzając nawet mnie do szaleństwa, oraz pani Murkley - nauczycielka, niekoniecznie dająca się lubić. Lekko zrzędliwa, a nawet rzekłabym złośliwa kobieta. Sprawiała momentami wrażenie starej panny.

"Podróż na koniec świata" to przede wszystkim opowieść o sile przyjaźni pomiędzy młodymi ludźmi. Jest to książka niezwykle dojrzała treścią, zwracająca subtelnie uwagę na tak trudną tematykę jaką jest tolerancja. Jednocześnie wzruszająca i doprowadzająca do nieoczekiwanych wybuchów śmiechu, przez zadziwiające sytuacje jakie się przytrafiają głównym postaciom.

Pozycja ta ukazuje cudowny czas beztroski z dziecięcych chwil, a jednocześnie jest w niej bardzo konsekwentnie ukazany główny wątek ratunku najbliższych, których kochamy.

Pomimo początkowego przerażenia objętością, po zajrzeniu do środka(oprócz cudownych już wspomnianych ilustracji), z pewnością rzuca się układ czcionki, która jest tak wygodnie i przystępnie ułożona, że już dawno nie zwracałam na to większej uwagi. Tekst w żadnym wypadku nie męczy, a przez całą opowieść w zasadzie płyniemy nie zauważając kiedy właściwie dobrnęliśmy do jej końca.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-11-19 16:24:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

W tego typu pozycjach, gdzie tematyką jest tło świąteczne, nie ma co oczekiwać cudów. Książki te przede wszystkim mają za zadanie przygotować nas do świat bożonarodzeniowych oraz wprowadzić nas w ten szczególny na strój.
Tak też było z "Miłością na gwiazdkę". Wiedziałam, że nie będzie to książka o rozbudowanej fabule z unikalnymi postaciami, którzy od pierwszych stron powaliliby nas...
W tego typu pozycjach, gdzie tematyką jest tło świąteczne, nie ma co oczekiwać cudów. Książki te przede wszystkim mają za zadanie przygotować nas do świat bożonarodzeniowych oraz wprowadzić nas w ten szczególny na strój.
Tak też było z "Miłością na gwiazdkę". Wiedziałam, że nie będzie to książka o rozbudowanej fabule z unikalnymi postaciami, którzy od pierwszych stron powaliliby nas złożonością charakteru.
Jeśli szukacie takiej książki, to lepiej nawet nie spoglądajcie na "Miłość na gwiazdkę".
Jest to przede wszystkim miła pozycja dla czytelnika, który już nie może się doczekać świątecznej gorączki. Szukając dla niej odpowiednika wśród filmów, pokusiłabym się o porównanie do "Love actually" czy naszych rodzimych "Listów do M."

W "Miłości na gwiazdkę" akcja dzieje się w jednym miejscu - cudownym pensjonacie Evergreen Inn, które prowadzi małżeństwo - marzące o idealnym małym hoteliku, w którym goście poczuliby się jak w domu. Jest w nim z pewnością sielsko, ciepło i przytulnie. Tuż przed Bożym Narodzeniem następuje załamanie pogody i do pensjonatu napływają goście, którzy mają swoje większe bądź mniejsze problemy.
Bardzo podobało mi się w niej to, że autorka pokusiła się o ukazanie perypetii wszystkich gości, a nawet i właścicieli pensjonatu. I choć książka została napisana w trzecioosobowej narracji, to w żadnym wypadku treść nie jest męcząca - przepływa się przez wydarzenia i chce się dowiedzieć jak to wszystko się zakończy.

Z moich ulubionych wątków niewątpliwie stanowiły dwa: Molly i Marcus oraz Hannah i Luke. Od samego początku czuć było pomiędzy nimi iskierki i kibicowałam im do ostatnich stron.

Książka ta jest przede wszystkim przepełniona ciepłem, szczyptą szaleńczych decyzji dokonanych przez niektórych bohaterów(co może jednych od niej odtrącić, natomiast pozostali się zakochają), ale też przewidywalności. Jest to jedna z tych pozycji, w której nie doszukiwałabym się na siłę minusów. Ma w niej być przyjemnie, czytelnicy mogą poczuć przedsmak świąt i tyle.

Nie wiem tylko dlaczego, ale przez jakąś 1/4 książki myślałam, że akcja dzieje się w Anglii, a nie w USA i jeszcze jedna z dygresji: czytajcie ją tylko w momencie, kiedy macie pełne brzuchy, inaczej zgłodniejecie :)

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-11-15 18:18:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Riley Sager stworzyła fabułę, która z pewnością przytrzyma niejednego czytelnika do końca w niepewności. W bardzo ciekawy i interesujący sposób tworzy historię spójną, nietuzinkową, przez którą wpuści w przysłowiowe maliny podczas zakończenia większość osób sięgających po tę pozycję(ja przynajmniej się nabrałam i nie spodziewałam się takiego zakończenia).

"Ocalałe" jest książką zaskakującą...
Riley Sager stworzyła fabułę, która z pewnością przytrzyma niejednego czytelnika do końca w niepewności. W bardzo ciekawy i interesujący sposób tworzy historię spójną, nietuzinkową, przez którą wpuści w przysłowiowe maliny podczas zakończenia większość osób sięgających po tę pozycję(ja przynajmniej się nabrałam i nie spodziewałam się takiego zakończenia).

"Ocalałe" jest książką zaskakującą nie tylko podczas zakończenia, ale również uderza w oczy wielowątkowością, choć muszę się w tym przypadku przyznać, że czytałam ją z lekkim ociąganiem. Przez bardzo długi okres czasu nie mogłam się po prostu wkręcić w fabułę przez co, zaczynałam ją dwukrotnie. Po pewnych początkowych perturbacjach, książka zyskuje i ciężko się od niej oderwać.

Z jednej strony mamy tu wydarzenia dziejące się w czasie teraźniejszym, z drugiej zaś co jakiś czas pojawiają się wątki z przeszłości Quincy - podczas jednej z imprez w Pine Cottage, a także samej Sam. W każdym z tych przypadków zastosowano narrację trzecioosobową, gdzie narrator jest wszechwiedzący, choć odnoszę wrażenie, że mimo wszystko nie chciałby za szybko nam zdradzić zakończenia i powolutku, dość ślamazarnie prowadzi nas przez całą powieść.

Fabuła opiera się głównie na postaci Quincy Carpenter, która jest jedną z trzech ocalałych. Po wydarzeniach w Pine Cottage, dziewczyna traci pamięć i dopiero przybycie Sam oraz jej wyznania, sprawiają, że Quincy powoli się otwiera a także zaczyna powolutku przypominać sobie wydarzenia z pamiętnej masakry.
Quincy jest postacią złożoną, momentami dość ciekawą, ale też naiwną. Naiwność zwalam po części na karb Sam, która strasznie mąci psychiką Quincy. Dziewczyna ukrywa się za murem, który sobie wytworzyła, ale za to ma w sobie pewnego rodzaju zaciętość, którą cenię u postaci tego typu - czyli prześladowanych ofiar. Pragnie dotrzeć do prawdy o Lisie i poniekąd dotyczących wydarzeń w Pine Cottage.
Samantha jest z kolei postacią dość zagadkową, przez dłuższy czas uważałam ją za przesiąkniętą złem i negatywnymi emocjami manipulantką. Pojawia się znikąd i robi chaos w życiu Quincy. Wyzwala w dziewczynie co raz to nowe odczucia, sprawdza ją, testuje. Próbuje się dowiedzieć ile Quincy pamięta i jakie ma luki. Była pewnego rodzaju zagadką i została świetnie napisana przez autorkę.

Znajdziemy tu również postaci poboczne jak choćby Jeff - chłopak Quincy, czy Coop - policjant, który znalazł dziewczynę tuż po masakrze.
Każda z postaci wnosi coś nowego do fabuły i sprawia, że wielokrotnie włos się jeży na karku.

Z rzeczy, które mi się nie podobały, to prym będzie wiodło pewne wydarzenie, które po części uszło dziewczynom płazem - przynajmniej przez jakiś czas. Moim zdaniem ten fragment był niepotrzebny, sprawił, że czułam się zagubiona i okropnie byłam zła na Quincy, że postąpiła tak brutalnie wobec pewnej osoby. Dla mnie to było niepojęte i takie pokręcone, że miałam ochotę odłożyć książkę i do niej nie wrócić. Odnosiłam wrażenie, jakby dziewczyna nie miała własnego rozumu i robiła to, co inni jej podpowiadają!

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-11-15 18:12:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Przyznaję bez bicia, zarówno twórczość Magdy Witkiewicz jak i Alka Rogozińskiego do dnia dzisiejszego jest dla mnie zagadką i nie bardzo kojarzyłam ani stylu pisania, ani gatunków w jakich gustują w swoich książkach na co dzień. Podeszłam do tej pozycji jak tabula rasa i cieszę się z tego powodu, ponieważ mam dość świeże podejście, bez żadnych naleciałości z przeszłości.

Narracja w "Pudełku z...
Przyznaję bez bicia, zarówno twórczość Magdy Witkiewicz jak i Alka Rogozińskiego do dnia dzisiejszego jest dla mnie zagadką i nie bardzo kojarzyłam ani stylu pisania, ani gatunków w jakich gustują w swoich książkach na co dzień. Podeszłam do tej pozycji jak tabula rasa i cieszę się z tego powodu, ponieważ mam dość świeże podejście, bez żadnych naleciałości z przeszłości.

Narracja w "Pudełku z marzeniami" jest trzecioosobowa, ale z tych gatunków, kiedy to odnosimy wrażenie, jakby dziadek opowiadał nam jakąś ciekawą historię z życia. Styl jest lekki, przyjemny. "Pudełko z marzeniami" wręcz się połyka strona za stroną i mimo podejścia dwóch autorów na raz do tematyki okołoświątecznej, to nie czuć zbyt dużych różnic w poziomie literackim, dzięki czemu pozycja ta jest jednolita pod względem kompozycyjnym. Jednakże mam kilka zarzutów i muszę włożyć w miód łyżkę dziegciu...

Po pierwsze wątek miłosny pomiędzy bohaterami był dość płaski i szarpnięty. Ni z tego, ni z owego, główny bohater nagle poczuł mięte do Malwiny, wcześniej nie zwracając na nią szczególnej uwagi. Wystarczyło, że ta ładniej się ubrała i trach. Było to dość mało ambitne, choć zdaję sobie sprawę, że i tak w życiu się dzieje, to jednak czuję lekki niedosyt pod tym względem.

Drugim moim zastrzeżeniem był fakt, że w zasadzie przez pół książki nic, absolutnie nic się nie działo. Po prostu sielski klimat gdzieś na prowincji. Momentami wyglądało to tak, jakby autorzy nie mieli pomysłu na treść i tworzyli dla samej idei.

I to już koniec moich zastrzeżeń. Przejdźmy do tej lepszej strony tej pozycji.
Bardzo fajnym i mocnym akcentem była postać pani Wiesi, która miała ciekawy charakterek - przy każdej sytuacji lubiła sobie coś tam wypić, a i posiadała ciętą ripostę, która wielokrotnie rozbawiała mnie do łez. Bardzo często mówiła po prostu co myśli i nie przejmowała się zdaniem innych.

Kolejny dość miły i sympatyczny akcent stanowiła dwójka dzieciaków: Kamil i Kalinka. Ich relacja była wręcz przecudowna. To były takie dzieciaki, jakimi tak naprawdę powinny być. Nie zepsute, trochę psotne, ale w uroczy sposób.
Ktoś może zarzucić, że ten wątek był napisany na siłę, ale mi się on bardzo spodobał, a ich intryga przeciwko Rozalii sprawiła, że wróciłam myślami do czasów dzieciństwa.

Bardzo podobało mi się również to, że w tym przypadku książka tak naprawdę nie posiadała jednego głównego bohatera. W takich książkach jak ta, gdzie czuje się klimat przedświątecznej gorączki, aż się prosi, aby nie skupiać się na jednej osobie. "Pudełko z marzeniami" przypominało mi momentami film "Love actually" bądź "Listy do eM" i nie uważam tego w żadnym wypadku za minus. Podobało mi się skakanie między wątkami, które pod koniec ciekawie się zazębiały.

Interesującym zabiegiem był również wątek z siłami nadprzyrodzonymi - mam tu na myśli postać Ekspedyta, który rzekomo spełniał marzenia z tytułowego pudełka. Bardzo zgrabnie i w ciekawej formie została przedstawiona w zasadzie idea świąt oraz pomagania sobie wzajemnie w świąteczny czas. Było to na swój sposób urocze i odrobinkę żałuję, że większość z tych marzeń dotyczyła głównie sfery materialnej...

pokaż więcej

 
2018-11-15 18:07:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Wiecie co? Mam niesamowity problem z tą książką. Z jednej strony mamy przed sobą ciekawie skonstruowaną pozycję. Z drugiej zaś chaos sytuacyjny, jak i niezbyt wartka akcja może nas od jej czytania nieźle odtrącić. Ja właśnie przez pierwszą część książki "Wszystko razem" nie wiedziałam co myśleć. Czytałam, ale wielokrotnie napadały mnie myśli: "po co się tak męczyć?", "tu się w zasadzie... Wiecie co? Mam niesamowity problem z tą książką. Z jednej strony mamy przed sobą ciekawie skonstruowaną pozycję. Z drugiej zaś chaos sytuacyjny, jak i niezbyt wartka akcja może nas od jej czytania nieźle odtrącić. Ja właśnie przez pierwszą część książki "Wszystko razem" nie wiedziałam co myśleć. Czytałam, ale wielokrotnie napadały mnie myśli: "po co się tak męczyć?", "tu się w zasadzie nic nie dzieje" i niestety te myśli towarzyszyły mi w zasadzie do końca lektury.

Problem z Ann Brasheres nie polega na jej złym stylu pisania, czy złym nakreśleniu bohaterów. W obu przypadkach nie mogę jej nic zarzucić. Jednakże akcja prowadzona w tej powieści doprowadzała mnie szewskiej pasji. Nie przepadam za książkami, które mają zawiązaną subtelną nić sytuacyjną i która nijak się ma do wydarzeń dziejących się w danej pozycji.

Nie dość, że jest problem z brakiem wątku przewodniego, to od samego początku nie do końca byłam w stanie pojąć relacji panujących w tej rodzinie, a w zasadzie w kilku rodzinach. Ten z tym ma tyle dzieci, ale dziewczyna już nie jest jego córką, bo jej matka była w związku małżeńskim z kimś innym... Ech, przekombinowane. W zasadzie, do samego końca nie wiedziałam tak naprawdę, kto jest czyim bratem. Niby jest to wyjaśnione na samym początku, ale i tak nie do końca wiedziałam jakie panują między nimi relacje.

Inną kwestią, która wpłynęła na mój lekko negatywny odbiór była mnogość bohaterów, którzy musieli unieść ciężar fabuły, a co nie zawsze się sprawdza. Rozumiem, że autorka lubi taki styl prowadzenia narracji: brak głównej postaci, lubi rozdrabniać się w zasadzie na drobne... Ale wydaje mi się, że w tym przypadku to nie do końca wypaliło. Osobiście nie poczułam nici sympatii i przywiązania z żadną z postaci, co jest niejako rzadkością. Zwykle mniej lub bardziej ktoś zwraca swoją uwagę, a w tym przypadku czuję pod tym względem ogromne rozczarowanie.

Ale co ważne, należy też zauważyć plusy w tej książce, a są takie, uwierzcie mi :)
Główny wątek stanowią relacje pomiędzy bohaterami, ich rodzicami i na tym właśnie skupia swoją uwagę autorka. Pokazuje, że rozwody, waśnie czy kłótnie potrafią zniweczyć życie rodzinne i być zadrą na psychice dzieci, które całe życie będą patrzyć pod kątem posprzeczanych rodziców.

Ciekawym zabiegiem była prowadzona narracja z kilku punktów widzenia różnych postaci. Mogliśmy zauważyć jakie problemy posiadają młodzi ludzie w relacjach typowo międzyludzkich, a także jak sobie radzą z trudną sytuacją rodzinną. W dzisiejszych czasach jest co raz więcej rodzin porozbijanych, gdzie dzieciaki muszą jakoś sobie z napiętą sytuacją poradzić i ta książka przede wszystkim nakreśla właśnie ten problem.

Z pewnością "Wszystko razem" nie jest zwykłą młodzieżówką nastawioną na lekki oraz przyjemny odbiór z wątkiem romantycznym w tle. Moim zdaniem bardzo ciężko jest pisać książki o uczuciach i relacjach z bliskimi. Pozycja ta może być ciekawą alternatywą dla kogoś, kto właśnie poszukuje książki, która w nietypowy sposób ukaże wyżej wymienione problemy.

pokaż więcej

 
2018-11-15 18:04:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:
Cykl: Mrs. Wright (tom 2)

Mimo że jest to drugi tom z serii, możecie się za niego zabrać bez konieczności przeczytania pierwszej części. Jest to tak naprawdę seria książkowa o braciach Wright, jednak żadna z pozycji zbytnio nie nawiązuje do poprzedniej części. Każda książka z osobna to swego rodzaju nowa historia, dzięki czemu nie musimy się martwić, że coś przeoczyliśmy.

K. A. Linde ma lekki styl pisania, który...
Mimo że jest to drugi tom z serii, możecie się za niego zabrać bez konieczności przeczytania pierwszej części. Jest to tak naprawdę seria książkowa o braciach Wright, jednak żadna z pozycji zbytnio nie nawiązuje do poprzedniej części. Każda książka z osobna to swego rodzaju nowa historia, dzięki czemu nie musimy się martwić, że coś przeoczyliśmy.

K. A. Linde ma lekki styl pisania, który sprawia przy takich pozycjach, iż czyta się dość szybko, a książka staje się przyjemną lekturą na jedno, maksymalnie dwa wieczory. Narracja jest utrzymana z dwóch perspektyw głównych postaci, co daje nam dwojakie spojrzenie na wydarzenia dziejące się w książce. Zdecydowanie bardziej wolę taki zabieg, niż domyślanie się, jakie przemyślenia ma druga postać, po przeciwnej stronie.

Zarówno Heidi jak i Landon mają swoje małe tajemnice, które powolutku są odkrywane przez autorkę powieści wraz z zagłębianiem się w powieść. Ponadto czuć pomiędzy nimi od samego początku chemię, namiętność i można się jedynie domyślać, że z czasem po prostu to, co jest nieuniknione stanie się realne, czyli wylądują w łóżku.
Ciekawie było przyglądać się Landonowi, który jest w tym przypadku postacią, która delikatnie się zmienia, której zależy na tworzącym się związku i który to, ma z tyłu głowy, że... jest z żoną w separacji i musi mądrze rozegrać ich rozstanie.
Z drugiej strony mamy Heidi. Ukrywająca jak się tylko da, relację ze swoim szefem - Landonem. Było to na swój sposób zabawne. Patrzenie na dwie osoby podążające niby innymi ścieżkami, a jednak potrafiący się dopasować, choć z drugiej strony ich miotnie się w matni wyborów oraz w pewnym sensie chaotyczność była denerwująca.

W "Dobrym wyborze" znajdziemy w zasadzie wszystko to, co dobry romans powinien posiadać. Ciekawie wykreowane postaci, interesujące wątki intryg i tajemnic, sceny łóżkowe, czarne charaktery i przyjaźnie z osobami, które potrafią wspomóc głównych bohaterów nie tylko dobrym słowem.

Z początku książka ta nie przypadła mi za bardzo do gustu, jednak po głębszym przemyśleniu stwierdzam, że po prostu po tej lekturze nie można się spodziewać cudów. Jest to typowa powieść nastawiona na wieczorny relaks, rozrywkę, aniżeli uczenie nas jakichś nowych zachowań, czy też prawd życiowych. Przy takim myśleniu, rzeczywiście pozycja ta, niejednej kobiecie może przypaść do gustu.

pokaż więcej

 
2018-11-15 17:59:48
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dzikusy (tom 2) | Seria: Poza seriami

Nie spotkałam się jeszcze z taką serią książkową, która zapadłaby mi w pamięci na tak długi okres czasu i po której to, nie wiedziałabym w jaki sposób ją opisać, aby nie zepsuć oddźwięku dla osób, które jeszcze nie czytały "Dzikusów".

Seria "dwory" przy tym, co wykreował debiutant z Francji, to jest pikuś i książka dla dziewczynek szukających przygód na raz. Przy twórczości Sabri Louatah nie...
Nie spotkałam się jeszcze z taką serią książkową, która zapadłaby mi w pamięci na tak długi okres czasu i po której to, nie wiedziałabym w jaki sposób ją opisać, aby nie zepsuć oddźwięku dla osób, które jeszcze nie czytały "Dzikusów".

Seria "dwory" przy tym, co wykreował debiutant z Francji, to jest pikuś i książka dla dziewczynek szukających przygód na raz. Przy twórczości Sabri Louatah nie da się przejść obojętnie i po chwili zapomnieć czy wymazać z pamięci.

Wielokrotnie miałam wrażenie, jakby wydarzenia dziejące się w powieści miały miejsce w rzeczywistości, jakbym włączyła program z informacjami, a wydarzenia z książki znalazłabym w szklanym ekranie - możliwe, że ma na to wpływ fakt, iż terroryzm, czy polityczne wojenki są tematami bardzo aktualnymi i na czasie.

Sabri Louatah w bardzo zgrabny i niewymuszony sposób przeskakuje z wątku na wątek, nie tworząc przy tym chaosu sytuacyjnego, choć niewątpliwie niektórzy z początku mogą odnieść wrażenie wręcz odwrotne, które z pewnością minie po przeczytaniu kilku stron. Autor stworzył powieść, która bez problemu mogłaby zostać przeniesiona na duży ekran i znalazłaby grono chętnych do obejrzenia. Mógłby powstać z tego nawet dobry film sensacyjny z wątkami politycznymi.

Ciężko w tej części wyróżnić głównego bohatera, bo powieść takowego nie posiada. Akcja skupia się głównie na wyjaśnieniu powodów jakimi kierowały Karimem oraz z osobami powiązanymi z atakiem na przyszłego prezydenta. Ale też z drugiej strony trwa gonitwa z czasem oraz za głównym dowodzącym - Nazirem Narrusz, który ciągle umyka francuskiej policji, dzięki temu że przebywa poza granicami kraju...

Kolejne knowania, spiski, teorie... Autor w bardzo ciekawy sposób prowadzi nas przez całą powieść i w zasadzie każda kolejna strona, każdy podrozdział przynosi nam coś nowego, czego totalnie się nie spodziewamy. Wędrujemy za głównym "upiorem" po Europie, a co przyniesie nam los, jest w stanie przewidzieć tylko sam autor.

Seria nie jest dla każdego. W typowym political fiction można się zakochać albo znienawidzić od pierwszych przeczytanych stron. Ja osobiście "Dzikusów" będę polecać każdemu, komu najdzie ochota na przeczytanie serii, która zapadnie mu na długo w pamięci. Która to, będzie napisana lekkim językiem, ale też zawarta w niej tematyka będzie trudna i warta przemyślenia. Taka właśnie jest seria "Dzikusy", którą z tego miejsca mogę Wam polecić.

pokaż więcej

 
2018-10-18 16:04:03
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam
Autor:

Muszę przyznać, że Wydawnictwo Mando od samego początku zaskoczyło mnie wydaniem tego tytułu w dwóch okładkach, które jak się okazało, po przeczytaniu całej powieści, miały sens. Jedna bardziej utrzymana w klimacie caratu, druga nowocześniejsza. Mi się trafiła ta pierwsza z czego byłam ogromnie szczęśliwa.

Autorka ma niebywałą lekkość w tworzeniu tekstu, w którym przewagę stanowią opisy....
Muszę przyznać, że Wydawnictwo Mando od samego początku zaskoczyło mnie wydaniem tego tytułu w dwóch okładkach, które jak się okazało, po przeczytaniu całej powieści, miały sens. Jedna bardziej utrzymana w klimacie caratu, druga nowocześniejsza. Mi się trafiła ta pierwsza z czego byłam ogromnie szczęśliwa.

Autorka ma niebywałą lekkość w tworzeniu tekstu, w którym przewagę stanowią opisy. Napiszę więcej, moim zdaniem w "Sekrecie Tatiany" to właśnie opisy stanowiły mocną stronę tej powieści. Narracja w całej powieści jest trzecioosobowa, ale dzięki zmienności czasowej wcale nie było nudno. Wręcz muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrze napisanej powieści, w której losy bohaterów trzymałyby w napięciu do samego końca.

Podobało mi się inne/alternatywne ujęcie żywotu carskiej elity. Mimo wszystko podobało mi się to, w jakim kierunku Gill Paul postanowiła zabrnąć. Stworzyła własny świat, który został oparty na elementach historycznych. Mimo iż jest książka usadawiana w gatunku romansu historycznego, to dla mnie była ona czymś więcej. Była powieścią, w której oprócz miłości, znajdziemy wątki o wybaczaniu oraz problemy z tym związane(nie zawsze owe wybaczanie jest łatwym elementem naszego życia), o znajdowaniu swojego miejsca w świecie, ale też zostaniemy postawieni w sytuacji, w której ciężko nam będzie ocenić postępowanie bohaterów, ponieważ nic nie jest czarno - białe, a każda decyzja ma swoje konsekwencje - tak jak w normalnym życiu. Każdy wątek został cudownie zawiązany, natomiast losy bohaterów zaskakująco ze sobą splecione!

Muszę Wam się przyznać, że z początku książka mnie nie wciągnęła. Miałam wręcz problem żeby się w nią wgryźć, ale nagle przyszedł taki dzień, że pochłonęłam pozostałą część dosłownie za jednym zamachem.
Podczas lektury były momenty kiedy bardziej wolałam świat i dzieje za czasów Romanowów, chcąc poznać historię oraz tytułowy sekret Tatiany, innym razem zdarzały się fragmenty, kiedy miałam większą ochotę na losy i odkrywanie wątku Kitty. Łapałam się niejednokrotnie na tym, że pędziłam dosłownie przez tekst, aby się dowiedzieć co będzie miało miejsce w następnym rozdziale.

"Sekret Tatiany" jest moim zdaniem książką w pełni spełniającą oczekiwania czytelnika. Tu nawet posłowie od samej autorki czyta się z pełnią nadziei i oczekiwań na jakiś tajemniczy zwrot wydarzeń. Bardzo podobało mi się to, jak autorka właśnie w posłowiu odpowiedziała na wiele pytań, które pojawiły się podczas lektury jej powieści.

I choć powieść nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, to będzie jedną z moich ulubionych książek przeczytanych w tym roku!

pokaż więcej

 
2018-10-15 21:34:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

Wychowałam się na klasyce typu "Dzieci z Bullerbyn" czy też "Chatka Puchatka" i jest mi niezmiernie miło, że mam co raz częściej tę okazję, aby zaczytywać się w obecnych pozycjach książkowych dla dzieci, które pojawiają się na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Z każdą kolejną pozycją, przekonuję się, że książki te są tworzone z pasji, natomiast historie zawarte w środku nakreślają... Wychowałam się na klasyce typu "Dzieci z Bullerbyn" czy też "Chatka Puchatka" i jest mi niezmiernie miło, że mam co raz częściej tę okazję, aby zaczytywać się w obecnych pozycjach książkowych dla dzieci, które pojawiają się na naszym rodzimym rynku wydawniczym. Z każdą kolejną pozycją, przekonuję się, że książki te są tworzone z pasji, natomiast historie zawarte w środku nakreślają interesujące opowieści, które mogą nie tylko nas - dorosłych czytelników cofnąć do przepięknych czasów dzieciństwa, ale też dać pociechom atrakcyjny impuls do zabaw.

Choć najnowsza książka z serii "Ignacy i Mela na tropie" jest już piątym tomem, to w żadnym wypadku nie należy się obawiać, że coś przeoczyliśmy w poprzednich częściach. Każda powieść to nowa historia i całkiem inna zagadka. Bardzo fajne w każdej z książek jest to, że mamy wybór odnośnie zakończenia, z których możemy zadecydować jaki będzie finał historii. Podoba mi się to, kiedy książka wchodzi w interakcję z czytelnikiem i porywa w świat zabawy dzięki słowu pisanemu.

Historia opisana w środku wciąga nas w wir niespodziewanych i zaskakujących sytuacji. Z każdą kolejną stroną zbliżamy się wraz z bohaterami do rozwiązania zagadki i powiem Wam, że strasznie to było angażujące. Przeczytałam oczywiście dwa zakończenia, dzięki czemu miałam wgląd na totalnie różne zakończenia, których kompletnie się nie spodziewałam :)

Od strony graficzno - technicznej jestem zaskoczona, że książka została wydana w twardej oprawie, posiadała ładną wklejkę z kluczami, której kolorystyka mnie urzekła, natomiast duża czcionka z pewnością zachęci do spędzenia kilku wieczorów niejeden duet rodzicielsko - dziecięcy na czytaniu i uwierzcie mi, zabawa będzie przednia.

Dodatkowym atutem "Zagadki teatru" Zofii Staniszewskiej są ilustracje autorstwa Artura Nowickiego. Z jednej strony zaskakują prostotą oraz stonowaną paletą barwną - szarościami, ale z drugiej są trafione w punkt. Niekiedy jest to pełna strona, innym razem tylko drobny element. Bardzo mi się podobały i chyba zostanę fanką tego ilustratora.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-10-09 16:43:34
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3.5)

Miałam mieszane uczucia po trylogii dworów, czy pokusić się o najnowszą nowelkę. Sięgać? Odpuścić sobie? W zasadzie do dziś nie wiem, co mnie pchnęło, aby zdecydować się na zrecenzowanie pomostu pomiędzy główną historią dotyczącą dworów.

Narracja w najnowszej powieści Sary J. Maas "Dwór szronu i blasku gwiazd" jest opowiedziana z perspektywy prawie wszystkich postaci z bliskiego grona...
Miałam mieszane uczucia po trylogii dworów, czy pokusić się o najnowszą nowelkę. Sięgać? Odpuścić sobie? W zasadzie do dziś nie wiem, co mnie pchnęło, aby zdecydować się na zrecenzowanie pomostu pomiędzy główną historią dotyczącą dworów.

Narracja w najnowszej powieści Sary J. Maas "Dwór szronu i blasku gwiazd" jest opowiedziana z perspektywy prawie wszystkich postaci z bliskiego grona Feyry(z nią włącznie), których dotychczas poznaliśmy w poprzednich tomach trylogii. Jest to o tyle ciekawy zabieg, że w głównej serii skupiamy się przede wszystkim na przeżyciach wewnętrznych kluczowej bohaterki, a tu możemy poznać emocje pozostałych postaci. Mówiąc o pozytywach tej powieści, na tym mogłabym zakończyć recenzję.
Niestety, najnowsza powieść nie wnosi absolutnie nic do głównego wątku. Z jednej strony to dobrze, bo nie będziemy przez 300 stron kolejnej książki czytać o tym, jak Feyra przemieszcza się bez większego celu po mieście i kupuje prezenty na przesilenie. Serio! Natomiast z drugiej, książka ta to nic innego jak odcinanie kuponów na zdobytej sławie, więc jeśli nie musicie, to tego nie czytajcie. Nic to nie wniesie do waszego życia, również niczego nie stracicie podczas czytania czwartego tomu(a domyślam się, że prędzej czy później takowy powstanie).
Miałam szczerą nadzieję, że autorka pokusi się o jakikolwiek sens napisania tej powieści. Prawda jest jednak taka, że "Dwór szronu i blasku gwiazd" jest po prostu sympatycznym przerywnikiem, stworzonym chyba dla największych fanów serii, którzy nie mogli się doczekać dalszych losów Feyry i Rhysa. Tylko, że tutaj dalszych losów w zasadzie nie ma...

Przyznam się Wam, że podczas lektury miałam takie momenty, podczas których nie wiedziałam co czytam. Nie mogłam się skupić na tekście, bo opowieść w środku diametralnie różni się ode tego, do czego przyzwyczaiła nas Sarah.
Historia jest wręcz nużąca i senna. Główni bohaterowie niby gdzieś przeskakują, odwiedzają różne postaci, pojawią się starzy znajomymi, ale nijak się to ma do przyszłych wydarzeń i wszelkie konflikty, jakie pojawiły się pod koniec trylogii, nadal są i mają się dobrze. Zdecydowanie w tej książce jest za mało konkretnych działań, a za dużo rozmemłanego tekstu.

Do tego wszystkiego muszę dodać, iż postać Feyry została spłycona do granic możliwości i stała się okropnie irytująca oraz nudna. Odrobinkę całość ratowało trio Rhys, Kasjan i Az - póki co, nie stracili ikry i żarcików. Ale to jest moim zdaniem za mało, aby polecić Wam do przeczytania tę powieść.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-10-01 20:11:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

Nie będę ukrywać, po "Lokatorce" miałam dość spore oczekiwania względem najnowszej pozycji JP Delaney. Gdy zaczęły schodzić pierwsze opinie oraz recenzje, nie ukrywam, delikatnie zrzedła mi mina. Czy rzeczywiście "W żywe oczy" jest tak słaba, że zasługuje na ocenę 3 lub 4 na 10 możliwych gwiazdek? A może osoby ją czytające, poszły po łebkach i po kilku elementach, które im nie pasowały,... Nie będę ukrywać, po "Lokatorce" miałam dość spore oczekiwania względem najnowszej pozycji JP Delaney. Gdy zaczęły schodzić pierwsze opinie oraz recenzje, nie ukrywam, delikatnie zrzedła mi mina. Czy rzeczywiście "W żywe oczy" jest tak słaba, że zasługuje na ocenę 3 lub 4 na 10 możliwych gwiazdek? A może osoby ją czytające, poszły po łebkach i po kilku elementach, które im nie pasowały, stwierdziły, że na więcej nie zasługuje ta powieść?
Postanowiłam sprawdzić na własnej skórze.

JP Delaney ponownie mnie zaskoczył w kilku elementach. Po pierwsze sama konstrukcja książki zaskakuje. Kiedy w lokatorce mieliśmy test psychologiczny, tak teraz zostają nam wplecione konkretne scenariusze wzięte rodem z jakiejś sztuki oraz wiersze Baudelaire'a, w których można próbować doszukiwać się wskazówek. Było to zdecydowanie coś innego i w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że podświadomie próbuję zanalizować wiersz w tekście książki.

Przyznam się, że po przeczytaniu opisu, odniosłam wrażenie, iż w środku zastanę thriller psychologiczno-erotyczny. Nic bardziej mylnego! Autor skupia naszą uwagę na zagadnieniach psychologicznych, których uczą się w szkołach młodzi aktorzy. Okazuje się, że nauka ta, niewiele się różni od tego, co musi poznać profiler w policji. Obie osoby parające się tymi zawodami muszą stać się, wręcz przekształcić w daną postać i wczuć się w zarówno w jej położenie jak i spróbować odczytać oraz przewidywać to, co się dzieje w głowie takiego osobnika. Lubię takie wątki w thrillerach, kiedy na pozór niemożliwe zadanie, staje się codziennym życiem postaci.

Akcja książki w "W żywe oczy" jest szybka, wartka, momentami odnosiłam wrażenie, iż jest wręcz porwana i przekombinowana, ale brnąca w znanym tylko autorowi kierunku. I tak właśnie było, bo kiedy pierwsza połowa książki nie wnosiła efektu zaskoczenia, tak w drugiej, w pewnym momencie zapomniałam jak się nazywam :)

Nie będę ukrywać, ale w książce były również fragmenty, kiedy bardzo mnie drażniła Claire. Mając świadomość, że była ona aktorką, a na jej zachowanie miała wpływ rola jaką musiała odegrać, jednak w trakcie czytania kilkukrotnie zastanawiałam się czy jeszcze gra, czy może to już koniec i ona właściwie taka jest: lekko naiwna, małostkowa, dość potulna i niezbyt inteligentna.

Ta książka każdym zakręci i zmąci spokojny oraz poukładany bieg akcji. Autor nami manipuluje do samego końca, przez co "W żywe oczy" jest według mnie zdecydowanie lepszą pozycją niż "Lokatorka".

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-10-01 17:14:19
Ma nowego znajomego: Łędina
 
2018-09-29 12:32:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Tbr 2018
Autor:

W żadnym wypadku nie należę do grupy osób, które uwielbiałoby prozę P. Coelho. Powiedzieć, że jest to rodzaj specyficznej literatury, to lekkie niedopowiedzenie. Czytałam kiedyś jego "Pielgrzyma" i zwyczajnie za każdym razem książka ta stanowiła skuteczny usypiacz, dlatego też bałam się "Hipisa". Bałam się, że tej pozycji nie dokończę czytać i w najlepszym wypadku do końca roku będę z nią... W żadnym wypadku nie należę do grupy osób, które uwielbiałoby prozę P. Coelho. Powiedzieć, że jest to rodzaj specyficznej literatury, to lekkie niedopowiedzenie. Czytałam kiedyś jego "Pielgrzyma" i zwyczajnie za każdym razem książka ta stanowiła skuteczny usypiacz, dlatego też bałam się "Hipisa". Bałam się, że tej pozycji nie dokończę czytać i w najlepszym wypadku do końca roku będę z nią spędzać nużące wieczory. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy w oka mgnieniu pokonałam bez większych problemów pierwszych 50 stron, aby po dwóch wieczorach uporać się z tym tytułem.

Muszę przyznać, że bardzo podobała mi się opowieść zawarta w środku. Trochę biograficzna, trochę wymyślona przez autora. Wielokrotnie miałam wrażenie, że sam autor opowiada mi treść książki, na jakimś intymnym spotkaniu przy kawie tudzież yerba mate.

Akcja w tej książce nie gna z prędkością światła, ale spokojnie, bez zbędnego spinania się i nadęcia, możemy oczekiwać świetnie napisanej książki, która idealnie oddaje charakter lat 70'tych. Są dzieci kwiaty, są podróże, jest radość z życia, ale też ukazane zostały problemy z jakimi stykali się hipisi - szufladkowanie, niezrozumienie przez resztę społeczeństwa, brak akceptacji wśród najbliższych.

Tak naprawdę "Hipis" P. Coelho jest typową powieścią drogi. Cały czas gdzieś się przemieszczamy wraz z postaciami, mamy oczywiście gdzieś wplecione wątki wojenne, miłosne, przywiązania do drugiej osoby, ale to wszystko jest tak nienachalne, tak subtelnie zarysowane, że aż cudownie było przeczytać coś innego, za co normalnie nie sięgam.

Interesującym zabiegiem w tej książce było nakreślenie historii życia niektórych postaci, jak choćby brytyjski kierowca Magic Busa, który z początku wydał się odpychającą postacią, jednak skrywał w sobie cudowną przeszłość. Był brytyjskim lekarzem, który postanowił zjechać pół Afryki, aby na koniec wylądować jako kierowca Magic Busa. Przez tę oraz historie pozostałych osób, o których nie chcę Wam tu wspominać, aby nie zabrać przyjemności z czytania, "Hipis" dostaje jakby drugie życie i staje się ciekawszą lekturą.

Myślę, że do książek Coelho trzeba wewnętrznie dojrzeć. Kiedy miałam naście lat i próbowałam czytać "Pielgrzyma" nie zdawałam sobie spraw z wielu rzeczy. Wydaje mi się, że byłam mentalnie za młoda na prozę tego autora. "Hipis" sprawił, że spróbuję swoich sił w jeszcze nie jednej powieści Paulo Coelho. Może coś mi się jeszcze spodoba?

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-09-29 11:40:59
Dodała cytat z książki: Hipis
[...] nie warto żyć bez miłości. Czym jest życie bez kochania? Jest jak drzewo, które nie owocuje. Jak sen bez snów, wręcz bezsenność. To jak żyć dzień po dniu, łudząc się, że słońce rozświetli twój pomalowany na czarno pokój, mimo szczelnie zamkniętych i zasłoniętych okien i drzwi.
 
2018-09-29 11:37:54
Dodała cytat z książki: Hipis
[...] powrót do przeszłości w niczym nie pomaga, tylko pęta nogi niewidzialnymi łańcuchami i pozbawia resztek nadziei pokładanej w ludzkości.
 
Moja biblioteczka
172 133 594
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Ulubione cytaty (5)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd