Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
czytamiogladam 
https://czytamiogladam.pl, https://www.facebook.com/czytam.i.ogladam, https://www.instagram.com/czytamiogladam_pl
29 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 5 cytatów, ostatnio widziana 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-05-10 19:11:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Zygmunt Rozłucki (tom 2)

W najśmielszych snach nie sądziłabym, iż po przeczytaniu raptem 50 stron będę się zachwycać daną książką, a w tym przypadku właśnie to miało miejsce. Napiszę więcej, te pierwsze pięćdziesiąt stron, sprawiło, że książkę pochłonęłam w zatrważającym tempie, jednocześnie mogąc się delektować lekturą na wysokim poziomie.

Muszę w tym miejscu nadmienić, że "Niedobry pasterz" jest drugą częścią cyklu...
W najśmielszych snach nie sądziłabym, iż po przeczytaniu raptem 50 stron będę się zachwycać daną książką, a w tym przypadku właśnie to miało miejsce. Napiszę więcej, te pierwsze pięćdziesiąt stron, sprawiło, że książkę pochłonęłam w zatrważającym tempie, jednocześnie mogąc się delektować lekturą na wysokim poziomie.

Muszę w tym miejscu nadmienić, że "Niedobry pasterz" jest drugą częścią cyklu o Zygmuncie Rozłuckim, ale co najlepsze jest w tej serii to fakt, że nie trzeba koniecznie czytać całości od początku, bowiem nie ma szans, aby się pogubić. Autor umiejętnie dozuje nam informacje i możemy się jedynie domyślać, co łączyło wcześniej postaci odgrywające kluczowe role.

Narracja w "Niedobrym pasterzu" jest to typowa trzecioosobowa, ale nastawiona na losy jednego bohatera - w tym przypadku... tak nie pomyliliście się - Zygmunta Rozłuckiego. Wchodzimy w jego głowę, doświadczamy wszelkich emocji jakie nimi targały podczas śledztwa oraz staramy się zrozumieć tego, bądź co bądź, pogubionego człowieka, który w powolnym tempie rozbija się na kawałki depresji, czy stracie sensu życia. Zygmunt jest postacią złożoną, którą albo się uwielbia albo szczerze znienawidzi. Mi się on bardzo spodobał. Szczególnie jego zaciętość i dążenie do wyjaśnienia sprawy. Nie poddawał się nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji.

Ogromną zaletą tej powieści jest dbanie o szczegóły, na których większość pisarzy jest w stanie popłynąć. Żeby nie być gołosłowną podam w tym miejscu pewien przykład. Za każdym razem kiedy główny bohater spożywał alkohol z wyższej półki, autor w bardzo ciekawy sposób opisywał smaki, które wyczuwałam na moich kubkach smakowych. To było zaskakujące uczucie, ale dzięki temu mogłam się dowiedzieć wielu przydatnych informacji odnośnie whiskey.

Bardzo mi się podobało to, że w swojej najnowszej powieści Przemysław Borkowski potrafił oddać charakter miejsca i sytuacji rodem z lepszych skandynawskich kryminałów. Dało się przez całą powieść wyczuć skupienie, w pewnym sensie lekkie osamotnienie głównego bohatera a jednocześnie w bardzo ciekawy sposób opisane dochodzenie do sprawcy morderstwa.

I uwierzcie mi, do samego końca nie będziecie w stanie nawet przez chwilę domyślić się kto tak naprawdę zawinił i zabił 15-latkę, przez co tym bardziej zakończenie wbije w fotel.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-05-07 21:08:16
Dodała cytat z książki: Emigrantki
Czy można do końca życia czuć gniew? Pewnie tak, ale ostatecznie to nigdy nie jest dla ciebie dobre. Kiedy odebrano ci wszystko, co uważałaś za swoje, a życie osunęło ci się spod nóg i musiałaś zacząć od zera, mogłaś odkryć, kim tak naprawdę jesteś. Mogłaś stanąć twarzą w twarz z ciemną, niewzruszoną ścianą prawdy o sobie. A to być może najbardziej przerażająca ze wszystkich myśli.
 
2018-05-07 21:07:24
Dodała cytat z książki: Emigrantki
Czy rzeczywiście człowiek zawsze kończy wśród ludzi takich jak on sam? Na studiach wszystko jest takie idealistyczne, wydaje ci się, że możesz zostać kim chcesz i przyjaźnić się z kim chcesz tylko dlatego, że oboje lubicie francuskie filmy albo gotowanie. W końcu jednak zdajesz sobie sprawę, że to nietrwałe więzi, które łatwo zrywają się pod ciężarem codziennych stresów.
 
2018-05-07 21:05:08
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Z autorką Janice Y. K. Lee jest to moje pierwsze spotkanie, ale odnoszę wrażenie, że jeszcze kiedyś po jej twórczość sięgnę. Ma bardzo ciekawy styl pisania, z którym wcześniej się nie spotkałam. Czułam się trochę tak, jakby jakaś dawno niewidziana przyjaciółka spotkała się ze mną na ploteczkach i opowiadała przy dobrej kawie, co słychać u jej najbliższych albo jakbyśmy trafiły do kina na... Z autorką Janice Y. K. Lee jest to moje pierwsze spotkanie, ale odnoszę wrażenie, że jeszcze kiedyś po jej twórczość sięgnę. Ma bardzo ciekawy styl pisania, z którym wcześniej się nie spotkałam. Czułam się trochę tak, jakby jakaś dawno niewidziana przyjaciółka spotkała się ze mną na ploteczkach i opowiadała przy dobrej kawie, co słychać u jej najbliższych albo jakbyśmy trafiły do kina na świetny film.

Zdecydowanie podczas lektury narrator stał z boku całej historii. Bardziej relacjonował to, co się działo, aniżeli wgłębiał się w przeżycia wewnętrzne bohaterów. Starał się wszelki osąd pozostawić nam, czytelnikom - co było bardzo zaskakującym i jednocześnie interesującym doznaniem.

Osobiście uwielbiam książki, których akcja rozgrywa się na Dalekim Wschodzie. Czy czytałam książkę Chelsea Haywood("Biała gejsza), czy naszego rodzimego Marcina Bruczkowskiego("Bezsenność w Tokio"), za każdym razem wyczuwałam w nich pewnego rodzaju wyalienowanie, samotność, momentami bezradność. Te emocje są w nich bardzo intensywne - doznania izolacji, zamknięcia we własnych umysłach... W najnowszej powieści "Emigrantki" Janice Y. K. Lee również można wyczuć takie, niekiedy wręcz dołujących, uczucie.

Autorka skupia naszą uwagę na historii trzech kobiet, które z różnych powodów trafiły do Hongkongu. Mercy, Margaret i Hilary są motorem napędowym całej powieści. To w okół nich głównie skupiamy naszą uwagę i powoli poznajemy ich losy, które w pewnym sensie się splatają w jedną całość. Każda z nich jest inna i dzięki temu widzimy różnice w postępowaniu, w problemach z jakimi muszą sobie poradzić: na tle emocjonalnym, przeżyć wewnętrznych a także wśród najbliższego otoczenia.

Janice Y. K. Lee w bardzo ciekawy sposób ujęła w tej powieści tematykę "emigracji" - treść jakże współczesna co bardzo interesująca. Szczególnie jeśli zdamy sobie sprawę, że emigracja ma miejsce nie tylko w obrębie Europy czy też naszej ojczyzny, ale tak naprawdę jest to problem ogólnoświatowy, z osobistą tragedią pojedynczych jednostek i nie ma znaczenia czy emigrujemy za pieniądzem czy też szukając nowego miejsca na ziemi, gdzie panuje względny spokój. Autorka potrafiła zauważyć, że nawet w krajach, w których ludzie żyją na wysokim poziomie, również ma miejsce emigracja, która niesie za sobą konsekwencje - z jednej strony wyalienowanie na tle społecznym, z drugiej zaś może doprowadzić do pewnego rozluźnienia relacji pomiędzy najbliższymi, która doprowadza do zdrady, braku empatii czy pogubienia się w obcym świecie.

Bardzo podobało mi się w tej powieści, że autorka ukazała trzy punkty widzenia, w postaci odrębnych historii, dzięki czemu można wczuć się w emocje poszczególnych bohaterek.

Również na uwagę zasługuje, że Janice Y. K. Lee nie koloruje rzeczywistości. W "Emigrantkach" jest ona dość brutalna, momentami wręcz dołująca, jednakże bardzo się cieszę, że autorka na siłę nie próbowała stworzyć nam iluzorycznego świata, który z pewnością byłby piękny, ale mijał się z prawdziwym życiem.

Bardzo fajnym zabiegiem było również powolne odkrywanie połączeń - fragmentów z życia każdego wątku, które z czasem układały się w jedną całość.

Nie jest to łatwa książka, trzeba się momentami mocniej skupić, aby zrozumieć jej sens lub aby nic nam nie umknęło podczas czytania, ale właśnie dlatego uważam, że jest warta spędzenia nad nią dłuższej chwili.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-05-07 21:02:15
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018, Posiadam

W najnowszej pozycji Wydawnictwa Muza - "Po prostu lagom" autorstwa G. Everdahla - to pojęcie zostało rozbudowane o kolejne aspekty - przede wszystkim historyczne. Autor prowadząc nas do najgłębszych zakątków podań i historii Szwecji, pomaga zrozumieć pochodzenie tego słowa oraz sensu powstania ruchu czy raczej specyficznej tradycji w postępowaniu i zachowaniu Szwedów.

G. Everdahl ma bardzo...
W najnowszej pozycji Wydawnictwa Muza - "Po prostu lagom" autorstwa G. Everdahla - to pojęcie zostało rozbudowane o kolejne aspekty - przede wszystkim historyczne. Autor prowadząc nas do najgłębszych zakątków podań i historii Szwecji, pomaga zrozumieć pochodzenie tego słowa oraz sensu powstania ruchu czy raczej specyficznej tradycji w postępowaniu i zachowaniu Szwedów.

G. Everdahl ma bardzo miły styl pisania, dzięki czemu pochłonęłam książkę w kilka godzin i była to ciekawa oraz interesująca rozrywka. Tłumaczy on na prostych przykładach zasadę lagom w różnych aspektach życia, dzięki czemu mamy możliwość zrozumienia, kiedy jest w sam raz, np. w takich dziedzinach jak podróżowanie, jedzenie czy nawet... w mediach społecznościowych.

Bardzo podobało mi się w tej pozycji to, że była konkretna i jak teraz tak sobie myślę, była właśnie lagom. Przekazała mnóstwo informacji, ale bez "lania wody". Dosłownie liznęła różnych dziedzin życia, ale tak prawdę powiedziawszy, trafiła w punkt z przykładami. Chciałoby się rzec, że "Po prostu lagom" G. Everdahla jest właściwie lagom :)

Pozycja ta według mnie wygrywa wszelkie rankingi piękności pod względem wydawniczym. Nie dość, że całość wygląda przejrzyście i w zasadzie nie ma się do czego "przyczepić" to jeszcze została opatrzona przepięknymi grafikami autorstwa Lotty Kuhlhorn. Dla mnie to jest majstersztyk cieszący oko i chciałabym częściej widzieć takie pozycje na półkach sklepowych.

Książka ta jest nie tylko dla fanów skandynawskiej kultury czy poradników. Moim zdaniem dzięki podejściu Szwedów do życia, właściwie każdy czytelnik odnajdzie w niej coś dla siebie i może uda mu się delikatnie przenieść to życie i postępowanie.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-05-07 20:59:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018

Z tego typu powieściami, gdzie akcja dzieje się w odleglejszych wiekach, miałam już styczność wielokrotność i choć romans historyczny wydaje się dość prostym gatunkiem literackim, to można popłynąć na całej linii, kiedy autor "nie czuje" danej literatury bądź niewystarczająco wczyta się w kontekst historyczny. Większość książek, z jakimi się dotychczas spotykałam, opierała się na pewnych... Z tego typu powieściami, gdzie akcja dzieje się w odleglejszych wiekach, miałam już styczność wielokrotność i choć romans historyczny wydaje się dość prostym gatunkiem literackim, to można popłynąć na całej linii, kiedy autor "nie czuje" danej literatury bądź niewystarczająco wczyta się w kontekst historyczny. Większość książek, z jakimi się dotychczas spotykałam, opierała się na pewnych utartych schematach: począwszy od charakterystycznych bohaterów, poprzez w specyficzny sposób prowadzoną akcję, a skończywszy na humorze czy też odpowiednich zachowaniach postaci - odpowiednio do danego wieku i panujących zasad dobrego wychowania. Książki te dają jako takie pojęcie o danej sytuacji polityczno - ekonomicznej danego kraju oraz choć przez chwilę możemy cofnąć się i poczuć klimat jaki wówczas panował...

Możecie się zastanowić dlaczego napisałam tak długi wstęp do recenzji książki Sylwii Bachledy - już tłumaczę. Wydaje mi się, że autorka na siłę próbowała przełamać powyższy schemat. Stworzyła własną historię, z wieloma nowymi wątkami - niekoniecznie zgodnymi z aktualną historią. Spróbowała swoich sił w gatunku, który chyba nie do końca potrafiła udźwignąć. Szczególnie, że postanowiła wpleść postać cesarza Francji, zmieniając mu imię na Aleksander - nota bene bardzo ładnie brzmi, ale czy spójne z historią? Nie bardzo. XIX wiek we Francji to jest chyba najbardziej burzliwy czas w dziejach tego kraju i nie jestem do końca pewna, czy tworzenie na nowo własnej fikcji literacko - historycznej było dobrym pomysłem.

Jednak muszę jednoznacznie stwierdzić, że autorka w "Pocałunku cesarza" ma bardzo przyjemny styl pisania. Stworzyła powieść, którą czyta się łatwo i w miarę przyjemnie. Do tego należy w tym miejscu wspomnieć, iż akcja goni akcję. Nie ma większych przestojów pomiędzy wydarzeniami, a dialogi oraz opisy są równoważne, ale...



Jednym ze słabszych punktów w tej książce jest niestety główna bohaterka - Charlotte. Myślę, że jedni ją pokochają, inni - jak ja - znienawidzą. Należy w tym miejscu rozgraniczyć Charlotte sprzed pewnej sytuacji jaka miała miejsce i zaraz po niej - nie chcę spojerować, ale osoby czytające od razu załapią, o którym momencie piszę w tym miejscu.

Charlotte sprzed tej sytuacji jest młodziutka, okropnie niestała w emocjach i własnych uczuciach - każdemu napotkanemu mężczyźnie(a było ich trzech), do którego "poczuje mięte" od razu wyznaje miłość i się z nimi całuje! Momentami czuć telenowelę brazylijską. Już pomijam fakt, że takie zachowanie nie przystawało w tamtych czasach, a trzymanie kobiety za dłoń(bez rękawiczki) uznawało się za przejaw zbytniego zbliżenia i bezpośredniości. Wiele gestów, słów czy zachowań należało dozować z umiarem - ot taki flirt sprzed wieków.

Natomiast Charlotte po wspomnianym wyżej wydarzeniu, została przez autorkę w pewien sposób odmieniona. Stała się postacią bardziej konkretną, bez rozpraszaczy, skupioną na jednej osobie, co w odbiorze było zdecydowanie lepsze, bardziej interesujące, choć też należy pamiętać że nadal była młodą osobą, lekko naiwną, nieokrzesaną trzpiotką, która musiała szybko dojrzeć do powierzonej jej roli.

Wydaje mi się, że po części całą książkę ratuje Aleksander - chyba najlepsza postać w całej powieści. Tworzy się w okół niego aura tajemniczości, lekkiej demoniczności, co mi osobiście bardzo odpowiadało i to on przede wszystkim sprawiał, że chciałam się jak najszybciej dowiedzieć kiedy znowu się pojawi. Zabrakło mi może jeszcze więcej pazura z jego strony, aby pokazać kto tu tak naprawdę rządzi...

I ostatnie postaci pojawiające się dość często - zalotnicy Charlotte - Victor i Franciszek. Dla mnie to takie ciepłe kluchy, że aż szkoda o nich wspominać... Charlotte mogła im dowoli grać na emocjach, a oni i tak jej wszystkie przewinienia wybaczali. Podejrzewam, że zostali ukazani jako kontra do Aleksandra, ale z jednego bym zrezygnowała.

Pozycja ta zaskoczyła mnie przede wszystkim mnogością niedomkniętych wątków, zaskakującymi zwrotami akcji oraz skupianiu się na sferze emocjonalnej pomiędzy postaciami. Zabrakło mi pierwiastka dodatkowego w postaci dziejących się burzliwych wydarzeń w XIX-wiecznej Francji, czy próbie wzorowania się na realnej postaci - na przykład wziąć za inspirację Ludwika XVIII bądź któregoś z późniejszych cesarzy.

Przez całą powieść cesarz niby coś tam robi w wolnym czasie, ale przede wszystkim skupia się na rozkochaniu w sobie Charlotty.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-04-25 22:06:26
Dodała cytat z książki: Najtwardsza stal
W życiu nie chodzi o to, by się odnaleźć, ale żeby coś stworzyć.
 
2018-04-25 22:05:34
Dodała cytat z książki: Najtwardsza stal
Wszechświat zawsze układa wszystko tak, żeby dać nam to, czego potrzebujemy, a nie to, czego pragniemy.
 
2018-04-25 22:04:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Second Circle Tattoos (tom 1)

Przed rozpoczęciem czytania tej pozycji, mogłam się jedynie domyślać, co zastanę w środku. Okładka sporo zdradzała i podejrzewałam, że książka ta będzie na kształt lekkiego erotyku - w zasadzie się nie pomyliłam. Seks był i to nawet sporo, ale co warte uwagi, to autorka raczej próbowała zachować w pewnym sensie harmonię pomiędzy scenami dla starszego czytelnika a losami głównych postaci.

...
Przed rozpoczęciem czytania tej pozycji, mogłam się jedynie domyślać, co zastanę w środku. Okładka sporo zdradzała i podejrzewałam, że książka ta będzie na kształt lekkiego erotyku - w zasadzie się nie pomyliłam. Seks był i to nawet sporo, ale co warte uwagi, to autorka raczej próbowała zachować w pewnym sensie harmonię pomiędzy scenami dla starszego czytelnika a losami głównych postaci.

Muszę przyznać, że Scarlett Cole ma bardzo przyjemny styl pisania, przez co treść była zaskakująco wciągająca i o dziwo "Najtwardsza stal" nie była napisana w formie pierwszoosobowej, dzięki czemu mogliśmy poznać dziejące się wydarzenia i emocje jakie targały obojgiem bohaterów.

Zdecydowanym plusem w tej powieści są emocje. Doznamy ich praktycznie wszystkich. Począwszy od cudownych tlących się uczuć pomiędzy różnymi postaciami, przez nienawistne spojrzenia, a skończywszy nawet na stalkingu i prześladowaniu, przypominającymi co ciekawsze thrillery.

Ogromną zaletą jest również mnóstwo odniesień do Dantego oraz uchylenie rąbka pracy w studiu tatuażowym :)



Największym minusem tej powieści jest jej tytuł - choć w tym przypadku nie powinnam się aż tak czepiać, bo jest to idealny odpowiednik jego angielskiej formy - oraz okładka. Spoglądający z niej napakowany i wytatuowany jegomość mnie wręcz z początku odrzucał. Osobiście nie przepadam za zdjęciami na okładkach, bo zabierają przyjemność z wykreowania w wyobraźni własnych postaci, a tu niestety niektóre rzeczy już nam narzuciło się od samego patrzenia na przystojniaka, który domyślam się, miał być Trentem :)

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-04-25 22:03:34
Dodała cytat z książki: Historia złych uczynków
Tak samo potępiony jest ten, kto zabił raz, jak ten, kto zabił wiele razy.
 
2018-04-25 22:01:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zabierając się za tę powieść, bardzo spodobał mi się opis z tyłu okładki. Miałam nadzieję na ciekawą książkę, która mnie porwie od pierwszych stron, tym bardziej że samej autorki nie bardzo kojarzyłam z wcześniejszych jej tworów literackich.

"Historia złych uczynków" jest napisana w bardzo inteligentny sposób. Przyjazny język sprawia, że jest to przyjemność dla czytelnika. Od samego początku...
Zabierając się za tę powieść, bardzo spodobał mi się opis z tyłu okładki. Miałam nadzieję na ciekawą książkę, która mnie porwie od pierwszych stron, tym bardziej że samej autorki nie bardzo kojarzyłam z wcześniejszych jej tworów literackich.

"Historia złych uczynków" jest napisana w bardzo inteligentny sposób. Przyjazny język sprawia, że jest to przyjemność dla czytelnika. Od samego początku trzyma określony poziom językowy, z którego ani na trochę nie zbacza. Bardzo mi się to podobało, że autorka powoli wciąga nas w historie, jakie się między sobą przeplatają. Zaciekawia, intryguje, czasem gmatwa i mąci nam w głowach...

Podczas lektury towarzyszyły mi przeróżne emocje. Wielokrotnie miałam ochotę odłożyć tę powieść na inny czas, ponieważ tematyka w niej zawarta nie należy do moich ulubionych. Z drugiej strony, byłam ciekawa jak się potoczy historia Niny. Te dwie szale, które się ciągle starały zrównoważyć, sprawiły że jakoś dotrwałam do końca. I słowo dotrwałam użyte jest tu celowo, bowiem "Historia złych uczynków" mnie zwyczajnie nie porwała.

Jest to powieść, która z pewnością zaskakuje. Przede wszystkim mnogością występujących postaci, wątkami, które w najmniej oczekiwanych momentach ze sobą się zawiązywały i tworzyły logiczną całość oraz tym jak los potrafi być przekorny względem opowieści, jaką nam serwuje Katarzyna Zyskowska.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-04-18 17:57:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
 
2018-04-16 18:46:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

Nigdy bym nie przypuszczała, iż książka o ptakach mogłaby być aż tak wciągająca. Kiedy decydowałam się na recenzję tej powieści, miałam dość mieszane uczucia. Z jednej strony zarówno tytuł, opis jak i sama szata graficzna przyciągała mnie do siebie, z drugiej zaś w głowie kumulowały mi się pytania: czy to rzeczywiście jest książka dla mnie?

Autor - Jim Robbins - zabiera nas w świat różnych...
Nigdy bym nie przypuszczała, iż książka o ptakach mogłaby być aż tak wciągająca. Kiedy decydowałam się na recenzję tej powieści, miałam dość mieszane uczucia. Z jednej strony zarówno tytuł, opis jak i sama szata graficzna przyciągała mnie do siebie, z drugiej zaś w głowie kumulowały mi się pytania: czy to rzeczywiście jest książka dla mnie?

Autor - Jim Robbins - zabiera nas w świat różnych gatunków latających stworzeń. Zaczynając od tych najmniejszych jak kolibry a kończąc na przepięknych orłach bielikach czy nawet pingwinach cesarskich. Poznajemy ich świat z perspektywy różnych specjalistów, którzy na przestrzeni lat wyspecjalizowali się w różnych dziedzinach i aspektach życia ptaków.

Podczas lektury tej powieści wielokrotnie łapałam się za głowę. Jak my ludzie, mogliśmy do takiego stanu doprowadzić? Dlaczego spowodowaliśmy praktyczne wyginięcie np. sępów czy wspomnianych już orłów bielików? To jest naprawdę wstrząsające. Autor jedynie nakreśla te kwestie a od nas samych zależy czy wgłębimy się w daną tematykę.

Bardzo podobał mi się język użyty w książce. Jim Robbins wie o czym pisze, ale używa języka, który trafi do każdego czytelnika. Czytało się jego najnowszą powieść jak książkę przygodową bądź reportaż. Oczywiście pomiędzy tekstem, autor stara się przemycić jak najwięcej wiedzy i smaczków naukowych, ale nie jest to typowa - podręcznikowa mowa, dzięki czemu wiele aspektów pozostaje w naszych głowach i zapamiętamy je nawet długo po odłożeniu książki na bok. W wielu miejscach posługuje się anegdotkami, czy też historiami z życia. Poznajemy wielu badaczy, którzy poświęcili życie prywatne dla nauki, ale także zwykłych ludzi zrzeszonych w Korpusie Ochrony Przyrody.

Na uwagę zasługuje również oprawa graficzna samej pozycji. Nie dość, że od samego początku urzeka nas okładka, to jeszcze w środku znajdziemy przy każdym rozdziale prześliczne ilustracje ptaków, na których z grubsza jest skupiony sam autor.

"Zadziwiający świat ptaków" autorstwa Jima Robbinsa jest powieścią skierowaną w głównej mierze dla szerokiego grona czytelników. Niezwykłą frajdę w poznawaniu tego świata znajdą zarówno osoby takie jak ja: czyli totalni laicy wśród skrzydlatych stworzeń, ale również zapaleńcy znajdą w niej pokaźną ilość przeróżnych anegdotek oraz pozycja ta będzie dopełnieniem już posiadanej wiedzy na ich temat.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-04-16 18:45:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Tbr 2018
Autor:

Gdzie ja byłam do tej pory, że nie przeczytałam wcześniej książki "Tysiąc pocałunków" autorstwa Tillie Cole? Dlaczego dopiero teraz wpadła w moje ręce? Nie ma co gdybać, tylko brać się za recenzję :)

Autorka ma niespotykany dar do tworzenia przejmujących historii w tak lekkim i przyjemnym stylu, że aż chce się wracać do jej powieści. Kreuje na kolejnych stronach opowieść, która prowadzi nas...
Gdzie ja byłam do tej pory, że nie przeczytałam wcześniej książki "Tysiąc pocałunków" autorstwa Tillie Cole? Dlaczego dopiero teraz wpadła w moje ręce? Nie ma co gdybać, tylko brać się za recenzję :)

Autorka ma niespotykany dar do tworzenia przejmujących historii w tak lekkim i przyjemnym stylu, że aż chce się wracać do jej powieści. Kreuje na kolejnych stronach opowieść, która prowadzi nas poprzez narrację pierwszoosobową przez zakamarki życia dwójki bohaterów, z dwóch różnych perspektyw: Rune oraz Poppy. Cudowne jest to, że poznajemy ich jako dzieci i z każdym kolejnym rozdziałem wraz z nimi dorastamy. Autorka daje nam czas, abyśmy mogli się zżyć z bohaterami oraz przeżywali z nimi zarówno wzloty jak i upadki.

Zarówno Poppy jak i Rune to postaci, które skradają serca czytelnika od pierwszego momentu ich poznania. Ona cicha, momentami wycofana, on nowy w szkole, lekko zbuntowany, ale za to wyróżniający się typowo skandynawską urodą, czyli wydawać by się mogło troszkę sztampowo i w zasadzie można pomyśleć, że z tej mąki chleba nie będzie. Jednak autorka dzięki takiemu zabiegowi skupia naszą uwagę na ich psychice czy przemyśleniach. Jest jedna rzecz, do której muszę się przyczepić w kwestii bohaterów. Zadziwiała mnie ich zbytnia dojrzałość - w wielu scenach, szczególnie tych początkowych bardziej odnosiłam wrażenie jakbym czytała o postaciach wiekiem zbliżonym do dwudziestolatków, aniżeli do dzieci czy wczesnych nastolatków.

Oczywiście, można się przyczepić do wielu scen, które niewiele wnosiły albo były uderzająco przesłodzone, ale właśnie to też jest plusem tej powieści. Inaczej spoglądamy na uczucie rodzące się pomiędzy dwójką bohaterów mając na uwadze zakończenie.

Dawno nie spotkałam się z taką powieścią, która wzbudzałaby we mnie tak skrajne emocje. Początek lekko nudnawy, natomiast końcówka - poczułam się jakby przejechał po mnie walec emocjonalny. Potrafiłam w sobie znaleźć pokłady takich emocji, o których istnieniu nie byłam nawet świadoma. Wielokrotnie odkładałam "Tysiąc pocałunków" na bok, aby nie tylko wytrzeć mokre oczy, ale też zastanowić się tak naprawdę nad życiem, na tym co nas czeka po śmierci, czy nawet spróbować się pogodzić, że kiedyś i nas dosięgnie kostucha...

Dodatkowo postać Rune'a była tak cudownie opisana. Fakt, może momentami był zbyt słodki, może i jego przemiana była dość sztampowa, ale opisy uczuć wewnętrznych za każdym razem mnie rozczulały i wzruszały. Takich facetów ze świecą szukać.

Po przeczytaniu "Tysiąc pocałunków" stwierdzam jednoznacznie, że prędko się z nią nie rozstanę i postaram się jak najszybciej nadrobić braki w przeczytaniu pozostałych powieści Tillie Cole.

więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
2018-04-16 18:41:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2018
Autor:

Z Holly Bourne spotykałam się po raz pierwszy i jednoznacznie muszę stwierdzić, że autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, dzięki czemu książkę czyta się w zaskakująco szybkim tempie. Akcja goni akcję, tempo jest wartkie i nie można się przy niej nudzić. Fabuła jest ładnie zawiązana, nie znalazłam też żadnych rażących błędów. Mamy tu równowagę pomiędzy narracją a dialogami, co uważam za... Z Holly Bourne spotykałam się po raz pierwszy i jednoznacznie muszę stwierdzić, że autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, dzięki czemu książkę czyta się w zaskakująco szybkim tempie. Akcja goni akcję, tempo jest wartkie i nie można się przy niej nudzić. Fabuła jest ładnie zawiązana, nie znalazłam też żadnych rażących błędów. Mamy tu równowagę pomiędzy narracją a dialogami, co uważam za ogromną zaletę każdej powieści.

Narrator jest pierwszoosobowy, dzięki czemu mamy dostęp do przemyśleń głównej bohaterki, co też uważam za swoisty plus, ponieważ w niektórych sytuacjach można było zrozumieć motywy jakimi kierowała się Audrey, ale...

Przez to, że mamy dostęp do przemyśleń głównej postaci, uważam że jest ona najsłabszym ogniwem tej powieści. Mamy tutaj przykład typowej, brytyjskiej nastolatki, która próbuje się odnaleźć w otaczającym ją świecie. Problemy w domu znajdują swoje ujście w jej codziennym postępowaniu. Rozwód rodziców czy załamanie psychiczne matki sprawiają, że dziewczyna próbuje uciec od trosk i zmartwień do pracy - kina, gdzie spędza większość wieczorów. Problemy rodzinne jak i krzywdzące postępowanie ze strony jej byłego chłopaka, zostawiają szramę na psychice. Audrey próbuje na nowo otworzyć się przed płcią brzydką, jednak poprzez przeszłe doświadczenia ma niewątpliwy problem z zaufaniem.

I teraz moglibyście pomyśleć gdzie są te minusy głównej bohaterki - już tłumaczę i przechodzę do meritum.

Holly Bourne stworzyła bardzo nierówną postać, która z jednej strony podnosi się z kolan emocjonalnych, z drugiej zaś jej niektóre rozważania sprawiają, że nie wiadomo do końca czy się śmiać czy płakać - są bardzo niedojrzałe i dziecinne. Z początku bardzo mnie drażniły, pod koniec chyba w końcu wyczułam komizm sytuacji i po prostu się z nich śmiałam.

Jej wybory również dają nam wiele do myślenia - pakować się w nowy związek z chłopakiem, który pali trawkę oraz nie do końca ma pomysł na siebie i swoje życie, a do tego wszystkiego ma opinię bawidamka?

Odnosiłam przez większość lektury wrażenie, że autorka stworzyła postać z jednej strony idealną: piękną, seksowną i utalentowaną dziewczynę, której pod powierzchnią warstwa emocjonalnej dojrzałości była na poziomie dwunastolatki i to było dość przykre patrząc na całą historię.

Nie mówię, że "To zdarza się tylko w filmach" jest złą książką, bo jest to słodko-gorzka historia, w której znajdziemy wątki miłości, przyjaźni, odnajdowania się w nowej rzeczywistości, ale też samotności, próby łatania ran... Jest to książka specyficzna, która może się spodobać niejednej nastolatce ze względu na poruszane w niej problemy oraz tematykę.

Na szczęście autorka postanowiła nie iść drogą większości młodzieżówek i zakończenie może nas wprowadzić w pewne zaskoczenie, co uważam za ogromny plus. Było niesztampowe, dość niespotykane, dzięki czemu dało się wyczuć cynizm sytuacji, który towarzyszył głównej bohaterce przez całą powieść.

Więcej: czytamiogladam.pl

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
88 45 206
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd