Cynicc 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 3 tygodnie temu
Teraz czytam
  • Golden Hill
    Golden Hill
    Autor:
    Najlepsza XVIII-wieczna powieść od XVIII wieku. Frances Stonor Saunders, BBC Radio 4 Pewnego listopadowego wieczora, zmęczony tygodniami morskiej podróży Richard Smith wreszcie czuje upragniony grun...
    czytelników: 209 | opinie: 5 | ocena: 6,77 (26 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-19 00:47:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dary Anioła (tom 6) | Seria: Ze Świata Nocnych Łowców

Nie mam ochoty rozdrabniać mojej opinii na sześć części, od razu powiem co sądzę o całej serii. Tytułem wstępu: nie lubię YA fantasy, nie miałam szczęścia do młodzieżówek. Podeszłam więc do tej książki jak do jeża, pewna, że będzie głupio i infantylnie. Kurczę! Nie było! Zacznę od wątku romansowego: zaskoczył mnie, baaardzo. Pokochałam Clary i Jace każde z osobna i razem. Swoim zachowaniem... Nie mam ochoty rozdrabniać mojej opinii na sześć części, od razu powiem co sądzę o całej serii. Tytułem wstępu: nie lubię YA fantasy, nie miałam szczęścia do młodzieżówek. Podeszłam więc do tej książki jak do jeża, pewna, że będzie głupio i infantylnie. Kurczę! Nie było! Zacznę od wątku romansowego: zaskoczył mnie, baaardzo. Pokochałam Clary i Jace każde z osobna i razem. Swoim zachowaniem nie przekraczali granic absurdu jak to czasem bywa, nie robili dram, nie zachowywali się jak rozkapryszone dzieci, traktowali się serio, dojrzale, jak coś było źle to rozmawiali a nie udawali niemowy („domyśl się”). Pierwszy raz w mojej długiej przygodzie książkowej obdarzyłam główną bohaterkę uczuciem większym niż sympatia. Clary jest silna, tak silna, że dosłownie może poruszyć świat w posadach, a przy tym delikatna, ma wyczucie, nie zachowuje się jak dziecko cokolwiek tam Jocelyn chce o niej myśleć. Matka Clary doprowadzała mnie do białej gorączki, zachowywała się bezrozumnie w próbach „ochrony córeczki”, serio bym się nie zdziwiła gdyby zaczęła ganiać Jace’a z pogrzebaczem! No tak, Jace. Nieraz mu współczułam, nieraz się śmiałam z tego co mówił, nieraz mnie intrygował.
Moje serce jednak skradł Magnus, nigdy nie będę miała dość jego niewymuszonego poczucia humoru, testowania określeń (biszkopciku, groszku pachnący, serio, teraz też się śmieję) i mądrości ukrytej pod grubą warstwą żelu do włosów. Zakochałam się w tej serii, spodziewałam się porażki a dostałam genialną zabawę, przez ponad 3 000 stron, plejadę genialnych bohaterów, historię która mnie porwała i niepowtarzalne uczucie, że jestem świadkiem przygody młodych ludzi, którzy śmieją się, płaczą, przyjaźnią, kochają i umierają (no dobrze Magnus miał coś okoli 500 lat, nie taki młody).
Jeszcze taka dygresja na temat serialu: moim zdaniem serialowa Clary została wyprana z tego wszystkiego co kocham, z tej siły, a Jace przypomina Jace’a tak bardzo jak kura Ferrari. Wątek romansowy jest przeznaczony dla bardzo niewymagającego odbiorcy... dobra, co ja się silę na grzeczność, wątek romansowy jest dla ślepego i głuchego, takiego co nie zauważy wszechobecnego absurdu i debilizmu. Przeżyłam lekki szok po obejrzeniu pierwszego odcinka serialu, moja ukochana historia i ukochani bohaterowie zostali pokazani w krzywym zwierciadle i wyglądali paskudnie. (Nie żebym chciała obrazić fanów serialu, rozgoryczenie przeze mnie przemawia bo spoziewalam się czegoś przynajmniej fajnego)
Teraz czekają na mnie Diabelskie Maszyny... trochę się obawiam, nie żebym zapałała do Tessy jakimś gorącym uczuciem, irracjonalnie, troszkę jej nie lubiłam, będzie mi brakowało Aleca, Izzy, Clary i Jace’a ... ale Magnus będzie, dlatego te książki na pewno trafią w moje ręce.

pokaż więcej

 
2018-08-19 00:00:24
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-07-21 18:21:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Czytanie tej książki było dla mnie przygodą dosyć dziwną. Podchodziłam do niej z zaciekawieniem ale też troszkę jak do jeża. Autobiografia faceta, który zarobił grubą kasę na pisaniu? Przyznajcie - nie brzmi to dobrze. Jestem zaskoczona, King potrafi pisać o samym sobie a to dopiero wyczyn! I to potrafi pisać o sobie bezpretensjonalnie, prosto i szanuje czas czytelnika. Wie, że większość osób... Czytanie tej książki było dla mnie przygodą dosyć dziwną. Podchodziłam do niej z zaciekawieniem ale też troszkę jak do jeża. Autobiografia faceta, który zarobił grubą kasę na pisaniu? Przyznajcie - nie brzmi to dobrze. Jestem zaskoczona, King potrafi pisać o samym sobie a to dopiero wyczyn! I to potrafi pisać o sobie bezpretensjonalnie, prosto i szanuje czas czytelnika. Wie, że większość osób zajrzy do tej książki po to aby dowiedzieć się czegoś o pisaniu a jakaś grupa czytelników sama będzie pisała więc nie nudzi nieciekawymi faktami biograficznymi, które nie odpowiadałyby w jakiś sposób o samym pisaniu.
Podczas czytania czułam nawet pewną sympatię do autora, jego początki zapisaniem były bardzo podobne do moich poza tym ta książka pomogła mi w kontekście samego pisania. Troszkę z nieufnością podeszłam do jego metod pisania, zdziwił mnie fakt, że można napisać ok. 500 stronnicową powieść bez planu, to trochę za bardzo przypomina przepłynięcie Atlantyku wanną. Jednak spróbowałam na moim opowiadaniu metody Kinga i przyznaję, że bardzo mi się to podoba, równie bardzo jak jego porównanie pomysłów i skamielin. Sposoby pracy nad tekstem, które proponuje King za zamkniętymi drzwiami i z otwartymi drzwiami, są dla mnie po prostu przydatne i na pewno będę je stosować bo dają ciekawe efekty. King na nikogo się w tej książce nie kreuje, po prostu pisze i daje dobre rady, za to właśnie go lubię.
Jego książki na pewno pojawią się na moich półkach, ciekawa jestem, czy nieplanowana fabuła w 500 stronnicowej książce też się sprawdzi.

pokaż więcej

 
2018-07-02 22:37:53
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-07-01 23:46:00
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-07-01 16:54:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Chcę w prezencie

Wzdrygam się przed przyznawaniem tej książce gwiazdek bo ocenienie jej sprawiedliwie graniczy z niemożliwością... Po zakończeniu Przeminęło z wiatrem uznałam za oczywiste, że kontynuacji potrzebuję nawet bardziej niż wody. Zupełnie nielogicznie, wiedziona uczuciami a nie rozsądkiem rzuciłam się na tę książkę tak, jakby była pełnoprawną kontynuacją pisaną przez Mitchel. Doznałam niemałego... Wzdrygam się przed przyznawaniem tej książce gwiazdek bo ocenienie jej sprawiedliwie graniczy z niemożliwością... Po zakończeniu Przeminęło z wiatrem uznałam za oczywiste, że kontynuacji potrzebuję nawet bardziej niż wody. Zupełnie nielogicznie, wiedziona uczuciami a nie rozsądkiem rzuciłam się na tę książkę tak, jakby była pełnoprawną kontynuacją pisaną przez Mitchel. Doznałam niemałego zaskoczenia. Już po przeczytaniu jestem niesamowicie dumna z tego co stworzyła pani Ripley, poniosła ciężar legendy pierwszej części z podniesionym czołem. Jak już pisałam zabrałam się za tę książkę jakby była ona pisana przez Mitchel i jakby nic nie miało się zmienić, poza faktem, że delikatnie odczułam zmianę stylu nie zdarzyło się nic niezwykłego. Scarlett pisana jest w duchu pierwszej części. Nie rozumiem osób, które nazywają styl pani Ripley " nieudolnym naśladownictwem językowym" owszem jest naśladownictwo językowe pani Mitchel ale nie dostrzegłam w nim ani krzty nieudolności, nie poczułam też tego polotu, który miał styl Margaret Mitchel. Co się zaś tyczy samych bohaterów to tutaj było pole do potknięć, niewybaczalnych błędów i w ogóle zabicia się zaraz za rogiem... mimo tego, że odwzorowanie bohaterów było taką pułapką pani Ripley po raz kolejny wyszła z tego problemu z podniesionym czołem. Czytając sceny wpierw z Atlanty potem z Charlestonu nie czułam się tak jak bym czytała o obcych ludziach imieniem Rhett i Scarlet i borze zielony, dzięki ci! Bo chyba bym tego nie zniosła. Mnie zdecydowanie najbardziej w tej książce podobał się powiew świeżości jaki przyniosła Irlandia i irlandzkie korzenie Scarlett. Zresztą wcale mnie to nie dziwi bo bezwarunkowo uwielbiam wszystko co wiąże się z tym krajem a najbardziej muzykę Irlandzką. Przejdę teraz do sprawy nieco drażliwej, mianowicie do przemiany Scarlett. A z tejże przemiany jestem nie mniej zadowolona niż z samej książki. Scarlett zmienia się, ale nie tak, że nie moglibyśmy jej poznać. Dowiaduje się po drodze wielu ważnych rzeczy, i dobrze, bo jej niewiedza w pewnych sprawach doprowadzała mnie do obłędu. Przy tym wszystkim jednak dalej zostaje NASZĄ Scarlett, która o wszystkim myśli jutro, kocha wyzwania a im bardziej nieosiągalny cel tym lepiej. Z kolei Rhett... zostaje po prostu sobą, przez bardzo długi czas w tej książce odpoczywa od obecności Scarlett, w "Scarlett" podonbnie jak w "Przeminęło z wiatrem" znajduje się taka "dziura" w jego obecności, nie ma go dość długi czas, a potem wraca... z kolejną kpiną i złośliwą uwagą na ustach. Jak tu go nie uwielbiać? Jak zacznę o tym pisać to do Wielkanocy nie skończę... Alexandra Ripley nie ogranicza się jednak do kopiowania bohaterów Mitchel, z "nowości" najbardziej urzekło mnie rozwinięcie wątku babci Robillard i zapoznanie z Pierrem Robillardem, mężczyzną który pomalował dom na różowo, specjalnie dla swojej żony, która sądziła, że wtedy nie będzie zbytnio widać jej zmarszczek. W ogóle jedyny zgrzyt w tej historii miał na imię Colum (z kolei drugi zgrzyt, lecz raczej w pozytywnym sensie to Luke Fenton) kompletnie nie porwał mnie ani on, ani ta jego miłość do ojczyzny, nawet nie wiem czemu. Sama w sobie ta książka nie ma racji bytu. To pozycja dla tych, którzy tak jak ja już pięć minut po skończeniu pierwszej części usychały z tęsknoty za Scarlett O'Harą i Rhettem Butlerem. "Scarlett" jest idealnym dopełnieniem "Przeminęło z wiatrem" i zaspokojeniem odpowiedzi na pytanie: "Co będzie dalej?" W swojej ocenie potraktuję ją więc nie jak osobną książkę, ale jak dopełnienie.
Csiii... musiałam to dopisać: mimo wszystko, ta książka to romansidło, tylko dla ludzi, którzy naprawdę pokochali "Przemineło...", warto to uwzględnić zanim zaczniemy pluć na tę pozycję, jednak po namyśle musiałam zmienić ocenę w gwiazdkach, nabrałam chyba obiektywizmu... jak nie ja.

pokaż więcej

 
2018-06-29 08:25:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jestem otwartym wrogiem nomen omen otwartych zakończeń. Była jedna książka, w której otwarte zakończenie rozumiałam, lubiłam i szanowałam. U Mitchel, mimo że obiektywnie zakończenie było świetne jak cała książka to subiektywnie niezwykle męczące i denerwujące. Zakończywszy tę książkę zaczęłam umierać z ciekawości co tez takiego będzie robiła Scarlett, jak się zmieni i co takiego zrobi w... Jestem otwartym wrogiem nomen omen otwartych zakończeń. Była jedna książka, w której otwarte zakończenie rozumiałam, lubiłam i szanowałam. U Mitchel, mimo że obiektywnie zakończenie było świetne jak cała książka to subiektywnie niezwykle męczące i denerwujące. Zakończywszy tę książkę zaczęłam umierać z ciekawości co tez takiego będzie robiła Scarlett, jak się zmieni i co takiego zrobi w kierunku „odzyskania” Rhetta (a znając Scarlett byłyby to ciekawe rzeczy). Poza tym mam pewien niedosyt w związku z Tarą, nie lubię Suellen/Zueli ale już chętnie dowiedziałaby się co tam u Willa.
Swoją drogą zakończenie Mitchel będzie lepsze dla wszystkich kontynuacji niż kampania reklamowa. No bo po tym co się stało na końcu nie da się nie spróbować z kontynuacją! Oby była dobra...

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
28 20 101
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubione cytaty (28)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd