Femina domi 
feminadomi.blogspot.com, status: Czytelnik, ostatnio widziany 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Drugi Legion
    Drugi Legion
    Autor:
    Do gospody Pod Głowomłotem trafia tajemniczy wędrowiec z zapomnianego królestwa Askiru. Opowiada o rozbiciu dawnego mocarstwa i objaśnia pół-elfce Leandrze i wojownikowi Havaldowi funkcjonowanie magic...
    czytelników: 108 | opinie: 1 | ocena: 7 (1 głos)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-16 10:52:40
Ma nowego znajomego: Anksunamun
 
2018-10-13 23:10:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Bezdomna" zaczyna się jak najlepszy film - trzęsieniem ziemi, a ściślej rzecz ujmując próbą samobójstwa. Bohaterem, a właściwie bohaterką, która zdecydowała się na taki dramatyczny krok jest tytułowa bezdomna. Kobieta z ironicznym poczuciem humoru, której na drodze do spełnienia stanął ... kot.


Katarzyna Michalak nie bawi się w subtelności, nie owija w bawełnę, nie ciągnie opowieści,...
"Bezdomna" zaczyna się jak najlepszy film - trzęsieniem ziemi, a ściślej rzecz ujmując próbą samobójstwa. Bohaterem, a właściwie bohaterką, która zdecydowała się na taki dramatyczny krok jest tytułowa bezdomna. Kobieta z ironicznym poczuciem humoru, której na drodze do spełnienia stanął ... kot.


Katarzyna Michalak nie bawi się w subtelności, nie owija w bawełnę, nie ciągnie opowieści, próbując wyjaśnić po co i dlaczego, tylko od razu wrzuca nas w sam środek akcji. To mi się podoba. Nie ma czasu na oddech, bo już od pierwszej strony nie możemy się oderwać od książki. Na wyjaśnienia przyszedł czas później.

Kinga, czyli bezdomna, po dramatycznych wydarzeniach wybawienie widzi w swojej śmierci. Podchodzi do niej dość swobodnie. Podoba mi się sposób w jaki autorka przekazuje uczucia i myśli bohaterki, nie tylko w tym miejscu powieści, ale i w całej książce. Lekkim stylem, bez napinki, wielkich słów przekazuje czym jest bezdomność, niezrozumienie drugiego człowieka, strach, ból. Pozornie lekka literatura skrywa pokłady wartościowego przekazu, który w tej formie sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Autorka konfrontuje w powieści dwie kobiety: żonę i kochankę. Kinga, która straciła męża, dziecko, mieszkanie, pracę znajduje pomoc w osobie Joanny, bezwzględnej dziennikarki, która mimo pozornego szczęścia, sama potrzebuje pomocy. Dobrym zabiegiem było oddanie głosu obu bohaterkom.

Historia, którą niesie na swych barkach Kinga jest przeraźliwie smutna. Mimo, iż autorka nie pisze od razu wprost co się wydarzyło, łatwo się tego domyślić - no i to jest minus "Bezdomnej", jednak nie tak wielki. Dużo większym jest nagromadzenie zbiegów okoliczności, nie napiszę o co chodzi bo może będziecie mieli ochotę sami się przekonać:) Uważam, że książka powinna opierać się na 2 bohaterkach, byłaby wtedy bardziej autentyczna. Podoba mi się natomiast, że autorka potrafi udowodnić, że wszystko, co spotkało Kingę może zdarzyć się każdemu - może nie wszystko naraz, trochę to zbyt dramatyczne, ale jednak. "Bezdomna" nie jest grubym tomiskiem to lektura na jedno popołudnie, nie spodziewajcie się więc dogłębnego zmierzenia się z tematem bezdomności, problemów psychicznych itp. One są muśnięte. Ta książka to nie studium ww. problemów, a jedynie opowieść o nich, wspomnienie. Szkoda jednak, że opowieść kobiety, jej spowiedź jest przeplatana raczej nierealnymi zdarzeniami, czy zbiegami okoliczności.

Rozumiem, że to nie miał być ten rodzaj lektury, ale żałuję trochę, że autorka nie pokusiła się o dogłębniejsze zmierzenie się z tematem, głębsze zajrzenie w duszę i serce bohaterki. Na plus zapisuję natomiast zakończenie i 'fatalizm' opowieści. Rzadko kiedy powstaje książka od początku do końca, (mimo humoru i sarkazmu, który bohaterki mają), smutna; w której widoki na szczęście, przebaczenie, jawiące się na horyzoncie są zaraz zagrzebywane.

"Bezdomna" to ciekawa książka, napisana lekkim piórem a jednak poruszająca ciężkie tematy. Ma swoje wady, ale myślę, że warto po nią sięgnąć.

pokaż więcej

 
2018-10-12 11:16:34
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Cykl: Tajemnica Askiru (tom 2)
 
2018-10-10 22:37:56
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Ugly Love" zaczyna się bardzo dobrze. Poznajemy główną bohaterkę - trochę tajemniczą, wzbudzającą sympatię Tate, która już na pierwszej stronie, pierwszego dnia nowego życia, czyli w dniu przeprowadzki do mieszkania brata, w dość nietypowych okolicznościach poznaje jego przyjaciela Milesa.... i następuje powolny koniec naszego zaciekawiania losami bohaterów, z każdą kolejną stroną nastaje... "Ugly Love" zaczyna się bardzo dobrze. Poznajemy główną bohaterkę - trochę tajemniczą, wzbudzającą sympatię Tate, która już na pierwszej stronie, pierwszego dnia nowego życia, czyli w dniu przeprowadzki do mieszkania brata, w dość nietypowych okolicznościach poznaje jego przyjaciela Milesa.... i następuje powolny koniec naszego zaciekawiania losami bohaterów, z każdą kolejną stroną nastaje zawód. Zawód nad bohaterką, która w imię nie wiadomo czego pozwala się wykorzystywać. Tu niestety nie ma wzajemności, tych samych oczekiwań. Mamy młodą kobietę, która daje się wodzić za nos, która dla ulotnej chwili szczęścia i uniesienia jest w stanie zapomnieć o swoich potrzebach, oczekiwaniach, przyszłości.

Miles jest tajemniczym przyjacielem brata Tate. Od początku wiemy, że przeżył w swoim życiu jakąś tragedię, która sprawiła, że nie chce się angażować w żadne poważne związki. Kolokwialnie rzecz ujmując, nie ma nic przeciwko fizycznym zbliżeniom, ale bez towarzystwa wyższych uczuć. Przystojny pilot nie jest jednak zwykłym macho, który ma w nosie uczucia kobiet. Miles jest mężczyzną z przeszłością, smutną przeszłością, która rzutuje na jego obecne podejście do życia. Autorka do końca stara się trzymać czytelnika w niepewności co do dokładnych wydarzeń, które rozegrały się w życiu pilota. Nie do końca to się udaje. Dość łatwo można zgadnąć, co stoi za dziwnym zachowaniem bohatera.

W "Ugly Love" autorka stosuje podwójną narrację. Pierwszą prowadzi Tate i dotyczy ona teraźniejszości, natomiast druga należy do Milesa, który wspomina swoją relację z Rachel, odkrywając powoli swoją przeszłość. Muszę przyznać, że opis ww. relacji bardzo mnie mierził, jakbym czytała niskich lotów książkę młodzieżową. Hoover chciała stworzyć portret współczesnych Romea i Julii. Nie wyszło. Musimy przebijać się przez ochy i achy wzdychań nad czymś, co miało być wielką miłość, ale czego autorka nie udźwignęła i nie potrafiła przekazać. To oczywiście tylko moje odczucia, ciekawa jestem, czy Wasze były podobne czy zupełnie inne?
Wracając jednak do Tate i Milesa. Oprócz dopasowania pod względem seksualnym nie zauważyłam między nimi niczego więcej. Mamy opisy zbliżeń tu, tam, siam; faceta, który ma dziewczynę na zawołanie i dziewczynę, która chce czegoś innego, czegoś więcej, ale zadowala się zadowalaniem mężczyzny.
Pełna opinia na blogu -> https://feminadomi.blogspot.com/2018/10/ugly-love.html

pokaż więcej

 
2018-09-24 10:58:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Anię" Macieja Drzewieckiego i Grzegorza Kubickiego czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. Przeszkadzają odrobinę przeskoki w czasie, ale rozumiem, że nie da przedstawić czyjegoś życiorysu rok po roku w sposób ciekawy, nie usypiając przy okazji czytelnika. Z każdej strony dowiadujemy się i utwierdzamy w przekonaniu, że Ania Przybylska to była zwykła - niezwykła jak na dzisiejsze czasy... "Anię" Macieja Drzewieckiego i Grzegorza Kubickiego czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko. Przeszkadzają odrobinę przeskoki w czasie, ale rozumiem, że nie da przedstawić czyjegoś życiorysu rok po roku w sposób ciekawy, nie usypiając przy okazji czytelnika. Z każdej strony dowiadujemy się i utwierdzamy w przekonaniu, że Ania Przybylska to była zwykła - niezwykła jak na dzisiejsze czasy kobieta. Prostolinijna, szczera, odważna, dla której nie było rzeczy niemożliwych. Kobieta, której największą miłością była rodzina. To dla niej potrafiła bez żalu przystopować swoją karierę aktorską - zajęcie, o którym od dziecka marzyła. Nie bez powodu tak rzadko widywana była na ścinkach, imprezach, eventach. To były dla niej dodatki, nie koniecznie pożądane, wolała spędzić ten czas z najbliższymi.

Historię życia Ani Przybylskiej poznajemy z anegdot i historyjek opowiadanych przez jej mamę i siostrę, ale także jej współpracowników i przyjaciół. Obraz, który wyłania się ze zbioru tych opowieści to obraz wspaniałej matki, cudownej żony, niezastąpionej przyjaciółki, szalonej kobiety, która zmarła zdecydowanie przedwcześnie. Mimo, iż znałam zakończenie jej historii, i tak nie mogłam powstrzymać łez z żalu, że ktoś taki musiał nas opuścić.
http://feminadomi.blogspot.com/2018/09/ania.html

pokaż więcej

 
2018-09-06 21:52:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

http://feminadomi.blogspot.com
Tłem historii opowiedzianej przez Verę Buck jest Paryż XIX wieku, a dokładnie rok 1884 i w głównej mierze - szpital La Salpetriere, w którym na oddziale neurologicznym leczone są osoby z zaburzeniami psychicznymi. Dr Charcot, zawiadujący oddziałem, urządzał publiczne pokazy z histeryczkami w roli głównej, na które zjeżdżała publika z całej Europy. Opisy...
http://feminadomi.blogspot.com
Tłem historii opowiedzianej przez Verę Buck jest Paryż XIX wieku, a dokładnie rok 1884 i w głównej mierze - szpital La Salpetriere, w którym na oddziale neurologicznym leczone są osoby z zaburzeniami psychicznymi. Dr Charcot, zawiadujący oddziałem, urządzał publiczne pokazy z histeryczkami w roli głównej, na które zjeżdżała publika z całej Europy. Opisy eksperymentów, metod leczenia, i ogólna rzeczywistość chorych w szpitalu La Salpetriere zajmuje w "Runie" bardzo istotne miejsce. Czytając ma się wrażenie, że jest to historia w historii. Praktycznie połowa powieści to historia szpitala. Nie jest to jednak zarzut! Przeciwnie, mimo, że w tej historii przewijały się już inne wątki to właśnie ten wzbudzał moje największe emocje. Autorka bardzo plastycznie i szczegółowo opisywała eksperymenty dr Charcota i rzeczywistość (bynajmniej nie różową) szpitala. Wątek ten był fascynująco-przerażający. Uczucia takie jak współczucie, ciekawość, przerażenie, niedowierzanie nie pozwalały odłożyć mi książki na bok. Literackie przedstawienie historii rozwoju psychiatrii udało się pani Buck wyśmienicie. Ten wątek w dużej mierze zdominował sporą część książki. Tytułowa Runa zdecydowanie w moim odczuciu spadła na dalszy plan, była jedynie dodatkiem i urozmaiceniem.

Kiedy myślałam, że lepiej być nie może - książka była fascynująca i mimo upływu stron nie nużyła - Vera Buck ponownie mnie zaskoczyła. Nagle wątek Runy, który był dla mnie mało interesujący, nabrał kolorytu; historia stawała się nieprzewidywalna, nastrój grozy, oczekiwania, tajemnicze morderstwa zdecydowanie wyszły na pierwszy plan. Mroczna atmosfera i wydarzenia, które towarzyszyły małej, wychudzonej, niepozornej dziewczynce autorka przedstawiła po mistrzowsku. Wyraźnie odczuwalny stawał się strach, miało się wrażenie, że wchodzimy w gatunek horroru, który nijak nie pasował do logicznie przedstawianego wątku samego szpitala i innych pacjentek. Muszę przyznać, że autorka tu nie zawiodła. Przeniesienie ciężaru powieści z historii początków psychiatrii na wątek Runy i rozbudowa i tak już gęstej, mrocznej, nieprzewidywalnej atmosfery było strzałem w dziesiątkę. Do tego wszystkiego należy wspomnieć o innych tajemniczych bohaterach, których rola nie była nam w pełni znana. Wszystko to złożyło się na powieść, która nie pozwalała się odłożyć. Pozostała intrygująca do samego końca, a ma (UWAGA) 600 stron!

pokaż więcej

 
2018-08-31 23:12:42
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: The Coincidence (tom 1)

Znajomości rozpoczętej, być może, uratowaniem życia, nie można zapomnieć, ani wymazać z pamięci. Kiedy więc bohaterowie spotykają się ponownie, nie mogą przejść obok siebie obojętnie. Kaydena zaczyna fascynować ta cicha, zamknięta w sobie, nieśmiała dziewczyna, która zdaje się zmagać z większymi problemami niż te, które dręczą jego. Cierpliwość, ale i nieustępliwość chłopaka powodują, że... Znajomości rozpoczętej, być może, uratowaniem życia, nie można zapomnieć, ani wymazać z pamięci. Kiedy więc bohaterowie spotykają się ponownie, nie mogą przejść obok siebie obojętnie. Kaydena zaczyna fascynować ta cicha, zamknięta w sobie, nieśmiała dziewczyna, która zdaje się zmagać z większymi problemami niż te, które dręczą jego. Cierpliwość, ale i nieustępliwość chłopaka powodują, że Callie zaczyna mu ufać, pozwalając coraz bardziej się do siebie zbliżać. Widzimy i czujemy rodzącą się między nimi przyjaźń.

Nie wszystkie fakty dotyczące życia i przeszłości bohaterów - przede wszystkim Callie, są nam od początku znane. Autorka przemyca informacje, możemy domyślać się, co się wydarzyło, ale nie jesteśmy tego w 100% pewni. Tak jak nie jest ich pewny Kayden, który powoli i stopniowo odrywa od Callie kolejne warstwy jej pancerza, aby dotrzeć do serca dziewczyny, która tak go zafascynowała. Opis bohaterów, którzy starają się żyć normalnie, którzy próbują na swój sposób radzić sobie z rzeczywistością, i którzy na dodatek zaczynają się na siebie 'otwierać' jest poruszający i emocjonujący.

To co najbardziej urzekło mnie w tej książce to podejście autorki do podjętych tematów. Nie mamy tu problemów ujętych jedynie powierzchownie. Jessica Sorensen wnikliwie i poważnie podeszła do poruszanych przez siebie wątków. Autorka pokazuje nam jak bohaterowie próbują radzić sobie w normalnym życiu, a my im w tym kibicujemy, czując jak wiele wysiłku ich to kosztuje. Książka naprawdę wzbudza w nas niemałe emocje. To nie jest kolejne romansidło dla młodzieży, w którym problemy są błahe, bohaterowie płascy, fabuła przewidywalna, zakończenie banalne, a sposób pisania wzniosły - NIE. To jest dobra powieść o młodych ludziach, którzy zmagają się ze swoimi problemami, których problemy naprawdę nie są błahe, i które nie zawsze kończą się happy endem.

Jessica Sorensen ma dobre pióro; pisze lekko, bez zadęcia - prawdziwie. Wierzymy w to, co czytamy, a co więcej odbieramy tę relację bardzo emocjonalnie. Słowa autorki trafiają do nas, przekonują i sprawiają, że nie możemy oderwać się od lektury. Autorka postawiła na zakończenie otwarte, wbijające w fotel, poruszające...
http://feminadomi.blogspot.com/2018/08/przypadki-callie-i-kaydena.html

pokaż więcej

 
2018-08-26 20:01:24
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

http://feminadomi.blogspot.com/2018/08/swiato-ktore-utracilismy.html
Książka, w którą pokładałam ogrom nadziei, o której pamiętałam i tylko czekałam okazji by ją przeczytać. A teraz pytam p. Giffin: w jaki sposób jest ona spektakularna? p. Glinko: niesamowita? Naprawdę??? Pouczająca? W którym momencie???

Nadzieje zdeptane, a czas stracony.... ale zacznijmy od początku. "Światło, które...
http://feminadomi.blogspot.com/2018/08/swiato-ktore-utracilismy.html
Książka, w którą pokładałam ogrom nadziei, o której pamiętałam i tylko czekałam okazji by ją przeczytać. A teraz pytam p. Giffin: w jaki sposób jest ona spektakularna? p. Glinko: niesamowita? Naprawdę??? Pouczająca? W którym momencie???

Nadzieje zdeptane, a czas stracony.... ale zacznijmy od początku. "Światło, które utraciliśmy" Jill Santopolo to opowieść o dwójce ludzi, Lucy i Gabe, którzy poznali się 11 września 2001r., czyli w dniu zamachu na WTC. Tragiczne wydarzenia spowodowały, że bez zbędnych wstępów rzucili się sobie w ramiona. Nagła miłość trwała jednak krótką chwilę gdyż Gabe - z dobrego serca - postanowił wrócić do swojej dawnej miłości. Po latach jednak los znowu postawił ich na tej samej drodze. Tym razem jednak 'miłość' trwała trochę dłużej.

Miłość postawiłam w cudzysłowie, gdyż z fabuły dowiadujemy się, że łączyła ich głównie namiętność i seks, pod płaszczykiem których autorka mówi o wielkiej, wspaniałej miłości. Niestety trwa ona tylko do momentu, w którym jedno z nich, dokładnie Gabe chce realizować swoje pasje i spełnić marzenia. Postanawia, bez konsultacji ze swoją wielką miłością, przyjąć pracę reportera na Bliskim Wschodzie. Ona, dopiero co odebrawszy nagrodę Emmy za produkowany przez nią program dla dzieci, załamuje się. Drogi pary rozchodzą się, każde z nich realizuje swoje cele, a ze sobą praktycznie się nie kontaktują.

Autorka chyba miała nadzieję, iż użycie tak pamiętnej daty (11.09) nie pozwoli potencjalnym czytelnikom przejść obok książki obojętnie ... i w zasadzie miała rację. Wyobrażamy sobie piękną, powstałą na gruzach opowieść o miłości, a dostajemy opowieść o dwójce ludzi, których relacja opiera się na pożądaniu, która nie przetrwała próby czasu, okoliczności, życia. Gdzie tu jest ta wielka miłość? Czy to, że para nie może o sobie zapomnieć to miłość? Trochę trywializuję, ale naprawdę czuję wielki zawód spowodowany fabułą tej książki. Jill Santopolo używa wielkich słów opisując relacje łączące Lucy i Gabe, ale z fabuły one nie wynikają. On - egocentryk i egoista, który wraca do swojej 'miłości', kiedy mu wygodnie; ona - zatracona w przeszłości, zakochana w samym wyobrażeniu uczucia miłości. Wzniosłe wręcz patetyczne słowa, których autorka nam nie szczędzi są ledwo do wytrzymania.

Ciekawy jest sposób narracji, ponieważ mamy tu do czynienia z opowieścią czynioną przez główną bohaterkę. Opowiada ona o wydarzenia jakby zwracała się do kogoś siedzącego obok. Intryguje nas dlaczego to robi, do kogo się zwraca. Właściwie do samego końca nie wiemy na 100%, co się wydarzyło i jak się powieść zakończy i to jest jedyny plus tej książki. Czytamy, bo chcemy się tego dowiedzieć, ale niestety i zakończenie zawodzi. Autorka, moim zdaniem, poszła na łatwiznę. Nie podjęła się trudu zakończenia historii w sposób nieszablonowy. Mamy banał, najłatwiejsze możliwe zakończenie, które można sobie wymyślić. Zapewne są czytelnicy, którym będzie ono odpowiadało, może nawet uronią łezkę, pewnie nawet będą widzieli tą niby wielką miłość Lucy i Gabe - ja niestety jej nie zobaczyłam.

pokaż więcej

 
2018-08-19 17:16:05
Ma nowego znajomego: Rudolfina
 
2018-08-17 08:07:35
Ma nowego znajomego: Kasia
 
2018-08-17 08:07:24
Ma nowego znajomego: LuizaWert
 
2018-08-13 12:11:47
Ma nowego znajomego: Miri
 
2018-08-12 17:31:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

https://feminadomi.blogspot.com/2018/08/klamki-i-dzwonki.html#more
Książka "Klamki i dzwonki" Magdaleny Knedler z pozoru, po wstępnym zapoznaniu się z opisem książki wydaje się naprawdę intrygująca, z nieszablonową historią. Faktycznie jest ona nieszablonowa. Mamy tutaj historie osób splecionych w różny sposób przeszłością. Eliza debiutująca poetka otrzymawszy telefon ze szpitala, przypomina...
https://feminadomi.blogspot.com/2018/08/klamki-i-dzwonki.html#more
Książka "Klamki i dzwonki" Magdaleny Knedler z pozoru, po wstępnym zapoznaniu się z opisem książki wydaje się naprawdę intrygująca, z nieszablonową historią. Faktycznie jest ona nieszablonowa. Mamy tutaj historie osób splecionych w różny sposób przeszłością. Eliza debiutująca poetka otrzymawszy telefon ze szpitala, przypomina sobie trudne wydarzenia, które spowodowały, że straciła przyjaciółkę i ukochanego mężczyznę. Owa przyjaciółka - Helena, zmagająca się z nieuleczalną chorobą postanawia uporządkować przeszłość i zapewnić swojej córce spokojną przyszłość. Albert Dębski - adwokat, tkwiący w nieudanym małżeństwie ciągle wspomina swoją platoniczną miłość Elizę..... Dużo tego, prawda? A to jeszcze nie koniec ;)
"Klamki i dzwonki" to taka historia, w której wzajemne relacje bohaterów mieszają się i plątają. Mimo, iż autorka stara się klarownie i logicznie przedstawić wydarzenia, opisać kto, dlaczego i kiedy poznał danego bohatera. Pomagają w tym umieszczone w powieści wspomnienia głównych postaci, ale jednak nie udaje się uratować słabo przemyślanych wątków, ich mieszanina z każdą kolejną stroną coraz bardziej drażni, czytając ma się wrażenie, że to jakaś kiepska literacka "Moda na sukces". Niestety, autorka nie udźwignęła tego nagromadzenia postaci i nie potrafiła stworzyć z nich ciekawej wspólnej historii. Przechodzenie od jednego bohatera do drugiego - bo ich losy początkowo toczą się oddzielnie, dopiero potem przeplatają się i krzyżują spowodowało, że historia stała się banalna i nudna. Kolejni bohaterowie nie wnosili niczego nowego, a jedynie powielali schemat toczonych w duszy monologów na temat swojego (nieudanego) życia.

Fabuła "Klamek i dzwonków" jest baardzo naciągana i bardzo mało wiarygodna. To taka irytująca bajeczka, którą można przeczytać, ale po co? Nie ma w tej historii bohatera, którego można polubić i się z nim utożsamić. Mężczyźni w tej powieści zostali przez p. Knedler bardzo skrzywdzeni; są miałcy, niemrawi, nudni, całkowicie bezbarwni. A przypominam, że jeden z nich to adwokat a drugi lekarz... Ciekawym zabiegiem mogło być przedstawienie danej sytuacji z punktu widzenia różnych bohaterów, ale ponieważ bywało ono zbieżne z przemyśleniami drugiej strony nic nie wnosiło, a przedłużało jedynie nudę wionącą z każdej kolejnej strony.

pokaż więcej

 
2018-08-06 20:38:31
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Złotowidząca (tom 1)

https://feminadomi.blogspot.com/
"Złotowidząca" jest fantastyką łatwo przyswajalną (w dobrym tych słów znaczeniu). Książka opowiada o młodej dziewczynie, obdarzonej niezwykłym darem - wyczuwa ona w otaczającym ją świecie złoto. Dar Lee Westfall jest jednocześnie jej przekleństwem, na dodatek ściąga na jej rodzinę tragedię.

Historia rozgrywa się w roku 1849, gdy Amerykę ogarnia tzw 'gorączka...
https://feminadomi.blogspot.com/
"Złotowidząca" jest fantastyką łatwo przyswajalną (w dobrym tych słów znaczeniu). Książka opowiada o młodej dziewczynie, obdarzonej niezwykłym darem - wyczuwa ona w otaczającym ją świecie złoto. Dar Lee Westfall jest jednocześnie jej przekleństwem, na dodatek ściąga na jej rodzinę tragedię.

Historia rozgrywa się w roku 1849, gdy Amerykę ogarnia tzw 'gorączka złota'. Młoda dziewczyna, obdarzona darem złotowidzenia znajduje się więc w stałym niebezpieczeństwie, a swój dar musi ukrywać nawet przed najbliższym przyjacielem. W wyniku tragicznych wydarzeń musi porzucić dom rodzinny. Lee wyrusza więc w daleką i niebezpieczną podróż do Kalifornii, gdzie ma nadzieję, będzie mogła bez obaw wykorzystywać swój dar. Tak rozpoczyna się fascynująca opowieść drogi, w której bohaterka aby przeżyć musi całkowicie zmienić swoją tożsamość. Autorka świetnie przedstawiła w powieści realne i konkretne problemy tamtego okresu (segregacja rasowa, pozycja kobiet, a nawet kwestie higieny czy medycyny).

"Złotowidząca. Ucieczka" Rae Carson to pierwsza z cyklu "Złotowidzącej" książka młodzieżowa, którą z zainteresowaniem przeczytają także dorośli. Nie ma tu mdłego romansidła, nie ma wybujałego, trudnego do zrozumienia świata przedstawionego, jest za to świetna przygodówka i western w jednym. Autorka ma bardzo dobre pióro, dzięki któremu trudno oderwać się od fabuły. Połączenie powieści drogi, elementów fantastyki dało rezultat w postaci interesującej, pełnej przygód i zwrotów akcji powieści dla każdego. Mimo, iż nie ma tu magii/czarów/niestworzonych istot, a jest konkretne miejsce i czas książka nie traci uroku, a nawet zyskuje. Czytając sami przenosimy się na opisywany kontynent, widzimy te wszystkie problemy, z którymi stykają się bohaterowie, piękne rozległe horyzonty, czujemy ich niepewność i nadzieję na lepsze. Zdecydowanym plusem powieści jest jej realizm. Realne problemy tamtych czasów: segregacja rasowa, pozycja i rola kobiety, zostały bardzo dobrze skomponowane z całością powieści. Najwięcej braw należy się jednak autorce za wykreowanie głównej bohaterki. Młoda, charakterna, niepokorna, niezłomna dziewczyna, której odwaga imponuje i której od pierwszej strony nie sposób nie kibicować. Z przyjemnością sięgnę po kolejne powieści z cyklu "Złotowidzącej".

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
49 48 488
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (8)

zgłoś błąd zgłoś błąd