Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
projekt_książki 
projektksiazki.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Paw królowej
    Paw królowej
    Autor:
    Druga powieść Doroty Masłowskiej, wyróżniona w 2006 r. nagrodą literacką Nike. Opowiedziana w rapowym rytmie historia ze światka warszawskiego show-biznesu.
    czytelników: 2551 | opinie: 119 | ocena: 5,79 (1488 głosów)
  • Skin coach. Twoja droga do pięknej i zdrowej skóry
    Skin coach. Twoja droga do pięknej i zdrowej skóry
    Autor:
    Czy wiesz, że aby mieć piękną i zdrową skórę, powinnaś jeść ciepłe śniadania? „Jak to? Przecież o skórę dbają kosmetyki”, pomyślisz. A jednak! Skin coaching radykalnie zmieni Twoje myślenie o własnej...
    czytelników: 195 | opinie: 10 | ocena: 5,26 (46 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-04-26 15:39:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-04-24 15:22:23
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-04-24 15:20:38
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

To obojętne, kogo poślubisz. I tak spotkasz w nim samego siebie. Tym mocnym przesłaniem Eva-Maria Zurhorst zaczyna pierwszy rozdział swojej książki. Autorka przekonuje, że druga osoba jest lustrem, w którym często widzimy własne niespełnione potrzeby, blokady i rany. Wydaje nam się, że patrząc na naszego partnera czy partnerkę dostrzegamy cechy, które drażnią nas w nim/niej. Tak naprawdę, są... To obojętne, kogo poślubisz. I tak spotkasz w nim samego siebie. Tym mocnym przesłaniem Eva-Maria Zurhorst zaczyna pierwszy rozdział swojej książki. Autorka przekonuje, że druga osoba jest lustrem, w którym często widzimy własne niespełnione potrzeby, blokady i rany. Wydaje nam się, że patrząc na naszego partnera czy partnerkę dostrzegamy cechy, które drażnią nas w nim/niej. Tak naprawdę, są to jednak rzeczy, które drażnią nas w nas samych.
Ponieważ niezależnie od tego, kogo spotkasz, spotkasz siebie, możesz zostać z osobą, z którą jesteś teraz. Niezależnie od tego, jak niemiły wydaje ci się ten stan. Tam, gdzie jesteś jak w potrzasku, ogarnia cię uczucie chłodu, elektryzującego gniewu, bezbrzeżnej nienawiści i odrazy, tam właśnie, w swoim wnętrzu, masz mnóstwo do zrobienia – pisze autorka.
Nie tylko partner jest naszym lustrem, ale i cały nasz związek. To lustro znajduje się według Zurhost na końcu naszego nosa. Gdziekolwiek nie spojrzymy, jakkolwiek nie odkręcimy głowy, i tak zobaczymy tylko siebie. Dlatego też autorka uważa związek za przygodę dającą nam niezwykłą możliwość rozwoju.
Będąc w związku bardzo często pragniemy, by nasz partner zmienił się. Wydaje nam się, że nie jesteśmy w stanie żyć z pewnymi jego czy jej cechami. To, co budzi w nas druga osoba, tylko pozornie jest brakiem akceptacji dla niej samej ze względu na to jaka jest. W rzeczywistości ten brak akceptacji wynika z tego, że jej cechy budzą w nas nieuświadomione wspomnienie naszego dawnego bólu i poczucie winy. Dlatego, jeśli uporamy się z własnym bólem i zaakceptujemy siebie, będziemy w stanie zaakceptować także innych. Bez miłości do siebie, miłość do innych zawsze będzie utrudniona.
Co znaczy uporać się z własnym bólem? Zurhost bardzo obrazowo pisze o zdjęciu z siebie wielkiej papierowej kukły. Ta kukła to nasz kokon bezpieczeństwa. W jego wnętrzu kryjemy to, kim jesteśmy naprawdę. Strach sprawia, że boimy się odsłonić. Dopóki jednak tego nie zrobimy, dopóty ani my sami, ani też inne osoby, nie poznają nas naprawdę. Zdjęcie kukły jest pokazaniem dawnego bólu i ran. Dopiero wtedy, jak pisze Zurhost, gdy maski opadają a dwoje ludzi spotyka się twarzą w twarz, może się zacząć przygoda zwana małżeństwem.
W swojej książce Zurhost przytacza wiele przykładów ze swojej praktyki terapeutycznej oraz swojego życia prywatnego i własnego małżeństwa. Jeden z wyrazistych przykładów dotyczy kobiety, która cierpiała z powodu nadwagi. Podczas terapii odkryła, że przybranie na wadze miało miejsce wtedy, gdy próbowała stworzyć poważny związek z mężczyzną. Po przyjrzeniu się swoim przekonaniom na temat mężczyzn odkryła, że ma o nich bardzo złą opinię. Tak samo jak jej matka - wcześnie opuszczona przez ojca. Zaczęła podejrzewać, że tusza jest pancerzem, który ma ją zabezpieczać przed kontaktem z kimś, kto mógłby ją później opuścić. Pancerz ten nie jest wynikiem przemyślanej strategii a nieuświadomionego lęku. Stało się to jasne, gdy kobieta musiała wyjechać na kilka miesięcy do Egiptu – kraju, w którym mężczyźni lubią duże kobiety. Wróciła znacznie szczuplejsza. Mówiła, że kilogramy same znikały. Po prostu przestało się jej chcieć jeść.
W swojej książce dużo miejsca Zurhost poświęca prawdzie. Nie tylko tej o nas samych, ale także o tym, co dzieje się w naszych związkach. Autorka jest zwolenniczką mówienia o zdradzie, jeśli do takiej doszło. Uważa, że tylko prawda daje możliwość rozwoju w trójkącie. Choć słowo rozwój w kontekście zdrady może wydawać się wręcz szokujące, u Zurhost wynika z przekonania, że kryzys jest sytuacją sprzyjającą rozwojowi i może być nowym początkiem. By jednak nadeszło nowe, trzeba podzielić się doświadczeniem tego, co stare. Żeby związek mógł wejść w nowy etap, trzeba zakończyć i zrozumieć poprzedni. Ważna jest tu także rola wybaczenia.
W swojej książce Zurhost zajmuje się także kwestią miłości fizycznej. Jak pisze, chociaż współcześnie jesteśmy zalewani przez potop frywolnych obrazów nagości i namiętności, rzadko mówi się o nurcie spełnienia przepływającym między ciałami. Nigdzie nie rodzi się tyle obietnic, zamętu i urazów, co w sferze seksualności – pisze. Pierwotna seksualność jest przytłaczana wymogami technicznej sprawności. Według Zurhost tracimy kontakt z siłą życiową, zapominamy jak łatwo i żywo może się ona wyrażać przez nasze ciała. Ma to ogromny wpływ na nas wszystkich, ale zwłaszcza na młodych ludzi, którzy mają przed sobą swoje pierwsze doświadczenia. Zamiast myśleć czego chcą, zadają sobie pytanie o to, jak jest dobrze – tak, jakby istniał jakiś wzór, do realizacji którego wszyscy powinni dążyć. Zurhost odrzuca zewnętrzne wzory i nawołuje do wsłuchania się w siebie, bycia blisko własnej natury.
Natura pojawia się także w temacie męskości i kobiecości, który Zurhost pojmuje zupełnie inaczej, niż nurty emancypacyjne. Autorka pisze o kobiecym zagubieniu we współczesnym społeczeństwie, na które radą jest uznanie własnej siły danej przez naturę. Kobieta jest dla niej przewodniczką, która prowadzi mężczyznę w gąszcz wiodący ku sercu. Jest też jeziorem, w które wpływa rzeka – mężczyzna. Dla mnie osobiście jest to najsłabsza część książki. Choć jednak książka Zurhost ma swoje słabsze momenty, jako całość jest naprawdę świetna. Doświadczenie terapeutyczne autorki, jej pasja oraz wielość przywoływanych przez nią przykładów z gabinetu sprawiają, że jest to pozycja niezwykle rozwijająca i inspirująca.

Więcej recenzji na blogu Projekt: książki http://projektksiazki.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2017-04-18 20:58:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2017-04-18 20:30:53
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-04-13 18:59:36
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-04-13 18:57:49
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-04-13 18:56:20
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Mandala jest motywem artystycznym. Wywodzi się z tradycji hinduskiej a popularnością cieszy się zwłaszcza w buddyzmie tantrycznym. Jest harmonijnym połączeniem koła i kwadratu. Połączeniem symbolu nieba, doskonałości, transcendencji i nieskończoności z symbolem ziemi i tego co związane z człowiekiem. Nazwa mandala oznacza koło życia, cały świat, święty krąg. Dla mnichów buddyjskich tworzenie a... Mandala jest motywem artystycznym. Wywodzi się z tradycji hinduskiej a popularnością cieszy się zwłaszcza w buddyzmie tantrycznym. Jest harmonijnym połączeniem koła i kwadratu. Połączeniem symbolu nieba, doskonałości, transcendencji i nieskończoności z symbolem ziemi i tego co związane z człowiekiem. Nazwa mandala oznacza koło życia, cały świat, święty krąg. Dla mnichów buddyjskich tworzenie a następnie niszczenie mandali stanowi drogę transformacji i jest rodzajem medytacji. Słynny psychoanalityk Carl Gustav Jung dostrzegł terapeutyczne działanie mandali, która pomaga w odzyskaniu równowagi i harmonii wewnętrznej. Tak pojmowany cel mandali – jako odzyskanie wewnętrznego spokoju – może być kluczem do zrozumienia zachowania głównego bohatera książki Tabucchiego.
Bohater, Tadeus Slowacki, zatacza kręgi. Tworzy mandalę. Zbliża się do centrum.
Tadeus jest portugalskim pisarzem polskiego pochodzenia. Poszukuje dawno nie widzianej przyjaciółki, o której słyszał, że popełniła samobójstwo. Rozmawiając z ludźmi, których znała, przemieszczając się jej śladami – przez Lizbonę Salazara, Alpy Szwajcarskie, włoską Ligurię i chińskie Makau, Tadeus chce poznać prawdę. Nie tylko o Isabel. Tadeus poszukuje „Prawdy” - przez wielkie „P”.
Obok bohatera także sam autor tworzy mandalę. Jego rozpisana na kręgi powieść obfituje w spotkania tego co ziemskie i skończone, z tym co transcendentne.
Niezwykły jest klimat powieści. Nietuzinkowi bohaterowie, niesamowite wydarzenia, tajemnica…
„Dla Isabel. Mandala” jest ostatnią powieścią Antonio Tabucchiego. Pierwszą wydaną pośmiertnie. Uważany za jednego z najwybitniejszych włoskich pisarzy współczesnych autor pisał ją w szkolnych zeszytach z czarną, impregnowaną okładką. Nazwał ją „osobliwą powieścią, dziwnym stworzeniem niczym jakiś nieznany chrząszcz w postaci skamieliny”. W istocie, jest to powieść osobliwa.

Więcej recenzji na blogu Projekt: książki http://projektksiazki.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2017-04-11 13:55:06
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-04-11 13:54:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wspaniała, poruszająca, odważna i szczera autobiograficzna opowieść o dzieciństwie w czasach komunizmu oraz dojrzewaniu w cieniu ojca tyrana. Jedna z najlepszych książek jakie ostatnio przeczytałam, oraz jedna z najlepszych powieści graficznych jakie przeczytałam w życiu.
Autorką memuaru jest mieszkająca w Australii Wanda. Inteligentna i oczytana feministka, która postanawia wrócić do czasów...
Wspaniała, poruszająca, odważna i szczera autobiograficzna opowieść o dzieciństwie w czasach komunizmu oraz dojrzewaniu w cieniu ojca tyrana. Jedna z najlepszych książek jakie ostatnio przeczytałam, oraz jedna z najlepszych powieści graficznych jakie przeczytałam w życiu.
Autorką memuaru jest mieszkająca w Australii Wanda. Inteligentna i oczytana feministka, która postanawia wrócić do czasów dzieciństwa w Polsce i napisać o sobie, swoich siostrach i matce. „Musimy być swoimi własnymi heroinami” – przekonuje najbliższe sobie kobiety. Najbardziej sceptyczna do pomysłu Wandy jest oczywiście mama. W końcu w dzieciństwie często powtarzała córkom, że o tym, co dzieje się w domu nie powinno się opowiadać na zewnątrz. W powieści graficznej nie tylko się zaś mówi, ale nawet pokazuje…
Decyzja Wandy jest jednak przemyślana i wynika z jej głębokich przekonań. Jak mówiła Carol Hanisch, do której odwołuje się autorka, prywatne jest polityczne. Osobiste problemy, dominacja mężczyzn, przemoc, to wszystko znajduje się w sferze polityki. Tylko pokazanie tych kwestii, wyniesienie ich na światło dzienne, może coś zmienić. To co robi Wanda, to metaforyczne odsłonięcie zasłon, które całkiem realnie, lata temu zasłaniała w oknach jej mama. Sytuacje, które dawniej matka ukrywała przed spojrzeniami innych, teraz córka innym relacjonuje. A robi to w sposób szczery i odważny. Bez nostalgii.
Wśród wielu ważnych wątków, które wzruszyły mnie podczas lektury książki, dorastanie w osamotnieniu poruszyło mnie chyba najbardziej. Dojrzewanie w domu styranizowanym przez narcystycznego i przemocowego ojca, jest szczególnie trudne przy braku wsparcia. Matka, która z jednej strony sama jest ofiarą przemocy, z drugiej strony po prostu nie umie okazać córce ciepła, którego ta potrzebuje. Poza domownikami nikt nie zna prawdy o rodzinie, która na zewnątrz wydaje się idealna. Jedynym oparciem mogą być więc siostry. Ta solidarność ofiar, te sceny, w których dzieci próbują się wzajemnie chronić i podnosić na duchu, wzruszają, ale też wywołują złość. Nie tak przecież powinno to wszystko wyglądać…
Jak pisze autorka, uzależnienie od osobowości i terroru ojca oraz cierpienie z powody strachu, gniewu i poczucia winy, wytworzyło w siostrach mechanizmy obronne. Akceptację tego stanu rzeczy oraz granie narzuconych ról. Wanda przeistoczyła się w dziecko bohatera - małego rodzica, nadobowiązkową i nadodpowiedzialną mamę zastępczą. Młodsza Ania stała się niewidoczna – wycofana, niepotrafiąca się buntować i stawiać granic. Jeszcze młodsza Gusia weszła w rolę kozła ofiarnego. Zbuntowaną, niedocenianą „czarną owcę”. Najmłodsza Iza to maskotka – nadaktywna, często odgrywała rolę sędziego.
Mimo wielu trudnych tematów są w książce także opowieści piękne. Przede wszystkim piękna relacja łącząca małą Wandę z babcią.
Książka, która dość naturalnie przywodzi na myśl „Fun home. Tragikomiks rodzinny”, mi przypomina inną poruszającą i trudną historię dojrzewania dziewczynki – „Perspepolis”. Choć Marjane Satrapi dorastała w Iranie, a wróg, który zakłócał spokój rodziny był wrogiem zewnętrznym, jej dzieciństwo miało zaskakująco wiele elementów wspólnych z dzieciństwem Wandy. Na przykład miłość do książek, które wyczarowywały inny, lepszy od realnego świat.
„Totalna nie nostalgia” to mądra, ważna, miejscami piękna, miejscami smutna i totalnie fantastyczna książka. Polecam!

Więcej recenzji na blogu Projekt: książki https://projektksiazki.blogspot.com/

pokaż więcej

 
2017-04-11 10:10:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Książka – dziennik z walczącej o uzyskanie niepodległości Angoli.
Kapuściński relacjonuje przebieg wydarzeń sprzed wybuchu powstania. Opisuje ucieczkę Portugalczyków, którzy zjeżdżają się do stolicy, by uciec z kraju pierwszym możliwym samolotem. Bogaci swój dobytek pakują w ogromne, zbudowane przez mistrzów stolarskich skrzynie. Biedni pakują się w małe i niepozorne skrzynki, zbudowane...
Książka – dziennik z walczącej o uzyskanie niepodległości Angoli.
Kapuściński relacjonuje przebieg wydarzeń sprzed wybuchu powstania. Opisuje ucieczkę Portugalczyków, którzy zjeżdżają się do stolicy, by uciec z kraju pierwszym możliwym samolotem. Bogaci swój dobytek pakują w ogromne, zbudowane przez mistrzów stolarskich skrzynie. Biedni pakują się w małe i niepozorne skrzynki, zbudowane własnoręcznie. Miasto się wyludnia. Opuszczone przez piekarzy, listonoszy, policjantów, śmieciarzy... Rosną w nim góry śmieci. Koty zdychają (prawdopodobnie zatrute zjedzonymi odpadami). Psy uciekają. Na miejscu pozostaje garstka apatycznych ludzi. Miasto traci rację bytu, staje się szkieletem. Kapuściński również opuszcza je i udaje się na front.
W przypadku tej wojny umiejscowienie frontu nie jest oczywiste. Nie jest to jedyne wyzwanie przed jakim staje reporter. Kapuściński relacjonując swoją pracę i kontakty z PAP pokazuje rozmaite trudności, z jakimi mierzą się reporterzy w Angoli. Przede wszystkim wyzwanie w postaci zdobywania informacji. Sam Kapuściński, posiadający dar zjednywania sobie ludzi, posiada dostęp do informacji o wydarzeniach, których nie był świadkiem. Dzięki temu z książki o konflikcie możemy się dowiedzieć naprawdę dużo.
Poza opisem pewnych faktów, ciekawa jest w książce także jej warstwa psychologiczna. "Jeszcze dzień życia” to książka, której bohaterowie mogą mieć przed sobą dosłownie jeszcze tylko jeden dzień życia. Część poznanych na kartach reportażu ludzi rzeczywiście umiera. To sprawia, że całość opowiada nie tylko o konkretnym konflikcie, ale także o niepewności i życiu w braku poczucia bezpieczeństwa.
W książce znajdziemy także różne ciekawostki dotyczące kraju. Na przykład o niewolnikach, których cenę ustalano na podstawie uzębienia. Dlatego niektórzy z nich piłowali zęby, żeby obniżyć swoją wartość. Ciekawa jest także waga papierosów, które mogły dać władzę na przykład w relacji z posterunkowymi. Również o posterunkach i ich roli społecznej, Kapuściński pisze interesująco.
Książka kończy się ogólnymi informacjami na temat Angoli.

pokaż więcej

 
2017-04-10 11:29:26
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-04-10 11:29:02
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Seria: Poezje
 
2017-04-10 11:28:04
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-04-10 01:00:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Wbrew pierwszej części tytułu, niewiele jest w tej książce rezygnacji. Dużo natomiast wiary, pokonywania przeciwności i wytrwałości w działaniu. Dużo jest także o samym islamie.
W swojej książce Anna J. Dudek rozmawia o wierze oraz o życiu w Polsce z sunnitkami, szyitkami i salafitkami. Kobietami w różnym wieku, urodzonymi głównie w Polsce, ale nie tylko. Muzułmankami od urodzenia, Tatarkami...
Wbrew pierwszej części tytułu, niewiele jest w tej książce rezygnacji. Dużo natomiast wiary, pokonywania przeciwności i wytrwałości w działaniu. Dużo jest także o samym islamie.
W swojej książce Anna J. Dudek rozmawia o wierze oraz o życiu w Polsce z sunnitkami, szyitkami i salafitkami. Kobietami w różnym wieku, urodzonymi głównie w Polsce, ale nie tylko. Muzułmankami od urodzenia, Tatarkami oraz z konwertytkami. Dudek rozmawia z nimi o rodzinie – tej, z której wyszły oraz tej, którą stworzyły. O tym, jak są traktowane przez otoczenie. Pyta je o sytuację kobiet w islamie oraz podejście do nakazów i zakazów, w tym o noszenie chust.
Ciekawe jest to spojrzenie na islam oczami kobiet, które są jego wyznawczyniami. Co ważne, jest to spojrzenie różnorodne. Jak mówią bohaterki książki, wiele jest wykładni i tłumaczeń Koranu a każdy muzułmanin tworzy swoją własną wersję religii. Stąd między innymi konflikty - np. między konwertytami a muzułmanami z urodzenia, którzy zwykle mniej rygorystycznie przestrzegają religijnych nakazów, oraz między samymi konwertytami, rywalizującymi ze sobą, kto jest bardziej religijny. Konflikty istnieją także na linii muzułmanów i islamistów, którzy często błędnie są ze sobą utożsamiani. Pokazanie, że muzułmanie nie są jednolitą grupą, uważam za jeden z największych atutów książki.
W opowieściach muzułmanek szczególnie interesujące wydały mi się te fragmenty, w których bohaterki mówią o sytuacji kobiet w islamie. Jedna z nich, Emina zauważa, że w VI w. muzułmanki miały prawa, za domaganie się których Europejki w średniowieczu mogły skończyć na stosie. Narzeka także, że islam pokazuje się przez pryzmat wiejskich terenów w Afganistanie, a nie mówi się o tym, że najmłodsza doktorantka świata jest muzułmanką. Nie mówi się o Mame Madior Boye, byłej premier Senegalu. O Tansu Ciller, premier Turcji w latach 1993-1996. O Kaqushy Jashari, dziesiątej premier Kosowa. O Nurul Izzah Anwar, byłej wicepremier Malezji. O Megawati Sukarnoputri, byłej prezydent Indonezji. O Benazir Bhutto, byłej premier Pakistanu. O Khaledzie Zii, byłej premier Bangladeszu, czy Sheikh Hasinie, która od siedmiu lat rządzi tym krajem.
Oczywiście, bohaterki książki, jako wyznawczynie islamu, dość często malują obraz religii idealnej. Również autorce brakuje nieco krytycyzmu. Choć w publikacji znajdziemy sporo pytań o kwestie kontrowersyjne, większość z nich jest jedynie dotknięta. Autorka nie drąży tematu, a czasem przydałoby się postawić choć kilka pytań dodatkowych. Część tematów została jednak omówiona solidnie. Jak chusty.
Jak w wielu innych kwestiach, tak też w temacie chust, opinie bohaterek są podzielone. Część ich nie nosi, część nosi od czasu do czasu, część zarzuca na głowę szal, jedna z nich chowa włosy pod turban, jeszcze inna nosi nikab. Wiele z bohaterek wydaje się być kobietami praktycznymi i, jak na kobiety religijne, liberalnymi. Jedna z nich, Adrianna, wyznaje: Uważam, że najważniejsze jest pokazywanie skromności w zachowaniu. Owszem, chcę być postrzegana przez pryzmat wiedzy, charakteru i intelektu. Jednak żyję w Polsce, gdzie hidżab nie funkcjonuje. Jeśli go nie zakładam, nie zwracam na siebie uwagi, zachowuję więc skromność, rezygnując z chusty.
Co ciekawe także żona muftiego Tomasza Miśkiewicza, na co dzień nie nosi chusty. Przy oficjalnych wizytach, żeby wyrazić skromność przy mężu, zakłada szal. Mufti Miśkiewicz również wydaje się być bardzo zdroworozsądkowy i szalenie daleki od ekstremizmów. Na przykład gdy mówi, że nikt nie musi poświęcać się wyłącznie religii, czas trzeba podzielić na rodzinę, Boga i własny.
Miśkiewicz jest jednym z kilku ekspertów, którzy pojawiają się w książce. Podoba mi się ten pomysł, by indywidualne historie kobiet uzupełnić informacjami od arabistów i teologów. Dobrze komponują się z resztą dziennikarskiego materiału przygotowanego przez autorkę.

Więcej recenzji na blogu Projekt: książki http://projektksiazki.blogspot.com/

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
108 71 252
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd