Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
projekt_książki 
projektksiazki.blogspot.com
status: Czytelnik, ostatnio widziany 6 godzin temu
Teraz czytam
  • Floryda
    Floryda
    Autor:
    Bogdał lubi gadać. Bogdał lubi gadać innymi. Bogdał to brzuchomówca. Pięć monologów na dwie ręce tu. Trzy jako mężczyzna, dwa jako kobieta. W kolejności do mikrofonu podchodzą: 1. Człowiek, który zara...
    czytelników: 67 | opinie: 1 | ocena: 6,78 (9 głosów)
  • Sztuka kochania
    Sztuka kochania
    Autor:
    Legendarny poradnik słynnej seksuolożki, który zapoczątkował rewolucję seksualną w Polsce. Nowe wydanie ze wstępem prof. Zbigniewa Izdebskiego. Po raz pierwszy wydany w 1976 roku. Ponad 7 mln sprzed...
    czytelników: 2541 | opinie: 52 | ocena: 6,72 (582 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-03-22 01:30:23
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-03-22 01:25:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

„Zespół ojca” to historia Konrada - mieszkającego w Irlandii Polaka, taty ukochanego Filutka. Dość przewrotny jest tytuł książki. O ile jego drugi człon w oczywisty sposób wskazuje na ojcostwo, o tyle słowo „zespół” można interpretować przynajmniej na dwa sposoby. Pierwszy odsyła nas w stronę muzyki. Konrad kocha muzykę, która obok bycia rodzicem wydaje się dawać mu najwięcej radości. W końcu... „Zespół ojca” to historia Konrada - mieszkającego w Irlandii Polaka, taty ukochanego Filutka. Dość przewrotny jest tytuł książki. O ile jego drugi człon w oczywisty sposób wskazuje na ojcostwo, o tyle słowo „zespół” można interpretować przynajmniej na dwa sposoby. Pierwszy odsyła nas w stronę muzyki. Konrad kocha muzykę, która obok bycia rodzicem wydaje się dawać mu najwięcej radości. W końcu tytułowemu ojcu udaje się nawet stworzyć zespół. Szczęście nie trwa jednak długo. I tak dochodzimy do drugiego znaczenia, wiążącego się z chorobą. W kontekście książki, za chory można uznać system, w którym ojciec, nie będąc w związku małżeńskim z matką swojego dziecka, nie ma do tego dziecka żadnych praw. Ponieważ Konrad nie jest żonaty, w momencie rozpadu relacji z Belle jego sytuacja ojcowska zmienia się diametralnie.

Nagły zwrot w związku Konrada dzieli książkę na dwie, zupełnie różne opowieści. W obu z nich głównym bohaterem a zarazem narratorem jest ojciec. W pierwszej części jest on jednak absolutnie nie budzącym mojej sympatii wulgarnym mizoginem, który nawet o seksie z kobietą, którą kocha mówi „dupczenie”. W drugiej części mamy człowieka przerażonego możliwością utraty syna, mężczyznę porzuconego, zagubionego ojca, który cierpi. Ta druga część jest oczywiście dużo lepsza. Bohater nadal jest ograniczony i antypatyczny, ale w obliczu nowej sytuacji przestaje to być już aż tak ważne.


Cała recenzja dostępna na blogu: http://projektksiazki.blogspot.com/2017/03/zespo-ojca.html

pokaż więcej

 
2017-03-20 21:34:24
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-03-20 21:33:28
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-20 20:23:19
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Swietłana Alliłujewa urodziła się 28 lutego 1926 roku jako córka Józefa Stalina i jego drugiej żony Nadii Alliłujewej. Gdy miała zaledwie sześć i pół roku jej matka popełniła samobójstwo. Swietłana nie zdążyła zapamiętać ani jej twarzy, ani zbyt wielu przejawów matczynej czułości. Mimo to strata była ogromna. Bezpowrotnie odmieniła jej życie odbierając wewnętrzny spokój. Listopad, miesiąc... Swietłana Alliłujewa urodziła się 28 lutego 1926 roku jako córka Józefa Stalina i jego drugiej żony Nadii Alliłujewej. Gdy miała zaledwie sześć i pół roku jej matka popełniła samobójstwo. Swietłana nie zdążyła zapamiętać ani jej twarzy, ani zbyt wielu przejawów matczynej czułości. Mimo to strata była ogromna. Bezpowrotnie odmieniła jej życie odbierając wewnętrzny spokój. Listopad, miesiąc tragedii, do końca życia Swietłany pozostawał dla niej czasem wyjątkowo trudnym. Niepokój wówczas narastał, trudno jej było usiedzieć w jednym miejscu, cierpiała.
Po śmierci matki Swietłany Stalin niemal natychmiast wyprowadził się z Pałacu. Ze względu na zbyt wiele pamiątek po żonie nie miał zamiaru dłużej mieszkać na Kremlu. W krótkim czasie w życiu Swietłany nastąpiło zbyt wiele zmian. W konsekwencji dziewczynka zaczęła bać się ciemności. Przede wszystkim jednak przerażała ją utrata drugiego rodzica. Lęk oraz ciągła tęsknota za ojcem sprawiły, że jej potrzeby emocjonalne rosły. Stalin nie był w stanie ich zaspokoić, ale wydaje się, że próbował.
Ten z pozoru nie posiadający serca człowiek, wobec córki potrafił zachowywać się w sposób zaskakująco delikatny. Jego listy do Swietanki, „małej gospodyni”, czułe i żartobliwe, pokazują go w zupełnie innym świetle. Dla Swietłany była to jednak jedyna perspektywa jaką posiadała przez lata. Dla niej Stalin był po prostu „najdroższym, kochanym papaczką”, „szczęściem ulubionym”. Drugim, największym wstrząsem w jej życiu, po śmierci matki, było więc odkrycie prawdy o politycznej działalności ojca.
Życie Swietłany, choć z jednej strony dalekie od trosk zwykłych Rosjan, nie należało do łatwych. Nie cierpiała głodu fizycznego, ale ten emocjonalny jak najbardziej. Z czasem, jak nikt inny, rozumiała świat ZSSR. Wyrosła na inteligentną, wykształconą, niezwykle oczytaną, wrażliwą i odważną kobietę. Nigdy jednak nie uporała się ze swoimi emocjami.
„Wydaje mi się, że życie sprawiało jej wiele trudu. Nigdy nie opanowała tej podstawowej umiejętności. Potrafiła przetrwać, ale nie potrafiła żyć” – powiedziała o Swietłanie jej córka Olga. Wydaje się, że ocena ta, jakkolwiek tragiczna, jest istotnie bardzo trafna.
Swietłana nie miała szczęścia w miłości. Nigdy nie udało jej się zbudować szczęśliwego i stabilnego domu dla siebie oraz swoich dzieci. Dużo się przeprowadzała. Sporo też uciekała. Najbardziej spektakularną ucieczką była ta z ZSSR do USA. W jej późniejszym życiu także nie zabrakło jednak wręcz filmowych zwrotów akcji.
„Nikt z nas nie przeżył tego co Swietłana. […]. Księżniczki i córki wielkich przywódców […] owszem, mogą starać się żyć normalnie, być zwyczajnymi ludźmi, matkami obywatelkami – ale nigdy im się to nie uda. Są naznaczone. Nie mogą uciec na bezludną wyspę. Świat wszędzie je odnajdzie. […] Dla mnie było oczywiste, że ciotka nigdy nie zdobędzie tego, o czym marzy. Jest jedną z najbardziej tragicznych postaci jakie znam. Los jej nie oszczędzał. Choć zupełnie na to nie zasłużyła” – mówił o Swietłanie jej bratanek.

Cała recenzja dostępna na blogu: http://projektksiazki.blogspot.com/2017/03/corka-stalina-niezwyke-i-burzliwe-zycie.html

pokaż więcej

 
2017-03-20 15:21:19
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Seria: Poza serią
 
2017-03-11 12:26:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

W książce „Linie kodu kreskowego” Toth daje nam możliwość podejrzenia życia piętnastu Węgierek. Kobiet w różnym wieku i w różnej sytuacji. Dziewczyn przeżywających pierwszą miłość, nastolatek dopiero poznających świat, młodych matek, kobiet zdradzanych, samotnych, obserwujących śmierć i chorobę.

Każda z piętnastu historii jest swoistym uchyleniem zasłony strzegącej czyjejś prywatności. Toth...
W książce „Linie kodu kreskowego” Toth daje nam możliwość podejrzenia życia piętnastu Węgierek. Kobiet w różnym wieku i w różnej sytuacji. Dziewczyn przeżywających pierwszą miłość, nastolatek dopiero poznających świat, młodych matek, kobiet zdradzanych, samotnych, obserwujących śmierć i chorobę.

Każda z piętnastu historii jest swoistym uchyleniem zasłony strzegącej czyjejś prywatności. Toth obnaża intymność swoich bohaterek, ale robi to w sposób pełen ciepła i empatii. Zachwyca mnie jej delikatność, uważność na ulotność chwil, czułość, z jaką opowiada o innych kobietach oraz prostota, z jaką pisze. Toth ma świadomość, że jej historie nie potrzebują żadnych efektów specjalnych. Bronią się same.

Myślę, że „Linie kodu kreskowego” zapamiętam przede wszystkim z niezwykłych obrazów dziewczyńskości. Opowiadania „ Mrówcza mapa”, „Letnie mleko”, „Czarny bałwan”, „ Zamek” i „Ciepła podłoga” zabrały mnie w magiczny świat pełen kolorów, zapachów, fascynacji nieznanym, pasji (np. kolekcjonerskiej), ale też lęku przed tym co przynosi starość, choroba i okrucieństwo innych dzieci (które być może nie wiedzą, że zwierzęta też czują, nawet żaby). Wiele w tych historiach emocji i ciepła, tak jakby opowiadał nam je ktoś bliski, kogo w żadnym wypadku nie chcemy oceniać, i kto z każdą, choćby nawet najbardziej zawstydzającą opowieścią, może co najwyżej stać się nam jeszcze bliższy.

Jest także kilka historii dorosłych kobiet, które zostaną ze mną na dłużej. Na przykład „Zimna podłoga”, której bohaterka żegna się z dawnymi życzeniami, stworzonymi 3 lata wcześniej, „kiedy jeszcze się kochali”. Będzie to również moje ulubione opowiadanie „Lubię tańczyć”, podczas lektury którego niemal czułam promienie słońca na skórze. Co ważne, opowiadanie to lubię nie za spokój, który mi niosło przez niemal wszystkie swoje strony, ale za zakłócenie tego spokoju, pod sam koniec lektury. Za niepokój i emocje lubię także historię „Baba jaga patrzy”.

Cała recenzja na blogu: http://projektksiazki.blogspot.com/2017/03/linie-kodu-kreskowego-pietnascie.html

pokaż więcej

 
2017-03-10 15:42:41
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Seria: Reportaż
 
2017-03-08 23:44:05
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Cóż to jest za lektura! Cieniutka, ale z mega ładunkiem. Leciutka a mocna. Pełna kontrastów jak miejsce, z którego pochodzi jej autor. Haiti. Pełne napięć między biednymi i bogatymi, młodymi i starymi, wykształconymi i tymi, którzy czytają jedynie zalewające ulice bilbordy. Miejsce, gdzie pięknych domów strzegą psy, a krzyk służy jedynie do przywoływania służby, i tam, gdzie krzykiem się... Cóż to jest za lektura! Cieniutka, ale z mega ładunkiem. Leciutka a mocna. Pełna kontrastów jak miejsce, z którego pochodzi jej autor. Haiti. Pełne napięć między biednymi i bogatymi, młodymi i starymi, wykształconymi i tymi, którzy czytają jedynie zalewające ulice bilbordy. Miejsce, gdzie pięknych domów strzegą psy, a krzyk służy jedynie do przywoływania służby, i tam, gdzie krzykiem się walczy, gdzie walczy się słowem i gdzie walczy się Glockiem. Tam gdzie dochodzi do tragedii.

„Niedziela, 4 stycznia” to zapis jednego dnia z życia pewnego studenta. Zapis momentami bardzo reporterski, momentami poetyczny. Niosący duży ładunek emocjonalny. Siłę przekazu zwiększa prawdopodobnie to, iż już na samym początku opowieści Trouillot informuje nas, że student umrze. Śledzimy więc coś znacznie więcej niż tylko kolejny dzień z życia młodego człowieka. Śledzimy ostatni dzień życia. Uczestniczymy w nim. Mamy dostęp do ostatnich myśli i ostatnich obserwacji, poznajemy ostatnie decyzje, refleksje i wspomnienia, obserwujemy ostatnie kroki. Świadomość ostateczności wyostrza umysł. Nic o czym przeczytamy nie będzie bez znaczenia.

Pełna recenzja dostępna na blogu: http://projektksiazki.blogspot.com/2017/03/niedziela-4-stycznia.html

pokaż więcej

 
2017-03-07 19:32:52
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-07 19:32:26
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-07 19:32:04
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-07 19:31:45
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-07 19:30:57
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-03-07 19:30:39
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
Moja biblioteczka
22 11 43
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd