Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
rudek12 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 33 minuty temu
Aktywności
2017-05-26 22:15:47

Wcale nie pamięć tworzy z nas to kim jesteśmy. Mistrzowie zen żyjąc tu i teraz nie mają pamięci, bo przeszłość to nie tu i teraz. Jako, że zawsze chciałem być mistrzem zen i podobnie jak Audra, regularnie poddaję się zabiegom (całkiem przyjemnym) usuwania pamięci, wszystko odbywa się w pobliskim pubie. Jest w tym mały szkopuł, nie pamiętam też gdzie są moje pieniądze...

więcej...
 
2017-05-26 22:09:26

Nie mam absolutnie nic wspólnego z moimi rodzicami, z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów kompletnie się od nich różnię pod względem budowy ciała jak i poglądów na życie. Można by powiedzieć czarna owca, tyle że w stadzie kóz. Za to mój brat to kropla w krople mój ojciec. Są podobnego wzrostu, wagę mają identyczną, nie wspominając o twarzy i poglądach.
Tak się złożyło, że mój znajomy...
Nie mam absolutnie nic wspólnego z moimi rodzicami, z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów kompletnie się od nich różnię pod względem budowy ciała jak i poglądów na życie. Można by powiedzieć czarna owca, tyle że w stadzie kóz. Za to mój brat to kropla w krople mój ojciec. Są podobnego wzrostu, wagę mają identyczną, nie wspominając o twarzy i poglądach.
Tak się złożyło, że mój znajomy przeprowadzał wywiady dotyczące stylu życia. Zrobił ich kilkanaście, w tej grupie byłem zarówno ja, jak i mój brat. Miałem okazję potwierdzić sobie empirycznie to że się różnimy. Włączyłem wywiad mojego brata i śmiejąc się w duchu, że miałem rację. Potem chciałem odsłuchać jeszcze swój wywiad. Jakież było moje zdziwienie, gdy usłyszałem swój głos na nagraniu, znaczy swój... mojego brata! Identyczny ton, barwa a nawet zacinaliśmy się tak samo.
Ta czarna owca to jednak meczy.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-26 12:36:32

Nie chcę mówić o realnych strachach, o tym jak odkryłem śmiertelność, choroby i przemoc, szkoda tak pięknego dnia na to. W zamian opowiem o najbardziej absurdalnym ze strachów.

Moi starzy mieli metody wychowawcze rodem z podręcznika. Dokładniej z rozdziału "Czego nie robić, by twoje dziecko nie było skrzywione". Dzieci straszy się, żeby były posłuszne Mikołajem, ale wiadomo to działa tylko w...
Nie chcę mówić o realnych strachach, o tym jak odkryłem śmiertelność, choroby i przemoc, szkoda tak pięknego dnia na to. W zamian opowiem o najbardziej absurdalnym ze strachów.

Moi starzy mieli metody wychowawcze rodem z podręcznika. Dokładniej z rozdziału "Czego nie robić, by twoje dziecko nie było skrzywione". Dzieci straszy się, żeby były posłuszne Mikołajem, ale wiadomo to działa tylko w okresie przedświątecznym (kto by się przejmował Mikołajem w czerwcu), ale moi starzy poszli krok dalej i cały rok straszyli mnie czymś co ja zapamiętałem jako Donna Se. Mały Rudiś pomalował ścianę "i co zrobiłeś, co zrobiłeś? Teraz przyjdzie Donna Se" - kto kto kurde jest?! Nawet nie wiedziałem co ona mogłaby mi zrobić, Mikołaj to wiadomo, zamiast Lego - rózga, jest to jakaś strata. A ta? Nie wiadomo i to było najgorsze. Bałem się tego bardziej niż Buki. Znając życie, jest to jakaś wymyślona postać przez mojego ojca, ale chodzi ona za mną do teraz. Chciałbym się dowiedzieć co to jest, ale do starego nie pójdę po 20 latach i nie zapytam "ej, o co chodziło z tą Donną Se?", pomyśli, że do reszty zwariowałem (już tak sądzi, po tym jak powiedziałem, że chcę studiować filozofię). Szukałem jej już jako pełnoletni, ale czegoś takiego nie ma. Dowiedziałem się tylko, że 'donna' z włoskiego znaczy 'kobieta'. Tutaj Freud klasnąłby w ręce i powiedział "ich habe dich" i tym wyjaśniał mój strach przed kobietami i problemy w związkach.
Może to się skończy, gdy ktoś wyjaśni mi co/kto to mógł być ta Donna Se? Będę wdzięczny.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-23 21:10:42

Oj jakbym chciał teraz, żeby moje dziecięce marzenie się spełniło... co prawda, nie byłem wtedy aż tak świadomy tego o co chodzi, ale to marzenie wzięło się od mojego HEHEwujka, typowego kawalarza każdej ciocinej prywatki. Naopowiadał mi jakichś bzdur, że istnieje zawód podobny do bycia królem i - jak mówił - "wtedy jest się królem życia". A ja głupi chciałem być królem (tak, tak, narcyzm... Oj jakbym chciał teraz, żeby moje dziecięce marzenie się spełniło... co prawda, nie byłem wtedy aż tak świadomy tego o co chodzi, ale to marzenie wzięło się od mojego HEHEwujka, typowego kawalarza każdej ciocinej prywatki. Naopowiadał mi jakichś bzdur, że istnieje zawód podobny do bycia królem i - jak mówił - "wtedy jest się królem życia". A ja głupi chciałem być królem (tak, tak, narcyzm karmiony od małego) i pytałem HEHEwujka jak się nazywa ten zawód. Żigolak - odpowiadał HEHEwujaszek, ciesząc zęba pod wąsem. A ja chodziłem od ciotki do ciotki opowiadając, że w przyszłości chcę zostać żigolakiem. Cała zabawa się skończyła, gdy pani w przedszkolu zapytała nas "kim chcecie zostać, gdy dorośniecie?"...

Wyobraźcie sobie 5 latka, który mówi, że chce być "żigolakiem - królem życia", a następnie podłapującą to całą klasę 'grzybków', przekrzykującą się, że też chcą zostać żigolakiem. Matka pierwszy raz wezwana do (przed)szkoły.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-21 22:11:20
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2017-05-19 19:08:11

- Łeee znowu mnie tam wkłada, oślizła dziura, pełna... mógłby ją czasem wyczyścić. Gdy tylko tu wchodzę od razu cały zaczynam się lepić. A potem ten okropny hałas, co to mają być za dźwięki? Kto to słyszał?! Jęki, charki, krzyki i to rytmiczne dudnienie. Niechno mnie tylko wyciągnie i da mi odpocząć, wtedy z moim kolegą P się zabawimy, nie odpuszczę mu za to. Tylko czekam aż schowa mnie do... - Łeee znowu mnie tam wkłada, oślizła dziura, pełna... mógłby ją czasem wyczyścić. Gdy tylko tu wchodzę od razu cały zaczynam się lepić. A potem ten okropny hałas, co to mają być za dźwięki? Kto to słyszał?! Jęki, charki, krzyki i to rytmiczne dudnienie. Niechno mnie tylko wyciągnie i da mi odpocząć, wtedy z moim kolegą P się zabawimy, nie odpuszczę mu za to. Tylko czekam aż schowa mnie do kieszeni, wtedy jak zwykle się poplączemy tak, żeby nie mógł sobie poradzić z węzłem przez najbliższe 5 min. Nic go tak nie frustruje.
Nazywam się L i jestem słuchawką metala. Nienawidzę życia, dlatego próbuję popełnić samobójstwo zrywając kabel dwa dni po upływie gwarancji.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-19 18:51:00

Zawsze, gdy idę do lekarza mam wrażenie, że jakieś nieczyste moce działają nad przychodnią (jak ta chmura burzowa nad domem Addamsów). Różne rzeczy mi się przydarzają u lekarza albo w kolejkach do nich, od takich małych jak to, że ktoś wepchnie mi się w kolejkę, czy badanie, które miało być bezpłatne kosztuje 120 zł a ja nie mam przy sobie nawet dychy, po takie że jakaś staruszka obleje mnie... Zawsze, gdy idę do lekarza mam wrażenie, że jakieś nieczyste moce działają nad przychodnią (jak ta chmura burzowa nad domem Addamsów). Różne rzeczy mi się przydarzają u lekarza albo w kolejkach do nich, od takich małych jak to, że ktoś wepchnie mi się w kolejkę, czy badanie, które miało być bezpłatne kosztuje 120 zł a ja nie mam przy sobie nawet dychy, po takie że jakaś staruszka obleje mnie moczem, bo z niewiadomych powodów chciała otworzyć pojemnik i jej się wymsknął. Raz nawet na stole operacyjnym, podczas operacji kolana, jedyny chirurg na oddziale dostał jakieś nagłe wezwanie, jako że ja nie byłem w stanie agonalnym poszedł ratować te drugą osobę (zupełnie nie mam o to pretensji). Na szczęście nie widziałem swojej nogi, bo w połowie brzucha miałem kotarkę. Pielęgniarka przyniosła mi nawet książkę, którą wtedy czytałem - Rozmowy Erica Laxa z Woodym Allenem. Czasem mam wrażenie, że to spisek (Tych z cmentarza!) albo klątwa. Z resztą Woody Allen nakręcił film "Klątwa skorpiona", moja na pewno nie jest 'skorpiona' ale innego obleśnego zwierza 'węza eskulapa'.
Nie chodźcie do lekarza, gdy ja tam będę, proszę...

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-19 18:37:16

Może nie w aparycję, bo każda potwora... wiadomo, ale gdyby tak w układ nerwowy? Czemu nie! Tak żeby nie przeżywać ekstremalnych uczuć, stanów lękowych, depresji, silnego bólu. Oczywiście wiązałoby się to również ze stratą euforii, nieskrępowanej radości, ale trzeba sobie szczerze odpowiedzieć, jak często zdarzają się takie stany? Częściej jednak w naszych smutnych jak pewne miasto czasach... Może nie w aparycję, bo każda potwora... wiadomo, ale gdyby tak w układ nerwowy? Czemu nie! Tak żeby nie przeżywać ekstremalnych uczuć, stanów lękowych, depresji, silnego bólu. Oczywiście wiązałoby się to również ze stratą euforii, nieskrępowanej radości, ale trzeba sobie szczerze odpowiedzieć, jak często zdarzają się takie stany? Częściej jednak w naszych smutnych jak pewne miasto czasach jednak mamy do czynienia z tymi nieprzyjemnymi sytuacjami. Brak perspektyw, bieda, wygórowane oczekiwania co do samych siebie... społeczeństwo trudniej zmienić, to może rozwiązaniem byłoby genetycznie modyfikowany układ nerwowy, który sprostałby naszym - do dupy - czasom.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-17 19:35:51

Co do samej teorii to wydaje się ona całkiem sensowna. W naszym uelastycznionym do granic przez neoliberalną gospodarkę społeczeństwie, zbombardowanym ilością ofert medialnych dotyczących wszystkiego, łącznie ze związkami i tym co się z nimi łączy, nasze oczekiwania w stosunku do partnerów są niemożliwe do spełnienia, a czasem nawet wykluczające się np. gdy oczekujemy miłości romantycznej i... Co do samej teorii to wydaje się ona całkiem sensowna. W naszym uelastycznionym do granic przez neoliberalną gospodarkę społeczeństwie, zbombardowanym ilością ofert medialnych dotyczących wszystkiego, łącznie ze związkami i tym co się z nimi łączy, nasze oczekiwania w stosunku do partnerów są niemożliwe do spełnienia, a czasem nawet wykluczające się np. gdy oczekujemy miłości romantycznej i rozumienia się "bez słów" i oddania siebie drugiej osobie z jednej, a z drugiej strony pewnego pragmatyzmu i szanowania "własnej przestrzeni", swojej indywidualności. Nic dziwnego, że z jedną osobą spełniamy jedne potrzeby, z inną drugie, nikt nie jest zazdrosny o nic... fajnie.
A praktyka wygląda tak, że trzeba mieć nerwy ze stali, żeby się na coś takiego zgodzić. Ciągłe ustalanie terminów, dbanie o to, żeby żadna ze stron nie poczuła się odtrącona i teoretyczny brak zazdrości, który w zetknięciu z rzeczywistością skutkuje tym, że świadomość tego, że twoja partnerka/partner są teraz z kimś innym i projektowanie sobie scenariuszy co oni mogą teraz robić, nie daje ci spokoju i pomału wpędza do grobu.
Trudne i skomplikowane na poziomie zarówno teorii jak i praktyki.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-16 12:57:18

Słona woda chlapała na nią, mocząc jej całe ubranie. Siedziała zmarznięta między mężczyznami, którzy zastanawiali się co ona tu robi sama. Gdzie jest jej mąż? Skwaszone miny szeptały, że to niedopuszczalne. Ona siedziała niewzruszona, wiedziała co myślą. Łódź dopłynęła na płyciznę, teraz wystarczy ją podciągnąć do brzegu i już… no nie do końca. To „i już” oznaczało pewien początek. Wyrzuciła... Słona woda chlapała na nią, mocząc jej całe ubranie. Siedziała zmarznięta między mężczyznami, którzy zastanawiali się co ona tu robi sama. Gdzie jest jej mąż? Skwaszone miny szeptały, że to niedopuszczalne. Ona siedziała niewzruszona, wiedziała co myślą. Łódź dopłynęła na płyciznę, teraz wystarczy ją podciągnąć do brzegu i już… no nie do końca. To „i już” oznaczało pewien początek. Wyrzuciła swoją walizkę na skalistą plażę, sama zeszła i gdy tylko jej stopy dotknęły ziemi, jej ciało zmiękło, straciła przytomność.
Obudziła się w szpitalu polowym, podłączona do kroplówki, gdzie gładko-ogolony sanitariusz zapytał łamaną angielszczyzną co tu robi?
- Nie chciałam rodzić bękarta wojennego.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-16 11:43:33

Pamiętacie pewnie tę scenę z Dnia Świra, gdy Miałczyńskiemu podczas badania kolonoskopowego pielęgniarka wchodzi do gabinetu i o coś pyta, a wszyscy z korytarza gapią się co się dzieje w środku. Miałem podobnie.
Wybrałem się na badanie jelit, podobno jelita to drugi mózg, ale w przeciwieństwie do mózgu to nie najbardziej przeceniony organ i czasem warto zadbać o te jelita. Tak też zrobiłem.
...
Pamiętacie pewnie tę scenę z Dnia Świra, gdy Miałczyńskiemu podczas badania kolonoskopowego pielęgniarka wchodzi do gabinetu i o coś pyta, a wszyscy z korytarza gapią się co się dzieje w środku. Miałem podobnie.
Wybrałem się na badanie jelit, podobno jelita to drugi mózg, ale w przeciwieństwie do mózgu to nie najbardziej przeceniony organ i czasem warto zadbać o te jelita. Tak też zrobiłem.
Na korytarzu przychodni były dwie kolejki, jedna dłuższa do rodzinnego i druga jednoosobowa w postaci mnie na kolonoskopie. Czekałem na swoją kolej. Ale czekanie nie było nużące, bo w drugiej kolejce spotkałem swoją znajomą ze szkoły. Straszna plotkara, dzięki temu dowiedziałem się wielu rzeczy z życia (około)szkolnego.
Moja kolej! Wchodzę do małego pomieszczenia, gdzie jest ów ustrojstwo i leżanka, żadnego parawanu, no trudno. W połowie badania, gdy leżałem z rurą w... wiadomo gdzie, do pomieszczenia, bez zapowiedzi wchodzi emeryt i pyta czy to tu. Ja leżę i widzę jak cały korytarz patrzy w moją stronę w tym moja plotkarska koleżanka. Nasze spojrzenia się przez chwilę spotkały, a ja niczym Riedel robię się czerwony jak cegła.
Czujecie tę paranoiczną sytuację, w której wydaje się wam, że każda osoba, która się śmieje, śmieje się z was... cały następny tydzień tak miałem. Przesrane... w pewnym sensie dosłownie.

pokaż więcej

więcej...
 
2017-05-13 10:29:47

Wcale Nie Tajna Agencja ds. Slapstickowych Żartów i Dowcipów
w skrócie: WNTAdsSŻiD, nie to bez sensu... nie używamy skrótu.

To zmyli wrogów ojczyzny!

więcej...
 
2017-05-13 09:54:25
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-05-12 21:19:13
Ma nowego znajomego: Mystery
 
2017-05-11 16:55:11

Pierwsze promienie słońca padły na twarz Adama. Otworzył oczy i ucieszył się, że dzień na który czekał w końcu nadszedł. Była 7:20, 11. maja. Adam prawie wyskoczył z łóżka. O ile można mówić o ‘wyskakiwaniu’ w wieku 95 lat. Umył się pod kranem, namoczył grzebień żeby się uczesać. Stał w podkoszulku i ze swoich kilku kosmyków ostałych na głowie robił sobie różne fryzury, robiąc przy tym głupie... Pierwsze promienie słońca padły na twarz Adama. Otworzył oczy i ucieszył się, że dzień na który czekał w końcu nadszedł. Była 7:20, 11. maja. Adam prawie wyskoczył z łóżka. O ile można mówić o ‘wyskakiwaniu’ w wieku 95 lat. Umył się pod kranem, namoczył grzebień żeby się uczesać. Stał w podkoszulku i ze swoich kilku kosmyków ostałych na głowie robił sobie różne fryzury, robiąc przy tym głupie miny do lustra, niczym nastolatek, który idzie na pierwszą randkę. W końcu spoważniał i uczesał się tak jak zwykle – zaczesał się do tyłu. Patrząc w lustro zauważył wytatuowany numer 23001 na przedramieniu. Nawet wspomnienie tamtych dni nie było wstanie zepsuć mu tego dnia.
Założył swoją najlepszą koszulę, zawiązał krawat i przysiadł z kromką chleba i czarną kawą nad gazetą. Zniecierpliwiony ciągle zerkał na zegarek. Nie dopił nawet kawy. Założył marynarkę, spryskał się wodą kolońską, którą dostał od wnuczka, zabrał kwiaty z wazonu, które kupił wczoraj w kwiaciarni w centrum i wyszedł na autobus.
W autobusie usiadł przy oknie, kwiaty trzymał między nogami i z uśmiechem nieschodzącym mu od pobudki, oglądał co dzieje się za szybą. Dojechał na swój przystanek, teraz tylko przejść alejkę i będzie u ukochanej.
Na jej płycie było napisane „Eliza Chajat ur. 11.05.1924 zm. 21.08.1945”.

pokaż więcej

więcej...
 
Moja biblioteczka
9 0 0
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (1)

zgłoś błąd zgłoś błąd