CzytanieJestSpoko 
czytaniejestspoko.blogspot.com
Na co dzień uczeń liceum. Po szkole autor i założyciel bloga CzytanieJestSpoko.
mężczyzna, status: Czytelnik, dodał: 4 książki i 7 cytatów, ostatnio widziany 8 tygodni temu
Teraz czytam
  • Cisza
    Cisza
    Autorzy:
    Większość z nas przywitała świat krzykiem. Większość z nas chciałaby żegnać się ze światem w ciszy. Między tymi dwoma punktami rozgrywa się ta książka. Słyszymy często, że „milczenie jest złotem”. Pot...
    czytelników: 44 | opinie: 2 | ocena: 7,29 (7 głosów)
  • Nawałnica mieczy: Stal i śnieg
    Nawałnica mieczy: Stal i śnieg
    Autor:
    Siedem królestw rozdarła krwawa wojna, a zima zbliża się niczym rozwścieczona bestia. Ludzie z Nocnej Straży przygotowują się na spotkanie z wielkim chłodem i żywymi trupami, które mu towarzyszą. Do i...
    czytelników: 30702 | opinie: 522 | ocena: 8,38 (17940 głosów) | inne wydania: 11

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-18 20:01:36
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Seria: Kontynenty
 
2018-09-18 19:54:43
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-18 19:53:41
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-18 19:53:03
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Cykl: Czerwona Królowa (tom 1)
 
2018-09-18 19:50:12
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-18 19:48:21
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-18 19:48:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-17 19:41:09
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione

Najlepsza powieść graficzna, jaką czytałem w ostatnich latach – tak brzmi rekomendacja Neila Gaimana, którego ,,Amerykańskich Bogów’’ wręcz ubóstwiam. Mimo wszystko do takowych rekomendacji podchodzę z dystansem. Robię tak, ponieważ w ilości książek z ‘polecajką’ George’a R.R. Martina można się zanurzyć i utopić. Wydawcy prawdopodobnie uważali podobnie, bo rekomendacja znajduje się właśnie na... Najlepsza powieść graficzna, jaką czytałem w ostatnich latach – tak brzmi rekomendacja Neila Gaimana, którego ,,Amerykańskich Bogów’’ wręcz ubóstwiam. Mimo wszystko do takowych rekomendacji podchodzę z dystansem. Robię tak, ponieważ w ilości książek z ‘polecajką’ George’a R.R. Martina można się zanurzyć i utopić. Wydawcy prawdopodobnie uważali podobnie, bo rekomendacja znajduje się właśnie na tylnej stronie okładki. Tym samy genialnie wyglądający front nie został zepsuty jakimś zdaniem typu >> ,,Niesamowite’’ - The Times <<, które często psują kunsztownie wykonaną grafikę na przodzie.

Starczy już tego zachwycania się okładką i samym wydaniem, któremu niczego zarzucić nie można. Nawet grzbiet został utrzymany bardzo klimatycznie, jednak naprawdę wystarczy już opisywania okładki.

Ogromnym zdziwieniem było to, że niby czytałem komiks, ale czułem się jakbym rzeczywiście czytał, a nie oglądał obrazki. Nie chcę wywoływać tutaj teorii (z którą się zresztą kompletnie nie zgadzam), która mówi, iż komik nie jest książką. Chciałem tu jednak zaznaczyć, że czytając ,,Konana Barbarzyńcę’’ oraz ,,Wiedźmina’’ w wersji komiksowej czułem jakąś dziwną pustkę. Nie mogłem zrozumieć zachować tych postaci oraz samych historii, które wydawały mi się niesłychanie płytkie i pozbawione miejscami sensu. Zwłaszcza kiego nadchodziło zakończenie. W ,,Stwórcy’’ natomiast jest NAPRAWDĘ inaczej. Może odpowiedzialną za to jest długość komiksu, gdyż ma on blisko 500 stron, w konsekwencji czego fabuła jest naprawdę rozbudowana. Powiedzieć można, że przecież wydanie zebrane komiksów o Geraldzie też cienkim zeszytem nie jest, niemniej jest to właśnie wydanie zebrane, więc mamy tam kilka historii, a nie jedną, ciągle tę samą.

Stali (i wytrwali) czytelnicy bloga wiedzą, że nie czytałem wiele komiksów i w zasadzie dopiero odkrywam ten gatunek, niemniej wspomniałem już, że uważam, iż powieść, komiks i dramat – wszystko to są książki. Musiałem to zaznaczyć chcąc powiedzieć o nieszablonowości ,,Stwórcy’’. W tym miejscu dobrze byłoby bezspoilerowo streścić fabułę. Otóż głównym bohaterem ,,Stwórcy’’ David Smith, ale nie ten sławny rzeźbiarz, tylko ten drugi, młody, ale już po spektakularnym upadku. Brak gotówki, brak rzeźb, groźba eksmisji – to sprawia, że David decyduje się podpisać pakt ze Śmiercią, który daje mu możliwość wykreowania czegokolwiek gołymi rękoma. Niestety tylko przez 200 dni. Potem zginie. Po drodze napotyka na wiele zaskakujących momentów i innych komplikacji, które sprawiają, że sama historia kilkanaście razy przechodzi z realnej w nieprawdopodobną, i odwrotnie.

Śmierci nie da się oszukać. Dodatkowo dusza artysty sprawia, że nasz bohater nawet nie zastanawia się nad inną, może nawet bardziej kuszącą propozycją. David zaczyna rzeźbić, jednak wizja końca nigdy nie była tak bliska, dopóty, dopóki nie poznał Meg…

Bohaterowie w tymże komiksie są niesamowicie realistyczne; w żadnym wypadku nie przerysowane bądź szablonowe. Dialogi też mają swój urok. Mamy tu sporo mowy potocznej oraz całkowity brak narratora, który mówiłby co się stało wcześniej. Nasz bohater sam nam o tym opowiada, jednak na końcu i tak nie wiemy wszystkiego z jego przeszłości. Bardzo intrygującym zabiegiem było przedstawienie wspomnienia, wyjaśniającego przyczynę spektakularnego spadku ze szczytu kariery, za pomocą jednego tylko kadru i to umieszczonego w środku innej akcji. Nie jest to jednak jednorazowy zabieg. W komiksie tym mamy wiele momentów, które wymagają od nas dobrego zapamiętania tego, o czym już przeczytaliśmy, i połączenia wielu wątków. Sam dopiero za trzecim razem pojąłem o co chodziło z pewną czapką…

Od razu mówię, że próba przeczytania komiksu w jeden dzień będzie złą, bowiem warto poświęcić mu więcej czasu. Sam czytałem go 4 dni. Bardzo się z tego cieszę, gdyż miałem czas na przeanalizowanie tego o czym już czytałem. Zaczynając zaś czytanie kolejnego dnia, wracałem i jeszcze raz czytałem kilka poprzednich stron, aby ponownie wkręcić się w akcję. Myślę, że inaczej również mógłbym nie w pełni pojąć fenomen tej powieści graficznej.

Omawiając fabułę i postaci mogę przejść do tego, jak została ona przedstawiona. Mamy tutaj z pozoru zwyczajną kreskę, czasem postaci robią lekko większe oczy, jednak z mangami nie ma to nic wspólnego. Mamy tu natomiast genialną grę światłocieniem, który zawsze idealnie buduje klimat. Jak widać, czarno-biały komiks może być lepiej narysowany od niejednego kolorowego brata. Sceny w kanałach oraz genialne ukazywanie nastroju za pomocą np. deszczu sprawiają, że komiks ten niczym nie różni się od dokładnych opisów powieściopisarzy. Sama okładka ukazuje już z jaką dokładnością autor stara się przekazać czytelnikom o czym jest historia Davida. Jest ona też narysowana z niesamowitą drobiazgowością. Zwykle na stronie w komiksie znajduje się od 3 do 5-6 kadrów. Tutaj miejscami jest ich nawet 30, albo i więcej. Wszystkie jednak są potrzebne, a ich dokładne przeanalizowanie zdecydowanie poszerza nasze pole pojmowania tej opowieści. Można stwierdzić, że autor o niczym nie zapomniał.

Zakończenie – o nim muszę trochę powiedzieć. Oczywiście nie będzie w nim spoilerów. Pozorny happy end szybko przeistacza się w przykrą rzeczywistość i czytelnik nie może z nią nic zrobić – to było w zakończeniu najgorsze. Niby gdzieś tam dawano nam nadzieję, ale… no właśnie, ale wyszło jak zawsze. Jeśli miałbym porównać te zakończenie z innym, to chyba najprędzej z tym z ,,Małego Życia’’. Wiem, że często odwołuję się to tego tytułu, ale jest to naprawdę osobliwa powieść. Notabene obydwie dzieją się w Nowym Jorku, stąd te porównanie może być słuszne.

Skoro już o porównaniu z ,,Małym Życiem’’ mowa, nie sposób pominąć to, jakie realia ukazuje ,,Stwórca’’. Niesprawiedliwość i zawód – właśnie te dwie domeny najczęściej przewijają się przez kolejne kartki recenzowanego właśnie komiksu. Tej historii zdecydowanie nie czyta się dla relaksu. Wymaga wielu przemyśleń i niebywałej uwagi podczas czytanie. Co ciekawe, mimo wszystko znalazło się w niej też miejsce na kilka żartów i innych zabawnych anegdot. Dowodzi to tylko o wielowymiarowości wykreowanych przez Scotta McClouda postaci.

Tym, co zdziwiło mnie jeszcze bardziej jest posłowie, które ukazuje poniekąd dlaczego ten komiks był tak smutny i nostalgiczny. To, co przeszła rodzina autora nie jest ani trochę zabawne czy nawet normalne. Wszystko to daje możliwość do przeprowadzenia interesującej kolaudacji wśród czytelników.

I właśnie to sprawia, że Neil Gaiman miał rację. To naprawdę najlepszy komiks jaki czytałem. I póki co najlepsza książka 2018 r.

pokaż więcej

 
2018-09-17 19:27:39
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione
Autor:
Seria: Artefakty

Nie często zdarza się, że książkę zakupioną po kilku dniach mam już przeczytaną. Niemniej tak właśnie było w przypadku ,,451° Fahrenheita’’ Raya Bradbury’ego. Chciałem ją przeczytać przed obejrzeniem ekranizacji; dodatkowo zupełnie przypadkowo okazało się, iż wziąłem ją z półki w Empiku podczas kupowania wyprawki do szkoły.

Z tego, co wiem, jest to nowy – i podobno dużo lepszy – przekład...
Nie często zdarza się, że książkę zakupioną po kilku dniach mam już przeczytaną. Niemniej tak właśnie było w przypadku ,,451° Fahrenheita’’ Raya Bradbury’ego. Chciałem ją przeczytać przed obejrzeniem ekranizacji; dodatkowo zupełnie przypadkowo okazało się, iż wziąłem ją z półki w Empiku podczas kupowania wyprawki do szkoły.

Z tego, co wiem, jest to nowy – i podobno dużo lepszy – przekład tejże historii. Nie miało to jednak dla mnie znaczenia, gdyż jeżeli książkę tę wydał Mag, to musi ona spełniać wszystkie normy czytelnicze. Tak więc w pełni zadowolony z zakupów zasiadłem do lektury. I okazało się, że książka ta to istna petarda.

,,Nowa krew w żyłach kobiety całą ją odnowiła. (…) Cudza krew. Szkoda, że nie cudze ciało, umysł i pamięć. Szkoda, że nie dało się zabrać jej mózgu do pralni chemicznej, opróżnić mu kieszeni (…) i rano odstawić do domu. Szkoda.''

Może kiedy nie jest się zorientowanym w fabule, cytat ten wydaje się małostkowy, niemniej naprawdę przytoczony fragment istotnie wpłynął na mój odbiór tej historii. Historii, gdzie posiadanie książek jest zakazane i karane śmiercią. Historii bardzo smutnej, i okraszonej brakiem nadziei na lepszy świat (bo przecież ten jest już idealnym). Każda kolejna strona była coraz bardziej przygnębiającą i wprawiającą w zakłopotanie oraz konsternację. Bardzo dziwnie jest mi powiedzieć, że książka ta podobała mi się, gdyż to jak powiedzieć o książce wojennej, że była fajna. Niby doceniamy to, jak przyjemnie się ją czytało, aczkolwiek zwrot taki byłby zwyczajnie nieodpowiedni. A może się mylę? Niemniej książka ta nie należy do gatunku powieści czytanych z uśmiechem na ustach. Tutaj nie ma żartów, ripost czy innych zabawnych momentów. W ,,451° Fahrenheita’’ dominuje ból i niepewność.

Główny bohater – strażak Montag – to osoba, która dumna jest z tego, że pali książki wypełniając tym wzorowo swoją pracę. Pewnego dnia spotkanie z zagadkową dziewczyną zaczyna kształtować w nim zgoła inny światopogląd, który budzi jego chęć buntu. Jednak co jeden człowiek, w dodatku bezgranicznie podporządkowany swojemu przełożonemu, może począć przeciwko wielkiemu systemowi, który sprawił, że na świecie zapanował pokój? Oczywiście niewiele, niemniej dwójka ludzi i… książki są nadzieją na lepsze jutro. Ktoś tylko musi odkryć w nich, że są tymi, którzy tego dokonają.

Książka ta może zostać uznana za ostrzeżenie przed tym, jak nie należy się rozwijać, aby móc się rozwijać. Naprawdę polecam wam przeczytać ją przed obejrzeniem, skądinąd bardzo dobrego, filmu - o którym za chwilę – gdyż w filmie zmieniono zakończenie. Zmieniono je dość znacznie, niemniej nie wiem, które z nich jest lepsze. Oba są piękne na swój sposób.

Porównanie z ekranizacją na blogu CzytanieJestSpoko.blogspot.com

pokaż więcej

 
2018-09-17 19:23:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam, Ulubione

Jeżeli Tobie również nazwisko Jakub Różalski jest obce, to wiadomo, że dobra przedmowa -zawierająca jednocześnie krótkie info o tejże postaci – musi Cię zainteresować, abyś nie zraził się do dalszego czytania. Przedmowa nie może też być za długa, gdyż będzie zła – jak ta, mająca 70 stron, w ,,Narzeczonej Księcia’’. Ta w ,,Innych Światach’’ ma mniej niż 5 stron. Notabene napisał ją Michał... Jeżeli Tobie również nazwisko Jakub Różalski jest obce, to wiadomo, że dobra przedmowa -zawierająca jednocześnie krótkie info o tejże postaci – musi Cię zainteresować, abyś nie zraził się do dalszego czytania. Przedmowa nie może też być za długa, gdyż będzie zła – jak ta, mająca 70 stron, w ,,Narzeczonej Księcia’’. Ta w ,,Innych Światach’’ ma mniej niż 5 stron. Notabene napisał ją Michał Centarowski, czyli, uhonorowany nagrodą Zajdla, redaktor ,,Nowej Fantastyki’’. Nie mogę jej nic zarzucić, a wręcz cieszę się, iż została dodana, gdyż w bardzo przejrzysty sposób naświetliła mi kim jest Jakub Różalski. Good job!

Zanim zacznę recenzować poszczególne opowiadania, dodam, że z wszystkich dziesięciu podobało mi się aż osiem. Jest to moim zdaniem bardzo dobry wynik i plus dla całej antologii. Nie wolno mi też pominąć wydania, które prezentuje się kapitalnie. Zwłaszcza niesamowity grzbiet, ozdobiony wypułkimi ,,złoceniami’’ wygląda kapitalnie. Same grafiki również są intrygujące. Każda inna, niemniej wszsytkie roztaczają aurę niesamowitości i tajemniczości. Warto zaznaczyć, iż nie każda, która się w tej książce znalazła, przedstawia mechaniczne konstrukcje kroczące po polach na horyzoncie. Jeżeli takowe nie przypadają komuś do gustu, to otrzymuje on też inne, z wilkołakami i… krasnoludkami.


Autorem pierwszego opowiadanie jest Kuba Małecki. Mająca około trzydzieści stron historyjka mogłaby być genialnym prologiem do kolejnych. Z początku myślałem, że kolejni autorzy będą kontynuować tę samą opowieść; pierwsze opowiadanie rzeczywiście podtrzymało mój błędny pogląd. Sama historia przez jednych opisywana jest jako najlepsza ze zbioru, akapit wyżej pisałem, że nie zgadzam się z tą opinią. Niemniej jest to naprawdę bardzo intrygujące opowiadanie, które ma niby przewidywalne, aczkolwiek nie do końca zakończenie.

Drugie opowiadanie, autorstwa Roberta J. Szmidta, jest bardziej intrygujące od pierwszego; niemniej to tylko zdanie osoby która znacznie bardziej od powieści s-f woli klasyczną fantastykę. Historia ta bowiem przypomina mi bowiem klimatycznie książki Terry’ego Prachetta. Nie ma w niej jednak tyle humoru, jest wręcz przygnębiająca, mimo to niesamowicie wciąga. W skrócie opowiada o ulewnym dniu, przez który wszyscy stłoczeni są w karczmie, gdzie pewna osoba opowiada historię upadłej dynastii cesarza walczącego z ziejącą ogniem bestią. Tutaj zakończenie było naprawdę nieprzewidywalne, a sam motyw ,,drugiego zakończenia’’ poprzez opowiedzenie historii w historii wkomponowano wprost genialnie.


Opowiadanie Sylwii Chutnik trudno było mi pojąć. Już mówię dlaczego, otóż autorka tak skomponowała zdania, iż sam miałem wrażenie mgły przed oczyma, podczas czytania go. Traktująca o dziewczynie idącej do szpitala, która przed i po operacji leczona jest płynnymi narkotykami, opowieść budzi moje mieszane uczucia. Pani Sylwii należą się brawa za pierwszorzędnie wykreowaną postać, niemniej kilka momentów, które się w tymże opowiadaniu znalazły, uważam za kompletnie zbędne i wręcz pozbawione sensu. Jak teraz o tym myślę, pokusiłbym się o domniemanie, iż akcja odgrywa się w klinice uzależnień bądź szpitalu psychiatrycznym. Mogę natomiast z czystym sumieniem stwierdzić, że opowiadanie te jest z pewnością osobliwe jak dom Pani Peregrine.

***
Cały zbiór, nie licząc dwóch przypadków, jest po prostu genialny. Niesamowicie klimatyczne ilustracje fantastycznie komponują się z tym, o czym czytamy. Trafniej jednak byłoby powiedzieć, ze to tekst wpasowuje się do ilustracji, gdyż najpierw były one. Mówiłem już o prześlicznym wydaniu, więc nie będę się powtarzać. Trudno będzie jednak stwierdzić, czy ładniejszą książką jest ,,Kirce’’ czy właśnie ,,Inne Światy’’. Sam zbiór czytałem około dwóch tygodni, więc myśl, że nie najgorzej, zważywszy na to, jak mało czytałem w tegoroczne wakacje. Dla mnie antologia ta zapunktowała różnorodnością, ale nie w stricte tego słowa znaczeniu; bardzo podobały mi się opowiadania jako alternatywne wersje historii, która już była, nie tej, którą piszemy. Niesamowitym w moim mniemaniu pomysłem było wykreowanie realiów w których to Japonia wygrała II Wojnę Światową i zawładnęła Europą. Dodatkowo to, iż autorami są polscy pisarze jest jak najbardziej na plus; bo w końcu ile można czytać o inwazjach na USA? Polecam ten zbiór wszystkim: fanom fantastyki, braciom lubującym się w science-fiction oraz wielbicielom fantastyki satyrycznej. Jednym zdaniem: dla każdego coś dobrego.

całość na blogu - CzytanieJestSpoko

pokaż więcej

 
2018-09-16 21:55:53
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Cykl: Żniwiarz (tom 3)

Od razu muszę powiedzieć, że naprawdę z wytęsknieniem wyczekiwałem ,,Trzynastego Księżyca’’. A czekanie ciągnęło się w nieskończoność. Początkowo trzeci tom ,,Żniwiarza’’ miał mieć premierę w sierpniu, jednak w moje ręce trafił dopiero na początku września. Jednak, jeśli czeka się już kilka miesięcy, nie było to aż tak długie opóźnienie. W takim razie warto byłoby, aby ,,Trzynasty Księżyc’’... Od razu muszę powiedzieć, że naprawdę z wytęsknieniem wyczekiwałem ,,Trzynastego Księżyca’’. A czekanie ciągnęło się w nieskończoność. Początkowo trzeci tom ,,Żniwiarza’’ miał mieć premierę w sierpniu, jednak w moje ręce trafił dopiero na początku września. Jednak, jeśli czeka się już kilka miesięcy, nie było to aż tak długie opóźnienie. W takim razie warto byłoby, aby ,,Trzynasty Księżyc’’ mnie nie rozczarował. Jednak jak było naprawdę?


Od razu zaznaczę, że recenzując trzecią część serii nie mogłem uniknąć spoilerów dwóch poprzednich. Nie będzie jednak dużym zaskoczeniem fakt, iż skoro powstała trzecia część, to Magda musiała przeżyć. Zaskoczyć natomiast może to, co znajduje się na tylnej stronie okładki – zapowiedź czwartej części tej, początkowo, trylogii.

I w pewnym stopniu mamy tu syndrom trzeciego tomu, czyli taką książkę, która niezbyt ciągnie do przodu wątek główny. Niemniej nie jest to tom zbędny, bo widać, że autorka ma dobry pomysł na pociągnięcie historii, ale możliwe, że potrzebuje nań więcej czasu. Dlatego też fabułą ,,Trzynastego Księżyca’’ to przede wszystkim opisy kolejnych walk i knowań Pierwszego. Niemniej te właśnie walki są dużo ciekawsze od tych, opisanych w ,,Czerwonym Słońcu’’. Na największy plus zasługuje umieszczenie w książce nowych gatunków nawi, o których nie słyszał nawet Feliks. Na szczęście nie ma nawiego nie do zabicia. Co ciekawe, odnoszę wrażenie, iż w tej części akcja jest o wiele bardziej żywa niż w poprzednim tomie. Tutaj naprawdę fabuła nabiera dynamiki, która sprawia, że zupełnie niespodziewane zakończenie jest takim typowym dla książkoholików momentem, gdzie rzucamy książką w ścianę. Dobrze, że nie ucierpiała.

Tym razem akcja została też umieszczona na dużo bardziej rozległym obszarze niż dotychczas. Na plus zasługują też kilkunastostronicowe sceny opisujące to, co dzieje się u bohaterów z dalszego planu, np. rodziców Magdy czy Aleksa. W tej części mamy też o wiele więcej Janiny, która swoimi tekstami potrafi zamknąć usta niejednemu gagatkowi. Skądinąd liczę na konfrontację Janiny z lekarzem Waldemarem i Gauzą w kolejnej części. Notabene fioletowa okładka prezentuje się bardzo ładnie.

,,Trzynasty Księżyc’’ ukazuje też nowe oblicze Pierwszego oraz rozbudowuje to, co wiemy o rodzinie Mateusza i bliźniakach. Mamy też intrygującą postać Tomka, która, moim zdaniem, nie jest zwyczajną postacią poboczną mającą uzupełnić tło. Naszym oczom ukazują się także nowe fakty z życia poprzedniej właścicielki ciała, w którym obecnie mieszka Oliwia. Najciekawszym jednak wydaje się wątek tego, dlaczego nasi żniwiarze żniwiarzami zostali, albo lepiej, za jakie grzechy? To również zostaje nam powiedziane. Jak wspominałem, tom ten nie popycha bardzo do przodu fabuły, ale daje nam tyle dodatkowych urywków informacji, że warto poczekać na czwartą część, która połączy wszystko w całość.

Bohaterowie w tejże części również mają nie tylko ciało – o ironio – ale również osobowość. Nie mówię, że w poprzednich częściach jej nie mieli, ale tutaj jest ona dużo bardziej wykrystalizowana i zmienia nasze postrzeganie postaci, które wydawałoby się znaliśmy.

Z pewnością największe przemiany zachodzą w Magdzie. Co mogła mieć na sumieniu taka słodka dziewczynka, że zostało na nią narzucone tak okrutne brzemię, jakim jest profesja, którą pełni? A może odpowiedź wcale nie jest taka trudna? Jednak, czy tym razem trzy tęgie głowy potrafią pokonać Pierwszego Żniwiarza? Tego, który pamięta co było, zanim pojawiło się to, co jest teraz? Jedno jest pewne – w tej części zostajemy z dotychczas największym kacem książkowym, jeśli mowa o zakończeniach tomów tej serii.

Warto też wspomnieć, że naprawdę dużą rolę odgrywają tu – wreszcie aktywnie – angażujący się w poszukiwania nawich internauci, tylko czasem alkohol bierze nad nimi górę i nikt nie chce im później uwierzyć. Szkoda, bo nie zawsze wszystkie krzyki słyszane nocą i widziany na drodze wielki czarny pies to omamy czy mistyfikacje. Może na sterta ubrań na krześle, na którą patrzymy obudzeni czymś w nocy, wcale nie jest tylko kupką rzeczy? W końcu już od wieków przodkowie wierzyli w mary i inne dusiołki. Może nawet Kochanowski chciał nas ostrzec swoim wersem Lubo snem lubo cieniem lub marą nikczemną? Powiesz, że to dyrdymały, ale pamiętaj, ,,Z Galileusza też się śmiano.’’

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
218 74 302
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (5)

Ulubione cytaty (12)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd