Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
MałaPisareczka 
wymarzona-ksiazka.blogspot.com
"Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co już masz w sobie".
21 lat, kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 4 książki i 17 cytatów, ostatnio widziana 2 dni temu
Teraz czytam
  • Muza
    Muza
    Autor:
    Świat wielkiej sztuki, jeszcze większych namiętności i tajemniczy obraz, który skrywa więcej niż tysiąc słów. Po jednej stronie płótna dziewczyna trzyma odciętą głowę swojej siostry, po drugiej − lew...
    czytelników: 2552 | opinie: 104 | ocena: 7,61 (411 głosów)
  • Trzej muszkieterowie
    Trzej muszkieterowie
    Autor:
    Najsłynniejsza powieści płaszcza i szpady. Akcja powieści osadzona jest w pierwszej połowie VII wieku we Francji i Anglii. Francją rządzi młodociany Ludwik XIII, ale faktycznym władcą jest ambitny kar...
    czytelników: 8458 | opinie: 220 | ocena: 7,52 (3772 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-03-24 19:17:38
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Dla dorosłych, Kryminał, Posiadam, Ulubione
Cykl: Jan Morawski (tom 5)

Do kryminałów zdecydowanie nikt nie musi mnie przekonywać. Agatę Christie wielbię całym sercem, do Sherlocka Holmesa mam ogromny szacunek. Lecz przecież również dziś mamy świetnych autorów. I to z naszego rodzimego podwórka. Wierzcie mi bądź nie (przecież żadnym jasnowidzem nie jestem), ale czuję, iż w niedalekiej przyszłości każdy będzie słyszał o Katarzynie Kwiatkowskiej i o jej najnowszej... Do kryminałów zdecydowanie nikt nie musi mnie przekonywać. Agatę Christie wielbię całym sercem, do Sherlocka Holmesa mam ogromny szacunek. Lecz przecież również dziś mamy świetnych autorów. I to z naszego rodzimego podwórka. Wierzcie mi bądź nie (przecież żadnym jasnowidzem nie jestem), ale czuję, iż w niedalekiej przyszłości każdy będzie słyszał o Katarzynie Kwiatkowskiej i o jej najnowszej książce Zgubna trucizna.

Poznań, luty 1901 roku. Jan Morawski przyjeżdża do hotelu, do którego trafia śledzony przez niego detektyw bankowy, Oskar Krause. Z niewyjaśnionych przyczyn Niemiec doskonale wie, iż główny bohater ma go odwiedzić. Po krótkiej rozmowie wynika, iż Herr Krause ma w swojej głowie jeszcze więcej informacji - chociażby o pewnej grupie fałszerzy pieniędzy, nad którymi dwójka mężczyzn dawniej wspólnie polowała. Wszystko wskazuje na to, iż gang składa się z czterech Polaków, a jeżeli owe informacje zostaną potwierdzone, stan rodaków Morawskiego może się znacząco pogorszyć w zaborze pruskim. Detektyw ledwie wychodzi z pokoju Oskara, a niebawem później dochodzi do wybuchu bomby. Zaczyna się wielkie śledztwo, gdzie grupa fałszerzów jest jedynie małym elementem wielkiej układanki...

Zgubna trucizna to trzeci kryminał Katarzyna Kwiatkowskiej wydany w Znaku, a także czwarty, który przeczytałam (muszę nadrobić tylko pierwszy tom i będę znała wszystkie historie!). Jest to niewątpliwie powieść przygotowana od podszewki. Zagadka piętrzy się z każdym rozdziałem, bardzo stopniowo nabierająca na swej akcji. A w tle możemy podziwiać przepiękny Poznań opisany z najdrobniejszymi szczegółami. Gratka zdecydowanie nie tylko dla fanów historii kryminalnych.

Zacznę może od pewnego waloru, który może zostać potraktowany także jako wada. A mowa tutaj o drobiazgowości w stylu Katarzyny Kwiatkowskiej. Autorka pisze rozbudowanymi zdaniami z wieloma detalami w opisie świata przedstawionego. Wiemy doskonale, w którą uliczkę Morawski skręcił i jaka następna nastąpiła. Tutaj bohaterowie siadają do powozu w odpowiednim szyku - wiemy, kto siada z przodu, kto z tyłu. A to tylko nieliczne przykłady. Tę powieść czyta się powoli, umożliwiając wyobraźni kroczenie po XX-wiecznym Poznaniu. Dla Zgubnej trucizny potrzeba czasu.

Obecna stolica Wielkopolski (ówcześnie Wielkie Księstwo Poznańskie) została tutaj opisana z mistrzowską precyzją. Katarzyna Kwiatkowska starała się oddać ducha tamtych lat poprzez odpowiedni opis budynków, ubrań, zachowań czy właśnie ulic Poznania. Moim zdaniem autorka może równie dobrze pisać czystą beletrystykę historyczną z równie wielkim powodzeniem. Według mnie Zgubna trucizna to najlepsza wersja kryminału retro.

Ale tak mówię o stylu autorki, o detalach historycznych, a może tak w końcu powiem coś o zagadce! Jednakże ciężko coś konkretnego napisać o tak licznych tajemnicach, które zaserwowała nam pisarka. Od pierwszych stron wiemy, iż coś jest nie tak; że Oskar Krause posiada coś za dużo informacji, że coś się tu nie zgadza. Zgubna trucizna przypomina swoją budową matrioszkę - ledwie jedną warstwę zdejmiemy, a tu wita nas kolejna... i kolejna, i kolejna. Po prostu - im dalej w las, tym więcej drzew, czyli im więcej stron, tym więcej niewyjaśnionych zagadek.

Po kolejnym spotkaniu z Janem Morawskim i jego przyjacielem Mateuszem mam ochotę dowiedzieć się znacznie więcej o tej dwójce przyjaciół. Mam nadzieję, że niebawem odkryję znacznie więcej o ich przeszłości. Podobnie mam nadzieję w innych książkach - chociażby czysto epizodycznie - spotkać niektórych z postaci poznanych w Zgubnej truciźnie. W powieści przewijają się różnorakie figury - jedni są całkowicie wykreowani przez pisarkę, inni natomiast to najprawdziwsze osoby zapisane w kartach historii.

Z tyłu okładki jest napisane: Mroczna strona Belle Epoque. Ja bym bardziej napisała: Prawdziwa strona Belle Epoque, zważywszy na fakt, iż w 2017 roku na ekranach telewizyjnych gościliśmy dziesięcioodcinkowy serial o owym tytule, który nie dorasta do pięt Zgubnej truciźnie. Sięgnijcie, bo naprawdę warto - i bądźcie lepsi od tych wszystkich, którzy dopiero niebawem zakochają się w twórczości Katarzyny Kwiatkowskiej.

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/zgubna-trucizna-katarzyna-kwiatkowska.html

pokaż więcej

 
2017-03-20 12:41:32
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
 
2017-03-15 16:55:04
Dodała cytat z książki: Róża i cis
Weźmy pory dnia. Poranek, południe, popołudnie, wieczór. Nie musisz nad nimi myśleć, nie musisz ich rozumieć. Nie jest ci potrzebna żadna specjalna wiedza ani przyrządy. Nie potrzebujesz zegarów słonecznych, klepsydr ani chronometrów. Ale jeśli chcesz zdążyć na spotkanie, złapać pociąg czy być w określonym miejscu o określonym czasie, musisz zaprząc myśl i wynaleźć skomplikowane urządzenia, by zapewnić sobie precyzję określenia czasu. Sądzę, że z podejściem do życia może być podobnie. Jesteś szczęśliwy lub zły, lubisz kogoś albo nie, czujesz się smutny. Ludzie tacy jak ja czy ty - bo Robert już nie bardzo - r o z w a ż a j ą swoje uczucia, a n a l i z u j ą, m y ś l ą o nich. Badają ich źródło.
 
2017-03-15 16:54:24
Dodała cytat z książki: Róża i cis
- Mylisz się - powiedział. - Mylisz się jak cholera. Znam siebie. To jedyna rzecz, której jestem pewien. Czasem wolałbym, żeby tak nie było... Dokładnie wiem, kim jestem i do czego jestem zdolny. I bardzo uważam, żeby ludzie się nie połapali. Wiem, skąd przychodzę i dokąd zmierzam. Wiem, czego chcę, i jestem zdecydowany to osiągnąć. Wszystko sobie dokładnie zaplanowałem. Wybacz, ale nie sądzę, żebym się przejechał. - Zastanowił się przez chwilę. - Nie. Jestem gotowy. Osiągnę to, co sobie zamierzyłem!
 
2017-03-15 16:53:46
Dodała cytat z książki: Róża i cis
- Powiedz mi, pytam z czystej ciekawości, czy gdyby nie było tam żadnej widowni, skoczyłbyś do wody za tą dziewczynką?
- A cóż by to miało za sens bez świadków? Utonęlibyśmy oboje i nikt by o tym nie wiedział, dopóki przypływ nie wyrzuciłby na brzeg naszych zwłok.
- A więc odwróciłbyś się tak po prostu, odszedł i pozwolił jej utonąć?
- Nie, no oczywiście, że nie! Za kogo ty mnie masz? Jestem człowiekiem. Popędziłbym jak wariat do schodków, wskoczył do łódki, a potem wiosłował ile sił do miejsca, gdzie wpadła. Przy odrobinie szczęścia wyłowiłbym ją i wyszłaby z opresji bez szwanku. Zrobiłbym to, co według mnie dawałoby j e j największe szanse na ratunek. Ja lubię dzieci.
 
2017-03-15 16:51:17

Oto moje trzecie spotkanie z ukrywającą się pod pseudonimem Agatą Christie. Można uznać Różę i cis za półmetek. W sumie idealnie by się to zgadzało. Po genialnym W samotności, po nie dość doskonałym Brzemieniu przyszedł czas na Różę i cis. Jakże bardzo byłam zaskoczona, gdy książka, którą wzięłam do ręki okazała się wewnątrz zupełnie inna niż z opisu.

Hugh Norreys po nieszczęśliwym wypadku...
Oto moje trzecie spotkanie z ukrywającą się pod pseudonimem Agatą Christie. Można uznać Różę i cis za półmetek. W sumie idealnie by się to zgadzało. Po genialnym W samotności, po nie dość doskonałym Brzemieniu przyszedł czas na Różę i cis. Jakże bardzo byłam zaskoczona, gdy książka, którą wzięłam do ręki okazała się wewnątrz zupełnie inna niż z opisu.

Hugh Norreys po nieszczęśliwym wypadku samochodowym stał się inwalidą. I jak przystało na życie inwalidy - główny bohater samoistnie przeistoczył się w człowieka, na swój sposób, biernego, któremu ludzie powierzają swoje troski i żale. Jego godna pochwały umiejętność dystansowania się połączona z inteligencją sprawiła, że do jego kręgów znajomych dołączył John Gabriel. Osoba wywodząca się ze średniego stanu z celem zostania politykiem. A przy tym niewątpliwie postać niejednoznaczna.

Róża i cis to żaden romans (w sumie Agata Christie nigdy nie napisała romansu - przynajmniej ja się nie spotkałam). To powieść zahaczająca o powojenną politykę, lecz skupiająca się przede wszystkim na danych postaciach. Co decyduje o tym, że jedni ludzie stają się legendami? Jak dojść do władzy? Jak osiągnąć zamierzone cele? Jak sprawić, by wszyscy ludzie cię pokochali? To tylko jedne z nielicznych zagadnień, które zostały tutaj poruszone.

Nie jestem na bieżąco z polityką. Nie interesuje mnie ona, przyprawia często po prostu o bóle głowy, a mimo to coś tam o niej wiem. I ta niewielka wiedza sprawiła, że z prawdziwą przyjemnością śledziłam wzrokiem kolejne zdania powieści i byłam niezmiernie ciekawa, co się wydarzy po kolejnym odwróceniu kartki. Akcja pędzi na łeb na szyję, ale kiedy trzeba zwalnia i pozwala nam podumać nad kolejnymi ważnymi zagadnieniami życiowymi. Jak się okazało - John Gabriel okazał się postacią, nad którą warto się pochylić.


Spodziewałam się romansu, a otrzymałam powieść do bólu prawdziwą i nieprzewidywalną. Mam wrażenie, że Róża i cis była swoistego rodzaju odpowiedzą Agaty Christie na postać Adolfa Hitlera i innych mu podobnych. Jest to historia, którą naprawdę warto przeczytać, nad którą warto się na chwilę zatrzymać i pogłowić. Mnie się podobała.

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/roza-i-cis-agata-christie-mary.html

pokaż więcej

 
2017-03-14 20:26:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Królowa Kryminału, Obyczajowe, Posiadam, Psychologiczne

Miłość jest zarówno szczęściem, jak i nieszczęściem. Za mało miłości może być równie opłakane w skutkach co za dużo miłości. Trudno - przede wszystkim matkom - odnaleźć złoty środek, by i ona (wilk) był syty, jak i dziecko (owca) cała.

Jak się okazuje na przykładzie Laury Franklin - z nienawiści do miłości jeden krok. Lecz nie ma tutaj na myśli romantycznego uczucia. Nie, nie. Rzecz...
Miłość jest zarówno szczęściem, jak i nieszczęściem. Za mało miłości może być równie opłakane w skutkach co za dużo miłości. Trudno - przede wszystkim matkom - odnaleźć złoty środek, by i ona (wilk) był syty, jak i dziecko (owca) cała.

Jak się okazuje na przykładzie Laury Franklin - z nienawiści do miłości jeden krok. Lecz nie ma tutaj na myśli romantycznego uczucia. Nie, nie. Rzecz rozchodzi się o jej o dziesięć lat młodszą siostrę. Na początku jej nie lubi, ponieważ jest zazdrosna, a po pewnej dramatycznej nocy zaczyna nieoczekiwanie poświęcać całe swe życie dla Shirley (bowiem tak ma na imię jej młodsza siostra).

Plusem jest to, że główna bohaterka zdaje sobie sprawę, że jej miłość może skrzywdzić swoją siostrę, dlatego robi co może, by dać jej jak najwięcej wolności. Shirley dorasta, staje się kobietą żadną przygód i miłości, wychodzi za mąż... a Laura pomaga jej w jej życiu jak tylko może. I choć ta wybiera często bardzo złe decyzje, pozwala jej na to. Pozwala żyć własnym życiem.

I o tym właśnie jest Brzemię. O miłości. O tym, że ludzie mają tendencję do kochania za bardzo. O tym, że często nasza miłość do drugiej osoby polega na tym, iż chcielibyśmy zamknąć tę osobę w złotej klatce i powiedzieć: SIEDŹ! Nie ruszaj się! Tylko tutaj jest bezpiecznie! Zapominając przy tym często, że tak to nie działa. Człowiek nie jest zabawką, a tym bardziej nie żyje po to, by trwać przy innym człowieku. On żyje dla siebie.

Przyznam szczerze, że spodziewałam się innej historii niż tej, którą dopiero co zamknęłam. Spodziewałam się toksycznej miłości, w której jedna osoba będzie wręcz tyranem, a otrzymałam opowieść o pięknym uczuciu. Laura nie zatrzyma Shirley w klatce. Pozwoli jej wyfrunąć na świat, a później weźmie za tą pełnię odpowiedzialności. I my - jako czytelnicy - poznajemy ten sposób myślenia.

Oczywiście Brzemię czytało mi się bardzo dobrze. Przede wszystkim Christie potrafiła mądre frazy opleść w proste zdania. Lecz ta powieść obyczajowa nie spełniła swoich zadań, tak jak to zrobiło W samotności. Książka okazała się lekka, lecz nie miała w sobie tego polotu. Psychologia postaci jest, lecz nie jest w żaden sposób odkrywcza. Zapewne, gdyby nie fakt, że tę historię napisała Christie nie doczytałabym połowy. Królowa Kryminału nadrobiła swoim stylem i nazwiskiem.

Także... jestem nieco zawiedziona, a przy tym nie mogę powiedzieć, że powieść całkowicie mnie rozczarowała. Może za kilka lat bardziej docenię jej wydźwięk.

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/brzemie-agata-christie-mary-westmacott.html

pokaż więcej

 
2017-03-12 12:17:13

Po oświadczeniu Agaty Christie, która stwierdziła, że W samotności była książką, którą zawsze chciała napisać, moja ciekawość sięgnęła zenitu. Dlatego też owa historia stała się pierwszą przeczytaną przeze mnie obyczajówką Agaty Christie, która ukryła się pod pseudonimem Mary Westmacott.

Oto mamy sobie pani matkę, pani żonę, pani gospodyni jakich wiele obecnie, jak i przeszło wiek temu....
Po oświadczeniu Agaty Christie, która stwierdziła, że W samotności była książką, którą zawsze chciała napisać, moja ciekawość sięgnęła zenitu. Dlatego też owa historia stała się pierwszą przeczytaną przeze mnie obyczajówką Agaty Christie, która ukryła się pod pseudonimem Mary Westmacott.

Oto mamy sobie pani matkę, pani żonę, pani gospodyni jakich wiele obecnie, jak i przeszło wiek temu. Nazywa się Joan Scudamore i jak przystało na osobę, której w życiu niewiele do szczęścia potrzeb - a to, czego potrzeba, jest jej zagwarantowane przez pracującego męża - jest zadowolona ze swego życia i pozycji społecznej. I zapewne trwałaby w tym myśleniu do końca swoich dni (ostatecznie tak wiele w swym życiu osiągnęła, nieprawdaż?), gdyby nie przypadkowe spotkanie z dawną koleżanką ze szkoły: Blanche Haggard.


- Jest mnóstwo rzeczy, o jakich można myśleć, prawda?
- Na przykład zrobić rachunek sumienia. - Blanche zachichotała.
- Istotnie - odparła Joan grzecznie, lecz bez krzty rozbawienia.
Blanche przyjrzała jej się bystro.
- No, wyliczanie własnych grzechów t o b i e nie zajęłoby wiele czasu. - Zmarszczyła brwi i podjęła szybko: - Mogłabyś jednak liczyć dobre uczynki. I wszystkie dary losu. Hm... nie wiem. Trochę to nudne. Chociaż z drugiej strony... gdybyś dzień po dniu zmuszona była myśleć tylko o sobie, mogłabyś się wiele o sobie dowiedzieć. A to byłoby bardzo ciekawe.*


I tak też się dzieje, choć niezamierzenie. Joan z powodu złej pogody zostaje uwięziona w małej gospodzie i tam - w samotności - musi zmierzyć się ze swoją przeszłością. PO RAZ PIERWSZY W ŻYCIU musi stawić czoła prawdziwe o sobie samej. A to co ujrzy oczyma wyobraźni wcale nie będzie takie piękne i kolorowe, jakim wydawało się być.

To jest właśnie ta książka, która zadowoliła mnie w pełni - i ta, którą zawsze chciałam napisać.
Agata Christie

Można uznać, że Królowa Kryminałów wyraziła sprawę jasno. Po takim ogłoszeniu moja poprzeczka oczekiwań jedynie sięgnęła zenitu... i na moje szczęście przez całe 250 stron nie została zahaczona, a tym bardziej zrzucona. Oto otrzymałam powieść-życie. Skarbnicę wiedzy o nas samych, jak i o ludziach nas otaczających. W samotności - i mówię to nie bez przesady - może komuś uratować w porę życie... uratować z przykrego życia w agonii będącym samotnością.

Agata Christie porusza niesamowicie wiele kwestii, a przy tym brak tutaj jednoznacznego potępienia bądź pochwały. To wszystko zależy od czytelnika. To właśnie ja - jako czytelnik - oceniłam zachowanie bohaterów i wyciągałam wnioski. I to, co ujrzałam, było na swój sposób przerażające i swojskie. Swojskie, ponieważ ujrzałam w tej książce wielu ludzi z mojego otoczenia. Przerażające, bowiem nigdy nie mogę mieć pewności, że sama nie znajdę się w podobnej sytuacji.

- Mówię ci, Averil, że mężczyzna, który nie może realizować swego powołania, wykonywać pracy, do której został stworzony, jest zaledwie połową mężczyzny. Przysięgam ci, jak tu stoję, że jeśli wyrwiesz Ruperta Cargilla z jego świata, uniemożliwisz mu realizację jego celów, przyjdzie taki dzień, gdy nagle stwierdzisz, że twój ukochany mężczyzna jest nieszczęśliwy. Niespełniony, przedwcześnie postarzały, znużony, zniechęcony, będzie żył tylko połowicznie. I jeżeli sądzisz, że twoja miłość czy miłość jakiejkolwiek kobiety zdoła mu to wynagrodzić, to oświadczam ci, że jesteś cholerną sentymentalną idiotką. **


Polecam po stokroć i w tym momencie oficjalnie ogłaszam, iż W samotności znalazło się w zaszczytnym gronie Perełek! Uwielbiam tę powieść już teraz... a sądzę, że z wiekiem stanie mi się jeszcze bardziej bliska!

Jesteś sama, pomyślał. Zawsze będziesz sama. Dzięki Bogu, nigdy się o tym nie dowiesz.***

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/w-samotnosci-agata-christie-mary.html

pokaż więcej

 
2017-03-06 21:59:23
Ma nowego znajomego: Stworek_vel_Oka
 
2017-03-06 21:43:10
Została fanką autorki: Sophie Hannah
 
2017-03-05 11:55:32
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Kryminał, Motyw zemsty i zdrady, Posiadam, Psychologiczne

Od samego początku mojego spotkania z Sophie Hannah udowadnia mi, bym nigdy nie była niczego pewna jeżeli w grę wchodzą jej książki. Do tej pory przeczytałam cztery (włącznie z obecnie recenzowaną powieścią) tytuły i każdy zawierał w sobie tajemnicę do ostatniej strony. Bowiem kiedy wydawało mi się, że przejrzałam fabułę na wylot, okazywało się, że widzę zaledwie czubek góry lodowej, którą... Od samego początku mojego spotkania z Sophie Hannah udowadnia mi, bym nigdy nie była niczego pewna jeżeli w grę wchodzą jej książki. Do tej pory przeczytałam cztery (włącznie z obecnie recenzowaną powieścią) tytuły i każdy zawierał w sobie tajemnicę do ostatniej strony. Bowiem kiedy wydawało mi się, że przejrzałam fabułę na wylot, okazywało się, że widzę zaledwie czubek góry lodowej, którą opisała ta brytyjska pisarka.

Naomi Jenkins jest tą trzecią. Lecz taką, dla której mężczyzna - Robert Haworth - chce porzucić swoją żonę. Jednakże zamiast rozstania, jej ukochany znika, a główna bohaterka wpada w histerię. Postanawia zrobić wszystko, byle tylko odszukać Roberta. W przypływie determinacji zaczyna nawet opowiadać, że jej ukochany nie jest w niebezpieczeństwie, lecz sam je stwarza. Opowiada scenę gwałtu. Jednakże coś tu się nie zgadza. Jej historia jest zbyt szczegółowa, a co najgorsze przypomina szczegółami przeżycia innych kobiet. Policjanci natrafiają na groźnego seryjnego gwałciciela...

Czegokolwiek bym tu nie napisała, wierzcie mi, że jestem niemal pewna, iż Sophie Hannah i Was zaskoczy swoją kreatywnością. Jej thriller psychologiczny przypomina jedną wielką matrioszkę - z każdą stronę odkrywamy kolejną warstwę zagadki. A czy jest ona dobra? Oj, jest. Skoro ja pomimo zmęczenia i późnej pory nie potrafiłam odłożyć książki na później to znak, że Promień rażenia jest godny uwagi.

Jednakże - jak to bywa w powieściach zakrapianych psychologią - największym walorem są bohaterowie. I tak też jest tym razem. Już nie będę tutaj wspominała policjantów, którzy tworzą wspólnie cykl Konstabl Simon Waterhouse. Wybaczcie, ale w tej książce oni najmniej mnie interesowali. Zamiast tego skupiłam się na Naomi, Robercie oraz Juliet, czyli żonie Roberta. Przyznam wam szczerze, że sama nie wiedziałam, co o nich myśleć. Sophie Hannah wykreowała z nich niejednoznaczne figury - pewnie i wam niejednokrotnie podczas czytania zaświeci lampka ostrzegawcza pytająca się, kto tu jest tym dobrym, a kto złym.

450 stron, moi mili, to ilość, przez jaką przebrnięcie z prędkością światła. Jeżeli przeczytaliście Buźkę bądź może Błąd w zeznaniach (wiem, że Wydawnictwo Literackie nie jest pierwszym wydawnictwem Sophie Hannah na polskim rynku, lecz ja czytam tylko ich wydania) wiecie, że te historie nie przypominają żadne inne. To coś świeżego, innego, oryginalnego. I mówi Wam to osoba, która czyta kryminały systematycznie.

Stąd też moje podsumowanie recenzji wygląda tak a nie inaczej: CZYTAĆ! Po prostu wziąć do ręki powieść Sophie Hannah i dać się porwać jej zaplątanym thrillerom. Są to pozycje godne uwagi. Mnie natomiast pozostaje jedynie czekać na kolejne spotkanie z twórczością tejże autorki.

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/promien-razenia-sophie-hannah.html

pokaż więcej

 
2017-03-03 10:36:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Fantasy, Młodzieżowe, Paranormal romance, Posiadam
Autor:
Cykl: Silver - księgi snów (tom 3)

Ja nie wiem naprawdę jak to jest... Jak to jest możliwe, że jedynie ze słuchu można polubić jakiegoś autora? Ze słuchu - rozumiecie? Tylko dlatego że gdzieś tam w sieci przewijało mi się nazwisko niemieckiej pisarki, ja uznałam, że chcę poznać jej twórczość... że lubię jej twórczość. I choć nie zaczęłam od jej najgłośniejszej Trylogii Czasu, to przynajmniej stałam się dumną posiadaczką... Ja nie wiem naprawdę jak to jest... Jak to jest możliwe, że jedynie ze słuchu można polubić jakiegoś autora? Ze słuchu - rozumiecie? Tylko dlatego że gdzieś tam w sieci przewijało mi się nazwisko niemieckiej pisarki, ja uznałam, że chcę poznać jej twórczość... że lubię jej twórczość. I choć nie zaczęłam od jej najgłośniejszej Trylogii Czasu, to przynajmniej stałam się dumną posiadaczką Trylogii Snów! I wiecie co? Zapraszam Was na jej Wielki Finał!

Wiecie, jaką wielką moc ma Świat Snu? To właśnie z marzeń sennych można dowiedzieć się najgłębiej skrywanych tajemnic. O ile oczywiście ktoś potrafi pogrzebać w czyjejś świadomości i podświadomości. I - ku nieszczęściu - jest taka osoba! Arthur rośnie w siłę, Secrecy wie coraz więcej o ludziach wokoło, a na dokładkę Anabel wychodzi z wariatkowa i samą swoją obecnością jest namacalnym dowodem, że COŚ zaczęło się dziać. Liv, Henry i Grayson są jedynymi osobami, które mogą uratować siebie i bliskich.

All that we see or seem
is but a dream within a dream.
EDGAR ALLAN POE

I tak oto dobiliśmy do zakończenia historii równie magicznej co jej okładki (wybaczcie - po prostu je uwielbiam!). I przyznam szczerze, że aż ciężko mi się tu zebrać i powiedzieć coś sensownego o Trzeciej Księdze Snów. Przede wszystkim należą się brawa dla autorki za wręcz wyśniony pomysł i iście perfekcyjne rozegranie wszystkich kart. Pomysł na fabułę dawał wiele możliwości od pierwszego tomu, lecz jedynie ktoś z talentem pisarskim potrafiłby wykorzystać go do perfekcji. I Kerstin Gier właśnie to zrobiła.

Trzeci tom trylogii ma to do siebie, że tłumaczy wszystkie nieścisłości oraz daje światło na tajemnice i zagadki rozsiane podczas lektury poprzednich dwóch tomów. Tym razem jest nie inaczej, choć - i tutaj znowu można bić brawo - Kerstin Gier dodała coś od siebie. W Trzeciej Księdze Snów naprawdę wiele się dzieje, choć nie mogę powiedzieć, by wszystkie "drzwi marzeń" zostały zamknięte. I w tym przypadku jest to brawurowe rozwiązanie.

Książkę czyta się naprawdę jednym tchem. Akcja w pewnym momencie się zagęszcza, a przy tym zachowuje odpowiednie tempo opowieści. Świat sennych marzeń tworzy otoczkę tej tajemnicy, a przy tym - jak to sen - jest nam bliski. Kerstin Gier potrafi pisać lekko, zabawnie, a kiedy trzeba - także dramatycznie. Wszystko jest doskonale wyważone i przeznaczone dla nastolatków. Choć może i starsi odbiorcy odnajdą coś dla siebie w tym świecie, w którym miękka poduszka jest kluczem?

Szczególnie, że główni bohaterowie są dobrze wykreowani. Choć mają po szesnaście/siedemnaście lat nie zachowują się w ten irytująco dziecinny sposób. Jest to na tyle ważne ze względu na fakt, iż całą historię poznajemy z punktu widzenia Liv. Do samego końca główna bohaterka okazała się zabawną, pewną siebie dziewczyną, której żaden książę nie jest aż tak bardzo potrzebny do pomocy. Choć oczywiście i książę się pojawia ;)

Nie mogę zatem nie polecić Trylogii Snu. Bardzo dobrze bawiłam się podczas lektury, a uśmiech nie zniknie mi pewnie przez długi czas, skoro wystarczy, iż spojrzę na okładki wszystkich trzech tomów a już mi się oczka śmieją. Cieszą oko swoją magią snu. Nie można się w nich nie zakochać. Wystarczy tylko sięgnąć po pierwszy tom, do czego Was zachęcam.

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/silver-trzecia-ksiega-snow-kerstin-gier.html

pokaż więcej

 
2017-03-01 14:15:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Młodzieżowe, Motyw zemsty i zdrady, Posiadam

Co się stanie, jeżeli ludzie za bardzo uwierzą w czyjeś zdanie i zaczną je traktować jako własne? A przecież o podobną sytuację nie trudno. Wystarczy tylko corocznie pojawiająca się lista zawierająca kontrowersyjny temat piękności i brzydoty. I proszę bardzo - jedni się cieszą, inni płaczą! Choć może nie do końca?

Każdego roku licealistów z Mount Washington High, którzy w ostatni poniedziałek...
Co się stanie, jeżeli ludzie za bardzo uwierzą w czyjeś zdanie i zaczną je traktować jako własne? A przecież o podobną sytuację nie trudno. Wystarczy tylko corocznie pojawiająca się lista zawierająca kontrowersyjny temat piękności i brzydoty. I proszę bardzo - jedni się cieszą, inni płaczą! Choć może nie do końca?

Każdego roku licealistów z Mount Washington High, którzy w ostatni poniedziałek września wkraczali do szkoły, witała wywieszona na ścianie lista najładniejszych i najbrzydszych dziewcząt z każdego rocznika*. I tym razem tradycji stało się zadość, dzięki czemu owego dnia na liście pojawiły się nazwiska ośmiu dziewcząt: po jednej najładniejszej i najbrzydszej z czterech roczników.

I w tym przypadku nie powiem ani więcej. Mój opis jest w miarę zbliżony do tego z okładki i tak też miało być. Chcę, żebyście byli w podobnej sytuacji co ja. Kiedy wzięłam Fatalną listę do ręki nie wiedziałam, czego się spodziewać. A nieprzewidywalna fabuła okazała się niewątpliwym atutem. Czymś, co nieustannie zachęcało mnie do przeczytania kolejnych stron powieści. Szczerze zastanawiałam się, czego mogę się tutaj spodziewać.

Akcja skupia się na ośmiu dziewczynach. Tak, tych samych dziewczynach, których nazwiska pojawiły się na liście. Danielle - Dana Babochłop; Abby - Ekstra punkty przyznawane za zwalczenie rodzinnych genów; Candace - Tak nawiasem mówiąc, piękno jest nie tylko na zewnątrz; Lauren - Wszyscy lecą na tę nową laskę; Sara - Ta panna ze wszystkich sił stara się być jak najbardziej szpetna; Bridget - Ależ człowiek może się zmienić przez wakacje; Jennifer - Jedyna czterokrotna laureatka w historii; Margo - Niech żyje królowa tegorocznego jesiennego balu!** Na każdą z nich w jakiś sposób lista wpłynie na ich całe życie i inaczej będą starały się z nią zmierzyć. Warto przy tym wczytać się dokładnie w przypisy przy imionach - będą małą wskazówką tego, co czeka wewnątrz tej prawie 400-stronicowej księgi.

Fatalna lista to - w moim odczuciu - książka przeznaczona przede wszystkim do młodzieży. Nie brak w niej powtarzających się nieraz problemów typowych dla ludzi wkraczających powolnym krokiem w dorosłe życie oraz podpowiedzi możliwych rozwiązań. Nie zabraknie nawet wyrazistego morału na samym końcu opowieści. Z tego też powodu nie mogę powiedzieć, by powieść ta była zła. Jest dobra, w jakiś sposób ciekawa, choć żadnej Ameryki nie odkryła (a wręcz jest typowo amerykańska, jeśli wiecie, co mam na myśli).

Książkę czyta się jednym tchem. Historię poznajemy z perspektywy trzecioosobowej z tym wyjątkiem, że każdy rozdział podzielony jest na poszczególne osoby. Siobhan Vivian potrafiła przedstawić przeszłość bohaterów i nakreślić ich portret psychologiczny zwięźle, rzeczowo i bez niepotrzebnego przedłużania. Kto czytał inne jej powieści na polskim rynku: Ból za ból bądź Ogień za ogień wie, że jej postacie są niesamowicie wyraziste i każda ma w sobie coś charakterystycznego co odróżnia je od pozostałych.

Fatalna lista to kawał dobrej opowieści dla młodzieży, która może nie jest żadnym MUST READ w życiu młodego odbiorcy, lecz może okazać się miłym sposobem na odpoczynek. Dla mnie podobna powieść mogłaby zostać zekranizowania przez wytwórnię Disneya - nadaje się do niej idealnie.

http://wymarzona-ksiazka.blogspot.com/2017/03/premierowo-fatalna-lista-siobhan-vivian.html

pokaż więcej

 
2017-02-28 23:34:14
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-02-28 23:04:59
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
510 451 6246
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (191)

Ulubieni autorzy (36)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (76)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd