Andrzej Belgrad 
status: bibliotekarz, dodał: 26 książek, ostatnio widziany 1 tydzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-06 20:31:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

W „Ponieważ” świat jest gotowy, przypomina jedną z plansz w pac-manie. Nie ma tutaj jednak zdecydowanej marszruty, wyzwań czy uganiania się za punktacją. Gracz liryczny w tych wersach siada w kącie pod ścianą lub flaneruje leniwie po korytarzach. Duchy tu to nawet nie duchy, można podejść i je sprawdzić – będą zrobione z prześcieradeł, szczotek i wózków na gumowych kółkach. Wszystko w tomiku... W „Ponieważ” świat jest gotowy, przypomina jedną z plansz w pac-manie. Nie ma tutaj jednak zdecydowanej marszruty, wyzwań czy uganiania się za punktacją. Gracz liryczny w tych wersach siada w kącie pod ścianą lub flaneruje leniwie po korytarzach. Duchy tu to nawet nie duchy, można podejść i je sprawdzić – będą zrobione z prześcieradeł, szczotek i wózków na gumowych kółkach. Wszystko w tomiku Majcherczyka jest materialne, nawet słowa jawią się niczym kolorowe klocki produkowane w gardle i strunach. Autor schodzi często do poziomu składni, wadzi się ze zbitką, tak jakby w tej sferze atomowej języka mógł odkryć jego nowe właściwości dzięki pytaniu: kto to rzeczywiście mówi, do kogo należy zaimek? Kto się okaże właścicielem tych wersów, gdy zdejmę z nich prześcieradło?

Rzeczy, rzeczy, rzeczy. „Ponieważ” to mimo wszystko nie anty-konsumpcjonistyczny epos, bohaterowie Majcherczyka nie są przez rzeczy skradzeni jak u Pereca, nie filtrują swojej tożsamości przez to, co można nabyć. Wchodzą z nimi tylko w relacje – siedząc w fotelu, jestem trochę fotelem. Jedząc rosół, jestem trochę rosołem. Nie mówiąc już o cząstkach miasta i innych ludzi, które bezustannie znosimy do siebie do domu, przechowując później w przeciążonej pamięci. Przy jednym z rzeczowierszy z „Ponieważ”, „Poeta w biedronce” przypomina się „Księga grawitacji” Dawida Majera. Gdyński poeta w swoim debiucie przez wymienianie rzeczy, rozdrabnianie się w przedmiotach chciał uciec na chwilę od śmierci matki. Majcherczyk po prostu jest tymi wymienionymi przedmiotami, żyje obok nich, zamienia się w nie, dłubie w materii, aby coś pod nią odkryć. I odkrywa, tak jak wielu, drugiego człowieka, z którym może się udać coś na chwilę, duchowy przebłysk.

W „Ponieważ” poza uwikłaniem w „gotowe”, w którym możemy codziennie funkcjonować, i poza przeczuciami, że nie ma myśli bez materii, mocno zaznacza się wspomniana wyżej relacja „ty i ja”. Na początku cielesna – znów widzialne, a nie niewidzialne – na której będzie można zbudować wspólną sytuację wyjścia poza to, co jest nam znane. Powolne skrobanie, zdzieranie naskórka i kości, aby wreszcie zostało to coś, co zobaczymy tylko przy zamkniętych oczach. „Rozmyślam o tobie i o nas” mówi ta wrażliwa postać, która wyłania się zza wersów Majcherczyka. Bardzo swojski to podmiot liryczny z mądrą, ale leniwą dykcją jąkającego się, który jedzie na rowerze po kostce brukowej. Autor prezentuje niefrasobliwą sprawność poetycką, rzuca wersy lekką ręką. Nie da się nie lubić jego bohatera, bo wiemy, że jest on zdolny do wszystkiego dla drugiej osoby. Przejedzie pół kraju na małym traktorze, pokona pół miasta na wózku widłowym, jak w „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie”, aby się z nią spotkać. Porządny gość, który spalił karton z „ja” na polach za miastem, aby trzeźwiej i czulej wejść w rzeczywistość.

„Ponieważ” to niby komunikatywna, leżąca do góry brzuszkiem, poezja, lecz wgryzając się głębiej w jej tkanki, czytając wiersze po kilka razy, zaczyna wyczuwać się w nich większą ilość poziomów atmosferycznych czy znaczeniowych. Majcherczyk rzuca nam radośnie rękawicę, jego wersy pobudzają głowę i wysyłają nas w różne krainy, nie tylko do widocznych, na pierwszy rzut oka kamiennych, przesiąkniętych materią miejskich korytarzy.

pokaż więcej

 
2018-09-06 20:23:40
Dodał do serwisu książkę: Ponieważ
 
2018-09-04 20:25:10
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Literatura jako skrytka na strychu? Pole utożsamień? Trening relacji i potencjalnych doświadczeń? Czas leci, a my udzielamy różnych literackich odpowiedzi. W jednym tygodniu jesteśmy już pewni, że zwycięży krótka forma – może nawet poezja – bo po prostu nie mamy czasu na nic dłuższego. W drugim zdajemy sobie sprawę z naszej potrzeby ciągłości i zadomowienia się w historii, nosząc w torbach... Literatura jako skrytka na strychu? Pole utożsamień? Trening relacji i potencjalnych doświadczeń? Czas leci, a my udzielamy różnych literackich odpowiedzi. W jednym tygodniu jesteśmy już pewni, że zwycięży krótka forma – może nawet poezja – bo po prostu nie mamy czasu na nic dłuższego. W drugim zdajemy sobie sprawę z naszej potrzeby ciągłości i zadomowienia się w historii, nosząc w torbach wielokilogramowe sagi, aby przez długie tygodnie być z bohaterami w wyobrażonej kohabitacji. Z jednej strony niechęć i znudzenie, gdy w facebookowej notce nie dostaniemy po pięciu zdaniach gratyfikacji w postaci puenty czy żartu, a z drugiej przyjmujemy bez szemrania czterdziestostronicowe passusy o tym, że tamten Norweg umył zęby. Prawdopodobnie w pisaniu wciąż chodzi o to, aby oddać swój świat w sposób na tyle interesujący, aby zobaczyli się w nim inni lub poczuli chęć obcowania z sobie nieznanym.

Czego zatem pragnie Marianna Łopaciuk w swoich „Listopadach”? Według mnie chce fabularnie potwierdzić kawałek najbliższej jej rzeczywistości. Czy udaje jej się zainteresować nim innych i zaprosić ich do gry w utożsamienie lub „poznaj-nieznane?” Myślę, że tak, bo nie brakuje jej czułości, rozwagi, ciekawości wobec świata i szacunku do odbiorcy, ale przed podsumowaniem warto najpierw powiedzieć kilka słów o tej spokojnej prozie.

Była nauczycielka, Magda, jest już w późnym okresie swojego życia, lecz w żaden sposób nie ogranicza to jej możliwości poznawczych. Sprawna, roześmiana, wręcz zawadiacka, choć czasem też melancholijna, przyjemnie spędza emeryturę, ciągle wyjeżdżając, spotykając się ze znajomymi, biorąc udział w plenerach, pisząc, nawiązując nowe relacje i pielęgnując poważny kontakt z domowymi zwierzakami. Przyjemna jest ta jej ferajna starszych przyjaciół, otoczonych futrzastymi pupilami, którzy ciągle mają w sobie chęć, aby dyskutować o kosmosie, sprawach podstawowych, powinnościach sztuki. Spotykają się tak, jakby chcieli przegadać ostatnio przeczytane książki i artykuły, pobyć chwilę razem, nawet poflirtować czy powygłupiać się. Dojrzała kulturalna wielkomiejska tkanka: „Wielkie piękno” w ramach naszych skromnych polskich możliwości.

Gdy już jesteśmy w sferze porównań czy szybkich skojarzeń, warto przypomnieć zgrabny serial „Olive Kitteridge”, z którym „Listopady” odrobinę się kojarzą. I tak samo jak w tej amerykańskiej produkcji, książka Łopaciuk nie jest tylko impresją na temat „późnego szczęścia”. Opowiada ona w naturalny sposób także o tragedii, traumie, cierpieniu, odchodzeniu, starczym zasklepianiu się w sobie i ciężkich myślach. Wszystko to jednak można pokonać – listopady topią się w wiosennym słońcu – godnym, pełnym ducha przeżywaniem, łapaniem chwil, byciem przyjaznym dla wszelkich istot.

W sprytny sposób „Listopady” uciekają od typowych form przedstawiania jesieni życia, które, mówiąc szczerze, bywają niegodziwe. Na przykład starość rysowana jako powrót do dzieciństwa – rozwydrzonego, rozkrzyczanego, opartego na wielkiej naiwności i egoistycznych zachciankach. Istnieje także wyobrażenie późnej dojrzałości jako psucia się, tracenia człowieczeństwa i ludzkiej substancji, stawania się zrzędliwą, cyniczną postacią. Gdy obraz jest jednak sielski – sad, ogrodniczki, kłosy zbóż, stara chatka – zwykle jest to klisza bycia osobą starszą, doświadczoną, która spełnia się tylko wobec swoich dzieci czy wnuków. Tak jakby wszyscy mówili, że nie ma szczęśliwej starości samej dla siebie.

„Listopady” pokazują trzeci wiek w całkowicie innym wymiarze. To po prostu etap w życiu, w którym wciąż można żyć na całego, ale już z przyjemną rozwagą i spokojem, być świadomym, ciągle rozwijającym się człowiekiem, nieulegającym łatwym ideologiom i podszeptom. Też skromną postacią, która wie, że „cóż tu powiedzieć, jak wszystkie słowa brzmią jak slogany, frazesy, złodzieje”. Może rzeczywiście nic nie mówić, patrzeć w słońce lub cieszyć się spokojnym rytmem „Listopadów”, które pracują na swoich nieśpiesznych obrotach niczym bocznokołowiec leniwie przecinający szerokie wody.

pokaż więcej

 
2018-09-04 20:19:00
Dodał do serwisu książkę: Listopady
 
2018-08-25 19:43:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-06-22 12:48:22
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-06-22 12:41:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Poza serią
 
Moja biblioteczka
134 44 129
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

Ulubieni autorzy (3)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd