Wiedźma 
Interesuję się grafiką komputerową, muzyką metalową i poezją. Dzięki książkom przenoszę się do innych światów. Cenię sobie fantastykę młodzieżową oraz horrory, ale czasem sięgam po obyczaje ze szczyptą dobrego humoru. Nie oceniam po okładce, jednak lubię, kiedy tekst jest przyzwoicie oprawiony. Zwracam uwagę na detale, kolorystykę, typografię. W przyszłości chcę wydać swoją powieść i tomik poezji.
24 lat, kobieta, Węgliniec, Wrocław, status: Czytelniczka, dodała: 48 cytatów, ostatnio widziana 1 dzień temu
Teraz czytam
  • Nirvana bez tajemnic
    Nirvana bez tajemnic
    Autor:
    "Odszedł i dołączył do tego idiotycznego klubu. Prosiłam go, żeby do niego nie wstępował". Wendy O’Connor, matka Kurta Cobaina "Książka, którą trzymacie w rękach, jest doskonałym podsumowaniem ponad...
    czytelników: 248 | opinie: 9 | ocena: 6,67 (87 głosów)
  • Wiedźma Jego Królewskiej Mości
    Wiedźma Jego Królewskiej Mości
    Autor:
    Sara Weronika Sokalska wyszła zwycięsko z konfrontacji z Nocnym Królem i Mistrzem Twardowskim. Nawet jej najwięksi wrogowie otwarcie nie kwestionują już jej prawa do tytułowania się Pierwszą Czarodzi...
    czytelników: 216 | opinie: 12 | ocena: 6,63 (107 głosów)
  • Wszechświat w twojej dłoni
    Wszechświat w twojej dłoni
    Autor:
    Gdy wieczorami patrzysz w niebo, widzisz tylko tajemniczą i niepokojącą przestrzeń. Granatowa otchłań przetykana mrugającymi gwiazdami stanowi zagadkę, nad którą pewnie się zastanawiasz. Jednak naukow...
    czytelników: 3052 | opinie: 133 | ocena: 7,85 (731 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-02-02 13:02:01
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-02-02 11:59:52
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2019-01-31 22:21:39
Autor:

„W celach śmierci żyje się jak w mikrokosmosie. Wszyscy się znają. Skazani słyszą każdy szloch, każde westchnienie i przekleństwo współtowarzyszy, a w pomieszczeniu dla odwiedzających tłoczą się razem rodzice, partnerzy, narzeczeni i dzieci. Prywatność nie istnieje. Trzeba ufać, że to, co słyszą i wiedzą, zachowają dla siebie, bo sami też tak robią”.

Zawsze zastanawiałam się, skąd biorą się...
„W celach śmierci żyje się jak w mikrokosmosie. Wszyscy się znają. Skazani słyszą każdy szloch, każde westchnienie i przekleństwo współtowarzyszy, a w pomieszczeniu dla odwiedzających tłoczą się razem rodzice, partnerzy, narzeczeni i dzieci. Prywatność nie istnieje. Trzeba ufać, że to, co słyszą i wiedzą, zachowają dla siebie, bo sami też tak robią”.

Zawsze zastanawiałam się, skąd biorą się „fanki” morderców, niekiedy seryjnych. Co popycha kobiety do pragnienia korespondowania z więźniami, dlaczego uważają ich za odpowiedni obiekt uczuć i zakochują się w nich bez pamięci? Są w stanie przelewać na więzienne konta fortuny, żeby ukochanym bądź przyjaciołom dni na odsiadce upływały przyjemniej, bo z większymi zapasami jedzenia i innych artykułów do użytku codziennego. Chcąc wgłębić się w to zjawisko, sięgnęłam po reportaż Lindy Polman. Ta holenderska dziennikarka przez lata zbierała materiał, z którego ostatecznie powstała książka „Laleczki skazańców”. Jednak z treści czytelnik może się dowiedzieć o wiele więcej, niż sugeruje tytuł.

„Klatka dla indyków oznacza pomieszczenie odwiedzin na oddziale skazanych na śmierć w dniach, kiedy jest zatłoczone europejskimi małżonkami i narzeczonymi”.

Głównym miejscem akcji książki jest więzienie Walls Unit i jego okolice w Huntsville (Teksas), gdzie przebywają skazani na śmierć. Odwiedzają ich bliscy, jeśli takowych posiadają, oraz partnerki, przyjaciółki, narzeczone i żony spoza USA. Europejki wykupują tanie noclegi, a dniu wizyty przywdziewają najlepsze stroje, żeby sprawić radość „swoim” więźniom i pozwolić im nasycić się doznaniami wizualnymi. Linda Polman niezwykle szczegółowo i obrazowo opisuje przebieg takich wizyt, uwzględniając wygląd kabin, zawartość automatów z przekąskami i napiętą atmosferę panującą w sali.

Laleczkami skazańców są nie tylko ich ukochane, ale również przyjaciółki korespondencyjne, które potrafią utrzymywać znajomość latami, nierzadko aż do wykonania wyroku śmierci. Jedną z kobiet, w pełni poświęconą sprawie skazańca, jest Holenderka Guikje. Początki jej listownej przygody ze skazanym na śmierć Hankiem przedstawione są dość wyczerpująco. Z czasem przygoda przerodziła się w wyzwanie i walkę o zdrowie psychiczne Hanka, gdyż wraz z upływającymi latami coraz bardziej obawiał się zmierzenia oko w oko ze śmiercią. Polman zamieściła nawet ich pierwsze listy.

„Byliśmy obcymi sobie ludźmi, a staliśmy się znajomymi, potem przyjaciółmi, potem najlepszymi przyjaciółmi, a teraz łączy nas coś o wiele silniejszego. Ufamy sobie, jesteśmy dla siebie powiernikami, bratnimi duszami, ratunkiem i oparciem w trudnych sytuacjach”.

Istotnym hasłem dla „Laleczek skazańców” jest hybristofilia. „Zaburzenie” przypisywane kobietom, które wiążą się z osobami skazanymi za szczególnie brutalne zbrodnie. Z rozważań Lindy Polman wynika, że im głośniejsza, im okropniejsza sprawa, tym większa szansa na otrzymanie sporego stosiku listów od pań gotowych przynieść pocieszenie gwałcicielom i mordercom.

„Szyki zwierają się dopiero wtedy, kiedy chodzi o „laski gwiazd”, kobiety, które śledzą najsłynniejszych pośród skazanych na śmierć, takich jak Ted Bundy, Joran van der Sloot czy Charles Manson. Kiedy taka „gwiazda” trafia do celi śmierci, od razu płynie do niej rzeka listów miłosnych […]”.

W połowie książki Polman nieco schodzi z tematu, by w rzeczowy sposób przyjrzeć się systemom więziennictwa w niektórych stanach, gdzie do tej pory wykonuje się wyroki śmierci. Niekwestionowanym liderem w tej dziedzinie jest Teksas, gdzie niemal rok w rok uśmierca się najwięcej więźniów. Dziennikarka przedstawia procedury przygotowań do egzekucji, przytacza sprawy tych spartaczonych i opisuje, jak w przeciągu dziesięcioleci zmieniano bądź ulepszano metody. Przytacza historię ostatnich posiłków dla skazanych w Teksasie i opowiada o „tradycji” zapisywania ich ostatnich słów, wypowiedzianych tuż przed śmiercią, żeby za moment nawiązać do tego, co dzieje się ze zwłokami po wykonaniu wyroku. To żonglowanie tematami skupionymi wokół jednej rzeczy potrafi wzburzyć krew w żyłach.

Jest to bardzo mocne, momentami wstrząsające, świadectwo stresującego życia na Death Row. Kolejka po śmierć jest długa i nigdy nie wiadomo, czyja egzekucja zostanie w następnej kolejności ogłoszona. Apelacje do sądu w końcu się wyczerpią, a nieszczęśnicy z gapowatymi adwokatami z urzędu nieustannie martwią się o to, czy wniosek o rewizję wyroku zostanie złożony na czas. Chociaż lektura jest jak najbardziej bezstronna, zmusza do namysłu i stanowi okazję do zweryfikowania własnych poglądów oraz zastanowienia się nad karą śmierci.

Nie jest to długa książka, ma około dwustu ośmiu stron, zaręczam jednak, że w tak niewielkiej objętości upchnięto ogrom ludzkich dramatów. Reportaże mają to do siebie, iż czyta się je niezwykle sprawnie, natomiast wyczuwa się w „Laleczkach skazańców” solidny warsztat pisarski Lindy Polman, a do przekładu na język polski tłumaczka Małgorzata Diederen-Woźniak musiała podejść z wielką starannością o detale. Polecam „Laleczki skazańców” osobom zainteresowanym nie tylko systemami więziennictwa w różnych częściach światach, ale i pasjonatom wszystkiego, co kryje się pod pojęciem prawdziwych zbrodni.

pokaż więcej

 
2019-01-31 16:00:18
Autor:

Wiersze o tematyce miłosnej czytam chętnie, dlatego z radością sięgnęłam po tomik „Znowu pragnę ciemnej miłości”, czyli zbiór prac osiemnastu polskich poetów i poetek. Za wybór poezji odpowiada Joanna Lech – kilka jej utworów również znalazło się w książce. Soczysty wstęp pisarki przygotowuje czytelnika do podróży po szeroko pojętym romantyzmie i emocjach, jakie budzą w każdym człowieku... Wiersze o tematyce miłosnej czytam chętnie, dlatego z radością sięgnęłam po tomik „Znowu pragnę ciemnej miłości”, czyli zbiór prac osiemnastu polskich poetów i poetek. Za wybór poezji odpowiada Joanna Lech – kilka jej utworów również znalazło się w książce. Soczysty wstęp pisarki przygotowuje czytelnika do podróży po szeroko pojętym romantyzmie i emocjach, jakie budzą w każdym człowieku związki oraz intymność. Od razu ucieszyłam się, widząc w spisie dobrze znane nazwiska, a więc Marię Pawlikowską-Jasnorzewską, Halinę Poświatowską, Tadeusza Różewicza, Annę Świrszczyńską oraz Rafała Wojaczka. To właśnie do twórców z ubiegłego wieku żywię najwięcej sentymentu i to do ich wierszy najczęściej zaglądam, ilekroć mam ochotę na spotkania poetyckie.

Jednak to nie spotkanie ze „starymi przyjaciółmi” mnie ciekawiło, a pierwsze zetknięcie z nowymi autorami. Szczerze przyznaję, że to w poezji w wykonaniu panów odrobinę się zakochałam. Ich ujęcie miłości i tęsknoty zawsze wydawało się „w punkt”, począwszy od Romana Honeta i wstępu do wierszu pt. „trzydzieści pięć”: „jeżeli można całą miłość nazwać, / można też całą w jednej chwili przeżyć”. Bardzo spodobały mi się utwory Jakobego Mansztajna, w szczególności pierwszy z czterech, gdzie podmiot liryczny nie potrafi sobie poradzić z rozstaniem i opuszczeniem przez byłą partnerkę wspólnego mieszkania: „[…] miałem zapytać: co teraz / z kotami, do kogo należą / wspólne książki, wspólne płyty / wspólne życie? śmierć być może / jest lekarstwem, ale nie jest odpowiedzią”. Za co najmniej intrygujące można uznać wiersze Jacka Podsiadła, który – ogólnie rzecz ujmując – barwnie zaklina w nich rzeczywistość. Z kolei Tomasz Różycki w swojej twórczości poetyckiej uspokaja drugą połowę, utwierdza w przekonaniu, że wszystko jest w porządku: „Skoro ty jesteś dziwna i ja jestem dziwny, / to się wspaniale składa, razem zadziwnimy / świat, będą nas pokazywać palcem rodziny”. Marcin Świetlicki poezją oczarowuje duszę: „Kiedy wracam do miasta – to do ciebie wracam. / Miasto po prostu nie istnieje, kiedy / nie ma w nim ciebie […]”.

Zastanawiam się, czy Joanna Lech miała większe trudności (a może nie miała ich wcale?), dobierając wiersze innych poetów, czy zastanawiając się nad tym, co z własnej twórczości umieścić w książce. Dwa utwory sprawczyni tomiku zachęciły mnie do bliższego zapoznania się z jej pracami, choć, patrząc na ogół tekstów, byłam odrobinę zaskoczona, jak chętnie panie umieszczają w swojej poezji zwroty po angielsku: „Ponieważ ty jesteś jak wyważone drzwi i brak wyjścia. / And I want you”. Inny przykład z wiersza Justyny Bargielskiej: „źle jest lgnąć do umarłych? So what”. Urzekła mnie za to prostota w wykonaniu Genowefy Jakubowskiej-Fijałkowskiej, w której czuć ducha Poświatowskiej (również przez brak wielkich liter i znaków interpunkcyjnych): „nawet jeśli mnie nie kochasz / mów mi że mnie kochasz”. Twórczość Marty Podgórskiej ma szansę spodobać się osobom, które wypatrują w poezji szarej rzeczywistości i odrobinę chłodnego podejścia do spraw sercowych. Z pewnością nie powrócę do wierszy takich autorek jak Joanna Oparek oraz Agnieszka Wolny-Hamkało. Nawet po kilkukrotnym przeczytaniu ciągle wydawały mi się nie tyle niezrozumiałe, co po prostu dziwaczne.

Antologie z utworami różnych autorów mają swoje zalety. Za najbardziej istotną uważam możliwość poznania skrawków twórczości kogoś wcześniej nieznanego, co pozwala na późniejsze poszukiwanie kolejnych jego dzieł na własną rękę. W przypadku „Znowu pragnę ciemnej miłości” kilkoro poetek i poetów mnie zainteresowało, kilkoro odrzuciło.

Spodziewałam się po tomiku bardzo klasycznego podejścia do miłości, a jest w nim ukazane całe jej szerokie spektrum, co koniec końców uważam za dobre. Są staroświeckie wzdychania do nagich szyj i dłoni, jest nowoczesne owijanie w bawełnę i jest zwyczajne życie ze zwyczajnymi rozstaniami. Zwłaszcza w tej nowszej poezji zauważyłam dużo prostego pożądania i cierpienia wywoływanego odrzuceniem, za to mało romantycznej tęsknoty i rzeczywistego oddania siebie drugiej osobie. Próżność miesza się w niej często z wrażliwością, współcześni poeci uwagę przywiązują do rzeczy materialnych, podczas gdy twórcy z XX wieku skupiają się na tym, co ulotne i niewidoczne dla oczu; nie do końca potrafią się cieszyć chwilą, która trwa, bo mocno obawiają się, że minie zbyt szybko.

Na pewno każdy znajdzie tu coś dla siebie, jednak osobiście jestem trochę rozczarowana. A może to nie rozczarowanie, a pewne przywiązanie do wygody, jaką oferują tomiki z twórczością jednego autora. Pozwalają na lepsze wczucie się w splot słów jednej osoby, podczas gdy w takim zbiorze jak omawiany otrzymujemy mieszankę różnych doświadczeń i stylów. Coś się spodoba, ale zanim się przetrawi tę treść, na kolejnych stronach są już wiersze, które niekoniecznie trafiają do serca.

pokaż więcej

 
2019-01-23 23:20:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 52 książki w 52 tygodnie (2019), Posiadam, Ulubione

„Gdy człowiek spogląda na gwiazdy i całą galaktykę, czuje, że nie jest tylko dzieckiem fragmentu lądu, ale całego Układu Słonecznego”. – Kalpana Chawla

Te kobiety bardziej niż inni marzyły o kosmosie, mierzyły wysoko i nie poddawały się w drodze do celu. Bohaterki książki Libby Jackson od lat inspirują i pokazują (bądź pokazywały), że warto walczyć o własne marzenia. W „Kosmicznych...
„Gdy człowiek spogląda na gwiazdy i całą galaktykę, czuje, że nie jest tylko dzieckiem fragmentu lądu, ale całego Układu Słonecznego”. – Kalpana Chawla

Te kobiety bardziej niż inni marzyły o kosmosie, mierzyły wysoko i nie poddawały się w drodze do celu. Bohaterki książki Libby Jackson od lat inspirują i pokazują (bądź pokazywały), że warto walczyć o własne marzenia. W „Kosmicznych dziewczynach” zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Od lat zafascynowana astronomią, stwierdziłam, iż ta pozycja musi wylądować na mojej półce. Przepięknie wydana, zilustrowana przez grupę studentów London College of Communication, uwodzi nie tylko sympatyczną okładką w niebiesko-fioletowych odcieniach z błyszczącymi na złoto literami, ale i bogatym wizualnie wnętrzem. Sama forma bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ na jednej stronie znajduje się tekst, a na stronie obok portret przedstawionej w notatce postaci. Pod nim lub nad nim cytat. Właśnie dzięki tym cytatom ma się wrażenie bliższego poznania tych pięćdziesięciu kobiet, poza tym są one niezwykle motywujące i warte zapisania.

Zanim czytelnik dotrze do historii kosmicznych dziewczyn, najpierw zapozna się z przedmową autorki oraz pionowymi osiami czasu, na których zapisane zostały najważniejsze wydarzenia w nauce o Wszechświecie, począwszy od wydania „O obrotach sfer niebieskich” przez Mikołaja Kopernika, a skończywszy na latach 30. obecnego wieku i planowanej misji na Marsa. Libby Jackson również można byłoby dodać do zacnego grona kobiet, o jakich postanowiła napisać. Mając siedem lat, stworzyła przewodnik po Czerwonej Planecie, a dziesięć lat później odbyła staż w NASA. Dziś jest uznaną ekspertką w dziedzinie kosmologii i kierowniczką programu kosmicznego w UKSA (brytyjska agencja kosmiczna).

Treść podzielona jest na pięć części: przedpole podróży kosmicznych, zaranie ery kosmicznej, stacje i promy kosmiczne, życie i działalność w kosmosie oraz przyszłość podbojów kosmicznych. Jest chronologicznie, a więc pierwsze rozdziały dotyczą pań, których badania i wiedza są wykorzystywane do dzisiaj. Pojawia się tu Ada Lovelace, Brytyjka zafascynowana inteligentnymi maszynami i programowaniem, a także Mary Sherman Morgan, obywatelka Stanów Zjednoczonych, chemiczka i twórczyni paliwa rakietowego dla pierwszego amerykańskiego satelity. W książce znalazło się miejsce dla wielu astronautek, kosmonautek i nawet tajkonautek. Walentina Tierieszkowa, pierwsza kobieta w kosmosie, astronautki, które zginęły w katastrofach wahadłowców Challenger i Columbia, a nawet irańska turystka kosmiczna Anousheh Ansari czy włoska astronautka Samantha Cristoforetti znana z tego, że ustanowiła kobiecy rekord najdłuższego pojedynczego pobytu w kosmosie – 199 dni i 16 godzin.

Libby Jackson oddała hołd nie tylko kobietom doświadczonym w przebywaniu w przestrzeni kosmicznej. W lekturze znajdują się też notki o grupie szwaczek odpowiedzialnych za profesjonalne uszycie skafandrów, służących wsparciem żonach astronautów misji Mercury 7 i emerytkach ze stanu Massachusetts, specjalistek od włókniarstwa i zegarmistrzostwa, które „utkały” pamięć komputera pokładowego, będąc nieocenioną pomocą w przygotowaniach do programu Apollo. Są tutaj pilotki i oblatywaczki, pielęgniarki i lekarki, badaczki, inżynierki i działaczki polityczne. Przecierały szlaki, wierzyły w siebie i udowadniały, że kosmos jest dla wszystkich, a płeć nie ma znaczenia.

Rozdziały (rozdzialiki) trudno nazwać biografiami albo notkami biograficznymi. To urywki z bogatych życiorysów, krótkie przedstawienie danej osoby i zdradzenie, co doprowadziło ją do miejsca, z jakiego można już kogoś nazwać inspirującym oraz wpływowym. Te historyjki przeplecione są ciekawostkami ogólnymi, np. związanymi z technologią, eksperymentami na stacjach kosmicznych oraz Układem Słonecznym i tym, co znajduje się poza nim. Są to bardzo cenne przerywniki, z których można dowiedzieć się naprawdę dużo. Historycznie oczywiście też jest interesująco, bo losy wielu kobiet powiązane były z wyścigiem kosmicznym USA i ZSRR. A w notatce poświęconej astrofizyczce Simoneccie Di Pippo, Libby Jackson opisała działalność UNOOSA – biura ONZ do spraw Przestrzeni Kosmicznej. Co ciekawe, w geście tej właśnie instytucji leży obrona potencjalnego życia pozaziemskiego.

O ile krótkie teksty dotyczące bohaterek książki mi nie przeszkadzają, bo na temat każdej jednej można poczytać więcej w internetowych źródłach, to momentami odnosiłam wrażenie, jakby autorka nie wiedziała, jakim zdaniem zwieńczyć historię. Wielokrotnie, różnie sformułowane, pojawiało się coś w stylu: „Pamięć o niej nigdy nie zginie”. Ta górnolotność nie do końca pasowała do całokształtu lektury napisanej w bardzo lekkim tonie. Myślę, że tę książkę warto przeczytać, nada się dla starszych dzieci i dorosłych. Zdecydowanie wzmaga głód wiedzy, wygląda przepięknie i doświadczenie płynące z jej odbioru jest iście… kosmiczne!

„Według mnie prawdziwa pasja nie ma płci, a skupienie się na celach i marzeniach pomaga wyjść z przypisanej kulturowo roli”. – Simonetta Di Pippo

pokaż więcej

 
2019-01-08 21:51:23
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-01-06 14:35:32
Wypowiedziała się w dyskusji: Dołącz do wyzwania czytelniczego LC

Biorę udział w wyzwaniu 52 książki w 52 tygodnie i raczej chciałabym je wybierać bez narzuconych odgórnie kategorii, ale dopóki w wyzwaniu LC są one takie obszerne, to jestem za. Akurat otrzymałam dwie książki w prezencie na święta i zamierzam je w styczniu przerobić. Powodzenia!

więcej...
 
2019-01-06 14:17:21
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Kupione 2018, Posiadam
 
2019-01-06 14:06:51
 
2019-01-03 23:12:44
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2019-01-03 16:25:21
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Na te książki czekałam prawie dwa miesiące. Liczba zamówień tak bardzo zaskoczyła wydawcę, że potrzebny był dodruk, a wszystkim zniecierpliwionym czytelnikom posłano wraz z lekturami oryginalną zakładkę oraz porządnie wykonany długopis. Ten przyjemny dodatek do paczki nie jest jednak w stanie zrekompensować rozczarowania pierwszą z dwóch książek, a mowa tu o „Jak upozorować samobójstwo.... Na te książki czekałam prawie dwa miesiące. Liczba zamówień tak bardzo zaskoczyła wydawcę, że potrzebny był dodruk, a wszystkim zniecierpliwionym czytelnikom posłano wraz z lekturami oryginalną zakładkę oraz porządnie wykonany długopis. Ten przyjemny dodatek do paczki nie jest jednak w stanie zrekompensować rozczarowania pierwszą z dwóch książek, a mowa tu o „Jak upozorować samobójstwo. Kryminalistyczna i sądowo-lekarska rekonstrukcja zdarzenia”. Autorem jest Andrzej Gawliński, prawnik, kryminalistyk, suicydolog oraz założyciel bloga kryminalistyczny.pl. Wydawało się, że człowiek o tak bogatej wiedzy w temacie samobójstw i różnego rodzaju przestępstw przedstawi ciekawie i rozlegle wiele przypadków, nie szczędząc również drastycznych opisów i okoliczności, w jakich ciała ofiar były odnajdywane.

Książka jest typową pracą naukową stanowiącą wynik analiz i poszukiwań autora, i widać to już we wstępie, gdzie przybliżone są wszystkie cztery rozdziały. Znajduje się w niej mnóstwo nawiązań, przypisów oraz tabel ze statystykami. Przez ponad połowę stron Andrzej Gawliński wyjaśnia, w dość urzędowym tonie, znaczenia słów związanych z metodami popełnionego samobójstwa albo zabójstwa, np. co to jest zagardlenie, czym jest utonięcie i jakie są jego rodzaje, definiuje też upadek z wysokości, rany wykonane różnymi narzędziami (cięte, kłute, rąbane) i opisuje śmierć z wychłodzenia czy głodu. Wszystko to w kontekście śmierci zanotowanych na terenie Polski (bądź dotyczących Polaków) w różnych latach i z podziałem na wypadki, zabójstwa oraz samobójstwa opisane w kazuistyce.

Wspomniane wcześniej tabele w pierwszym rozdziale ujawniają czytelnikowi specyfikę samobójstw w Polsce. Są to dane z 2017 roku zaczerpnięte z Głównego Urzędu Statystycznego oraz Komend Głównych Policji z różnych obszarów kraju. Do zmiennych należą takie detale jak: liczba samobójstw przypadająca na dane terytorium, dzień tygodnia, płeć samobójców, miejsce samobójstwa, metoda odebrania sobie życia, motyw, stan cywilny samobójców itd. Pod każdą tabelą z zestawieniem odpowiednich danych znajduje się akapit z podsumowaniem od autora. Stara się on wyciągać wnioski, czasem dzieli się dodatkowymi, uzupełniającymi, informacjami.

Można odnieść wrażenie, ze względu na akademicki styl pisania, że książka ta nie do końca powstała z myślą o szarej rzeszy pasjonatów spraw kryminalnych, a bardziej dla osób powiązanych z tematyką ogółem zawodowo. Przytaczanie fragmentów z kodeksu karnego z jednej strony pozwala czytelnikowi na spojrzenie z perspektywy prawa na samobójców i zabójców, ale z drugiej strony nie jest to coś, co pozostaje w głowie długo. Przypadki zaczerpnięte z akt spraw i innej literatury (źródłami są nawet odnośniki do artykułów internetowych) są ukazane naprawdę szczątkowo: kto kogo zranił, co wykorzystał i jak usiłował zatuszować przestępstwo albo uniknąć odpowiedzialności karnej (poprzez samobójstwo).

Inną rażącą sprawą jest mnogość dziwnych błędów, jakby tekst albo nie został poddany korekcie, albo została ona przeprowadzona połowicznie. Przecinki w niepoprawnych miejscach lub ich brak, literówki oraz zdania poprzedzone podobnymi zdaniami niezakończonymi kropkami, co w konsekwencji zbija odbiorcę z pantałyku. W jednym akapicie interlinia była inna niż w reszcie książki. Papier, jak na książkę w cenie ok. 50 złotych, mógłby być nieco lepszy jakościowo, a na matowej okładce – choć jest ładnie zaprojektowanej – powstają ślady palców, jakich nie da się później usunąć.

Ani razu nie odniosłam wrażenia, że spotykam się z czymś nowym – może to przez nałogowe pochłanianie dokumentów z serii true crime, a może zamiarem autora było napisanie książki tak, aby nie zmroziła ona krwi w żyłach i przedstawiała jedynie suche fakty, definicje jak z Wikipedii przeplecione urywkami z kodeksu karnego i paręnaście spraw, które nie wzbudzą w czytelniku większych emocji, bo i wiele z nich łączy się z patologią.

I owszem, można dowiedzieć się, jak Polacy pozorują samobójstwa. Nie należy tego jednak odbierać jak obietnicy świetnej lektury, która wyrwie z kapci, a niesmak będzie się utrzymywał przez następne kilka dni. Wiem, że prawdziwe zbrodnie to nie fikcja rodem z serialu o zagadkach kryminalnych, ale czy nie dało się poświęcić więcej miejsca kilku sprawom, za to szczerzej i bardziej obrazowo opisanym? Zastanawiam się, czy w drugiej książce Andrzeja Gawlińskiego też zostanę zalana mnóstwem tabelek i pobieżnie nakreślonymi przypadkami, bo bardzo, ale to bardzo bym tego nie chciała…

pokaż więcej

 
2019-01-02 15:07:26
 
2019-01-01 23:25:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Do przeczytania w 2018 roku, Kupione 2018, Posiadam
Autor:

Mariusz Trynkiewicz w reportażu Ewy Żarskiej jest określany mianem „najbardziej znienawidzonego człowieka w Polsce”. W przeciągu miesiąca w 1988 roku pozbawił życia czterech nieletnich chłopców. Kilku innych molestował seksualnie. Człowiek inteligentny, wykształcony, spokojny, kochający zwierzęta. Dlaczego popełnił tak okrutne zbrodnie? Na to pytanie stara się znaleźć odpowiedź Ewa Żarska:... Mariusz Trynkiewicz w reportażu Ewy Żarskiej jest określany mianem „najbardziej znienawidzonego człowieka w Polsce”. W przeciągu miesiąca w 1988 roku pozbawił życia czterech nieletnich chłopców. Kilku innych molestował seksualnie. Człowiek inteligentny, wykształcony, spokojny, kochający zwierzęta. Dlaczego popełnił tak okrutne zbrodnie? Na to pytanie stara się znaleźć odpowiedź Ewa Żarska: autorka książki, dziennikarka telewizyjna i osoba urodzona w Piotrkowie Trybunalskim, a więc mieście, gdzie Trynkiewicz uprowadzał i mordował.

29 lipca 1988 roku. Trójka chłopców wybiera się po południu na kąpielisko nad jeziorem Bugaj. Żaden z nich do domu już nigdy nie powraca, a 5 sierpnia tego samego roku mężczyzna poszukujący grzybów odkrywa w lesie trzy nadpalone ciałka ułożone w trójkąt. Wkrótce potem okazuje się, że są to zwłoki zaginionych przed paroma dniami dzieci. Jedenastoletniego Tomasza Łojka, jego dwunastoletniego kuzyna Artura Kawczyńskiego i dwunastoletniego Krzysztofa Kaczmarka. Feralnego letniego dnia spotkali dwudziestosześcioletniego Mariusza Trynkiewicza, który, po trwającej jakiś czas pogawędce, zaprosił chłopców do swojego mieszkania. Kiedy jeden z nich zechciał w końcu opuścić lokum, Trynkiewicz bez namysłu sięgnął po nóż i zaczął zadawać szybkie pchnięcia całej trójce.

Zanim trafiono na ślad Trynkiewicza, głównie dlatego, że był już skazywany za molestowanie, o zabójstwa podejrzewano Edwarda Ś., czyli mężczyznę, który znalazł ciała. Twierdził on później, iż na przesłuchaniach był bity. Sama sylwetka Mariusza Trynkiewicza została w książce bardzo skrupulatnie nakreślona. Czytelnik może dowiedzieć się wielu szczegółów odnoszących się do jego rodziny, dzieciństwa i młodości, edukacji oraz związków z kobietami (chociaż liczba mnoga to spore nadużycie w tym przypadku). Jak się okazuje, Trynkiewicz współpracował z policją i nie stawiał żadnych oporów, powstała nawet wizja lokalna z jego udziałem, podczas której starano się zrekonstruować przebieg zdarzeń od poznania aż do momentu zamordowania chłopców. Według wielu osób pracujących przy sprawie, morderca w zeznaniach mijał się z prawdą i tłumaczył zaćmieniami umysłu. Ludzie do dziś zastanawiają się, jak szczupły i drobny człowiek mógł w jednym czasie zadźgać trójkę wysportowanych i zdrowych chłopców. Ponadto świadkowie, którzy widzieli nastolatków w towarzystwie dorosłej osoby, opowiadali o mężczyźnie w czarnym dresie i ze słomkowym kapeluszem na głowie. Tych elementów w swojej garderobie nie posiadał Trynkiewicz, ale po jego przyznaniu się do winy tropu tajemniczego jegomościa postanowiono nie badać.

W lekturze nie brakuje teorii dotyczących satanizmu oraz tego, że Trynkiewiczowi ktoś musiał pomagać. Chociażby w przeniesieniu zwłok. Przejmujące jest jeszcze to, iż w toku śledztwa na jaw wyszło inne jego zabójstwo, dokonane na trzynastoletnim Wojciechu Pryczku. Ofiara 4 lipca 1988 roku, podobnie jak wcześniej opisana trójka chłopców, wybrała się nad jezioro Bugaj i została tam zaczepiona przez swojego przyszłego kata.

Urzekło mnie, jak Ewa Żarska postarała się za wszelką cenę nie pominąć w tym dramacie rodzin, którym Trynkiewicz zniszczył życie. Wielokrotnie podkreślała fakt, że nikt się nimi nie interesował i nie otrzymali należytego wsparcia psychologicznego. Brat jednego z chłopców po dziesięciu latach od morderstwa popełnił samobójstwo, nie radząc sobie z traumą i łatką kogoś, kto nie potrafił udzielić pomocy młodszemu rodzeństwu. W książce znajduje się też wywiad z bratem Tomka, Robertem. Oprócz tego autorka przytoczyła swoją rozmowę m.in. z Urszulą Trynkiewicz, matką Mariusza. Zarówno jej, jak i bliskim zamordowanych okazała stosowną empatię i nie zadawała gorszących pytań.

Książka jest podzielona na dwadzieścia trzy rozdziały. Niektóre są krótkie, inne długie. Styl reportażowy sprawia, że czyta się niezwykle lekko, a język jest prosty i przystępny dla osób w każdej grupie wiekowej. Oczywiście, z racji wielu drastycznych opisów, nie polecałabym tej lektury dzieciom i młodzieży poniżej szesnastego roku życia. Pozostałych bardzo zachęcam do poczytania o słynnym dzieciobójcy. Sprawa jest przedstawiona klarownie i chronologicznie, a przede wszystkim jest to wynik długiej pracy Ewy Żarskiej nad researchem, rozmowami i porządkowaniem wydarzeń z 1988 roku. To sprawia, że „Łowca. Sprawa Trynkiewicza” to rzetelne źródło wiedzy. Można się również dowiedzieć, gdzie i w jakich warunkach obecnie przebywa „szatan z Piotrkowa” i dlaczego uniknął kary śmierci. Słowem: polecam.

pokaż więcej

 
2019-01-01 12:10:55
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać, Kupione 2018, Posiadam
 
2018-11-28 01:03:26
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
525 85 488
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (18)

Ulubieni autorzy (4)
  • John Green
    John Green
    3566 fanów
    10 książek
    36898 czytelników
  • Stephen King
    Stephen King
    13096 fanów
    130 książek
    88455 czytelników
  • Andy Weir
    Andy Weir
    100 fanów
    4 książki
    9209 czytelników
  • Libba Bray
    Libba Bray
    279 fanów
    14 książek
    6291 czytelników
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (94)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd