Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Anna 
literanna.pl ____________________________________________________
kobieta, -, status: Czytelniczka, dodała: 2 książki, ostatnio widziana 2 tygodnie temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2017-07-06 15:29:59
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Hubert Meyer (tom 3)

Jedna z najgorszych książek, jakie wpadły mi w ręce w tym roku. Naprawdę nie rozumiem, czym Bonda zasłużyła sobie na tytuł Królowej Kryminału - chyba tylko głośnymi reklamami... Podchodziłam do tej historii kilkukrotnie, wreszcie zmusiłam się, by wysiedzieć do setnej strony. Stwierdziłam, że jeśli do tego czasu mnie nie wciągnie, daję sobie spokój.

I zrezygnowałam. Papierowe postaci i...
Jedna z najgorszych książek, jakie wpadły mi w ręce w tym roku. Naprawdę nie rozumiem, czym Bonda zasłużyła sobie na tytuł Królowej Kryminału - chyba tylko głośnymi reklamami... Podchodziłam do tej historii kilkukrotnie, wreszcie zmusiłam się, by wysiedzieć do setnej strony. Stwierdziłam, że jeśli do tego czasu mnie nie wciągnie, daję sobie spokój.

I zrezygnowałam. Papierowe postaci i dialogi, zero napięcia, nieciekawi bohaterowie, w których nie ma emocji ani niczego, co przykułoby uwagę, co sprawiałoby, że chce się o nich czytać. I ten styl pisania. Rozchwiany, nieprzyjemny, dla mnie utrudniający czytanie i nużący... poprawny do przesady, a przez to nijaki. Niby autorka powinna mieć przepracowania w pisaniu, skoro była dziennikarką, ale zupełnie tego nie czuć.

Zdecydowanie odradzam lekturę tej powieści.

pokaż więcej

 
2017-07-05 18:13:46
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 r., Wakacje '17

Waham się między oceną ,,przeciętna" a ,,dobra", lecz chyba poprzestanę na tej pierwszej. Nie do końca jestem zadowolona z lektury tej książki - uważam, że nic bym nie straciła, gdybym się z nią nie zapoznała. Owszem, wciągnęła mnie i nie opuszczała aż do momentu poznania tajemnicy... ale żeby był to najlepiej sprzedający się debiut w Wielkiej Brytanii? Poważnie? Fabuła była pomysłowa, lecz... Waham się między oceną ,,przeciętna" a ,,dobra", lecz chyba poprzestanę na tej pierwszej. Nie do końca jestem zadowolona z lektury tej książki - uważam, że nic bym nie straciła, gdybym się z nią nie zapoznała. Owszem, wciągnęła mnie i nie opuszczała aż do momentu poznania tajemnicy... ale żeby był to najlepiej sprzedający się debiut w Wielkiej Brytanii? Poważnie? Fabuła była pomysłowa, lecz jednocześnie naiwna. Postacie wydawały mi się bardzo jednowymiarowe, a trzy narratorki: Rachel, Anna i Megan - zbyt podobne; autorka mogła się bardziej postarać przy pisaniu z ich perspektywy, bo czytelnik nie daje się zwieść iluzji, że wypowiadają się trzy różne osoby. Zbyt podobne punkty widzenia, dobór słów... Z każdą z nich było coś nie tak, każda wydawała mi się tak potwornie skupiona na sobie i własnym nieszczęściu, każda przejawiała jakieś zachowania neurotyczne. Dlaczego chociaż jedna z bohaterek nie mogła być miła, przyjazna, empatyczna, pozytywnie nastawiona do świata?

Na lubimyczytac jest może opinii, że będę się streszczała ze swoją. Uważam, że na plus zasługuje pomysł na przedstawianie wydarzeń - początkowo Rachel wypowiada się tylko i wyłącznie podczas jazdy pociągiem, coś zauważa; później narracja przeskakuje na kolejną bohaterkę itd. Był to ciekawy zabieg, utrzymywał uwagę czytelnika.

Główna intryga wciąga, chce się odkryć tajemnicę. Rachel, chociaż może budzić irytację, sprawia, że kibicuje jej się w odkrywaniu tajemnic. Niestety, to jedyna postać, która wzbudziła moją sympatię. Do wad, jak już wspomniałam, zaliczam bohaterów - moim zdaniem wszyscy byli papierowi i drętwi, nakreśleni bardzo powierzchownie. Zwłaszcza Anna - postać skrajnie niewiarygodna.

Błagam... Ostatnia scena (rozdział) psuje odbiór całości. Żona, która kocha męża, żyła z nim pod jednym dachem przez tyle lat... po prostu go dobija? Chce, by umarł? Rozumiem, że był psychopatą, że poznała go z trochę innej perspektywy, że ją zdradzał i się go bała, ale i tak jej zachowanie było dla mnie zbyt przerysowane. To już mogła po prostu patrzeć, jak ten się wykrwawia i w oszołomieniu się nie ruszyć, zamiast podbiec do męża i jeszcze go dobić...

Przemyślenia Anny wydawały mi się bardzo na siłę i dotyczyły tylko trzech rzeczy: dziecka, jej faceta i Rachel. Kiedy czytałam jej naiwne myśli i troski dnia codziennego, odnosiłam wrażenie, że to nie powieść, lecz blog jakiejś małolaty lub nierozgarniętej ,,madki". Jak dla mnie bez szkody dla całości można by usunąć te sceny.

Jeszcze co do psychopatów - ich nasilenie w tej powieści poraża. Aż dwóch bezwzględnych, niezrónoważonych drani na przestrzeni jednej ulicy, w odległości pięciu domów? Powieść traci na tej powtarzalności motywów.

Cathy i i jej relacje z Rachel już drażniły (kopiuj-wklej przez całą powieść: pierwsza się wścieka o alkohol, a druga ukrywa przed nią pijaństwo i w kółko przeprasza). Wątek rudzielca był dla mnie absolutnie zbędny i autorka wprowadziła go chyba tylko po to, by czytelnik mógł się pozastanawiać, czy ma on coś wspólnego z całą sprawą. Niestety, nie ma. Oczywiście autorka stara się uzasadniać, że nie wprowadziła go na próżno, ale niestety jest to mało przekonujące.

Podobał mi się za to wątek terapeuty i Megan.

Dobre czytadło na podróż w pociągu - tyle i aż tyle.

pokaż więcej

 
2017-06-17 10:33:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 r., Wakacje '17
Cykl: Harry Potter (tom 1)

Powróciłam do tej książki po latach i jestem zachwycona. Nie sądziłam, że można zawrzeć tyle treści w powieści dla dzieci, a jednocześnie skomponować to na tyle zmyślnie, by nawet dorosły czytelnik pochłaniał fabułę z ciekawością.

Śmiałam się z zabawnych sytuacji i żartów bardziej niż jako trzynastolatka. Doceniłam również to, co umknęło mi, kiedy byłam dzieckiem. Autorka zszyła w jedność...
Powróciłam do tej książki po latach i jestem zachwycona. Nie sądziłam, że można zawrzeć tyle treści w powieści dla dzieci, a jednocześnie skomponować to na tyle zmyślnie, by nawet dorosły czytelnik pochłaniał fabułę z ciekawością.

Śmiałam się z zabawnych sytuacji i żartów bardziej niż jako trzynastolatka. Doceniłam również to, co umknęło mi, kiedy byłam dzieckiem. Autorka zszyła w jedność wiele elementów - zagadkę do rozwiązania, wielowątkową fabułę, bogatą historię (zarówno bohaterów, jak i danych miejsc, wykreowanego świata), ciekawe relacje międzyludzkie... a jednocześnie zapis uniwersalnej opowieści o dorastaniu i poszukiwaniu swojego miejsca na świecie.

Wiem, że (zwłaszcza w Polsce) Harry Potter jest krytykowany. Uważam jednak, że dziecko wyniesie z książek Rowling co innego niż przeświadczenie, że czarodzieje istnieją naprawdę. To kopalnia uniwersalnych i ważnych wartości. Seria o Harrym Potterze porusza problemy, z jakimi stykają się zwyczajne dzieci (np. przemoc w szkole, pragnienie przynależności, sprzymierzeńcy i mentorzy, rozróżnianie dobra od zła) i ubiera to w piękny, wielobarwny świat.

pokaż więcej

 
2017-06-10 16:01:25
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 r.
Cykl: Joanna Chyłka (tom 3)

Trzeci tom utrzymał poziom poprzednich. Ogromny plus za wątek nietolerancji i pokazania środowiska cygańskiego – był interesujący i zgrabnie poprowadzony. Pióro lekkie, tempo akcji szybkie, środowisko prawnicze – wielobarwne. Humor trafia w mój gust. Może nie każdego przekona, ale bardzo lubię ten typ żartów.

O Chyłce pisałam już w poprzednich opiniach – nie przekonowała mnie do siebie,...
Trzeci tom utrzymał poziom poprzednich. Ogromny plus za wątek nietolerancji i pokazania środowiska cygańskiego – był interesujący i zgrabnie poprowadzony. Pióro lekkie, tempo akcji szybkie, środowisko prawnicze – wielobarwne. Humor trafia w mój gust. Może nie każdego przekona, ale bardzo lubię ten typ żartów.

O Chyłce pisałam już w poprzednich opiniach – nie przekonowała mnie do siebie, drażniła, wręcz momentami chciałam, aby Oryński i kancelaria zmietli ją z powierzchni ziemi (co nie powinno mieć miejsca – autor starał się przekonać odbiorców powieści, że powinni jej kibicować). Jest dla mnie niewiarygodna, sztuczna, w przeciwieństwie do Oryńskiego, którego naprawdę lubię jako bohatera.

Ojciec Chyłki – jak dla mnie wielka pomyłka. Nie wniósł do tej powieści absolutnie nic – nie wiem, po co Mróz wprowadził go do fabuły. Rozumiem, że miał być jakąś furtką do przeszłości głównej bohaterki, ale w gruncie rzeczy można było obejść się bez niego. Jego rola ogranicza się do wydzwaniania do córki i nawiedzania jej w domu przy akompaniamencie jej jęków ,,Wyjdź, nie mamy o czym rozmawiać”. I tak kilka razy. To było też denerwujące. Pojawiła się strzelba, ale nie wystrzeliła. Ojciec też powinien być bardziej stanowczy, czytelnik oczekiwał, że wydarzy się coś wielkiego, a nie, że zostanie tak łatwo spławiony.

Tak samo romans ze Szczerbińskim. Jego postać niby odgrywała jakąś rolę, ale jednak zbyt małą, aby był ,,potrzebnym" bohaterem. Po prostu wydawał mi się zbędny. Byłoby ciekawiej, gdyby Mróz wprowadził jakąś głębszą relację między panią adwokat a policjantem.

Również wątek Langera wydawał mi się odrobinę niedopracowany. Wielki psychopata i przedsiębiorca, który jedyne, co robi, to trzęsie się ze strachu przed Chyłką i co rusz grozi Oryńskiemu: ,,Zrób coś z nią, bo inaczej będzie źle”? Czy tak postąpiłby biznesmen z mnóstwem kasy, nieprzebierający w środkach, by zniszczyć daną osobę?

Chyba największą słabością tej powieści jest brak autentycznego strachu o bohaterów - odnoszę wrażenie, że autor lubi Chyłkę i chroni ją niewidzialną tarczą, przez co wyjdzie ze wszystkich kłopotów bez ani jednego draśnięcia.

Niemniej z chęcią sięgnę po kolejny tom.

pokaż więcej

 
2017-06-10 15:34:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zdecydowanie odradzam czytanie tego ,,poradnika”, o ile można w ten sposób nazwać couch-bełkotliwy twór, jaki wydał pan Winiarski. Uzasadnię to cytatem użytkowniczki, która niestety usunęła konto: ,,Nie po bandzie, a po gębie. Jakbym dostała po gębie. Pisania bestsellerów uczy nas Nikt w literaturze - bez znaczących osiągnięć, bez stylu, bez bestsellera na twórczym koncie. Festiwal próżności i... Zdecydowanie odradzam czytanie tego ,,poradnika”, o ile można w ten sposób nazwać couch-bełkotliwy twór, jaki wydał pan Winiarski. Uzasadnię to cytatem użytkowniczki, która niestety usunęła konto: ,,Nie po bandzie, a po gębie. Jakbym dostała po gębie. Pisania bestsellerów uczy nas Nikt w literaturze - bez znaczących osiągnięć, bez stylu, bez bestsellera na twórczym koncie. Festiwal próżności i autokreacji Jakuba Winiarskiego. Nie polecam.”.

Nic dodać, nic ująć – o pisaniu bestsellerów wypowiada się autor, którego powieści nie zyskały popularności. Nazwisko też było mi nieznajome, ale stwierdziłam, że trudno – może to ktoś znaczący w literackim świecie i to ja jestem niedoinformowana? Zaczęłam czytać. Kolejny obuch. Pierwsza strona zionie głupkowatą motywacyjną gadką, w dodatku tanim lizusostwem. Już od pierwszych zdań, które brzmią:

,,Umówmy się. Czytasz tę książkę, ponieważ jesteś bystrzejszy od innych”.

Szkoda, że autor nie tłumaczy, skąd wziął tak idiotyczną impikację. Dalej tylko zapełnia miejsce na papierze: ,,Skąd to wiem? Ponieważ czytasz tę książkę. Jesteś też pewnie trochę crazy, co? Zgadłem?”. Eee, nie zgadł pan. Miał pan nauczać o pisaniu, czy tworzyć mój portret psychologiczny?

Szczerze powiedziawszy, poczułam się głupsza od całej hordy pisarzy, czytając coś tak kiepskiego. Długo nie wytrzymałam. Myślałam, że Prószyński i S-ka wydają książki prezentujące minimalny poziom, ale się zawiodłam.

Przejrzałam ,,Po bandzie” i nie dowiedziałam się niczego nowego o literackim rzemiośle. To wszystko już było. Jeśli ktoś interesuje się pisaniem, powinien znać większość zagadnień i przedstawianych tu rad. Uważam, że to absolutne podstawy, oczywistości, coś jak tabliczka mnożenia dla profesora matematyki.

Styl tego pana jest okropny. To usilne spoufalanie się z czytelnikiem, przekonywanie go do czegoś... bardzo sztuczne. I irytujące. Autor działał na mnie drażniąco aurą profesjonalisty przez małe p. Trochę zabawne, że przywołuje nazwiska swoich wychowanków z taką dumą, podczas gdy oni również nie odnieśli sukcesu na rynku wydawniczym.

Na łopatki rozłożyła mnie strona trzecia, na której możemy przeczytać, że nie liczy się jakość, a... ilość. Naprawdę? Płodzenie bezkształtnej brei tekstu można doradzać komuś, kto dopiero szuka swojego stylu, a nie osobie, która pragnie wydać bestseller. A potem dziwimy się, że polski rynek książki to w dużej mierze chłam.

pokaż więcej

 
2017-05-28 11:46:28
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, 2017 r.
Cykl: Joanna Chyłka (tom 2)

Przed snem zaczęłam czytać ,,Zaginięcie”, licząc, że podczas lektury pierwszych stron przyjdzie po mnie zmęczenie. Niestety, powieść wciągnęła do tego stopnia, że skończyłam dopiero o piątej nad ranem. Po prostu musiałam dowiedzieć się, kto stoi za zaginięciem dziecka.

Druga część przygód Chyłki i Oryńskiego podobała mi się bardziej od pierwszej. Bardzo przypadł mi do gustu humor Mroza, a...
Przed snem zaczęłam czytać ,,Zaginięcie”, licząc, że podczas lektury pierwszych stron przyjdzie po mnie zmęczenie. Niestety, powieść wciągnęła do tego stopnia, że skończyłam dopiero o piątej nad ranem. Po prostu musiałam dowiedzieć się, kto stoi za zaginięciem dziecka.

Druga część przygód Chyłki i Oryńskiego podobała mi się bardziej od pierwszej. Bardzo przypadł mi do gustu humor Mroza, a także sposób przedstawienia postaci. Odnoszę wrażenie, że bohaterowie ewoluowali. Zwłaszcza Oryński, który przestał być tylko popychadłem i kukiełką, a sam zaczął działać, drążyć, myśleć.

Świat, jaki stworzył autor, wciąga. Zarówno zagadka, jak i środowisko kancelarii przyciągają uwagę. Czułam się, jakbym oglądała dobry serial ze świetnie wykreowanymi postaciami. Dialogi jak zwykle mistrzowskie. Nawet kiedy postacie ględzą o niczym lub tylko sobie dokuczają, brzmi to interesująco i wiarygodnie.

Cieszę się, że Mróz poszedł w stronę wątku miłosnego. Uśmiechałam się, kiedy postaci próbowały nieporadnie odnaleźć się w bliskości, jaka między nimi zaszła. Czuć tę chemię między Chyłką i Oryńskim i nie wydaje mi się to w żaden sposób wymuszone.

To dobra powieść, jednak mogłaby być jeszcze lepsza. Odniosłam wrażenie, że autor sięgnął (świadomie lub nie) po sprawdzone wcześniej chwyty, znane z ,,Kasacji”. Podobne zagrania – szpital, pobicie, przypływ mocy Oryńskiego, który nagle niczym Superman walczy, kiedy ktoś obrazi Chyłkę.

Właśnie, Chyłka. Chociaż budzi sympatię, szybko mnie zmęczyła swoją osobą. Miałam ją dość już w połowie książki. To było ciekawe, kiedy obrażała innych i nie odpuszczała, ale z czasem zaczęło drażnić. Przede wszystkim czyni to z niej postać (moim zdaniem) jednowymiarową – nie zaskakuje niczym, łatwo przewidzieć, że jeśli coś jej się nie spodoba, to zacznie bluzgać.

Po drugie, jakoś nie chce mi się wierzyć, że za każdym razem w rzeczywistym świecie uchodziłoby jej to na sucho. Społeczeństwo jest jednak organizmem i ktoś taki szybko skreśliłby możliwość współpracy… tak mi się wydaje. Jej zachowania wydają mi się sztuczne, tak samo jak reakcje bohaterów na takie ekscesy. Nagle wszyscy milczą, odpowiadają jej kulturalnie, nikt nie traci nad sobą kontroli i nikt nie krzyczy na nią. Chyłka też mogłaby mieć jakieś zahamowania. Niestety, wydaje mi się coraz bardziej schematyczna, a jej ciągła uszczypliwość później denerwowała. Nie chciało mi się czytać rozmów z Oryńskim, bo praktycznie każda odpowiedź była na siłę złośliwa. Mało konkretów, dużo niepotrzebnych przepychanek. W nadmiarze stawało się to niestrawne.

I jeszcze: nie podobało mi się, że większość organów ścigania wychodzi na głupich. Kiedy zachodzi potrzeba, nagle nikt nie chce współpracować, każdy utrudnia śledztwo, każdy ma jakieś ,,ale".

Przyczepiłabym się jeszcze do matki dziewczynki. Jak dla mnie jej postać wręcz krzyczała, że coś jest nie tak. Im dalej w las, tym gorzej. Rozumiem, że to pewnie był celowy zabieg, ale wydała mi się ciut nierealistyczna ze swoim swobodnym podejściem do zniknięcia córki. Niestety, jej mąż również. Rodzice kochający dziecko stawaliby na rzęsach, byle tylko odnaleźć zgubę. Przecież to powinien być ich absolutny priorytet, bo każda minuta zwlekania mogła kosztować dziecko życie! A ci rodzice, niby tacy zatroskani, zajmowali się głównie oczyszczaniem siebie z zarzutów. Bardzo rzuca się to w oczy i właściwie postać dziecka nie gra tutaj roli, mimo że rzekomo ono było najważniejsze.

Niemniej bardzo podobała mi się ta powieść. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kolejne części. :)

pokaż więcej

 
2017-05-21 22:48:10
Dodała książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2017-05-06 12:33:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Death Note (tom 1)

Kocham tę serię. Po pięciu latach zapoznałam się z nią ponownie – zarówno z wersją papierową, jak i animowaną. ,,Death Note” nic nie stracił w moich oczach, wręcz przeciwnie – mniej lub bardziej dyskretne nawiązania do Biblii, to tekstów kultury, nieczytelne dla trzynastolatki, teraz dopełniały kolorytu dzieła i zwróciły moją uwagę na nowe znaczenia ukryte w fabule.

Na czym polega fenomen tej...
Kocham tę serię. Po pięciu latach zapoznałam się z nią ponownie – zarówno z wersją papierową, jak i animowaną. ,,Death Note” nic nie stracił w moich oczach, wręcz przeciwnie – mniej lub bardziej dyskretne nawiązania do Biblii, to tekstów kultury, nieczytelne dla trzynastolatki, teraz dopełniały kolorytu dzieła i zwróciły moją uwagę na nowe znaczenia ukryte w fabule.

Na czym polega fenomen tej serii? Po pierwsze, od razu wiemy, ,,kto zabił” i śledzimy, jak radzi sobie z siedzącą mu na karku policją. Po drugie, uniwersalizm poruszanych tematów – naiwne pragnienie zmiany świata na lepsze, które znajduje szansę w przypadku. Notes trafia w ręce jednostki wybitnej i zdolnej do przełomowych zmian. Tak ogromna władza wymaga wyrzeczeń, wyzbycia się skrupułów, wręcz zduszenia w sobie człowieczeństwa – w imię otrzymania atrybutów boskości i tytułu ,,boga”, o który to ubiega się Light. Szaleństwo, które zaczyna nawiedzać protagonistę pod wpływem strachu i kolejnych ofiar, jest przekonujące, a wielopoziomowa gra między nim a L, zaś później – jego następcami, wciąga i nie pozwala oderwać się od tej historii… Aż do szóstego tomu, po którym następuje gwałtowny spadek jakości i wiarygodności postaci i akcji.

Byłam rozczarowana. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego scenarzysta zdecydował się napisać aż dwanaście tomów, skoro kilka z nich było – moim zdaniem – zbędnych i psujących opinię o poprzednich. Ani to szczególnie ciekawe, ani nie wniosło niczego istotnego do fabuły. Wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej namieszało, tym razem w negatywnym sensie. Tak jak wcześniej zwroty akcji potrafiły umiejętnie grać na emocjach czytającego, tak późniejsze wydarzenia sprawiają, że wątpi on w wiarygodność wykreowanego świata.

Oczywiście do odpowiedniego odbioru ,,Notatnika Śmierci” potrzebna jest doza naiwności ze strony czytelnika, ale wcześniej twórcy dbali, aby zachować chociaż umowny realizm. Natomiast akcja w tomach 7 – 11 przybiera tak absurdalną formę, że nie da się tego czytać. Zawiłe pozory logiki, kretynizm policjantów oraz Light, który wodzi wszystkich za nos. Jego zdolności dedukcji i przewidywania przyszłości stają się nie do strawienia nawet dla mnie, czytelniczki, która wcześniej entuzjastycznie (choć z przymrużeniem oka) przyjęła pojedynek między nim a L’em. To już nie jest wnioskowanie, a magia, branie wyjaśnień z powietrza.

Dobrze, że pierwowzór nadrabia ostatnim tomem. Aby uniknąć spoilerów, napiszę tylko, że jest o wiele ciekawsze niż to, które serwują twórcy anime. Więcej emocji, wątpliwości, mniej przesadnej (i niekiedy śmiesznej) egzaltacji.

Manga jest zdecydowanie lepsza od ekranizacji, ponieważ udało jej się uniknąć większości luk logicznych związanych z notesem. Zasady korzystania z Death Note’a zostały wyjaśnione przystępnie i szczegółowo. W dodatku scenarzysta i rysownik niejednokrotnie inaczej przedstawili sceny, które w anime są interpretowane inaczej.

Dużą zaletą jest niezwykły główny bohater, a wręcz antybohater – genialny, przystojny, zdeterminowany, by za wszelką cenę zwyciężyć. Doceniam jego postać, chociaż niejednokrotnie życzyłam mu śmierci, nie mogąc patrzeć, jak po raz kolejny dzięki większej wiedzy o notatniku manipuluje innymi.

Podobało mi się, że w papierowej wersji nie obdarto go z właściwych nastolatkowi wątpliwości czy uczuć – przynajmniej początkowo. Niestety, na dłuższą metę Light jest dość powierzchowną i mało ciekawą postacią. Sposób, w jaki przedstawiono jego psychikę – niespójny. Zwłaszcza potwornym niedociągnięciem zdaje się jego zachowanie po utracie pamięci. Nagle przechodzi nagłą transformację charakteru. Od pierwszego rozdziału mangi dawano czytelnikowi do zrozumienia, że jest on zadufanym w sobie nastolatkiem, czującym się lepszym od innych. Był taki już bez Death Note’a. Notatnik tylko pchnął go w stronę tego zła, które lęgło się w nim od samego początku. Dlaczego więc autorzy chcą przekonać czytelnika, że odpowiedzialność za to spoczywa tylko w magicznym przedmiocie?

Chociaż akcja skłania do przemyśleń odnośnie człowieczeństwa, zmian, tego, czym jest dobro, nie nazwałabym tej serii ,,głębszą”. Jako rozrywka spełnia się świetnie – twórca nie lekceważy czytelników, zaskakuje ich nieustannie i dba o suspens.

Siłą tej serii są również bohaterowie. Dla nich warto było śledzić fabułę, chociaż, jak już wspomniałam, sposób ich przedstawienia jest powierzchowny.

L – geniusz. Oryginalna, specyficzna postać, najpopularniejsza zarówno wśród fanów serii, jak i osób, które nigdy nie siedziały w fandomie. Twórcy twierdzą, że L i Light różnią się wszystkim, poza genialnością, choć ja zauważyłam jeszcze jedno podobieństwo – oboje byli vicemistrzami tenisa.

Grupa dochodzeniowa. Niby schematyczna, ale ciekawa i różnorodna. Seichiro Yagami – typowy ,,zły policjant”, choleryk, przykładny Japończyk, dla którego liczy się prawość i honor, oraz jego syn – mający niby podobne poglądy, a jednak postępujący skrajnie inaczej.

Ryuk. Świetna postać, bez którego ironicznych komentarzy ,,Death Note” nie byłby już taki sam.

Często słyszy się, że najbardziej znienawidzoną postacią jest Misa i choć początkowo również mnie drażniła, to z czasem doceniłam jej postać i elementy komediowo-obyczajowe, które równoważyły ciężar fabuły.

Interesująca jest jeszcze jedna rozbieżność między ekranizacją, a komiksem – twórcy anime poszli w stronę uwznioślania Lighta oraz ,,biblizacji” serii (czytanie Biblii na lekcji, scena mycia stóp Lighta – zawoalowana aluzja do Jezusa). Chociaż moim zdaniem odniesienie do Marii Magdaleny jest już zbyt... balansujące na granicy dobrego smaku? Wydźwięk tej sceny jest jasny: Lighta pokazano jako Boga, a L to grzesznik, który oddaje mu cześć. Już nie wspomnę o homoseksualnym podtekście tej sceny. Obawiam się, że o to właśnie chodziło - by fandom miał pożywkę. Jak dla mnie tego typu nawiązania są już zbyt ,,grube”. ;)

pokaż więcej

 
2017-05-01 17:47:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zawiodłam się na tej książce. Czyta się ją bez żadnego napięcia i emocji, bez strachu o bohaterów, którzy wydają się tylko marionetkami w rękach autora. Są płascy, nudni, a ich zachowania przewidywalne. Nie przekonała mnie do siebie ani jedna postać z tej powieści - wszystkie wydają się nijakie i nierealistyczne, sklejone z kilku cech. Nie ciągną fabuły, która sama z siebie też nie potrafi się... Zawiodłam się na tej książce. Czyta się ją bez żadnego napięcia i emocji, bez strachu o bohaterów, którzy wydają się tylko marionetkami w rękach autora. Są płascy, nudni, a ich zachowania przewidywalne. Nie przekonała mnie do siebie ani jedna postać z tej powieści - wszystkie wydają się nijakie i nierealistyczne, sklejone z kilku cech. Nie ciągną fabuły, która sama z siebie też nie potrafi się obronić. Schemat goni schemat. Dialogi sztywne, teksty gangsterów ocierają się o tandetę... w ogóle nie czułam tego klimatu międzywojennej Warszawy. Miałam wrażenie, jakbym czytała kiepski fanfik.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
579 125 8138
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (883)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (7)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd