Salma 
"Nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunki z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił pomiędzy nami a nimi." M.Kundera ///// "Uczymy się wszystkiego, co dotyczy ciała, rolnictwa w Pretorii, pierwiastka z pi, czy jak się to nazywa, ale ani słowa o duszy. Nasza wiedza o nas samych i naszych bliźnich jest przerażająco mała. Mówi się też czasami, że dzieci należy wychowywać w duchu miłości, zrozumienia, tolerancji, równości i innych takich modnych haseł, już sam nie wiem jakich. Ale nikt nie pomyślał, że najpierw musimy nauczyć się nieco o nas samych i naszych uczuciach. Poznać własny strach, samotność i agresję. W tym momencie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie [...] . Jak mamy kiedykolwiek zrozumieć innych, jeżeli o samych sobie nie wiemy nic." I. Bergman: "Sceny z życia małżeńskiego"
33 lat, status: bibliotekarz, dodał: 39 książek i 1 cytat, ostatnio widziany 8 godzin temu
Teraz czytam
  • Aleja włókniarek
    Aleja włókniarek
    Autor:
    „Gdyby Pan Bóg dzisiaj wygnał Ewę z raju, rzuciłby na nią przekleństwo: Będziesz dzieci rodziła jako prządka!”. To przekleństwo unosi się nad wszystkimi bohaterkami tej książki i wszystkimi kobietami,...
    czytelników: 312 | opinie: 7 | ocena: 7,19 (32 głosy)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-18 01:38:39
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-10-12 13:13:56
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
Seria: Reportaż
 
2018-10-12 13:13:21
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-02 19:35:52
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-09-30 01:07:58
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Ulubione, Wspomnienia z dzieciństwa
 
2018-09-29 20:21:17
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-09-28 21:14:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-09-19 16:05:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-09-19 16:05:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zainteresowałam się tą książką myśląc, że będzie zawierała genezę ataku na WTC w 2001 roku. Poniekąd ją zawiera, ale opisuje wiele więcej. To właściwie kompletna historia radykalnego islamu i tego, co radykaliści zwą dżihadem, czyli świętą wojną. Zważywszy, że autor bardzo dokładnie wnika w struktury radykalistów, przedstawia wiele świadectw, a cała historia zaczyna się w latach 50. XX wieku,... Zainteresowałam się tą książką myśląc, że będzie zawierała genezę ataku na WTC w 2001 roku. Poniekąd ją zawiera, ale opisuje wiele więcej. To właściwie kompletna historia radykalnego islamu i tego, co radykaliści zwą dżihadem, czyli świętą wojną. Zważywszy, że autor bardzo dokładnie wnika w struktury radykalistów, przedstawia wiele świadectw, a cała historia zaczyna się w latach 50. XX wieku, stwierdzam, znawca tematu jednak nie będąc, że jest to kawał dobrej roboty. Poza tym, że życiorysy, działalność czołowych przywódców radykalnego islamu zostały bardzo szczegółowo opisane, książkę czyta się, jak dobrą sensację. Strony są bowiem dwie - mamy tutaj i tych, którzy w obecnych czasach uważani są za terrorystów, a ponadto ich tropicieli, agentów próbujących przejrzeć ich zamiary i uchronić obywateli swoich krajów przed katastrofą. Dopiero pod koniec książki, chronologicznie ułożonej, rzecz jasna, poznajemy szczegóły przygotowań i przeprowadzenia ataku na WTC, a także analizę zdarzeń biorącą pod uwagę nieudolność amerykańskich służb bezpieczeństwa. Choć wielkiego porównania w książkach o tej tematyce nie mam, uważam, że jeśli chodzi o zgłębianie wiedzy na temat genezy radykalnego islamu i dżihadu - lektura tej pozycji powinna być obowiązkowa na liście.

pokaż więcej

 
2018-08-31 15:04:51
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Zachęcona lekturą poprzedniej, dość wciągającej powieści autorki "Idealna", z ochotą sięgnęłam po jej kolejny thriller. Być może zbyt wysoko oceniłam wcześniej czytaną książkę i dlatego zbyt wiele oczekiwałam od kolejnej. Okazuje się bowiem, że pani Stachula wyrobiła sobie najwidoczniej jeden wzór, według którego stara się prowadzić fabułę. Kilka osób, trzy - cztery wystarczą, każdy rozdział... Zachęcona lekturą poprzedniej, dość wciągającej powieści autorki "Idealna", z ochotą sięgnęłam po jej kolejny thriller. Być może zbyt wysoko oceniłam wcześniej czytaną książkę i dlatego zbyt wiele oczekiwałam od kolejnej. Okazuje się bowiem, że pani Stachula wyrobiła sobie najwidoczniej jeden wzór, według którego stara się prowadzić fabułę. Kilka osób, trzy - cztery wystarczą, każdy rozdział opisany z perspektywy innej osoby, które przez dłuższy czas jakby nie współistnieją, żeby na koniec zostały ze sobą ściśle powiązane. Bardzo długo tworzona atmosfera tajemniczości, lekkiej paranoi, by na koniec zaowocować, co prawda zaskakującym, jednak nie z powodu swojej wybitności, zakończeniem. Ma ono wprawdzie jakiś sens, jednak jest mało efektowne i słabo akceptowalne dla czytelnika chcącego dawać wiarę w poznawaną historię. Zakończenie jest bowiem nieco wydumane i mało prawdopodobne, przy czym wcześniejsza treść powieści jest dość realistycznie zbudowana. To po prostu do siebie nie pasuje. Bohaterowie dwóch (pierwszej pt. "Trzecia" nie czytałam) książek Stachuli właściwie się powtarzają. Charakterologicznie są bardzo podobni. Autorka albo uznała, że osoby z lekkimi problemami psychicznymi, osobowościowymi są niezwykle ciekawe, albo po prostu są niezbędnym elementem powieści pretendujących do miana thrillera psychologicznego. W efekcie jednak są lekko nudne, ich problemy wydają się być wyolbrzymiane przez pisarkę, która nimi właśnie próbuje nadać swoim postaciom wyjątkowy charakter. Nie wyobrażam sobie, że kolejna, czwarta już książka Magdy Stachuli będzie w podobnym tonie. Na dłuższą metę to się nie powinno udać.

pokaż więcej

 
2018-08-28 16:41:47
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Z racji, że za klerem nie przepadam, nie jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego przeczytałam tę książkę. Chyba jedynie ze względu na intrygujący tytuł i na jej popularność już przed wydaniem. Postanowiłam, że zacznę, spróbuję, a potem, to się zobaczy, czy warto tę książkę dokończyć. Do momentu podejmowania decyzji o sfinalizowaniu lektury nie dotarłam, bo po prostu wcześniej ją przeczytałam, od... Z racji, że za klerem nie przepadam, nie jestem w stanie wyjaśnić, dlaczego przeczytałam tę książkę. Chyba jedynie ze względu na intrygujący tytuł i na jej popularność już przed wydaniem. Postanowiłam, że zacznę, spróbuję, a potem, to się zobaczy, czy warto tę książkę dokończyć. Do momentu podejmowania decyzji o sfinalizowaniu lektury nie dotarłam, bo po prostu wcześniej ją przeczytałam, od deski do deski. Książka porywa. ten cały Czendlik to gość z głową na karku. Ksiądz, ale jakiś taki normalny, życiowy, jakby określiła go moja mama. To taki szczery, prosty ksiądz, który nie boi się być po prostu człowiekiem. Ot ksiądz, który za życia jeszcze nie poczuwa się do bycia świętym. Taki, który jakimś cudem nie boi się przyznać, że ma różne ciągoty, że podobają mu się kobiety, a nawet czasem się w nich zakochuje, że alkohol go kusi, a nawet czasem się nim upija, że jest po prostu zwykłym człowiekiem, którego kusi wiele pokus, popełnia błędy, doznaje porażek. Taki po prostu normalny facet. Zachwycił mnie swoim zwykłym patrzeniem na świat, przyjmowaniem go takim, jakim jest, bez zbędnych bohaterskich, moralizatorskich prób zmieniania go. I tym również, że tak normalnie potrafi mówić o życiu, o innych ludziach, że nie moralizuje, ze stara się rozumieć, że właściwie to rozumie i akceptuje. Jakkolwiek nie uznaję instytucji kościoła, nie przepadam za księżmi, ten wydał mi się całkiem "wporzo". Dzięki niemu możliwe, że spojrzę bardziej łaskawie na kilku innych, jeśli kiedyś spotkam ich na swojej drodze (chociaż w to wątpię, ale kto wie). Czendlik to gość z klasą. A "Automat do kawy" to dobra lektura. Polecam. Tak wierzącym, jak i niewierzącym. Tak tym pro- , jak i tym antykościelnym.

pokaż więcej

 
2018-08-24 00:17:45
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Trudna lektura. Mało sympatyczna dziewczyna. Bardzo niesympatyczny jej ojciec. I ta trudna relacja między nimi. Z jednej strony miłość i przywiązanie, z drugiej zależność i poddanie. Gdzieś tam jeszcze dziadek, który w sumie niewiele ma do powiedzenia, ale jednak oddziałuje na całokształt emocji panujących w tej rodzinie. Może oni wszyscy żyliby sobie w tej, powiedzmy, błogiej sielance, gdyby... Trudna lektura. Mało sympatyczna dziewczyna. Bardzo niesympatyczny jej ojciec. I ta trudna relacja między nimi. Z jednej strony miłość i przywiązanie, z drugiej zależność i poddanie. Gdzieś tam jeszcze dziadek, który w sumie niewiele ma do powiedzenia, ale jednak oddziałuje na całokształt emocji panujących w tej rodzinie. Może oni wszyscy żyliby sobie w tej, powiedzmy, błogiej sielance, gdyby nie fakt, że... Turtle zaczęła dorastać. Jak wiadomo, dorastanie to trudny czas, dla osoby dorastającej, a również, jeśli nie przede wszystkim, dla jej otoczenia. Turtle wreszcie zaczęła się postrzegać jako odrębna osoba, samostanowiąca, samodzielnie myśląca, dokonująca wyborów. Wtedy też pojawiają się, jak u każdej przeciętnej wchodzącej w nastoletniość osoby, zależności towarzyskie, często zauroczenia i miłostki. I to też dzieje się z Turtle, której zaczyna imponować jeden z, niewielu, kolegów. Wtedy to nasza bohaterka, musi dokonać wyboru. Tata - kochający źle, ale ponad wszystko, czy kolega, kochając jak na razie niepewnie, ale obiecująco pociągający? Myślę, że tu w tej książce nie chodzi tylko o chorą, patologiczną i zaborczą miłość ojca do córki. O cierpienie córki gwałconej przez rodziciela. Myślę, że tu właśnie przede wszystkim chodzi o dostrzeżenie i opisanie tego momentu dojrzewania, o którym wszyscy wiedzą, ale mało kto jest świadomy, kiedy on nadchodzi, kiedy dojrzewająca osoba zaczyna się po prostu stawać. Stawać się kimś samodzielnie myślącym, stanowiącym, decydującym o sobie samym. Oto nadchodzi bunt! Bunt osoby, która staje się świadoma swojej mocy, swojej siły. A z racji, że zderzają się ze sobą dwa światy, ten stary, zdechły, pozbawiony nadziei na cokolwiek i ten młody, wierzący w cuda, w swoją siłę, w to, ze jeśli się chce, to można wszystko, a nawet jeśli nie można, jeśli się nie da rady, to warto walczyć o swoje ideały, żeby poczuć wolność i niezależność. Czuję, że Turtle do samego końca waha się, nie jest pewna, jak powinna postąpić, jaką miłość i jakie przywiązanie powinna uznać za ważniejsze. Za każdym wyborem kryje się jakaś zdrada. Mimo, że bohaterka nie należy do najsympatyczniejszych, kibicuje jej i jestem z niej dumna, z jej wyborów i z jej stanowczości. Vive la liberté!

pokaż więcej

 
2018-08-23 01:24:37
Ma nowego znajomego: Joanna
 
2018-08-19 02:04:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Reportaż

Może nie jest to reportaż doskonały, może pokazuje realia jedynie z jednej strony - udzielając głosu wyłącznie matkom niepełnosprawnych dzieci, nie konfrontuje tym samym ich odczuć i opinii ze stanowiskiem pracowników instytucji, fundacji, ośrodków, szpitali. Doceniam jednak fakt, że autor udzielił głosu tym bohaterskim matkom, które każdego dnia stawiają czoła właściwie niemożliwemu. W kraju,... Może nie jest to reportaż doskonały, może pokazuje realia jedynie z jednej strony - udzielając głosu wyłącznie matkom niepełnosprawnych dzieci, nie konfrontuje tym samym ich odczuć i opinii ze stanowiskiem pracowników instytucji, fundacji, ośrodków, szpitali. Doceniam jednak fakt, że autor udzielił głosu tym bohaterskim matkom, które każdego dnia stawiają czoła właściwie niemożliwemu. W kraju, gdzie wiele jest niemożliwe, w starciu z bezdusznym i źle funkcjonującym systemem, a także z obojętnym społeczeństwem. W tych rodzinach nie ma krzty normalności. Wszystkie wpływy dzielone są na podstawowe potrzeby rodziny (opłaty, wyżywienie itd.) i potrzeby chorego dziecka (leki, rehabilitacje, sprzęt itd.). Zazwyczaj nie starcza, nawet ze wsparciem fundacji, jednego procenta itd. Te rodziny nie wydają pieniędzy na kino, parki rozrywek, markowe ciuchy i droższe samochody. Tam matka nie może sobie pozwolić na kieliszek wina wieczorem (nie raz, a zawsze tak jest), bo zawsze musi być gotowa jechać z dzieckiem do szpitala, gdy coś się wydarzy. Te matki nie śpią spokojnie ani raz, są notorycznie w pełnej gotowości do działania. Do cholery! Dlaczego samochodowy fotelik rehabilitacyjny może kosztować więcej niż sportowy skuter a miesięczny turnus rehabilitacyjny jest droższy niż miesięczny rejs po Nilu statkiem klasy luks? Nie podniosę tematu wysokości świadczenia pielęgnacyjnego, bo wiadomo, że więcej się nie da (ponoć). Żal mi tych pięciu kobiet z książki Hołubca i całego szeregu innych, które wychowują i pielęgnują swoje niepełnosprawne dzieci. Nie dlatego, że im się to "przytrafiło" - mieć chore, niepełnosprawne dzieci, ale dlatego, że funkcjonują w państwie i społeczeństwie, które spycha je i ich rodziny na margines. Kiedy mimo swojej waleczności o dobro dzieci, czują się bezsilne, bo instytucje pomocowe odmawiają wsparcia, rodzina i znajomi urywają kontakt, a ludzie na ulicy traktują je jak trędowate. Wierzę, a nawet obserwuję na przykładach z innych zakątków świata, że to się da zrobić inaczej i mam głęboką nadzieję, że i w Polsce kiedyś będzie się dało tego dokonać. Tylko ile jeszcze?

pokaż więcej

 
2018-08-17 00:12:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

"Mazel tow" to książka, która planowałam przeczytać, odkąd dowiedziałam się o jej wydaniu. Zaczęłam krótko po premierze. W końcu świat ortodoksyjnych Żydów, nieznany mi prawie zupełnie, musi być ciekawy przez swoją odmienność. Tymczasem historia, spisana na podstawie wspomnień autorki, jakkolwiek zawiera elementy szoku kulturowego i wzajemnego się poznawania, docierania i tolerowania, jest... "Mazel tow" to książka, która planowałam przeczytać, odkąd dowiedziałam się o jej wydaniu. Zaczęłam krótko po premierze. W końcu świat ortodoksyjnych Żydów, nieznany mi prawie zupełnie, musi być ciekawy przez swoją odmienność. Tymczasem historia, spisana na podstawie wspomnień autorki, jakkolwiek zawiera elementy szoku kulturowego i wzajemnego się poznawania, docierania i tolerowania, jest przede wszystkim opowieścią o wieloletniej przyjaźni, która zostaje zawarta pomiędzy osobami z innych światów. Autorka nie sili się tutaj na szokowanie czytelnika opisem zwyczajów praktykowanych przez ortodoksyjnych Żydów, a jedynie je opisuje i tłumaczy, w jaki sposób udało jej się je uszanować. Pokazuje w ten sposób, ze jest możliwa zgoda i wzajemne współistnienie bez konfliktów, bez względu na różnice kulturowe i wyznaniowe. Wystarczy odpowiednia doza szacunku i zaufania, głębsza świadomość różnorodności i jej akceptacja. Poza tym przesłaniem nie dostrzegłam w książce nic specjalnie porywającego, jest ona może momentami nawet czasem smętna. Wyjątek stanowi fragment o pierwszej podróży J.S. Margot do Izraela. Gdyby była to książka o tytule "Byłam korepetytorką w domu moich sąsiadów" miałaby chyba taki sam wydźwięk.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
937 287 1586
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (5)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd