Salma 
"Nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunki z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił pomiędzy nami a nimi." M.Kundera ///// "Uczymy się wszystkiego, co dotyczy ciała, rolnictwa w Pretorii, pierwiastka z pi, czy jak się to nazywa, ale ani słowa o duszy. Nasza wiedza o nas samych i naszych bliźnich jest przerażająco mała. Mówi się też czasami, że dzieci należy wychowywać w duchu miłości, zrozumienia, tolerancji, równości i innych takich modnych haseł, już sam nie wiem jakich. Ale nikt nie pomyślał, że najpierw musimy nauczyć się nieco o nas samych i naszych uczuciach. Poznać własny strach, samotność i agresję. W tym momencie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie [...] . Jak mamy kiedykolwiek zrozumieć innych, jeżeli o samych sobie nie wiemy nic." I. Bergman: "Sceny z życia małżeńskiego"
33 lat, status: bibliotekarz, dodał: 39 książek i 1 cytat, ostatnio widziany 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Moja najdroższa
    Moja najdroższa
    Autor:
    Przejmująca historia o żądzy władzy nad drugim człowiekiem. I ocaleniu. Najgłośniejszy amerykański debiut 2017 roku. Turtle Alveston ma czternaście lat i problemy z czytaniem. Potrafi za to świetnie...
    czytelników: 956 | opinie: 35 | ocena: 6,97 (157 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-08-19 02:04:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Reportaż

Do dzisiaj nie płakałam nigdy podczas czytania książki. Może nie jest to reportaż doskonały, może pokazuje realia jedynie z jednej strony - udzielając głosu wyłącznie matkom niepełnosprawnych dzieci, nie konfrontuje tym samym ich odczuć i opinii ze stanowiskiem pracowników instytucji, fundacji, ośrodków, szpitali. Doceniam jednak fakt, że autor udzielił głosu tym bohaterskim matkom, które... Do dzisiaj nie płakałam nigdy podczas czytania książki. Może nie jest to reportaż doskonały, może pokazuje realia jedynie z jednej strony - udzielając głosu wyłącznie matkom niepełnosprawnych dzieci, nie konfrontuje tym samym ich odczuć i opinii ze stanowiskiem pracowników instytucji, fundacji, ośrodków, szpitali. Doceniam jednak fakt, że autor udzielił głosu tym bohaterskim matkom, które każdego dnia stawiają czoła właściwie niemożliwemu. W kraju, gdzie wiele jest niemożliwe, w starciu z bezdusznym i źle funkcjonującym systemem, a także z obojętnym społeczeństwem. W tych rodzinach nie ma krzty normalności. Wszystkie wpływy dzielone są na podstawowe potrzeby rodziny (opłaty, wyżywienie itd.) i potrzeby chorego dziecka (leki, rehabilitacje, sprzęt itd.). Zazwyczaj nie starcza, nawet ze wsparciem fundacji, jednego procenta itd. Te rodziny nie wydają pieniędzy na kino, parki rozrywek, markowe ciuchy i droższe samochody. Tam matka nie może sobie pozwolić na kieliszek wina wieczorem (nie raz, a zawsze tak jest), bo zawsze musi być gotowa jechać z dzieckiem do szpitala, gdy coś się wydarzy. Te matki nie śpią spokojnie ani raz, są notorycznie w pełnej gotowości do działania. Do cholery! Dlaczego samochodowy fotelik rehabilitacyjny może kosztować więcej niż sportowy skuter a miesięczny turnus rehabilitacyjny jest droższy niż miesięczny rejs po Nilu statkiem klasy luks? Nie podniosę tematu wysokości świadczenia pielęgnacyjnego, bo wiadomo, że więcej się nie da (ponoć). Żal mi tych pięciu kobiet z książki Hołubca i całego szeregu innych, które wychowują i pielęgnują swoje niepełnosprawne dzieci. Nie dlatego, że im się to "przytrafiło" - mieć chore, niepełnosprawne dzieci, ale dlatego, że funkcjonują w państwie i społeczeństwie, które spycha je i ich rodziny na margines. Kiedy mimo swojej waleczności o dobro dzieci, czują się bezsilne, bo instytucje pomocowe odmawiają wsparcia, rodzina i znajomi urywają kontakt, a ludzie na ulicy traktują je jak trędowate. Wierzę, a nawet obserwuję na przykładach z innych zakątków świata, że to się da zrobić inaczej i mam głęboką nadzieję, że i w Polsce kiedyś będzie się dało tego dokonać. Tylko ile jeszcze?

pokaż więcej

 
2018-08-17 00:13:31
Dodał książkę na półkę: Teraz czytam
 
2018-08-17 00:12:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-08-16 12:40:30
Ma nowego znajomego: Suzi
 
2018-08-13 00:04:04
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-07-27 22:19:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Hotel Varsovie (tom 2)
 
2018-07-19 09:33:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Ostatnio udało mi się przeczytać kilka bądź to autobiografii, bądź to rozmów-rzek o życiu znanych ludzi. Na tle tych wcześniej przeczytanych autobiografia Yaloma wypada niezwykle słabo. Dzięki analizie słów, jakich używa autor opisując swoje życie, a także przez sposób przedstawienia poszczególnych przypadków, skupianie się na niektórych i bagatelizowanie innych, możemy ocenić czym życie dla... Ostatnio udało mi się przeczytać kilka bądź to autobiografii, bądź to rozmów-rzek o życiu znanych ludzi. Na tle tych wcześniej przeczytanych autobiografia Yaloma wypada niezwykle słabo. Dzięki analizie słów, jakich używa autor opisując swoje życie, a także przez sposób przedstawienia poszczególnych przypadków, skupianie się na niektórych i bagatelizowanie innych, możemy ocenić czym życie dla poszczególnej osoby jest/było. I tak np. dla Lejba Fogelmana jest niepowtarzalną przygodą, wielką niewiadomą, ciekawym wyzwaniem, dla Mariny Abramović jest ciągłym testowaniem siebie, odkrywaniem świata, ludzi, przekraczaniem granic, fascynującą podróżą. Dla Yaloma natomiast życie jest, albo było w zasadzie - zadaniem. I w ten sposób powstała w sumie nudna autobiografia, gdzie jej bohater i zarazem autor odhacza kolejne punkty swojego życia, a szczególnie: szkoły, staże i praktyki, twórczość naukowa i praca akademicka, praktyka zawodowa. Bardzo skąpo opowiada o zwykłym życiu, tak jakby było dla niego niewiele warte, przyznaje jednak, że jego pamięć bardzo go już zawodzi. Jedyne, co w tej książce i rozważaniach autora - psychiatry jest tak naprawdę warte uwagi, to jego rozważania na temat śmierci, odchodzenia, żegnania się ze światem. Dalsza część książki, gdzie notorycznie powraca do tematu odchodzenia, to na swój sposób pożegnanie znanego i szanowanego psychiatry, naukowca z jego czytelnikami, pacjentami, współpracownikami, być może uczniami. To wielki wyraz pokory wobec życia i śmierci, to poddanie się przemijaniu i poniekąd poddanie się mu, pogodzenie z faktem, że już niedługo... że więcej za nim, niż przed nim. Za tę część chylę czoła Yalomowi. Jednak gdzieś z tyłu głowy mam wrażenie, że stawiając ostatnią kropkę w swojej książce był on święcie przekonany, że dopełnił zadania.

pokaż więcej

 
2018-07-13 01:05:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Hotel Varsovie (tom 1)
 
2018-07-06 09:54:08
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
Seria: Bieguny
 
2018-07-05 13:41:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Nie wiem dlaczego, ale nigdy specjalnie nie interesowałam się Koreą Północną. Tym razem jednak mocno zaintrygował mnie tytuł książki. Czytając, miałam wrażenie, że utrzymuję stałe napięcie nerwów i mięśni, jakby mnie ktoś inwigilował, obserwował. Taki "klimat" wprowadza autorka książki. Jest ona bardzo emocjonalne, pełna współczucia i troski o ludzi, którzy nie znają świata, którzy są... Nie wiem dlaczego, ale nigdy specjalnie nie interesowałam się Koreą Północną. Tym razem jednak mocno zaintrygował mnie tytuł książki. Czytając, miałam wrażenie, że utrzymuję stałe napięcie nerwów i mięśni, jakby mnie ktoś inwigilował, obserwował. Taki "klimat" wprowadza autorka książki. Jest ona bardzo emocjonalne, pełna współczucia i troski o ludzi, którzy nie znają świata, którzy są zamknięci w czterech ścianach, a ich mniemania są kreowane tylko i zawsze przez panującą władzę. Nie mogłam uwierzyć, że młodzi Koreańczycy wierzą w to, że kimchi jest ulubiona potrawą całego świata, a koreańskim komunikuje się więcej ludności na świecie, niż angielskim (pomijając chiński). Wstrząsające, jeśli wierzyć sprawozdaniu autorki, jak ci ludzie są zmanipulowani! Książce uroku dodaje realizm, fakt, że autorka była tam, opisała swoje przeżycia i emocje z nimi związane, nieśmiałe próby pokazania koreańskim studentom innego, wolnego świata. Jako Koreanka (jednak wychowana w USA) nie mogła rozmawiać ze studentami po koreańsku! Co tu więcej dodać? Książkę czyta się jak pełną emocji i zwrotów sytuacji powieść, w pełnym napięciu. Serdecznie polecam.

pokaż więcej

 
2018-07-02 22:42:44
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Myślałam, żeby tam kiedyś pojechać, ciągnie mnie w te strony. Byłam już niedaleko, bo w Rumunii. Po lekturze książki J. Sierakowskiej jednak mi się odechciało. Właściwie zastanawiam się, co ją tam pociągnęło, może ta bezsensowna ciekawość, co i mnie wcześniej dręczyła? W Mołdawii nie ma nic, prócz biedy. To najbiedniejszy kraj Europy. Nie mają tam okazałych zabytków, zapierającej dech w... Myślałam, żeby tam kiedyś pojechać, ciągnie mnie w te strony. Byłam już niedaleko, bo w Rumunii. Po lekturze książki J. Sierakowskiej jednak mi się odechciało. Właściwie zastanawiam się, co ją tam pociągnęło, może ta bezsensowna ciekawość, co i mnie wcześniej dręczyła? W Mołdawii nie ma nic, prócz biedy. To najbiedniejszy kraj Europy. Nie mają tam okazałych zabytków, zapierającej dech w piersiach przyrody, znanego na cały świat jedzenia (no może z wyjątkiem dość dobrego wina, tak, to nie jedzenie, ale ze spożywaniem związane). W Mołdawii jedyne, co można spotkać, to przyjaźnie nastawieni, gościnni ludzie. W dodatku niezwykle ciekawi świata, ale od takiej zupełnie przyziemnej strony - tzn. interesuje ich, ile kosztuje benzyna w Polsce, a ile chleb, a ile gaz, czy są w Polsce barany i takie tam... Właściwie o ludziach też nie można powiedzieć, żeby byli barwnymi postaciami. Przynajmniej ci, których na swojej drodze spotkała podróżująca. I tak właściwie jakoś wyszło, że Judyta Sierakowska pojechała donikąd i napisała książkę właściwie o niczym. Można przeczytać, by zdusić w sobie nieuzasadnioną ciekawość tego kraju. Jednak więcej ciekawych informacji dostarczy chyba notka z Wikipedii.

pokaż więcej

 
2018-06-28 22:40:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Jako że od czterech lat mieszkam w Niemczech, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. Cieszę się, że na nią trafiłam. To bardzo mądra i ważna książka. Nie tylko dla tych, którzy mieszkają w Niemczech. Warto po nią sięgnąć, by zrozumieć współczesnego ducha tego kraju. Obciążonego potworną historią, z którą nieodmiennie się kojarzy. Autorka skupia się przede wszystkim na Berlinie.... Jako że od czterech lat mieszkam w Niemczech, nie mogłam przejść obok tej książki obojętnie. Cieszę się, że na nią trafiłam. To bardzo mądra i ważna książka. Nie tylko dla tych, którzy mieszkają w Niemczech. Warto po nią sięgnąć, by zrozumieć współczesnego ducha tego kraju. Obciążonego potworną historią, z którą nieodmiennie się kojarzy. Autorka skupia się przede wszystkim na Berlinie. Stolica Niemiec, mimo że funkcjonuje nieco inaczej niż małe miasteczka, a także większe aglomeracje, jest jednak wycinkiem całej społeczności. Historia dla tego miasta i jego mieszkańców po wojnie nie okazała się łaskawa. Ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić mieszkania w mieście podzielonym murem, gdzie za nim mogą mieszkać moi znajomi i rodzina, z którymi nie mogę się zobaczyć. I w zależności, po której stronie tego muru się człowiek znajduje, inaczej układa się jego całe życie. 73 lata po wojnie Berlin jest jednak miastem wolności, różnorodności. Tak przedstawia je Ewa Wanat. Obok siebie żyją Niemcy, prowadzą swoje sklepiki obcokrajowcy, do szkół chodzą dzieci uchodźców. Autorka przygląda się z bliska, jak mieszkańcy Berlina, w dalszej części książki również mieszkańcy innych regionów Niemiec, postrzegają to wspólne funkcjonowanie. Uważnie się im przysłuchuje, uczestniczy w spotkaniach z młodymi uchodźcami, rozmawia z byłymi Gastarbeiterami, którzy zostali, sprowadzili rodziny i z ich dziećmi, które już w Niemczech się urodziły. Niemcy to kraj, który z uporem od kilku lat realizuje ideę humanitaryzmu, jest schronieniem dla ludzi, którzy przeżywając nierzadko piekło, uciekli ze swojej ojczyzny, ludzi prześladowanych za wierzenia, poglądy czy orientację seksualną. Niemcy to kraj, do którego emigrują również Europejczycy w poszukiwaniu lepszych warunków do życia. W 73 lata po wojnie to kraj, który nadal uparcie odkupuje swoje winy. Polityka migracyjna kraju podzieliła jego obywateli na dwa obozy, są ci, którzy witali uchodźców na granicach, na dworcach, są też tacy, którzy nie życzą sobie mieć za sąsiada Syryjczyka czy Afgańczyka, a czasem i Polaka. Ewa Wanat udowadnia, dzięki solidnej analizie statystyk, że ludność napływowa właściwie niewiele odbiera obywatelom Niemiec. Miejsc pracy jest dużo, wielu z uchodźców pracuje, dzieci integrują się w koedukacyjnych szkołach, korzystają z zajęć tzw. Willkommensklasse, gdzie mogą lepiej zrozumieć kulturę kraju, do którego przybyli i uczyć się tolerancji. Wstrząsa przedstawieniem niektórych opowieści swoich rozmówców o tym, jak trudno było podjąć decyzję o wyjeździe, jak trudno było przetrwać tę drogę, jak silna jest tęsknota za domem i jak wielkie obawy przed powrotem, jak tragicznie może się skończyć decyzja władz o deportacji. To wszystko w "Deutsche nasz" (z resztą świetny tytuł) porusza do głębi. Jestem autorce również niesamowicie wdzięczna za ostatni rozdział książki, w którym poprzez zdementowanie wieści z niemieckiej wioski na temat prześladować obcojokrajowców przedstawionych przez pewną Polkę pokazuje, jak bardzo można się pomylić, słuchając i nie weryfikując, przyjmując do wiadomości wszelkie zasłyszane sensacyjne opowieści i traktując je z powagą. Życzę sobie, by ta książka został przetłumaczona na język niemiecki (tylko co z tytułem?), by dotarła choć do części Niemców i innych osób tu mieszkających, by poznali ten świat z drugiej strony. Może i Seehofer skusiłby się i przeczytał? Życzyłabym sobie też, by zainteresowało się nią wielu Polaków, szczególnie tych, którzy głośno krzyczą, by uchodźcy wracali do swojego kraju ogarniętego wojną, a nawet nie są sobie w stanie wyobrazić, co sami zrobiliby w podobnej sytuacji. "Deutsche nasz" Ewy Wanat to książka szczera, wyraźna, prawdziwa, to książka, którą napisali ci wszyscy ludzie, którzy w Berlinie, w Niemczech mieszkają. Lektura warta przeczytania.

pokaż więcej

 
2018-06-25 21:48:36
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Tytuł tej książki przyjęłam za ostrzeżenie, że nie będzie mi się przyjemnie i błogo jej czytało, że będzie przykro i smutno. To tylko przyśpieszyło decyzję o rozpoczęciu lektury, bo niejako takie przekonania dostarczyły mi nadziei na dreszczyk emocji. Nie zabolało. Nie szkodzi. Książka niesamowicie mnie pochłonęła, momentami zbulwersowała. Adam Kay mimo opisania szarej rzeczywistości, absurdów... Tytuł tej książki przyjęłam za ostrzeżenie, że nie będzie mi się przyjemnie i błogo jej czytało, że będzie przykro i smutno. To tylko przyśpieszyło decyzję o rozpoczęciu lektury, bo niejako takie przekonania dostarczyły mi nadziei na dreszczyk emocji. Nie zabolało. Nie szkodzi. Książka niesamowicie mnie pochłonęła, momentami zbulwersowała. Adam Kay mimo opisania szarej rzeczywistości, absurdów brytyjskiej służby zdrowia i marności całego systemu posilił się na utrzymanie swojej opowieści w humorystycznym tonie i bardzo dobrze mu to wyszło. Było i śmiesznie, było też momentami strasznie. Być może właśnie dzięki poczuciu humoru autora dało się tę książkę dość lekko przetrawić. Kay niejako rozprawił się z systemem i swoją decyzja o odejściu ze służby zdrowia. Nie to, że nie dał rady. Dałby, gdyby zależało mu na karierze zawodowej, zadowoleniu otoczenia, niezłych zarobkach po kilku latach pracy (gdyby tylko zdobył się na sprywatyzowaną działalność). Jemu jednak, zdaje się, najbardziej zależało na pacjentach, ich zdrowiu i życiu, na prawidłowym funkcjonowaniu państwowej, ogólnodostępnej służby zdrowia, uczciwym traktowaniu tych, którzy tę służbę wypełniają. Okazuje się, że nie tylko polska państwowa służba zdrowia kuleje. Absurdami zdaje się karmić również system brytyjski. Odszedł. Z jednej strony - dobra jego, ma teraz prywatność, więcej wolnego czasu, być może i pieniędzy, których nie musi okupować swoją (jak i cudzą) krwawicą. Z drugiej - żal pacjentów, którzy stracili dobrego opiekuna (celowo nie piszę lekarza, bo lekarz). Uzasadnił swój wybór, wyraził swoje poglądy, dopuścił się krytyki, która dotarła daleko poza granice jego kraju. Być może choć w ten sposób przyczyni się jakoś do poprawy sytuacji, nakłoni do zastanowienia i sprowokuje dyskusję. Choć nie znałam Adama Kaya przed lekturą, sądzę, że może być tak samo dobrym komikiem, jak obiecującym lekarzem zdawał się stawać.

pokaż więcej

 
2018-06-24 19:55:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Niby nic, a jednak. W tym tkwi sens prostoty. Nie lubię poradników. Nie lubię jak ktoś pisze do ogółu twierdząc, że wie lepiej, jak... A już tym bardziej nie lubię tego amerykańskiego wszechwiedzącego tonu, który zawsze zdaje się odkrywać przed czytelnikiem poradnika tajemnice szczęśliwego i bezproblemowego życia, w każdej właściwie dziedzinie. I tysiąca przykładów, jak to autor książki... Niby nic, a jednak. W tym tkwi sens prostoty. Nie lubię poradników. Nie lubię jak ktoś pisze do ogółu twierdząc, że wie lepiej, jak... A już tym bardziej nie lubię tego amerykańskiego wszechwiedzącego tonu, który zawsze zdaje się odkrywać przed czytelnikiem poradnika tajemnice szczęśliwego i bezproblemowego życia, w każdej właściwie dziedzinie. I tysiąca przykładów, jak to autor książki poradził sobie z niemożliwymi do rozwiązania problemami. I jak to uszczęśliwił miliony ludzi na świecie dzięki temu, że jego poradnik opublikowano w 25 krajach i dziesięciu wznowieniach nakładu. Wzięłam "Prostotę" do ręki tylko ze względu na niewielką objętość i interesującą okładkę, a i w sumie garść ciekawości, co też można o tej prostocie napisać. I w sumie stwierdzam, że nic odkrywczego, nic nadzwyczajnego. Proste reguły, proste zasady. Zero wywyższania się i kreowania się na guru w temacie. Autorka napisała po prostu, co zrobiła sama, że jej życie stało się prostsze, czyli mniej nerwowe, zabiegane i mniej skomplikowane. I chwała jej za to. Bez zbędnych przechwałek, złotych rad i cuda-wianków. Można.

pokaż więcej

 
2018-06-23 21:37:02
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Jak dla mnie - rozczarowanie. Sama historia zapowiadała się ciekawie. Spodobałaby mi się bardziej, gdyby była poprowadzona w bardziej dramatycznym, niż sensacyjnym, tonie. Nie spodobało mi się przede wszystkim zrobienie z kobiet opętanych gniewem i pragnieniem zemsty szaleńców, prawie wręcz jakichś agresywnych zwierząt, bez emocji, empatii, egocentrycznych, samolubnych, działających... Jak dla mnie - rozczarowanie. Sama historia zapowiadała się ciekawie. Spodobałaby mi się bardziej, gdyby była poprowadzona w bardziej dramatycznym, niż sensacyjnym, tonie. Nie spodobało mi się przede wszystkim zrobienie z kobiet opętanych gniewem i pragnieniem zemsty szaleńców, prawie wręcz jakichś agresywnych zwierząt, bez emocji, empatii, egocentrycznych, samolubnych, działających mechanicznie pod wpływem niewyjaśnionej i nieujawnionej siły wyższej. Porzucanie wątków i nagłe powracanie do nich też nie uczyniło lektury przyjemną. Czułam się jakbym obskoczyła świat w 80 dni (ale nie metodą Verne'a, lecz jakąś bardziej chaotyczną). Oczywiście nie śmiałabym porównywać poziomów literackich obu pań, jednak w tematyce świata rządzonego przez kobiety odradziłabym niezdecydowanym "Siłę" w zamian podsuwając "Szczelinę" Doris Lessing.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
925 279 1475
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (4)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd