Salma 
"Nigdy nie będziemy mogli z całą pewnością stwierdzić, na ile nasze stosunki z innymi ludźmi są wynikiem naszych uczuć, miłości, nienawiści, dobroci lub złości, a na ile są spowodowane stosunkiem sił pomiędzy nami a nimi." M.Kundera ///// "Uczymy się wszystkiego, co dotyczy ciała, rolnictwa w Pretorii, pierwiastka z pi, czy jak się to nazywa, ale ani słowa o duszy. Nasza wiedza o nas samych i naszych bliźnich jest przerażająco mała. Mówi się też czasami, że dzieci należy wychowywać w duchu miłości, zrozumienia, tolerancji, równości i innych takich modnych haseł, już sam nie wiem jakich. Ale nikt nie pomyślał, że najpierw musimy nauczyć się nieco o nas samych i naszych uczuciach. Poznać własny strach, samotność i agresję. W tym momencie jesteśmy zdani wyłącznie na siebie [...] . Jak mamy kiedykolwiek zrozumieć innych, jeżeli o samych sobie nie wiemy nic." I. Bergman: "Sceny z życia małżeńskiego"
33 lat, status: bibliotekarz, dodał: 39 książek i 1 cytat, ostatnio widziany 13 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-12-09 14:21:14
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-12-08 22:01:04
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
2018-12-03 23:44:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Niespecjalnie interesuję się katolicyzmem ogólnie rzecz biorąc, a tym bardziej osobą samego papieża, jednak tytuł tej publikacji zwrócił moją szczególną uwagę, a potem opis treści - tym bardziej. Bo jakby mnie temat nie interesował, docierają do mnie zewsząd informacje na temat świętości, szlachetności i wspaniałości nowo wybranego papieża. I nagle pojawia się tekst, który tej wspaniałości... Niespecjalnie interesuję się katolicyzmem ogólnie rzecz biorąc, a tym bardziej osobą samego papieża, jednak tytuł tej publikacji zwrócił moją szczególną uwagę, a potem opis treści - tym bardziej. Bo jakby mnie temat nie interesował, docierają do mnie zewsząd informacje na temat świętości, szlachetności i wspaniałości nowo wybranego papieża. I nagle pojawia się tekst, który tej wspaniałości próbuje zaprzeczyć, zdementować informacje na temat Jego Świątobliwości. I oto zaczynam czytać książkę na temat "najwspanialszego" i "najbardziej świętego", "najszlachetniejszego", a czuję się, jakbym czytała kolejną powieść Dana Browna. Autor książki z początku ukrywał się pod pseudonimem, być może obawiał się "zemsty" Watykanu, być może po prostu był ciekawy reakcji. Reakcja była - rozpoczęto poszukiwania autora publikacji. Bo papież Franciszek I z założenia ma mieć nieskazitelny wizerunek medialny. Ale czy swoim nienagannym postępowaniem może się faktycznie pochwalić? Ponoć nie. Ponoć osoby znające go jako arcybiskupa Buenos Aires nie uważają go za osobę otwartą, pełną serdeczności, uśmiechniętą i ogólnie rzecz biorąc - emocjonalnie pozytywną. Wręcz odwrotnie - dla nich to zasępiała , interesowna i mściwa postać. Jak jest naprawdę? Autor książki stara się przytoczyć jak najwięcej faktów udowadniających, że Franciszek I to dyktator w Watykanie. Przymyka oko na skandale pedofilskie i homoseksualne, na korupcję i defraudację w instytucjach finansowych kościoła katolickiego. Bez skrupułów "likwiduje", zwalnia osoby mu nieprzychylne, niesprzyjające jego interesom. Ludzkość ("plebs") za pośrednictwem mediów otrzymuje jednak nieskończenie wiele informacji o wspaniałości osoby nowego papieża, o jego reformatorskiej działalności. Ale, jeśli się zastanowić, no... właśnie zaczęłam dzięki tej książce to czynić.... tak naprawdę... ile reform przeprowadził Franciszek I ? Co od początku jego pontyfikatu zmieniło się w życiu katolików? W funkcjonowaniu kościoła katolickiego? Po głębszym zastawieniu się stwierdzimy, że w zasadzie... nic! Papież owszem wypowiada się na przeróżne, także kontrowersyjne, tematy, jednak nie poczynił żadnych działań, by oficjalny stosunek kościoła do tematów tak trudnych jak związki homoseksualne, życie pozamałżeńskie, aborcja, in vitro, antykoncepcja, zmienić. Wszak, jak sam rzekł, kim on jest, by osądzać? On się tylko wypowiada, co wszem i wobec, jako "ślepemu" stadu owiec, baranków, wystarcza, ale za tymi wypowiedziami nie idzie nic! Żadnej reformy, żadnej zmiany podejścia. Ponadto kreuje wizerunek żyjącego w skromności człowieka - porusza się metrem, płaci za siebie, a nawet zrezygnował z zamieszkania w Pałacu Papieskim. Jednak mało kto wie, że przystosowanie pomieszczeń Domu Św. Marty do potrzeb papieża kosztowało watykański budżet 2 mln euro. Główna krytyka, jaką kieruje autor książki wobec papieża, spada na sposób, w jaki traktuje on swoich współpracowników, tzn. spotkania i rozmowy organizuje wg własnego kaprysu, decyzje podejmuje samodzielnie, zupełnie autorytatywnie, a wszelki sprzeciw traktuje bardzo surowo. Nie jestem na tyle zainteresowana tematem, by podjąć próbę weryfikacji tych doniesień i stwierdzić w zupełności, że autor publikacji ma bezsprzeczną rację, jednak według podanych przez Colonne'a argumentów mogę stwierdzić, że rzeczywiście, poprzez tę lekturę, nieco bardziej sceptycznie podchodzę do pontyfikatu Franciszka I i w zasadzie spostrzegam zaniedbania, których człowiek ten się dopuścił i nieustannie nadal dopuszcza. Chapeau bas! za tak perfekcyjne wykreowanie wizerunku medialnego, właściwie od pierwszej minuty pontyfikatu.

pokaż więcej

 
2018-11-24 02:15:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Powtórka z rozrywki. Podróż na Islandię to niezmiennie moje największe marzenie. Czekam na odpowiednie warunki życiowe, by wreszcie tam wyruszyć, a póki nie mogę tam się znaleźć, uporczywie wyszukuje i czytam pozycje o Islandii. Z ochotą sięgnęłam więc po kolejna publikację na temat podróży po Islandii i... tym razem już się nieco zawiodłam. Tych książek powstało już dość sporo, tych o... Powtórka z rozrywki. Podróż na Islandię to niezmiennie moje największe marzenie. Czekam na odpowiednie warunki życiowe, by wreszcie tam wyruszyć, a póki nie mogę tam się znaleźć, uporczywie wyszukuje i czytam pozycje o Islandii. Z ochotą sięgnęłam więc po kolejna publikację na temat podróży po Islandii i... tym razem już się nieco zawiodłam. Tych książek powstało już dość sporo, tych o przemierzaniu mroźnej, tajemniczej wyspy. Ten widział to, a tamten widział tamto, choć w sumie to samo. Ten był tam, a ten tam, ale w sumie w tym samym miejscu, choć inaczej go doświadczył. Może spotkali innych ludzi na swojej drodze, może jedli co innego i zastała ich inna pogoda, ale wszyscy byli w tym samym miejscu i odwiedzali punkty na trasie bardzo podobne, o ile nie te same. To takie żmudne, czytać o czyichś podróżach, nie mogąc w danym momencie samemu wyruszyć w podobną drogę. Bo co z tego, że on/a widziała//a, doświadczył/a, skoro ja nie mogę? To takie lizanie cukierka przez papierek. Trochę zaczęło mnie mierzić, że opowieści o podróży po Islandii przyjmują, jedna po drugiej, dość poetycki wymiar. Fakt, wierzę (kto wie?), ziemia ta może przyprawiać o taki nastrój, jednak - no po co to komu? Kolejna? Serio? Malownicze, choć surowe, widoki, uboga, ale fascynująca przyroda, zastraszająca, lecz doświadczająca pogoda. Jakiś sztokfisz, jakiś skyr, żytni chleb... no dobra, ale to wszystko... już było. Zaczynam mieć wrażenie, że jak w końcu dotrę na Islandię, to sama napiszę taką poetycka książkę o tym kraju, mam już przecież wzór. Wspominam "Islandzkie zabawki", których w sumie nie oceniłam specjalnie wysoko, ale przynajmniej przeczytałam o czymś innym, o życiu na Islandii, o zarabianiu w tym kraju, o spotykaniu się z ludźmi, nawiązywaniu jakichś relacji z Islandczykami. Kolejne towarzyszenie autorowi w podróży nie stanowi już dla mnie żadnej absolutnie atrakcji. Zainteresowała mnie jednak bardzo książka Daniela Vettera o Islandii, którą cytuje Milewski. W ogóle, wspomina on o tym, że chciał odtworzyć podróż po Islandii z XVII wieku, na podstawie wcześniej wspomnianej książki. Niestety, samo odtworzenie trasy tamtej podróży nie uczyniło książki bardziej atrakcyjną. Wydaje mi się, że takie eksperymenty czasem się udają, przypominam sobie rewelacyjną książkę Be(a?)'y Uusma: "Ekspedycja. Historia mojej miłości". No tak, tylko że ta pani nie wyjechała do Arktyki pod wpływem chwili i po przeczytaniu jednej książki, ona tą historią żyła, ta historia i chęć rozwiązania zagadki stała się jej obsesją. Może tu właśnie kryje się sekret napisanej z prawdziwą pasją książki? Nie chcę stwierdzać, że ta książka jest nie taka, że jest zła, bo nie jest. Spodobało mi się, że autor swoją podróż zainspirował starym właściwie dziennikiem podróży z XVII (?) wieku. Owszem, autor stara się napisać o historii odwiedzanych miejsc, o wydarzeniach związanych z niektórymi z nich, jednak wstawki te są dość krótkie i lakoniczne, jakby na doczepkę. Spodobało mi się również, że tak żwawo podszedł do wojażu, że potrafił swoje doświadczenia ubrać dość malowniczo w słowa. Jednak, jeśli miałabym komuś te książkę polecić, to raczej nie osobom, które o Islandii już sporo przeczytały, a raczej osobom nowo zainteresowanym tematem.

pokaż więcej

 
2018-11-22 01:14:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Cóż, wchodzę jako pierwsza z nie do końca przychylną opinią na temat tej książki, mimo że równie entuzjastycznie, jak moi przedmówcy, do niej podchodziłam i stwierdziłam, że muszę po prostu ją przeczytać, żeby stać się mądrzejszą, bardziej świadomą, otwartą na świat i w ogóle bardziej optymistyczną. Od razu zdradzam, że na 4 zadane z początku pytania odpowiedziałam błędnie, gdybym wzięła pod... Cóż, wchodzę jako pierwsza z nie do końca przychylną opinią na temat tej książki, mimo że równie entuzjastycznie, jak moi przedmówcy, do niej podchodziłam i stwierdziłam, że muszę po prostu ją przeczytać, żeby stać się mądrzejszą, bardziej świadomą, otwartą na świat i w ogóle bardziej optymistyczną. Od razu zdradzam, że na 4 zadane z początku pytania odpowiedziałam błędnie, gdybym wzięła pod uwagę fakt, o czym jest ta książka oraz fakt, że próbuje obalić "nasze twierdzenia" na temat dramatycznej sytuacji świata, zapewne odpowiedziałabym na wszystkie testowe pytania prawidłowo. Nie, ja się tutaj nie chwalę swoją świadomością na temat kondycji świata, uważam, że wystarczy myśleć i analizować. Jeśli ktoś się interesuje czymkolwiek, poszukuje czasem rożnych informacji, analizuje wiadomości, które do niego docierają, to z łatwością odpowie prawidłowo na zadane z początku pytania. Wystarczy baczna obserwacja, w sumie autor książki nie robi wiele więcej, choć owszem posiada dostęp do rzetelnych danych statystycznych i je przedstawia. I tu może mieć problem czytelnik, który nie przepada za wykresami, danymi statystycznymi przedstawianymi w procentach, bo tych jest sporo w książce (no w końcu popierają twierdzenia stawiane przez Roslinga). Weźmy pierwszy z brzegu przykład: skoro obecnie w większości krajów europejskich, w tym też w Polsce, studia wyższe kończy więcej kobiet niż mężczyzn, to dlaczego wykształcenia podstawowego w większości krajów na świecie nie miałoby zdobyć 80% ludzi płci żeńskiej? Obojętnie, ile chłopców kończy szkoły podstawowe. Zadziwia mnie fakt, że facet okazuje entuzjazm stwierdzając, że w 2016 roku liczba zmarłych dzieci wyniosło "zaledwie" 4,2 mln. osobników - powinniśmy się z tego faktu cieszyć - gdyż w roku 1950 liczba zgonów dzieci do 5 r. z. wynosiła ponad 14 milionów. To typowe myślenie osoby, która zajmuje się głównie statystyką, nie prowadzi badań jakościowych, patrzy na ludzkość, rozwój świata z perspektywy ogółu. Jasne, jest pięknie, że tak znacznie zmniejszyła się ilość zgonów małych dzieci w ciągu tych kilkudziesięciu lat, jednak... czy jest się serio czym cieszyć? W świecie właściwie nieograniczonych możliwości, rozpowszechnionej działalności humanitarnej, wszelkiego bogactwa obecnego świata - czyż nie można jeszcze bardziej ograniczyć liczby zmarłych dzieci? Dla mnie ta liczba 4 milionów to nadal porażka! Autor przedstawia podejście bardzo entuzjastyczne opisując rozwój świata i ludzkości, jednak bądź co bądź, ogranicza się jedynie do żywotności rodzaju ludzkiego, zdrowia społeczeństwa, przeżywalności itd. itp. No dobra, w końcu to ekspert od zdrowia publicznego, więc to go właściwie interesuje. Ale na Boga, na Allaha! Na cokolwiek! Dobrze, mamy spojrzeć bardziej entuzjastycznie na rozwój świata, dzięki jego porównaniom. A co z globalnym niszczeniem środkownika, w którym żyjemy, z ociepleniem klimatu, topnieniem lodowców, hołdami śmieci gromadzącymi się na całej kuli ziemskiej, wycinkami lasów w Amazonii - czy rzeczywiście powinniśmy być tak entuzjastycznie nastawieni? cieszyć się tym, że "zaledwie 4,2 miliona małych dzieci zmarło w obecnym roku, "zaledwie" dwa samoloty pasażerskie się rozbiły, a akty terroryzmu spowodowały śmierć mniej niż 1% zmarłych? Trudno na to pytanie odpowiedzieć. Ponoć nigdy nie żyło nam się na Ziemi tak dobrze, ja dzisiaj. Ale czy żyje nam się dość dobrze? Nam, tutaj w Europie, niewątpliwie tak! Ale co, do cholery!, z całą resztą? Jakich wrażeń, do jakiego myślenia miała mnie niby skłonić ta książka? "Siądź spokojnie w fotelu i poczytaj, albo włącz TV i obejrzyj kolejny odcinek swojego ulubionego serialu czy TV-show"? "Podczas gdy właśnie z głodu umiera kolejne dziecko, które zasili oddziały tych 4,2 miliona zmarłych małych dzieci"? I jak kolejny raz przeczytam czy zobaczę informację na temat jakiejś katastrofy, gdzie zginęło kila, kilkanaście, kilkadziesiąt osób, to mam niby wzruszyć głową i pomyśleć: "a co tam, to zaledwie promil w stosunku do całej populacji"? Na cholerę mi te wszystkie liczby i statystyki? Albo ja czegoś tutaj nie rozumiem, albo z tą książką jest coś nie tak...

pokaż więcej

 
2018-11-15 23:48:17
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-11-13 22:00:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Poza serią
 
2018-11-08 11:40:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-11-07 00:13:16
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-11-05 01:08:57
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Immortaliści" zapowiadali się dobrze, ciekawe wprowadzenie w historię. Opowieść o czworgu rodzeństwa, które w dzieciństwie poznaje datę swojej śmierci. Jak sobie z ta wiedzą poradzą? Uwierzą w przekazane im informacje, zignorują tę wiedzę, czy przewidywana data śmierci będzie towarzyszyć im na każdym kroku, czy tez przypomną sobie o niej w odpowiednim momencie? Czy świadomość, że jakaś data... "Immortaliści" zapowiadali się dobrze, ciekawe wprowadzenie w historię. Opowieść o czworgu rodzeństwa, które w dzieciństwie poznaje datę swojej śmierci. Jak sobie z ta wiedzą poradzą? Uwierzą w przekazane im informacje, zignorują tę wiedzę, czy przewidywana data śmierci będzie towarzyszyć im na każdym kroku, czy tez przypomną sobie o niej w odpowiednim momencie? Czy świadomość, że jakaś data śmierci została podana, wpłynie na to, jak zorganizują swoje życie? Te wszystkie pytania można sobie zadać przed przystąpieniem do lektury. W trakcie czytania jednak daty te nie są tak ważne dla bohaterów i fakt ten trochę mnie zawiódł, bo ja o nich myślałam wciąż i nie mogłam zrozumieć, dlaczego bohaterowie tego nie robią. Każde życia opisane jest z osobna, jedno jest krótsze, inne dłuższe, jedno ciekawsze, inne mniej. Jeśli chodzi o biografie bohaterów, fabuła nie zachwyca. Stwierdzam więc, że punktem najatrakcyjniejszym fabuły tej książki jest punkt wyjścia, czyli moment poznania daty swojej śmierci przez bohaterów.

pokaż więcej

 
2018-11-02 10:26:06
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

O Tomaszu Komendzie nie słyszałam w 2000 roku. Poznałam jego historię dopiero w momencie jego zwolnienia z zakładu karnego. Szok! Historia niesłusznego skazania, nie pierwsza i pewnie niestety nie ostatnia, szokuje tym bardziej, że prawda wyszła na jaw po 18 latach niewoli skazanego. Po takim czasie to i tak cud, że w ogóle ujawniono prawdę i doprowadzono do uniewinnienia Komendy. Co do... O Tomaszu Komendzie nie słyszałam w 2000 roku. Poznałam jego historię dopiero w momencie jego zwolnienia z zakładu karnego. Szok! Historia niesłusznego skazania, nie pierwsza i pewnie niestety nie ostatnia, szokuje tym bardziej, że prawda wyszła na jaw po 18 latach niewoli skazanego. Po takim czasie to i tak cud, że w ogóle ujawniono prawdę i doprowadzono do uniewinnienia Komendy. Co do książki, to pan Głuszak do literatów raczej nie należy, a słowa spisane w książce zaczerpnięte zostały z jego wcześniej przygotowanych reportaży telewizyjnych. Niemniej jednak dobrze, że ta książka powstała, bo fakty przedstawione i opisane w niej zostały zestawione od a do z i zespolone ze sobą. Głuszak wielokrotnie powtarza, że Komenda był, jest niewinny, tak jakby chciał wszystkich znowu przekonać, samego siebie przekonać, jakby nigdy nie było dość mówienia o tym. Powtarzają się też słowa Tomasza Komendy o tym, że go tam nie było, że tego nie zrobił, że nikt mu nie wierzył - te słowa strasznie bolą za każdym razem, gdy się je czyta. Komenda nie jest w stanie opowiadać o swoim dramacie otwarcie, świadczą o nim właściwie jedynie fragmenty zeznań, przesłuchań. Głuszak nie raz też wspomniał o fakcie, że znał bohatera tej historii od 2006 roku, ale wtedy nie brał pod uwagę jego niewinności, a jedynie poszukiwał pozostałych sprawców bestialskiego przestępstwa. Odczytuję w tych wyznaniach poniekąd ubolewanie, przeproszenie za fakt, że jeszcze tyle lat nie mógł mu pomóc. Niemniej jednak w końcu to zrobił. Ofiarował (nie samodzielnie, ale miał niemały, sądzę, wpływ na rozwój wydarzeń) Tomaszowi Komendzie 7 lat życia, które ten mógł spędzić w zakładzie karnym, gdyby nie nagłośnienie sprawy. Reporter Grzelak wraz z dwoma prokuratorami i policjantem, zajmującymi się po latach sprawą, ofiarował mu prawdę i w efekcie uniewinnienie, oczyszczenie z zarzutów, odzyskanie godności i nadzieję na lepsze jutro. To nie jest dobra książka w sensie reporterskim czy już w ogóle literackim, to jest książka solidna, to kawał dobrej roboty pod względem dokumentacyjnym, to jakby też trochę hołd złożony człowiekowi, który miał w sobie tyle siły, że obciążony najcięższymi zarzutami, ale pewien swojej niewinności i wsparcia ze strony najbliższych był w stanie przetrwać 18 lat w piekle. Niech mu się wiedzie! Na koniec jeszcze chciałabym wtrącić, że w całej tej sprawie, niestety, zapomniano o biednej Małgosi (nie mówi się tez o jej rodzinie), której już tyle lat nie ma. Dziś byłaby dorosłą kobietą. R.I.P.

pokaż więcej

 
2018-10-31 23:17:23
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

O wychowaniu na luzie. Serio? To tak się da? A no da się. Jeśli kiedykolwiek patrzyłaś na swoje dziecko jak na przybysza obcej planety lub próbowałaś powstrzymać wybuch śmiechu obserwując artystyczne wywinięcie orła swojej pociechy, to ta książka jest dla Ciebie. To, co mnie się spodobało w tej mało poważnej książce na temat zmagań wychowawczych pewnej amerykańskiej, w sumie podstarzałej... O wychowaniu na luzie. Serio? To tak się da? A no da się. Jeśli kiedykolwiek patrzyłaś na swoje dziecko jak na przybysza obcej planety lub próbowałaś powstrzymać wybuch śmiechu obserwując artystyczne wywinięcie orła swojej pociechy, to ta książka jest dla Ciebie. To, co mnie się spodobało w tej mało poważnej książce na temat zmagań wychowawczych pewnej amerykańskiej, w sumie podstarzałej matki, to to, że pozwoliła sobie na ten luz i wcale się z tym nie kryje, że pozwala swoim dzieciom oglądam telewizję w dawkach czasem ponadnormatywnych, że czasem zgodzi się na dodatkową porcje słodkich płatków śniadaniowych czy inne w XXI wieku niedozwolone i niezdrowe praktyki. Przemawia do mnie rozumienie potrzeb dziecka, działanie zgodne z jego entuzjazmem i radosnym podejściem do życia. No owszem, może pochłanianie owocowych żelków nie jest zdrowe, ale ile daje radości! Niemycie zębów przed snem też zdrowiu nie służy, ale od czasu do czasu okazuje się najlepszym sposobem na wyluzowanie przed snem. Oj tam no, jak raz się nie umyje, to od razu nie wypadną. Najważniejsze w wychowaniu to się nie spinać! Rodzic - sztywniak stosujący się do wszelkich poradnikowych zasad to rodzic nudny i mało przyjacielski. I jakie by nasze dziecko mądre i wyrozumiałe nie było, zabieranie mu swobody i ograniczanie entuzjazmu nie będzie czyniło z rodzica zwolennika, dobrego kumpla. Warto spojrzeć oczyma autorki na swoja postawę wychowawczą i dać sobie czasem trochę wolności, spontaniczności. Może nie zawsze będzie prawidłowo i zdrowo, ale chociaż... ciekawie i przyjemnie.

pokaż więcej

 
2018-10-30 23:31:59
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-10-30 21:04:14
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
Autor:
 
2018-10-30 21:01:38
Dodał książkę na półkę: Chcę przeczytać
 
Moja biblioteczka
955 299 1693
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (5)

Ulubieni autorzy (8)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (3)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd