Amos-Oskar Ajchel 
https://www.facebook.com/Amos-Oskar-Ajchel-978230095570380/?pnref=story, amososkarajchel.blogspot.com
Wrocław, status: bibliotekarz, dodał: 8 książek, ostatnio widziany 9 godzin temu
Teraz czytam
  • Skrypturał obcochwałobożnika ze Łku
    Skrypturał obcochwałobożnika ze Łku
    Autor:
    W łeckim muzeum zostają znalezione pewne dokumenty nawiązujące do dziejów Mazur i Mazurów. Początkowo traktowane jako lekkie w formie teksty, w rzeczywistości nawiązują do dramatycznych wydarzeń z prz...
    czytelników: 33 | opinie: 9 | ocena: 9,89 (9 głosów)
  • W poszukiwaniu Szwajpolta Fiola
    W poszukiwaniu Szwajpolta Fiola
    Autor:
    W jednym z paryskich antykwariatów pojawia się tajemniczy człowiek, poszukujący szczególnych wydań książek, za które jest gotów szczodrze zapłacić. Jako że antykwariusz nie jest w stanie sam zdobyć wy...
    czytelników: 8 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-06-15 20:52:06
Ma nowego znajomego: justynka1987
 
2018-06-08 21:27:00
Wypowiedział się w dyskusji: Jak nie promować czytelnictwa

Nie rozumiem, skąd biorą się takie pomysły. "Czytaj książki - będziesz mądry", czy też "Czytaj książki, to się posikasz" jest równie bezsensowne. Ja czytałem już we wczesnym dzieciństwie: bo rodzice czytali książki, bo rodzice zaprowadzili mnie do biblioteki, wszędzie, gdzie się znalazłem: na wczasach, na kolonii, na zimowisku, w szkole - wszędzie zaraz zapisywałem się do biblioteki. Ciułałem... Nie rozumiem, skąd biorą się takie pomysły. "Czytaj książki - będziesz mądry", czy też "Czytaj książki, to się posikasz" jest równie bezsensowne. Ja czytałem już we wczesnym dzieciństwie: bo rodzice czytali książki, bo rodzice zaprowadzili mnie do biblioteki, wszędzie, gdzie się znalazłem: na wczasach, na kolonii, na zimowisku, w szkole - wszędzie zaraz zapisywałem się do biblioteki. Ciułałem grosik do grosika, zbierałem i sprzedawałem butelki, wystawałem w kolejce, żeby kupić Zagadki Fromborka, a idąc niemal na oślep do domu z nosem w książce, podziwiałem ilustracje Szymona Kobylińskiego. Kupowałem Świat Młodych i ślęcząc nad komiksem z ostatniej strony, upajałem się zapachem papieru i farby drukarskiej. Każdego dnia niemal, wracając ze szkoły wstępowałem do antykwariatu, by chociaż pooglądać niektóre woluminy. Gdy odwiedzałem z rodzicami znajomych czy krewnych zawsze sprawdzałem czy mają książki, a jeśli tak to jakie, po czym z zachwytem sięgałem po różne cudowne dzieła oprawione w twarde lakierowane okładki zwykle z płóciennym grzbietem. Wychowałem się na radiu, książkach i prasie. I nigdy nie potrzebowałem więcej. Czytanie było czymś naturalnym, to był styl życia, chleb powszedni. Ale chyba najważniejsze było to, że były wokół osoby, które potrafiły wskazać dobrą książkę, dobrą serię, dobrego autora. Klub Siedmiu Przygód, Naokoło Świata, Kluczyk, Jamnik, Koliber, Nike... Podróż pociągiem - książka, deszczowy dzień wakacji - książka, jesienno-zimowy wieczór - także książka. Jakoś nikt mnie nie zmuszał nie namawiał, nie obiecywał, że będę mądrzejszy, że będę robił mniej błędów. Oczywiście zdarzały się książki okropne, nie do czytania w ogóle: Orzeszkowa, Żeromski, Sienkiewicz... A jednak nawet szkolne lektury, główne narzędzie intelektualnej eutanazji - nie zdołały mi wyrządzić szkody. Zawsze wiedziałem, że są książki - podobnie jak autorzy - dobre i złe, mądre i głupie, wzniosłe i prymitywne, ciekawe i nudne, podstępne i szczere. Czytać, to jest, rozpoznawać litery, nauczyła mnie matka, ojciec zaś pokazał co to znaczy wskoczyć do książki i nią żyć. Skąd więc teraz pomysły, żeby reklamować czytelnictwo? Wiele współcześnie napisanych książek nie nadaje się do czytania, są bezwartościowe a nawet niebezpieczne. I nie budzą już chyba takich emocji. Po prostu to już jest inny świat, świat, w którym na książki chyba nie ma już miejsca…

pokaż więcej

więcej...
 
2018-05-24 22:53:15
Dodał książkę na półkę: Przeczytane, Ulubione

PISAŁEM OSTATNIO o książce wakacyjnej, powieści Z. Nienackiego UROCZYSKO. Dziś chcę się podzielić refleksją po kolejnej lekturze następnej powieści pisarza, jaką był wydany przez Naszą Księgarnię w 1960 roku SKARB ATANARYKA (Przestrzegam przy tej okazji przed wszelkimi innymi wydaniami, przede wszystkim zaś przed przeróbką oficyny Warmia!). Książka nieco inna niż Uroczysko, to dla tych, którzy... PISAŁEM OSTATNIO o książce wakacyjnej, powieści Z. Nienackiego UROCZYSKO. Dziś chcę się podzielić refleksją po kolejnej lekturze następnej powieści pisarza, jaką był wydany przez Naszą Księgarnię w 1960 roku SKARB ATANARYKA (Przestrzegam przy tej okazji przed wszelkimi innymi wydaniami, przede wszystkim zaś przed przeróbką oficyny Warmia!). Książka nieco inna niż Uroczysko, to dla tych, którzy sięgnąwszy po tę pierwszą mogą odczuć lekki zawód. A jednak na swój sposób wspaniała. Nie tylko dlatego, że tak niewiele w niej rekwizytów: kajaki, namioty, jezioro, znaleziska archeologiczne, dość obszerne jak na powieść przygodową opisy z branży. Książka wspaniała, bo trzyma do końca w napięciu, przeplatana humorem i ciekawymi spostrzeżeniami. No i oczywiście wakacyjna na wskroś! Dlaczego wspomniałem o poczuciu zawodu? To właśnie jest clou zagadnienia i świetna okazja, by się z tym rozprawić. Jedną z najbardziej irytujących rzeczy, jaką od dawien dawna spotykam w recenzjach jest wszelkie porównywanie i zestawianie ze sobą! Dlaczego? Po pierwsze, nie po to autor wymyśla, żeby książka miała być dokładnie taka sama jak poprzednia! Jak ktoś chce takiej samej, niech przeczyta tamtą jeszcze raz. Po drugie, zajmowanie umysłu jedną książką, umysł ten oswaja i przyzwyczaja do pewnego obrazu. Może czytelnik nie jest do końca świadomy, ale nawet po lekturze, a bywa że i dość długo, ciągle ten obraz w głowie pozostaje, a my żądni tych samych wrażeń rzucamy się na inne dzieło! I w zasadzie widzimy tylko to, czego tu nie ma! SKARB ATANARYKA ma w sobie coś z lekkiego reportażu, bo i taka w istocie forma ma z motywami powstania książki wiele wspólnego. Sam, przy tej okazji pozwolę to sobie wypomnieć, sam doznaję silnych torsji, kiedy czytam gdzieś, że jakaś książka jest słaba, bo nie jest taka sama jak jakaś inna! Zdarza mi się to czytać także w odniesieniu do własnych dokonań. Nie mam żalu, że coś się nie podoba, nie jest w czyimś guście, że nie bawi, nie zachwyca. Ludzka to rzecz. Ale proponowałbym każdemu, kto zjadł kanapkę z dżemem, żeby chociaż napił się szklankę wody, nim rzuci się na kawał kiełbasy, bo jeszcze zacznie porównywać! Stąd może i moja bardzo osobista awersja do porównań i opinii w rodzaju, że Skarb Atanaryka to jednak nie Uroczysko! O jakże to trafne spostrzeżenie! To rzeczywiście dwie różne książki! Jestem przekonany, że gdyby ktoś w błogiej nieświadomości sięgnął po owo dzieło, nie wiedząc czyjeż ono, doznałby najbardziej fantastycznych uniesień wynikających z lektury tej wspaniałej powieści. Zatem książkę polecam, I wydanie z 1960 roku, Zbigniew Nienacki SKARB ATANARYKA! I radzę się pośpieszyć, wszak lato już blisko, a pogoda do czytania nastraja wyjątkowo i może się zepsuć, czyli poprawić!

pokaż więcej

 
2018-05-24 22:47:46
Dodał do serwisu książkę: Skarb Atanaryka
 
Moja biblioteczka
13 7 32
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
Ulubieni autorzy (1)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd