Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Pierwszy kontakt z „Robinsonem w Bolechowie” może niektórych czytelników zaskoczyć, bo od samego początku widać, że Płaza to jeden z ostatnich, co tak pióro wodzi: język powie...

Skąd wziąć artystę?

Autor recenzji:
Tytuł książki: Robinson w Bolechowie
Autor książki: Maciej Płaza
7,37 (89 ocen i 23 opinie)

Wydany przed dwoma laty „Skoruń” był nie lada wydarzeniem. Maciej Płaza, znany do tej pory jako tłumacz i naukowiec związany z literaturą, zdobył za swój debiutancki zbiór opowiadań Nagrodę Gdynia oraz Nagrodę Kościelskich, był także nominowany do Nike. Czy jego pierwsza powieść ma szansę powtórzyć te sukcesy?

Pierwszy kontakt z „Robinsonem w Bolechowie” może niektórych czytelników zaskoczyć, bo od samego początku widać, że Płaza to jeden z ostatnich, co tak pióro wodzi: język powieści bardzo daleki jest od – ukochanej zarówno przez wielu autorów, jak i dużą grupę odbiorców – przezroczystości. Tam gdzie poradniki każą frazę rozcieńczać, nagle się ona zagęszcza, a gdy zgodnie z prawidłami kreatywnego pisania (wynikającymi z absolutnego zakazu zmuszania czytelnika do intelektualnego wysiłku) powinien wystąpić podsumowujący kilka ostatnich wydarzeń dialog, Płaza co najwyżej zaczyna nowy długi akapit. Czy to zbyt wiele kombinowania? Czy to przerost formy nad treścią? W żadnym wypadku, do tego jeszcze bardzo daleko. To po prostu styl, który stylem rzeczywiście można nazwać; zestawianie słów w sposób nieoczywisty i wynikający z przyjętej estetyki oraz założeń światotwórczych, przekaz jasny i klarowny, wzbogacony jeszcze – a nie tylko ozdobiony – o walory artystyczne. „Robinson w Bolechowie” napisany został bardzo dobrze, co, paradoksalnie, może zniechęcić odbiorców nadmiernie przyzwyczajonych do automatycznego przewracania monotonnie zapisanych stron.

Płaza wcale wgryzienia się w powieść nie ułatwia, bo jej początek to istny kalejdoskop: co rozdział zmienia się narrator, czas akcji na kilka chwil niemożebnie przyspiesza, żeby nagle jedna ze scen mogła rozciągnąć się w nieskończoność. Wszystko to jednak dosyć szybko zostaje wygaszone, a poszczególne wątki-dopływy skupiają się w jeden centralny strumień, który w dodatku płynie potem jasno wytyczonym – na usta ciśnie się: klasycznym, choć to pojęcie w odniesieniu do rzeki wydaje się nieco chybione – korytem; jasno wytyczonym, czyli zgodnym z prawidłami następstwa czasowego i logicznego. Zdarza się Płazie bawić z chronologią, zwykle w przypadku oczywistych retrospekcji, nieco rzadziej wybiera gry subtelniejsze (choć trzeba przyznać, że wyrwana poza ramy czasowe scena z udziałem Julii i Roberta to prawdziwy majstersztyk, który robi oszałamiające wrażenie; jedna z najlepszych scen w polskiej prozie ostatnich lat), ale w gruncie rzeczy trzyma się tradycyjnej formy.

O tym jednak, czy przerasta ona treść – a takie zarzuty wobec „Robinsona w Bolechowie” można usłyszeć – nie decyduje tylko owa forma; przecież coś ją musi wypełniać. Nie uważam jednak, żeby Maciej Płaza miał się czego wstydzić. Akcja zaplanowana została bardzo dobrze, choć nie wybitnie: ciekawy kontekst historyczny pozostaje tylko kontekstem, który otacza klasyczny raczej bildungsroman. Autor modyfikuje jego schematy wykorzystując powołanie głównego bohatera, wybitnego malarza, ale używa tego łomu przy wyważaniu fabularnych furtek i igraniu z językiem – refleksja nad ogólnie pojętym losem artysty nie należy raczej do najważniejszych tematów „Robinsona w Bolechowie”. Można czepiać się kilku fabularnych kiksów (najpoważniejszym z całą pewnością jest wyświechtane zaginięcie Roberta), można mieć pretensje, że Płaza zdecydowanie lepiej radzi sobie z tą częścią akcji, która osadzona została w Bolechowie, a z Poznania, wzorem protagonisty, szybko ucieka, że niektóre wątki zbyt pospiesznie domyka. Wszystko to jednak szczegóły, bo historia jako całość broni się bez trudu – przyciąga intymnym magnetyzmem i kilkukrotnie naprawdę zaskakuje, mimo iż elementy typowe dla literatury kryminalnej i sensacyjnej pojawiają się w niej sporadycznie.

„Robinson w Bolechowie” to najlepsza polska powieść, jaką przeczytałem w ostatnim czasie. Maciej Płaza udowadnia tym samym, że wszystkie zaszczyty, który spotkały go przy okazji „Skorunia” nie były przypadkiem, a rodzima literatura wzbogaciła się o kolejnego wartego śledzenia pisarza.

Bartosz Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Książki nagrodzone w 2018 roku

Czas podsumowań trwa. Dziś przygotowaliśmy zestawienie książek, które w roku 2018 zdobyły różne nagrody literackie. I nawet jeżeli w wyborze lektur nie kierujecie się nagrodami, to warto sprawdzić oceny i opinie nagradzanych książek wśród czytelników lubimyczytać.pl, aby nie umknęły Wam wartościowe tytuły.  


więcej
Literacki Angelus dla Macieja Płazy

Po raz pierwszy Literacka Nagroda Angelus trafiła w ręce Polaka. Laureatem został Maciej Płaza za powieść „Robinson w Bolechowie”, która ukazała się w Polsce nakładem wydawnictwa W.A.B.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Vegenerata sposób na zdrowie. Biegaj, gotuj, chudnij

Nie mam jasności w temacie Marioli jest taka piosenka, podobnież nie mam jasności w temacie tej publikacji. Spodziewałam się samych przepisów, a zosta...

zgłoś błąd zgłoś błąd