Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
 Czy Stephen King i jego syn, Owen King, ryzykowali w jakikolwiek sposób, stwarzając tę historię? Myślę, że tak. Myślę również, że dzieło to może okazać się jednym z ważniejszy...

I ty, co tak się smucisz, gdy piszesz te słowa…

Autor recenzji:
Tytuł książki: Śpiące królewny
Autorzy książki: Stephen King, Owen King
6,83 (1001 ocen i 201 opinii)

Nazwisko King jest ostatnio niemal wszędzie. Głośno o nim zarówno w świecie literatury, jak i filmu. Najgłośniej jednak w tym pomiędzy nimi - w świecie adaptacji. „Mroczna wieża” z Idrisem Elbą w roli Rolanda nie okazała się co prawda hitem, ale osobiście nie uważam jej też za porażkę. Natomiast ekranizacja powieści „To” - to już zupełnie inna bajka. Film ten zgromadził w kinach nieprawdopodobną liczbę widzów. I nie ma się co dziwić - jest to bowiem nie tylko genialny obraz sam w sobie, ale także świetne przeniesienie rewelacyjnej książki na wielki ekran. Również serialowy gigant, jakim jest Netflix, wziął się za to słynne nazwisko i wyprodukował w tym roku dwa filmy na podstawie prozy Stephena Kinga - „Grę Geralda” i „1922”. To wszystko są jednak teksty, które istnieją od lat, a czytelnicy z zapałem czekają na nowości. Mieszkający w Maine pisarz nie zawodzi ich - niedługo światło dzienne ujrzy „Pudełko z guzikami Gwendy”, a na półkach księgarnianych już teraz pyszni się 700-stronicowa powieść autorstwa ojca i syna - Stephena i Owena Kingów. I choć za wcześnie, by cokolwiek mówić o ekranizacji książki „Śpiące królewny”, to ja już teraz nie mam wątpliwości, że jest to świetny materiał na film, a nawet serial.

Przychodzą nieustannie z tamtej strony ciszy
Psy, wierzby, nagłe sady, ćmy białe, ćmy szare
I próżnię zapełniają, gdzie czasem brak myszy,
By zasklepić czymkolwiek w świat wyziorną szparę.

Witajcie w Dooling - niewielkiej mieścinie, stolicy hrabstwa Dooling, położonego w Appalachach. To tutaj rozegrają się wydarzenia, które będą miały wpływ na losy całego świata. Brzmi patetycznie, ale bez obaw - książka wcale taka nie jest. Poznamy tu wielu ludzi, wiele kobiet i mężczyzn, którzy w którymś momencie powieści będą ważni dla fabuły. Do tych najważniejszych należą jednak: Lila, która jest lokalnym szeryfem; Clint - jej mąż i psychiatra w miejscowym zakładzie karnym dla kobiet; Frank - hycel, a także porywczy mąż i ojciec; Tiffany - młoda narkomanka uzależniona nie tylko od prochów, ale także od wpływu swojego kuzyna dilera; Michaela - znana dziennikarka pochodząca z Dooling; Eve, która przybyła znikąd, a także lis. W ciągu kilku dni, w trakcie których rozegra się akcja powieści, wszystkie te postaci, a także cała masa tych, których nie wymieniłam, będą musiały podjąć bardzo ważne decyzje; decyzje, do podjęcia których nikt ich nie przygotował. Staną przed wyborami, o których nigdy by nie pomyśleli, że mogą w ogóle zaistnieć w ich świecie. Czy wszyscy wybiorą dobrze i mądrze? Oczywiście, że nie. Bohaterami u Kingów są przede wszystkim ludzie z krwi i kości, a pisarze postawili sobie za cel, by pokazać ich słabość w całej rozciągłości - nikogo nie usprawiedliwiając i nikogo nie wybielając. Co więcej, dają oni tym fikcyjnym postaciom szansę, jaką nie zawsze wykorzystują rzeczywiste - dostrzeżenia własnych błędów i próbę ich zrozumienia.

Kiedy do przyczepy pewnego ćpuna, w której przebywa aktualnie zamroczona narkotykami i zniszczona życiem Tiffany, przychodzi piękna, odziana jedynie w męską koszulę kobieta, nikt nie przeczuwa ani tragedii, ani niczego niespotykanego. Ot, pewnie była kochanka dilera przychodzi z pretensjami lub po kolejną działkę. Podobnie sprawy stoją z doniesieniami na temat zasypiających i niebudzących się kobiet. Informacje docierające do Dooling pochodzą z tak daleka i brzmią tak nieprawdopodobnie, że nikt nie bierze ich na poważnie. Nikt - zupełnie jak w przypadku półnagiej kobiety zjawiającej się przed przyczepą w lesie - nie przewiduje tragedii i tego, że za moment świat stanie na głowie, a ludność pogrąży się w panice i chaosie. Doniesienia brzmią absurdalnie - kobiety miałyby po zaśnięciu obrastać białymi nićmi, wysnuwającymi się z ich włosów i uszu, formującymi się finalnie w coś przypominającego kokon. Kobiety takie rzekomo żyją, a ich funkcje życiowe są w normie, ale się nie budzą. Kolejne pojawiające się w telewizyjnych wiadomościach obrazy budzą jednak coraz większą grozę, a towarzyszące im mrożące krew w żyłach relacje, każą spojrzeć na sprawę na nowo. Podnoszą się nerwowe, apelujące głosy, żeby pod żadnym pozorem nie naruszać tych kokonów. By zakazu nie zlekceważono, jedna ze stacji telewizyjnych decyduje się puścić niezwykle brutalny i krwawy materiał, na którym widać, jak kobieta, wyrwana ze swojego nienaturalnego snu, poprzez rozerwanie kokonu przez jej męża, odgryza mu nos w istnym, nieopanowanym ataku furii.

W następnych godzinach kobiety z Dooling, jedna po drugiej, zaczynają zasypiać. Najpierw padają te najbardziej zmęczone, które pracowały na nocne zmiany lub którym nie dawało zasnąć malutkie dziecko. Zasypiają przede wszystkim te, które jeszcze nie zdążyły obejrzeć wiadomości i nie wiedzą, że ten sen, może okazać się wieczny. Te przedstawicielki płci pięknej, które wiedzą już, co się dzieje na świecie, robią wszystko, żeby nie zasnąć. W ruch idą nie tylko hektolitry mocnej kawy, ale także środki apteczne i te, które można by znaleźć we wspomnianej wcześniej przyczepie. Panika zaczyna ogarniać cały świat. Lekarze i naukowcy nie potrafią powiedzieć ani dlaczego tak się dzieje, ani czy jest na to jakiekolwiek lekarstwo. Jeden z mężczyzn wysuwa nawet teorię, jakoby był to jakiś skrajny przypadek zbiorowej histerii. No cóż… niezbyt szczęśliwa dla niego hipoteza. I podczas gdy cały świat szuka bezskutecznie wyjaśnienia i rozwiązania tej zagadki, okazuje się, że w małym Dooling jest jedna jedyna kobieta, która może normalnie zasnąć i budzi się potem jak gdyby nigdy nic.

Poznajcie Eve. Nikt oczywiście nie wie, jak nazywa się naprawdę, ale można mówić na nią Evie Black. To właśnie ona tego feralnego dnia stanęła przed przyczepą, w której pewien mężczyzna handlował narkotykami. To właśnie ją szeryf Lila zgarnęła z drogi po tym, jak jechała na wezwanie do masakry, która miała miejsce w przyczepie. To właśnie ona ląduje tymczasowo w zakładzie karnym dla kobiet w Dooling i nikt nie wie, co z nią począć. To ona zasypia i budzi się zupełnie normalnie. To właśnie ona podzieli mężczyzn hrabstwa. Kiedy bowiem rozejdzie się wieść, że istnieje kobieta, która nie zapadła na aurorę (jak zaczęto nazywać tę przedziwną epidemię), w umysłach mężczyzn, których matki, żony, kochanki, córki i przyjaciółki zasnęły owinięte kokonem, rodzić się będą najróżniejsze pomysły. Jedni będą chcieli, by przebadali ją wykwalifikowani lekarze, inni, widząc w niej jedynie zagrożenie i siedlisko zła, będą chcieli ją zabić. Znajdą się również ci, którzy postanowią ją chronić. Za wszelką cenę. W imię swoich śniących kobiet. Modląc się, aby okazało się, że właśnie tak trzeba.

Przychodzą potłumione zielenią otchłanie,
I dziewczęta, co w oczach dźwigają los nieba -
I obłoków nad ziemią srebrne górowanie
I ta wiara, że właśnie tak trzeba, tak trzeba…

Wraz z pojawieniem się Evie, wraz z rozprzestrzenianiem się aurory, w Dooling zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Tu i ówdzie widywane są chmary ciem, niespotykane w takiej ilości i o takiej porze. Niejeden mężczyzna będzie musiał opędzać się niecierpliwą dłonią od nocnego motyla niczym od natrętnej muchy. Kto to widział ich tyle naraz? Cóż za plaga…?

„Śpiące królewny” to nie tylko wciągająca i świetnie napisana powieść z elementami fantasy. To również bardzo odważne, ale i niepokojące spojrzenie na nasz świat, w którym podział na mężczyzn i kobiety zawsze budzi największe dyskusje i kontrowersje, choć przecież nie da się go uniknąć. Czy Stephen King i jego syn, Owen King, ryzykowali w jakikolwiek sposób, stwarzając tę historię? Myślę, że tak. Myślę również, że dzieło to może okazać się jednym z ważniejszych w bibliografii Króla Horroru, choć niekoniecznie ze względu na komercyjny sukces. Stawia wiele ważnych pytań i udziela odpowiedzi, które - choć niesformułowane do końca - nie zawsze nastrajają pozytywnie.

Świat bez mężczyzn, świat bez kobiet - to nie jest problematyka poruszana po raz pierwszy w literaturze i ogólnie w kulturze. Ale dzieło napisane przez ojca i syna ma pewną zaletę, która odróżnia je od większości tych o podobnej tematyce. Ukazuje bowiem prawdopodobny obraz obu tych światów niemal jednocześnie. Obserwujemy więc zarówno pogłębiający się w przemocy, agresji i ogniu bezsensownych walk świat, w którym pozostali niemal sami mężczyźni, ale także zaglądamy do innego wymiaru, w którym istnieją wyłącznie kobiety. To pozwala nam zestawić ze sobą te dwa światy, porównać je z bardzo bliska, niczego nie pomijając i o niczym nie zapominając. Kontrast pomiędzy męską a damską rzeczywistością jest uderzający. Owen King i jego ojciec nie pozostawiają wątpliwości, co do tego, jak wyobrażają sobie naszą planetę i społeczeństwo, gdyby pozostali przy życiu przedstawiciele tylko jednej płci.

Cieszę się, że powieść podejmująca taką tematykę, wyszła spod pióra (a raczej piór) mężczyzn. Ich bowiem nikt nie posądzi od razu o feminizm, nikt nie zlekceważy tej wizji, zrzucając ją na karb rozbuchanej kobiecej wyobraźni, której właścicielka miała pecha, trafiając zapewne w swoim życiu na nieodpowiednich mężczyzn. Jestem niemal pewna, że gdyby Śpiące królewny napisała kobieta, zostałyby one odebrane inaczej - bardziej oschle, bardziej wymijająco, może nawet z przymrużeniem oka. Tymczasem najnowsze dzieło Stephena Kinga i jego syna to lektura, która daje tym więcej do myślenia, im jesteśmy bliżej jej zakończenia. Jeśli chodzi o finał powieści właśnie - którego, muszę przyznać, nieco się obawiałam - to jest on jednym z najsilniejszych atutów książki. Słodko-gorzkie zakończenie, z naciskiem na ”gorzkie”, pozostawia czytelnika z dziwnym, dość nieprzyjemnym uczuciem, które jednak bardzo dobrze świadczy o lekturze. Niektóre wybory, choć wiemy, że są słuszne, i nie żałujemy ich, odciskają na nas piętno do końca życia, przytłaczając wizją alternatywy, którą odrzuciliśmy.

Sięgając po „Śpiące królewny”, obawiałam się nieco, że odczuwalny będzie fakt, iż książkę pisało dwóch autorów. Szybko jednak przestałam się nad tym zastanawiać, zatopiona w lekturze. Podobno ojciec i syn tworzyli tę książkę fragmentami, a każdy napisany przez Stephena Kinga, przesyłany był do syna, i na odwrót. Później musieli tak popracować nad tekstem, aby nie dało się odróżnić, że dany akapit czy rozdział pisał bardziej lub mniej znany King. I w moim odczuciu udało się to znakomicie - gdybym nie wiedziała, byłabym święcie przekonana, że czytam książkę napisaną przez jednego autora. Jedyne, co rzuca się w oczy, to to, że czytelnicy przyzwyczajeni do prozy autora Mrocznej Wieży, być może będą oczekiwać charakterystycznych, zapadających głęboko w pamięć bohaterów - jednego lub dwóch, może trzech, którzy będą się mocno wyróżniać na tle innych. O których odbiorca będzie myślał częściej i chętniej. W Śpiących królewnach raczej tego nie znajdzie, a na pewno nie w takim stopniu, w jakim mógł oczekiwać. W powieści występuje naprawdę bardzo dużo postaci - nie bez powodu przed pierwszym rozdziałem otrzymujemy spis wszystkich bohaterów z krótkim opisem, kto jest kim. To z kolei przesądziło o tym, że żadnej nie zostało poświęcone tyle czasu, by stała się ona dla kogoś ulubionym książkowym bohaterem - nie zdążyliśmy nikogo poznać bowiem aż tak dobrze. Na szczęście jednak to, co z prozy Kinga przesiąkło do książki napisanej wspólnie z synem, to ta dobrze znana małomiasteczkowość, na tle której rozgrywa się większość historii siedemdziesięcioletniego pisarza.

Można pokusić się o stwierdzenie, że Śpiące królewny to swego rodzaju apokalipsa, a raczej jej wizja. Świat pogrążony w chaosie, zdruzgotany przez tajemniczą aurorę, która zabrała mężczyznom ich kobiety, opuszcza bezwładnie ręce, bo nie wie, co ma ze sobą zrobić. Wiele jest w tej historii zła i złych ludzi - nie tylko mężczyzn, choć nie da się ukryć, że to oni tutaj wiodą prym, jeśli chodzi o agresję i rozlew krwi. Kiedy niemal wszystkie kobiety na świecie śpią - przemoc wydaje się być najlepszą metodą. Jednak czy tylko tak potrafią rozwiązywać problemy mężczyźni? Smutne to spojrzenie na świat i smutny musiał być ojciec z synem, gdy dochodzili do takiego wniosku, pisząc tę powieść. Niezwykle udaną i skłaniającą do przemyśleń powieść.

I przychodzą modlitwy o większą tęsknotę,
Źli bogowie, złe wiosny i mgła zagrobowa,
Bzy bez jutra, bez wczoraj, ćmy czarne, ćmy złote
I ty, co tak się smucisz, gdy piszesz te słowa…*

* Bolesław Leśmian - „Ćmy”



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Czytamy w weekend

Po zeszłotygodniowym obżarstwie nie zostało już śladu. Z jeszcze większą werwą zabraliśmy się za kolejne książki, Wszak leżenie na kanapie i czytanie książek również spala kalorie! Sprawdźcie co będziemy czytać w najbliższych dniach, i jak zwykle podzielcie się waszymi planami w komentarzach!


więcej
Przyszłość filmu należy do Stephena Kinga

Mroczna Wieża, Gra Geralda, Coś, Pan Mercedes i 1922 (ze zbioru opowiadań Czarna bezgwiezdna noc). To ekranizacje prozy amerykańskiego mistrza grozy z samego 2017 roku. Patrząc na listę przyszłych projektów w oparciu o książki Stephena Kinga, jego nazwisko szybko nie zejdzie z afisza, a czytelnicy będą mieli pełne ręce roboty w porównywaniu literackich oryginałów z filmowymi adaptacjami.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
W pogoni za Vermeerem

Ta książką była wielką frajdą i spowodowała, że oglądanie obrazów Vermeera było ekscytujące, skłaniała też do skupienia się na szczegółach jego dzieł....

zgłoś błąd zgłoś błąd