Lubimyczytać.pl Sp. z o.o

Nie sposób wypunktować wszystkiego, o czym traktuje ta gęsta od poruszanej problematyki książka, swoisty autokomentarz do twórczości literackiej Herty Müller.

...

Literatura niczego nie leczy. Muszę wciąż na nowo oglądać minione*

Autor recenzji:
Autor książki: Herta Müller
7,73 (51 ocen i 7 opinii)

Twórczość niemieckiej pisarki począwszy od jej debiutanckich „Nizin” jest mocno niepokojąca i głęboko zanurzona w noszącym znamiona traumy autobiograficznym doświadczeniu. Chwyta za gardło, pozostawia intensywny osad smutku, nie pozwala o sobie zapomnieć. Każdy kolejny tekst jest dopowiedzeniem do poprzedniego, staje się jego rozszerzeniem. Fundamentami jej wstrząsającego pisarstwa jest tragiczna historia rodzinna (ojciec żołnierz Waffen SS, matka skazana na pięć lat pobytu w sowieckim łagrze za bycie żoną SS-mana) oraz przesiąknięte lękiem życie w rumuńskim Banacie w czasie dyktatury Ceaușescu.

Czytając jej literaturę, nie tylko tę fikcjonalną, ale również eseistykę, trudno nie odnieść wrażenia, że noblistka przemawia w imieniu umarłych, bezimiennych ofiar totalitaryzmów, które nawiedziły w XX wieku Europę Środkowo-Wschodnią. Pisze, by się poddać terapii i przepracować zapośredniczoną traumę uwikłania swojej rodziny w nazizm; tworzy, by zmierzyć się z tym stygmatyzującym piętnem. Owo podejście zbliża ją do dwóch wielkich nazwisk austriackiej literatury – Martina Pollacka i Elfriede Jelinek. Częstokroć, jak każdy poważny literat uprawiający życiopisanie, autorka wstrząsających, rozrachunkowych książek stale trzyma się swojego wiodącego tematu, podejmującego skomplikowaną relację pomiędzy jednostką a historią oraz drąży problem uwikłania człowieka w posiadające fatalistyczny wymiar zdarzenia dziejowe.

Nie inaczej rzecz wygląda w najnowszej książce autorki znakomitych esejów z tomu „Król się kłania i zabija”. Otrzymaliśmy zbiór rozmów noblistki z Angeliką Klammer pod tytułem „Moja ojczyzna była pestką jabłka”. Ta dziwaczna z pozoru metafora jest pierwszą częścią rymowanki, którą pisarka ułożyła, by oswoić strach w czasie drogi na przesłuchanie do Securitate. Dokończenie brzmi: między sierpem a gwiazdą czyha pułapka. I już możemy się domyślać o czym będą prowadzone rozmowy; czytelnik może mniemać, iż sporo uwagi poświęcone zostanie kwestiom historyczno-politycznym, bo właśnie dyskurs polityczny jest tym wiodącym w twórczości Niemki. Uwikłanie w politykę państwa totalitarnego określa większość jej bohaterów, którzy – warto zaznaczyć – posiadają pozaliterackie odpowiedniki. Po raz kolejny w najnowszej książce wraca najbardziej chyba wstrząsający okres z jej życia, kiedy jako tłumaczka w fabryce była prześladowana przez rumuńską bezpiekę, a za opór bardzo długo płaciła wysoką cenę. Autorka „Sercątka” częstokroć wraca także do dzieciństwa, dramatycznie opowiadając o przemocy rodzinnej, widząc w niej pochodną odczłowieczenia, jakie przechodzą więźniowie obozów pracy.

Nie sposób wypunktować wszystkiego, o czym traktuje ta gęsta od poruszanej problematyki książka, swoisty autokomentarz do twórczości literackiej Herty Müller. Jednym z wiodących tematów rozmów pomiędzy pisarką a filozofką jest strach jako doświadczenie wyróżniające powojenną historię naznaczoną stalinowskimi więzieniami w Europie Środkowo-Wschodniej. Autorka porusza się również wokół tematu wyważonej i racjonalnie ujmowanej odpowiedzialności za przeszłość, za zbrodnie, których dokonał jej ojciec jako żołnierz SS, a które do końca życia były wypierane z jego świadomości. Podobnie widzi kwestię odpowiedzialności Rumunów za współudział w Holokauście. Po wojnie temat tabu, a chyba nie trzeba przypominać tak oczywistego faktu, jak ten, że Rumuni byli sojuszniczą siłą hitlerowców w czasie II wojny światowej. Pisarka bardzo głęboko drąży temat ideologizowania oraz reinterpretowania przeszłości dla prób stworzenia wygodnej i zwalniającej z poczucia winy wersji historii. I bardzo dobrze, że o tym mówi, bo w czasie raczkujących nacjonalizmów oraz podnoszenia łba przez faszystowską hydrę, trzeba o tym bezustannie przypominać; powtarzać, że jednostronna ideologizacja instrumentalizująca minione zdarzenia do niczego dobrego nie prowadzi. Na zasygnalizowanie zasługują także refleksje pisarki na temat używania języka jako tworzywa do kreowania obrazu totalitarnej rzeczywistości. Analizuje ona przykłady jego stosowania w propagandzie, z nastawieniem na perswazję oraz zastraszanie, czy szerzej, do konstrukcji pożądanej przez reżim wizji świata.

Mówiąc o prawidłach, jakimi rządzą się mechanizmy ideologizacji historycznych faktów, autorka co rusz zahacza o swoją rodzinną przeszłość. Niczym koszmar, wspomina przynależność swojego ojca do hitlerowskiej formacji, nie mogąc pogodzić się z haniebną przeszłością swojej rodziny, z niezmywalnym znamieniem nazizmu. Jej ojciec wstąpił do SS w wieku siedemnastu lat; tyle samo miała Herta, kiedy przeniosła się do miasta, aby kontynuować naukę, będąc wówczas przeciwieństwem swego ojca, który jak wspomina pisarka, jeszcze w latach siedemdziesiątych po pijanemu z kolegami wyśpiewywał nazistowskie pieśni, co wywoływało w niej jedynie uczucia obrzydzenia i pogardy. Autorka powiada, że nawet najbardziej osobiste, nieme i instynktowne związki w każdej rodzinie mają wymiar polityczny, ponieważ reagują na otaczający je polityczny system. Po czym dodaje: Każda rodzinna historia jest prywatną kalką historii epoki.

Warto również przywołać jej złożoną refleksję na temat procesu pisania oraz funkcji literatury. Nie zaczęła ona pisać jako świadoma autorka, lecz – paradoksalnie – po to, by znaleźć oparcie w nędzy swojego życia podszytego lękiem o każdy dzień, który przynosił jedynie strach oraz niepewność. Oprócz traumatycznych wspomnień, autorka powieści Człowiek jest tylko bażantem na tym świecie sporo mówi na temat literatury, akcentując jej wymiar podtrzymywania pamięci. Powiada, że literaturze nie jest nic winna, drobiazgowo opisując współzależność pomiędzy życiem a twórczością. Przywołuje historię swojej matki, która stała się punktem wyjścia do powstania „Huśtawki oddechu”. Zatem przeżyte staje się dla niemieckiej pisarki fundamentem literatury. O przeżytym chce mówić i pisać, przeżyte przekuwać w literacką fikcję.

Herta Müller widzi proces pisania jako mieszankę fascynacji oraz przesytu, uważa go za wewnętrzną konieczność, akt twórczy uprawiany dla siebie oraz wbrew sobie. Zwierza się ponadto ze swojej strategii tworzenia. Po skończeniu poddaje napisany tekst wielokrotnej lekturze, która często otwiera nowe możliwości poprowadzenia fabuły, czy stworzenia innego wariantu tekstu. Niemka – podobnie jak Houellebecq – twierdzi, że istnieje okres dojrzewania i krzepnięcia tematu. Autor „Cząstek elementarnych” nazywa ów czas cementowaniem. Potem przychodzi konieczność tworzenia.

Müller opanowała do perfekcji to, co udaje się niewielu twórcom literatury. Potrafi w sposób literacko wyrafinowany, ale i szokująco dosłowny odsłonić kulisy ludzkiego strachu, zaszczucia, które niejednokrotnie prowadzą do obłędu. To mocna literatura. Bez tej pisarki nie wyobrażam sobie współczesnej literatury niemieckiej, nie tylko tej podejmującej problematykę wykorzenienia, lecz przede wszystkim mierzącej się z problematyką kruchości ludzkiej egzystencji w ogóle. No cóż, człowiek jest tylko bażantem na tym świecie.

Justyna Anna Zanik

* Tytuł pochodzi z tekstu recenzowanej książki



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pozwól mi wrócić

"Pozwól mi wrócić" Trzecia książka autorki na którą czekałam z niecierpliwością. Po jej ukazaniu większość recenzji i komentarzy bardziej z...

zgłoś błąd zgłoś błąd