Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
„Kompleks 7215” to moje pierwsze spotkanie z literaturą tego pokroju, które traktuję jako miły przedsmak do powieści już aspirujących do miana kultowych. Wierzę, że Bartek Biedrzycki sk...

W świecie metra i wyżej

Autor recenzji:
Tytuł książki: Kompleks 7215
Autor książki: Bartek Biedrzycki
6,3 (492 ocen i 84 opinie)

Każdy, kto choć w minimalnym stopniu śledzi współczesny rynek wydawniczy, widząc debiutancką powieść Bartka Biedrzyckiego, bez mrugnięcia okiem zaklasyfikuje ją do popularnej dziś literatury ZONY, budującej futurystyczną wizję świata po zagładzie nuklearnej. Nie trzeba zaglądać do środka „Kompleksu 7215”, by takiego przyporządkowania dokonać – wystarczy rzut oka na szatę graficzną okładki i sam wymowny tytuł. Nikomu nieznany polski autor w swoich postapokaliptycznych wyobrażeniach nie jest odosobniony na literackiej arenie. Zagłada świata i życia w postaci, którą znamy z autopsji to temat niepokojący twórców z różnych biegunów literatury; na owym motywie Stephen King oparł jedną ze swoich najlepszych powieści – „Bastion”, podobnie uczynił wybitny Cormac McCarthy, tworząc fenomenalną „Drogę”, pełnymi garściami czerpią z niej współcześni twórcy słowiańscy. Biedrzycki w „Kompleksie 7215” nie miał takiego rozmachu fabularno-wizjonerskiego jak King, nie zawarł w nim również takiej emocjonalnej głębi, czego dokonał McCarthy; czy zbliżył się czymkolwiek do „Metra 2033” (i jemu podobnych pozycji) nie mnie oceniać, gdyż powieść Glukhovskiego dopiero przede mną. Moje polekturowe refleksje skłoniły mnie do wysnucia wniosku o pewnej nieporadności polskiego pisarza w konsekwentnym i pogłębionym budowaniu opowieści rodem z rzeczywistości warszawskiego metra, niemniej „Kompleks 7215” broni się ciekawie zarysowanym środowiskiem tak ludzi, jak i wszelkiej maści zmutowanych organizmów egzystujących po nuklearnej eksterminacji.

W perspektywie makro fabuła „Kompleksu 7215” skupia się na odtworzeniu warunków, jakie zapanowały w polskiej stolicy i jej okolicach (miejsce akcji) w dwudziestym pierwszym roku po Zagładzie (to czas akcji). Najdogodniejszym, bo ukrytym głęboko pod ziemią, przez co chroniącym przed zabójczą radiacją i mutantami miejscem ocalenia okazuje się warszawskie metro, gdzie z czasem ocalała ludzkość zaczyna tworzyć małe społeczności, których kształt i „ustrój” podporządkowane zostają specyfice wchodzących w jej skład członków. Wśród sojuszy i organizacji determinujących funkcjonowanie poszczególnych ludzkich zbiorowisk, wchodzących w ich skład, najważniejszą rolę w powieści pełni Kryształowy Pałac – bastion intelektualizmu, technologii i wzorowego współżycia opartego na wzajemnej pomocy, ochronie ocalałych zbiorów Biblioteki Narodowej i takiego urządzania podziemnego życia, by w jak największym stopniu przypominało ono to z zapomnianej przeszłości. Na czele społecznego porządku w Kryształowym Pałacu stoi garstka odważnych, świetnie przeszkolonych stalkerów, systematycznie dozorujących tunele, wychylających się od czasu do czasu na skażoną powierzchnię oraz zbrojnie wypuszczających się w mniej spokojne miejsca metra. Dowódcą stalkerów jest nieustraszony Borka o rudej czuprynie i męskiej postawie, któremu na oczach czytelnika przyjdzie się zmierzyć nie tyle z niebezpieczną wyprawą do tytułowej Atomowej Kwatery Dowodzenia ukrytej gdzieś w lasach Puszczy Kampinoskiej, co z osobistymi demonami przeszłości. Szkoda, że ambitny cel wyprawy stalkerów – dotarcie do Kompleksu 7215, czyli tajnej bazy wojskowej, potencjalnej ostoi cywilizacji w prawdziwym tego słowa znaczeniu – został potraktowany przez autora trochę po macoszemu, zagubił się w wielu innych fikcjonalnych sprawach i wątkach, by finale… zbić jednak czytelnika z tropu. Niestety, nawet niespodziewany koniec fabuły nie jest w stanie uratować całej historii. Tym, czego „Kompleksowi 7215” brakuje, jest przede wszystkim spójna, dynamiczna, wsysająca bez reszty akcja, bez niej nie sposób mówić o porządnej gratce dla miłośników gatunku. W powieści podoba się sposób skrojenia głównych bohaterów: są komiksowi, wzbudzający sympatię, choć trochę zbyt płascy psychologicznie i małomówni, ale gdy już ciągły tekst rozerwie dialog, to jest on kwintesencją męskiego gadania, bynajmniej nie charakteryzuje go subtelność, a oszczędność i soczystość. Biedrzycki trafnie i z pomysłem zasiedlił metro. Obok tych prawomocnych przewijają się bohaterowie wynaturzeni, fanatycy religijni, wszelkiej maści artyści, prostytutki, cyrkowcy, blade dzieci, niedobitki pamiętające czasy sprzed „dnia zero”, neonaziści, inżynierowie i brudni łachmaniarze. Przekrój społeczny metra jest jednocześnie odbiciem warunków życiowych, jakie poszczególne grupy stworzyły w wybranych odcinkach tuneli; stąd elektryczność i czyste posłania w obrębie Kryształowego Pałacu oraz brud, smród i ubóstwo w rejonach zamieszkiwanych przez damy lekkich obyczajów i sponiewieranych artystów. Wilgotne, ciemne rejony metra to wbrew pozorom również zamieszkałe miejsca. Mnożą się tam dziwaczne stworzenia i choć są rzadko spotykane, dają wyobrażenie tego, co może istnieć poza ochronnym betonem podziemnej aglomeracji.

Fani fantastyki lubią się bać. Czym jest bowiem dobra literatura spod znaku postapo bez wszelkiego rodzaju organicznych hybryd, mutantów i zdziczałych, humanoidalnych plemion egzystujących na krawędzi śmierci? „Kompleks 7215” i dwa uzupełniające go, choć z fabułą związane pośrednio, opowiadania udowadniają, że przestrzenie skażone radiacją i bronią biologiczną tylko z pozoru zieją pustką. Ekstremalnie pojęty dobór naturalny wyprodukował liczne dziwadła, co rusz zasiedlające kartki powieści. Latający zegarowy, który zamieszkuje Pałac Kultury i Nauki, biegające w sforach lupiny czy najbardziej przerażające: hekatonchejr – człekopodobny twór o trzech parach ramion oraz bytujący na cmentarzu, przypominający olbrzymiego kreta władca marionetek to potwory przemierzające zlodowaciałe, zrujnowane miasto i śmiało atakujące ludzi. Twórcza wyobraźnia Bartka Biedrzyckiego podziałała w tym punkcie i na moją. Na uwagę zasługuje również jego artystyczna wizja postnuklearnej powierzchni ziemi, choć nie jest ona niczym nowatorskim. Dominuje tu sypiący z nieba szary śnieg, przejmujący wiatr i dojmujący ziąb, ścinający zwały brudnego opadu w naturalne przeszkody, ale i potencjalne schrony. Wszystkie moje analityczno-interpretacyjne spostrzeżenia płynące z lektury „Kompleksu 7215” zbiegają się w jednym fakcie: zmutowane potwory i ludzie żyjący nie tylko w metrze, ale i poza (opowiadanie „I tak warto żyć”) w świecie postatomowym stoją na jednym szczeblu, przyszłość bowiem nie ma im nic więcej do zaoferowania.

„Kompleks 7215” to moje pierwsze spotkanie z literaturą tego pokroju, które traktuję jako miły przedsmak do powieści już aspirujących do miana kultowych. Wierzę, że Bartek Biedrzycki skreśli jeszcze co nieco z przygód odważnych stalkerów, wiele wątków zostało przecież otwartych… To, co najlepsze w „Kompleksie 7215” zaznaczyłam powyżej, na deser pozostawiłam wyrazy zachwytu nad stroną edytorską książki. Chyba jeszcze nigdy nie miałam w ręce pozycji wydanej przez Fabrykę Słów, ale jeśli wydawnictwo taką wagę przykłada do każdej swojej publikacji, to jestem mile zaskoczona. „Kompleks 7215” to książka w standardowym formacie ze skrzydełkami, na których umieszczono plan postapokaliptycznego metra z najważniejszymi dla fabuły miejscami (czytelnik nieznający Warszawy z pewnością nie zgubi się, podążając za stalkerami) oraz podobiznę i notkę biograficzną autora. Okładka jest matowa z elementami błyszczącymi, co zawsze przyciąga moją uwagę. Ponadto powieść ilustrowana jest genialnymi, czarno-białymi rysunkami Roberta Adlera, choć uważam, że jest ich o wiele za mało, bo niesamowicie wzbogaciły treść. Mam nadzieję, że przekonałam wszystkich zainteresowanych, iż debiut naszego polskiego twórcy postapo godnie, choć jeszcze z pewnym drżeniem rąk, dźwiga ciężar tworzącej się literackiej subkultury, rosnącej w zawrotnym tempie od czasu ukazania się „Metra 2033”.

Justyna Anna Zanik



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Zgłoś ulubioną książkę do Zajdla!

Każdy czytelnik fantastyki może wybrać od jednego do pięciu utworów w każdej kategorii (powieść/opowiadanie), wydanych w poprzednim roku kalendarzowym. Po pięć utworów, które zbiorą najwięcej głosów, znajdzie się na liście nominacji do Nagrody. Spośród nich uczestnicy XXX POLCON-u, który odbędzie się w dniach 20 – 23 sierpnia 2015 r. w Poznaniu, dokonają wyboru Laureatów.


więcej
Nie jestem pisarzem, ja po prostu napisałem książkę

Zapraszamy do lektury wywiadu z Bartkiem Biedrzyckim, autorem książki „Kompleks 7215”, która ukazała się w sierpniu nakładem Fabryki Słów, pod patronatem naszego serwisu. 


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Moja walka. Księga 5

Nie wiem co to za socjotechnika, pięć ksiąg za mną, za chwilę kupię ostatnią, nic się nie dzieje, wydaje się nudne, a się czyta. Z pewnością Karl Ove dużo widzi, ma w sobie dziwną wrażliwość. Plus skandynawskie realia....

zgłoś błąd zgłoś błąd