Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Zrodzona z dwóch ojców (Terry Southern współpisał scenariusze do „Doctora Strangelove’a” i „Swobodnego jeźdźca”, natomiast Mason Hoffenberg dużo pił) Candy jest urocza jak ciepły...

Panna C.

Autor recenzji:
Tytuł książki: Candy
Autorzy książki: Terry Southern, Mason Hoffenberg
5,76 (41 ocen i 5 opinii)

Nie takie już młode, bo prawie pięcioletnie, łódzkie wydawnictwo Officyna postanowiło nasycić polski rynek czytelniczy pozycjami wywodzącymi się z rozmaitych ruchów kontrkulturowych: hippisowskich, bitnikowskich czy punkowych. Skutkiem tego trafiła do naszych rąk słodka „Candy”, dobroduszna przyrodnia siostra Lolity i Emmy Bovary. Na co dzień pomieszkuje ona raczej w poślednich motelowych pokojach i chociaż nigdy nie zazna blasku chwały, w którym rozkwitają bohaterki Nabokova oraz Flauberta to dobrze, że ktoś pozwolił małej trochę pobrykać na świeżym powietrzu.

Zrodzona z dwóch ojców (Terry Southern współpisał scenariusze do „Doctora Strangelove’a” i „Swobodnego jeźdźca”, natomiast Mason Hoffenberg dużo pił) Candy jest urocza jak ciepły letni poranek. Raczej atrakcyjna niż piękna nosi w sobie wielkie pokłady dobra, którymi pragnie obdarowywać cały świat, skupiając swoją uwagę na pełnych magnetyzmu mężczyznach. Jej imię to oczywiste nawiązanie do Kandyda – dzieli z nim filozofię naiwnego optymizmu i satyryczno-slapstikowe przygody – nazwisko Christian z pozoru mówi o niej wszystko, jednak autorzy zdają się kierować czytelnika także na trop Fletchera Christiana, przywódcy buntowników z Bounty, co sugeruje próbę nadania bohaterce większej głębi poprzez zaszczepienie w duszy targających nią sprzeczności.

Tak czy inaczej Candy szybko staje się obiektem pożądania: meksykańskiego ogrodnika, wujka Jacka, doktorów Dunlapa i Krankeita, bezdomnego garbusa, ginekologa i kilku innych. Pełne napięcia stosunki łączą ją też z ojcem. Mężczyzn tych charakteryzuje wspólna cecha – dramatycznie pragną być przez pannę Christian uratowani, przynajmniej tak jej się wydaje, kiedy rozszyfrowuje najbardziej skrywane zakamarki ich osobowości bazując na dość skromnym materiale: dotyku – Candy mimo woli lekko zadrżała i popatrzyła na spoczywającą na swojej nodze wielką, tłustą łapę – chociaż oczywiście nie widziała jej w ten sposób, lecz jako dużą, ekspresyjną dłoń Mistrza, którą tak często oglądała wzniesioną na mównicy w pięknym geście, sławiącym wartość i godność człowieczeństwa, w tym także, ma się rozumieć, wartość i godność Candy., czy spojrzeniu – Candy wyciągnęła szyję, odwróciła się i spojrzała prosto w tragiczne, piwne oczy młodzieńca, do którego gabinetu weszła przypadkowo tego popołudnia. Tyle wystarczy, żeby uznać, że on przecież właściwie nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo i jak boleśnie mnie potrzebuje. Skoro Candy potrafi wygrać z rzeczywistością, po prostu ją ignorując, świetnie poradzi sobie także z tarapatami, w jakie pakują ją co chwilę autorzy. Do rzucanych przez los przeciwności podchodzi z dumną niewinnością, oddając swoje ciało w akcie litości dla świata. Jej życiowa filozofia wydaje się być niezachwiana przez całą powieść; nie osłabiają jej żadne przemyślenia ani rozterki. W zakończeniu „Kandyda” Voltaire sugeruje, aby uprawiać nasz ogródek. Candy idzie o krok dalej, pozwala uprawiać swój ogródek tym, którzy mają na to ochotę – wystarczy, żeby byli wystarczająco uduchowieni.

Jak w każdej dobrej satyrze tak i tutaj dostaje się wszystkim. Lekarzom, profesorom, policjantom, mieszczuchom, artystom, a nawet samym kontrkulturowcom. Z literackiego punktu widzenia Candy nie jest arcydziełem; język spełnia swoje zadania, ale nigdy nie przenosi nas do wyrazistego świata namacalnych kształtów, zamiast tego ślizgamy się po powierzchni scenek odgrywanych przez cienie na papierowej ścianie. Taki był zamiar Southerna i Hoffenberga, nie ma więc mowy o braku wyobraźni. Przyjemność z lektury zależy wyłącznie od świadomości czytelnika oraz jego zgody na wybór dokonany przez autorów. Momentów za to jest wiele, wszystkie opisane słowami godnymi rozmemłanego soft porno skrywanego za maskami społecznymi, które tak bardzo lubimy. Jeżeli są jeszcze tacy, których ta zachęta nie przekonała do sięgnięcia po „Candy”, niech spróbują zaszczepić w sobie czysto badawczo-literacką ciekawość obcowania z atmosferą paryskiego wydawcy powieści, bo właśnie w Olympia Press po raz pierwszy światu ukazała się słodka Lo.

Rafał Łukasik



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Nagrody „Literatury na Świecie” za rok 2014

Redakcja miesięcznika „Literatura na świecie” jak co roku przyznała nagrody twórcom, tłumaczom i wydawnictwom, którzy jej zdaniem zabłysnęli w przeciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Wyróżnienia przyznano w sześciu kategoriach, bez laureata pozostała kategoria „poezja”.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Drugi Legion

"Drugi Legion" oczarował mnie dialogami, opisami krajobrazu jak i legendami poszczególnych mocarstw. Chociaż historia naszych bohaterów jes...

zgłoś błąd zgłoś błąd