Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Czy gdyby ktoś mnie odnalazł po latach i zaprosił na spotkanie klasowe, skakałabym z radości, czy może raczej odczuwała lęk? Czy w ich oczach byłabym człowiekiem sukcesu? Z drugiej strony ...

Pomiędzy prawdą a wyobrażeniami

Autor recenzji:
Autor książki: Michael Tequila
7,33 (3 ocen i 4 opinie)

Im dalej od ukończenia szkoły, z tym większym sentymentem wspominam tamte czasy. Kiedy codzienność wypełniały niezliczone kartkówki, sprawdziany i prace klasowe, tak podstępnie potem zastąpione kolokwiami i egzaminami, marzyłam o końcu tego okresu. Dziś coraz częściej za nim tęsknię. Nie pamiętam, ile osób było w mojej klasie w podstawówce, podobnie jak nie potrafię sobie przypomnieć większości kolegów z liceum. Nawet czasy studiów pokryła gruba warstwa zapomnienia, choć to przecież nie było aż tak dawno temu. A może było? Gdyby istniała możliwość spotkania się z nimi, byłoby to niesamowite doświadczenie. Czy gdyby ktoś mnie odnalazł i zaprosił na takie spotkanie klasowe, skakałabym z radości, czy może raczej odczuwała lęk? Czy w ich oczach byłabym człowiekiem sukcesu? Z drugiej strony skoro nie mieliśmy ze sobą kontaktu od tylu lat, mogłabym skłamać i to nie raz, a nikt z nich nie miałby szans się w tym zorientować.

„Cztery portrety cudze i jeden własny” to opowieść właśnie o takim spotkaniu po latach. O ile ja w wieku trzydziestu kilku lat coś tam pamiętam, to bohaterom tej książki z pewnością jest o wiele trudniej. Oni są już na emeryturach. Nie rozmawiali ze sobą od czasów szkolnych i nie wiedzą nic o tym, jak potoczyły się ich losy. Mogliby od razu, na samym początku, zasypać się informacjami, ale postanawiają zagrać w pewną grę. Nic o sobie zatem nie mówią i próbują nawzajem odgadnąć na podstawie bieżącej rozmowy, jakie zawody mogli wykonywać. Bacznie obserwują swoje sposoby bycia oraz wypowiadania się i wyciągają z tego wnioski. Pozory potrafią jednak mocno mylić, dlatego ta zgadywanka wcale nie jest łatwa. Co więcej, każdy pragnie prezentować się tak, jak chciałby być postrzegany. Przywdziewają więc swoiste maski, które dodatkowo komplikują całą sytuację.

Domyślam się, że chodzi ci o coś w rodzaju zabawy w kotka i myszkę, z pewną dozą zagrożenia i ryzyka. Inaczej mówiąc, nie mówimy od razu niczego o sobie, bo boimy się, że otwarte przedstawienie faktów może mieć dla nas negatywne konsekwencje. W postaci na przykład ośmieszenia się. Dlatego lepiej jest pozwolić innym dochodzić do prawdy, bo wtedy mamy możliwość robienia uników. […] Powiedzmy, że z zawodu jestem parobkiem, a tu okazuje się, że moi koledzy to ministrowie, biskupi i wielcy artyści. Byłoby mi wtedy bardzo głupio.*

Czytając „Cztery portrety cudze i jeden własny”, balansujemy pomiędzy swoimi wspomnieniami ze szkoły a tym, co rozgrywa się na kolejnych stronach. Autor podsyca naszą ciekawość, skłania do poszukiwań wśród zacierających się wspomnień, a może nawet do podjęcia próby zaaranżowania podobnego spotkania klasowego.

Książka ta przy głębszej analizie nasuwa wiele tematów do przemyśleń. Sama raczej skromnej objętości, uruchamia w nas to, o czym na co dzień zupełnie nie pamiętamy. Mijający czas okropnie nas przecież zmienia. To, kim byliśmy w wieku kilkunastu lat, dawno uległo zmianie. Bagaż doświadczeń sprawia, że niektórzy stają się zgorzkniali, inni żyją z dnia na dzień, nie zastanawiając się, co chcą osiągnąć albo kim jeszcze w życiu pragną zostać. Kiedyś rozmyślanie o przyszłości i planowanie własnego życia zajmowało nam sporo czasu. W pewnym wieku przestajemy jednak marzyć i najczęściej poddajemy się biegowi dni. Już nie zastanawiamy się, kim chcemy być, ale raczej – co chcemy jeszcze mieć.

„Cztery portrety cudze i jeden własny” to nie tylko opis spotkania dawnych przyjaciół, ale i podróż do własnego wnętrza, i to tego dawno zapomnianego. Tak jak bohaterowie odbywamy podróż w czasie i na równi z nimi oddajemy się własnym wspomnieniom. Choć może brak tu wartkiej akcji, a styl pisania bywa chwilami nieco przytłaczający, całość robi raczej pozytywne wrażenie. Kiedy czytamy, jest w porządku, ale nie sądzę, że historia ta na długo zapadnie mi w pamięć. Podobnie jak dziś nie pamiętam imion i nazwisk kolegów z podstawówki, tak zapewne za kilka lat nie będę pamiętała o Poecie, Bossie, Mistrzu i Ambasadorze. Ale czy można mieć do mnie o to pretensje? Nie sądzę. Z pamięcią już tak jest, że pozostają w niej tylko sprawy najistotniejsze.

Izabela Straszewska

 

*cytat z książki



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Światło, którego nie widać

Muszę przyznać, że powieść naprawdę długo stała sobie na półce w oczekiwaniu na swoją kolej. Po przeczytaniu stwierdzić mogę tylko, że zdecydowanie za...

zgłoś błąd zgłoś błąd