Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Tak się okoliczności czasoprzestrzenne ułożyły, że nie dalej jak wczoraj spisywałem dla Państwa recenzję z „Uciekinier przecina swój ślad”, w której wykładałem mój niesamo...

Niezbyt trudna lekcja

Autor recenzji:
Autor książki: Maciej Hen
7,45 (20 ocen i 9 opinii)

Tak się okoliczności czasoprzestrzenne ułożyły, że nie dalej jak wczoraj spisywałem dla Państwa recenzję z „Uciekinier przecina swój ślad”, w której wykładałem mój niesamowicie skomplikowany pogląd na literaturę. Taki mianowicie, iż wyżej cenię rzeczy nieprzyjemne od przyjemnych – cóż, takim już cierpiętnikiem się urodziłem. Co dociekliwsi zapewne zastanawiają się teraz, czy spróbuję udowodnić, że „Deutsch dla średnio zaawansowanych” to powieść zła, bo dobra, czy wręcz przeciwnie. Spieszę wyjaśniać.

Zacznę może od tego, że nowej książce Macieja Hena ambicji odmówić nie można. Rozpiętość tematyczna jest całkiem spora: od życia ludzi mających najlepsze lata za sobą (choć autor zniedołężnienia tykać nie próbuje) i borykających się z problemami finansowymi, przez poszukiwanie rodzinnych korzeni, aż do tęsknoty za młodością oraz… paktu z diabłem. I choć nie każdy z owych wątków zostaje wyssany do cna, nie każdy nabrzmiewa przez całą długość powieści, aby wybuchnąć sokiem w efektownym finale, to żadnego pisarz nie traktuje po macoszemu. Podaje je wszystkie w zgrabnej, dobrze zaplanowanej formie, która, wydaje się, powinna się dłużyć, a jednak okazuje się dynamiczna i wciąga. Wciąga na tyle, że niżej podpisany po pierwszym, bodaj siedemdziesięciostronicowym obwąchaniu był w stanie pochłonąć ją przy jednym posiedzeniu.

Olbrzymia w tym zasługa warsztatu Hena, a dokładniej: wybitnych kompetencji w dziedzinie zarządzania bohaterami. Na pierwszym planie mamy tytułowego Marka Deutscha, który może nie ma szczególnie dużo właściwości, ale za to nie da się go nie lubić – mężczyzna po sześćdziesiątce ma swoje za uszami, o czym nie boi się wspominać w długich retrospekcjach, ale ogół jego działań jednoznacznie świadczy o tym, że serce ma z właściwej strony. Ponadto autor rzuca mu kłody pod nogi bardzo umiejętnie, bo utrudnia realizację jego powieściowych zadań na tyle, żeby czytelnik kibicował mu bez wahania, ale zarazem tak subtelnie, iż odbiorca nie czuje się przytłoczony. Poza tym Hen wykazuje się niesamowitym talentem do błyskawicznego kreślenia bohaterów pobocznych – obecnie chyba nikt w Polsce, może poza Ignacym Karpowiczem, nie potrafi stworzyć tak wiarygodnych postaci tak krótkimi pociągnięciami pędzla. Jowanka, Faustyna, Kasia, Sybilla, Szczepek w końcu – choć jest ich w „Deutschu dla średnio zaawansowanych” niewiele (poza ostatnim), to łatwo uwierzyć, że poza kadrem prowadzą swoje mniej lub bardziej spokojne życia. Kiedyś twierdziłem, że czytelnicza przyjemność bierze się przede wszystkim z dobrze poprowadzonej fabuły, dziś stawiam na solidnie zaprojektowanych i rozwiniętych bohaterów – a tych w powieści Hena można znaleźć.

Wiedzą już więc Państwo o tym, że jest przyjemnie. Za co w takim razie będę powieść krytykował? Za jej… lekkość. Przyznałem się już na początku, żem rozmiłowany w czarnych chmurach nad głową i ciężko przebrnąć mi przez lekturę pozbawioną tragedii. Poważniejąc: „Deutsch dla średnio zaawansowanych” rozwija się w kierunku klasycznego katharsis, rozwija się powoli i długo (choć, jak wspomniałem, nie jest to powolność bolesna), a kiedy ono przychodzi – to zawodzi. A właściwie nie tyle zawodzi, co z perspektywy czynnej lektury jest całkowicie niewidoczne. Dopiero później, podczas refleksji nad całością, można stwierdzić, że to był punkt kulminacyjny, to było miejsce przełamania, w którym powieść była najpełniejsza. Co w tym wszystkim złego? Poczucie niespełnienia, z jakim zostaje odbiorca. Hen sugeruje tajemnicę, upycha po kątach metafizykę, cały czas – nawet po owej kulminacji – obiecuje, że kiedyś wybuchnie bomba, a oferuje co najwyżej nieco głośniejszy fajerwerk.

„Deutsch dla średnio zaawansowanych” to udana powieść, której lektura niesie dużą przyjemność. Ma poważną wadę w postaci sporej liczby pustych literackich kalorii, przez co nie jest w stanie zaspokoić poważniejszego głodu, lecz jako nieco większa przekąska sprawdza się idealnie. Daleko nowej książce Macieja Hena do arcydzieła, ale przecież nie każdy tekst musi do tego miana aspirować.

Bartek Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Zniknięcie córki Wintera

Lekka i przyjemna. Trochę mniej akcji niż w poprzedniej części, za to wydaje się, że zdecydowanie więcej niż w Wieży Koronnej. Książka dużo obnaża jeż...

zgłoś błąd zgłoś błąd