Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Mój romans z prozą krakowskiego pisarza oparty został na jednym fundamencie: naturalnie kupuję jego świat, ot tak, bez szczególnego przymuszania, bez rozglądania się po bokach i mruczenia po...

Cuda PRL-u

Autor recenzji:
Tytuł książki: Kult
Autor książki: Łukasz Orbitowski
7,93 (485 ocen i 114 opinii)

Niewielu jest, moi Państwo, pisarzy, o których mógłbym powiedzieć, że śledzę bacznie ich kariery, a Łukasz Orbitowski z całą pewnością jest jednym z nich. Jego poprzednia powieść, „Exodus”, mnie nie zachwyciła, ale potwierdziła solidny i niezwykle równy poziom rzemiosła. „Kult” natomiast jest tekstem ciekawszym, bardziej przemyślanym i poruszającym, w skrócie – lepszym.

Mój romans z prozą krakowskiego pisarza oparty został na jednym fundamencie: naturalnie kupuję jego świat, ot tak, bez szczególnego przymuszania, bez żmudnego wnikania w przedstawioną rzeczywistość, bez rozglądania się po bokach i mruczenia pod nosem „ależ wsiąkłem, cóż to za immersja, cóż za kunszt”. Nie, tu sprawa jest prosta: Orbitowski pisze, ja czytam, a gdy na chwilę podniosę wzrok znad książki, to natychmiast zdaję sobie sprawę, że doskonale rozumiem, o co mu chodzi, i że zgadzam się z nim zdecydowanie zbyt często, żeby był to głupi przypadek.

Czy ten świat jest atrakcyjny? Raczej nie. Bywa, to na pewno, szczególnie w wybranych przypadkach. Choćby wtedy, gdy narrator „Kultu” rozpoczyna to, co eufemistycznie nazywa „sprawą”, czyli najzwyczajniejszy romans, czy też wtedy, kiedy dobrze znana od lat robota przynosi prostą satysfakcję. Zwykle jednak to brudna, skisła i podśmierdująca codzienność: patrzenie w oczy żony z ową sprawą w pamięci, polecony z informacją o podniesieniu czynszu, brat błądzący na własne życzenie czy przyjaciele nagle zapominający o ostatnich dwudziestu latach znajomości. Orbitowski w „Kulcie” nie po raz pierwszy wydaje się zmęczony, nie ukrywa swojego pesymizmu, ale też nie stara się przetrącić czytelniczego kręgosłupa tragedią. Mówi raczej: trzeba żyć, jakoś trzeba żyć.

Jest jednak w jego najnowszej powieści coś, czego w „Exodusie” nie było czy też pojawiało się w ilościach śladowych (i niekoniecznie było w ramach narracji uzasadnione): nadzieja. Wystarczy przeczytać blurb książki, aby dowiedzieć się, że traktuje ona o objawieniach oławskich, których znaczenie w świecie powieści sięga znacznie poza granice religii. Mistyczne doświadczenia Heńka stanowią rusztowanie fabuły, a rozwój związanych z nimi wydarzeń daje Zbyszkowi, jego bratu, asumpt do opowiadania o ich wspólnym życiu. Powieściowi Hausnerowie stanowią istną personalizację psychomachii: pierwszy ilustruje duszę prostą i radosną, pełną nadziei i oczekującą na cud, drugi natomiast to klasyczny bohater Orbitowskiego, człowiek poczciwy i pełen zalet, ale jednocześnie skąpany w grzechu. Czuć w podejściu pisarza do Heńka pewną nieufność, nie tyle dotyczącą prawdziwości jego objawień (która nigdy nie zostaje w tekście wprost potwierdzona lub zaprzeczona), ile jego podejścia do życia – wiary w dobro, dostrzegania pozytywów, bezrefleksyjnego odrzucania pokus. Narracja podąża za taplającym się w codzienności Zbyszkiem, ale przecież gdzieś tam z tyłu do cudu dochodzi – mimo wszelkich przeciwności losu powstaje sanktuarium maryjne w Oławie, a autor patrzy na wszystko w szoku.

Już w „Innej duszy” Orbitowski udowodnił, że bardzo sprawnie radzi sobie z powieścią opartą na motywach historycznych. Nie inaczej jest teraz: taka a nie inna kreacja Zbyszka pozwoliła pisarzowi w odpowiedni sposób podkręcić realia PRL-u, a symboliczne połączenie jego „zeznań”, objawień Heńka i powodzi tysiąclecia daje wspaniały efekt. Zresztą samo położenie ciężaru narracji na barkach grzesznego Hausnera i ujęcie jej w karby wywiadu (z okazjonalnym przebijaniem ściany między mówiącym a nagrywającym) okazało się genialną decyzją – nadało opowieści lekkość, a przy tym pozwoliło wyeksponować Heńka, odizolować go od tak zwyczajnego i brudnego – i wciąż atrakcyjnego dla odbiorcy! – życia Zbyszka.

„Kult” to świetna powieść. Niewiele jest już w Orbitowskim niegdysiejszego szaleństwa, które napędzało „Tracę ciepło” czy „Święty Wrocław”, młodzieńcze rany się zasklepiły, ale w literackim oku z pewnością pozostał błysk. Dołączyły do niego ponadprzeciętny warsztat i nos do wynajdowania tematów (który lekko zawiódł w „Exodusie”, ale cóż, zdarza się), dzięki czemu na każdy nowy tekst czytelnicy mogą czekać z nadzieją. Jestem fanem.

Bartek Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Powiązane treści
Czytamy w weekend

Przed nami pierwszy czerwcowy weekend. W tym tygodniu Iza i Ewa zdecydowały się na niedawne premiery – zdobycze przywiezione z Warszawskich Targów Książki. Mateusz natomiast odda się lekturze jednego ze swoich ulubionych pisarzy, którego ostatnio uhonorował statusem premium. 


więcej
Sam jestem trochę wykolejeńcem – wywiad z Łukaszem Orbitowskim

Czytając ten wywiad, można poczuć się tak, jakby siedziało się u Łukasza Orbitowskiego w domu, na kanapie. W rozmowie z Bartkiem Czartoryskim (prywatnie swoim znajomym) pisarz opowiada między innymi o życiu, na jakie byłby skazany, gdyby nie literatura. „Byłbym po prostu wariatem żyjącym w sferze fantazji” – mówi. Podobnie jak bohater jego najnowszej książki „Kult”.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Mięsoholicy. 2,5 miliona lat mięsożerczej obsesji człowieka

"Mięsoholicy" wciągnęli mnie od początku, choć wegetarianką nie jestem - wręcz przeciwnie, nie wyobrażam sobie życia bez mięsa. Może niekoni...

zgłoś błąd zgłoś błąd