Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Kiedy ciężarne kobiety trafiały do obozu w Auschwitz, ze względu na swój odmienny stan kierowane były do komór gazowych. Zdarzało się też czasami, że te, które trafiły do obozu we wczes...

Macierzyństwo z widokiem na druty kolczaste i kominy krematoryjne

Autor recenzji:
Tytuł książki: My, dzieci z obozów
Autor książki: Wendy Holden
8,5 (442 ocen i 92 opinie)

Czasami bowiem odważnym postępkiem jest też pozostanie przy życiu.*

Kiedy ciężarne kobiety trafiały do obozu koncentracyjnego Auschwitz, ze względu na swój odmienny stan kierowane były do komór gazowych. Niekiedy udawało im się przeżyć, ale wiązało się to z brutalnie przeprowadzoną aborcją bądź z mordowaniem wydanych na świat noworodków przez topienie w wiadrze albo wrzucanie bezpośrednio do ognia. Zdarzało się też czasami, że te, które trafiły do obozu we wczesnej ciąży, niedającej się wykryć w czasie selekcji na rampie, decydowały się na ukrywanie swojego stanu, licząc w duchu na cud. Dla nich każdy kolejny przeżyty dzień był na wagę złota, podobnie jak każdy ruch rosnącego w brzuchu dziecka. Dopóki nikt nie dowiedział się o ich ciąży, dziecko było bezpieczne, oczywiście o ile jego matka była zdrowa i zdolna do pracy. Niestety ciąża trwa określoną ilość tygodni, po upływie których, bez względu na wszystko, dziecko musi się urodzić. Zadbanie o przetrwanie noworodka musiało w istocie w obozowej rzeczywistości graniczyć z cudem. Mimo to znane są przypadki dzieci, które to piekło na ziemi przeżyły.

Wendy Holden w swojej książce „My, dzieci z obozów” opowiada historię trzech ciężarnych kobiet, Priski, Racheli i Anki, które nie tylko ukryły swoje ciąże przed nazistami, ale i przetrwały wiele miesięcy, kiedy ich brzuchy rosły schowane pod fałdami obszernych ubrań. Chodziły w tym czasie do wyczerpującej pracy, wstawały około czwartej rano i uczestniczyły w codziennych długich apelach, cierpiały głód i były poniżane oraz bite. Nikomu nie zdradziły swojej tajemnicy, a kiedy nadszedł czas rozwiązania, każda z nich urodziła w skrajnie nieodpowiednich do tego warunkach. Kiedy ich nowo narodzone dzieci wydały pierwszy niepewny krzyk, walka o przetrwanie stała się jeszcze bardziej zaciekła. Nie udałoby się im zapewne utrzymać dzieci przy życiu, gdyby nie schyłek wojny. Ich dzieci zmarłyby najpewniej albo z głodu, kiedy w ich piersiach zabrakłoby w końcu mleka, albo zamordowano by je na oczach matek i tysięcy innych kobiet. Tak się jednak nie stało. Troje noworodków przeżyło i to historię ich życia poznajemy w tej książce – życia, o które tak dzielnie walczyły ich matki.

Książka ta jest nie tylko bardzo dopracowana pod względem merytorycznym, ale przede wszystkim napisano ją z ukierunkowaniem na emocje i uczucia tych trzech kobiet. W tle szaleje rozpędzona machina wojenna, której żniwo jest niezwykle śmiercionośne, a one, skupione na „tu i teraz”, próbują przetrwać kolejną godzinę, dzień czy tydzień. Podobnie jak dziś kobiety i ginekolodzy liczą postęp ciąży w tygodniach, tak i one cieszyły się każdym kolejnym, bo zwiększał on szanse ich dzieci na przeżycie. Nie zastanawiały się nad tym, co będzie za dzień czy dwa, nie miały odwagi niczego planować. Nie myślały też wtedy o tym, co było, o wszystkich bliskich, których zastrzelono, skatowano czy zagazowano. Dopiero po wojnie mogły powrócić wspomnieniami do swoich matek, ojców, rodzeństwa czy mężów – wtedy dopiero mogły nad nimi zapłakać. Oni wszyscy tam w tej okrutnej obozowej ziemi pozostali – już na zawsze.

Trzy kobiety, których historie są główną treścią niniejszej książki, przez Hitlera i jego oprawców straciły ponad dwudziestu członków swych rodzin. Śmierć zbierała też żniwo wśród dalszej, lecz zawsze zżytej przecież familii: dziadków, ciotek, wujków, kuzynów, szwagrów, teściów i tak dalej, i dalej; z powierzchni ziemi zostały wymazane całe pokolenia i całe społeczności. […] Wielu nazwisk nie poznamy nigdy. Żadna z tych osób, kiedyś kochanych, nie spoczywa w poświęconym grobie, nie ma swojego pomnika. […] Nie ma dokąd pójść, aby przypomnieć sobie ich twarze.**

„My, dzieci z obozów” czyta się z niegasnącym żalem wobec losów tych wszystkich ludzi, ale także z dużym zaciekawieniem. Autorka zdołała ustrzec się niepotrzebnych wędrówek w statystykę, czyniąc tę książkę niezwykle wzruszającą opowieścią o ludziach, o których nie wolno nam zapomnieć. To jedna z lepszych publikacji tego typu na rynku. Polecam gorąco.

Izabela Straszewska

 

* Cytat z „Listów moralnych do Lucyliusza” Lucjusza Anneusza Seneki, w tłumaczeniu Wiktora Kornatowskiego.

** Cytat z książki.



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.

Opinie czytelników


O książce:
Mobutu

Bardzo dobra biografia bystrego chłopaka, którego afrykański wiatr dekolonizacji wyniósł na "tron" Konga i przemienił w operetkowego dykta...

zgłoś błąd zgłoś błąd