Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Dlaczego portrety Mao umieszczane były na tle nieba otoczonego promienistym kołem? Dlaczego Hitler interesował się średniowieczną mitologią? Takie właśnie osobliwości faktograficzne zosta...

Sakralizacja władzy

Autor recenzji:
Tytuł książki: Bogowie u władzy
Autor książki: Monika Milewska
7,11 (18 ocen i 4 opinie)

Nic bardziej zwodniczego nad twierdzenia o „sekularyzacji” czy „ateizacji” kultury zachodniej. Jest oczywiste, że wielu z nas odrzuciło religijny obrzęd, liturgię czy teologiczną doktrynę, ale jest też równie oczywiste, że wyobraźnia wielu z nas jest nadal zdominowana przez dawne obrazy i symbole religijne, choćbyśmy sami tego nie wiedzieli (jeśli odwołać się do psychoanalitycznych koncepcji nieświadomej rekompensaty, to liczba tych pierwszych i tych drugich byłaby dokładnie taka sama). „Bóg umarł” rzekł Nietzsche w wieku XIX, ale już w wieku XX odrodziło się kilka bóstw, które żyły mniej lub bardziej pośród nas. Że tak było, zostało dowiedzione przez Panią Monikę Milewską w książce „Bogowie u władzy”. Oto przed nami kolejny przyczynek do rozważań nad antropologiczną doktryną homo religiosus.

W kulturach dawnych, archaicznych i orientalnych król na mocy swojego wyjątkowego statusu stawał się niejako zbiornikiem sakralnej mocy. Z tego powodu nie należało się doń zbliżać bezpośrednio bez odpowiedniego przygotowania. Z tego też powodu nie należało go dotykać, ani bezpośrednio nań spoglądać. Zwracać się też było niebezpiecznie. Królowi niektórych ludów nie mogli dotykać ziemi: mogliby ją zniszczyć mocami, które w sobie skupiali; należało ich nosić bądź sami mogli chodzić po dywanach. Podobne środki ostrożności praktykowano w stosunku do świętych, kapłanów i znachorów, a więc tych, którzy personifikowali siły sacrum w pełnym tego słowa znaczeniu. Nie dość jednak tego, ceremonia wprowadzania nowego władcy stanowiła niegdyś (a może i nadal?) pewnego rodzaju regenerację zepsutego świata, miała wartość jego „odnowienia”, ponownego wynurzenia się porządku z zamętu chaosu. Mieszkańcy wysp Fidżi nazywają właśnie intronizację „stworzeniem świata”. Król Asyrii, Assurbanipal sądził, że jest tym, który odrodził Kosmos. To samo znaczenie odnajdujemy w indyjskim obrzędzie rajasuya. I tak dalej.

To archaiczne widzenie Władzy było opracowywane przez XX-wiecznych antropologów i religioznawców; na tym etapie naszego dyskursu nie ma sensacji. Wspomnijmy tutaj prace Jamesa G. Frazera, Rogera Cailloisa, Mircei Eliadego, Arthura M. Hocarta czy Josepha Campbella. No, ale okazuje się - co było do tej pory tylko przeczuwane, przed pracą Moniki Milewskiej syntetycznie nieudokumentowane – że ta „archaiczna komponenta”, ta „Mitologia Króla” zaktualizowała się z całą mocą w naszej najnowszej historii politycznej.

Dlaczego portrety przewodniczącego Mao umieszczane były na tle nieba otoczonego promienistym kołem, w słonecznej poświacie? Dlaczego można było dostać wyrok skazujący na 10 lat za zrobienie wkładek do butów z gazety z fotografiami Stalina bądź z powodu innej profanacji, polegającej na przyzwoleniu, by wokół portretu tegoż Stalina latały muchy? Dlaczego Mussolini nigdy swojego wieku nie podawał, urodzin nie obchodził? Czyżby świadomie wcielał wymaganą przez swoich wiernych archetypową postać boga, herosa wiecznie młodego? Co miał na myśli pewien prefekt w 1804 powiadając: „Bóg uczynił Napoleona, a potem odpoczął”? Dlaczego Hitler interesował się średniowieczną mitologią?

Takie właśnie osobliwości faktograficzne (i niezliczona ilość innych, równie interesujących) zostały wydobyte i poddane antropologicznej refleksji przez Milewską w jej znakomitym studium, które nie ma zresztą nic z suchej akademickiej rozprawy; powodem tego zapewne to, że autorka jest również pisarką i poetką.

Dodajmy na koniec dwie rzeczy:

1. Książkę uzupełniają świetne ilustracje: malowidła Twarzy Antychrysta, przedstawienia Napoleona jako Marsa, obrazy Hitlera jako „Zesłanego przez Boga Światła”, fotografie rzeźb antycznych herosów, plakaty propagandowe błogosławiącego i nauczającego Stalina. I tak dalej.

2. Książce patronują tacy starzy mistrzowie jak prof. Zbigniew Mikołejko, prof. Jerzy Jedlicki czy prof. Bronisław Baczko. Wystarczy tyle powiedzieć, by zapewnić o naukowej rzetelności rozprawy.

Tomasz Wiśniewski



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Niewolnica

Zaintrygowała mnie fabuła, stwierdziłam, o ta książka na pewno mi się spodoba. Niestety, choć zainteresował mnie pomysł, już samo wykonanie i warsztat pisarski wprawił w niemiłe zaskoczenie. Nie znałam wcześniej autorki, więc mylnie założyłam, że czytam przekład z francuskiego lub angielskiego. Pom...

zgłoś błąd zgłoś błąd