Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Początek najklasyczniejszy z klasycznych, iście murakamiowski: cichy, spokojny, całkowicie zwyczajny mężczyzna w wyniku bardzo prozaicznych zmian zostaje zmuszony do rozsmakowania się we włas...

Wstrzykiwanie niezwykłości

Autor recenzji:
Autor książki: Haruki Murakami
7,75 (319 ocen i 58 opinii)

Pisarze, drodzy Państwo, są różni. Proszę powstrzymać okrzyki oburzenia i niezgody wywołane tym epokowym odkryciem, już tłumaczę. Zdarzają się tacy, co piszą z doskoku, łapiąc za pióro w przerwie między wizytą w biurze a kilkoma zbawiennymi chwilami snu. Zdarzają się tacy, co poświęcili się artystycznej pracy całkowicie, ale publikują rzadko (żeby nie być gołosłownym, a w dodatku udowodnić, że bieżące wydarzenia nie są mi obce, rzucę nazwisko: Myśliwski). Zdarzają się w końcu tacy, którzy regularnie serwują czytelnikom kolejne dzieła, próbując prześcignąć tempem broń maszynową. I choć Haruki Murakami z pewnością nie dorównuje w tej kwestii nieskończenie płodnemu Philipowi K. Dickowi, to śmiało można go zaliczyć do tej ostatniej kategorii. Dlatego też wielu fanów zapewne niepokoiło jego milczenie po „Bezbarwnym Tsukuru Tazakim i latach jego pielgrzymstwa”. Cóż, mogą odetchnąć z ulgą, bo nadeszła „Śmierć Komandora”.

Ulga błyskawicznie przemieni się w spokojne ukontentowanie, bo najnowszą książkę Japończyka z poprzednimi łączy znacznie więcej niż tylko jego nazwisko. Początek najklasyczniejszy z klasycznych, iście murakamiowski: cichy, spokojny, całkowicie zwyczajny mężczyzna w wyniku bardzo prozaicznych zmian zostaje zmuszony do rozsmakowania się we własnym towarzystwie, co – ze względu na jego usposobienie – jakoś szczególnie mu nie przeszkadza. Murakami w swoim stylu opisuje jego codzienność, pochylając się od czasu do czasu nad zmianami zachodzącymi w otaczającej protagonistę bogatej przyrodzie, i bez skrępowania zagląda do jego sypialni. Co dalej? Dalej następuje kulminacyjny punkt powieści według Japończyka – wstrzykiwanie niezwykłości.

Elementy fantastyczne są oczywiście bardzo stonowane i naruszają osnowę rzeczywistości w minimalnym stopniu. Stopniu tak małym, tak nieznacznym, że tradycyjne chwyty narracyjne literatury realistycznej mające za zadanie napędzać fabułę, wszystkie te zbiegi okoliczności i nagłe zwroty akcji, wydają się ingerować w logiczną spójność świata wręcz brutalnie, znacznie poważniej niż zwierzę przemawiające ludzkim głosem czy ożywające postaci z obrazów. Dzięki temu specyficznemu deformowaniu jawy z pęsetą w ręku i gumowych rękawiczkach Murakami tworzy kompozycję delikatną, ulotną, wręcz efemeryczną. Jeśli ten Nobel, którego bukmacherzy wróżą mu od tylu lat, ciałem się stanie, to mam nadzieję i chcę wierzyć w to, że otrzyma go przede wszystkim za tę do perfekcji opanowaną umiejętność, ten rzeczywiście niepowtarzalny talent: takie wplatanie elementów nadnaturalnych w narrację, że wydaje się bardziej autentyczna niż te teoretycznie „prawdziwsze” czy „poważniejsze”.

Ta wartość prozy Japończyka jest dla mnie szczególnie ważna, bo w innych kwestiach – dotyczy to także pierwszego tomu „Śmierci Komandora” – jest ona po prostu porządna; nie genialna, nie błyskotliwa, nie olśniewająca, a solidna, zaplanowana z rzemieślniczą sprawnością. Kilku bohaterów szarpanych przez wielkie tęsknoty, kilka tajemnic z przeszłości, kilka tajemnic teraźniejszych, które domagają się rozwiązania nie z tego względu, że są szczególnie ciekawe, a dlatego, iż powieściowy świat ma być pełną i zamkniętą całością; Murakami nie próbuje ukrywać literackości swojej najnowszej powieści, nie chowa się za maską mimetyzmu, tylko rzuca karty na stół i wyraźnie mówi, że moment wielkich wyjaśnień nadejdzie. „Śmierć Komandora. Pojawia się idea” z całą pewnością czyta się przyjemnie, a z bohaterem nie sposób się nie zżyć, ale przebłysku geniuszu w niej nie ma.

Najnowsza powieść Harukiego Murakamiego nie podbiła mojego serca, ale też się tego nie spodziewałem, bo zadeklarowanym fanem jego prozy nigdy nie byłem – choć ją cenię. Po raz kolejny udało mu się wykreować niesamowity, pochłaniający i niezwykle spójny świat, po raz kolejny osadził w nim sprawnie opowiedzianą historię, po raz kolejny stworzył bardzo sympatycznego bohatera. Trochę tych po-razów-kolejnych za dużo (szczególnie że jeden z nich mógłby dotyczyć frazy – tej, jak zwykle, zdarza się osiągać wysokie rejestry podniosłości, która przemienia się niekiedy w kicz typowy dla pewnego brazylijskiego pisarza), trochę za mało nowych pomysłów i wiary w czytelnika; wiary, że ten będzie gotów zmierzyć się z czymś innym, czymś rewolucyjnym. Czy więc żałuję czasu poświęconego „Pojawia się idea”? Nie, to wciąż dobra powieść. A mam ciche, wręcz silne przeczucie, że „Metafora się zmienia” będzie zdecydowanie mocniejsze pod względem wyrazu, mniej stonowane i intensywniejsze.

Bartosz Szczyżański



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
The Literary Review Bad Sex in Fiction Award zdominowana przez panów

The Literary Review Bad Sex in Fiction Award to przyznawana od 1993 roku antynagroda za najgorsze przedstawienie aktu seksualnego w powieści. W tym roku nagroda została całkowicie zdominowana przez mężczyzn. Zdobył ją James Frey, a wśród nominowanych znalazł się nawet Haruki Murakami.


więcej
Uber po raz pierwszy dostarczy książki. I to w Polsce!

Już 11 października Uber po raz pierwszy na świecie dostarczy książki. W aplikacji Uber Eats będzie można zamówić najnowszą powieść Harukiego Murakamiego. Książka będzie dostępna w aplikacji przed wprowadzeniem jej do oficjalnej sprzedaży w księgarniach i będzie kosztowała symboliczną złotówkę.

 


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Historia antykultury

Według mnie Krzysztof Karoń powinien zacząć lekture od analizy erystyki Schopenhauera, bo o ile informacje niektóre z tej książki są prawdziwe, niektó...

zgłoś błąd zgłoś błąd