Lubimyczytać.pl Sp. z o.o
Losy głównego bohatera R najlepiej pokazują, o jaki przekaz chodziło autorowi. Polubiłam R już w „Wiecznie żywym”. Zresztą jak nie lubić zombie, który jest geekiem i melomanem?...

Od romansu do dystopii

Autor recenzji:
Tytuł książki: Płonący świat
Autor książki: Isaac Marion
6,63 (41 ocen i 21 opinii)

„Wiecznie żywy” Isaaca Marion nie był może wielkim odkryciem, ale w udany sposób połączył elementy romansu paranormalnego rodem ze „Zmierzchu” i horrorów z zombie w roli głównej. Tak najkrócej, zarówno wersja kinowa, jak i literacka były zabawne, urocze, a przy tym majace w sobie nutę parodii. Zresztą jak tu nie lubić książki, w której przez głównego bohatera, R, autor ocenia swoją historię jako tandetną, ale uroczą? Jakież więc było moje zaskoczenie, gdy zaczęłam czytać drugą część.

Już jej tytuł brzmi zupełnie inaczej. „Płonący świat” bardziej kojarzy się z thrillerem albo dramatem niż z „zombową” Apokalipsą. Ostatecznie okazało się, że Marionowi udało się w swoim sequelu zawrzeć to wszystko razem. I nawet dobrze mu to wyszło. Książka o „zmierzchowym” klimacie nagle znalazła się bliżej „Igrzysk śmierci”. Te elementy, które sprawiały, że pierwszy tom czytało się tak przyjemnie – a więc ciekawie i realnie zbudowani bohaterowie, ironiczne odniesienia do popkultury i wartki styl pisania – w „Płonącym świecie” ewoluowały w kierunku, który dowiódł, że chyba Marion miał pomysł na co najmniej trylogię i wszystkie urocze drobiazgi z romansu zombie i zwyczajnej nastolatki (typu czerwony krawat R!) nabrały znaczenia. Poważnie zaczęłam się zastanawiać, czy „Wiecznie żywy” nie był czymś w rodzaju chwytu na nastolatki, żeby następnie wciągnąć je w ciekawą, ale poważną historię o akceptowaniu swojej przeszłości, walce z tyranią oraz to, co jest ważne dla każdego człowieka. Naprawdę hasła takie jak miłość, rodzina, poświęcenie, zakopywanie w umyśle trudnych wspomnień, choć brzmią dość podniośle, w książce Isaaca Mariona zostały po prostu wiarygodnie przedstawione, mimo że opakowane w nietuzinkowy kostium zombie.

Losy głównego bohatera R najlepiej pokazują, o jaki przekaz chodziło autorowi. Polubiłam R już w „Wiecznie żywym”. Zresztą jak nie lubić zombie, który jest geekiem i melomanem? Taki umarły fan jazzu, zwłaszcza Franka Sinatry i starych filmów. Małomówny, ale uroczy. Dość nietypowa postać w świecie paranormalnych romansów, gdzie male lead musi być piękny, bogaty, tajemniczy i totalnie macho. R zdecydowanie jest freakiem. I w drugiej części czuć to jeszcze bardziej. Jednocześnie właśnie to sprawia, że łatwiej się z nim utożsamić. Nie jest mięśniakiem czy pięknisiem. Bardziej przypomina chłopaka, który dopiero obudził się do życia, zakochał się w dziewczynie, pomógł zmienić świat, ale nadal sobie nie radzi. Metaforyczne schodzenie do piwnicy, żeby przypomnieć sobie, kim był, zanim stał się zombie, wcale nie brzmi tak zwariowanie, prawda? Pokochałam Isaaka Mariona właśnie za stworzenie takiego bohatera – pełnego dysonansów, ciepła, strachu i delikatności.

Zaskoczył mnie też pomysł na rozwinięcie fabuły. Autorowi udało się ciekawie i inteligentnie połączyć wątki z pierwszej i drugiej części – zombie stały się częścią większego planu, a przeszłość R nabrała wielkiego znaczenia.

Isaak Marion zmieszał świat zombie i ludzi, walkę z tyranią i dobrze psychologicznie skonstruowanych bohaterów. O dziwo, z tego połączenia stworzył literaturę, która pokazuje, że miłość to nie tylko zabawa, ale i ciężka harówka nad akceptacją samego siebie, a przede wszystkim ciągłe wybory. Bo nawet umarlak może wybrać życie, a najbardziej żywy w sensie fizjologicznym – bierne umieranie.

Anna Cybulska



Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>

Pokaż wszystkie oficjalne recenzje książek
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Powiązane treści
Patronaty tygodnia

Rozpoczął się listopad, a jesień zadomowiła się na dobre. Wieczory pod kocykiem i z gorącą herbatą umili wam nasza cotygodniowa lista patronatów. Z nowymi powieściami wracają Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski, więc emocji na pewno nie zabraknie! A jeśli szukacie czegoś na osłodzenie paskudnej pogody, to polecamy „Pudełko z marzeniami” duetu Witkiewicz-Rogoziński.


więcej
więcej powiązanych treści

Opinie czytelników


O książce:
Asteriks. Tajemnica magicznego wywaru

NASTĘPCA PANORAMIKSA Kiedy w zapowiedziach Egmontu na styczeń zobaczyłem nowy album z Asteriksem, naprawdę się ucieszyłem. Potem jednak przec...

zgłoś błąd zgłoś błąd