Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
7,52 (854 ocen i 198 opinii) Zobacz oceny
10
103
9
138
8
201
7
227
6
105
5
39
4
17
3
15
2
4
1
5
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Saving Max
data wydania
ISBN
9788323877738
liczba stron
480
język
polski
dodała
Yael

Max Parkman – autystyczny, rozchwiany emocjonalnie geniusz – w oczach swojej matki zawsze był idealny. Wszystko się zmienia, gdy zostaje oskarżony o morderstwo… Nowojorska prawniczka, Danielle Parkman, zdaje sobie sprawę, że stan jej nastoletniego syna pogarsza się – chłopak staje się coraz bardziej agresywny i sięga po narkotyki. Kobieta jednak nie chce zaakceptować diagnozy lekarzy ze...

Max Parkman – autystyczny, rozchwiany emocjonalnie geniusz – w oczach swojej matki zawsze był idealny. Wszystko się zmienia, gdy zostaje oskarżony o morderstwo…
Nowojorska prawniczka, Danielle Parkman, zdaje sobie sprawę, że stan jej nastoletniego syna pogarsza się – chłopak staje się coraz bardziej agresywny i sięga po narkotyki. Kobieta jednak nie chce zaakceptować diagnozy lekarzy ze szpitala psychiatrycznego. Nie wierzy, że Max może być niebezpieczny.
Do czasu, gdy znajduje zakrwawionego i zamroczonego syna tuż obok brutalnie zamordowanego pacjenta…
Uwięziona w świecie wątpliwości i strachu, uparcie wierzy, że jej syn jest niewinny. Ale może ona też straciła kontakt z rzeczywistością? Może Max naprawdę jest zabójcą?
Danielle postanawia odkryć prawdę niezależenie od tego, jaka ona jest. Uwikłana w niebezpieczną grę, zrobi wszystko, by znaleźć prawdziwego mordercę i uchronić syna przed zniszczeniem przez system, który chętnie uznałby go za winnego…

 

źródło opisu: Wydawnictwo Mira, 2011

źródło okładki: http://harlequin.pl/mira

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 123
Małgorzata Warda | 2011-11-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 października 2011

Kiedy miałam już za sobą przeczytane pierwsze sto stron powieści, zaczęłam się poważnie zastanawiać, dlaczego właściwie rzuciłam się na tę książkę jak wygłodniały wilk i pochłonęłam te sto stron w wannie ze stygnącą wodą.

Stało się tak z dwóch powodów: byłam w trakcie oczekiwania na odpowiedź wydawcy w sprawie mojej najnowszej powieści i potrzebowałam oderwać od tego tematu swoje myśli. Po drugie, zwabił mnie smutny nastolatek widoczny na okładce, który skojarzył mi się z Aaronem – bohaterem mojej powieści, tej, która leżała wówczas u wydawcy.

Smutna buzia chłopaka oraz opis na tylniej okładce sugerował, że zaraz zetknę się z dobrą, może nawet mocną literaturą, w której poznam historię chłopca, który ma poważne problemy ze sobą, stosuje samoagresję, robi się agresywny wobec własnej matki i w końcu zaczyna tracić poczucie rzeczywistości. Sądziłam, że zaraz poznam matkę, której portret zostanie solidnie odmalowany, kobietę, która rozpaczliwie walczy o swojego syna wbrew opinii lekarzy psychiatrów, którzy uważają, że chłopiec jest bardzo chory. Miałam nadzieję na śledzenie dobrego procesu sądowego i własną niepewność do ostatnich stron.



Tymczasem trafiłam na jedną wielką bujdę, która – choć na początku wciągająca, z każdą kolejną stroną odsłaniała kolejne naiwności. Śledząc sceny, w których matka Maxa włamuje się do kliniki psychiatrycznej, by w tajnym komputerze odkryć akta swojego dziecka, albo gdy wpada na salę na moment po dokonaniu na niej morderstwa i zachowuje się w kompletnie irracjonalny sposób, że nie wspomnę o „rozsądnych” działaniach policji, która, zbierając ślady z miejsca przestępstwa, nie tylko zapomina udokumentować zdjęciem grzebień, którym została zabita ofiara, ale też wszystkie rzeczy: i te zachlapane krwią i te czyste wrzuca do jednego pojemnika, by się nawzajem wyplamiły – śledząc te sceny czułam, jak moje nadzieje wobec powieści opadają i opadają, bym w myślach dotknęła nie prawdy, a niemal dna.



Nie wiem, dlaczego na blogach ta powieść jest dobrze recenzowana. Nie rozumiem też osób, które mówią, że czytały ją z wypiekami na twarzach, uważają ją za „prawdziwą” i potrafiły się na niej wzruszyć. Autorka podobno dobrze rozwinęła wątek przesłuchań sądowych oraz samej rozprawy. Być może tak, w końcu ma za sobą studia prawnicze.



Nie mniej jednak dla mnie zabrakło w tej powieści podstaw: chłopak, który mógł być atutem historii, ponieważ wydaje się najciekawszym jej elementem, jest kompletnie nijaki, autorka raz przedstawia go jako pięknego nastolatka, który ma swoje zdanie i nie należy do milusińskich, a chwilę później kreuje go na ofiarę losu. Zresztą wątek Maxa jest w powieści mocno poboczny, chłopiec przez większą część historii właściwie jest nieobecny, a akcja książki skupiła się na jego matce. Danielle jest samotną matką, prawnikiem. Niestety, nie byłam w stanie zbudować jej pomnika godnego kobiety walczącej do upadłego o swoje dziecko i wierzącej w jego uzdrowienie wbrew temu, co twierdzą lekarze. Chwilami autorka wkłada w jej przemyślenia piękne zdania i buduje jej portret, ale w kolejnych scenach niestety ten portret się rozmywa. Mnie Danielle nie przekonała. Zirytowała mnie natomiast, gdy, zamiast opiekować się chorym synem, w niemal jeden wieczór uwikłała się w romans. (Trochę naiwny romans, bo dorośli ludzie po przejściach, po jednej nocy nie będą raczej patrzeć na siebie jak na miłość swojego życia). Poza tym, na Boga, kiedy jej dziecko jest oskarżone o zabójstwo, a ona sama może stanąć przed sądem za ukrywanie dowodów, bardziej interesuje ją kostium, w który została ubrana i adwokat, z którym romansuje, niż to, co dzieje się w jej życiu!



A szkoda, ponieważ van Heughten niewątpliwie jest autorką utalentowaną i potrafi świetnie oddać nastrój scen, które buduje. Ma też dar wciągania czytelnika w opisywaną historię i, z punktu widzenia sensacji, prowadzi w książce wartką akcję, szkoda, że bezsensowną, jeśli się nad nią zastanowić. Powieść „Dotknąć prawdy” to jej debiut, który możemy czytać w Polsce, więc pewnie zrobił już furorę za granicami naszego kraju.



W serii książek „Mira”, w której wyszła „Dotknąć prawdy”, nieco wcześniej czytałam „Dogonić rozwiane marzenia” Elizabeth Flock. Być może dlatego byłam przekonana, że Antoinette van Heughten napisała coś naprawdę przekonującego i dobrego, skoro znalazło się w tej samej serii co powieść Flock. Niestety, pomyliłam się.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Saga o Ludziach Lodu

Najlepsza saga jaką kiedykolwiek czytałam <3 trochę dużo tomów, lecz to idzie na plus, bo historie wciągają i chcę się je czytać więcej i więcej.

zgłoś błąd zgłoś błąd