Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Wyspa Masek

Tłumaczenie: Bożena Fabiani
Cykl: Ulysses Moore (tom 4)
Wydawnictwo: Firma Księgarska Olesiejuk
7,24 (1640 ocen i 66 opinii) Zobacz oceny
10
144
9
214
8
271
7
562
6
248
5
148
4
25
3
22
2
2
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Ulysses Moore. L 'isola delle Maschere
data wydania
ISBN
9788375122831
liczba stron
288
słowa kluczowe
przygoda
język
polski

Inne wydania

Jason, Julia i Rick są gotowi do kolejnej podróży: Peter Dedalus, jedyny człowiek, który może im pomóc w odnalezieniu Pierwszego Klucza, przekroczył Wrota Czasu i ukrywa się w Wenecji z XVIII wieku. Perfidna Obliwia Newton jest już na jego tropie, więc dzieci muszą działać szybko - trzeba odnaleźć tajemniczego Czarnego Gondoliera i trafić na Wyspę Masek, której nikt, oprócz niego nie zna.

 

Brak materiałów.
książek: 1445
patusia_dorota | 2013-09-22
Przeczytana: 2011 rok

Jak Wam już pewnie wiadomo podróże w czasie są jednym z tematów, o których bardzo lubię czytać. Ten niesamowity klimat, czar i poznawanie różnych epok niezwykle mnie ciekawi. Przyjemność czytania o wędrówce międzyczasowej podniosłam do tego tym, że czytałam serię, którą już uwielbiam, która była chyba jedną z moich pierwszych książek fantastycznych, a mianowicie seria Ulysses Moore.

„Ja, Jason Covent razem z siotrą Julią i przyjacielem Rickiem Bannerem, biorę w posiadanie Metis. Czas ponownie wypłynąć na morze. Czas ponownie wyruszyć w podróż.”

W czwartym tomie przygód trójki przyjaciół przeniosłam się do nowożytnej Wenecji. Razem z Jasonem, Rickiem i Julią szukałam w tym tajemniczym mieście gondolierów starego zegarmistrza, starego przyjaciela Ullysesa. Pomocą w trudnych poszukiwaniach mają być krótkie słowa, jakie pozostawił konstruktor. Szlakiem Petera Dedalusa nie podążają jednak jedynie dzieciaki, a również Obliwia, która ponownie chcę wykorzystać podatnego na jej uroki człowieka. Kto dotrze do zegarmistrza pierwszy, kto go odnajdzie? Tego dowiecie się czytając kolejny tom przygód, czyli „Wyspę masek” P. Baccalario.

Ogromnie się cieszę, że na reszcie sięgnęłam po ten tom, poprzedni przeczytałam już jakiś czas temu, a tego jakoś nie mogłam powtórzyć. Powoli zbliżam się do tomu ósmego, czyi tego, którego jeszcze nie czytałam. Nie pamiętam, ile lat temu czytałam ten tom, ale wydarzenia, które teraz czytałam kompletnie mi się zatarły. Wspominałam je dopiero wtedy, gdy już je przeczytałam. Wtedy doznawałam olśnienia i „a no tak, to tak było”. W sumie nie było to takie złe, bo mogłam ponownie świetnie się bawić czytając tę książkę.

„Maski ukrywają jedynie rysy twarzy. Potrzeba o wiele więcej zręczności, żeby ukryć zamiary serca.”

Bohaterowie główni, czyli trójka młodych podróżników znów wypadłą niezwykle dobrze, uważam, że są doskonale wykreowani, bystrzy, ale nie ponad wiek, nic w nich nie jest nienaturalne. Zachowują się jak normalne dzieciaki rządne przygód, myślę, że każdy na ich miejscu zachowywałby się podobnie lub jak myślę, nawet sprawdził gorzej. A może tak ich postrzegam przez mój sentyment, nie wiem, ale wydają mi się normalni, tacy bliscy sercu. Jak przyjaciele z dawnych lat.

Ten tom pod względem fabuły spodobał mi się nieco mniej niż poprzednie. Wydarzenia trochę się ciągnęły, nie nudziły, ale jakby były przedłużane. Akcji nie było zbyt wiele, ale czuję i o ile dobrze pamiętam, to w tomie piątym będzie dziać się więcej, już nie mogę się doczekać szóstego, tam to się dzieje... Ale nie wybiegajmy ponad stawkę. Jeszcze raz powiem, trochę mniej się działo. Wenecja była takim spokojnym miejscem, wydarzenia tu jakby zwolniły. Dopiero pod koniec wszystko zaczęło się rozkręcać, tak w moim odczuciu. Mimo wszystko, jak zwykle dobrze się bawiłam.

Język autora dotrze do każdego, można powiedzieć, ze jest on trochę ugrzeczniony, ale mnie to nie przeszkadza. Moim zdaniem to książka idealna dla dzieci, tu nawet zły bohater pije w barze sok jabłkowy, nie zbyt wiele przemocy, agresji, jest za to niesamowita przygoda i wiele zagadek do rozwiązania.

Oprawa graficzna po raz kolejny mi się podoba, wypożyczyłam jednak książkę bez obwoluty. Widzę jedynie okładkę starego zeszyty, świetnie wygląda, taki wenecki styl, piękny dziennik. W środku znajdziemy podział na dwie części, tą współczesną i tą wenecką. Grafika kart, kiedy wydarzenia działy się w naszym świecie mniej mi się podobała, była taka surowa, druga część zaś była bajeczna, fantazyjna, uwielbiam takie pozorowanie kartek na stare. Naprawdę świetne.

Podsumowując nadal jestem oczarowana historią podróżników w czasie, każda strona to powrót do przeszłości, cieszę się, że zdecydowałam się na jej powtórzenie. Jedynym minusem, jaki napotkałam podczas czytania było spowolnienie akcji, reszta oczywiście przypadła mi do gustu. Już lecę do biblioteki po kolejny tom.
Ocena: bardzo dobra

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Uciekinier

Książka ponoć futurystyczna, ale myślę, że ta przyszłość dotrze do nas szybciej niż nam się wydaje. jesteśmy na prostej i niezbyt długiej drodze do ta...

zgłoś błąd zgłoś błąd