5,35 (564 ocen i 82 opinie) Zobacz oceny
10
10
9
20
8
36
7
95
6
135
5
101
4
50
3
64
2
22
1
31
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-247-2623-3
liczba stron
288
język
polski
dodała
Ag2S

Współczesna powieść obyczajowa. Małżeństwo młodej emigrantki w Paryżu okazuje się dramatyczną porażką. Po rozstaniu z mężem poznaje słynnego reżysera Laskiego, od lat mieszkającego i tworzącego we Francji. Miłość do starszego artysty to wyrafinowana sado-masochostyczna gra. Intrygująca, napisana ostrym językiem, powieść „z kluczem” o miłosnym „transie”, seksie, narkotykach, niemocy twórczej i...

Współczesna powieść obyczajowa. Małżeństwo młodej emigrantki w Paryżu okazuje się dramatyczną porażką. Po rozstaniu z mężem poznaje słynnego reżysera Laskiego, od lat mieszkającego i tworzącego we Francji. Miłość do starszego artysty to wyrafinowana sado-masochostyczna gra. Intrygująca, napisana ostrym językiem, powieść „z kluczem” o miłosnym „transie”, seksie, narkotykach, niemocy twórczej i toksycznym uzależnieniu.

 

źródło opisu: Nota Wydawcy

źródło okładki: Wydawca

pokaż więcej

książek: 20
parkokola | 2013-02-05
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

MDŁA SZAMANKA NA KOZETCE

Najnowsze dzieło Manueli Gretkowskiej zatytułowane Trans, wydane przez Świat Książki (niech nas wydawnictwo od początku nie zniechęci) promowane jest jako odpowiedź na skandalizujący „Nocnik” Andrzeja Żuławskiego. Spis wspomnień znanego reżysera oburzył nie tyle polskie środowisko literackie, a showbiznesowy ‘światek’, w którym demaskującymi i obraźliwymi wypowiedziami na temat swoich byłych, rozpoznawanych publicznie kobiet (w tej zacnej grupie znalazła się choćby Weronika Rossati) naruszył godność wielu z nich. Finalnie książka została dopisana do listy zakazanych, jednak emocje wokół niej, jak łatwo jest się domyślić, nie opadły ani trochę. Żuławski swoje związki z kobietami opisuje w charakterystyczny jemu bezpardonowy i mizoginiczny sposób. Gretkowska, jako jego była partnerka poczuła się w obowiązku stanąć w obronie wszystkich pomówionych i odegrać się na prowokatorze. Przydomek książkowego bohatera (również reżysera), Laski, może kojarzyć się z końcówką nazwiska wspomnianego ŻuŁaskiego. Już na okładce Transu stykamy się z hasłami: „Powszechna historia kobiety i mężczyzny, czyli opowieść o tym, jak wielka miłość zamienia się w dramat.”, „Wnikliwe i bezkompromisowe studium toksycznego związku.” Jednym słowem – sukces medialny zagwarantowany, chociażby na kilku portalach plotkarskich.
Warto jednak podjąć próbę wymazania z pamięci wszelkich marketingowych zabiegów i spojrzeć na tekst Gretkowskiej wnikliwiej.
Jest to ostentacyjne i jawne odwołanie do stylistyki jej debiutanckich książek, przede wszystkim My zdies’ emigranty, powrót z sentymentalnej, macierzyńsko-miłosnej krainy, w której trwała, m.in. w Polce, do brudnego, szemranego, lekko zdekadenciałego świata paryskiej emigracji. Cofnięci w czasie o ładnych parenaście lat znów przypominamy sobie o antropologicznej pracy magisterskiej pisarki (czaszki, Maria Magdalena, czaszki, Maria Magdalena), o dziwnych perypetiach z mężem Cezarym (nazwisko Michalski także powinno nam coś mówić) i początkach artystycznej kariery. Cała ta przestrzeń służy jednak opowiedzeniu jednej, długiej anegdoty o początkach toksycznej znajomości, a później związku, ze starszym od siebie reżyserem Laskim.
Odwołania do literackiego debiutu dotyczą także estetyki kampu, zabiegu tak charakterystycznego dla wczesnych dzieł Gretkowskiej. Pojęcie zaproponowane przez Susan Sontag pojmowane jest jako estetyka antyautorytarna, oznacza formę estetycznego zaangażowania po stronie nieokreśloności. To współczesny dandyzm, estetyczne przeżywanie świata zrównujące w prawach to, co masowe, niskie, dolne, kiczowate z wysokoartystycznym i szlachetnym, przeciwstawia istniejącym hierarchiom zabawę, ironiczne i przerysowane kopiowanie. Pokazuje, w jaki sposób wartości, ludzie, rzeczy się objawiają, ale skupiając się na zewnętrznych atrybutach posługując się sztucznością i nadmierną stylizacją. W Transie przenikają się dwie opozycyjne przestrzenie: biedoty obozu imigracyjnego, opisywanego z wielkim sentymentem, i zmanierowanego, ekskluzywnego świata showbiznesu. Uderza także kiczowatość opisów, kiedy to orgazm symbolicznie związany zostaje z katedrą, akt seksualny z mszą świętą, a eucharystia przyjmowana jest przez kobiecy narząd intymny. Przemieszanie erotyzmu z symboliką sakralną wydaje się jednak zabiegiem dość banalnym i kulturowo zużytym. Pozostałe opisy zbliżeń między kochankami są niesamowicie intrygujące i ciekawe. Efekt jednak psuje się wtedy, gdy Pani Manuela przypomina sobie o narzucanej przez siebie presji do prowokacji. Choć wszelkie „cipy”, „pizdy” i „gówna” obnażają ubogie słownictwo erotyczne, to brzmią mimo wszystko jak wypowiedzi zbuntowanej nastolatki. Cienka jest zatem granica pomiędzy tanią prowokacją, a wysokoartystyczną kontrowersją.

Charakterystyczne dla estetyki kampu są również zmienne figuracje tożsamości. W swojej najnowszej książce Gretkowska przechodzi płynnie z roli w rolę. Można pokusić się o stworzenie w ramach tego kilku opozycyjnych kategorii. Jedną z nich jest problem z tożsamością narodową – z jednej strony Polka, z drugiej imigrantka, francuzka (starannie ukrywająca polski akcent), europejka. Bohaterka funkcjonuje także na granicy bycia konserwatywnie rozumianą żoną, ladacznicą i libertyńską kochanką, miota się pomiędzy byciem artystką, a zamkniętą kurą domową, nie wie czy jest jeszcze córeczką tatusia, czy już dorosłą, niezależną kobietą. Wymyka się wszelkim definicjom, nie zastyga nawet na chwilę w żadnej z wyżej wymienionych ról. Wydawałoby się zatem, że mamy do czynienia z postacią dynamiczną, intrygującą, złożoną osobowościowo. Dłuższe obcowanie z nią przynosi niestety wiele rozczarowań. Marysia/Manuela to bohaterka mdława do granic, wyalienowana, oglądająca świat jakby przez grubą, matową szybę (może za dużo tabletek nasennych?). Popychana z kąta w kąt, apatyczna, nie potrafiąca podjąć żadnej życiowej decyzji, uzależniona od innych nie wzbudza sympatii, ani współczucia (choć należałoby pokusić się o ten odruch, kiedy ta zostaje porzucona przez męża). Zabieg to o tyle ferelny, iż Gretkowska po prostu przestaje być wiarygodna, nie wierzymy jej, kiedy stara się przybrać maskę nieprzyzwoitej żony, zdradzającej męża na każdym możliwym kroku, być może dlatego, że podczas zdrady, jak i w ogóle, Marysia zdaje się być człowiekiem bez emocji.
Bohaterka wciąga czytelnika do swoich najintymniejszych zakamarków życia osobistego i opowiada swoje perypetie i rozterki miłosne. Wrzuca siebie jednocześnie na kozetkę i organizuje otwarty seans psychoanalityczny, który ma nam pomóc w rozwiązaniu konfliktu na linii Gretkowska – Żuławski (czyli mała zabawa w „które z nas przejawia więcej oznak choroby psychicznej”). Cofamy się więc jeszcze dalej, do czasów dzieciństwa pisarki, gdzie zaznajamiamy się z konfliktami rodzinnymi i naznaczamy winnego – to na pewno ojciec. Tę samą analityczną terapię urządza reżyserowi – niestety niewiele z nich wynika.

Trans to przenikliwe studium kobiecej psychiki, momentami porywające i wciągające, jednak można mieć zastrzeżenia co do banalności stworzonych przezeń postaci kobiecych, przynajmniej w obliczu różnorodnych, kolorowych, głębokich męskich bohaterów. Mamy więc zapracowaną, atrakcyjną i modną bizneswoman, jej niekochaną, brzydką, zakompleksiałą córkę, rozhisteryzowaną gwiazdę kina i matkę, zdominowaną przez teściową i męża.

Książka w pewnym momencie staje się tak bardzo osobista, iż czytelnik zaczyna czuć się nieco niezręcznie, jakby tych informacji i skadrowanych zbliżeń było już za dużo. Na usta ciśnie się pytanie do kogo to wszystko jest adresowane? Czy na pewno jesteśmy tym właściwym odbiorcą? A może to prywata do Żuławskiego? Albo przeprosiny dla byłego męża? Wynika z tego tylko zakłopotanie.
W pewnym momencie natrafiamy na komunikat do reżysera:
„Wszystko? Niszczysz ludzi, bo to sztuka? Tobie, artyście, wolno więcej, każde plugastwo? Jesteś naprawdę natchniony, czy naiwnie głupi? Wsadzasz kobietom kamery w pizdę i panoramujesz. (...) One ze wstydu przemilczą, ofiary wstydzą się być ofiarami. Ty się dowartościujesz.”
Szkoda tylko, że Gretkowska postanowiła postawić się byłemu partnerowi używając tych samych narzędzi, wpadając przez to w pułapkę i lądując na tej samej wyspie, co on.

Trans na marginesach zdradza kulisy powstawania scenariusza do wspólnie nakręconego filmu „Szamanka” (obraz przyjęty bardzo chłodno). Okazuje się, że inspiracją stały się osobiste perypetie tej pary. Gretkowska stara się wytłumaczyć z wszelkich niepowodzeń, opisuje kłótnie i odmienne wizje i oczekiwania wobec filmu. Mnie zdecydowanie bardziej zachwyca i przekonuje wersja Żuławskiego.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kongres futurologiczny

Misie od matrixa zdejmujcie bejsbolówki z głów i na kolana!!! Stanisław Lem był i zawsze będzie przed wami.

zgłoś błąd zgłoś błąd