Achaja - Tom I

Cykl: Achaja (tom 1)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
7,15 (9833 ocen i 748 opinii) Zobacz oceny
10
897
9
1 368
8
2 211
7
2 602
6
1 287
5
645
4
222
3
269
2
145
1
187
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375742282
liczba stron
688
słowa kluczowe
Achaja, Fabryka Słów
język
polski
dodał
simoleon

Bohaterka jest młodą księżniczką, która wskutek dworskich intryg, zawiści i chciwości bliskich jej osób szybko zostaje odsunięta z kolejki do tronu i to w dość brutalny sposób. Dziewczyna błyskawicznie poznaje smak życia zwykłego człowieka w pełnym okrucieństwa świecie. Los zsyła ją do armii, następnie do niewoli, gdzie uczy się sztuki przetrwania. Przestaje już być grzeczną księżniczką....

Bohaterka jest młodą księżniczką, która wskutek dworskich intryg, zawiści i chciwości bliskich jej osób szybko zostaje odsunięta z kolejki do tronu i to w dość brutalny sposób.
Dziewczyna błyskawicznie poznaje smak życia zwykłego człowieka w pełnym okrucieństwa świecie. Los zsyła ją do armii, następnie do niewoli, gdzie uczy się sztuki przetrwania. Przestaje już być grzeczną księżniczką. Rozumie, że aby coś od życia otrzymać trzeba również coś poświęcić.

 

źródło opisu: http://fabrykaslow.com.pl

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 802
Monika KanapaLiteracka | 2017-07-27
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 27 lipca 2017

Szczerze powiedziawszy przez większą część książki zastanawiałam się o co tu tak właściwie chodzi. Wiem, że trójksiąg jest jedną ciągłą historią podzieloną na trzy tomy, wiem, że ten pierwszy przedstawia trzy ścieżki, które powoli schodzą się ku sobie, rozumiem zamysł autora, który tak dużo pracy włożył w rozwój bohaterów. Ale niestety nie oznacza to, że mi się taki zabieg podobał.
Przede wszystkim kiepski warsztat. Nie rozumiem dlaczego, bo nie jest to bynajmniej pierwsza powieść autora, który tworzy od roku 1987. Dużo powtórzeń wynikających z ubogiej ilości synonimów potwornie zawęża „oglądany” obraz. Drażniące uwypuklanie niektórych wyrazów przez powielanie samogłosek (np. nieee!) wyglądało strasznie dziecinnie i kompletnie nie pomagało wczuć się w tragizm sytuacji. Masa wykrzykników i wielokropków sprawia histeryczne wrażenie. Skupianie się autora na zupełnie nieistotnych sprawach było żmudne i męczące. Chodzi mi tu o nadmiernie rozwinięty wątek Zaana i Siriusa. Fajnie było zobaczyć przykład ich przebiegłej inteligencji, ale jeden, góra dwa by wystarczyły. Podczas kiedy autor rozpędził się tak bardzo, że można by spisać osobną książkę o tym jak to doszli do miejsca docelowego. Nie muszę chyba dodawać, że te perypetie irytująco odciągały od wątku głównego, prawda?
Zupełnie osobnym podpunktem mojej wypowiedzi jest stosunek do kobiet. Chyba jakaś musiała szczególnie podpaść panu Ziemiańskiemu… Ujmując to jak najogólniej – pogarda. Z każdej strony przebijała pogarda nad istotami płci żeńskiej. Esencją każdej interakcji mężczyzna-kobieta, kobieta-kobieta było upodlenie płci. Okaleczanie stref intymnych, dosyć obrzydliwe sceny seksu, gwałty, poniżania. Bardzo starałam się ulokować to w miejscu i sytuacji. I rozumiem, że kobieta wśród skrajnie dzikich mężczyzn nie ma zbyt wiele szans na szacunek, ale sytuacje wychodziły w strefy wyższe i najwyższe.
No i ostatecznie nie podobało mi się, że główna bohaterka jest tylko jednym z wątków i nie wzbudza żadnej sympatii.

Najbardziej fantastycznym elementem książki jest trening Achai, której nie imały się zasady fizyki. Biegała po pionowych ścianach ze związanymi nogami, przeskakiwała nacierających na nią napastników, żeby nie pozwolić się otoczyć, dźwigała ciężary, których nie podniósłby żaden człowiek i wiele innych sytuacji tworzących z niej nadczłowieka.
Mimo to podoba mi się fantasy w wydaniu jakie prezentuje Andrzej Ziemiański. Stworzył on wyimaginowany świat, który rządzi się zupełnie realnymi prawami. Taką głęboką fantastykę broni wątek Mereditha, wokół którego dzieją się rzeczy i toczą rozmowy o skali nadprzyrodzonej i jest to jedyna rzecz, do której nie mogę mieć zastrzeżeń. A nawet życzyłabym sobie w kolejnych częściach więcej czarodzieja. Poza nim nie ma żadnej magii i mistycznych tajemnic. Jest królestwo podzielone na siedem księstw. Jedne są w sojuszu, inne toczą ze sobą cykliczne wojny. Poznajemy życie pałacowe, wojskowe i niewolnicze. W zależności od miejsca mamy stopniowanie obyczajności. Na pałacach piękne szaty i elegancka wymowa. Im dalej od pałacu tym zagrzebujemy się w większy rynsztok. I to jest fajne, to daje poczucie realizmu, który w powieściach fantasy pięknie skutkuje.

Czy polecę Wam „Achaję”? Nie. Z prostej przyczyny, że sama sięgnę po części kolejne tylko przez głupią wpadkę sprzed roku. Przeczytałam „Pomnik cesarzowej Achai”, który bardzo mi się spodobał… Stąd wiem, że warto. „Achai” tak naprawdę nie da się jednoznacznie ocenić. Są chwile bardzo dobre, są beznadziejne. Na pewno wyrzuciłabym z niej całe góry niepotrzebnego tekstu, być może jakiś uprzedzeń osobistych autora. Spore poczucie humoru pomaga przejść przez wszystko bez większego problemu, ale chyba nie o to chodzi…

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
More Happy Than Not. Raczej szczęśliwy niż nie

Z początku można by było pomyśleć że to kolejna książka która zaoferuje czytelnikowi typowe rozwiązania dla romansów męsko/meskich. Bardzo się cieszę...

zgłoś błąd zgłoś błąd