Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

1Q84 - t. 3

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott
tytuł oryginału: 1Q84 / Ichi-kyu-hachi-yon
seria/cykl wydawniczy: 1Q84 tom 3
wydawnictwo: Muza
data wydania: listopad 2011
ISBN: 978-83-7758-060-8
liczba stron: 512
język: polski
typ: papier
dodał: miqa
7.32 (398 ocen i 56 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 35,90 zł

W trzecim tomie tej fantastycznej powieści Murakamiego poznajemy dalsze losy Aomame i Tengo rozgrywające się w niezwykłym świecie roku 1Q84. Ona ukrywa się przed zemstą członków sekty za zamordowanie... W trzecim tomie tej fantastycznej powieści Murakamiego poznajemy dalsze losy Aomame i Tengo rozgrywające się w niezwykłym świecie roku 1Q84. Ona ukrywa się przed zemstą członków sekty za zamordowanie Lidera, a on czuwa przy łóżku nieprzytomnego ojca w mieście kotów. Czy mściciele trafią na ślad Aomame? Czy Tengo rozwiąże zagadkę powietrznej poczwarki? Czy Tengo i Aomame wreszcie się spotkają? Czy wydostaną się ze świata Little People i dwóch księżyców, czy też na zawsze pozostaną w zaskakującej rzeczywistości powieści wewnątrz powieści stworzonej przez Tengo, jasnowidzącą piękność, Fukaeri? Autor w kolejnym tomie "1Q84" odpowiada na te pytania, a do dwóch przeplatających się wątków dołącza trzeci... pokaż więcej.


źródło opisu: Wydawnictwo Muza, 2011

źródło okładki: http://www.muza.com.pl/?module=okladki&id=42127



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Oficjalna recenzja

Qutopia?

Jest taki pisarz, który hipnotyzuje wyobraźnią. Wciąga czytelnika w świat iluzji, prowadzi przez labirynty swych wizji, niepokoi i zarazem intryguje. I na długo pozostawia w duszy czytelnika znamię wypisane japońskimi krzaczkami. Murakami, bo o nim mowa, po raz kolejny dał literacki popis najwyższej jakości. Po raz kolejny ukształtował ze słów i specyficznego nastroju fabułę w trój wymiarze. Stworzył świat i jego lustrzane odbicie. A właściwie odbicie w krzywym zwierciadle, z namiastką uczuć, ciągłym uciekaniem i ukrywaniem się, z bezustannym szukaniem drugiej połowy, która pozwoli uzupełnić siebie.

Powieść w powieści, w niej zanurzeni Tengo i Aomame, niczym marionetki na sznurkach swej gorzkiej przeszłości. Tkwią w formalinie swych przeszłych czynów, które skutecznie zagęszczają ich teraźniejszość, determinując każdy ruch. On wrasta i wtapia się niemal całym sobą w miasto kotów, pochłonięty bez reszty w rozwiązywanie zagadki powietrznej poczwarki, która spowija w swym wnętrzu dziewczynkę. Ona całą siebie próbuje przed światem zdematerializować, obawiając się zemsty członków sekty za morderstwo Lidera. I tylko kiedy oderwawszy się od swych pogmatwanych życiorysów spojrzą w niebo, w ich oczach odbiją swój blask dwa księżyce przypominające o sensie ich egzystencji w groteskowym świecie roku 1Q84 – o poszukiwaniu siebie. Romans u Japończyka to romans mentalny, rzec nawet można metafizyczny, bo rozgrywający się na poziomie przeczuć, intuicji i przeznaczenia.

Z reguły tomy wieńczące cykle powieściowe służą już tylko rozwiązywaniu zawiązanych wcześniej na przestrzeni powieści wątków. Jednak w przypadku Murakamiego, jego niepohamowana twórcza płodność każe mu wiązać i wiązać nowe supełki fantastycznych sytuacji i przeoryginalnych motywów. Według mnie, świetnym posunięciem było wyeksponowanie postaci prywatnego detektywa Ushikawy. Ożywiło to akcję i dodało kilka pytań do sporej, co prawda, liczby zadanych już wcześniej. Niemniej jednak, dzięki temu zabiegowi w powieści nadal „się dzieje”, kolejne strony zapełnione są treścią i akcją.

Równie ważne, jeśli nie ważniejsze, w przypadku tego autora jest nie to, co pisze, ale sposób, w jaki to robi. Język i styl jego powieści na swój użytek nazywam melancholijną awangardą Wschodu. Jego zdania, przy całej swej prostocie, kipią od znaczeń. Piętrzą się w nich metafory, nawarstwiają symbole. Jednak najbardziej podoba mi się to, iż Japończyk nie sili się na narzucanie klucza interpretacyjnego – klucz wyrzucił w morze literackich gustów. Czytelnik przejrzy się w jego tafli i wyczyta z niej to, czym sam jest; to, co dyktuje mu własne doświadczenie i przeżycia.

Rok 1Q84 się zakończył. Zakończyła się opowieść Murakamiego, ale w czytelniku coś zostało i zostanie jeszcze na długo. Jakieś wrażenie, jakiś nastrój, emocja i cicha, spokojna melancholia, tęsknota, dekadencja. Bo tak właśnie pisze Murakami, zaszczepiając w odbiorcy cząstkę siebie.

Marzena Molenda


Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 18 listopada, 2011

Haruki Murakami to japoński pisarz, który znany jest na całym świecie dzięki swojemu oryginalnemu stylowi i ogromnej pomysłowości. Osobiście uwielbiam twórczość tego autora, choć przeczytałam dopiero dwa jego dzieła. Gdy dowiedziałam się niedawno, że najnowsza książka „1Q84. Tom 3” jest już dostępna, nie mogłam się powstrzymać i musiałam czym prędzej zabrać się za czytanie. Moja intuicja nie myliła się ani trochę. Powieść po prostu jest genialna i jeszcze teraz, kilka dni po jej przeczytaniu, w mojej głowie kłębi się wiele przemyśleń, pytań i ogromny podziw dla Murakamiego. Koniecznie musicie i Wy się o tym przekonać!!

Dla odmiany, tym razem postanowiłam, że opisywanie fabuły ograniczę do minimum. Z pewnością wiele osób ma za sobą pierwszy lub drugi tom i nie zmierzam odbierać Wam przyjemności, którą sama miałam z odkrywania niespodzianek przygotowanych przez pisarza. Wspomnę jedynie, że poznamy dalsze losy głównych bohaterów, Aomame i Tengo, którzy żyją w stworzonym przez Murakamiego niezwykłym świecie i pragną znaleźć sposób, aby być ze sobą. Nie będzie to łatwa droga, ponieważ czeka ich sporo wyzwań i liczne przeciwności…. Tym razem autor też udzielił odpowiedzi na pytania zadane w poprzednich tomach, wyjaśnił wiele wątków i pozamykał liczne sprawy, choć oczywiście przygotował nam porcję kolejnych. Pojawi się nowa postać, będą zagadki do rozwiązania, więc kochani nie zwlekajcie z przeczytaniem tej książki. Naprawdę warto!!

Jestem pod wrażeniem Murakamiego i tego, jak genialnie potrafi połączyć realizm z fantastyką. Autor wciąga czytelnika w swój świat i kusi niekonwencjonalnymi rozwiązaniami. Poza tym książka ma swój własny, niepowtarzalny klimat. Tajemniczość, magia, równoległe rzeczywistości, metafory, symbolika, realizm magiczny, poetyckość to zaledwie malutki kawałek tego, co u tego japońskiego pisarza jest czymś normalnym, wręcz oczywistym. Język jakim operuje, jest lekki a zarazem po mistrzowsku dopracowany, co sprawia, że czyta się go z zadziwiającą lekkością. Wielkim plusem są bohaterowie, naszkicowani z dużą precyzją i z uwzględnieniem całego bagażu psychologicznego, który muszą nieść na swoich barkach. Czytając nie sposób trzymać na wodzy emocji, które wylewają się z kart książki i udzielają się czytelnikowi. Coś niesamowitego…

„1Q84. Tom3”, podobnie jak dwie poprzednie części, to surrealistyczna książka, którą nie da się zaszufladkować. Wymyka się ona bowiem wszelkim schematom i oczekiwaniom. Powieść Murakamiego to rozrywka intelektualna dla spragnionych wyzwań i oryginalności czytelników. Polecam serdecznie!!!

Moja ocena: 6/6


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 22 listopada, 2011

Porażka!



Mam słabośc do Murakamiego i mam słabośc do grubych książek, więc liczący sobie 1400 stron 1q84 wydawał się byc idealną dla mnie kombinacją, tak się jednak nie stało, lektura skończyła się zaś dla mnie wielkim rozczarowaniem, tym bardziej, że czekałem prawie rok żeby móc przeczytac całośc (czekałem na wydanie trzeciego tomu). Ale po kolei... (UWAGA! SPOJLERY WIELCE PRAWDOPODOBNE!)



Pierwszy tom mi się podobał - było sporo akcji, poznawaliśmy bohaterów, ogólnie było na plus. W drugim tomie akcja spowolniła, w zasadzie tylko zabicie (eutanazja?) Lidera była wydarzeniem wartym wzmianki. Trzeci to to już masakra kompletna - zero akcji. Nie wiadomo po co wprowadzono trzeci wątek - Ushikawy, który nie pcha fabuły do przodu ani o milimetr za to męczy drętwością i smętnymi przemyśleniami "bohatera". Również nasi dotychczasowi protagoniści - Tengo i Aomame przez większośc powieści snują rozważania. Ghost writer kursuje między umierającym ojcem a własnym mieszkaniem w obu lokalizacjach ograniczając swoje życiowe funkcje do minimum. Zabójczyni sama będąc celem siedzi sama ukryta w mieszkaniu i wypatruje przez okno swojego księcia na białym koniu. Co robią Little People? Co robi sekta? Co z Fukaeri? Te kwestie rozwiązano gdzieś na kompletnym poboczu w sposób kompletnie nie satysfakcjonujący...



To co razi to kompletny brak logiki w poczynaniach bohaterów, kilka przykładów:



1. Aomame ukrywa się sama w mieszkaniu, i to nic że osoba która ją wynajęła i traktuje jak własną córkę mieszka w fortecy, doskonale zabezpieczonej przed światem zewnętrznym (o czym przekonał się Ushikawa) w dodatku mając jeszcze ochroniarza "specjalistę". Nic to - łatwiej jest zorganizowac mega zawiły sposób dostaw, wynając mieszkanie i zostawic kobietę samą sobie w zamknięciu na kilka miesięcy.

2. Wiem, że Murakami uwielbia historie ludzi którzy łączą się po latach ale tym razem przesadził chyba... jeden uścisk dłoni jako powód wywołania trwającej 20 lat miłości? Nie mogli się chociaż pocałowac? jak tak dalej pójdzie to w kolejnej powieści szukac się będzie dwoje ludzi, którzy zakochali się w sobie 45 lat temu kiedy dziewczyna spojrzała w metrze dziwnie na chłopaka... Grubymi nicmi szyte. W dodatku zadziwiające (czy na pewno? o tym dalej) że jak na ludzi umierających z miłości do siebie nawzajem nie robi NIC żeby się spotkac, wychodząc z założenia że albo los ich skojarzy albo umrą samotnie!

3. No właśnie biernośc bohaterów. Nie rusza ich NIC! Znajdują się w obcym świecie i co? I nic żyją jakby się nic nie stało, co najwyżej pogapią się na księżyc i posnują smętne rozważania. Tengo umiera ojciec - zero reakcji, ucieka Fukaeri - spoko, ktoś obcy dzwoni i mówi, że dziewczyna której nie widział 20 lat chce się z nim spotkac - jasne, tylko kiedy. Nic, dosłownie nic nie wywołuje w bohaterach emocji.

4.Domysły i porozumienia. Co ciekawe bohaterowie często działają wbrew zebranym faktom i temu co podpowiada logika. Prym wiedzie w tym Uschikawa, który jest detektywem i zbiera informacje ale w bitwie fakty vs. instynkt zawsze wygrywa instynkt i nigdy się nie myli! Brawo! Podobnie pozostali wykazują się tak wielką smykałką do domysłów że jakby usiedli przy stole i pomyśleli chwilę dłużej to powieśc mogłaby miec jakiś 1000 stron mniej.

5. Ghost writing nie jest znany od wczoraj, więc nie wiem skąd opory Tengo, ale nawet uwzględniając je zawsze mogli się pokusic o... TADAM! współautorstwo książki! Zupełnie legalne, często spotykane likwidujące wszystkie problemy w zarodku.



Bohaterowie. Niesamowicie irytujący... na początku wykazywali jakiś charakter i czymś się od siebie różnili w trzecim tomie są to już trzy mimozy bez tożsamości. Wszystko ich zlewa, żyją minimalistycznie (i dobrze im z tym) - nie potrzebują seksu, filmów, życia towarzyskiego, upicia się, wycieczek... Byleby mieli książki, jedzenie i stolik do rozmyślań i są happy. Główne rozróżnienie między bohaterami jest takie, że Tengo pisze powieśc, Aomame cwiczy a Uschikawa użala się nad sobą. Gdyby wykreślic kilka linijek z każdego rozdziału możnaby się nie zorientowac o kim Murakami aktualnie pisze. W dodatku naiwna jest końcówka całości - bohaterowie po spotkaniu (na które czekaliśmy 1350 stron, a oni 20 lat) od razu przechodzą na telepatię (dosłownie!!) - wow, the power of love! W dodatku stoicyzm Tengo nie ucierpiał na stwierdzenie że Aomame jest z nim w ciąży (chociaż nie widzieli się 20 lat), facet przyjmuje to na klatę bez cienia wątpliwości! Ciekawe też, że na fortele Uschikawy nie nabiera się żaden z głównych bohaterów ale już każdy spoza wąskiego kręgu łyka wszystkie historyjki jak młody pelikan! Nauczyciele bez szemrania wyjawiają wiadomości o uczniach i jeszcze się przymilają, współpracownicy bez szemrania zdradzają gdzie kto jest...



Zakończenie. W sumie przez całą powieśc nie dowiedzieliśmy się kim są Little People, jaki mają cel, skąd pochodzą, czy są przyjaźni, dlaczego jest ich zawsze tylko sześciu, jak się przemieszczają (najpierw jest sugestia że tylko przez martwe ciała ale potem ni z tego ni z owego pojawiają się np przy autostradzie) itd. Nie wiemy też jakie cele miała sama sekta... Nie wiemy co z Fukaeri, czy znormalmniała. Słowem sporo kwestii zostało pominiętych a zakończenie wydawało się byc wymuszone, byc może Murakami bał się już rozmiarów jakie osiąga jego powieśc.



Styl. Nie wiem czy zawsze tak było czy to nowośc u autora - dziwaczne porównania ocierające się o absurd (do którego Murakami nie sięga zbyt często) - najbardziej jaskrawy przykład: "Musiał byc twardy jak stalowa linijka w lodówce" - WTF? A podobnych kwiatków jest w książce mnóstwo.

Poza tym POWTÓRZENIA!!!! Jak wspomniana jest Fukaeri to za chwilę wiadomo, że będzie coś o jej piersiach, a że kształtne, a że duże, a że to, a że tamto. Jak tengo - to, że zwalisty. Jak Aomame - to, że wysportowana. Jak Uschikawa - to, że paskudny. I tak w kółko przez 1400 stron jakby autor nie wierzył, że tych kilka podstawowych informacji na temat bohaterów czytelnik jest w stanie spamiętac...



Słowem - banał, przerost formy nad treścią. Jakby powieśc liczyła 600 stron wyszłoby jej to tylko na dobre bo prawdę powiedziawszy na tyle jest tutaj treści. Tom 2 i 3 to głównie przemyślenia bohaterów a jeśli ktoś się spodziewa przyspieszenia akcji czy spektakularnego zakończenia to srodze się zawiedzie... Pierwszy raz piszę to w odniesieniu do Murakamiego ale: NIE WARTO!


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 02 listopada, 2011

Od paru godzin czuję pod mostkiem dziwny ucisk. Coś zapiera mi dech, wywołuje niepokój i dreszcze. Moje myśli galopują, serce drży, dłonie nie potrafią zastygnąć w bezruchu. Kolejny raz po obcowaniu z Murakamim dzieje się ze mną coś niebezpiecznie fascynującego. Z głośników sączy się Sinfonietta Janáčka, przytłaczając i czyniąc atmosferę jeszcze bardziej niepokojącą. A ja rozglądam się nerwowo wokół, szukając Little People, powietrznej poczwarki i dwóch księżyców, górujących na niebie. Zalewa mnie fala emocji - mam ochotę płakać, śmiać się, zagryzać paznokcie ze zdenerwowania. Wszystko przez tego Japończyka. Jego umysł przeraża mnie i zniewala.

W trzecim tomie serii Tengo i Aomame wciąż szukają ścieżek, które zaprowadzą ich do siebie. Droga ku wspólnej wolności jest jednak długa i kręta - jego przyciąga tajemnicze miasto kotów, ona skrywa się przed światem po zabiciu Lidera. Oboje widzą te same dwa księżyce, oboje wypatrują siebie nawzajem. I choć dystans między nimi zdaje się być minimalny i tak nie potrafią schwycić swych dłoni, aby zaznać wreszcie upragnionego spokoju. Czas ucieka. Powrót do rzeczywistości niebawem nie będzie możliwy. Czujny i niebezpieczny wróg jest już coraz bliżej. A dla Tengo i Aomame Little People przewidzieli nową rolę...

Myślałam, że Haruki Murakami powiedział już wszystko w poprzednich dwóch tomach serii '1Q84'. Spodziewałam się, że ostatnia część historii opierać się będzie na tym, co już poznaliśmy - że pewne wątki zostaną rozwinięte i wzbogacone a wątpliwości rozwiane. Że zamiast stawiać nowe pytania, autor odpowie na te, które wcześniej pozostały bez odpowiedzi. Nic bardziej mylnego. Niesamowita wyobraźnia Murakamiego - mówiąc kolokwialnie - znokautowała mnie i powaliła na ziemię. Tom wieńczący serię jest kwintesencją tego, co w twórczości japońskiego mistrza prozy najlepsze. Murakami wspiął się na wyżyny, a całą tę historię, spisaną na ponad 1400 stronach uważam za arcydzieło współczesnej literatury. Nic mnie nie obchodzą teorie, że arcydzieł już się nie tworzy, że dziś tylko przerabia i odtwarza się to, co już znane. Seria '1Q84' jest perłą. Jest dynamitem. Ma moc. Takie książki zmieniają świat.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 kwietnia, 2012

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam powieść Murakamiego "1Q84". Całość czytało mi się bardzo powoli. Dotarłam jednak do końca. Wydaje mi się, że autor celowo tak skonstruował swoją książkę, by wywołać w nas wrażenie, że czas się zatrzymał....I w moim przypadku mu się udało.
Dzięki takiej konstrukcji przybliżył czytelnikowi, w moim przekonaniu, tamtą dziwną rzeczywistość z dwoma księżycami....Dziwną i niebezpieczną...Jest to niezwykła i bardzo interesująca książka. To pierwsza powieść tego pisarza, którą przeczytałam, nie ukrywam, że z polecenia:))) Zapewne sięgnę po kolejne. Tymczasem z czystym sumieniem polecam ją innym czytelnikom.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 09 listopada, 2011

"Skończyło się. Dwa księżyce, duży jasny i mniejszy zielonkawy, zeszły się w jeden. Japońskie kyū zamieniło się na powrót w arabską dziewiątkę i rok 1Q84 dobiegł końca. Ktoś zginął, ktoś uciekł, ktoś się ukrył, a ktoś inny odnalazł. Ostatni tom trylogii Murakamiego udzielił odpowiedzi na kilka enigmatycznych Questions, jakie autor postawił w poprzednich tomach. Ale czy są to odpowiedzi dla czytelnika satysfakcjonujące?

Żeby nie rozpisywać się na temat warstwy fabularnej, odsyłam zainteresowanych do moich wcześniejszych recenzji poprzednich tomów „1Q84”. Ostatni tom trylogii spina klamrą wiele powieściowych zdarzeń, pozostawia jednak sporymi momentami uczucie znużenia i niedosytu. Zacznę jednak od pozytywnych stron, co by nie zostać zjedzonym przez fan-cluby japońskiego prozaika, w które obrodziło w naszym kraju ostatnimi laty całkiem obficie.

Pojawiła się nowa postać (choć występująca epizodycznie już na kartach środkowego tomu), eksponowana w finałowej części na równi z Aomame i Tengo. To Ushikawa – były prawnik wykluczony z palestry, aktualnie zaś prywatny detektyw, idący tropem naszych bohaterów niczym rasowy pies gończy. Ushikawa jest konsekwentny w działaniach, uparty w dążeniu do wytyczonego celu, doświadczony, opierający się na sprawdzonych przez siebie w praktyce metodach. Ponadto łysieje, ma zdeformowaną głowę, nikt go nie lubi, nie wzbudza w ludziach zaufania, wyrzekła się go rodzina, a żona zabrała dzieci i odeszła od niego wiele lat wcześniej. Ushikawa – godzien z jednej strony potępienia, a z drugiej współczucia – jest niewątpliwie w „1Q84” oddechem świeżości, którego długimi momentami naprawdę brakuje.

Umiejętnie wyprofilowane postacie są mocną stroną trylogii Murakamiego. Pytanie tylko, czy autor aby na pewno potrzebował do ich wykreowania prawie półtora tysiąca stron? Mielenie do upadłego poszczególnych wątków zaczyna chwilami irytować. Nieszczęśliwe dzieciństwo głównych bohaterów Murakami przedstawiał w interesujący sposób, stosując retrospekcje, wspomnienia, ciekawe rozmowy. Niekonieczne było dodawanie kilku łopatologicznych rozdziałów, które fabularnie niewiele wnosząc, sprawiają, że opowieść sztucznie się wydłuża i rozmywa. Do tego dochodzi nadmierne uszczegółowianie, które powoduje, że czytelnik może czasem poczuć się jak obserwator japońskiego reality-show. Uważam, że skondensowanie treści przydałoby „1Q84” więcej lekkości i esencjonalności.

Murakamiemu udało się też długimi chwilami zbudować przygnębiający klimat osaczenia. Uzyskał go nie tyle poprzez wykorzystanie w książce zgranych elementów rasowego thrillera, ale wprowadzając postać upiornego inkasenta NHK. Ten uporczywie terroryzuje jednego po drugim bohaterów powieści, dobijając się do drzwi, których żaden z nich nie może z różnych powodów otworzyć, prowadząc przy tym dwuznaczny, demoniczny monolog. Postać „upiornego inkasenta NHK” mogłaby z powodzeniem zagościć na planie filmowym któregoś z japońskich horrorów.

Japoński pisarz porusza też kilka spraw światopoglądowych, wrzucając je jak smaczne przyprawy do gotującej się zupy. Nie zawsze wnoszą coś wyrazistego, ale sprawiają, że smak powieści staje się bardziej różnorodny. Mamy więc rozważania na płaszczyznach teologicznych, liberalne podejście do miękkich narkotyków wypowiadane ustami sympatycznej dziewczyny, obraz godnego znoszenia nieuchronnej bliskości ludzkiej śmierci czy wspomnienie domu Carla Gustava Junga, słynnej „Wieży” wybudowanej w Bollingen nad Jeziorem Zuryskim."(fragment recenzji)

Zapraszam do przeczytania całej recenzji na stronie "Experyment - recenzja dobrej książki":

http://experymentt.wordpress.com/2011/11/15/haruki-murakami-1q84-tom-3-recenzja/


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

przyznawanie oceny jedynie "dobrej" książce Murakamiego boli, ale niestety jest to zdecydowanie rozczarowująca powieść. oczywiście pod względem językowym i stylistycznym książka jest doskonała, jak i wszystkie pozostałe, jednak biorąc pod uwagę fakt, że fabuła w "1Q84" opiera się moim zdaniem na najbardziej trzymającej w napięciu i mrocznej intrydze, przypominającej atmosfery dobrych thrillerów, rozwiązanie akcji jest co najmniej niezadowalające. tak jakby autor sam nie wiedząc jak w sensowny sposób zakończyć trylogię, dosłownie wyszedł ze świata 1Q84, zatrzaskując po cichu drzwi, licząc na to, że być może uwaga czytelnika skupi się na (na marginesie zdecydowanie zbyt szczęśliwym) wątku miłosnym. brak tu jakiegoś ostatecznego momentu, wypełnionego po brzegi fantastycznymi zjawiskami i istotami, który wstrząsa całym światem przedstawionym i mózgiem czytelnika. książka po prostu się kończy, nie wywołując nawet uczucia zagrożenia czy napięcia, które poprzedzałoby to zakończenie.

Trylogia ogólnie niezła, ale Murakami jest pisarzem wybitnym a nie niezłym, radzę więc sięgnąć do poprzednich dzieł.


Przeczytana: grudzień, 2011

Do świata stworzonego przez Murakamiego nie trzeba dopasowywać logicznych zasad. Życie i kryjąca się za nim "rzeczywistość otaczającej nierzeczywistości", wzajemne przenikanie się tych dwóch światów, magnetyczny wpływ księżyca / dwóch księżyców bronią się same.
Jak zawsze u tego autora - metafizyka przenia wszelkie wydarzenia. I jak zwykle - coś sprawia, że nie mam ochoty opuszczać tego dziwnego świata roku 1Q84...


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 06 listopada, 2011

Drugi tom „1Q84” pochłaniał czytelnika bez reszty. Na koniec był dziwny ucisk w sercu, roztrzęsione dłonie, wszystkie myśli skupiały się wokół Little People, Sakigake i powietrznej poczwarki. Miało się wrażenie, że za oknem naprawdę są dwa księżyce. Niestety, część trzecia przenosi nas z powrotem do rzeczywistości. Być może taki był cel Murakamiego, aby odbiorca razem z Aomame i Tengo wydostał się z szalonego miasta kotów i zaznał w końcu spokoju.

Wyraźna akcja, jaką zarysował autor w poprzednich tomach, tutaj się rozmywa. Niektóre wątki zostają wyjaśnione, inne drastycznie urwane, część znika gdzieś w trakcie. Tengo i Aomame dalej zbliżają się do siebie okrężną drogą, w pewnym momencie zaczyna łączyć ich coś więcej niż tylko skrywane uczucie. Jednocześnie Sakigake ściga zabójczynię Lidera. Bardziej niż „ściga” pasuje jednak tutaj słowo „poszukuje” – nie sprawiają wrażenia, że im się spieszy. Sami nie wpadają na żaden ślad Aomame - wynajmują człowieka, który prowadzi dla nich śledztwo. Jego historia jest dodatkowym wątkiem w opowieści, oddzielającym historie dwóch pozostałych bohaterów.

Murakami zachowuje swój oryginalny styl. Dostajemy pięknie zbudowane zdania, dużo szczegółów, które pozwalają czytelnikowi bardziej „wczuć się” w przedstawiany mu, nowy świat. To zdecydowanie zaleta książki. Większość zdarzeń jest niespodziewana, absurdalna, jak przystało na rok 1Q84. Niektóre z nich jednak zaskakują niepozytywnie. Cała fabuła została sprowadzona do wzajemnego szukania się Aomame i Tengo. Wszystko inne to tylko tło. Szkoda.

Tom trzeci „1Q84” czyta się dobrze i szybko. Jednak jak na ostatni pozostawia niedosyt. Chciałoby się dowiedzieć więcej o tym niespotykanym, nielogicznym świecie znanym z poprzednich książek. A część trzecia to raczej wyjście z niego – może czasami zbyt monotonne, ale niewątpliwie mające swój urok.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 stycznia, 2012

Nie będę podsumowywał całości "1Q84", są inteligentniejsi ode mnie, którzy zrobili/zrobią to lepiej.
Zamiast tego napiszę o moich odczuciach odnośnie głównych bohaterów. Mistrz Murakami na tyle barwnie scharakteryzował każdą postać, że w zasadzie jasno można określić - "Lubię ją" / "Nie lubię go".
Murakami bardzo starał się obrzydzić czytelnikowi Ushikawę. W moim przypadku mu się nie udało. Nie to żebym zapałał do Ushikawy jakąś wielką sympatią, ale ja ogólnie solidaryzuję się z tymi "nie najpiękniejszymi", być może dlatego, że sam jestem raczej niewyględny. Poza tym Ushikawa, którego nazwisko wedle wymowy powinno się czytać "usikała" (sic!), działał wg planu, systematycznie, krok po kroku do zamierzonego celu. I takie działanie też mi się podoba, postępuję podobnie.
Na drugim biegunie znalazła się Aomame. Perfekcjonistka, urodziwa (mimo znacznej różnicy w wielkości swoich piersi), ubrana w markowe ciuchy, wysportowana, lubująca się w muzyce klasycznej. Zupełnie nie mój świat. O czym ja bym z taką Aomame gadał? O "Simfoniecie" Janáčka? To już wolałbym jej koleżankę policjantkę, albo którąś z pielęgniarek z Miasta Kotów.
Za to bardzo podobało mi się życie jakie wiódł Tengo. Samotnik, robiący to, na co ma ochotę, realizujący swoje pasje (pisarstwo), którego w dodatku stać było na częste posiłki w knajpach. Plus spotkanie z kochanką raz na tydzień. Żyć, nie umierać :)) Z tym, że ja cały czas widziałem Tengo jako chucherkowatego okularnika w szarym sweterku typu serek, nie pasowała mi jego potężna postura.
Tak czy inaczej, dziękuję mistrzowi Murakamiemu za czas jaki przeżyłem podczas czytania trzech tomów "Ichi-kyu-hachi-yon".


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam, 2011
Przeczytana: 15 grudnia, 2011

„Życie jest jedynie rezultatem serii irracjonalnych, a czasami całkowicie przypadkowych wydarzeń.”*

Zapraszam do 508 stron, gdzie panują dwa księżyce, japońskie powietrze, pytania i Haruki Murakami. To już ostatni tom trylogii „1Q84” i w tym momencie powstaje pytanie – dlaczego zawsze to, co dobre, musi się kiedyś skończyć? Uważam tę trylogię za najlepsze książki Murakamiego i gdy ktoś, kto tego autora jeszcze nie czytał, pyta mnie o radę od czego zacząć, z ręką na sercu polecam „1Q84”.

„1Q84”, tytuł nawiązujący do dzieła Orwella „Rok 1984”, sam w sobie daje nam do myślenia, gdy patrzymy na tę pozycję na półce księgarni. Wystarczy wyciągnąć po nią rękę, zadając pytanie, co kryje w sobie ten tajemniczy tytuł. Będzie to pierwsze pytanie, a tuż za nim posypią się kolejne, a wraz z każdą przeczytaną stroną powstaną nowe.
Zdawałoby się, że w trzecim tomie Murakami odpowie nam na wszystkie te pytania. Zdawałoby się. Szanowny Pan Haruki nie należy do pisarzy, którzy podają czytelnikowi wszystko na talerzu. On mówi symbolami, metaforami, niedopowiedzeniami i tytułami innych dzieł sztuki. Taki jest właśnie Murakami – pisze dla naszej podświadomości.

Ci, który są po lekturze poprzednich dwóch tomów, wezmą tom trzeci z cichym pytaniem: „spotkają się?” I nie tylko tym. Świat, gdzie na niebie są dwa księżyce, pochłonął Aomame i Tengo. Czy tylko ich? A może pojawi się ktoś jeszcze?

„Aomame obserwuje plac zabaw, księżyce obserwują Aomame.”**

Poza tajemnicą, oczekiwaniem, odpowiedziami, Murakami pragnie powiedzieć nam coś jeszcze. Coś bardzo ważnego, coś, co każdy człowiek powinien wiedzieć i o tym pamiętać, nie zależnie od wieku czy narodowości. Nieważne w jakim znajdziemy się świecie, nieważne, co robimy i jak wyglądamy – to wszystko jest nieważne. Najważniejsze to to, by w naszym życiu znaleźć drugą osobę, która będzie w stanie nas pojąć, zaakceptować i przyjąć świat, widziany przez pryzmat naszych oczu. To wszystko. Łatwe i trudne zarazem.

„1Q84” to poniekąd przepis na życie, a poniekąd jego obserwacja. Podgląd uczuć i myśli, nie czynów. Tutaj czyny odsuwane są na drugi plan. Nie jest najważniejsze to, co uczyniliśmy, naprawdę liczy się nasz własny stosunek do tego.
Jest to niezwykle mądra książka, nie tylko tom trzeci - cała trylogia tchnie przesłaniem i wielopoziomowością. Tu każdy odnajdzie coś, co go porwie: opowieść o pisarzu, morderczyni, sekcie, miłości, samotności, trwaniu, szukaniu. Czytelnicy szybko przyzwyczaili się do tego, że w ich życiu co jakiś czas pojawia się nowy tom „1Q84”. Uważajcie, bo gdy przeczytacie całą trylogię, w waszym świecie może pojawić się pustka w kształcie książki. Ja osobiście chciałabym cofnąć się w czasie i przeczytać to dzieło jeszcze raz.

„Ale kiedy odeszła, zauważył, że została po niej pustka w kształcie człowieka.”***


________________________________________________
*”1Q84” (tom 3) Haruki Murakami, MUZA 2011, str. 378
**Tamże, str. 28
*** Tamże, str. 206


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 stycznia, 2012

Dość długo czekałam na tę trzecią część trylogii Murakamiego. Oczekiwania okazały się niewspółmierne do treści książki - spore rozczarowanie. Przeczytałam bodajże wszystkie przetłumaczone na język polski książki tego wspaniałego japońskiego pisarza i ta ostatnia, w mojej ocenie, okazała się najsłabsza. Nie mogłam skupić się na treści książki. Fabuła słabo się rozwijała, a poszczególne jej wątki, jakby stały w miejscu. Sądzę, że mogłabym tej trzeciej części nie przeczytać i niewiele bym straciła.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam, 2011
Przeczytana: 28 grudnia, 2011

Książka, niczym przestawiona zwrotnica, sprowadziła mój pociąg do roku 1Q84. Spędziłam w mieście kotów niezapomniane chwile, drżąc z ciekawości, czy główni bohaterowie w końcu się spotkają, a jeśli tak to co z tego wyniknie. Dodatkowego smaku dodawał niezwykły styl, tak charakterystyczny dla Mutrakamiego.
I dziękuję, za odkrycie tak wspaniałego utworu jakim jest Sinfonietta Janacka!


Na półkach: Przeczytane

chcę natychmiast przeczytać!


Na półkach: Przeczytane

Niestety, bardzo niestety.

Zdecydowanie najsłabsza z pozycji Murakamiego, które czytałem, a czytałem większość.
To bardzo bolesne zważywszy na to jak 1Q84 zapowiadało się po pierwszym, naprawdę dobrym tomie, oraz na długość powieści. 1400 przeczytanych stron, ogromne oczekiwania i... Pustka.
Zakończenia praktycznie brak, brak także rozwiązania najbardziej nurtujących kwestii. I nie jest to brak JEDNOZNACZNEGO zakończenia znany z innych tytułów w dorobku Japończyka. W 1Q84 nie mamy nawet jakichkolwiek podstaw aby samemu sobie to zakończenie dopisać w głowie. Pustej przestrzeni jest tak dużo, że nawet nie podjąłem próby jej zapełniania po lekturze.

Poza pierwszym tomem, czytając najnowsze dzieło Murakamiego miałem wrażenie, że najpierw założył on sobie, że napisze najdłuższą powieść w życiu, a dopiero później mozolnie wypełniał puste strony treścią. Niestety, w drugim tomie zaczęła się ona rozmywać, natomiast w trzecim została rozciągnięta do granic możliwości. Większość rozdziałów Ushikawy nie wnosi kompletnie nic, przypomina jedynie znane nam już wydarzenia.
Właśnie przypomnień i POWTÓRZEŃ jest tu wiele jak w żadnej innej książce.
Ja wiem, że Murakami twierdzi, że dziś nikt już nie chce czytać klasycznych powieści, że ludzie nie mają czasu, nie skupiają się na jednej czynności, że youtube, że krótkie informacje, że chce tworzyć książki jak gry wideo, ale chciałbym, żeby traktował mnie troszkę poważniej. Naprawdę nie potrzebuję, by po 1000 stronach ciągle przypominał mi, że siostra Omura "to ta z długopisem we włosach".
Zgadzam się z opinią, że skrócenie opowieści o dwóch księżycach o połowę, wyszłoby jej tylko na dobre.
Wydaje mi się, że każda rzecz w 1Q84 była powtórzona przynajmniej pięciokrotnie ;) Ile razy czytaliśmy o wygimnastykowanym, umięśnionym ciele Aomame? Ile o płaskiej głowie Ushikawy i sterczących z niej kępkach włosów przypominających łonowe? Myślę, że Haruki zaszedł już za daleko w dostosowywaniu swojego pisarstwa do "współczesnego odbiorcy", rozumianego jak wyżej.

Straszne rozczarowanie.


Na półkach: Przeczytane

Ostatnia część powieści Murakamiego, po przeczytaniu dwóch pierwszych sięgnęłam z wielkim zapałem po kolejną i niestety napotkałam pewien opór mniej więcej w 1/3 książki. Odłożyłam książkę na parę tygodni, żeby po powrocie pochłonąć ją w parę godzin. Jak to w przypadku Murakamiego nie zostałam zawiedziona.

Tym razem przeplatają się losy trzech bohaterów, znanych nam z poprzednich części Aomame i Tengo, oraz Ushikawy - byłego prawnika mafii, który tropi ich losy. Jest on nazywany Wielkim Łbem, ze względu na swój, powiedzmy kontrowersyjny wygląd.W czasie powieści nasuwa się wiele pytań, mamy wrażenie że im więcej dowiadujemy się na następnej stronie tym więcej powstaje niewiadomych. Wreszcie dowiemy się jak zakończą się losy Aomame i Tengo. Czy jest im dane być razem?

Autor ma niesamowitą moc przenoszenia nas w inną rzeczywistość, wierzymy w istnienie dwóch równoległych światów, Little People i ich powietrznej poczwarki. Pomimo tego, że książka jest bardzo wciągająca to nie żałuje że to koniec przygód bohaterów.
Momentami może wydawać nam się, że za bardzo wgłębiamy się w ich myśli i ukryte pragnienia, żeby za moment umierać z ciekawości co będzie dalej.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 12 maja, 2012

Dobrnąłem do końca... Trzytomowa powieść, w której opisane są losy Aomame i Tengo kończy się w sposób każący przypuszczać, że powstanie tom czwarty.(Chyba że porzucanie wątków dopiero rozpoczętych, to normalna rzecz dla Murukamiego?) Nie będę czekał niecierpliwie. Ogólnie, to moje pierwsze zetknięcie z tym autorem. Może gdybym zaczął poznawać jego twórczość w sposób bardziej chronologiczny - czułbym się rozczarowany jego najnowszą powieścią. A tak, z lekkim niedosytem po przeczytaniu "1Q84" sięgnąłem po powieść wcześniejszą, o pozycji bardziej ugruntowanej (prestiżowa japońska nagroda literacka Yomiuri) - "Kronikę ptaka nakręcacza". Być może to pozwoli mi wyrobić własne zdanie na temat twórczości tego poczytnego Japończyka. Na razie, jako czytelnik dość wymagający - mam mieszane uczucia. "1Q84" nie wywołała we mnie konieczności do głębszej refleksji.


Na półkach: Przeczytane, 2012
Przeczytana: 06 stycznia, 2012

Wiem, że trzeci tom ma najwyższą ocenę w całej trylogii. Ja, dla odmiany oceniam go niżej niż pierwsze dwie części.

Dlaczego? Książka mi się bardzo podobała, trzymała w pewnym napięciu, czytałam z zaciekawieniem i wyczekiwałam końca w którym w końcu wszystko będzie jasne... a przynajmniej większość... i właśnie tu się zawiodłam, i to bardzo :(

Nic się nie wyjaśniło, a zakończenie "brzmi" tak, jakby miał zostać wydany tom 4. Czuję niedosyt, zawód...
Domyślam się, że to celowy zabieg autora, domyślam się, że jego fani min. właśnie za takie pokręcone zakończenia go kochają, ale do mnie osobiście to nie przemówiło... Skoro tak, to mogło się to wszystko odbyć w 1 tomie... ale to oczywiście tylko moja opinia.

Chyba zbyt szybko nie sięgnę po następną pozycję pana Murakamiego ;)

... a szkoda, bo naprawdę wciągnął mnie w ten tajemniczy świat...


Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Intrygujący i niezwykły świat, który autor budował we wcześniejszych tomach, został zniszczony i zrujnowany banalnością i prostotą zakończenia. Cała książka nieuchronnie dąży do pogrzebania nadziei i ciekawości rozbudzonej w czytelniku przez poprzednie tomy. Duże rozczarowanie.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione
Przeczytana: 05 grudnia, 2011

Umarłam i narodziłam się na nowo. Po trzech częściach...
Nie było łatwo.
Trzeba.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2011 rok

Najgorsza ze wszystkich części. Równie dobrze mogłoby jej nie być.