Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Gra o tron

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Paweł Kruk
tytuł oryginału: Game of Thrones
seria/cykl wydawniczy: Pieśń lodu i ognia tom 1
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: kwiecień 2011
ISBN: 978-83-7506-729-3
liczba stron: 842
słowa kluczowe: fantasy
język: polski
typ: papier
dodał: Snoopy
8.39 (2266 ocen i 253 opinie)
 
Kup książkę
Cena od 39,90 zł
Kup ebooka
Legimi
Cena: 49,00 zł
Kup audiobooka
Audioteka
Cena: 59,90 zł

„Gra o tron” to I tom cyklu „Pieśń lodu i ognia”. W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry... „Gra o tron” to I tom cyklu „Pieśń lodu i ognia”.

W Zachodnich Krainach o ośmiu tysiącach lat zapisanej historii widmo wojen i katastrofy nieustannie wisi nad ludźmi. Zbliża się zima, lodowate wichry wieją z północy, gdzie schroniły się wyparte przez ludzi pradawne rasy i starzy bogowie.

Zbuntowani władcy na szczęście pokonali szalonego Smoczego Króla, Aerysa Targaryena, zasiadającego na Żelaznym Tronie Zachodnich Krain, lecz obalony władca pozostawił po sobie potomstwo, równie szalone jak on sam.

Tron objął Robert – najznamienitszy z buntowników. Minęły już lata pokoju i oto możnowładcy zaczynają grę o tron.

George R.R. Martin jest jednym z najbardziej cenionych pisarzy fantastyki. Dzięki swej wielotomowej sadze pozyskał miliony oddanych fanów i odrodził tradycję epickiej fantasy w stylu tolkienowskim.

Serial w telewizji HBO na podstawie „Gry o tron” w Polsce już 18 kwietnia. W rolach głównych m.in.: Sean Bean, Mark Addy, Alfie Allen, Lena Headey.
pokaż więcej.


źródło opisu: Nota wydawcy

źródło okładki: Wydawca



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce


Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 15 maja, 2010

Kiedy pierwszy raz wzięłam do ręki "Grę o tron" czułam się troszeczkę zagubiona. Mnóstwo bohaterów, nazw, mieszające się historie, skoki z jednej opowieści na drugą... Nie mogłam się w tym odnaleźć. Jednak w miarę oswajania się z bohaterami i stopniowym łączeniem różnych epizodów w jedną bogatą opowieść, książka pochłonęła mnie bez reszty.

Cudowna powieść rycerska bogata w elementy fantastyczne. Zawiera bohaterów, których wygląd i charaktery dopracowane są z ogromną szczegółowością. Jest to pierwsza książka, która spowodowała, że niektóre postaci obdarzyłam szczególną sympatią a inne szczerze znienawidziłam. Imponująco wykreowany świat zarówno geograficznie jak i wierzeniowo. Czapki z głów przed bezgraniczną wyobraźnią i pomysłowością autora. Ciekawe intrygi,(dosłownie) głębokie romanse. Poza tym genialne opisy bitew, czasami bardzo drastyczne. Trzeba przyznać, że dodaje to powieści pikantnego smaczku. To wszystko znajdziecie w "Grze o tron".

Jest to jedyna książka, która wywołała we mnie chyba wszystkie emocje. Strach, żal, śmiech, wzruszenie oraz nienawiść tak głęboką, że czasami miałam ochotę rzucić tomiskiem o ścianę.

Mam nadzieję, że kolejna część będzie równie zakręcona i wciągająca. Bez wahania stawiam 5.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam, 2011
Przeczytana: 12 marca, 2011

„W grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.”

O czym może opowiadać „Gra o tron” jak nie o grze o tron. Intrygi, spiski, zdrady, wierność, knucie… Wszystkie ruchy dozwolone. A jak odejmiecie od tego magię, olbrzymy, wilkory i inne cudy niewidy, otrzymacie nasz prawdziwy świat średniowiecza. Od honoru do głupoty zaledwie jeden krok.

Do tego mamy tu multum postaci, w których czytelnik kompletnie się gubi przez pierwsze sto stron. A kiedy już zaczyna się w nich łapać… nie może się oderwać. Wtedy właśnie przychodzi czas na wybór swoich faworytów i tych, których nie znosimy. I właśnie postacie zachwyciły mnie u Martina najbardziej. Pisarz nie stawia na nikim metki „zły/dobry”. Tu mędrzec może popełnić ogromny błąd, a głupiec uratować sytuację. Bohaterowie są wrzucani w przeróżne życiowe sytuacje i ich wybory są zawsze niezwykle ludzkie, co sprawia, że czytelnik rozumie ich doskonale. Każda postać ma swoją historię, swoje doświadczenie, racje i poglądy. Żadnej postaci nie da się nazwać płytką i powierzchowną, już Martin o to zadbał. I wszyscy bohaterowie są niezwykle różnorodni, dzięki czemu każdy z czytelników znajdzie w „Grze o tron” coś dla siebie.

„Nigdy nie zapominaj o tym, kim jesteś, bo świat na pewno o tym nie zapomni. Uczyń z tego swoją siłę, a wtedy przestanie to być twoją słabym punktem. Zrób z tego swoją zbroję, a nikt nie użyje tego przeciwko tobie.”

Ciężko nie czuć sympatii do Tyriona, małego karła, który rozumem przewyższa nie jednego. A i sam czytelnik mógłby wielu się od niego nauczyć.
Jona, bękarta Eddarda Starka, który kocha swojego ojca i swych braci całym sercem, nie da się nie polubić. Charyzmy chłopak ma pełno, a jego młodzieńczy maksymalizm raz wywołuje uśmiech na twarzy, a innym razem przerażenie.
Mały Bran Stark pokazuje jak wielką mądrość mają w sobie dzieci. Od Catelyn Stark niech kobiety uczą się miłości do swoich mężów. Na przykładzie Sansy (postać, która miała wybitny dar denerwowania mnie) można zobaczyć, do czego niekiedy prowadzi przesadne marzycielstwo.
A teraz opowiem Wam o moich faworytach. Niezaprzeczalnym numerem jeden jest Arya (i wcale nie przez zbieżność imion! ^^), córka lorda Eddarda Starka, mała dziewczynka, która zamiast bali, koronek i wyszywania, woli jazdę konną, spodnie i miecz. Arya Wszędobylska, bo zawsze i wszędzie było jej pełno. Nie przejmując się tym, co powiedzą inni, była sobą, małą, zadziorną dziewczynką, która zwinnością i sprytem przewyższała wielgachnych rycerzy.
Jej ojciec, Eddard Stark, także zajął swoje miejsce w moim sercu, choć z początku sama tego nie zauważyłam. Niezwykle żywa i prawdziwa postać. Ma się wrażenie, że za chwilę wyjdzie ze stron książki, usiądzie obok nas i westchnie ciężko. Bo życiowe dylematy i trudne decyzje najbardziej lubią męczyć wielkich lordów.
Nobla dałabym Martinowi za Daenerys, dziewczynę, o której czytałam z zapartym tchem już od samego początku książki. Ona i jej brat to ostatni potomkowie rodu smoków, wygnani i pozbawieni niemal wszystkiego. By odzyskać tron i zdobyć wsparcie i ludzi, brat wydaje Daenerys za wodza niemalże dzikiego plemienia. Jak to jest poślubić zwierzę o wyglądzie człowieka? Daenerys nie tylko poślubiła khala Drogo, ale spróbowała go zrozumieć i przyjąć, jego samego i kulturę jego ludu. Niezwykle silna kobieta u boku silnego mężczyzny.

Tak, „Gra o tron” jest epicką książką w pełni znaczenia tego słowa. Nie mogę powiedzieć, że zawsze trzyma w napięciu, nie. Jest nieco rozwlekła, ale jest piękna. Prócz masy niezwykłych postaci i ich czynów, pojawiają się także ich wyznania i bogowie. I powiem Wam, że wiarę Starków uznaję za najpiękniejsze pogaństwo, o jakim kiedykolwiek czytałam. Jest tu także i magia, i przerażająca niewiadoma, i mistyka. Są i wilkory – ogromne wilki o mądrości przewyższającej niejednego człowieka.
I aż chce się zdjąć przez Martinem kapelusz. Bo strach pomyśleć, ile pracy kosztowała go ta książka. Książka piękna i epicka. Książka, po którą sięgnąć po prostu warto.

„Umysł potrzebuje książek, podobnie jak miecz potrzebuje kamienia do ostrzenia.”


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 listopada, 2010

Niektóre książki mają w sobie „to coś”. I nie mówię tutaj o jakichś specjalnie wartościowych przemyśleniach, czy odkrywczych przedstawieniach problemów. Chodzi mi raczej o trudny do zdefiniowania magnetyzm, który sprawia, że biedny czytelnik traci poczucie czasu i czyta książkę niemal na jednym oddechu. Przez takie książki zawala się sprawy, które powinno się zrobić, zapomina się o spotkaniach czy planach. A po przeczytaniu zostaje pewien niedosyt, który – jeśli mamy szczęście - może zostanie zaspokojony następnymi tomami. Do takiego typu książek należy „Gra o tron” Georga R. R. Martina.

Mówiąc szczerze, nie spodziewałem się po tym tytule zbyt wiele. Okładka sugerowała przeciętną powieść fantasy klasy B (innymi słowy mierną). Jedyny powód, dla którego dałem jej szansę, to chęć wypróbowania systemu rekomendacji ze strony, oraz bardzo pochlebne opinie jakie przeczytałem na stronie książki. Miałem szczęście, że akurat było wolne z okazji święta zmarłych, bo powieść tak mnie wciągnęła, że przeczytałem w dwa dni.

Początek nie zachwycał. Przez kilka rozdziałów nie działo się dosłownie nic, za to autor sypał na lewo i prawo coraz to nowymi imiona bohaterów, o których więcej zamierzał mówić dopiero później. Postanowiłem dać jednak jej szansę, i doczytać co najmniej do połowy książki, jak się wkrótce okazało – było warto. Akcja szybko ruszyła do przodu, i mogłem oddać się podziwianiu interesującego i rozbudowanego świata, jaki autor przede mną rysował. Każde miejsce miało własny klimat, własną grupę godnych uwagi osób i własny czar. Nie będę ich tu wymieniał, gdyż poznawanie kolejnych obszarów to połowa przyjemności z czytania.

Druga połowa to intrygi, rodem z powieści płaszcza i szpady i wszelkie problemy z nich wynikające. Niezależnie czy polubicie honorowy ród Starków czy podstępnych Lannisterów, czy będziecie bardziej czekać na fragmenty o karle Tyrionie, czy może o bękarcie Jonie jedno będzie niezmienne – bohaterowie, do których się pewnie przywiążecie podczas czytania, mają w tej książce ciężkie życie. Nie ma taryfy ulgowej ani dla typowych herosów, ani dla czarnych charakterów – postacie z Gry o tron muszą się dużo napocić i pogłówkować, żeby przypadkiem nie umrzeć, a co dopiero osiągnąć swoje cele. Najczęściej zaś przekonują się, że rezultat daleki jest od ich oczekiwań.

Warto w tym miejscu zauważyć, że jest to powieść w której magia pojawia się w bardzo niewielkiej dawce. Jasne, są elementy fantastyczności, ale (przynajmniej w tej części sagi) ich rola jest nieistotna, i główny nacisk został położony na intrygi, spiski i wojny. Bohaterowie muszą się bardziej obawiać trucizny w kielichu, niż możliwości oberwania w twarz zabłąkaną ognistą kulą.

Ciekawie została też rozwiązana kwestia narracji. Narrator jest trzecioosobowy, ale jego punkt widzenia cały czas się zmienia. Zawsze zna myśli tylko jednej postaci – tej, która akurat została wybrana na „patrona rozdziału”, czyli tej której imię pojawiło się przed określoną częścią tekstu.

Jak dotąd kiedy ktoś mnie pytał o dobrą sagę fantasy, z ciekawym światem, wymieniałem zwykle Eriksena, Williamsa i Pullmana (zakładając, że skoro szuka fantasy to Tolkiena już czytał). Teraz mogę bez wahania dodać Martina. Naprawdę warto dać jej szansę. Tylko ostrzegam – książka jest piekielnie wciągająca, więc lepiej upewnijcie się, że macie dość wolnego czasu.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Polecane
Przeczytana: 04 grudnia, 2010

Jeśli miałbym przyjąć jaka książka jest kwintesencją fantastyki, tak by w pewien sposób mieć jakikolwiek punkt odniesienia w stosunku do innych powieści, to byłaby nią niewątpliwie „Gra o tron” George’a Martina.

Po pierwsze, nie oceniaj książki po okładce. W ostatnich czasach Fabryka Słów rozpieszcza nas w tej tematyce, dominując pod względem graficznym na polskim rynku (subiektywna opinia), a tutaj widzimy jeźdźca odzianego na czarno, siedzącego na czarnym koniu z czarnym krukiem nad głową – jednym słowem, nuda. Na szczęście wyczytałem wcześniej, że książka jest jedną z „obowiązkowych pozycji” jeśli chodzi o fantastykę i nie zawahałem się tego sprawdzić.

Po drugie, grubość książki nie zawsze oznacza „wodolejstwo”.

Po trzecie, najwyższa pora byś i ty „zagrał o tron”

Powieść jest specyficznie napisana, tzn. nie posiada jako tako tytułowanych rozdziałów, po prostu co jakiś czas akcja przenosi się na innego bohatera, a tych mamy kilku, m.in:

Tyrion Lannister – karzeł o niebywale rozbudzonych zdolnościach intelektualnych. Większość czasu spędza na lekturze dawnych pism i ksiąg. Jeden z moich ulubionych bohaterów.

Eddard Stark – władca północy. Oddany królowi, honorowy i gotowy do największych poświęceń.

Jon Snow – bękart Eddarda, tak jak w przypadku Tyriona zjednał sobie moją przyjaźń.

itd.

Starałem się opisać ich jak najogólniej, bo jak się zapewne przekonacie (o ile posłuchacie mojej rady), są niebywale rozbudowani. Przyznam że nigdy dotychczas nie spotkałem się z takim zróżnicowaniem bohaterów. Do jednych się szczerze przywiązujemy, chcąc dzielić z nimi każdą troskę, do innych zaś pałamy ogromną nienawiścią, zdolną kartki „przenosić”. Niejednokrotnie utożsamiamy się z nimi.

Niestety taka gama osobowości niesie ze sobą pewne konsekwencje, mianowicie początkowo jesteśmy w lekkim szoku, powstałym w skutek bombardowania nas imionami, nazwiskami i rodami przewijających się bohaterów, a gdy tylko zaczynamy kojarzyć dostajemy na deser kolejną ich dawkę. Na szczęście po kilkudziesięciu stronach i licznych powrotach wstecz, jesteśmy w miarę obeznani i dalsza lektura nie sprawia nam już żadnych problemów. To chyba jedyny nieunikniony minusik „Gry o tron”.

Kolejną zaletą powieści jest sama fabuła i niezwykłe zwroty akcji, których mamy pod dostatkiem. W wielu książkach doświadczamy czegoś takiego że przewidzenie kolejnych poczynań bohaterów nie jest niczym trudnym, tutaj staje się to wręcz niemożliwe. Początkowo byłem lekko zniechęcony „damskimi rozdziałami” (damskimi czyt. w których główną bohaterką była kobieta), ale jak się szybko zorientowałem była to nieuzasadniona ocena, gdyż każdy fragment wciągał bez reszty, nie zostawiając na nas suchej nitki wątpliwości.

Podsumowując, George Martin przygotował dla nas kawał niesamowitej fantastyki, która na kilka – kilkanaście godzin przenosi nas do świata w którym rządzi miecz i odwaga.

Polecam, polecam i jeszcze raz polecam.

[wcześniej opublikowano na: http://maestermaks.wordpress.com/]


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 14 marca, 2011

wstydzę się napisać, że książka przeleżała u mnie 2 miesiące zanim wzięłam się za jej czytanie. Co prawda zajrzałam do niej, ale potrzebowałam do niej ciszy i spokoju, co nie zawsze mogę osiagnąć w swoim otoczeniu. Kiedy już znalazłam wolny, spokojny i cichy czas tak się wciągnęłam w czytanie, że mogliby już strzelać z armat a i tak bym nie przestała ;)Początkowo przerażała mnie ilość wątków i postaci, grubość książki, co z czasem stało się jej atutem. Czytałam 3 dni i proszę o więcej :)
bardzo polecam nie tylko fanom fantastyki


Przeczytana: 11 marca, 2010

Książka jest po prostu świetna. Wywołała u mnie całą gamę emocji: od złości, przez łzy i smutek do radości i śmiechu. Trzymała cały czas w napięciu przedstawiając kolejne losy licznych bohaterów, którzy wydają się jakże prawdziwi. Ach, i te intrygi - prawdziwa 'gra o tron'. Trzeba przyznać, że Martin w swojej książce stworzył niesamowity świat, w którym warto się zatracić. Gorąco polecam.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 27 marca, 2010

Książka na cześć której powinna powstać inna książka. Diuna wśród książek fantasy. Pięknie opisany świat, z niesamowitymi postaciami. Bohaterowie są głębocy, różnie postrzegają te same sprawy i osoby. Starają się kształtować świat wokół siebie z mniejszym lub większym powodzeniem. A wszystko to opisane pięknym językiem (brawa dla tłumacza).


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 22 marca, 2011

Aby stworzyć epicką sagę fantasy nie wystarczy mieć „tylko” talent, lekkie pióro i wielką wyobraźnię. W takie dzieło trzeba włożyć ogrom pracy, swojego czasu i samego siebie. Dlatego zawsze bardziej podziwiałam pisarzy fantasy. Łatwiej jest pisać o rzeczywistości, której doznajesz na co dzień. O wiele trudniej jest stworzyć cały świat od podstaw, rządzące nim reguły, rysować mapy, a nawet, jak zrobił to mistrz Tolkien, tworzyć nowe języki. W moim kanonie najwspanialszych od dawna jest Tolkien i Goodkind. Do tej szanownej dwójki dołączył też Martin dzięki swojej wspaniałej, dopracowanej i porywającej „Gry o tron”.

Akcja powieści dzieje się kilkanaście lat po rewolucyjnych wydarzeniach, kiedy z tronu zostaje strącony ostatni król z rodu Smoków. Był wielkim tyranem i doprowadził królestwo na skraj ruiny – zamordowany przez własnego rycerza i zdradzony przez swoich doradców. Z królestwa uciekła jego żona i małe jeszcze dzieci. Nowy król Robert za namową swojego druha i przyjaciela Eddarda postanowił darować dzieciom życie, czego po wielu latach będzie żałował.

Po kilkunastu latach względnego pokoju król Robert przyjeżdża w odwiedziny do Winterfell – siedziby rodziny Eddarda. Jednak nie jest to zwykła wizyta, ponieważ ciągnie ze sobą cały dwór razem z Królową i swoim synem. Postanawia ogłosić Eddarda nowym królewskim Namiestnikiem. To burzy porządek życia w spokojnym Winterfell, Eddard nie chce opuszczać ukochanej żony Catelyn i ich dzieci. Jednak nie może odmówić królewskiej prośbie. Robert wśród królewskich pochlebców i kłamców chce mieć szczerego i mądrego przyjaciela. Nie czuje się do końca królem, całe życie był wojownikiem i tylko na wojnie się zna. Pokój oznacza wiele codziennych problemów z pieniędzmi i dworskimi intrygami i właśnie dlatego potrzebny mu jest lojalny Namiestnik.

Spokój wizyty burzy tragedia. Syn Eddarda zostaje zepchnięty z wieży i połamany walczy o życie. Chłopiec zobaczył coś, czego nigdy widzieć nie powinien, dlatego ktoś postanowił go zabić. Catelyn wszczyna własne śledztwo i odkrywa niepokojące poszlaki, które mogą zburzyć fundamenty całego królestwa. Eddard wyjeżdża razem z królem, a Królowa skrywa wielką tajemnicę.

W tym samym czasie po drugiej stronie morza dzieci ostatniego smoczego króla postanawiają odzyskać swoje dawne ziemie i tron. Księżniczka Daenerys poślubia władcę dzikich plemion, który w przyszłości ma użyczyć jej bratu wojska. Zemsta ma być słodka… Jednak czy jej brat okaże się prawdziwym Smokiem i zdobędzie to, co należy przez krew do ich rodu ?

Fabuła, którą zarysowałam to naprawdę tylko lekki szkic. Całe bogactwo osobowości postaci, stosunków między poszczególnymi rodami, niesamowitymi wydarzeniami i różniącymi się od siebie krainami znajdziecie tylko na kartach książki. Początkowo trudno połapać się w ilości imion, tytułów, nazw i skoligaceń, ale po magicznej granicy ok. 80 – 100 stron dalsze czytanie to czysta przyjemność. Wielowątkowość i tajemnice powoli układają się nam w logiczną całość tylko po to, żeby znowu nas zaskoczyć. Ta książka to mistrzostwo wyobraźni i pisarski majstersztyk.

[ recenzja opublikowana została na moim blogu - http://przyjemnostki.wordpress.com/ ]


Na półkach: Przeczytane, 2009 rok
Przeczytana: grudzień, 2009

Z pewną taką obawą sięgnęłam po tę książkę. Zniechęcała mnie przede wszystkim okładka, objętość i dość marny stan mojego bibliotecznego egzemplarza. Teraz jednak nie żałuję, że poświęciłam "Grze o tron" aż trzy tygodnie (to oczywiście z braku czasu a nie dlatego, że książka była zła)!

Książka jest rzeczywiście dobra! Jedyny minus to to, że momentami można pogubić się w imionach lordów, serów oraz innych rycerzy ;). Początkowo też męczyło mnie "przeskakiwanie" narratora z jednego bohatera do drugiego. Ale pózniej można się do tego przyzwyczaić i całość jest do ogarnięcia.

Szkoda, że Martin wciąż nie dokończył tego cyklu. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się w kolejnych częściach. Jednak póki co chyba zrobię sobie przerwę na inną książkę. Chociaż z drugiej strony nie wiem, czy wytrzymam i nie rzucę się na "Starcie królów"! ;)


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 2009 rok

Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ zarówno "Gra o tron", jak i pozostałe części cyklu znajdują się nieodmiennie na czele rankingów czytelniczych. W rankingu "biblionetki", który dotyczy wszystkich książek generalnie, cykl Georga R.R. Martina pokonuje wiele "topowych" i popularnych tytułów. "Grę o tron" przeczytałam już dosyć dawno temu, zanim zaczęła się medialna i czytelnicza histeria spowodowana serialem nadawanym w HBO, zanim tłumy ludzi zaczęły napływać do księgarń i zanim wznowiono wydanie całego cyklu. Było dosyć trudno skompletować całość, ale nie szczędziłam trudu, a warto było, bo kiedy wzięłam do ręki pierwszy tom - "Grę o tron" - rozpoczęła się moja najpiękniejsza przygoda z książką.

George R.R. Martin to niezwykle utalentowany, obdarzony bogatą wyobraźnią, wielokrotnie nagradzany autor(m.in. World Fantasy Award, Bram Stoker Award, Locus Award). Z jednej strony - wykreował świat na miarę samego Tolkiena, a z drugiej strony jest to świat ze wszech miar potraktowany nowatorsko, oryginalny i po prostu..."martinowski".

ELEMENTY ANALOGICZNE
George R.R. Martin w podobny sposób, jak Tolkien w swojej powieści "Władcy pierścieni" - zbudował alternatywny świat, z niezwykłym rozmachem, ale na mocnych fundamentach, poparty historią, genealogią, mapami, a nawet religią, a potem skonstruował mocną fabułę i tchnął życie w barwne postaci. Świat w "Grze o tron" jest nieograniczony, ciągnie się poza to, co "widzimy" w powieści - poza góry i morza. Z jednej jednakże strony odgrodzony jest MUREM, który oddziela i jednocześnie chroni "cywilizowany świat" od części "niecywilizowanej" zamieszkanej przez dzikusów, "grumkiny, snarki i tym podobne potwory"...a przede wszystkim ma bronić przed INNYMI. W tym wątku także dopatruję się pewnej analogii, gdyż świat za murem przypomina mi tolkienowski Mordor, symbolizujący samo zło. Kiedy zapytałam o opinię o książce pewną znajomą, która jest zupełnie "nieczuła" na gatunek fantazy, a którą zmusiłam do jej przeczytania, ta przyznała mi rację, że książka jest rewelacyjna. Z jednym zastrzeżeniem - po co w tym wymyślonym świecie pełnym rycerzy, intryg i wojen autor jeszcze wplótł wątek INNYCH? Zastanawiałam się nad tym i myślę, że motyw ten jest w kontekście tej powieści zupełnie uzasadniony. INNI - to potężna, groźna, ciemna i przedziwna siła, boimy się , bo nie ogarniamy jej rozumem i jest to najgorszyrodzaj lęku - bo przed nieznanym wrogiem. ALE CZY NA PEWNO INNI STANOWIĄ NAJWIĘKSZE ZŁO, jakiego ludzkość może się obawiać? Wprost widzę jak autor mruga do nas okiem - czyż stokroć gorszego zła nie wyrządzają sobie nawzajem ludzie po tej "cywilizowanej" stronie muru - podczas bezpardonowej walki o władzę?

ELEMENTY NOWATORSKIE
George R.R. Martin stworzył całą galerię wspaniale przedstawionych postaci (jest ich kilkadziesiąt!), nakreślonych niezwykle barwnie i wielowymiarowo, wszystkie są dopracowane w najdrobniejszych szczegółach tak pod względem sylwetki jak i od strony psychologicznej i w tym barwnym korowodzie każdy czytelnik znajdzie z całą pewnością swoją ulubioną postać literacką. Nowatorskie moim zdaniem jest to, że żadnej z tych postaci autor nie uczynił głównym bohaterem, (o czym boleśnie przekonałam się w kulminacyjnym momencie historii Neda Starka), a wszyscy są po prostu trybikami w potężnej machinie, jaką jest walka o władzę.
Nowatorskie jest także wprowadzenie do wykreowanego świata wątku religii. Autor nie przedstawia kultu jednego boga, tak jak w wielu powieściach tego typu, ani nawet systemu podobnego do panteonu rzymskich bogów, tutaj wprowadza na podobieństwo tego co znamy w realnym świecie pewną strukturę, w której pewne religie potrafią istnieć blisko siebie, wcale się nie wykluczając ( tak jak w Winterfell, w domu Neda Starka i jego żony), ale jak się później jeszcze okaże pojawi się też religia niebezpieczne bliska polityki, która staje się narzędziem do zdobycia władzy.

TRON
...a tytułowy legendarny tron - oś powieści (jakże plastyczny symbol władzy) to rekwizyt niezwykły. Dziwaczny i niewygodny, a nawet...niebezpieczny. "(Ned) siedział wysoko na ogromnym, starym tronie Aegona Zdobywcy: zrobionym z żelaza, pełnym nierównych krawędzi i groteskowo powyginanych kawałków metalu. Było to - tak jak ostrzegał go Robert - piekielnie niewygodne siedzenie (...). Z godziny na godzinę metal, na którym siedział, wydawał mu się coraz twardszy, a wystające z tyłu nierówności, niczym kły, nie pozwalały mu się oprzeć wygodnie. Król nie powinien siedzieć wygodnie - oznajmił Aegon Zdobywca, kiedy kazał wykuć ogromny tron z mieczy złożonych przez wrogów". Chyba najbardziej nowatorskim rozwiązaniem w tej powieści jest dla mnie to, że środek ciężkości akcji książki nie skupia się woków jednego czy kilku postaci, a wokół tego dziwacznego tronu, wokół zakusów na niego, wojen i pałacowych intryg i oscyluje stale wokół tych osób, które akurat najbliżej władzy się znajdują. Czasem wręcz się wydaje, że autor zapomniał o którejś ważnej postaci. A czasem czytelnik czuje się wręcz wodzony za nos przez autora, kiedy ten skupia się na którejś postaci, czyniąc ją niezwykle bliską, by za chwilę bez mrugnięcia okiem zaskakuje takim obrotem spraw, że ... można niemal ze złości podrzeć książkę na strzępy. Osobiście miałam taką ochotę kilkakrotnie... Tak potraktowany temat, kiedy akcja skupia się bardziej wokół przedmiotu, a nie wokół jednego głównego bohatera - narzucił także specyficzny rodzaj narracji, poznajemy sposób myślenia i motywy działania różnych postaci, poznając jednocześnie działanie poszczególnych "trybików" w tej wielkiej machinie władzy, nasze opinie także mogą stać się płynne.

KRÓL
Skoro osią powieści jest tron, autor poświęca dużo uwagi osobom, które prawo na nim zasiadać. W "Grze o tron" poznajemy trzech KRÓLÓW, w różnym stopniu zdeprawowanych przez władzę:
- tyrana i szalonego Smoczego Króla - Aerysa Targaryena,
- Roberta Baratheona, który co prawda objął tron jako najlepszy rycerz w kraju, ale potem okazał się niudolnym, żyjącym ponad stan i poświęcającym się tylko własnym rozrywkom władcą,
- oraz sadystycznego Joffreya.
Królowie korzystają z pomocy przeróżnych doradców (przepysznie nakreślone postaci Littlefingera i lorda Varysa, którzy nieustannie mącą i snują intrygi oczywiście we własnym interesie). Zresztą dwór królewski wypełniony jest rycerzami i damami tworzącymi niezwykle barwną galerię, czytelnik poznaje więc motywy działania kierowane wszystkimi odcieniami ambicji.
Dla przeciwwagi poznajemy także ten sam świat przedstawiony oczyma dziecka, świat utraty ideałów i niewinności, w którym dziecko musi dostosować się, przyjąć reguły gry dorosłych, aby po prostu przeżyć. Ned Stark ma sześcioro dzieci i każde z nich boleśnie musi się przekonać o tym jaki okrutny jest świat, chociaż każde z nich dochodzi do tego inną drogą...
W moim odczuciu - autor każe nam zastanawiać się nad poważnymi sprawami - nad tym, co po drodze podczas pogoni do władzy dzieje się z ludźmi i ich ideałami (ile można poświęcić), a także nad naturą dobra i zła (czy honor, uczciwość i nieskalana prawość uratowały Neda Starka?)

CZY GRA O TRON MOŻE PODOBAC SIĘ CZYTELNIKOWI, KTÓRY NIE GUSTUJE W GATUNKU FANTAZY?
Wątpię czy znajdzie się jeszcze jakiś fan literatury fantazy, którego trzeba zachęcać do sięgnięcia po tę pozycję, ale gorąco polecam książkę każdemu czytelnikowi, nawet jeśli do tej pory unikał tego gatunku; każdemu, kto lubi dobrą prozę, świetny styl i niebanalną fabułę - z pewnością znajdzie tu dobrą rozrywkę i tematy do przemyśleń, tym bardziej, że "elementy magiczne" wplecione zostały subtelnie i nienachalnie, na tyle tylko, żeby nie przesłodzić, ale aby "ozdobić ciastko wisienką".
Ja osobiście z pewnością niedługo znowu po nią sięgnę, a czas jest dobry...w końcu NADCHODZI ZIMA.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Znacie to uczucie, kiedy książka całkowicie wciąga Was w swój świat? Kiedy razem z bohaterami świętujecie zwycięstwa i mężnie znosicie gorycz porażki? Kiedy najchętniej stanęlibyście u boku ulubionego bohatera by razem przeżywać opisywane na kartach powieści przygody? Oto przed Wami „Gra o Tron”, dzieło, dzięki któremu miałam ochotę chwycić miecz w swoje cherlawe odnóża, wdziać połyskującą zbroję i samemu stanąć w szranki w starciu o królewską koronę.

Żaden opis nie jest w stanie oddać złożoności fabuły „Gry o Tron”, więc nawet nie podejmuję próby stworzenia takowego. W tej kwestii powieść przypomina hydrę- utniesz jeden łeb, a na jego miejsce wyrastają dwie nowe głowy. Analogicznie- Martin kończy wątek, aby za chwilę zaskoczyć czytelnika kolejnymi.

Siłą powieści nie jest język- nie oszukujmy się, fan fantasy nie szuka literackich uniesień przy zaczytywaniu się w słowach autora, ważniejsza jest sama akcja. A tej u Martina nie brakuje- porwania, bitwy, zdrady, knowania, fabuła ani na chwilę nie zwalnia. Światem wykreowanym przez autora można się zachłysnąć, można, a nawet trzeba w niego wsiąknąć całym sobą, pozwolić uwieść się klimatycznej rzeczywistości. Struktura „Gry o Tron” przypomina ogromną szachownicę- jeden błędny ruch i wylatujesz z gry. Odpowiednie rozegranie partii- pozostajesz w rozgrywce. Pisarz serwuje nam powieść bogatą w detale, drobne szczególiki tworzące oryginalny świat sagi „Pieśni Lodu i Ognia”. To chyba o takich ludziach zwykło się mawiać, że mają łeb jak sklep ;)

Najmocniejszą stroną książki są jej postacie- wszystkie żywe, nieszablonowe i będące absolutnym przeciwieństwem papierowych ideałów. Można ich kochać, można nienawidzić, ale trudno pozostać obojętnym. Zżyłam się okropnie z Daenerys i Aryą, pokochałam poczucie humoru karła Tyriona, zwróciłam uwagę na posiadającego niesamowity potencjał Jona. Nie obyło się i bez negatywnych emocji- księciem Joffreyem najchętniej trzepnęłabym parę razy o ścianę, chociaż bez nadziei na poprawę jego zachowania.

Pragnę uspokoić wszystkich przeciwników fantasy- „Gra o Tron” to modelowy przykład podgatunku low fantasy, książkach fantastycznych o małej zawartości procentowej fantastyki. Może warto przełamać opory i sięgnąć po sagę Martina, nawet jeśli nie zaliczacie się do grona fanów tego gatunku?

„Grę o Tron” stawiam na honorowym miejscu w mojej skromnej biblioteczce i bezzwłocznie dodaję do listy ulubionych dzieł literackich. Wszystkich tych, którzy nie zapoznali się jeszcze z prozą Martina zachęcam gorąco, może powieść porwie Was tak jak i mnie.

Panie Martin, mogę duszę diabłu zaprzedać o ile skończy pan swój genialny cykl. Ku uciesze rzeszy fanów. Obiecuję ołtarzyki, pomniki o jakich się Świebodzinowi nie śniło i dozgonne uwielbienie. A teraz wybaczcie, idę krzewić martinoholizm.


Przeczytana: 17 maja, 2011

Po książkę zamierzałam sięgnąć z powodu serialu, który zaczęłam oglądać. Początkowo nie ogarniałam zbytynio tożsamości bohaterów i powiązań między nimi. Pomógł mi w tym chwilowy brak innych lektur:) Do "Gry o tron" nastawiona byłam sceptycznie, jako że fantastyka od dłuższego czasu mnie już nie pociąga. Dlatego byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Niezmiernie rzadko zdarza się, że jakaś książka porwała mnie od pierwszej strony. Zwykle nawet bardzo dobra książka posiada początek, przez który trzeba przebrnąć z mniejszym lub większym bólem, by wciągnąć się w akcję.
Zdecydowanie na plus w mojej ocenie mogę zapisać brak stworzeń magicznych. Nie ma żadnych elfów, krasnali i innych postaci magicznych przejętych z podań ludowych i cudzej twórczości, bądź wymyślonych przez samego autora. Książka jest wciągająca, odpowiednio dramatyczna i wzruszająca i z całą pewnością niebawem sięgnę po kolejne części.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 13 stycznia, 2011

W koncu znalazlem powiesc fantasy, ktora dorownala LotR Tolkiena. Choc to innego rodzaju fantasy, innego rodzaju swiat, innego rodzaju narracja, inngo rodzaju postacie.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 kwietnia, 2011

Tak, tak i mnie w końcu dopadło. Po wielu ciekawych recenzjach i zapowiadanym przez HBO serialu, stwierdziłam, że przeczytać muszę, chociaż fantastyka to nie jest "mój" gatunek. I co ? I jest świetnie, a ja cieszę się, że zaufałam swojej intuicji i udało mi się przeczytać książkę, która mnie porwała i wciągnęła w swój świat totalnie i bez litości.

Gdyby nie pewna doza rzeczy niesamowitych, Gra o Tron mogłaby uchodzić za bardzo intrygującą powieść historyczną. Piszę, pewna doza, bo choć książka zaliczana jest to literatury fantastycznej w części pierwszej autor, dawkuje zdarzenia wykraczające poza znaną nam rzeczywistość raczej w sposób delikatny. Za to zupełnie nie ma umiaru jeśli chodzi o nowych bohaterów, miejsc akcji oraz zdarzeń z przeszłości, podań i baśni. Pod tym względem jak Tolkien, Martin buduje świat od podstaw, z własną mitologią, historią i lokacjami. Świat ten jednak coś nam przypomina i dobrze, bo Martin nigdy nie ukrywał, że podstawą jego powieści był średniowieczny spór dwóch brytyjskich rodów Lancasterów i Yorków, znany z historii jako Wojna Dwóch Róż.

Zachodnie Krainy przypominają więc wyspy Brytyjskie, ze swoimi podziałami, na zimną północ i bardziej przyjazne południe, a jeśli się bardziej wczytać to dostrzeżemy podobieństwo nawet jeśli chodzi o odrębne landy brytyjskie takie jak Walia, Szkocja, czy Anglia.

Nazwiska głównych rodzin także brzmią znajomo, bo czymże różni się York od Stark, czy Lannister od Lancastera. Natomiast w pewnym momencie podobieństwa się urywają i historia toczy się już swoim torem, pełnym niesamowitych zdarzeń, bohaterów i miejsc.

Co jest więc najmocniejszym punktem książki, tak bardzo przyciągającym czytelnika?

Właśnie bohaterowie. Bo przyznajemy szczerze: bez kogoś kogo losy stają się nam bliskie, kogo kochamy lub nienawidzimy, z kim możemy się identyfikować lub odwrotnie: pogardzać lub nienawidzić, nie ma dobrejpowieści. Tym bohaterem, może być człowiek, elf, koń lub pies, nie ważne. Ważne by była to postać z krwi i kości, do której coś nas przyciąga i o której losach musimy właśnie w tej chwili, dowiedzieć się jak najwięcej. Oczywiście są tacy co lubują się w opisach przyrody, czy innych takich, ale to właśnie bohater sprawi, że przeżywamy, płaczemy i śmiejemy się. A Martin zaserwował nam nie jednego, lecz kilku, tak dobrze skonstruowanych bohaterów, że chciałam wiedzieć o nich wszystko, że mi się śnili i że ich imiona wryły mi się głęboko w pamięć.

Autor bardzo sobie pofolgował, bo nie ograniczył się ilością stron i opisuje bohaterów na dużą skalę, stawiając ich w sytuacjach, które jak najbardziej pokazują nam jakimi są ludźmi i czego można po nich oczekiwać. Aczkolwiek pod wpływem różnych zdarzeń bohaterzy się zmieniają. Nie są dobrzy, nie są źli. A to co najbardziej determinuje ich czyny to poczucie obowiązku wobec, kraju, Króla, rodziny, honoru. Ich lojalność nie raz jest wystawiana na próbę a czytelnik może jedynie śledzić z wypiekami ich postępowanie i to co jest jego wynikiem.

Martin stworzył galerię barwnych postaci, dzięki którym nie tylko poznajemy Zachodnie Krainy, ale czynnie uczestniczymy w historii, która się dzieje, wciąga bohaterów i czytelnika w kolorowy wir dobra, zła i odrobiny magii.

Gra o Tron to przede wszystkim dramat polityczny, pełen intryg, trupów, chwilowych zwycięzców i niepewnych losów. Niech więc nie odrzucają tej książki Ci co nie lubią fantastyki, bo nie kuje ona w oczy, a zdarzeń które można by nazwać magicznymi jest jak na lekarstwo. Dla mnie to bardzo interesująca powieść historyczna, osadzona w epoce przypominającej średniowiecze, krainie podobnej do Anglii, z postaciami, które już na zawsze wryły mi się w serce


http://bigoskulturalny.blogspot.com/2011/04/gra-o-tron-george-rr-martin.html


Przeczytana: 03 kwietnia, 2011

Szczerze mówiąc, od dłuższego czasu nie miałem przyjemności czytać nic fantasy. Gatunek mnie znudził, miałem wrażenie, jakby każda książka była taka sama, jak poprzednie. Ostatnią autorką, której powieści fantasy do mnie trafiły, była Robin Hobb, a dwa pierwsze tomy Skrytobójcy uważam za jedne z najlepszych książek w gatunku.

Oczywiście od dawna byłem świadom istnienia pisarza takiego jak George R. R. Martin i jego najsłynniejszej sagi, “Pieśń Lodu i Ognia”. Nie wierzyłem jednakże w opisy i recenzje, traktujące “Grę o tron” jak jedno z największych dzieł dla fanów fantasy, znacznie przewyższające pozostałe setki książek. Przecież blurby drukowane na tylnych okładkach o każdej nowej pozycji mówią w ten sposób... Pewnie by tak zostało jeszcze przez długi czas, gdyby nie fakt, iż niebawem będziemy mieli okazję zobaczyć serial, przygotowany przez HBO, z Seanem Beanem w roli głównej. A ponieważ uważam, że oglądanie produkcji kinowych czy telewizyjnych, zbudowanych na podstawie książek nie ma sensu, bez uprzedniej znajomości tychże, sięgnąłem po tom pierwszy sagi.

Nie powiem, że powieść zwaliła mnie z nóg. Mogę za to z czystym sumieniem powiedzieć, że jest to książka bardzo dobra, a treść w niej zawarta z pewnością dorównuje pierwszym tomom Skrytobójcy Robin Hobb.

Od pierwszych stron opowieści widać wyraźnie, że będzie to historia niebywale długa, rozbudowana, posiadająca co prawda stosunkowo niewiele wątków, lecz zaprezentowane one są na przykładzie potężnej liczby bohaterów. I właśnie owe postaci są największym atutem prozy Martina. Nie ma tu bohaterów papierowych, przypadkowych, stworzonych “dla sztuki”. Każdy jest osobowością, nieraz bardzo skomplikowaną. Wielu z nich czekają mocne przeżycia, starsi muszą stawić czoła zmieniającemu się światu, wielkiej polityce, władzy. Młodsi natomiast zmuszeni będą dorosnąć, zostawić dzieciństwo za sobą.

Wielkim plusem książki jest system tworzenia kolejnych rozdziałów. Każdy z nich nazwany jest od jednego z bohaterów, z perspektywy którego oglądamy wydarzenia, a wszystkie one zmierzają ku ostatecznej konkluzji - wielkiej wojnie, która zmieni świat.

Kolejnym plusem, przynajmniej dla mnie, jest znaczne ograniczenie magii oraz brak dziwnych ras, charakterystycznych dla fantasy. Magia co prawda istnieje, lecz jest jej tak niewiele na tych prawie ośmiuset stronach, i jest na tyle tajemnicza i nieobecna w codziennym życiu bohaterów, że w ogóle mi nie przeszkadzała. A zamiast tworzyć nowe rasy, Martin umieścił akcję w dwóch różniących się krainach: Zachodnie Krainy to dość klasyczne średniowiecze, z kolei potomkowie poprzedniego, szalonego króla próbują swoich sił za morzem, w krainie pełnej wojowników o specyficznych zwyczajach, przypominających nieco nomadów. I to w zupełności wystarczy, po co komu elfy czy krasnoludy?

Jedyna rzecz, która niektórym czytelnikom może przeszkadzać w lekturze, to fakt, iż powieść mimo prawie ośmiuset stron nie zamyka żadnego ważnego wątku. Koniecznym jest natychmiastowe sięgnięcie po następne tomy, których póki co mamy trzy, lecz w pięciu książkach. A ponieważ autor planuje kolejne trzy, które są dopiero w trakcie powstawania, na zakończenie historii przyjdzie nam jeszcze długo poczekać.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 kwietnia, 2011

Nawet nie wiem od czego zacząć... Wspaniała, fascynująca, zapierająca dech w piersiach, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji i niezwykle barwnych postaci - to byłby dobry początek.
W Zachodnich Krainach pory roku trwają przez kilka bądź też kilkanaście lat. Mottem rodu Starków rezydującego na północy kraju jest powiedzenie 'Nadchodzi zima'. Bynajmniej nie oznacza to jedynie zmiany klimatu, ale również sytuacji politycznej. Po kilkunastu latach spokoju pod rządami króla Roberta Baratheona, po obaleniu szalonego króla Aerysa Targaryena możnowładcy rozpoczynają Grę o tron. Wszystko zaczyna się od tajemniczej śmierci namiestnika króla, Jona Arryna. Na jego miejsce zostaje wyznaczony Lord Eddard Stark, który bynajmniej nie jest tą posadą uradowany - ma kochająca żonę, sześcioro dzieci, a objęcie stanowiska wiąże się z przeprowadzką na królewski dwór, na południu kraju. Miejsce to jest swoistym siedliskiem żmij. Okazuje się, że król Robert nie jest aż tak kochany przez swych poddanych, jak mogłoby się wydawać, a alkowy dworu, skrywają tajemnice, które nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego...
KAŻDY z was znajdzie bohatera/bohaterkę, którego/ą pokocha bądź też znienawidzi. Dużym plusem jest, że nie ma tutaj wyłącznie białych lub czarnych charakterów. W trakcie czytania zobaczycie, jak łatwo miłość może zmienić się w nienawiść.
Często zwiedzie was też akcja. Znacie pierwsze prawo Murphy'ego? (dla tych którzy nie znają: Jeżeli coś może się nie udać - nie uda się na pewno.) Pamiętajcie o nim, w trakcie czytania.
Tylko UWAŻAJCIE! Zanim zaczniecie czytać odłączcie żelazko i zdejmijcie obiad z kuchenki - ta książka wciągnie was tak, ze zapomnicie o otaczającym was świecie.
Z czystym sumieniem 5/5.


Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 2006 rok

Jedna z książek kultowych, obok których nie da się przejść obojętnie. Powieść o rycerzach, zdradzie, wojnie i...nadziei? Wspaniale poprowadzone wątki, interesujące postacie oraz intrygujący podział rozdziałów na POVy, czyli punkty widzenia poszczególnych bohaterów.

To jedna z moich ulubionych serii, ZWŁASZCZA "Gra o Tron", ponieważ wszystko jest tu jeszcze "na wstępie", jeszcze się rozwija, ale już witać na horyzoncie coś ciemnego, takie splątane...

Dużo jest przemocy, ale takie jest właśnie Westeros: brutalne, do bólu rzeczywiste, proza życia aż wylewa się kubełkami. I to mi się w tej książce podoba, nie jest zawoalowana, jest prawdziwa, bardzo dosadna i przez to ciekawa.


Przeczytana: 20 stycznia, 2011

Sięgając po książkę byłam przekonana że będzie to powieść naszpikowana fantastyką (którą tak bardzo lubię) jednakże jakie było moje zdziwienie gdy książka okazała się powieścią rycerską. Pomimo to muszę przyznać że książka mnie oczarowała, jako poparcie mojego twierdzenia może świadczyć czas jej przeczytania - 3 dni 770 stron.
Księżniczki, młodzi piękni książęta, odważni rycerze, dworskie intrygi, romanse i przemoc to wszytsko spadnie na ciebie jak śnieg!
Bardzo polecam!


Przeczytana: 20 kwietnia, 2012

Pewnego dnia w pracy od słowa do słowa zeszło na seriale i książki – jakoś tak… i oto usłyszałam o ogromnych zaletach książki, którą mam od roku na półce, ale jeszcze nie miałam okazji się za nią zabrać. A przecież, podobno „Gra o tron” jest świetna!! Nie mówiąc już o serialu. Zrobiło mi się troszkę głupio i postanowiłam nadrobić. Minął tydzień a chwyciłam za książkę. W dniach bezrobocia, lub studiów zajęłaby mi ona góra dwa dni. Ale niestety, lub stety delektowałam się nią dłużej. A jest czym!!

Nadchodzi zima! Dla nas, zima się właśnie skończyła, więc jest to abstrakcją. Jednak takie słowa „Nadchodzi zima” są dewizą Starków – rodu mającego siedzibę na północy, dalej jest tylko Mur oddzielający Dziekie Plemiona od cywilizowanej części krainy Westeros. Kraina ta w pewnym sensie przypomina średniowieczną Europę. Nie kształtem, nie warunkami geograficznymi czy meteorologicznymi, ale politycznymi. Mimo iż królem jest Robert niemalże wszyscy dookoła knują jak zdobyć władzę dla siebie, przynależność rodowa ma tutaj kluczowe znaczenie.

Poznajemy kulisy i główną arenę walki o tron. Ci którym na władzy nie zależy są jedynymi aby włożyć koroną i zasiąść na żelaznym tronie, ot tragizm życia. Gdy ruszy machina wojny o tron każdy będzie musiał opowiedzieć się po którejś stronie. Neutralność nie będzie możliwa.

A zaczyna się z pozoru tak spokojnie. Ned Stark, przyjaciel króla, jego niedoszły szwagier, jest proszony przez króla o przyjęcie awansu na królewskiego Namiestnika. Ani Ned, ani jego żona nie chcą tego zaszczytu. Ale królowi się nie odmawia. Aby dodatkowo związać ze sobą dwa rody, król proponuje małżeństwo między jego następcą a najstarszą córką Neda. Wydaje się że ród Starków czeka tylko splendor i chwała… czy tak będzie rzeczywiście? Jaką rolę w tej książce ma do odegrania żona króla i jej rodzina? Wreszcie co z młodą, słodką dziewczyną sprzedaną za żonę dzikiemu władcy Dothraków? Czy transakcja się uda i jej brat jako zapłatę otrzyma tron?
Niewiadomo… na pewno nie po pierwszym tomie. Wszak czeka nas jeszcze sześć części przygód : )

O tak jest czym się delektować. Książkę się chłonie. Niemal fizycznie wchodzi się w ten świat, czuje chłodny powiew wiatru, słyszy szum morza, lub szum łanów traw. Lubię książki które porywają, przenoszą do innego świata. Owszem w tym wypadku groźnego, bezlitosnego, gdzie honor i prawość zdają się być li i jedynie wadą. Autor rzuca nas w sam środek intryg, kopania dołków, knucia spisków. Poczujemy zapach krwi, śmierć będzie nas muskała swoją szatą.
Aby być całkowicie szczerą powiem że był moment gdy moja lektura stanęła w miejscu, ale gdy się przemogłam poleciała piorunem. Jest to bowiem książka napisana z punktu widzenia kilku bohaterów, nie wszystkich lubiłam jednakowo, więc niektórych opowieści mnie nudziły. Do końca nie mogłam zapałać sympatią do pewnego karła, ale już opowieści z Muru w pewnym momencie mnie wciągnęły.

Odnoszę wrażenie, że jestem ostatnią osobą która wyrusza w magiczny świat Martina.


Przeczytana: 26 stycznia, 2011

Znakomita powieść. Gdy zacząłem czytać, nieco przeraził mnie rycersko-średniowieczny klimat, którego nie jestem fanem. Na szczęście autor napisał wszystko tak zgrabnie i przyjemnie, że nie miałem na co narzekać.

Największy plus tej książki to moim zdaniem bardzo wyraziste postacie. Każdy z głównych bohaterów ma unikalny charakter, nie zlewa się z innymi, jest sobą. Nie wszystkich bohaterów da się lubić, nawet działania tych z pozoru "dobrych" budzą czasem obiekcje, a z drugiej strony zdarza się, że ci "źli" nie są aż tacy straszni. Nadaje to książce dużego realizmu, nie ma tutaj żadnego herosa w stylu: 1,8m, błękitne oczy w których można utonąć i walka o los uciśnionych tego świata rodem z "Miecza Prawdy" Goodkinga. Wszystkie postacie są zwykłymi, popełniającymi błędy i nieco naiwnymi ludźmi.

Przy akcji nie sposób się nudzić, choć jest skonstruowana w dość denerwujący sposób. Otóż napięcie narasta przez cały rozdział (których jest bardzo wiele), dochodzi do momentu kulminacyjnego i nagle...... wydarzenia przenoszą się 2347924 km dalej. Niby fajnie, bo trudno się oderwać od książki, ciągle coś się dzieje ale to tak drażni gdy wątek nagle urywa się w najciekawszym momencie. Musze przyznać, że taka budowa powieści była dla mnie czymś zaskakującym (jestem weteranem książek Eriksona, w których na akcje czeka się 1000 stron).

Kolejne plusy to realistycznie oddany i ciekawy świat (dużo szczegółów ale nie za dużo), rozbudowana i nieoczywista fabuła. To, że każdy rozdział opowiadany jest z punktu widzenia innej osoby sprawia, że można ujrzeć wydarzenia w różnym świetle i nie są one jednoznaczne, co zmusza to wyrobienia sobie własnego sądu o postaciach i ich zachowaniach.

Podsumowując, książka fantasy godna polecenia bardziej od wielu przereklamowanych pozycji. Obowiązkowa dla każdego fana gatunku i nie tylko.