Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Ania z Wyspy Księcia Edwarda

Tłumaczenie: Paweł Ciemniewski
Cykl: Ania z Zielonego Wzgórza (tom 9)
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
6,78 (1171 ocen i 79 opinii) Zobacz oceny
10
109
9
75
8
140
7
348
6
287
5
120
4
42
3
34
2
10
1
6
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Blythes Are Quoted
data wydania
ISBN
9788308046616
liczba stron
600
słowa kluczowe
Ania z Zielonego Wzgórza
język
polski
dodała
Ag2S

Ostatni tom serii książek o Ani Shirley wydany w pełnej, nie okrojonej wersji, w zgodzie z oryginalnym maszynopisem przekazanym przed laty kanadyjskiemu wydawcy przez autorkę. Do tej pory skrócona o około 100 stron książka dostępna była w sprzedaży pod tytułem „Spełnione marzenia” („The Road to Yesterday”). Usunięte z poprzednich edycji tytułu strony rzucają nowe światło na historię wielu...

Ostatni tom serii książek o Ani Shirley wydany w pełnej, nie okrojonej wersji, w zgodzie z oryginalnym maszynopisem przekazanym przed laty kanadyjskiemu wydawcy przez autorkę. Do tej pory skrócona o około 100 stron książka dostępna była w sprzedaży pod tytułem „Spełnione marzenia” („The Road to Yesterday”). Usunięte z poprzednich edycji tytułu strony rzucają nowe światło na historię wielu bohaterów cyklu. To znakomita lektura dla młodych i nieco starszych czytelników.

 

źródło opisu: Nota Wydawcy

źródło okładki: Wydawca

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1259
Monika | 2012-04-04
Na półkach: Przeczytane

Przeczytałam (precyzyjniej: wchłonęłam i połknęłam) całą serię o Ani Shirley. Może kiepskie to porównanie, ale książki Lucy Maud Montgomery były dla mnie w okresie wczesnego dojrzewania, tym czym później reportaże Kapuścińskiego. Przełomowa lektura, która ukształtowała mój mikrokosmos lekturowy. Dlatego, gdy tylko na polskim rynku wydawniczym pojawiła się książka, która stanowić miała pełną wersję ostatniego tomu przygód, już nie szalonej i spontanicznej panienki Ani, lecz statecznej i wywarzonej pani Anny Blythe z wielką i nieokiełznana chęcią zapragnęłam ten tom mieć u siebie na półce. Oddałam się więc 600 stronnicowej lekturze…i jakież było moje rozczarowanie! Ale od początku.

Ostatni tom przygód rudowłosej bohaterki zatytułowany „Ania z Wyspy Księcia Edwarda”, autorka, krótko przed swoją tajemniczą śmiercią (prawdopodobnie przedawkowanie leków) przekazała kanadyjskiemu wydawcy. W Polsce do tej pory ukazały się tylko niektóre opowiadania składające się na oryginalna wersję a zawarte zostały w książce (o ironio!) „Spełnione marzenia” (2009). Dlatego ta ostatnia, pełna polska publikacja z 2011 roku, wydawać by się mogła nie lada gratką dla wielbicieli kanadyjskiej bohaterki. Nic bardziej mylnego. Bowiem w „Ani z Wyspy Księcia Edwarda” trudno szukać chociaż cienia dawnej niezłomnej, niezależnej i wojowniczej intelektualistki, prekursorki feminizmu panny Anny Shirley. Stateczna pani doktorowa to sentymentalna, nudna kobieta, która własną literacką karierę z „wielką radością” poświęca życiu rodzinnemu zaszywając się w zabitej dechami wiosce. Krytycy w tej nagłej zmianie charakterologicznego frontu dopatrują się przełożenia własnych doświadczeń autorki na postać dziewczyny. L.M. Montgomery również ulega konwenansom. Obawiając się łatki staropanieństwa, z rozsądku wychodzi za mąż. Tym samym stając się wierną i pracowitą, pozbawianą ambicji panią pastorową. Jakoby wypieki były największą radością każdej kobiety. Bez słowa skargi i tęsknoty za przeszłością. Można by rzec typowa droga prawdziwej damy. A szkoda, szkoda tej rażącej schematyczności. Tak samo zresztą jak szkoda dynamizmu bohaterów, humoru i ironii, lotności języka, czytelniczego zniecierpliwienia, które nie pozwala rozstać się z książką aż po ostatnią stronniczkę.

Książką, która teoretycznie ma zamykać serię przygód Ani to wydawnictwo dwuczęściowe (pierwsza dotyczy czasów przed, druga po I Wojnie Światowej) którego poszczególne rozdziały zostają przeplatane wierszami autorstwa głównej bohaterki jaki i poezją jej syna Waltera (zginął na froncie 1916 r.). Część prozatorska nie jest jednak stricte opowieścią o małżeństwie Blythów i ich dzieciach. Rodzina doktora stanowi raczej tło, kontekst wydarzeń. O losach rodziny dowiadujemy się więc pośrednio z opowieści inny osób, które najczęściej wyrażają się w samych superlatywach o gilbertowskiej familii. W tym opowieściach, co niespotykane wcześniej, znalazło się miejsce na tematy do tej pory nie poruszane, chociażby dzieci z nieprawego łoża, śmierć i choroba, zazdrość i zdrada, dalej: smutek i brak nadziei, rozczarowania i porażki. I ewentualnie można ten zmianę literackiego kierunku uznać za krok naprzód w obrazowaniu mieszkańców Wyspy Księcia Edwarda, gdyby nie fakt że całość fabularna spowita została nutką taniego, sentymentalnego lukru. Nie trudno również nie zauważyć, że w przypadku tej publikacji, która stanowi swoistą kuriozum i przypadkową mieszankę – średniej jakości prozy i poezji, lepiej dla fanów serii, gdyby ten tekst nigdy nie trafił do rąk wydawców.

To już nie ta sam Ania. To już nie ta sama autorka. Ja również nie jestem już tym samym odbiorcą. Z upływem lat, co oczywiste zmienia się sposób odczytywania tekstu. Lecz nie można, na boga nie można(!) pozbawić tej cudownej i nieustraszonej bohaterki serca i rozumu. Kośćca dzięki, któremu szturmem zawojowała cały czytelniczy, nie tylko nastoletni świat.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Większość bezwzględna

Mimo, że polityka nie jest w kręgu moim zainteresowań, postanowiłam zaryzykować. Jak się okazało wystarczy, że Pan Remigiusz jest w tymże kręgu, aby s...

zgłoś błąd zgłoś błąd