pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Kolekcjoner oczu
Najpierw zabija matkę, następnie ukrywa dziecko i daje ojcu 45 godzin na jego znalezienie. Po tym terminie dziecko ma zginąć. Taka jest metoda działania przestępcy. Po wyznaczonym czasie dziecko umier...
Najpierw zabija matkę, następnie ukrywa dziecko i daje ojcu 45 godzin na jego znalezienie. Po tym terminie dziecko ma zginąć. Taka jest metoda działania przestępcy. Po wyznaczonym czasie dziecko umiera w swojej kryjówce. Ale na tym groza się nie kończy: w znalezionych zwłokach za każdym razem policja stwierdza brak lewego oka.
Kolekcjoner oczu nie pozostawia po sobie żadnych przydatnych dla śledztwa śladów. Ale pewnego dnia zgłasza się tajemniczy świadek: Alina Gregoriev, niewidoma psychoterapeutka, która przez dotyk potrafi wejrzeć w przeszłość swoich pacjentów. Kobieta jest niemal pewna, że jej pacjent jest właśnie poszukiwanym mordercą.
pokaż więcej.
źródło opisu: http://www.gjksiazki.pl/ksiazki,1,4,175,kolekcjoner-oczu.html
źródło okładki: http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&idobiektu=9639
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
298
-
498sprzedam/wymienię książki archiwalny 4 (zamknięty)
-
134
Opinie czytelników
Pamiętacie grę w chowanego? Wszyscy się rozbiegali i próbowali znaleźć najlepszą kryjówkę a jedna osoba po odliczeniu odpowiedniego czasu zaczynała szukać. Proste prawda? A jednak nie do końca, zwłaszcza jeżeli w tę wydawać by się mogło niewinną zabawę, zacznie grać psychopata…
Berlin, czasy współczesne. Alexander Zobach to dziennikarz śledczy. Dawniej pracował jako negocjator policyjny, ale po przypadkowym zastrzeleniu kobiety podczas akcji, nie może się pozbierać i dojść do siebie. Dopiero po zrezygnowaniu z pracy i zajęciu się dziennikarstwem może na chwilę zapomnieć o traumatycznych wydarzeniach. Jednak nie trwa to długo, ponieważ w mieście zaczyna grasować seryjny morderca, który bawi się w kotka i myszkę z mieszkańcami. Matki zawsze zabija, porywa dzieci a ich ojcom daje 45 godzin, na ich odnalezienie . Po tym czasie zabija swoje ofiary i pozbawia je oka. W pewnym momencie w całą grę zostaje wplątany Zobach, który próbuje rozwiązać łamigłówkę i zapobiec śmierci niewinnych dzieci. Pomaga mu w tym niewidoma kobieta, która rzekomo wie, kim jest szaleniec. Jednak nic nie idzie tak jak powinno a im bliżej końca tym bardziej zawiła robi się fabuła a całość przyjmuje zaskakujący obrót sprawy. Morderca prowadzi perfidną i szaleńczą grę, w której stawka toczy się nie tylko o życie dzieci…
Już od pierwszego kontaktu z książką zobaczymy coś dziwnego. Otóż otwierając lekturę zamiast pierwszej strony widzimy 437 i w miarę zbliżania się do końca, liczby będą się zmniejszać do 1. Ale to zaledwie początek nietypowych zabiegów zastosowanych przez pisarza. Fabuła jest bardzo zwarta, obmyślona dokładnie i z uwzględnieniem najdrobniejszych szczegółów. Bohaterowie natomiast intrygująco nakreśleni, o zawiłej osobowości i pokrętnej naturze. Tu nic nie jest takie, na jakie wygląda, niektóre sytuacje mają podwójne dno a akcja zaskoczy Was wielokrotnie. Poza tym poznamy wydarzenia widziane oczami kilku osób, co z jednej strony utrudni rozwiązanie zagadki a z drugiej jeszcze bardziej wzbogaciło książkę i pozwoliło powiązać niektóre fakty w jedną całość.
Powieje grozą, będzie też tajemniczy klimat i oczywiście pojawi się dreszczyk emocji, choć bardziej pasowałoby określenie bardziej dosadne. Również rozwiązanie skomplikowanej zagadki i znalezienie mordercy nie będzie takie proste, jak może się wydawać. Autor bowiem potrafi sprytnie manipulować czytelnikiem, robić uniki, wprowadzać w błąd i wodzić nas za nos. Żeby było jeszcze bardziej psychodelicznie będzie nie tylko oryginalna intryga kryminalna i psychopata, ale też medium, mroczny klimat i ciemne zaułki, walka z czasem, tortury i … Boicie się? Nie? A powinniście..
„Kolekcjoner oczu” to trzymający w napięciu thriller, po którym z pewnością będziecie mieli trudności z zaśnięciem. Mordercza gra, szaleństwo, koszmarne sceny i pomysłowość autora w kreacji bohaterów stworzyły książkę, która pobudzi Waszą wyobraźnię, podniesie ciśnienie i nie pozwoli długo o sobie zapomnieć. Polecam!!!
Moja ocena: 6/6
Miałam czytać Fitzka po kolei, jednak nic z tego nie wynikło, ponieważ nie chciałam odwlekać w nieskończoność przeczytania jego najnowszej książki. Książki, która wprowadziła mętlik w mojej głowie, zanim jeszcze mój wzrok spoczął na jakiejkolwiek literze w tekście. Muszę powiedzieć, że pomysły tego mężczyzny momentami przerastają nawet mnie. A o co poszło tym razem? O numerację stron i rozdziałów. Książka zaczyna się na stronie 437., a kończy na... pierwszej. Rozdziały analogicznie. Od końca do początku. Jakiś czas temu na stronie autora chciałam przeczytać darmowy fragment po niemiecku, jednak gdy popatrzyłam na rozdział, na numerację, uznałam, że przecież nie będę czytać książki od końca. I w ten oto sposób Fitzek wykiwał mnie w "Kolekcjonerze oczu" po raz pierwszy. Pozostałych nie będę wymieniać, ponieważ było ich za dużo. Jak zwykle zresztą.
Odniosłam wrażenie, że "Kolekcjoner oczu" jest napisany trochę inaczej (już abstrahując od moich problemów z numerami). Jakby spokojniej, jakby Fitzek chciał wznieść kiwanie czytelnika na wyższy poziom. Mamy tutaj kilkoro narratorów, kilka punktów widzenia. Mamy również drobne nawiązanie do bohatera "Terapii" (Anno, teraz już wiem, o co Ci chodziło z tymi "smaczkami"), którego nazwisko od razu wyłoniłam z tekstu, przyporządkowałam do odpowiedniej książki i nawet nie zdążyłam w tym czasie pomyśleć. Zresztą ogólnie mało myślałam w trakcie czytania.
Jak tytuł wskazuje, mamy do czynienia z pewnym seryjnym mordercą. Mordercą, który bawi się z ojcami ofiar w chowanego. Dosłownie. Porywa dzieci, zabija ich matki, w których ręce wkłada stoper, odliczający do 45 godzin.Po tym czasie, jeśli ojciec nie odnajdzie dziecka, ono umiera. Głównym bohaterem tutaj jest były policyjny negocjator (jego postać kojarzy mi się z bohaterem "Osaczonego" Roberta Craisa), który po zastrzeleniu kobiety w trakcie akcji przestaje pracować w policji i zajmuje się dziennikarstwem śledczym. I wtedy w wyniku pewnych zawirowań akcji zaczyna szukać osoby, która zabija dzieci i wyrywa im po jednej gałce ocznej...
Powiem, że przez moment rozważałam bardzo poważnie, czy Fitzek nie chce powtórzyć schematu z "Terapii". Bałam się tego i modliłam, żeby tak nie było, bo nie chcę przestać go lubić. Nie powtórzył, uwielbiam go dalej, cholernie chcę do Berlina. Nic się nie zmieniło. I ciężko mi określić, czy zagadka była trudna do rozwiązania, czy też nie. Bo jednocześnie było o wiele bardziej skomplikowanie niż w poprzednich książkach, ale z drugiej, już po przeczytaniu, doszłam do wniosku, że wszystko było podane jak na tacy, tylko trzeba było wyłonić poszczególne elementy. I tak samo jak w "Terapii" zgadłam "kto". I również przez przypadek (mówiłam, że prawie nie myślałam w trakcie lektury). Miałam problemy z ogarnięciem motywu do końca. A co do końca? Jest inaczej, ciekawie. Podoba mi się. Zresztą sami zobaczycie.
I wydaje mi się, że w tej książce bohaterowie są zupełnie inni, bardziej skomplikowani. Może dlatego, że Fitzek zagłębił się w świat niewidomych i przez to, paradoksalnie, postacie nabrały barw?
Polecam. Jakże mogłabym go nie polecić? A w przyszłym tygodniu może wpadnie w moje ręce "Klinika", na którą czekam od niepamiętnych czasów.
Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.
Ostatnio na jednym z portali czytelniczych padło pytanie: za co najbardziej lubimy kryminały? Cóż, bez wątpienia, idealna książka w tym gatunku powinna posiadać szybką akcję, niebanalną fabułę i charakterystycznego głównego bohatera, którego losy od pierwszych stron zainteresują czytelnika. Zetknęłam się już z niektórymi takimi lekturami, w których niestety niekiedy brakuje nutki zgrozy i tajemnicy. Jednakże „Kolekcjoner oczu” autorstwa Sebastiana Fitzka jest w każdym calu idealny.
Po Berlinie grasuje niebezpieczny morderca. Najpierw zabija matkę, a następnie porywa dziecko, przechowując je w nieznanym nikomu miejscu. Ojciec na odnalezienie latorośli ma jedynie 45 godzin, których upływanie zaznacza stoper, włożony w rękę martwej kobiety. Po wyznaczonym czasie, dziecko umiera, a zabójca wydłubuje mu lewe oko. Dlatego też właśnie zyskał pseudonim „Kolekcjoner oczu”.
Alexander Zobach kilka lat temu pracował jako policyjny negocjator. Jednak śmierć, zadana z jego rąk, kobiecie, która porwała dziecko, spowodowała pojawienie się u niego wyrzutów sumienia i przymus zmiany zawodu. Mężczyzna został dziennikarzem śledczym, który stara się dobrze wykonywać swoje zadania. Jego dotychczasowe życie zmienia się, kiedy w radiu słyszy o kolejnej zbrodni popełnionej przez kolekcjonera. Jedzie na miejsce zdarzenia, gdzie policja prowadzi już dochodzenie. Okazuje się, iż informacja o tym wydarzeniu nie została ogłoszona, co sprawia, że nikt nie wie, jakim sposobem Zobach dowiedział się o miejscu morderstwa. Sprawy jeszcze bardziej się komplikują, kiedy mężczyzna poznaje Alinę Gregoriev – niewidomą bioenergoterapeutkę, która sądzi, że spotkała kolekcjonera, bowiem potrafi przez dotyk zobaczyć przeszłość człowieka. Zobach staje się podejrzanym w sprawie, a upływające godziny mogą być ostatnimi w życiu poszukiwanego dziewięcioletniego Tobiasa. Rozpoczyna się gra, w której zwycięzca będzie tylko jeden.
O twórczości pana Sebastiana Fitzka słyszałam już wiele dobrego, jednak „Kolekcjoner oczu” jest pierwszą książką jego autorstwa, którą miałam okazję przeczytać. I muszę przyznać, że na pewno nie po raz ostatni przeczytałam powieść tego pisarza. Sebastian Fitzek posiada lekki i ciekawy styl, który pozwala nam powolnie zagłębić się w akcji, sprawiając, że głównie skupiamy się na wydarzeniach, a nie też przemyśleniach. Jak zdążyliście zapewnie zauważyć, fabuła jest interesująca i już od pierwszych stron autor wprowadza nas do zbrodniczego świata. Kolekcjoner był wręcz nieosiągalny, powiedziałabym, że to postać, która powinna istnieć w filmach fantastycznych, a pojawiła się w rzeczywistości. Sam motyw działania mordercy i pomysł Fitzka na porównanie cyklu morderstw do gry całkowicie sprawiły, że nie mogłam przerwać czytania tej książki, z zainteresowaniem śledząc kolejne ruchy bohaterów, którzy byli o krok od rozwiązania zagadki.
„Kolekcjoner oczu” napisany jest w sposób oryginalny, bowiem książka zaczyna się od epilogu, mieszczącego się na 437 stronie. Początkowo zastanawiałam się, czy nie czytać tej powieści od tyłu, jednakże szybko wykasowałam tą myśl. Sebastian Fitzek przedstawia akcję z punktu widzenia kilku osób, dzięki czemu czytelnik ma wgląd na całą sprawę. Bardzo podobały mi się opisy przeżyć porwanego dziecka, które sądziło, że to jedynie niepozorna gra jego kolegów. Natomiast zabrakło mi jedynie rozdziałów, gdzie pisarz ukazywałby duszę mordercy. Co prawda, wystąpiło kilka listów jego autorstwa, jednakże to nadal było zbyt mało. Być może dzięki temu łatwiej byłoby zgadnąć, kim on był, lecz osobiście uwielbiam czytać myśli osób, które postępują w sposób zły, a podświadomie widzą świat w zupełnie innych barwach.
Alexander Zorbach był spokojnym dziennikarzem, który moim zdaniem idealnie został wykreowany przez Sebastiana Fitzka. Wątek z jego rodziną i wyrzuty sumienia tego bohatera niekiedy potrafiły zasmucić oraz zobaczyć, jak wiele dla Zorbacha znaczy rozwiązanie zagadki. Od samego początku nie miałam zaufania do Aliny, niewidomej bioenergoterapeutki, która zachowywała się tak, jakby skrywała jakąś tajemnicę. Jednakże w efekcie okazała się być szczera w swych zamiarach. Jak przeczytałam w podziękowaniach, autor stwarzając tę postać rozmawiał z niewidomymi, którzy przybliżyli mu zachowanie osoby pozbawionej wzroku. Muszę przyznać, że postać terapeutki wydawała się być naprawdę realną.
Bardzo spodobał mi się motyw wydłubywania dziecku oka, ponieważ było czymś rzadko spotykanym, irracjonalnym wręcz. Zaintrygowało mnie zakończenie i sprawiło, że z chęcią przeczytałabym kontynuację tej książki. Nie chcę niczego zdradzać, ale odczułam lekki niedosyt i brakuje mi takiego prostego wyjaśnienia, jak się wszystko skończyło i co będzie dalej z głównym bohaterem. Cóż, mam nadzieję, że pan Fitzek myśli o drugiej części „Kolekcjonera oczu”.
„Kolekcjoner oczu” to doskonały kryminał, przy którym nie można się nudzić. Autor posiada wspaniały styl oraz ciekawe pomysły, które w połączeniem z motywem zbrodni sprawiają, że ciężko oderwać się od przedstawionego tekstu. Szybka akcja i interesujące przemyślenia bohaterów są kolejnym wspaniałym elementem, który można znaleźć w tej powieści. Innymi słowy – polecam.
Było z mojej strony mocne postanowienie, że nie będę już dokładać żadnych kolejnych książek do listy, póki nie nadążę z recenzjami. I trwałam, trwałam dość długo, ale potem jak grom z jasnego nieba wpadł mi w ręce Fitzek i sami rozumiecie... Nie mogłam inaczej! Nie tylko charakterystyczna okładka, oryginalna numeracja stron i rozdziałów (od początku do końca) i zachęcające fragmenty opinii („Der bisher spektakulärste Knüller von Sebastian Fitzek”), ale też fantastyczne materiały promocyjne zrobiły swoje.
W Berlinie znów zaczyna się kolejna runda psychopatycznej gry wariata. Najpierw zabija matkę, potem uprowadza dzieci, a ojcu daje dokładnie 45 godzin na uratowanie potomstwa. Co z tego, skoro nikomu się nie udaje? W obliczu nowego porwania do akcji wkracza Alexander Zorbach- były policjant, obecnie pracujący jako dziennikarz. Człowiek z przeszłością, który w pewnym momencie staje się głównym podejrzanym. A wtedy na jego drodze staje niewidoma kobieta z wizjami dotyczącymi obłąkanego kidnapera i mężczyzna zaczyna szukać na własną rękę śladów, nieświadom, że idzie w stronę swojej osobistej mety...
Thriller to dla mnie przede wszystkim pomysł. Tak, pomysł jest zdecydowanie jednym z najważniejszych kryteriów. Pod tym względem niemiecki autor jest już pewniakiem- co książka, to niesamowita historia. Jeżeliby się zastanowić, w jego twórczości wyłania się parę wspólnych elementów: psychopata, który z niepojętych dla zwykłego człowieka powodów prowadzi swoją grę i schizofrenia. Tej ostatniej najnowszej książce Fitzka brakuje. Nie mogę powiedzieć, iż czyni to jej ujmę; wręcz przeciwnie oznacza rozwój pisarza. Jak na thriller psychologiczny przystało, nie mogło zabraknąć mentalnych klimatów, tym razem w postaci nadnaturalnych zdolności, co do których pozostawia się czytelnikowi możliwość oceny ich wiarygodności.
Nawet najlepsza historia byłaby niczym bez dobrego języka. Kolejny wielki atut książki- styl autora jest żywy, ekspresywny, plastyczny, sugestywny, wymowny, przekonujący... Idealny jeżeli wziąć pod uwagę typ powieści. Czyta się niesamowicie szybko, choć na to składa się też szybki tok akcji i wiele niespodziewanie dorzucanych informacji. Równolegle z przebiegiem wydarzeń autor przybliża czytelnikowi sylwetki kolejnych postaci, wspominając też kilka z poprzednich książek.
„Kolekcjoner oczu” trzyma fason i tym samym jest majstersztykiem. Nie dość, że książka przykuwa do fotela, to niespodziewany koniec (a może raczej początek...?) zrabował mi jakąkolwiek pewność co do tego, że orientowałam się mniej więcej w grze psychopaty. Bo tej nie da się ani przejrzeć, ani logicznie wytłumaczyć...
Bardzo bałam się tej książki. Po lekturze "Kamuflażu", w której doszło do bestialskich morderstw małych dzieci mocno zastanawiałam się czy lektura "Kolekcjonera oczu" nie przysporzy mi kolejnych koszmarów sennych. Zaryzykowałam i pochłonęłam w dosłownie parę chwil.
Książka jest niezwykła już w momencie otwarcia jej na pierwszej stronie. Numeracja stron zaczyna się od końca do początku. I tym sposobem czytamy pd strony 437 do 1. Ciekawy zabieg, prawda? A czemu służy? A no Sebastian Fitzek wpadł na genialny pomysł ukazania nam całego śledztwa i motywów działania zbrodniarza w zupełnie inny sposób niż dotychczas. Co nadaje całej akcji pikanterii i zwiększa odczucie niepokoju.
Tajemniczy morderca zabija matki i porywa ich dzieci. Zrozpaczonym ojcom daje 45 godzin na odnalezienie najbliższych. Po tym czasie niestety dochodzi do najgorszego. Przy zwłokach ofiar śledczy zauważają pewną prawidłowość - brak jednego oka zamordowanych. Drastyczne prawda? Rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem. Morderca jest bystry, spostrzegawczy i szalenie inteligentny. Wie, jak wprowadzić w błąd i jak skutecznie przerazić wroga. Jego schwytanie i rozpracowanie jego działań to trochę walka z wiatrakami.
Książka bardzo....psychodeliczna. Nie polecam osobom wrażliwym i o słabym sercu. Klimat "Kolekcjonera oczu" mogę śmiało porównać do "Kamuflażu". Jest mrocznie, strasznie i tajemniczo. Warto przeczytać!
Fitzek jest po prostu bezkompromisowy. Dla mnie to mistrz zwodzenia, napięcia i intrygi, która zawsze zaskakuje mnie pod koniec. I tym razem udało mu się mnie wykiwać, bo jak książka może zaczynać się na 437 stronie i czemu rozdziały idą od końca? Drogi autorze, dałam się nabrać. Znowu.
"Bawi się w najstarszą zabawę świata: w chowanego" zabija matkę, "bawi się twoimi dziećmi" porywa dziecko i "daje ci 45 godzin na ich znalezienie". Ojciec musi go odnaleźć, inaczej po upływie czasu dziecko umiera w swojej kryjówce.
Dałam się złapać tej dziwnej numeracji, przez dłuższy czas wahałam się, z której strony zacząć. Nie powiem, sprytny numer. W końcu i tak każde działanie przybliża nas do śmierci. Cieszę się, że autor zatarł moje złe wspomnienia z Terapii, gdzie psychoza bohatera zaczęła mi mocno ciążyć, ale książka i tak była świetna. Tym razem autor ponownie ma swoje nieczyste zagrania i rzuca naszymi domysłami na prawo i lewo, nie dopuszczając nawet przez chwilę myśli, że zło czai się bardzo blisko.
Fitzek zmusza do pełnego poświęcenia się książce, nie toleruje odpoczynku ani odłożenia książki. Skurczybyk, zawsze kończy rozdział tak, żeby czytelnik musiał zajrzeć do następnego - a tu niedokończona myśl, tu chwila napięcia, trochę grozy i strachu. To nie koniec zagrywek! Trwasz w stanie chwilowego spełnienia, punktu kulminacyjny już za tobą, ostatnimi siłami czytasz ostatnie strony i twój idealnie wypolerowany i wypieszczony światopogląd lega w gruzach, bo rzeczywistość nie jest taka, jak się wydaje.
Po "Kolekcjonerze oczu" możecie spodziewać się napięcia, chwil pełnych obrzydzenia, zawrotów akcji, gonitwy i zaskoczenia, kiedy okazuje się, że znów trafiliśmy w pudło. Nie martwcie się zwrotami akcji, tu nic nie jest wymuszone, nagła zmiana nie wynika z braku pomysłu, raczej z tego, że autor z mordercą śmieją się nam w twarz będąc na wyciągnięcie ręki, lecz zawsze gdzieś nam umykając. Wyjątkowo niebezpiecznie wciągająca książka i warta tego napięcia i oczekiwania.
Książka jest rewelacyjna.Czyta się bardzo szybko,akcja wciąga,porywa i zaskakuje.Dawno nie czytałam tak dobrego thrillera.
Sebastian Fitzek autor książek kryminalnych, a przy okazji twórca bardzo popularnej książki "Śmierć ma 124 cm", opublikował w Polsce swoje najnowsze dzieło "Kolekcjoner oczu". Nie miałam wcześniej kontaktu z autorem, nie znałam również żadnej z jego książek, aż do momentu kiedy sięgnęłam po "Kolekcjonera oczu". Poszperałam nieco w internecie i doszukałam się opisów książek pisarza tak że wiem, że jego twórczość zazwyczaj dotyczy kryminałów i morderstw, co nie jest takie złe, bo autor dysponuje wieloma kierunkami, które między innymi pokazuje nam w swoim dziele. W "Kolekcjonerze oczu" możemy obserwować zachowanie ojca, który próbuje odnaleźć swoje, porwane dziecko. Coś takiego nie jest fenomenem, bo często mamy podobne sytuacje przedstawione w powieściach lub ekranizacjach, więc pisarz postanowił dodać nam więcej smaczków. To właśnie dzięki nim miałam ochotę odkrywać dalsze sekrety książki. Tak więc prócz ojca szukającego syna, który ma wyrzuty z powodu zaniedbania chłopca, co spowodowało jego porwanie, obserwujemy samego porwanego, tak jak ofiarę przed nim, oraz funkcjonariusza policji, który za wszelką cenę chce dorwać mordercę. Sami musicie przyznać, że takie trzy ścieżki są bardzo ciekawe i naprawdę zachęcają do dalszych poczynań w lekturze. Oczywiście dla mnie było nieco zbyt mało przeżyć Juliana, czyli porwanego chłopca. Spodziewałam się po nich czegoś bardziej drastycznego i okropnego, a dostałam chłopca w ciemnościach, ale i tak może być. Chodź sam tytuł książki oraz niektóre jej momenty są krwawe, bo wiadomo z wydłubanych oczu musi być dużo krwi, to takich scen w powieści nie ma. Zazwyczaj zostają odnalezione jakieś zwłoki i lub inne rzeczy związane z morderstwem, co nie oznacza, że autor napisał je z dokładnym opisem dla wyobraźni czytelnika. Jeżeli na trawie leżą zwłoki w szlafroku, to tyle. Musi nam to wystarczyć i basta, żadnych głębszych szczegółów, których również nieco mi brakowało. Muszę was w tym momencie przeprosić, ale jako fan fantastyki, gdzie dzieje się naprawdę wiele, a już szczególnie leje się jucha wiadrami, brakowało mi tego w tej książce, chodź trzeba przyznać, że w niektórych dobrych ekranizacjach, jak na przykład "Milczeniu owiec", też keczupu zbyt wiele nie ma, a film jest naprawdę arcydziełem. Jeżeli miałabym porównywać książkę do jakiegoś filmu to właśnie do takiego jak ten lub może jeszcze do "Uprowadzonej", jednak to już inne postacie, chodź ten sam typ. To może teraz przejdźmy do tego co wzbudziło we mnie największy podziw. Nie była to krew, ani przemoc, akcja też nie, chodź było jej naprawdę wiele, były to w zasadzie dwie bardzo fajne rzeczy. Pierwszą z nich była tajemnica, która otaczała całą sprawę. Wszystko od samego początku wskazywało, że sprawa porwania syna Alexandra wiąże się z zabójstwem kobiety z zadania, które zniszczyło mu życie, ale skoro ona nie żyła, to kto za tym wszystkim stał. Dobre pytanie, co? Będziecie musieli sami do tego dojść sięgając po "Kolekcjonera oczu", jednak już teraz mogę was zapewnić, że nie zależnie od tego jak będziecie główkować i tak, za cholerę się nie domyślicie. Drugą rzeczą, bo pamiętajcie, że mówiłam, ze są dwie jest przedstawienie książki. Autor podszedł do tego w sposób, można powiedzieć psychologiczny. W swojej książce udowodnił nam, że często koniec, może być zupełnie nowym początkiem. Ogólnie znane słówka, ale nikt jeszcze tego tak nie przedstawił jak Sebastian Fitzek. Otwierając tom nie widzimy pierwszej strony, zgodnie z numeracją od najmniejszej do największej, wręcz przeciwnie. Strony książki są ponumerowane od najwyższej do najmniejszej, a epilog jest początkiem. Normalnie to się nie zdarza i normalnie to prolog robi za początek, a epilog za koniec. Wiadomo, takie są ich zadania. Tutaj jest nieco inaczej i troszkę myląco, ale co poradzić, takie jest właśnie myślenie autora. Tyle, że właśnie przez to myślenie kilka dobrych minut zastanawiałam się od której strony książki mam zacząć. Z tego co zauważyłam w recenzjach, to nie miałam jedna jedyna tego problemu, który teraz wspominam z uśmiechem na ustach.
Więcej na: http://today1.blog.onet.pl/136-Sebastian-Fitzek-Kolekcjon,2,ID428894311,n
"Łatwo jest przepowiadać przyszłość, jeśli się ją samemu tworzy".
Historia, która zaczyna się od końca. Los ludzki, który zaczyna biec wstecz. Koniec, kóry jest początkiem. Opowieść, która nie jest książką.
To może was spotkać podczas lektury pasjonującego thrillera niemieckiego pisarza Sebastiana Fitzka, opowieści zatytułowanej "Kolekcjoner oczu".
Bohaterem tej historii jest Alexander Zorbach, niegdyś policyjny negocjator, teraz dziennikarz znanej gazety. Po tragicznych wydarzeniach sprzed lat, kiedy był zmuszony zabić kobietę, podczas jednej z akcji uwalniania zakładnika, którym było maleńke i chore dziecko, Alex nie może wydostać się z szoku i traumy. Dlatego też nie pracuje już w policji. Lecz mimo tego nadal ma do czynienia z chorymi, kryminalnymi śledztwami. A także z ostatnią głośną sprawą, w której poszukiwany psychopatyczny morderca został nazwany przez prasę "Kolekcjonerem oczu". Morderca atakuje rodziny, zabija matkę, uprowadza dziecko, a jego ojcu daje dokładnie 45 godzin i 7 minut na odnalezienie. Po tym terminie dziecko ginie i zostaje pozbawione oka. Alex zostaje wciągnięty w potworną grę, od początku idzie drogą labiryntu, którą stworzył sam morderca i nie wie jeszcze, że na końcu jego koszmar dopiero się rozpocznie. I to będzie jego początek. Początek końca. Na jego drodze staje niewidoma masażystka Anna, która posiada nadprzyrodzone zdolności i posiada wiele informacji na temat Kolekcjonera, które przybliżają Zorbacha do rozwiązania zagadki i uratowania porwanych dzieci, bo tym razem psychopata uprowadził bliźnięta. Jednakże wszystkie ślady wskazują na to, że porywaczem i zabójcą może być sam... Właśnie... Czy to on? A może jesteśmy świadkami idealnej manipulacji? Albo chorego scenariusza, w którym główne role obsadził już Kolekcjoner oczu, a finał pozbawi nas umiejętności logicznego rozumowania? Nie odpowiem na te pytania, chociaż znam już odpowiedzi. Tak jak zna je Aleksander Zorbach i uwierzcie mi... to kolejny powód, dla którego lepiej być szalonym i pozbawionym zdolności rozumienia tego, co się wokół dzieje. Tak byłoby o niebo lepiej dla bohatera książki Fitzka.
Bo to dopiero początek... tylko czy Zorbach będzie chciał dotrzeć do końca?
Polecam thriller niemieckiego pisarza, to pasjonująca i mrożąca krew w żyłach historia z zaskakującym zakończeniem. Równie interesującym jak cała konstrukcja opowieści, która rozpoczyna się od epilogu, kończy prologiem, a liczba stron odliczana jest do tyłu. Tak jak i rozwiązanie zagadki, nad którą pracuje główny bohater. A właściwie... gry, w którą gra. Wraz z mordercą. Który nie morduje... on po prostu... przeprowadza test. Test miłości.
"Nie jestem kolekcjonerem. Jestem graczem. I gram fair. Kiedy już wyznaczę pionki, wytyczę plac gry i uderzę w gong rozpoczynający grę, trzymam się ustalonych zasad. Matka, dziecko, ultimatum, kryjówka-definiuję tylko warunki ramowe, których trzymam się w każdej fazie mojej gry."
http://agnesscorpio.blogspot.com/2011/06/sebastian-fitzek-kolekcjoner-oczu.html
Książka bardzo trzyma w napięciu od 435 strony do 1, ponieważ ja miałem przeczycie, że czytam ją od tyłu :D Wywarło, to na mnie bardzo duże wrażenie sama fabuła była czymś niezłym. Koniec który jest zaskakujący w ogóle zbił mnie z nóg. Ale książka też jest pouczająca co w życiu jest najważniejsze. :D Super Książka POLECAM :D
Nie jest ani straszna, ani zaskakująca, ani trzymająca w napięciu. Ciekawe rozwiązanie z numerowaniem stron od końca - wiedziałam ile jeszcze zostało mi do przeczytania tych nudziarstw.
Książka niesamowita.

Albertus
Zinamon
Weltbild
Selkar
Matras
Empik




