pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Klub filmowy
można zrobić z nastolatkiem, który nie chce już chodzić do szkoły?
David, ojciec nastoletniego syna, ma oryginalny pomysł. Proponuje mu niekonwencjonalne rozwiązanie: może zrezygnować z nauki – nie...
można zrobić z nastolatkiem, który nie chce już chodzić do szkoły?
David, ojciec nastoletniego syna, ma oryginalny pomysł. Proponuje mu niekonwencjonalne rozwiązanie: może zrezygnować z nauki – nie będzie musiał iść do pracy ani płacić czynszu – ale ma oglądać trzy wybrane przez ojca filmy tygodniowo.
Tydzień po tygodniu ojciec i syn oglądają najlepsze (i przy okazji najgorsze) filmy wszech czasów – od Prawdziwego romansu, przez Chungking Express, Noc po ciężkim dniu, Dziecko Rosemary, po Słodkie życie i Showgirls. Filmy dostarczają im tematów do rozmów – o dziewczynach, muzyce, złamanych sercach, pracy, narkotykach, miłości, przyjaźni – i otwierają drzwi do wewnętrznego świata nastolatka w czasie, w którym rodzice zwykle są z niego wykluczani. Gdy klub filmowy dobiegł swego słodko-gorzkiego (ale nieuniknionego) końca, chłopak podjął decyzję, która zaskoczyła nawet jego ojca…
pokaż więcej.
źródło opisu: Wydawnictwo Dobra Literatura, 2011
źródło okładki: http://www.dobraliteratura.pl/ksiazka_wydana/79/klub_filmowy.html
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
698sprzedam/wymienię książki (archiwalny 8) (zamknięty)
-
103ostatnia dodana przez Alexandra Loobeensky, 13 tygodnie 4 dni temu, w grupie Konkursy LubimyCzytać.pl
Opinie czytelników
Pamiętacie burzę hormonalną, kiedy miało się kilkanaście lat? Wydawało się, że nikt nas nie rozumie i generalnie wszystko i wszyscy są przeciwko nam. Każdy wie, że życie nastolatka nie jest lekkie i przyjemne, stąd często w tym okresie wybuchają konflikty między rodzicami a dojrzewającymi dziećmi. Jest to okres, w którym młodzież szuka swojego miejsca w życiu, próbuje nowych doświadczeń, zaczyna powoli wkraczać w dorosłość, tak odmienną od okresu dzieciństwa. Stąd właśnie w tym trudnym momencie życia, szalenie istotny jest kontakt z najbliższymi, ich wsparcie i okazywana miłość.
„Klub filmowy” opowiada historię autora, ojca nastolatka, który przechodzi okres dojrzewania i największego młodzieńczego buntu. Jednak mężczyzna zamiast nakazów, zakazów, krzyków i zmuszania do dalszej nauki wpada na oryginalny pomysł. Zamiast codziennych wędrówek do szkoły syn ma oglądać z ojcem trzy filmy tygodniowo. Nie musi pracować, opłacać rachunków. Tylko wspólne oglądanie wybranych przez ojca filmów. Mijają tygodnie a wspólny czas jest świetnym momentem, aby rodzic zbliżył się do dziecka, poznał go jeszcze dokładniej oraz dowiedział się wiele o dorastającym już chłopcu. Czas jaki razem spędzają pozwala na rozmowy o wszystkim. O życiu, pierwszych miłościach, problemach. Dzięki temu między nimi tworzy się nić porozumienia, którą tak trudno w tym okresie stworzyć. Proste? Tylko tak się wydaje:)
Wbrew temu co robi większość rodziców, gdy mają problemy z nastoletnim dziećmi, David postanawia pójść odmienną ścieżką. Mimo strachu i lęku o przyszłość syna, decyduje się na nietypowe rozwiązanie tej sytuacji. Czy rzeczywiście jego metoda będzie skuteczna? Czy Jesse znajdzie swoje miejsce w świecie i będzie szczęśliwy? Zapraszam serdecznie do lektury, bo naprawdę warto:).
Autor poruszył w książce kilka tematów. Będzie tu opisana relacja rodzic-dziecko, przyjrzymy się bliżej okresowi buntu i metodom radzenia sobie z nim. Przede wszystkim jednak temat oscyluje wokół wychowania oraz tego, jaki wpływ mają różne czynniki na naszą przyszłość. Co tak naprawdę rzutuje na to kim jesteśmy? Wychowanie, genetyka, środowisko w jakim się obracamy a może coś zupełnie innego?
„Klub filmowy” to świetna lektura, którą każdy powinien przeczyta. Porusza ona wielu aspektów naszego życia, ale zwłaszcza pokazuje że nie zawsze standardowe metody są najlepsze w rozwiązywaniu problemów, i że należy indywidualnie podchodzić do każdego człowieka. To również książka o tym, że wspólne zajęcia czy pasje łączą ludzi znacznie silniej, niż może się nam to wydawać. Polecam serdecznie!!
Moja ocena: 5/6
Pewnie każdy z nas słyszał lub dopiero usłyszy okrzyk kogoś starszego od siebie: 'Ach, ta dzisiejsza młodzież!'. To nieśmiertelne zjawisko zwane różnicą pokoleń jest czymś co zawsze było, jest i będzie. Trzeba je tylko jakoś przeżyć.
Jakość tych przeżyć zależy nie tylko od dorastającego nastolatka, ale przede wszystkim od relacji w rodzinie i w szkole. Trudno powiedzieć, co jest trudniejsze - być nastolatkiem, czy rodzicem nastolatka. Co obie strony mogą zrobić, aby wzajemnie sobie pomóc? Jak pomóc młodemu człowiekowi uporać się z rozterkami wieku młodzieńczego? Jak nie utracić wzajemnego zaufania?
Pewnie nie każdy ma tyle odwagi, albo - jak kto woli - nie każdy cierpi na taki brak rozsądku, aby zdecydować się na eksperymentalne rozwiązanie, jakie David Gilmour zastosował wobec swojego piętnastoletniego syna Jessego. Otóż, bohaterowie założyli dwuosobowy klub filmowy, którego działalność polegała na wspólnym cotygodniowym oglądaniu trzech filmów w zamian za zwolnienie młodzieńca z obowiązku uczestniczenia w zajęciach szkolnych plus obietnicę ze strony Jessego, że nie sięgnie po narkotyki. Warto samemu przekonać się o tym, czy ojcu uda się zainteresować syna tym, co jego samego kształtowało i było ważne dla niego ważne oraz czy pomysł ojca okaże się nie tylko oryginalny, ale i skuteczny.
Jestem przekonana, że wśród polskiej młodzieży znalazłby się niejeden Jesse, a wśród ojców niejeden David. Polecam więc książkę zarówno dorosłym, którzy utracili wiarę w mądrość i dobroć młodych ludzi i którzy w każdym młodzieńcu w bluzie z kapturem widzą potencjalnego przestępcę (nauczycielom, wychowawcom, rodzicom, dziadkom), jak i nastolatkom, którzy w dorosłych widzą jedynie wrogów i nadzwyczaj kreatywnych twórców zakazów i nakazów.
Dostrzegam jeszcze jedną niewątpliwą zaletę tej książki - jest tam wykaz filmów, które warto obejrzeć, przy założeniu, że jako były krytyk filmowy Gilmour wie, które filmy są godne polecenia.
Link do recenzji: http://bukowniczek.blogspot.com/2011/04/klub-filmowy-david-gilmour.html
W życiu każdego rodzica prędzej czy później przychodzi taki czas kiedy jego nastoletnie dziecko wchodzi w okres negowania rzeczywistości, buntu przeciwko dorosłym w ogóle a nauczycielom i szkole w szczególe. Nie ma chyba takiego nastolatka, który przynajmniej raz nie postanawiał rzucać szkoły, na co jego rodzice reagowali albo kosmiczną awanturą albo nie zwracali uwagi na, ich zdaniem, idiotyczne pomysły i postanawiali je przeczekać.
David Gilmour to kanadyjski pisarz i dziennikarz telewizyjny zajmujący się krytyką filmową. Jest on również ojcem Jessego, który w wieku 16 lat ma już dosyć szkolnej edukacji. Ojciec zgadza się na porzucenie szkoły, ale stawia synowi pewne warunki - otóż zamiast w lekcjach Jesse będzie uczestniczył w swego rodzaju domowym klubie filmowym. W każdym tygodniu obejrzą trzy filmy wybrane przez Davida. I tak zaczyna się wspólna filmowa przygoda obydwu Gilmourów - Jesse początkowo nieufny dosyć szybko wciąga się w filmowy świat, a jego ojciec oglądając znane sobie dzieła w towarzystwie syna zauważa w nich nowe odniesienia.
Oglądane filmy są bardzo różnorodne - produkcje niszowe przeplatają sie z kinowymi hitami, francuska Nowa Fala z kinem japońskim, filmu z lat 40-tych z najnowszymi dziełami. Każdą projekcję David poprzedza krótkim wprowadzeniem - o reżyserze, aktorach, scenariuszu czy szczególnie istotnych scenach. Zdarza się, że oglądają jakiś kiepski film tylko dlatego, że jest w nim tylko jedno ciekawe lub nowatorskie kilkusekundowe ujęcie.
Muszę powiedzieć, że początkowo pomysł Davida wprawił mnie w konsternację. Chyba doszła do głosu moja belferska dusza, która uważa, że szkolne wykształcenie jest najważniejsze i rodzice są od tego aby nie pozwolić młodzieży zniszczyć sobie życia... Jednak w miarę lektury zaczęło do mnie docierać, że David pozwolił Jessemu dorosnąć i samemu podjąć decyzję co zrobi ze swoim życiem. Uwierzył w inteligencję syna i nie pomylił się. Jesse z oglądanych filmów wyniósł więcej wiedzy o życiu niż mogłaby mu dać najlepsza nawet szkoła.
Aby układ zadziałał, pomiędzy ojcem a synem musiało zaistnieć ogromne zaufanie. David nie stawiał przed synem jakichś szczególnych wymagań. Poza trzema seansami w tygodniu dał mu tylko jeden warunek - brak jakichkolwiek narkotyków. W wypadku złamania tego punktu układ tracił ważność.
Nie zabrania natomiast synowi palenia papierosów i picia alkoholu, co więcej w czasie seansów razem z Jessem popija piwo a wieczorami siedzą na ganku paląc i rozmawiając.
Takie zachowanie ojca wobec nastoletniego syna dla wielu z nas jest nie do przyjęcia. Mówiąc szczerze i mnie nieco razi, ale z drugiej strony mam wrażenie, że dla Jessego zachowanie ojca było dowodem, że ten traktuje go jak dorosłego, a co za tym idzie chłopak starał się udowodnić, że faktycznie jego dojrzałość to nie tylko piwo i papierosy...
Jako, że moje dziecko ma dopiero siedem lat, to blaski i cienie okresu dojrzewania dopiero przede mną. Mam nadzieję, że nie będę musiała rozwiązywać takich problemów jak David, tym bardziej, że nasz system oświaty nie jest tak liberalny jak kanadyjski. Ale gdyby mój Piotrek w pewnej chwili postanowił nieodwołalnie porzucić szkołę to nie wiem co mogłabym mu zaproponować w zamian...
Pozostaje liczyć na to, że będzie lubił książki, nieważne czy papierowe czy elektroniczne, bo wtedy będzie między nami jakaś płaszczyzna porozumienia.
David Gilmour to kanadyjski pisarz i dziennikarz telewizyjny, zdobywca wielu literackich nagród. Swoim Klubem filmowym budził we mnie skrajne emocje.
Są książki, które choć robią na nas wrażenie, choć czytaliśmy je z wielkim zainteresowaniem, właściwie nie przerywając lektury niczym innym, są nie do opisania.
Tak jest tym razem. Mam wielki problem z doborem odpowiednich słów do jej zrecenzowania. Nie chcę jej ani skrzywdzić, ani nadmiernie wychwalić. Nie chcę popełnić błędu, nie chcę by została źle odebrana i być może przez to niezrozumiana,
David Gilmour opowiada historię, o której chciałoby się rzec „to się nie mogło zdarzyć naprawdę!”.
Ksiązka dotyka problematyki wieku dojrzewania, wieku buntu, w którym najczęściej większość rodziców traci dobry kontakt ze swoim dzieckiem, w którym cała miłość okazywana mu przez całe życie zostaje niewdzięcznie odrzucona.
Niewielu rodziców jednak zastanawia się nad tym, jak ciężki to okres w życiu ich dziecka. Nie pamięta, jak trudno poradzić sobie z burzą emocji, poznawaniem świata, pierwszymi związkami, pasjami, niechęcią do szkoły.
David, ojciec nastoletniego syna, dzięki swojej mądrości i być może, przypadkowości, chęci bycia dobrym tatą, należy do grona nielicznych rodziców, którym dane było przeżycie okresu dojrzewania swojego dziecka, jako momentu największego z nim zbliżenia i wytworzenia niesamowitej więzi.
Jego syn, Jesse, kiepsko radzi sobie z nauką, nie odrabia zadań, ukrywa je przed rodzicami. Dla Davida jest to przypomnienie koszmaru, który sam przeżył chodząc do szkoły.
Być może właśnie dlatego, mając na względzie dobro swojego dziecka, gdy te oświadcza, że nie chce już do niej chodzić- zgadza się. Stawia jednak warunek- Jesse nie musi pracować ani płacić czynszu, ma jedynie oglądać z nim 3 filmy tygodniowo, jednak w momencie nakrycia go na braniu narkotyków cała umowa zostaje zerwana.
David, podejmując taką decyzję wykazuje ogromne zaufanie do swojego dziecka, jednocześnie nie będąc pewnym czy właśnie nie przyczynił się do zmarnowania przez niego życia. Jest pełen obaw i wątpliwości. Jednak od raz podjętej decyzji już nie odchodzi.
Wspólne oglądanie filmów staje się pretekstem do rozmów o życiu, dorastaniu, dziewczynach, rozterkach. Rozmów być może momentami zbyt intymnych. Ich klub filmowy pomaga im w budowaniu zdrowej relacji, jakiej często brakuje między ojcem a synem.
Autor w swojej książce dotyka problemu rodzicielstwa, wychowania, stawia pytania o to jaki tak naprawdę mamy wpływ na to co robią i czym zajmują się nasze dzieci, jak wiele jesteśmy w stanie zrobić by uchronić je przed złem.
Jako, że wielką fanką kina nie jestem, Gilmour wywarł na mnie podwójne wrażenie. Jego książka oprócz tego, że jest książką o dorastaniu do podejmowania pewnych decyzji i konsekwencji z nimi związanych, jest także doskonałym przewodnikiem po świecie filmów. Znajdziemy w niej opisy kinowych klasyków wraz z załączonym z tyłu indeksem wszystkich wykorzystanych w powieści filmów.
Poczułam się zobligowana do obejrzenia chociaż części z nich, do sprawdzenia skąd można zeprać większą wiedzę- ze szkoły czy z telewizji.
Książkę polecam wszystkim fanom kina, wszystkim rodzicom, którzy przeżyli trudności związane z wychowaniem dzieci oraz wszystkim osobom, przed którymi rodzicielstwo stoi jeszcze otworem. Ponadto jest to powieść dla osób dorastających- o tym, jak wspólna pasja może połączyć pokolenia.
http://shczooreczek.blogspot.com/2011/04/klub-filmowy-david-gilmour.html
David, ojciec nastoletniego syna, ma oryginalny pomysł. Proponuje mu niekonwencjonalne rozwiązanie: może zrezygnować z nauki – nie będzie musiał iść do pracy ani płacić czynszu – ale ma oglądać trzy wybrane przez ojca filmy tygodniowo.
Tydzień po tygodniu ojciec i syn oglądają najlepsze (i przy okazji najgorsze) filmy wszech czasów – od Prawdziwego romansu, przez Chungking Express, Noc po ciężkim dniu, Dziecko Rosemary, po Słodkie życie i Showgirls. Filmy dostarczają im tematów do rozmów – o dziewczynach, muzyce, złamanych sercach, pracy, narkotykach, miłości, przyjaźni – i otwierają drzwi do wewnętrznego świata nastolatka w czasie, w którym rodzice zwykle są z niego wykluczani. Gdy klub filmowy dobiegł swego słodko-gorzkiego (ale nieuniknionego) końca, chłopak podjął decyzję, która zaskoczyła nawet jego ojca…
Powiem szczerze ,że jest to pierwsza książka która nie dość ,że wywołała we mnie skrajne emocje ,to jeszcze nie umiem powiedzieć czy spodobała mi się ,czy też nie .Moja dzisiejsza wypowiedź będzie więc neutralna ,jeśli chodzi o wyrażanie uczuć ,które wywołała we mnie ta powieść.
Wyobrażacie sobie życie bez szkoły ,a później bez wspomnień z szalonych ,szkolnych lat?
Oczywiście powszechnie wiadomo,że takie życie jest marzeniem praktycznie każdego nastolatka :-)
Gdyby jednak nie chodził on do szkoły , nie miałby tylu przyjaciół,znajomości ,no i nie nauczyłby się radzenia sobie w trudnych i stresujących sytuacjach .Z własnych obserwacji zauważyłam,że lata szkolne są udręką dla młodzieży ,a dla starszych są jedynie miłym wspomnieniem wywołującym szeroki uśmiech na ich twarzach .
Chcielibyście porzucić edukację na rzecz oglądania filmów z własnym ojcem ?
Ja osobiście w pierwszej chwili pewnie wyśmiałabym mojego tatę za taki pomysł ,a później powiedziała kategoryczne nie ,przecież od tej chwili praktycznie skończyło by się moje życie towarzyskie i przestałabym się rozwijać .
Dlaczego więc David Gilmour sam normalnie uczęszczający w przeszłości do szkoły wpadł na pomysł stworzenia domowego klubu filmowego dla swojego syna i czy naprawdę było to złe rozwiązanie?
Myślę ,że mimo ,że z moich poprzednich rozważań wynika ,że pomysł na utworzenie klubu filmowego był beznadziejnym ,w rzeczywistości nie do końca był aż taki zły .
Z mojego punktu widzenia był to sposób na zbliżenie się do siebie ojca do syna i zacieśnienie między nimi więzów ,które już wcześniej w jakimś stopniu między nimi istniały.Do pochwał tej idei trzeba zaliczyć też perfekcyjny dobór filmów dla Jessiego dokonany przez Davida ,oraz bardzo wartościowe rozmowy o już obejrzanych produkcjach .Plusem zachowania ojca jeż również to ,że nie pozwolił on na całkowite "zerwanie" syna z nauką ,ale starał się edukować go właśnie poprzez treści przekazywane przez przeróżne filmy.
Podsumowując uważam,że książkę tę można odebrać na trzy sposoby - jako zwykłą ,wciągającą powieść ,albo jako poradnik skierowany głównie do rodziców borykających się z wieloma problemami związanymi z ich dziećmi ,głównie dorastającymi nastolatkami.Można też potraktować tę lekturę jako katalog filmów ,które warto obejrzeć (lub nie :))i z których można wynieść pewne wartości. Jak widać praktycznie każdy może w niej znaleźć coś dla siebie .
Chciałam jeszcze tylko wyrazić swój podziw dla odwagi Gilmoura ,który nie wstydził się przedstawienia całemu światu tak naprawdę swojego prywatnego życia.
Ciężko było mi ocenić tę książkę, nie wiedziałam w jakich kategoriach ją rozpatrywać, nie wiedziałam czy jest to poradnik dla rodziców zbuntowanych nastolatków, przewodnik po filmach czy raczej autobiografia Davida Gilmura.
W trakcie długotrwałych rozmyślań wszystko stało się jasne, na pewno nie uznałabym tego za poradnik dla rodziców, przynajmniej ja nie chciałabym w ten sposób wychowywać swoich dzieci.
Jessie, 16 - letni syn Davida przechodzi trudny okres, buntuje się przeciwko szkole, nie uczy się, coraz częściej chodzi na wagary. David, nauczony własnym doświadczeniem, wie, że walka z niechęcią do edukacji nie ma sensu, aby mieć jakikolwiek wpływ na życie i wykształcenie syna wpada na szalony pomysł - pozwala Jessiemu zrezygnować ze szkoły pod warunkiem, że chłopak będzie oglądał z nim trzy filmy tygodniowo.
Davidem targają sprzeczne uczucia, nie jest pewny czy decyzja jaką podjął jest słuszna, czy w ten sposób nie popchnie syna w złą drogę? Czy przez niego Jessie nie wyrośnie na nieudacznika? Czy nie zmarnuje synowi życia? Gilmurowi nieustannie towarzyszą wizje syna pracującego na podrzędnym stanowisku, mieszkającego w biednej dzielnicy, obwiniającego ojca o wszystkie niepowodzenia życiowe. Mimo wszystko kontynuuje podjęty wcześniej plan, zapoznając swoje jedyne dziecko z klasyką filmu. Wciąga Jessiego w swój świat, dzieli się z nim swoją pasją, doświadczeniem, spostrzeżeniami.
Przygoda z Klubem trwa kilka lat, spotkania przed ekranem telewizora pomagają ojcu i synowi w odbudowie łączących ich więzi. Dyskusja o filmach nie raz jest pretekstem do rozmów o życiu i problemach nastolatka.
Duże wrażenie wywarły na mnie krótkie fragmenty mówiące o filmach. Nie jestem znawczynią kina, nigdy nie dostrzegałam w filmach tego co potrafią dostrzec główni bohaterowie książki. Teraz, dzięki lekturze Klubu filmowego wiem, no co zwracać uwagę podczas seansu, co tak naprawdę jest istotne w filmie, jak rozpoznać dobre kino od tego złego.
Mimo, że pomysł zorganizowania Klubu filmowego zyskał moją aprobatę, inne metody wychowawcze Gilmoura głęboko mnie oburzyły.
Jestem matką dziecka w wieku przedszkolnym, do buntu nastolatka jeszcze nam daleko, chociaż zawsze marzyło mi się bycie wyrozumiałym i tolerancyjnym rodzicem, nigdy nie pozwoliłabym na to by moje 16- letnie dziecko, w mojej obecności lub, co gorsza, razem ze mną paliło papierosy i spożywało alkohol. Są pewne granice koleżeństwa, którego dzieci i rodzice nigdy nie powinni przekraczać.
Kolejny aspekt stanowi konsekwencja Davida, a raczej jej brak. Jessi miał postawiony tylko jeden warunek, miał bezwzględny zakaz zażywania narkotyków, w chwili gdy zostanie na typ przyłapany, Klub filmowy przestaje istnieć, a chłopak wraca do szkoły. Co robi David gdy syn przyznaje się do zażywania kokainy? Stawia kolejny warunek, jeszcze raz weźmiesz, a z naszą umową koniec. Co robi gdy syn ląduje w szpitalu z podejrzeniem przedawkowania? Nic, klub filmowy trwa nadal, a Jessi dalej prowadzi życie bez żadnych obowiązków.
Podziw nie należy się Davidowi, podziw należy się Jessiemu. Niewiele jest nastolatków, którzy nie wykorzystali by do woli wolności oferowanej przez rodziców.
Czy książka mi się podobała?
Pomijając metody wychowawcze Pana Gilmoura, tak. Polecam wszystkim dla których kino jest pasja i tym, którzy chcą się nauczyć dostrzegać w filmach coś więcej niż tylko obrazki.
Proces wychowania dzieci to rzecz bardzo indywidualna, jednak zawsze rodzic kieruje się dobrem i szczęściem swojego potomstwa. Chce przygotować je właściwie do życia w świecie, chce by unikało jego błędów i niewłaściwych decyzji. Chce być przy nim, kiedy potrzeba i wspierać.
Ale jak to w życiu, wiadomo, każdy młody człowiek chce iść swoją drogą, bez względu na konsekwencje po prostu musi spróbować i nawet sparzyć się, by wyciągnąć jakieś wnioski i czegoś się nauczyć. To się nie zmienia od pokoleń, każde musi swoje przeżyć. A do tego jeśli mamy do czynienia z nastolatkiem, zbuntowanym i pragnącym niezależności, nie radzącym sobie w szkole? Co wtedy? Trzeba znaleźć na niego odpowiedni sposób. Wszak nie on sam kreuje siebie i swój charakter, ale w młodym wieku są to przede wszystkim rodzina i najbliższe otoczenie, szkoła, wychowawcy.
David Gilmour powieść Klub filmowy napisał na podstawie własnych doświadczeń. Wszyscy bohaterowie powieści to członkowie jego rodziny, w tym przede wszystkim syn Jesse.
Właśnie syn Davida stanowił dla niego największe wyzwanie i musiał je podjąć chcąc go czegoś nauczyć, chcąc pomóc mu rozwiązać młodzieńcze problemy i odnaleźć siebie.
David wykazuje się niezwykłą odwagą. Widząc, że Jesse nie radzi sobie w szkole, nie nadąża, nie wykazuje zainteresowania, pozwala mu ją rzucić, stawiając jako warunek konieczność oglądania z nim trzech filmów w tygodniu. W ten sposób zakłada swojego rodzaju klub filmowy, za pośrednictwem którego chce przekazać synowi to, co najważniejsze.
David chce podzielić się z synem tym, co jest jego pasją, pokazać mu to, czym zachwycał się w młodości, co wpłynęło znacząco na jego rozwój, na jego charakter. Pomysł brzmi dość dziwnie, jeśli nie jest szalony. Czy się uda? Czy klub pozwoli ojcu i synowi lepiej się poznać i zbliżyć do siebie?
Książka podkreśla różnicę pokoleń, widoczną w zainteresowaniu danym filmem czy rodzajem kina. Ale przede wszystkim pokazuje jak mimo tego można nawiązać więź z synem, zbudować zaufanie i przekonać się, że nie każdy młody chłopak jest potencjalnie zły i ma niecne zamiary tylko dlatego, że ma swoje zdanie i z wrogością podchodzi do tego, co mu się narzuca.
Podróż przez historię kina jest ciekawa. Choć czytając opisy filmów, opisy poszczególnych, najciekawszych scen, jedne filmy naprawdę zapragnęłam obejrzeć, inne zaś w ogóle mnie nie zainteresowały. Czyli tak, jakbym czytała recenzję ale dość specyficzną, bardziej skupiającą się na detalach, niewiele mówiących o tematyce filmu a bardziej o jego charakterze, stylu i grze aktorskiej. Wymiana opinii po każdej projekcji to swoisty dialog nie tylko o kinie bo za rozmową o scenach czy bohaterach szły jakieś wynurzenia natury prywatnej. David wracał do swojej przeszłości, Jesse zaś opowiadał o tym, co go trapi.
Autor wprowadza nas w tajniki wychowania młodego buntownika, pokazuje jak różne punkty widzenia mają rodzic i dziecko i jak znaleźć ten wspólny. Podkreśla również indywidualizm w wychowaniu, bez którego można czasem wyrządzić krzywdę. Wszak każdy jest inne, a znane i utarte metody w przypadku naszego dziecka mogą nie zdać egzaminu.
Styl Gilmoura, podobnie jak tematyka, jest oryginalny, nawet powiem innowacyjny.
Duży plus za listę wszystkich wspominanych filmów, umieszczoną na samym końcu.
"Klub filmowy” Davida Gilmoura to książka opowiadająca o trudnej roli ojca.
Nie jest to normalna rodzina. Jesse, syn Davida nie radzi sobie w szkole. Matka widząc jego problemy postanawia wysłać go do ojca (rodzice są rozwiedzeni), który nie wie jak przekonać chłopaka do szkoły. Gdy nie udaje mu się dogadać z młodzieńcem postanawia pozwolić mu na niechodzenie do szkoły. Jednak stawia warunki. W domu nie mogą pojawić się narkotyki a jedyną edukacją chłopaka będą filmy oglądane wraz z ojcem. Jedynym zajęciem Jessego będzie od tej chwili oglądanie filmów i to tylko trzech tygodniowo. Chłopak nie musi martwić się o pieniądze.
Na pierwszy rzut oka propozycja Davida wydaje się absurdalna. Bo czy film może zastąpić szkołę? Wydaję się że nie. Jednak w „Klubie filmowym” pozycję są tak dobrane aby poruszyć różne tematy życia i skłonić do myślenia. Ojciec przed każdą prezentacją pozycji filmowej nakreśla sytuację powstania filmu, mówi o wydarzeniach historycznych tła arcydzieła, pokazuje na co zwrócić uwagę.
Dzięki tak częstym spędzaniu czasu ze sobą, między ojcem i synem pojawia się nić zrozumienia z czasem przeradzająca się w bliską przyjaźń. Dzięki czemu rozmowy zbaczają na coraz to inny tor, coraz bardziej osobisty i prywatny. Więc pojawiają się pytania o uczucia, bliskość kobiety i mężczyzny, a w końcu i o seks.
Dla przeciętnego czytelnika ta lektura może być ciężka. Ogrom filmów opisanych w niej przeraża i może zniechęcić czytelnika. Bo jednak ciężko czytać o czymś czego się nie widziało. Na pewno dla miłośników filmów to będzie bardzo miłe urozmaicenie.
Jednak prawdziwym przesłaniem książki jest budowanie relacji między ojcem a synem. Pokazanie, że można zbudować bliską relację miedzy rodziną. Jessy popełniał błędy jednak zawsze mógł liczyć na zrozumienie i pomoc, ojciec zawsze mu mówił co by zrobił na jego miejscu lub też szczerze krytykował. Dla młodego człowieka to bardzo ważne.
Książkę miło się czyta gdy rodzice myślą z czułością o swoich dzieciach. W słowach pisanych przez Davida widać dumę z dziecka i w wiarę w to że wyjdzie na prostą.
Książkę warto na pewno przeczytać, polecam szczególnie rodzicom którzy próbują znaleźć wspólny język z młodymi ludźmi. Pisana lekkim stylem, daje nam wrażenie że nie możemy przerwać czytania.
Książka Klub filmowy została wydana (i udostępniona do recenzji) przez Wydawnictwo Dobra Literatura.
Źródło: http://www.doorg.info/2011/05/25/trudna-rola-ojca-w-klubie-filmowym/
Książka Gilmour'a ma urok lekkich powieści pisanych przez facetów (Tony Parsons, Mike Gayle, Nick Hornby) i czytanych głównie przez kobiety. Wiem, że kiedy faceci naprawdę rozmawiają o kobietach, to wygląda to raczej tak jak w wykonaniu mojego sąsiada, którego balkonowe występy z kolegą miałam nieszczęście ostatnio usłyszeć. Ale niech żyją złudzenia!
To, co pisze Gilmour o Cary Grancie, można równie dobrze odnieść i do ojca, bohatera tej książki:'dzięki jego cywilizowanej nienapastliwości i dowcipnej akceptacji własnej głupoty widzimy w nim wyidealizowanych siebie';)
http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/05/o-fanatyzmie-watpliwosciach-i-innych.html
"Czterysta batów"...
Trudne jest życie nastolatka. Jeszcze trudniejsze jest życie rodzica zmagającego się z problemami dorastającego dziecka. Pewnego ranka budzisz się i stwierdzasz, że niepostrzeżenie znalazłeś się po drugiej stronie muru, którego jeszcze kilka tygodni temu w ogóle między wami nie było. Zastanawiasz się, czy to twoja wina. Przecież jesteś czułym i troskliwym rodzicem. Przecież jeszcze nie tak dawno twoje dziecko z ufnością składało swoje życie w twoje ręce. Było częścią ciebie. W marzeniach snułeś plany na przyszłość. Z dumą wyobrażałeś sobie, że twoja pociecha zostanie prawnikiem, a może… lekarzem. Albo dziennikarzem. Delektowałeś się wizją potencjalnego sukcesu, na który skazane jest dziecko rodzica pragnącego dla swojej pociechy tego, co najlepsze. Jest przecież takie zdolne. Jedyne w swoim rodzaju. Dostrzegałeś drzemiący w nim wyjątkowy potencjał. Z dumą spoglądałeś na jego postać, z roku na rok coraz doroślejszą. Jak byś zareagował, gdyby pewnego dnia okazało się, że twoje ukochane dziecko – twoja duma i chluba – nie chce chodzić do szkoły? Złością? Groźbą? Presją? Szantażem? Obietnicami? Ofensywą? Karą? Propozycją terapii?
Nie wiem, czy zdobyłabym się na takie wyjście, na jakie odważył się David Gilmour, ojciec nastoletniego Jessego… „Klub filmowy” to bowiem nie tyle historia zbuntowanego i zagubionego nastolatka, ile opowieść o odwadze podejmowania decyzji i ponoszenia ich konsekwencji. Decyzji, które wymusza życie na każdym z nas: i dorosłym, i dorastającym człowieku. Jak trudno znaleźć wspólną płaszczyznę pozwalającą dokonywać właściwych, konstruktywnych dla obu stron wyborów. Tym bardziej, że ich konsekwencje pozostają na długo jedynie hipotetyczne. Co wyniknie z tych wyborów, życie pokaże dopiero za jakiś czas. Dlatego David zdaje się na intuicję, na rodzicielski instynkt i miłość do syna. Nie chce wywierać na niego presji. Wzdraga się przed zastraszaniem go, zmuszaniem do czegokolwiek. Zdaje sobie sprawę, że takie działania mają charakter doraźny i mogą być tragiczne w skutkach. Zamiast desperacji szuka w sobie miłości do dziecka. Zamiast poddawać się gniewowi i uczuciu zawodu, poszukuje alternatywy. Rozwiązania problemu, a nie jego eskalacji. Z godną pozazdroszczenia odwagą pozwala synowi dokonać samodzielnego wyboru. Ale nie pozostawia go samego z tą decyzją. Proponuje mu edukację filmową. Najgorszym rozwiązaniem byłaby bowiem bezczynność. Jako krytyk filmowy i dziennikarz może zaoferować Jessemu swoją pasję, wiedzę i doświadczenie. To jego warunek. Jesse może rzucić szkołę, ale musi zgodzić się oglądać z ojcem trzy wybrane przez niego filmy tygodniowo… I wziąć na siebie odpowiedzialność za dotrzymanie słowa. Trzy filmy tygodniowo… i żadnych narkotyków. I może nie chodzić do szkoły. OK? OK.
I co wy na to?
W pierwszej chwili takie rozwiązanie może zbulwersować niejednego rodzica. I zbulwersowało. Mnie także! Na głowę Davida posypały się gromy. Byłam skłonna przyłączyć się do chóru owych wzburzonych sceptyków. Nie wyobrażałam sobie siebie na miejscu Davida. Z jednej strony podziwiałam jego odwagę i zaufanie, jakie pokładał w swoim dziecku. Z drugiej… głos rozsądku prowokował mnie do zanegowania takiego wyboru, przekonując, że to przecież przyzwolenie na degrengoladę.
Decyzja kosztowała Davida bardzo wiele. „A co, jeśli się mylę…”[1]. „A jeśli kosztem swojego syna chcę być spoko i pozwalam mu na zrujnowanie sobie życia?”[2]. Te pytania dręczyły go nieustannie. Wątpliwości. Strach, który nie pozwala zasnąć długo w nocy. Koszmary. Sny, w których widzi Jessego jako bezdomnego kloszarda śpiącego w kartonowym pudle. Albo jako zgnuśniałego taksówkarza bez przyszłości. Najprościej byłoby dokonać innego wyboru. Ale David zaryzykował.
No dobrze… a praca? Kariera? Przecież życie nie kończy się na… dziecku? I tu cię mamy! David poświęca Jessemu cały swój czas. Dając mu wolność, zawierza mu bezgranicznie. Zawierza również własne życie. Czy Jesse zdaje sobie z tego sprawę? Czy jest świadomy, że w sytuacji, w jakiej się znalazł, staje się odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i za ojca? Wydaje się, że tak. Choć oczywiście to nie jest takie proste. Dojrzewanie to pasmo błędów i klęsk. Tak jak rodzicielstwo. Ale najważniejsze jest zaufanie. Nawet jeśli chwilami wydaje się, że nawzajem siebie zawiedliśmy. I rodzic syna, i syn rodzica. Czy istnieje wychowanie bez porażek? Chyba tylko w teorii. Z takich porażek krystalizuje się bowiem wzajemna relacja. Zdolność do wybaczania, akceptowania – i zdolność do skruchy, do ponoszenia konsekwencji, wyciągania wniosków. Porażki stają się próbą charakteru.
Pamiętacie „Czterysta batów” François Truffauta? Jego debiut reżyserski. Czy wiedzieliście, że François Truffaut był wagarowiczem, zanim został uznanym filmowcem? Właśnie o tym opowiada ten film. To jest także historia Jessego. On jeszcze o tym nie wie. To dopiero początek. To pierwszy film, który ogląda wspólnie z ojcem. Ojciec jest jak pełen współczucia redaktor, ten słynny redaktor, który zaproponował Truffautowi pracę w charakterze krytyka filmowego. Nie bacząc na jego przeszłość wagarowicza i brak wykształcenia. To nie przypadek, że właśnie ten film zapoczątkował edukację Jessego. Tytuł filmu oznacza, że człowiek mądrzeje dopiero po otrzymaniu czterystu batów. Być może to przesłanie dojrzeje w Jessem dopiero za kilka lat, ale wierzę, że kiedyś do niego powróci, może w chwili, gdy będzie podejmował życiową decyzję i zapragnie podzielić się nią z Davidem? A zatem David jest jak pełen współczucia redaktor, który dał szansę wagarowiczowi. Dał szansę swojemu synowi. I dał szansę sobie jako ojcu. Zafascynowana śledziłam sposób, w jaki pozwalał Jessemu odkrywać walory takiej filmowej, indywidualnej edukacji, dostrzegać wartości drzemiące w filmach, poznawać warsztat filmowy, zachwycać się scenami-perełkami, prowokować do dyskusji, zadawania pytań, negowania kulturowych standardów – na przykład filmów, które zostały okrzyknięte genialnymi. A pamiętacie „Chungking Express”, filmik z Hongkongu? To jeden z ulubionych obrazów Jessego. Grająca w nim aktorka przypominała mu jego pierwszą dziewczynę, z którą łączył go burzliwy romans. Śliczną Rebekę. David pragnął ocalić wrażliwość Jessego, uchronić go przed cierpieniem i porażką, ale jego rolą jako ojca było pozwolić synowi doświadczyć wszystkich miłosnych zawodów i podnosić się po porażce. David to nie tylko pełen współczucia redaktor, który daje szansę wrażliwemu nastolatkowi, ale przede wszystkim pełen mądrości i cierpliwości rodzic, który nie zakazuje, ale rozmawia, który nie narzuca, ale słucha. Nie oczekuje nagrody, nie warunkuje swojej miłości do dziecka oczekiwaniem na świadectwo z paskiem. Jest czujny. Pełen umiaru. Nie chce przedobrzyć, przesadzić. „Zna” granice. Instynktownie potrafi je wytyczyć, bez naruszania intymności i poczucia godności syna.
Gdyby ta historia nie była prawdziwa, pomyślałabym, że to niemożliwe. A jednak… David Gilmour opowiada o sobie i swoim rodzicielstwie. Z autentyzmem, wrażliwością i inteligentnym, autoironicznym poczuciem humoru. I można by zwątpić w powodzenie jego filmowego projektu, gdyby nie to, że Jesse istnieje naprawdę. Jego problemy ze szkołą, z dziewczynami, z narkotykami nie są fikcją. Gehenna dorastania, dramatycznej kontestacji, nieprzystosowania do standardów szkolnej edukacji… to dzieje się naprawdę. I może spotkać rodzica każdego nastolatka. Nie chcę przez to powiedzieć, że książka jest oskarżeniem nieudolnego systemu szkolnictwa. Sama przez wiele lat byłam pedagogiem. Jestem też rodzicem. A zatem mogę spojrzeć na problem z dwóch perspektyw. I może dlatego początkowo decyzja Davida budziła mój sceptycyzm. Ale w miarę lektury zastępowała go refleksja. Zdaję sobie sprawę, że nieprzystosowanie systemu edukacji do rzeczywistości to odwieczny problem, i nie leży on jedynie po stronie szkoły, nauczycieli, ministerstwa oświaty i autorów programów szkolnych. Gdyby tak było, Jesse nigdy nie zdecydowałby się na podjęcie przerwanej nauki. Problem jest po prostu o wiele bardziej złożony. I z tego zdaje sobie sprawę Gilmour. Jego klub filmowy to na pewno jakaś alternatywa. Jakieś światełko w tunelu. Może zainspiruje kogoś, kto ma wpływ na kształtowanie szkolnego systemu… Chociaż może bardziej powinien zainspirować rodziców. To oni są przede wszystkim odpowiedzialni za swoje dzieci.
„Był to magiczny, nieczęsto zdarzający się ojcu prawie dorosłego syna czas. (…) były to cudowne lata”[3]. „Owe trzy lata, które tylko my dwaj, ja i on, spędziliśmy na oglądaniu filmów, siedzeniu na werandzie i rozmawianiu”[4]. „Była to szczęśliwa przerwa dla nas obu”[5]. Zamiast świadectwa z paskiem David otrzymał coś więcej. Zyskał świadomość, że wybrał właściwie. Że nie zawiódł. Że się nie pomylił co do Jessego. „Zaskakiwało mnie to, jak wiele nauczył się o filmach przez te ostatnie trzy lata”[6], tak naprawdę ucząc się czegoś ważnego o sobie. Dlatego David mógł z całą świadomością pogratulować Jessemu: „Wiesz o filmach więcej, niż ja wiedziałem, będąc oficjalnym krytykiem filmowym dla CBC”[7]. Czy i wy dostrzegacie w tych słowach drugie dno? Wiesz, czego chcesz, o wiele bardziej niż ja wiedziałem o sobie, gdy byłem w twoim wieku. Jestem z ciebie dumny…
Inspirujące. Wzruszające. Tej lektury po prostu nie można przeoczyć!
---
[1] David Gilmour, "Klub filmowy", tłum. Emilia Skowrońska, wyd. Dobra Literatura, 2011, s. 16.
[2] Tamże, s. 18.
[3] Tamże, s. 11.
[4] Tamże.
[5] Tamże.
[6] Tamże, s. 197.
[7] Tamże.
Trudna rola ojca
„Klub filmowy” David Gilmour
wyd. Dobra Literatura
rok: 2011
str. 227
Ocena: 4/6
Otrzymanie „Klubu filmowego” było dla mnie zupełnym zaskoczeniem. Nie oznacza to jednak, że nie ucieszyłam się z tej pozycji. Od czasu, gdy Klub… zawitał u mnie w domu minęło już kilka miesięcy, więc aż wstyd się przyznać, że przez ten czas nie udało mi się sięgnąć po tę książkę. Teraz jednak doczekałam się paru wolnych dni i w końcu udało mi się rozpocząć lekturę powieści Davida Gilmour’a.
Autor książki „Klub filmowy” z zawodu jest nie tylko pisarzem, ale również telewizyjnym dziennikarzem. W powieści opisał prawdziwe wydarzenia, które miały miejsce na terenie jego domu i wśród członków jego rodziny. Jak mu to wyszło? Co chciał przekazać szerszemu odbiorcy? Przekonajcie się sami.
Gdy nastoletni syn Davida, Jesse zaczyna wchodzić w okres buntu nikogo to nie dziwi. Z czasem jednak chłopak robi się coraz bardziej uciążliwy i męczący. Matka przestaje sobie z nim radzić, decyduje się więc na ostateczny krok i wysyła chłopca do ojca. David zupełnie gubi się w nowej sytuacji i początkowo nie ma pojęcia, co począć z synem. Pewnego dnia, gdy ten informuje ojca, że nie chce chodzić do szkoły, ten niespodziewanie się zgadza. Nie jest to do końca przemyślana decyzja, niestety nie ma już od niej odwrotu. David ustala więc zasady, które mają sprawić, iż pobyt syna w domu ojca okaże się dla niego zbawienny. I tak oto kres szkoły okupiony zostaje jedynie koniecznością oglądania trzech filmów tygodniowo. Przy czym muszą być to filmy wskazane przez ojca i z nim obejrzane. Na dokładkę David ustala, że pojawienie się w domu jakichkolwiek narkotyków unieważni ich umowę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o zasady, których przestrzegać musi się Jesse. Niby nic, niby jasno i zwięźle sformułowane reguły gry. Wszyscy uważają pomysł za absurdalny, wychodząc z założenia, że jedynie szkoła jest w stanie wykształcić dzisiejszą młodzież. Czy rzeczywiście? Czy te dość nietypowe lekcje życia, które daje ojciec synowi, przyniosą spodziewane efekty? Co wyniesie z nich chłopak? Jakim człowiekiem się stanie? O tym, i nie tylko o tym traktuje powieść Dafida Gilmora zatytułowana „Klub filmowy”.
Lektura powieści, szczególnie dla osoby, która nie jest zatwardziałym kinomaniakiem, może okazać się trudna a czasem nawet zbyt trudna. Ilość opisanych filmów, oraz precyzyjna analiza ich zawartości, niejednego czytelnika może przytłoczyć i zniechęcić. Brak znajomości opisywanych filmów niejednokrotnie utrudnia zrozumienie fabuły.
Książka pokazuje, jak niewiele trzeba, by zbudować z nastoletnim dzieckiem zdrowe, wręcz przyjacielskie relacje. Przedstawia również różnice między pokoleniami i sposoby na ich pokonywanie. Ogólnie powiedzieć można, że „Klub filmowy” to nie tylko pasjonująca powieść, ale również swoisty poradnik dla rodziców buntujących się nastolatków. Książkę potraktować można również jako specyficzny katalog filmów, które zdaniem autora warto zobaczyć. Powieść polecam przede wszystkim rodzicom i to nie tylko buntowników, ale i maluchów, które w przyszłości mogą zacząć sprawiać problemy. Przypuszczam również, że książka spodoba się pasjonatom kinematografii. Zachęcam do lektury.
Książka otrzymana od Wydawnictwa Dobra Literatura
„Zawsze myślałem, że moje życie zacznie się, gdy skończę studia. Potem myślałem, że zacznie się, gdy wydam powieść albo stanę się sławny, ale wymyślałem jeszcze inną głupotę.
Wyznałem, że pewnego razu mój brat powiedział mi zadziwiającą rzecz – że według niego jego życie zacznie się po pięćdziesiątce.
- A ty? – spytałem Jeskego. – Jak myślisz, kiedy zacznie się twoje życie?
(…)
- Wiesz, co myślę na ten temat? Uważam, że życie zaczyna się w chwili twoich narodzin.”
David Gilmour zdecydował się na bardzo odważny krok – napisał książkę, której bohaterem jest… David Gilmour, dziennikarz, krytyk filmowy, mąż, ale przede wszystkim ojciec dorastającego syna. Jessie, jak to nastolatek, nie chce chodzić do szkoły. Rodzice, prośbą i groźbą, próbują zmusić go do dokończenia edukacji. Nastolatek jednak wagaruje, uczy się źle. Wtedy Gilmour postanawia, że pozwoli mu rzucić szkołę, jeśli syn będzie… oglądał z nim trzy filmy tygodniowo. Dziwaczny pomysł, trzeba przyznać i na pierwszy rzut oka mało skuteczny. Niewielu jest rodziców tak odważnych.
„Klub filmowy” to kawał świetnej literackiej roboty. Akcja książki dzieje się przez trzy lata. W momencie jej rozpoczęcia Jessie ma lat szesnaście, w momencie zakończenia – dziewiętnaście. Przez te trzy lata w życiu obu panów, zarówno ojca, jak i syna, wiele się dzieje. Jessie poznaje kolejne dziewczyny. Zakochuje się i traci je. Przeżywa załamania (jak każdy nastolatek). Eksperymentuje z alkoholem i narkotykami (jak niektóre nastolatki). Ojciec natomiast traci pracę, szuka nowej, robi wszystko, by utrzymać się na powierzchni… życia. Ale przede wszystkim wykonuje najtrudniejszy zawód świata – jest rodzicem dorastającego dziecka, którym targają wątpliwości, czy pozwalając Jessiemu rzucić szkołę, nie zniszczył mu życia. Próbuje kształcić swojego syna pokazując mu trzy filmy tygodniowo i opatrując je komentarzem. Przez trzy lata ojciec i syn obejrzą bardzo różne filmy – „Śniadanie u Tiffany’ego”, „Ojca chrzestnego”, „Showgirls”, „Chinatown”, „Słodkie życie”, „Co z oczu, to z serca”, „Casablanca”.
Książkę można (a nawet należy) polecić osobom, które lubią wiedzieć o oglądanym filmie znacznie więcej, niż to, co opowiada. Ci właśnie odnajdą w książce Gilmoura wiele smaczków i ciekawostek. Nie jest to może kopalnia wiedzy na temat historii kina, ale książka zawiera wiele interesujących informacji, podanych w zabawny i przystępny sposób. Jest to też powieść o relacjach ojciec-syn. O tym, ile oddany, kochający rodzic jest w stanie zrobić dla swojego dziecka. To powieść, która uświadamia, ile odwagi wymaga bycie rodzicem. Bo czasami potrzeba, by syn(córka) rzucił(a) szkołę i oglądał(a) przez trzy lata filmy, by nauczył(a) się życia. Jest to książka o tym, że rodzic kiedy już wychowa pociechę na dobrego człowieka, powinien odsunąć się w cień. To niełatwe, bardzo trudne. Niemożliwe? Warte próby.
„- Wiesz – odezwałem się, zajmując miejsce w stojącym obok niego plecionym krześle – to, co robisz, niechodzenie do szkoły, to nie jest prosa droga – wiesz o tym.
- Wiem – odpowiedział.
Kontynuowałem.
- Chcę się tylko upewnić, że dobrze wiesz, co robisz, że istnieją realne konsekwencje posiadania jedynie świadectwa ukończenia dziewiątej klasy.
- Wiem – powiedział – ale myślę, że i tak czeka mnie dobre życie.
- Tak myślisz?
- Tak. A ty nie?
- Co: ja nie?
- Nie myślisz, że będę miał dobre życie?
Spojrzałem na niego, na jego szczupłą twarz tak otwartą, bezbronną, i pomyślałem, że prędzej się zabiję, niż przysporzę mu zmartwień.
- Myślę, że twoje życie będzie cudowne – odparłem. – W zasadzie to jestem tego pewien”
Ale jest to też książka o różnicach pokoleniowych. O tym, że różnica wieku jest jednak przepaścią. Taką, którą można pokonać, jeśli nie zapomni się, że nasz potomek ma prawo do własnego zdania. Bardzo lubię scenę, gdy rozentuzjazmowany Gilmour puszcza synowi Beatlesów, a Jessie w odpowiedzi stwierdza jedynie: „mają dobre głosy”. Podobna różnica zdań ma miejsce podczas seansu „Śniadania u Tiffany’ego”. Gilmour opowiada synowi o swej fascynacji Audrey Hepburn, by w odpowiedzi usłyszeć: „Ale przecież Holly Golithly była dziwką”. Mimo dzielących ich różnic, potrafili dojść do porozumienia.
„Klub filmowy” naprawdę warto przeczytać, by poszerzyć swą wiedzę o historii kina, ale także, by uświadomić sobie ile wysiłku wymaga od nas współistnienie z drugim człowiekiem. Jedyne, co nas w życiu ogranicza to wolność drugiej osoby Mam wrażenie, że rodzice bardzo często o tym zapominają. Niewiele jest „rzeczy” gorszych od rodzica typu „ja wiem lepiej, co dla ciebie dobre”. Każdy chce czasem usłyszeć: „myślę, że twoje życie będzie cudowne. W zasadzie to jestem tego pewien”.
Co może zrobić ojciec z nastoletnim, zbuntowanym synem, który najdelikatniej mówiąc, nie pała głębokim uczuciem do szkoły. Co więcej, myśli o jej porzuceniu? Może zaproponować mu pewien układ? Warunki są jasne i dość oryginalne. Ojciec zgadza się na porzucenie szkoły przez syna, kiedy ten, przez najbliższy czas, będzie oglądał z nim 3 filmy tygodniowo. Zapowiada się ciekawie, prawda?
Autor książki, David Gilmour z zawodu jest nie tylko pisarzem, ale także dziennikarzem telewizyjnym. W "Klubie filmowym" opisuje swoją własną, prawdziwą historię o tym, jak ojcowska miłość i wyrozumiałość potrafi wpłynąć na kształtowanie świadomości i światopoglądu 19 latka. Jesse jest typowym przedstawicielem swojego pokolenia: buntownik, zakochany w muzyce i nią żyjący, ulega pokusom jakim są narkotyki i alkohol i uważa szkołę za zło konieczne. Ojciec wybiera mu filmy dające do myślenia od klasyki kina, westerny, horrory po bardzo kiepskie produkcje. Po każdej projekcji oddają się rozmowie na temat scenografii, najlepszych momentów, aktorów (jest nawet mowa o A.Hepburn!) i życiowych wniosków, jakie na ich podstawie można wyciągnąć. Widzimy jak z filmu na film więź pomiędzy ojcem i synem staje się coraz silniejsza. W książce opisane są nie tylko konkretne produkcje i dyskusja na ich temat, ale także codzienne życie Jessa i Davida. Ich problemy, rozterki i radości.
Czy ten zabieg znacząco wpłynie na życie Jessa? A może tylko bardziej go rozleniwi? Książka jest świetna. Na jej końcu wymienione są tytuły wszystkich filmów w niej omawianych. Ja na bieżąco robiłam sobie notatki, które produkcje koniecznie muszę obejrzeć. Dla fanów kina to rewelacyjna pozycja.
"Klub filmowy" trafił w moje ręce, zupełnie przypadkiem, w idealnym czasie, tuż po przeczytaniu "Nagiego sadu". Relacje między ojcem a synem przyjmują tu zupełnie inny obrót. Autor powieści opowiada o kilku latach z życia swojego syna, który w wieku kilkunastu lat miał dosyć szkoły. W zamian za zgodę na rzucenie szkoły ojciec poprosił go jedynie o regularne oglądanie wybranych filmów. I tak powstał dwuosobowy klub filmowy. Czas spędzony wspólnie przed telewizorem pozwolił im pogłębić łączącą ich wieź. Filmy pokazały chłopcu świat z innej strony, ułatwiły nazwanie własnych problemów, a przede wszystkim stanowiły inspirację do wielu rozmów, nie tylko o kinie. Książka jest przez to nieco "przegadana", ale nadal warto ją przeczytać, żeby poznać historię Davida i Jesse'go oraz dać się zainspirować filmami, jakie wspólnie obejrzeli.
Moją uwagę zwrócił pomysł do powtórnego oglądania filmów niekonieczne, żeby przypomnieć sobie same filmy, ile wrócić do siebie, z czasu kiedy oglądało się te filmy po raz pierwszy. Sama często wracam do książek, które czytałam dawno temu właśnie po to. Niestety często okazuje się to niemożliwe. Czas zmienia sposób odbierania wielu rzeczy i nie da się oglądać świata, tak jak oglądało się go kiedyś. Szkoda. Chociaż warto próbować :)
"Klub filmowy" to powieść niezwykła.
Po pierwsze, świetnie ukazuje konflikt rodzica z dzieckiem, którego doświadczył chyba każdy.
Po drugie, pokazuje niecodzienny sposób na jego rozwiązanie. Przecież nie od dziś wiadomo, że filmy, które na pierwszy rzut oka są tylko rozrywką, mogą być także źródłem nieocenionych rad życiowych i pretekstów do długich dyskusji.
Po trzecie, to chyba obowiązkowa pozycja dla kinomanów; można w niej znaleźć wiele ciekawostek ze świata filmu. Pomocny jest także znajdujący się na końcu książki indeks filmów, wyświetlanych w tytułowym dwuosobowym "Klubie filmowym".
Polecam każdemu; młodzieży, żeby doceniła starania rodziców i zrozumiała siłę wspólnych pasji, a także dorosłym, by otworzyli się bardziej na świat młodych ludzi.
Książkę przyjemnie się czyta, jeśli uważa się to zakończenie nie jest zaskoczeniem. Podobały mi się bardzo recenzje filmow...

Albertus
Selkar
Weltbild
Matras
Empik
Zinamon