pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Stary człowiek i morze
Chciałem, żeby to był prawdziwy stary człowiek, prawdziwy chłopiec, prawdziwa ryba. I prawdziwy rekin. Jeżeli mi się to udało, jeśli są prawdziwi, oznacza to bardzo wiele. Najtrudniej jest stworzyć co... Chciałem, żeby to był prawdziwy stary człowiek, prawdziwy chłopiec, prawdziwa ryba. I prawdziwy rekin. Jeżeli mi się to udało, jeśli są prawdziwi, oznacza to bardzo wiele. Najtrudniej jest stworzyć coś naprawdę prawdziwego, może nawet prawdziwszego od prawdy. "Stary człowiek i morze" to piękna opowieść o heroizmie i sile ludzkiej woli. Historia samotnego starca, żeglarza potrafiącego zmierzyć się z lękiem, słabością i wyznaczyć sobie cel godny podziwu - odmienić pechowy los, zawalczyć o szczęście. Santiago wyrusza daleko w morze, by spełnić swoje marzenie - złowić ogromną rybę. Jego spotkanie z olbrzymim merlinem jest walką ze sobą samym, ze zwątpieni em. To zręcznie ujęta przenośnia, która uzmysławia jak wiele zależy od nas samych. Książka należy do kanonu lektur szkolnych. pokaż więcej.
źródło opisu: http://www.kdc.pl/stary-czlowiek-i-morze_p1703776.html#longDescr
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
Dyskusje o książce
Opinie czytelników
Jedyne, co pamiętam:
"-Aqua mala-powiedział stary.- Ty kurwo."
Przeglądając opinie tutaj, wydaje mi się, iż nastała moda na krytykowanie tej książki. Gdy przerabialiśmy ją w naszym gimnazjum, uczniowie z mojej klasy reagowali podobnie: nudna, nieciekawa, trudna, a jedyne, co pamiętano to przekleństwo starego rybaka, którego pozwolę sobie nie zacytować. Mnie również ta książka nie zachwyciła, nie zmieniła mojego życia na lepsze, jednak rozumiem jej przesłanie, które jest po tysiąckroć lepsze niż sposób jego przekazania. Za tę książkę Ernest Hemingway otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Wiadomo, inne czasy, inny styl, jednakże wydaje mi się, iż to nie sama książka zasłużyła na nagrodzenie, lecz, jak już wspomniałam powyżej, temat i pomysł.
"Stary człowiek i morze" to krótkie opowiadanie o starym i spracowanym rybaku Santiago, który od dawna już nie złowił żadnej ryby. Ma on jednego wiernego przyjaciela, chłopca, którego uczył łowić, Manolina. Nastolatek jest wpatrzony w niego jak w obrazek: dla niego stary rybak to wyrocznia w sprawach sportu, mistrz w łowieniu ryb, najlepszy spośród ludzi. Z powodu pecha starego nie może pływać już z nim w jednej łodzi, jednak dba o już zmęczonego życiem staruszka, przynosząc mu obiady i troszcząc się o niego.
Pewnego dnia Santiago wypływa w otwarte morze. Udaje mu się złapać na haczyk ogromną rybę, jednak męczy się z nią parę dni. W końcu, posiniaczony, pokaleczony, wyczerpany, ale z uśmiechem na twarzy wraca do domu jako zwycięzca, już ciesząc się z myśli, że znowu powróci do łask ludzi i położy kres spekulacjom, że jest za stary. Jednak po drodze napotyka wygłodniałe rekiny...
Książka mogła być arcydziełem. Porusza bardzo ważne tematy: przyjaźń,
upór, chęć udowodnienia światu, a przede wszystkim sobie, że jest się jeszcze coś wartym. Jednak wszystko zniszczyły długie, nieinteresujące prawie nikogo opisy żyłek, wędek, jedzenia, przy których to aż oczy się kleją, a ręka świerzbi, by książkę zamknąć i już do niej nie powrócić, przeoczając przesłanie opowiadania. Santiago, walcząc z rybą, a później z rekinami, ilustruje nam każdego z nas, zmagającego się z trudami życia. Mimo, iż wie, że nie ma szans wyjść z tej walki zwycięsko, walczy do końca, poświęcając się bezgranicznie. Wychodzi z tej batalii z siniakami, pokaleczony i zmęczony jeszcze bardziej, jednak udowadnia nam, że "człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać". Uczy nas prawdziwego znaczenia słów "wygrać" i "przegrać", zupełnie różnego od tego dzisiaj powszechnie przyjmowanego. Uświadamia, jak bardzo złożoną i niepowtarzalną istotą jest człowiek, jednocześnie tak wielki, a tak mały. Jedynie za to przesłanie mogę ocenić tę książkę jako 'dobrą'. Nie za sposób wykonania.
Skromna, miejscami nawet niepozorna, ale jednak epopeja o walce z własnymi słabościami, z ludzkimi ograniczeniami. Na przekór swojej nędznej fizyczności samotny rybak toczy walkę skazaną na klęskę, której jednak nie ponosi. Jakże wielka jest siła słowa pisanego! Zdarza się, że czasem dorównuje duchowi ludzkiej niepokory.
I pomyśleć, że Hemingway dostał za to Nobla. Za sto stron wynurzeń o rybach.
200 stron opisywania staruszka łowiącego ryby... Gimnazjaliści przy tym by pewnie pomarli, gdyby nie to, że mają taki wielki ubaw, gdy Santiago mówi: "Aqua mala, ty k***o!"
Jedna z lektur, których wręcz nie cierpię. Książka jak dla mnie pozbawiona sesnu i znaczenia. Nudna niemiłosiernie oprócz tego.
No cóż... I ta książka dostała nagrodę Nobla? Znaczy to autor dostał nagrodę, ale za tą książkę? Niby krótka i w ogóle, ale tego naprawdę nie da się czytać! Długi czas męczyłam się nad tym opowiadaniem no i wreszcie je skończyłam. Nie wiem, czym się tu zachwycać, bo książka jest okropna i mam wrażenie, że jest o niczym. No dobra, niby coś się tam dzieje, ale... Tutaj prawie cały czas się coś dzieje i jest tak, że ten Santiago coś mówi, a potem myśli i to wszystko jest zapisane. Moim zdaniem to dziwnie wygląda i nie podoba mi się, iż tak to autor napisał. Gdyby to nie była moja lektura, pewnie nigdy bym po tą książkę nie sięgnęła, ale i dobrze, bo nie warto!
Mówią, że Ernest Hemingway to świetny pisarz. Sądząc według życiorysu, spodziewałam się ekscytującej powieści. Mimo, że książka jest całkowitym przeciwieństwem moich oczekiwań, nie było tak źle.
"Chciałem, żeby to był prawdziwy stary człowiek, prawdziwy chłopiec, prawdziwa ryba i prawdziwy rekin." Cel autora został osiągnięty- postacie są realistyczne i sympatyczne, łatwo je sobie wyobrazić. Opisy są bardzo szczegółowe- prawie jak w poradniku.
Książka nie należąca do lekkich i łatwych, ale naprawdę ma w sobie to coś... Można się z niej nauczyć, że nie ma określonego wieku na spełnienie marzeń, że konsekwentne działanie może doprowadzić do upragnionego celu....
Niby jedna wielka metafora życia, bla, bla, bla.
Nie rozumiem fenomenu. Jedna z gorszych książek jakie czytałam. No, może nie będę obrażać laureata literackiej nagrody Nobla porównaniem do Paulo Coelho, ale jednak coś w tym jest.
Nigdy nie zapomnę tej książki. Myślałam, że umrę z nudów jak ją czytałam. Najgorsza jaką kiedykolwiek czytałam. Dobrze, że jest krótka bo dłuższej wersji bym nie zdzierżyła xD
Zauważam, że nowelka dostaje w większości negatywne opinie wystawiane, znowu w większości, przez nastolatków, którzy narzekają na nudę i brak akcji. A ja uważam, że książka jest bardzo bogata i wartościowa, lecz żeby docenić jej głębię potrzeba coś głębszego w życiu przeżyć.
Kolejna lektura. Ostatnio co chwilę w szkole muszę coś czytać i nie mam czasu na wybrane przez siebie powieści. Ale cóż, jakieś obowiązki się ma, więc po co narzekać? Ważne, że była krótka, niewymagająca myślenia i prosta w przekazie. Dobra, trzy plusy są, a co z minusami? Jak dla mnie było ich o wiele, wiele więcej.
Fabuła raczej większości znana, bo wcale nie jest niestworzona. Ot, prosta historia o równie prostym rybaku, który wypłynął na morze, aby coś złowić, a wrócił z niczym. Koniec. A to wszystko zawarte na kilkudziesięciu stronach. Niezwykle interesujące opisy połowu to kolejny minus zaraz po fabule. Rozumiem, że książka miała być taka naprawdę realistyczna, ale bez przesady. Po co mi znać takie szczegóły jak nazwy ryb, które Santiago, główny bohater, spotkał? Albo ile razy „oddawał mocz”* czy naciągał linkę? Nie jestem rybakiem i nie będę, więc obchodzi mnie to tyle, ile laryngologa budowa stopy. Nużąca – niemal nad nią chrapałam. Co rusz musiałam przerywać, aby nie usnąć i ją skończyć, co trwało bitą godzinę. Mimo że objętość nie wskazuje na czytanie dłuższe niż półgodziny, treść mówi coś innego. Musiałam poznać każdy szczegół walki o rybę, charakterystyczne cechy napotkanych stworzeń i instrukcję łowienia. Wspaniale. Manolin… młody chłopiec, od kilku lat pomagający starszemu mężczyźnie w połowach. Miał być takim prawdziwym, ludzkim bohaterem, ale jego zachowanie było co najmniej, w moim odczuciu, dziwne. Nie miał więcej niż jedenaście, dwanaście lat, a zachowywał się jak dwudziestolatek. Chodzi mi tu między innymi o opiekę nad Santiago.
Nie ukrywajmy – w naszych czasach takie coś nie przejdzie. Można było napisać o wszystkim, ale nie o rybaku i jego zajęciu. Teraz z deka napomknę o fabule, co niektórzy mogą uznać za „za dużo”, więc uprzedzam. Walka Santiago z rekinami nie była zbyt realistyczna, według mnie. On, biedak, mający jedynie starą łódkę do połowów, jakim cudem obrania się przed prawie dziesięcioma rekinami. Gdzie tu realistyczność? Ja jej nie widzę.
Jedyne, co mi z książki utkwiło w pamięci, to cytat: „Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać”. Dla mnie jest taki prawdziwy.
Wrażenia po książce wcale nie są miłe – wręcz przeciwnie. Miała ukazywać to, czego nie ukazywała. Dobra, jako oznaki prawdziwości w szkole uznaliśmy: przekleństwa, wspomnienie o „oddawaniu moczu”, Santiago po przebywaniu na morzu był wyczerpany, nie ocalił ryby przed rekinami, bohater miał trudne życie. Koniec, ale na logikę, czy w innych książkach tego nie ma? Czytając zwykłą fantastykę można natknąć się na przekleństwa. Życie, które nie jest usłane różami – to w żądnej powieści tego nie ma? Przepraszam, jest. Odczuwanie wszystkiego, jak prawdziwy człowiek można znaleźć w wielu książkach, więc też mi nie pasuje. Nie ocalenie ryby? Ba, a czy można umknąć kilku rekinom, nie będąc bohaterem fantastyki? Jasne, że nie, więc wiadomo, w obyczajówkach albo takowych momentów nie będzie, albo zakończą się klęską. Fakt, w wielu książkach jest inaczej, ale patrzmy na poziom. Każdy wie, że dziesięciolatek nie będzie czytał o trudach życia codziennego. A starsi, sięgając po poważniejsze powieści, trafiają na prawdziwość w stworzonej przez autora fikcji.
Tak więc nie uważam, że książka jest fenomenalna. Niby kiedyś się nad nią zachwycano, ale ja i tak bym nad krótką powieścią usnęła…
Nie ma, czy polecam czy nie, bo i tak wszystkich to w gimnazjum czeka. Albo, jak ja, mają ją za sobą.
Książka nużąca i mało ciekawa. Zadziwiające, że jak na tak krótką książkę, ma się wrażenie, czytania jej całe wieki. Pisana jest, mam wrażenie z trudem, a jej fabuła posiada tylko mdły zarys, jakiegokolwiek pomysłu. "Człowieka można zniszczyć ale nie pokonać" - chyba jedyna ciekawa myśl w tej książce, chociaż nie do końca się z nią zgadzam, wielbiona w głównej mierze przez polonistów. Nie do końca rozumiem, to całe pochwalne zamieszanie wokół niej, osobiście uważam ta książkę, za jedna z wielu, do których nie chce wracać.
Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ta książka jest w wykazie lektur i torturuje się uczniów zmuszając ich do jej czytania. Powieść jest nudna, trudno doszukać się tu wartkiej akcji. Co ja mówię, jakiejkolwiek akcji. Nie polecam.
Pomimo wszystkich negatywnych opinii na jej temat, jakie w życiu usłyszałam, cenię tę książkę i sympatyzuję z jej bohaterem.
Może dlatego, że jestem stara duchem.
Beznadzieja. Co z tego że pouczające itp. skoro jest tak nudne że nie da się tego czytać ?!
Ta nowela jest trudna i nie powinniśmy czytać jej tak wcześnie.


Matras
Weltbild
Selkar
Albertus
Empik
Zinamon




