Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

96 końców świata. Gdy runął ich świat pod Smoleńskiem

Wydawnictwo: Skrzat
6,48 (29 ocen i 9 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
3
8
5
7
8
6
7
5
2
4
1
3
3
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-7437-650-1
liczba stron
304
język
polski

To jest książka o tych, którzy odeszli i o tych, co zostali. O ich bólu, lękach, cierpieniu, o tym, jak radzą sobie z pustką. Literacka stypa, podczas której zmarłych wspomina się dobrze, bo mówią o nich ci, którzy ich kochali... Na 10 kwietnia 2011 roku przypada pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej. Jest to dzień, kiedy uczcimy pamięć tych, którzy zginęli. 96 końców świata. Gdy runął ich...

To jest książka o tych, którzy odeszli i o tych, co zostali. O ich bólu, lękach, cierpieniu, o tym, jak radzą sobie z pustką. Literacka stypa, podczas której zmarłych wspomina się dobrze, bo mówią o nich ci, którzy ich kochali...

Na 10 kwietnia 2011 roku przypada pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej. Jest to dzień, kiedy uczcimy pamięć tych, którzy zginęli. 96 końców świata. Gdy runął ich świat pod Smoleńskiem to zapis rozmów z rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej. Wzruszający i jednocześnie budujący obraz ich trudnych zmagań z codziennością, żałobą i zgiełkiem medialnym. Czytelnik nie znajdzie tu smoleńskich sensacji, politycznych przepychanek, zakulisowych rozgrywek, relacji na gorąco z miejsca katastrofy. To książka przybliżająca atmosferę dni kwietniowych tuż po katastrofie, kiedy cały naród zjednoczył się w żałobie.

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1499
animar | 2013-01-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Rozmowy z rodzinami ofiar...

"... smutna opowieść o tych, którzy zostali po nagłej i niespodziewanej śmierci swoich bliskich. Prawie codziennie spotykają się przy 96 grobach. Cmentarze w różnych częściach kraju powoli stają się ich drugim domem. Zbliżają się do siebie, jakby szukali wspólnoty w żałobie. Szeptem opowiadają, jak radzą sobie ze stratą najbliższych, wspominają tragicznie zmarłych. Pocieszanie wzajemne nie ma sensu, bo wszyscy czują to samo. Ich koniec świata trwa do dziś...

Żeby było wczoraj...
Ktoś w Internecie napisał: "I czego ma nas nauczyć taki cios? Po śmierci Ojca Świętego ponownie wróciłem do lektury Księgi Hioba. Był to wtedy dla wszystkich Polaków wielki cios. Dzisiaj mam ją przeczytać 96 razy?! Mam pretensje do Pana Boga. Nie mam już łez. Nie mogę się z tym pogodzić i nic mnie nie pocieszy. Może jutro? Nie mam zgody na taką niesprawiedliwość..."

Nikt się nie odezwał...
To były tysiące dramatycznych słów o ładunku emocjonalnym, który po zdetonowaniu mógłby wywołać trzęsienie ziemi. Gdyby ujawniono wszystkie esemesy wysłane do ofiar katastrofy, powstałby jeden wielki krzyk rozpaczy...

W tej jednej tragicznej sekundzie...
Tylko dwa słowa: nie żyje... nie żyje... nie żyje... Tylu ludzi, tyle nazwisk, tyle funkcji. Politycy, działacze społeczni, duchowni, piloci, stewardesy, żołnierze. I wszyscy nie żyją. Zginęli w jednej chwili. Ich krew wsiąkła w katyńską ziemię...

Nie wiemy, kogo pochowaliśmy...
Pochowaliśmy tych, których kochamy. Ich śmierć nie zamyka tragedii, lecz otwiera drzwi do waznych pytań.

Uwierzyć, że naprawdę odeszli...
Okropny ból po niewyobrażalnej tragedii. I to jest ogromem tej katastrofy, że obejmuje wszystkich, od obsługi samolotu po prezydenta Rzeczypospolitej. I codziennie kolejny kondukt żałobny mija kwatery pochowanych wcześniej współpasażerów ostatniego lotu Tu-154M.

Nie będzie ciągu dalszego...
Śmierć 96 osób to tragedia ich bliskich. Czuło się ich ból, gdy witali ciała przywiezione z Moskwy. Rodziny, znajomi, współpracownicy. Oni też są ofiarami.

Kiedy rodzic nagle umiera...
Nigdy się nie dowiemy, ile osób wsiadających 10 kwietnia do prezydenckiego samolotu nie zdążyło się pożegnać z najbliższymi. Może w pośpiechu zapomnieli powiedzieć coś bardzo ważnego swoim dzieciom...

Wyszli na krótko i mieli wrócić...
Dziś czas się zatrzymał i nie wiadomo, czy kiedykolwiek ruszy dalej. Nic nie ma znaczenia, wszystko wydaje się ulotne i nieważne. Ciągle nie widać jutra. Każdy poranek jest mglisty. Jak niebo nad Smoleńskiem.

Na to nie ma lekarstwa...
96 ofiar to liczba trudna do zapomnienia. Nigdy żadne społeczeństwo nie mierzyło się ze śmiercią tylu osób, które w taki czy inny sposób znało z twarzy, imienia i nazwiska. Znów historia uczy nas szczególnej wiedzy o cierpieniu.

Niedziela, której nie było...
Z mowy pogrzebowej: "Mieliśmy się spotkać zaraz w poniedziałek. Tych poniedziałków miało być jeszcze wiele. Wierzę, że kiedyś wszyscy się spotkamy właśnie w ten poniedziałek."

Nieznośna cisza żałobna...
Ich wspomnienia mają zapach czekolady w Paryżu, biblioteki w Krakowie, wojny w Iraku, zupy z dyni. Dzielą się swoim bólem, ale także tym, jak zapamiętali tych, którzy odeszli.

Wszyscy są sierotami...
Głębokiego bólu nic nie ukoi. Bez nich już nic nie będzie takie samo. Ta rana nigdy się nie zagoi. Ta pustka nigdy się nie wypełni. Trudno zrozumieć, że ich najbliższa osoba i 95 innych już nigdy nie wrócą do domu. Trudno nie wypierać tego, co się stało.

Drugie życie katastrofy...
Niechętnie przyjmujemy do wiadomości, że różne zdarzenia są przypadkowe. Intuicja mówi nam, że nic nie dziej się bez przyczyny, choć ta jest zwykle starannie ukryta. Demaskując spisek, czujemy się mądrzejsi...

Rozumiemy się bez słów...
Pielgrzymka do Smoleńska zrodziła się z duchowej potrzeby. Chcemy dotknąć ziemi, kóra przyjęła ostatni oddech naszych najbliższych. Wspólnie pomodlić się na miejscu, gdzie umarli. Być tam razem...

Nie ma recepty na żałobę...
Nie ma dwóch takich samych rodzin. I takiej samej żałoby. Życie każdego po katastrofie jest inne. I z bólem każdy musi sobie radzić sam.

Ich koniec świata rozpoczął się, gdy lewe skrzydło Tu-154M uderzyło w brzozę..."

Czy w obliczu tego co zostało napisane powyżej, mogę coś jeszcze dodać od siebie? O książce nie da się powiedzieć, że jest bardzo dobra, wybitna czy rewelacyjna, tutaj skalą jest ból i cierpienie...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Sport 2

Opinie czytelników


O książce:
Dostatek

Sięgnęłam po "Dostatek" ze względu na pozytywne wrażenia wywołane lekturą "Sweetlandu", bez czytania opisu na odwrocie. Pozornie f...

zgłoś błąd zgłoś błąd