Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zdarza się

Wydawnictwo: JS & Co
7,23 (120 ocen i 10 opinii) Zobacz oceny
10
10
9
12
8
24
7
41
6
22
5
6
4
3
3
2
2
0
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
978-83-931806-1-5
liczba stron
520
język
polski
dodał
Adam Kaczorek

Powieść Jarka Szulskiego prowokuje i edukuje. To historia o różnych światach młodych i dorosłych. Zainteresuje nauczycieli i rodziców, którzy chcą znaleźć klucz do swoich prawie dorosłych dzieci. Zanim zostanie wydana - już jest kultowym zdarzeniem w "drugim obiegu". Autor - nauczyciel jednego ze znanych warszawskich liceów - nie upilnował roboczej wersji opowieści, która być może nigdy nie...

Powieść Jarka Szulskiego prowokuje i edukuje. To historia o różnych światach młodych i dorosłych. Zainteresuje nauczycieli i rodziców, którzy chcą znaleźć klucz do swoich prawie dorosłych dzieci. Zanim zostanie wydana - już jest kultowym zdarzeniem w "drugim obiegu". Autor - nauczyciel jednego ze znanych warszawskich liceów - nie upilnował roboczej wersji opowieści, która być może nigdy nie powinna ujrzeć światła dziennego... Dla młodzieży "Zdarza się" to nadzieja, a dla dorosłych?
Będziecie chcieli wrócić do szkoły!
To historia dla wszystkich, bo też wszyscy jesteśmy bądź byliśmy uczniami. A ilu z nas pamięta imiona swoich nauczycieli?

 

źródło opisu: nota wydawcy

źródło okładki: empik.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1149
ewwa | 2011-11-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 2011 rok

Profesorze Keating gdzie jesteś?
Mam kłopot z tą książką. Przyjaciel poprosił mnie o jej przeczytanie, więc dobrnęłam do końca, gdyby nie ta obietnica, to raczej porzuciłabym ją dość szybko...
I od razu chcę wyjaśnić - uważam, że pan Jarek Szulski jest pewnie świetnym nauczycielem, gdzież tam "pewnie", na pewno! Ale książka, moim zdaniem, jest po prostu zła. To jest słaba, kiepsko napisana powieść. Gdyby ta publikacja nie rościła sobie praw do bycia powieścią, a była popartą ciekawymi przykładami analizą naszego, pożal się Boże, szkolnictwa - byłaby bardzo ciekawą publikacją. Natomiast powieścią jest kiepską. Dlaczego tak uważam? Oto moje zastrzeżenia.
Książka jest przewidywalna do granic możliwości. Od pierwszej strony wiadomo, że zmierzamy oto do konfliktu, który zakończy się wyrzuceniem wspaniałego pedagoga ze szkoły. A przyczyną będzie okropny, skostniały, niereformowalny SYSTEM, który za nic ma indywidualizm, a wszystkim są dla niego słupki, biurokracja i dyscyplina. Powieść powinna być chyba czymś więcej, niż oczekiwaniem na oczywistość.
Bohaterowie. Dwóch - narratorzy pierwszoosobowi. Duży i Mały. Pięknie. Mały musi być wkurzający na początek. Dlaczego. Ojej, ponieważ ma ojca alkoholika. I nadopiekuńcza matkę. Ale tak w ogóle to złote dziecko. No cóż. Jakoś mnie to nie zaskoczyło.
Duży. Superbelfer. Mistrz. Przewodnik. Guru. I w ogóle... Ale jakoś nie kupuję tej postaci. Jakoś mnie mierzi. Pomyślmy dlaczego? No tak, zawsze mam te same problemy: no bo z czego żyje ten wspaniały belfer? Nie za swoją nauczycielską pensję, zwłaszcza, że naucza tylko jedną klasę! A stać go na wiele. I nie mówię tu o wycieczkach do Stanów - pal sześć, pewnie bilet kupują mu dziani dziadkowie bądź rodzice. Ale już ten wzruszający zakup wyprawek szkolnych? Wprawdzie wspomina kilka razy "Na razie jestem zarobiony", ale cóż to za praca? Pod koniec wspomina o inwestowaniu na giełdzie dotacji otrzymanej od amerykańskiej rodziny. To objaśnienie troszkę mnie uspokoiło, bo już myślałam, że czytam sf.
Poza tym trochę nie kupuję tego sposobu wychowywania - pan profesor Miron to przykład "małpy szefa". Wszystko musi zrobić sam. Mało daje szans swoim Maleństwom, aby pogłówkowały same. Przykład? Proszę: skoro Wigilia jest tak ważna dla pana profesora - to rozumiem, że pierwszą przygotował sam, tak, żeby Maleństwom oko zbielało. Ale dlaczego kolejne również? Bo Maleństwa miały kiepskie pomysły? Chciały pizzę z KFC? No to niech ją zjedzą, pewnie zrozumiałyby, już jedząc tę pizzę, że niekoniecznie to jest świąteczny pomysł. Ale nauczyłyby się na WŁASNYM doświadczeni. Pan profesor chce swoim Maleństwom zorganizować WSZYSTKO! A najbardziej dba o to, żeby miały co wspominać! Fakt: nic nie zastąpi wspomnień ze szkoły. Najlepiej, żeby były cudne i już! Szalone, no po prostu nieziemskie! Ale moim skromnym zdaniem absolwentki na te wspomnienia trzeba samemu zapracować, jakoś nie wierzę w "zorganizowanie całej klasie zajefanych wspomnień". Maleństwa SAME muszą, moim zdaniem, powalczyć o te wspomnienie, a nie czekać, aż pan profesor im je zorganizuje...
Książka opowiada o fajerwerkach. Tej szkoły codziennej coś mało.
No i same sukcesy. Gratuluję. Wątek dziewczynki prześladowanej przez nauczycielkę gdzieś się rozmył. Za mało spektakularny?
Pan profesor bardzo skupiony na sobie. I na tym, jaki jest fajny. Bo przecież fajny: młody, przystojny, inteligentny, błyskotliwy, bywały w świecie, wykształcony, zabawny (i to jak jeszcze), niezależny finansowo. No i człowiek z pasją. Świat powinien docenić. Maleństwa powinny wdzięczne być, a nie zapominać o urodzinach psora...
Sporo irytujących fragmentów: wspomnienia Mirona ze szkolnej ławy - co to były za czasy, jacy kuple, przyjaciele na zawsze, ile wypitej w bramach wódy i taniego wina, to są prawdziwe wspomnienia! Jeśli tak, to powinien swoim maleństwom zorganizować jakąś ostrą popijawę, niech też mają co wspominać...
Że się czepiam? Może i tak. Ale jak pomyślę sobie o tym przywołanym na wstępie "Stowarzyszeniu Umarłych Poetów" to jakoś te porównania na niekorzyść opowieści pana Jarka wypadają. Tam był dramat, tam byli ciekawie zarysowani bohaterowie i węzeł dramatyczny też był. I chociaż wiadomo było, że taki dobry nauczycie w takiej konserwatywnej szkole nie zagrzeje miejsca na długo, więc zaskoczenia też nie było - to jednak tamta historia - wzruszała, pozwalała utożsamić się z bohaterami, polubić ich. W wypadku "Zdarza się" tak nie było, przynajmniej ze mną. Zdarza się...
No i jeszcze jedno - język tej powieści - masakra. Jeszcze monologi bohaterów - jak cię mogę... Ale dialogi. Masakra. Oto jak mówią wkurzeni (to eufemizm) nauczyciele o swojej nielubianej koleżance: "Dopóki nie piastowała kierowniczej funkcji, otwarcie kwestionowała poczynania Zenona Kopyto." O! Tak mówią wkurzeni nauczyciele! Zwłaszcza piastowała i kwestionowała mi się podoba... Nie chce mi się nawet cytować... To niezwykle zastanawiające, że te dialogi takie drewniane, opisy niektóre również...
Oj, no dobra, czepiam się. Ale ile musiała kosztować taka wycieczka szkolna z trzeciej klasy? pomyślmy: autobusem do Zakopanego, później autokarem do Krakowa, później samolotem do Gdańska, powrót do Warszawy... A jeszcze noclegi, jedzenie, przewodnicy, bilety do teatru, inne atrakcje... Bogate mamy po prostu społeczeństwo. A co tam, wszystkich stać na to było bez szemrania. Chyba, że jakiś sponsor - pewnie jakaś pogardzana korporacja albo bank...
I proszę mnie dobrze zrozumieć - jestem pełna podziwu dla zapału, umiejętności, wiedzy, empatii Mirona. Żałuję, że nie miałam takiego nauczyciela! Przeraża mnie, jak to nasze szkolnictwo jest okropne i zaskorupiałe. Te diagnozy zasmucają. Taki nauczyciel daje nadzieję, że MOŻE być lepiej! Więcej takich nauczycieli! Co nie zmienia mojej opinii o książce, która moim zdaniem, jest zła. Kiepska, przewidywalna i napisana dziwacznym językiem.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zaginięcie

To moje pierwsze spotkanie z literaturą Pana Mroza. Niestety - bardzo nieudane. 500 stron historii nudnej jak flaki z olejem, z zakończeniem którego ł...

zgłoś błąd zgłoś błąd