Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Wschodzący księżyc

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Kinga Składanowska
tytuł oryginału: Full Moon Rising
seria/cykl wydawniczy: Zew Nocy tom 1
wydawnictwo: Erica
data wydania: luty 2011
ISBN: 978-83-623-2917-5
liczba stron: 438
słowa kluczowe: wampiry, wilkołaki, dhampir
język: polski
typ: papier
dodał: AleksandraO7
6.56 (247 ocen i 66 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 29,80 zł

Riley Janson, na co dzień zatrudniona w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne, skrywa niezwykłą tajemnicę. Jest rzadko spotykanym połączeniem wilkołaka i wampira, ale jej wilcza natura dominu... Riley Janson, na co dzień zatrudniona w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne, skrywa niezwykłą tajemnicę. Jest rzadko spotykanym połączeniem wilkołaka i wampira, ale jej wilcza natura dominuje.
Nie chce być Strażnikiem, jak jej brat bliźniak, Rhoan, który musi zabijać, aby ochraniać ludzi. Jednak nie zawsze okoliczności sprzyjają naszym planom, czasem życie decyduje za nas…
Zbliża się pełnia, która wilczą część Riley bierze w posiadanie i doprowadza do burzy zmysłów. Gdy Rhoan znika w trakcie misji, a tajemniczy, nagi i niezmiernie pociągający wampir staje na progu jej mieszkania, Riley wie, że zbliżają się kłopoty. Aby odszukać brata, angażuje się w sprawę tajemniczej śmierci Strażników Departamentu. Jakby tego było mało, pojawia się niebezpieczny szaleniec ogarnięty obsesyjną myślą stworzenia doskonałej istoty powstałej z połączenia kilku genów nieludzi…
„Wschodzący księżyc” jest pierwszą z serii dziewięciu książek o Riley Jenson.
Daj porwać się księżycowej gorączce i wejdź do świata, gdzie wilcza namiętność budzi do życia nawet nieumarłych…
pokaż więcej.


źródło opisu: http://www.esensja.pl/ksiazka/ksiazki/obiekt.html?rodzaj_obiektu=2&idobiektu=9244



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (20)

Opinie czytelników
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 24 czerwca, 2011

Romans paranormalny kojarzy mi się nieodmiennie ze schematycznym do bólu czytadłem dla nastolatek, nie wnoszącym nic do życia, zapadającym w pamięć bo a) o takiej miłości się marzy mając lat naście, b) w dorosłym życiu odkłada się na półkę z adnotacją "nigdy więcej". Już dawno porzuciłam nadzieję, że trafię na wartościową książkę z tego gatunku, ale śmiem jeszcze liczyć na choć drobne odstępstwo od schematu "lekcja biologii - wchodzi on - taki piękny - a ja przeciętna - on wegetarianin - i ja też chcę być jaroszem - i kocha mnie - choć nie wiem dlaczego - a ja jego - gdyż piękny taki jest - i żyli długo i ckliwie".

Już miałam stracić nadzieję i zakrzyknąć "dziś prawdziwych wampirów już nie ma, po wilkołakach pozostał spalonego futra swąd..." kiedy trafiłam na powieść Pani Arthur Wschodzący księżyc otwierającą cykl Zew Nocy.

Po pierwsze: Riley Janson nie jest nastolatką. Jest 29 letnim, rudowłosym, pewnym siebie (hura! nareszcie nie czarnowłosa, chora na anemię, zakompleksiona nudziara) mieszańcem wilkołaka z wampirem. On... no cóż, zależy którego "jego" mamy na myśli. Bo jest ich kilku. Na nasze ludzkie standardy Riley to zwykła dziewczyna lekkich obyczajów - ma dwóch stałych partnerów wśród wilkołaków, właśnie poznała zabójczo przystojnego wampira, ale nie widzi nic zdrożnego w przypadkowym seksie z nieznajomymi.

Po drugie: no właśnie. Seks. Oj, dużo tu tego, gdyż akcja książki dzieje się tuż przed pełnią księżyca, kiedy wilkołaki są wiecznie spragnione miłości fizycznej (albo powtórzę wprost za autorką - pieprzenia), a Arthur nie szczędzi nam szczegółów schadzek Riley z kolejnymi partnerami. Zdecydowanie książka nie jest dla nastolatek, nie chcemy wypaczonego spojrzenia na pewne sprawy.

Po trzecie: ale nie o seks tu chodzi. Rzecz dzieje się w przyszłości. Riley pracuje jako łącznik (często też pada pejoratywne określenie sekretarka) w Departamencie ds. Innych Ras w Melbourne. Pewnego dnia instynktem właściwym bliźniakom, wyczuwa, że jej brat, pracujący jako strażnik w tej samej instytucji, ma poważne problemy. Po nitce do kłębka, jak mówią - prowadząc śledztwo nasza wilczyca wraz z zabójczo przystojnym wampirem-milionerem, Quinnem O'Connorem, trafia na ślad szeroko zakreślonego nielegalnego klonowania i eksperymentów na DNA innych ras. Dochodzenie stanowi pierwszy krok na drodze do stania się strażnikiem, jak jej gejowski brat, przed czym Riley broni się rękami, nogami i zębami.

Nie mogłam się powstrzymać od aluzji w stosunku do pewnej ogólnie znanej sagi, ponieważ sama Arthur jest jeszcze mniej subtelna:

"Kiwnął głową, powoli krążąc spojrzeniem po moim ciele. Sprawiał, że czułam, jakbym tonęła w świetle słonecznym, co było osobliwym wrażeniem, biorąc pod uwagę fakt, że był stworzeniem nocy. Ale to ciepło spojrzenia potwierdzało tylko, że wampiry nie były zimnymi bryłami lodu, za jakie uważali ich ludzie. Temperatura ich ciał spadała tylko wtedy, gdy miały zbyt mało pożywienia."

To by było na tyle, jeśli chodzi o wegetarianizm, n'est-ce pas? Swoją drogą przytoczony fragment podsumowuje również styl i język powieści - niezbyt wymagające, idealne na jeden deszczowy dzień.

Nie będę Wam wmawiać, że jest to ambitna lektura. Nie wydaje mi się, żeby cokolwiek, co ma przypiętą etykietkę "paranormal" mogło być choć trochę ambitne. Jednak Keri Arthur na pewno wyznacza nowy pułap dla tego niewymagającego wiele gatunku - fabuła wykracza poza standardowe ramy, pomysł na intrygę nie ogranicza się do obrony niewinnej dziewicy przed atakami złych przedstawicieli gatunku ukochanego i nie wydaje mi się, żeby ktoś wpadł na pisanie tej sagi z punktu widzenia każdego bohatera. Dla mnie to w zupełności wystarczy, żeby uznać tę pozycję za całkiem niezłą, choć nie do końca godną polecenia.

Nie odradzam.

http://ksiazkawmiescie.blogspot.com


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: marzec, 2011

Wampiry, wilkołaki, anioły... W pewnym momencie można mieć przesyt, zwłaszcza z powodu coraz to liczniejszych odniesień literackich i filmowych do tego tematu. Mimo to, gdy w moje łapki wpadła książki „Wschodzący księżyc” z intrygującą okładką i interesującym opisem, nie mogłam się powstrzymać i ciekawość wzięła górę:).

Akcja rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Na świecie istnieją wampiry i wilkołaki, które choć nie przepadają za sobą, mogą normalnie egzystować, bez ukrywania się. Riley Jenson i jej brat bliźniak Rhoan pracują w Departamencie Innych Ras. Ich matka-wilkołak została zgwałcona przez wampira, dlatego nie są wilkołakami a mieszańcami. Riley odziedziczyła większość wilczych cech, natomiast jej brat wampirzych. Zbliża się pełnia księżyca a to powoduje, że wilcza natura domaga się zaspokojenia znaczniej silniejszego popędu seksualnego niż na co dzień. Niezaspokojenie tych potrzeb może wzmocnić krwiożercze instynkty, więc oczywiście nie można do tego dopuścić:). Dodatkowo Rhoan został porwany a Riley przed domem znajduje nagiego i bardzo przystojnego wampira imieniem Queen. To dopiero początek niesamowitych przygód i niespodzianek jakie czekają na bohaterów i przede wszystkim na czytelnika.

Lektura obfituje w dużą dawkę seksu i to raczej tego bardzo namiętnego, aby nie napisać wyuzdanego, co nie każdemu może odpowiadać. Bez wątpienia dużym plusem są szybkie zwroty akcji, dzięki którym nie sposób się nudzić. Ognista natura dziewczyny-wilkołaka o pięknych, płomiennych włosach, oryginalna fabuła oraz tajemniczość i niezwykły klimat książki nie pozwolą się oderwać od czytania.

„Wschodzący księżyc” to pierwsza część z dziewięciotomowego cyklu. Z pewnością sięgnę po kolejne pozycje tej serii i już nie mogę się doczekać dalszych losów bohaterów. Zapraszam serdecznie wszystkich, zwłaszcza tych zmęczonych obecnym wizerunkiem wampirów czy wilkołaków kreowanych przez media. Świetna książka, którą czyta się błyskawicznie i która stanowi idealną rozrywkę na długie, samotne wieczory. Pozdrawiam!! Moja ocena: 4,5/6


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 kwietnia, 2011

Rzecz dzieje się w Melbourne daleko, daleko w przyszłości. Zmiennokształtni i wampiry tudzież inne fantastyczne istoty żyją między ludźmi mniej lub bardziej pokojowo. Oczywiście są odpowiednie ustawy regulujące to współżycie, wszystko z troski o bezpieczeństwo przede wszystkim ludzkie, bo nadprzyrodzeni raczej sobie radzą.
Główną bohaterką jest Riley - półwilkołak, półwampir. Została poczęta - ona i jej brat bliźniak - w czasie pełni, gdy wszystkie wilkołaki ogarnia szał i nieopanowana żądza. Matkę Riley zgwałcił nowo narodzony wampir, który natychmiast został zabity. Ale wiczyca urodziła i mimo że sfora nie zgodziła się na to, żeby szczenięta wychowywały się w stadzie, matka utrzymała je przy życiu do dojrzałości. Potem zostały wygnane jako dziwolągi, odmieńce - są więc dla siebie jedyną rodziną, stanowią dwuosobową sforę. Ta konieczność wspierania się stworzyła między rodzeństwem niezwykłą więź.

Książka jest dość niezwykła mimo pozornego powielania wzorców. Mieliśmy już bowiem podobne urban fantasy w wykonaniu Kim Harrison - cykl Zapadlisko. Tutaj podobnie jest departament zajmujący sie istotami nieumarłymi i wszelkimi innymi fantastycznymi.
Ja dostrzegam jednak coś jeszcze w tej książce - natura wilkołaka została rozwinięta i ładnie ukazana jako stworzenia nocy, pełnego nieposkromionych pasji i żądz, na które największy wpływ mają fazy księżyca.

Intryga kryminalna jest dość dobrze skonstruowana - badania genetyczne, próby klonowania, próby krzyżowania gatunków (stąd tak wysoka cena za naszą bohaterkę - takie krzyżówki są tak rzadkie, że naukowcy chcą się nimi zajmować) - wszystko to okraszone walką o władzę między korporacjami.
Czyta się wyśmienicie, ponieważ jest tu dużo scen akcji, bardzo dynamicznych dialogów no i scen erotycznych, bo Riley, jak na prawdziwego wilkołaka przystało, folgowała swoim żądzom w specjalnych klubach. Pod tym względem "Wschodzącemu Księżycowi" bliżej do "Rozkoszy nocy" Kenyon.
Ogólnie rzecz biorąc książka jest bardzo dobra - niezła rozrywka okraszona intrygą kryminalną, scenami walk i scenami erotycznymi. I tak na okrasę - Riley nie znalazła jeszcze swojego życiowego partnera. I tu ciekawostka - dla wilkołaków partner życiowy i partner seksualny to nie zawsze jedna i ta sama osoba.

Polecam książkę zwłaszcza na zbliżające się ciepłe dni. Na dworze gorąco i nad książką może zrobić się gorąco.


Keri Arthur, autorka cyklu o Riley Janson -ZEW NOCY- jest wielokrotnie nagradzaną pisarką światowych bestsellerów z gatunku romansu paranormalnego. Jednak nie nazwisko, a okładka i opis doprowadziły do tego, że gorączka książkowa dała o sobie znać. Lubię czytać książki z tego gatunku i wracać do nich po kilkanaście razy. Czasami trzeba przeczytać jakąś lżejszą książkę, gdzie jest kilka przystojnych facetów, a później żałować dlaczego oni tak naprawdę nie istnieją. Uwielbiam takie lektury i taką jest właśnie ''Wschodzący księżyc.''

Główna bohaterka, Riley jest rzadko spotykanym połączeniem wilkołaka i wampira, jednak jej wilcza natura dominuje. Pracuje w biurze Departamentu, bo nie chce zostać Strażnikiem, jak jej brat bliźniak, Rhoan. Gdy zbliża się pełnia, Riley ogarnia księżycowa gorączka, której nie może do końca kontrolować. Jej brat znika w trakcie misji, a kiedy przystojny i całkiem nagi wampir stoi na progu jej mieszkania, przeczuwa że zbliżają się kłopoty i wie, że jej brat jest w niebezpieczeństwie. Riley postanawia go szukać, jednak nie sama..

''Wschodzący księżyc'' porwał mnie do świata wampirów i wilkołaków, niekoniecznie tych dobrych. Przez całą powieść utrzymuje się temat seksu, który po jakimś czasie może zacząć denerwować. Szybkie zwroty akcji sprawiają, że czytelnik nie może się nudzić. Postacie w książce są barwne; żądne krwi lub seksu, a wybierając swojego ulubionego możemy mieć z tym niemały problem.. Spodobał mi się styl pisania Keri Arthur, jest inny, bardziej dynamiczny niż w innych książkach, dzięki czemu ta książka wyróżnia się.

''Wschodzący księżyc'' to pierwsza część otwierająca cykl, składający się z dziewięciu książek. Cieszę się ogromnie, że na półce stoi druga część z tej serii, za którą już niebawem się zabiorę. Polubiłam główną bohaterkę, rudowłosą dziewczynę i wiem, że spotkam się z nią niejeden raz. Polecam tę książkę wszystkim, a najbardziej tym, którzy uwielbiają szybkie zwroty akcji i przede wszystkim - dobrą zabawę. :)


Przeczytana: 2011 rok

Keri Arthur uznawana jest za jedną z wielu autorek, które trudnią się w gatunku fantasy, fantastyki grozy i romansu paranormalnego. Pisarka regularnie pojawia się wśród nominowanych do nagród przyznawanych przez jeden z największych amerykańskich portali poświęconych literaturze popularnej. W 2008 roku portal ten wyróżnił Arthur także nagrodą Career Achievement Best Author w kategorii urban fantasy.

"Wschodzący księżyc" to rozpoczynająca dziewięciotomowy cykl powieść, która opowiada swoim czytelnikom historię Riley Janson - pół wampira i pół wilkołaka. Z chwilą ukończenia osiemnastego roku życia wykluczona ona została ze stada, które nigdy nie zaakceptowało odmienności jej i Rhoana. Od tamtej pory może liczyć jedynie na swojego bliźniaczego brata, który pracuje jako Strażnik dla Departamentu Innych Ras w Melbourne. Jego głównym zdaniem jest zabijanie istot, które stanowią bardzo duże zagrożenie dla ludzi. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że podczas jednej z misji niepostrzeżenie znika. W tym samy czasie na progu mieszkania Riley pojawia się tajemniczy wampir...

"Puściłam jego dłoń i opadłam na krzesło. Rhoan prowadził śledztwo w sprawie Evensong, a na moim korytarzu pomieszkiwał wampir, który był właścicielem tego przedsiębiorstwa. Przypadek? Mało prawdopodobne. Nie mogłam wypytywać Quinna o wszystko, nie chciałam wzbudzać jego podejrzeń, za to zdecydowanie mogłam wybrać okrężną drogę i przeprowadzić własne śledztwo. Talon obracał się w tych samych kręgach, co Quinn, i jeśli ktoś mógł zdobyć potrzebne mi informacje, z pewnością był to on."[1]

Keri Arthur stworzyła lekturę, która idealnie nadaje się do czytania w różnego rodzaju środkach lokomocji ale i nie tylko. Poprzez swój styl pisania, autorka jest w stanie zachęcić do siebie Moli Książkowych w różnym wieku, bez względu na płeć. "Wschodzący Księżyc" nie zależy do grona literatury wybitnej, jednak z całe pewnością stanowi idealny czasoumilacz dla zmęczonego po całym dniu pracy, mózgu. Całość powieści została stworzona przy pomocy niezwykle barwnego i prostego w odbiorze języka, który stanowi nie lada wyzwanie dla tego typu dzieł, które w dużej mierze oparte są na bezgranicznej miłości człowieka do fantastycznych postaci.

Australijska pisarka w swoim dziele skupia się na opisywaniu świata zamieszkiwanego przez istoty nadnaturalne. Występuje w nim wielu bohaterów, którzy ponad wszystko innego pragną zdobycia władzy. Dążą one do postawionych przez siebie celów za pomocom nieznanych innym środków i dzięki temu bywają one na swój sposób oryginalne i poniekąd przerażające. Podobnie jest z resztą z wykreowanymi przez autorkę wilkołakami, wampirami, czy też klonami. Obok pozytywnych cech, pojawiają się również takie, które pozostawiają czytelników w nie lada osłupieniu. Nie wszyscy są bowiem dobrzy i piękni... W wielu przypadkach postępują również wbrew wartościom moralnym. Każdy z bohaterów posiada także swoje słabe strony, którymi jest między innymi uzależnienie od seksu, w poszczególnych fazach księżyca. Tak właśnie jest w przypadku głównej bohaterki i jej pobratymców...

"Wschodzący księżyc" z czystym sumieniem chciałabym polecić wszystkim tym, którzy od czasu do czasu lubią sięgnąć po tego typu literaturę. Naprawdę warto!



Instytut Wydawniczy Erica, luty 2011
ISBN: 978-83-623-2917-5
Liczba stron: 440
Ocena: 7/10


[1] Keri Arthur, Wschodzący księżyc, s. 88

Recenzja opublikowana została na:
[http://recenzje-leny.blogspot.com/2011/05/keri-arthur-wschodzacy-ksiezyc_02.html]


Przeczytana: 26 marca, 2011

Riley Jenson jest przypadkiem dość osobliwym - wilkołakiem z domieszką wampirzych cech. Skrywa ten sekret od wielu lat wraz ze swoim bratem bliźniakiem, Rhoan'em, u którego dominuje wampirza natura. Riley na co dzień pracuje w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne i stara się wieść spokojne życie, w miarę możliwości oczywiście, udawanie, że jest się wilkołakiem czystej krwi może być czasem skomplikowane. Tym bardziej, że Rhoan przebywa na misji dłużej, niż to konieczne, a przed ich domem pojawia się nagi wampir. Czy zbliżają się kłopoty? Najwyraźniej tak. W biurze aż szumi od podejrzeń w sprawie zaginięć, w dodatku pozostał tylko tydzień do pełni księżyca, który rozpala w Riley gorączkę i pożądanie.

Moja pierwsza obawa - że zostaniemy zaatakowani, wręcz zmieceni z powierzchni ziemi wirem intryg, brutalnych morderstw, porwań czy przeróżnych kłopotów głównej bohaterki, całe szczęście się pomyliłam, ponieważ autorka zachowała stosowny umiar i z wyczuciem rozbudowuje historię, a także wizję futurystycznej Australii. Tak, chyba najbardziej podobało mi się właśnie to, że nie znajdujemy się już w XXI wieku, wilkołaki i wampiry wyszły z ukrycia, a ludzie zdają sobie sprawę z ich obecności. To było wręcz idealnym posunięciem; wszelkie informacje są dawkowane, więc w każdej chwili możemy dowiedzieć się czegoś nowego o przedstawionym świecie i nowych regułach.

Riley, jako połączenie wilkołaka i wampira nie wzbudziła mojego entuzjazmu na początku, przecież te rasy są odwiecznymi wrogami, do czego (nie bez powodu) zdążyłam się już przyzwyczaić. A tutaj spotkała mnie mała, a jednak znacząca niespodzianka, ponieważ u Riley dominuje wilcza strona. Wtedy zorientowałam się, że jej mieszane pochodzenie to zarówno dar jak i przekleństwo - w Australii każdy tylko czeka na znalezienie tak wartościowego i utalentowanego pracownika. Poza tym Riley z umiejętnościami obu ras jest o wiele bardziej barwna i ciekawsza, a jej przygody nabierają pikanterii.

Nasza pół-wilkołaczyca musi znaleźć osoby godne zaufania, szczególnie teraz, gdy życie jej i brata staje w niebezpieczeństwie. My w tym czasie poznajemy przeróżne osobistości - szarmancki i niebezpieczny Quinn, wraz z aroganckim Talonem i odważną Riley przyciągali mnie do książki. Na uwagę zasługuje także Misha, którego po prostu trzeba poznać, ponieważ jest to postać dość zróżnicowana. W stosunku do reszty pozostałam obojętna i mam nadzieję, że psychologia postaci będzie lepiej dopracowana w następnych tomach.

Bardzo denerwowało mnie to, że autorka postanowiła osadzić akcję w takim a nie innym okresie - dopełniający się księżyc i wspomniana wyżej gorączka wśród wilkołaków. Przez ciało Riley nieustannie przechodzą dreszcze, ciągle ma ochotę na seks i narzeka, jak to moc księżyca całkowicie ją pochłania, to było niesamowicie drażniące momentami nie tylko dla mnie, ale dla głównej bohaterki również. Czasem nie mogłam odróżnić jej prawdziwych uczuć czy myśli, od tych wywołanych nadchodzącą pełnią.

Keri Arthur pozostawiła sobie mnóstwo furtek, które z pewnością wykorzysta w kolejnych 8 tomach. Napisała książkę przyjemną, ale nie bez wad, zastanawiam się nawet, jakie pomysły na seks będzie miała w kolejnych przygodach Riley, bo momentami było to nużące i aż nieprawdopodobne. Ofiarą miłosnych uniesień mógł zostać każdy, trochę kojarzyło mi się to z losowaniem - 'Teraz ty!'


Przeczytana: 02 grudnia, 2011

„Ostrzegałam go nie tak dawno, że jestem wilkiem gotowym walczyć o to, w co wierzę. I chciałam walczyć o to, by poznać wszystkie wszystkie niezbędne możliwości, które mieliśmy.”*

Od zawsze była inna i przez to musiała odejść od rodziny. Stara się żyć normalnie o tyle o ile może. Pracuje tam gdzie jej brat. Jej spokojne i w miarę ustabilizowane życie ma niedługo runąć ponieważ ktoś odkrył kim jest i najwyraźniej jest mu do czegoś potrzebna... Tylko do czego?

Riley Janson wraz z bratem bliźniakiem są dziećmi wilkołaka i wampira przez co po uzyskaniu pełnoletniości musieli opuścić swoją Sworę, która nie darzyła ich zbytnią sympatią. Obecnie mieszkają w Melbourne i pracują w biurze Departamentu Innych Ras. Ona za biurkiem, a on jest Strażnikiem. Dziewczyna ma szansę stania się Strażnikiem, ale wzbrania się przed tym ponieważ wiąże się to z zabijaniem. Niestety nadchodzące wydarzenia zmuszą ją do zmiany decyzji. Gdy Rhoan jej brat znika podczas misji to ona go potrafi znaleźć w miarę szybko, najgorsze jest w tym, że na jaw wychodzi ich pokrewieństwo. Szef wykorzystuje sytuację i wplątuje Jonson coraz bardziej w przyjęcie awansu. Ognistowłosa ma jeszcze jeden powód by dowiedzieć się o co w tym wszystkim chodzi gdyż ktoś prócz jej brata najwyraźniej chce jeszcze ją.
Wszystko zaczyna się dziać gdy zbliża się pełnia księżyca, wtedy to wilkołaki dopada księżycowa gorączka. Oznacza to, że albo będzie uprawiać sex, albo przeistoczy się w coś co pragnie krwi i mięsa. Rile ma dwóch stałych kochanków, którzy nie są przy niej bez powodu co się okaże w trakcie śledztwa. Po zaginięciu brata Jonson poznaje też bardzo przystojnego i pociągającego wampira, z którym jest jej lepiej niż z kimkolwiek innym. Czuje, że to może być jej partner, ale on myśli całkiem inaczej.
Kto i z jakich powodów porwał jej brata, a teraz poluje na nią? Co z tym wszystkim ma wspólnego wampir, którego poznaje? Jaki w tym wszystkim mają udział jej kochankowie?

Ta książka jest... pełna sexu. Normalnie co 3 strony są opisane sceny erotyczne z udziałem głównej bohaterki. Ja rozumiem jest wilkołakiem i taka jej natura, ale co za dużo to nie zdrowo. Jakby tak zmniejszyć ilość tych scen książka byłaby bardzo dobra. Autorka ma świetny pomysł na serię jeśli utrzyma poziom w kontynuacji będzie to jedna z lepszych serii, jakie czytam. No jeśli nie było by tyle scen erotycznych, a to raczej się nie zmieni. Radze czytać ją w dość dużych odstępach czasowych, mi to niestety nie jest dane nad czym ubolewam i już niedługo biorę się za kontynuację. Fabuła wciąga i z zainteresowaniem śledzimy losy bohaterów ciekawi końca. Bardzo podoba mi się tu, że na końcu Rile jest sama i do końca nie wiadomo czy Quinn będzie kiedyś jej życiowym partnerem.
Ciekawie są stworzeni bohaterowie, którzy zaskakuję. Niby wiemy kto jaki jest, niby wiemy jak postąpi, a na następnej stronie czeka nas duża niespodzianka bo wszystko co dotąd wiedzieliśmy okazuje się błędne. Sama Rile jest silna, pewna siebie i zdeterminowana. Wie czego chce i do tego dąży. Niech no tylko ktoś stanie jej na drodze.
„Wchodzący księżyc” czyta się bardzo szybko, autorka pisze językiem lekkim i przyjemnym, łatwo trafiającym do czytelnika. Czytaniu towarzyszy nutka napięcia, ciekawości i niepewności. Ogólnie rzecz ujmując, jest dobrze ;)

*str. 282


Przeczytana: 29 stycznia, 2011

Szkoda, że nie ma połowicznych ocen, gdyż zastanawiałam się pomiędzy dobrą a bardzo dobrą ;) Świetnie się czytało. Szybko. Dużo akcji. Ale jedyne, co mi przeszkadzało to zbyt dużo seksu. W końcu to powiedziałam i nie dotyczyło to żadnej książki L.Hamilton ;) Porywająca specjalnie nie jest, chociaż z każdą kolejną stroną wciągała mnie. Nierozwiązane wątki dają do myślenia - kim są jej prawdziwi wrogowie. I jak na kogoś, kto był oszukiwany przez prawie wszystkich, Riley niesamowicie szybko dochodzi do siebie, wręcz prawie się tym nie przejęła. Liczyłam na więcej dopracowania emocjonalnego głównej bohaterki. Tak czy siak, sporo mi brakowało w tej książce, ale i tak wiem, że sięgnę po część drugą :)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 maja, 2011

Keri Arthur to kolejna australijska pisarka, której twórczość mogłam podziwiać ostatnimi czasy. Jej dziewięciotomowy cykl o przygodach Riley Jenson - pół wampirze, pół wilkołaku - zdobył uznanie i fanów na całym świecie.

Pierwszą częścią serii o Riley jest "Wschodzący księżyc", który w niesamowity sposób umilił mi kilka godzin życia w ostatnim czasie, a dokładnie wczoraj. Po zapowiedziach oczekiwałam historii wciągające, intrygującej, która skierowana jest przede wszystkim do nieco starszych, dojrzalszych czytelników, czyli takich, którzy ukończyli już osiemnaście lat. Już na początku muszę napisać, że nie rozczarowałam się tym, co zastałam, bowiem książka pani Arthur nie jest wcale skierowana do młodzieży poniżej osiemnastego roku życia, chociaż myślę, że siedemnasto- i szesnastolatką "Wschodzący księżyc" w równie dużym stopniu powinien przypaść do gustu; w końcu w naszych czasach dzieci szybciej dojrzewają do 'pewnych' spraw.

Główną bohaterką jest wspomniana przeze mnie wcześniej Riley Jenson, która jest dość nietypowym połączeniem wampira z wilkołakiem, zresztą tak samo jak jej brat bliźniak Rhoan. Cała historia rozpoczyna się poniekąd w momencie, kiedy Rhoan znika w trakcie trwania jednej ze swoich misji(rodzeństwo Jensen pracuje w Departamencie Innych Ras w Melbourne), a Riley spotyka przed swoim mieszkaniem niezwykle pociągającego, tajemniczego i nagiego wampira. Później cała akcja nabiera tempa, choć nie do końca, ale o tym napiszę później. W miarę posuwania się akcji do przodu, nasza bohaterka zostanie wplątana w wir dziwnych i niebezpiecznych spraw, które niejednokrotnie wywrócą jej świat do góry nogami.

Świat stworzony przez Keri Arthur nie jest światem małych, grzecznych dziewczynek bawiących się lalkami. Rzeczywistość otaczająca Riley Jenson ocieka brutalnością, namiętnością, seksem. W pewnym momentach miałam wrażenie, że czytam harlequin, co było dość dziwne, zważywszy na fakt, że nigdy nie miałam styczności z taką książką; w sumie, to chyba jest moim błędem, bo w tej chwili mogłabym porównać "Wschodzący księżyc" do tego typu dzieł. Czytając, doskonale widać, że autorka nie ma zahamować, że jest to książka dla starszych czytelników, bowiem seks jest niemal wszędzie, a nawet jeśli nie 'czytamy' scen miłosnych, to w powietrzu wyczuwalny jest podtekst erotyczny. Niektórym osobom może przeszkadzać tak duża ilość seksu, ale ja się do nich nie zaliczam, albowiem uważam, że w niektórych książkach pikanterii i perwersji nigdy za wiele. Nie wiem jak inne osoby, które już czytały dzieło Keri Arthur, ale ja miałam wrażenie, że to seks odgrywa główną rolę, a cała akcja jest zepchnięta na drugi plan, że jest tak jakby tylko tłem do tego wszystkiego. Początkowo trochę mi to przeszkadzało, ale końcówka mi wszystko zrekompensowała, gdyż to na samym końcu, tak naprawdę, autorka wyjawia nam większość niewiadomych. Muszę przyznać, że Wschodzący księżyc jest jedną z nielicznych książek, które potrafiły mnie zaskoczyć niemal w każdej sytuacji. Autorka niejednokrotnie sprawiła, że byłam zdziwiona tym, co się działo; w pewnych momentach naprawdę myślałam, że odgadłam zamysł autorki, ale jak się później okazywało, nie mogłam się bardziej pomylić. Historia Riley Jenson jest niezwykle interesująca i wciągająca, a intryga wymyślona przez autorkę do tej pory, w większej części, pozostaje dla mnie zagadką, przez co jeszcze bardziej nie mogę doczekać się kolejnej książki z serii.

Bohaterowie stworzeni przez Keri Arthur mają w sobie coś, co ciekawi i w pewnym sensie intryguje czytelnika, bowiem nie każda postać jest w rzeczywistości taka na jaką wygląda. Niektórzy z bohaterów mają swoje drugie oblicze, którego nikt się nie domyśla, gdyż maska którą przywdziali jest niemalże perfekcyjna, przez co wszystko jest jeszcze bardziej fascynujące.

Główna bohaterka powieści jest istotą silną, zdeterminowną, pewną siebie. Panna Jensen jak już na początku wspomniałam jest mieszańcem, jednakże w jej przypadku wilcza natura dominuje nad jej wampirzą częścią(odwrotnie niż u jej brata). Riley jest śmiała i nie wstydzi się swojego ciała, podobnie jak reszta wilkołaków. Dzięki Keri Arthur mogłam bardziej poznać te istoty, gdyż do tej pory nie miałam ku temu większej okazji(Jacob Black jakoś nie był dobrym do tego okazem). Oczywiście muszę zaznaczyć, że autorka miała swój własny pomysł na te nadnaturalne stworzenia, bowiem przedstawienie wilkołaka w jej powieśći odbiega od stereotypowego krwiożerczego monstrum. Zaprezentowanie wilkołaków jako istoty 'otwarte' i frywolne sprawiło, że nawet polubiłam te stworzenia, do których jakoś wcześniej nie czułam krzty sympatii. Wracając do naszej bohaterki, jednym z jej punktów rozpoznawczych jest cięty, ostry jak brzytwa, niejednokrotnie sprośny język. Wprost uwielbiam, gdy dana bohaterka ma silną osobowość, wie czego chce i wytrwale wręcz uparcie dąży do celu. Obecnymi partnerami seksualnymi Riley są Talon - arogancki, władczy, bezczelny osobnik i Mischa, który jest przeciwieństwem poprzedniego, bowiem jest delikatny i szarmancki. Kolejną ważną postacią w książce, jak i dla samej Riley jest tajemniczy, nagi wampir Quinn O'Conor(dorzucić jedno n i mamy przystojnego Paula Walkera w Szybkich i Wściekłych). Quinn jest niezwykle bogatym 'mężczyzną', mieszkającym na co dzień w Sydney, który podczas swojego pobytu w Melbourne, całkiem sporo namieszał w życiu seksownej pół wampirzycy. Moim zdaniem stosunek Quinna do Riley wydaje się poniekąd taki prawdziwy, taki jaki mógłby zaistnieć w realnym życiu - nie chcąc spoilerować nie mogę Wam dokładnie wyjaśnić, co mam na myśli, ale mam nadzieję, że jakoś zrozumiecie ideę tego sformułowania. Jeśli ktoś liczy na romantyczne i ckliwe sceny, to muszę mu powiedzieć, że się rozczaruję, bowiem powieść Arthur nie ma w sobie nic z delikatności, jeśli chodzi o te sprawy - przynajmniej na razie.

Odnośnie spraw bardziej natury technicznej, to nie mam do nich większych zastrzeżeń - może wolałabym odrobinę większy format książki, ale nie był to dla mnie jakiś ogromny kłopot. Język i styl mimo swej prostoty i częstej wulgarności nie był również dla mnie problemem. Narracja w powieść jest 1.os i mimo że to ogranicza nam 'pole widzenia', to przyjemnie się czyta te spostrzeżenia, uwagi Riley. Świat widziany jej oczami jest interesujący, a poza tym taka narracja pozwala nam lepiej poznać główną bohaterkę.

Świat Riley i jej 'przyjaciół' zaintrygował mnie w bardzo dużym stopniu i już nie mogę się doczekać, by wziąć kolejną część w moje ręcę. Jestem ogromnie ciekawa jak potoczy się dalej cała ta historia, co jeszcze szykuję dla Nas autorka. Polecam książkę Keri Arthur osobą, które mają już dość mdłych i cukierkowych opowieści, a chcą przeczytać naprawdę pikantną historię, w której seks odgrywa główna rolę. Myślę, że Wschodzący księżyc spodoba się fanom serii "Łowca Gildii" Nalini Singh, której osobiście jestem wielką wielbicielką.

Ocena: 8,5/10


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 marca, 2011

„Wschodzące uczucie bezgranicznej ciekawości”

„Wschodzący księżyc” to książka autorstwa Keri Arthur rozpoczynająca dziewięciotomowy cykl. Z opisu wynika, że jest to fenomenalne połączenie romansu, namiętności i akcji. Byłam ciekawa tej pozycji, a zachęciła mnie też oryginalna okładka. Nie byłam pewna, czy dziewięć części to dobry pomysł. Czy zmieniłam na ten temat zdanie?
Keri zupełnie zaskoczyła mnie usytuowaniem fabuły. Australia? Melbourne? Tego jeszcze nie było! Zachęcona tym nieoczekiwanym wyłamaniem się ze schematu, czytałam dalej. Byłam zachwycona wartką akcją, bowiem ledwo coś się kończyło, a już rozpoczynała się kolejna sprawa. Riley Jenson żyła w ciągłym biegu, a do tego zmagała się z księżycową gorączką, którą da się zaspokoić jedynie… Seksem. Może się to wydawać dość kontrowersyjne, ale naprawdę miałam do czynienia z książkami, w których było go dużo więcej. W tej pozycji autorka (dzięki Bogu) zachowała umiar, znała granice i ich nie przekroczyła. Sprawia to, że lekturę czyta się w zastraszającym tempie, krążąc wraz z bohaterką między coraz bardziej zagmatwanymi problemami, a swoimi partnerami, Talonem i Mishą. Niespodziewanie na progu jej mieszkania pojawia się nagi wampir, Queen O’Connor. Potrzebuje on pomocy brata Riley, Rhoana. Jak potoczą się losy dwudziestodziewięcioletniej kobiety, zważając na to, że w grę wchodzi tydzień najsilniejszej gorączki księżyca i odkrycia badań prowadzących do klonowania jej gatunku?
Riley Jenson to pracownica biurowa Departamentu Innych Ras. Jest wilkołakiem z cechami wampira- mieszańcem. Tak samo zresztą jak jej brat, Rhoan. Z tą małą różnicą, iż ten ostatni wykorzystuje swoje umiejętności w pełnieniu posługi strażnika w Departamencie. Riley nie chce nim być, gdyż nie lubi zabijać, mimo swoich pierwotnych instynktów. Woli bezpieczna siedzieć w biurze i ujawniać swoją naturę podczas tygodnia poprzedzającego pełnię księżyca. Jej płomienną naturę zdradzają równie płomienne włosy oraz usposobienie, które okazuje w obecności swoich kochanków: Talona i Mishy. Talon jest stanowczy i nieznoszący sprzeciwu, niebezpieczny i brutalny. Misha z kolei przejawia więcej czułości i namiętności. Bez zapowiedzi w życie bohaterki wkracza także Queen – seksowny, długowieczny wampir. Czy zdoła się oprzeć pokusie? Jack jest zwierzchnikiem Riley w Departamencie Innych Ras. Uparty, wciąż namawia ją do przyjęcia posady strażnika. Gdy tylko nadarzy się okazja, jest gotów ją do tego popchnąć – przy okazji. Charaktery postaci nie są specjalnie rozbudowane, ale każdy ma jakieś tajemnice, jakąś przeszłość. Łatwo mogę podzielić ich na łatwych, złych i neutralnych. Szczególnie polubiłam serdecznego i przyjaznego Rhoana oraz silną, niezalezną, acz kobiecą Riley. Sądzę, że każdy znajdzie swojego ulubieńca i książkowego wroga, którym w moim przypadku stał się Talon.
„Wschodzący księżyc” jest to lektura dla tych, którzy poszukują niezobowiązującej pozycji na wieczór. Nie zmusza ona do przemyśleń, a pozwala mile się rozerwać. Połączenie akcji i namiętności okazało się strzałem w dziesiątkę, przy czym obydwie te rzeczy są podane w idealnych proporcjach. Przemówił do mnie nieskomplikowany język książki i bezpośredniość Riley-narratorki. Jedyne, czego zabrakło mi w tej książce, to prawdziwa miłość. Mam nadzieję, że tą kwestią Keri Arthur zajmie się w kolejnych częściach. Muszę przyznać, że skrzętnie zatuszowała jej brak niekończącym się działaniem. Kolejna nie za głęboka książka, przy której spędziłam wspaniały dzień pełen wrażeń. Pozostaje mi czekać na kontynuację i polecić ją innym, ponieważ warto jest się przenieść do słonecznego i intrygującego Melbourne, aby przeżyć tydzień księżycowej gorączki wraz z Riley Jenson.

Moja ocena książki: 7/10


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 28 grudnia, 2011

„Wschodzący księżyc” to pierwsza część całego cyklu książek Keri Arthur wchodzących w skład „Zewu nocy” i opowiadających historię Riley Janson. Ten paranormal romance zyskał sławę na całym świecie i został okrzyknięty bestsellerem. W Polsce, nakładem Instytutu Wydawniczego Erica ukazały się na razie trzy części z tej serii: „Wschodzący księżyc”, „Całując grzech” i „Kuszące zło”.

Książka została podzielona na 16 rozdziałów. Narratorem jest główna bohaterka powieści, także wszystkie wydarzenia poznajemy z jej punktu widzenia. Akcja powieści dzieje się w przyszłości, w mieście autorki – Melbourne w Australii.

Riley Janson jest niezwykłą, rudą 29-latką. Nie tylko jest wampirem, ale także wilkołakiem – i to właśnie ta wilkołacza natura zaczyna przejmować nad nią kontrolę… no przynajmniej wtedy, kiedy zbliża się pełnia. Dlatego nie dziwcie się, że Riley ma dwóch stałych chłopaków wilkołaków i nie udaje niedostępnej gdy na horyzoncie pojawia się niemożliwie przystojny, tajemniczy wampir Quinn O’Connor. Oprócz tego, Riley pracuje jako łącznik w Departamencie ds. Innych Ras wraz ze swoim bratem bliźniakiem Rhoanem, który piastuje wyższe stanowisko Strażnika. Pewnego dnia Rhoan wpada w poważne kłopoty. Dobra siostra nie byłaby sobą, gdyby nie postanowiła wyruszyć na poszukiwanie brata. Niestety nie zdaje sobie sprawy z tego, że sama jest w wielkim niebezpieczeństwie.

Na światło dzienne zaczynają powoli wychodzić pewne straszne informacje. Riley prowadząc śledztwo na własną rękę wraz z przystojnym wampirem Quinnem, dowiadują się o nielegalnym klonowaniu i eksperymentowaniu na DNA innych ras. Niestety dowiedzieć się całej prawdy a potem ukarać winnych nie będzie łatwo. Przygotujcie się na przyspieszone tempo akcji.

Dużym plusem są postaci. Keri Arthur wykreowała swoich bohaterów z ogromną precyzją, skupiając się na ich cechach charakteru i wyglądu. Riley Janson jest zdecydowanie najciekawszą postacią w książce, odważna, pewna siebie nadludzka istota, do której od razu poczułam sympatię. Liczne sceny seksu z pewnością znajdą zarówno swoich zwolenników jak i przeciwników. Stąd też uważam, że książka najlepiej będzie się nadawała dla młodzieży i dorosłych niż dla nastolatek. Osobiście, nie miałam nic przeciwko nim, zdecydowanie dodawały pikanterii. Nie zabraknie tu również licznych zwrotów akcji i zaskakujących scen trzymających w napięciu do samego końca.

„Wschodzący księżyc” to chyba jedyna taka książka z gatunku paranormal romance. Akcja jest bardzo wciągająca i czytają nie narzekałam na nudę. Mam nadzieję, że nie jest to moje ostatnie spotkanie z twórczością autorki, gdyż jestem bardzo ciekawa dalszych losów głównej bohaterki. Polecam każdemu kto lubuje się w tym gatunku oraz fanom książek o wampirach i wilkołakach.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 09 marca, 2011

Połączenie wampira i wilkołaka - dla mnie coś zupełnie nowego, chociaż część moich znajomych od razu wspominała o filmie "Underworld" (który próbuję właśnie obejrzeć, ale śmiertelnie mnie nudzi). Ja go nie znałam przed przeczytaniem "Wchodzącego Księżyca", więc dziewiczo zagłębiłam się w lekturę.

Choćbym bardzo chciała, nie mogę jednoznacznie odepchnąć od siebie książek fantasy, fantastyki, czy innych romansów paranormalnych. Cudownie odprężają. A gdy są jeszcze dobrze napisane, jak właśnie "Wschodzący Księżyc", to od razu można porzucić myśl o zbliżającym się egzaminie/sprawdzianie/kolokwium/zaliczeniu i po prostu czytać, ignorując to, co powinno się robić. I tak zrobiłam. Rano wsiadłam do autobusu z książką, zaczęłam czytać, przed południem na przerwie wróciłam, czytając w ciemnościach (powiedzmy, że jeden z wykładowców nie był do końca zadowolony w trosce o mój wzrok), później kolejne zajęcia, poszłam na przystanek, tam czytałam dalej, wsiadłam do autobusu i kontynuowałam lekturę. Gdy dotarłam na mój przystanek, zostało mi do końca jakieś sześćdziesiąt stron. Po powrocie do domu (bo wcześniej jeszcze półtorej godziny szukałam tych przeklętych butów, o których wspominałam na Facebooku) postanowiłam doczytać książkę. Trochę się nie wyspałam, ale w jeden dzień ze sporymi przerwami pochłonęłam te 439 stron.

Jednak nie do końca pochwalam czytanie książki w autobusie i innych miejscach publicznych, ponieważ w książce jest bardzo duża ilość seksu. Niemal na każdej stronie. A seks ten nie jest grzeczny i "po bożemu". Jeszcze trochę, a niektórzy mogliby się pokusić o nazwanie tego pornografią (ja definitywnie nie). Było to bardzo ciekawe doświadczenie, wręcz marzyłam, by ktoś zajrzał mi przez ramię. Niestety miałam pecha. Ale przynajmniej nikt nie przeszkadzał mi w poznawaniu historii Riley.

Znajdujemy się w przyszłości. Z treści wywnioskowałam, że z całą pewnością nie jest to już XXI wiek. Wampiry i wilkołaki nie ukrywają się, chodzą ulicami. Oczywiście nie żywią do siebie zbytniej sympatii, ale gdy trzeba, potrafią razem współpracować. Jednak w okolicach pełni księżyca, gdy wilkołacze hormony szaleją, a stworzenia te nie myślą o niczym innym jak namiętnym i wyuzdanym seksie (chociaż faza księżyca tego nie determinuje - są chętne zawsze, po prostu w tym okresie, jeśli nie otrzymają odpowiedniej dawki namiętności, mogą stać się naprawdę krwiożercze - rozumiecie, profilaktyka), na progu mieszkania Riley pojawia się nagi, niezwykle seksowny wampir. Nagle okazuje się, że Riley jest wplątana w niezwykle poplątaną sprawę, z którą raczej nie chciałaby mieć nic do czynienia, gdyby jej brat nie był w niebezpieczeństwie. Rusza do boju, wampir u jej boku, Departament Innych Ras próbuje ją przekonać, by stała się Strażniczką (synonimem mogłaby być zabójczyni), a biedna dziewczyna jeszcze musi sobie radzić z upierdliwym facetem i księżycową gorączką.

Dochodzę do wniosku, że mogłabym naprawdę wiele o tej książce napisać. Gdy tak mam, oznacza to, że bardzo mi się podobało. A w tym wydaniu naprawdę miało co - wartka akcja, która nie zwalnia nawet na moment, a jeśli coś się na chwilę uciszy, dziura zapychana jest seksem. W dodatku ta cudownie minimalistyczna okładka - aż chce się patrzeć. Dobrze, ma swoje wady, jednak wciąż bardzo mi się podoba. Książka nie jest również całkowicie nieprzewidywalna, ale jednak ma mnóstwo zalet natury rozrywkowej. I po raz pierwszy od dawna zdarzyło mi się, że polubiłam dokładnie tych bohaterów, których powinnam, a ci źli zostali przeze mnie znielubiani. Zapisuję to autorce na plus, bo udało jej się osiągnąć swój cel, a ja zazwyczaj jestem bardzo oporna w tej kwestii.

"Wschodzący Księżyc" otwiera dziewięciotomowy cykl Zew Nocy, na którego kolejne tomy będę wyczekiwała z utęsknieniem. Chyba znalazłam godnego zastępcę mojej miłości do serii o sukubie Richelle Mead, której ostatni tom pojawi się w USA we wrześniu tego roku. Czyli książek paranormalnych nie wyrzucę w kąt, czytać będę dalej, tyle że tym razem przeprowadzę się z Seattle do Melbourne. Tak, akcja tej książki dzieje się w Australii, to też coś nowego, prawda?

Polecam, jakże mogłabym nie polecić. Z krystalicznie czystym sumieniem, bo przed dużą ilością seksu już Was ostrzegłam.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 czerwca, 2011

Wschodzący księżyc to pierwsza część przygód Riley Janson, ponętnej, rudowłosej pół wampirzycy, pół wilkołaka. To ciekawe połączenie genów sprawia, że zostaje wykluczona ze swojej sfory i musi zacząć żyć na własną rękę. Riley pracuje w Departamencie Innych Ras, nie jest jednak Strażnikiem, jak jej brat. Jest to zajęcie, którego chce za wszelką cenę uniknąć, ponieważ doskonale zdaje sobie sprawę w konsekwencji. Jednak w momencie, kiedy Rhoan, członek jej rodziny znika w czasie akcji, Riley długo się nie zastanawiając rusza na poszukiwania. Nie mając wyboru przystaje na warunki stawiane przez szefa, jest o krok od zostania Strażnikiem. W tym momencie książka z gatunku paranormal romance przestaje być tkliwą opowieścią, a zaczyna być pełną wartkiej akcji intrygą.

Jak przystało na pierwszą część serii autorka powoli buduje napięcie, w momencie kiedy poznamy już bohaterów, zaczyna się akcja. Riley zostaje wplątana w niebezpieczną grę, jest śledzona i atakowana przez stworzenia, nie będące ani wampirami ani wilkołakami. Dziewczyna próbuje się dowiedzieć, kto za tym stoi i jaki ma w tym swój cel. Nieoczekiwanie odkrywa, że najbliższe jej osoby stoją za eksperymentami, które polegają na krzyżowaniu i klonowaniu ras. Ale czego chcą od niej ? I co robi nagi wampir pod jej domem ?


Niezobowiązujący seks stanowił codzienność w życiu Riley. Posiadanie dwóch stałych partnerów seksualnych, nie będąc jednocześnie w związku było dla bohaterki spełnieniem marzeń. Dostawała to czego chciała, w takich ilościach jakie potrzebowała. Pomimo, że szanowała swoich partnerów i łączyła ich więź, doskonale zdawała sobie sprawę, że nie można nazwać miłością, uczucia jakie jest między nimi. Opisy scen intymnych stanowią spora część książki, chwilami irytował mnie instynkt silniejszy od woli. Zachowania wilkołaków nie można jednak osądzać według ludzkich standardów. Kompletną pomyłką byłoby rozpatrywać postępowania Riley w aspektach moralnych. Mam nadzieję jednak, że kolejna część książki nie będzie pisana w czasie pełni, a bohaterka z większą starannością będzie dobierała obiekty żądzy.


Keri Arthur jest żywym dowodem na to, że paranormal romance nie jest gatunkiem skierowanym wyłącznie do nastolatek zakochanych w Edwardzie z sagi Zmierzch. Na rynku wydawniczym ukazało się wiele książek wzorowanych na podobnej tematyce. Niestety większość z nich to powielanie schematu. Być może dlatego tak długo wzbraniałam się przed wampirami, wilkołakami i innymi istotami, to moje spotkanie z literaturą paranormal romance uważam za udane. Mam nadzieję, że fanom gatunku pomogłam oddzielić ziarno od plew. Książki nie zaliczam do ambitnego dzieła, które ma szanse trafić na listę książek ponadczasowych. Z całą pewnością jednak jest to kawałek dobrej literatury w swoim gatunku. Fakt, że książkę czyta się bardzo szybko jest potwierdzeniem na interesującą fabułę. Z pewnością sięgnę po kolejne części, ponieważ historia Riley pochłonęła mnie bez reszty. Ciekawa jestem jak rozwinie się wątek miłosny dlatego też od razu sięgam po kolejną część.


Tytuł: Wschodzący księżyc
Autor: Keri Arthur
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Liczba stron: 439
Moja ocena 4/5


Przeczytana: 08 października, 2011

Gdybym wiedziała, jak bardzo wciągnie mnie ten cykl, zmusiłabym się do czekania na pojawienie się wszystkich części.

W literaturze nastąpił pewien okres buntu. Każdy podpisuję się pod niechęcią do lektury typu paranormal romance, większość jak ognia unika wampirów i wilkołaków. Stąd wniosek - kto w takim razie czyta te książki i pisze tak pochlebne recenzje? Chyba wystąpiła pewna nieścisłość i mam do czynienia z przejawem maskowanego zachwytu. Nie przyłączę się jednak do tej powszechnej wrogości, lecz do zachwytu nad cyklem "Zew nocy", który miałam przyjemność ostatnio czytać.

Riley Janson nocą, jak na wilkołaka przystało, szaleje, kusi i uprawia wiele, wręcz ogromne ilości niezobowiązującego seksu. Szczególnie w czasie księżycowej gorączki. Niezwykła osoba (pół wilkołak, pół wampir), prowadząca zwykłe życie siostry, pracownicy Departamentu i kochanki swoich partnerów. W tym momencie poznajemy bohaterkę, której świat nagle nie jest już tak bezpieczny jak dawniej. Jej brat ma porządne kłopoty, nieciekawi i żądni pieniędzy, interesujący się dnami Riley naukowcy, a do tego tajemniczy wampir u progu jej drzwi... Tak właśnie prezentuje się ekscytujący i poważnie wciągający pierwszy tom.

Zew nocy. Dający we znaki, niebezpieczny, dziki i erotyczny. Niezwykle adekwatna nazwa cyklu do ogółu powieści - powieści bardzo erotycznej, przepełnionej seksem, lecz nie seksem, przez który autorka szuka zainteresowania większej części społeczeństwa, ale takim dzikim i bardzo naturalnym. Idealnie pasującym do wyobrażeniu o zachowaniach wilkołaka. Powieści ekscytującej, wciągającej nietuzinkową, lecz troszkę schematyczną akcją, która w chwili rozpoczęcia utrzymuję się na równym poziomie przez cały czas trwania historii. Niebanalna historia, atrakcyjny pomysł na bohaterów, odrobinę inwencji twórczej, fajne połączenie kilku powstałych już historii i tak otrzymujemy "Wschodzący księżyc", który dla mnie okazał się strzałem w dziesiątkę na obecną pogodę, brak czasu czy zainteresowania książkami. Książka ta sprawi, że atmosfera wszech obezwładniającego zimna nagle zniknie, kiedy w powieści zrobi się naprawdę gorąco...

Podobali mi się bohaterowie, pozbawieni kompleksów, niedorzecznych ograniczeń czy stereotypów, jeśli chodzi o sprawy intymne. Oczywiście nie brakuje w tym świecie uprzedzenia do którejś z ras, ale to nie ma żadnego wpływu na postacie. Podobała mi się ta mieszanka ras, z którą pierwszy raz się spotykam, podobało mi się to, że nie widać tutaj lepszości stworzeń nad ludżmi. Świat jest brutalny, morderstwa, porwania, tu nic nie jest obce. Widać na pierwszy rzut oka wiele podobieństw, choćby Departament - Kim Harrison, cykl Zapadlisko czy duże ilości erotyzmu - Czysta krew, nie mniej jednak sama książka jest przemyślana, ciekawie przedstawiona i nie mam jej praktycznie nic do zarzucenia. Odegrała swoją rolę uprzyjemnienia czasu, niebyła mdła czy nacechowana słodkościami. Spodobało mi się w niej na tyle dużo, że będę z przyjemnością sięgać po kolejne tomy.

Polecam i zachęcam. Ale uprzedzam, że nadanie tej powieści kategorii "młodzieżowe" jest chyba jakimiś nieporozumieniem.


Przeczytana: 01 czerwca, 2011

Znacie to: Nie oceniaj książki po okładce.
No właśnie, i ja się troszkę wystraszyłam, gdyż okładkę oceniłam bardzo ale to bardzo pozytywnie!!! Piękna kobieta z płomienno-rudymi włosami; mat połączony z blaskiem. . . . Pomyślałam okładka świetna, a zawartość pewnie nie koniecznie????

Nie ważne, że czytałam wiele pochlebnych recenzji na temat tej pozycji- różni ludzie różne gusta!

Bałam się też jednego, a mianowicie tematyki książki: wampiry, wilkołaki- boszszszsz. . . . No na 100% nie przebrnę.
Pełno tego teraz na każdym kroku, momentami strach lodówkę otwierać. . .

Ale postanowiłam dać szansę autorce, i pomyślałam, że chociaż na początek ze 2-3 strony przeczytam, żeby chociaż troszkę się zaznajomić.

I wsiąkłam, MAKSYMALNIE!!! Oderwać się nie mogłam.

Akcja dzieje się w dalekiej przyszłości, gdzie wilkołaki i wampiry oraz inne zmutowane stworzenia chodzą po ulicach, posiadają własne kluby. . .
Riley Janson i jej brat Rhoan pracują w Departamencie Innych Ras w Melbourne. Riley to połączenie wampira i wilkołaka- ale w przewadze wilczej natury. Natomiast jej brat bliźniak Rhoan odziedziczył większość cech wampira, jest on strażnikiem i pewnego dnia znika w akcji, Riley postanawia go odszukać.

Pewnego dnia na jej wycieraczce zjawia się piękny, przystojny wampir Quinn.

I wszystko się zaczyna: wartka akcja, wiele pościgów, walk. Zbliża się pełnia księżyca a krew w dziewczynie aż buzuje. Ma dwóch kochanków: Talona i Mishe. Jednak po jakimś czasie okazuje się, że nie może im ufać. Jaką tajemnice skrywają???

Riley to taki pozytywny dhampir. Pomimo, że nie chce zostać Strażnikiem pragnie walczyć o rodzinę o najbliższych.

Od książki ciężko się oderwać, porywa wartką akcją. Każda wymyślona akcja doprowadzona jest do końca, dzięki czemu możemy ustalić jakąś chronologię wydarzeń. Dosłownie co kilka stron jest pełno seksu, gdyż wilkołaki przed pełnią ociekają pożądaniem. Nie jest to na tyle wyuzdany seks, żeby jakoś nas przerażał- bardzo przyjemnie i umiejętnie jest to wplecione w akcję. Tam się non stop coś dzieje, nie ma przerw czy nudnych opisów.

Książkę polecam wszystkim tym, których nudzi już powierzchowność tematyki wilczej i wampirzej w innych pozycjach, jednak chyba tylko dla tych troszkę starszych czytelników.
A ja czekam z niecierpliwością na kolejną część "Całując grzech". I nie przeraża mnie, że przede mną jeszcze 8 części przygód Riley.


Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 08 czerwca, 2011

Wybierając książki do czytania raczej unikam tematyki wilkołaków i wampirów. Wszystko dlatego, że ostatnio na takie powieści panuje duża moda, a „Zmierzchu” nie czytałam i raczej nie ruszę. Sama więc się zdziwiłam, gdy postanowiłam dać szansę pierwszej części cyklu „Zew nocy”, gdzie od istot i zjawisk paranormalnych aż tłoczno.

W książce „Wschodzący księżyc”, autorka, jak na pierwszą część serii przystało, zaznajamia nas z głównymi bohaterami cyklu. Jedną z nich jest Riley Janson, pracowniczka Departamentu Innych Ras w Melbourne, która skrywa pewną tajemnicę: jest rzadkim połączeniem wilkołaka i wampira, z przeważającą wilczą naturą. Jej brat bliźniak Rhoan jest w Departamencie Strażnikiem, jego zadaniem jest ochrona ludzi, przy czym często jest zmuszony do zabijania przeciwników. W świecie, w którym żyją traktowani są normalnie, gdyż takich osób, jak oni jest wiele. Pewnego dnia Riley uświadamia sobie, że zbliża się pełnia, więc wilcza część natury walczy o zaspokojenie cielesnych potrzeb. Oprócz tego jej brat znika w trakcie misji, a na jej progu pojawia się nagi wampir. Okazuje się, że zbliżają się duże kłopoty, a w walce z nimi z pewnością nie pomoże Riley rozkojarzenie związane z nadchodząca pełnią.

Książkę czytało się bardzo dobrze i szybko, choć podejrzewam, że fanów gatunku autorka nie zaskoczy. Zadowoleni powinni być Ci, którzy lubią wielkie pokłady opisów związanych z erotycznych życiem bohaterów. Mi się to podobało średnio, ale bez tego nie dałoby się stworzyć pełnego obrazu Riley i pozostałych bohaterów. Po za erotyką, autorka postarała się także bardzo szczegółowo odzwierciedlić obraz walk, jakie miały miejsce w książce. Całą historię i główną bohaterkę polubiłam na tyle, że z chęcią sięgnę po kolejny tom cyklu. Nie zmienia to jednak mojego spojrzenia na ten rodzaj literatury, czyta się fajnie, ale tylko raz na jakiś czas, bo później widzi się już za dużo schematów, które odbierają przyjemność lektury.

Warto zwrócić uwagę na okładkę książki, z pewnością przedstawiającą Riley oraz rodzaj czcionki, którą napisany jest tytuł. Estetycznie i ciekawie, wiec dodając całkiem niezły pomysł na bohaterów, książka powinna się w Polsce cieszyć dużym zainteresowaniem.


Przeczytana: 26 marca, 2011

"Wschodzący Księżyc" opowiada historię Riley Janson, na co dzień zatrudniona w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne skrywająca niezwykłą tajemnicę: jest dhampirem- niezwykle rzadkim połączeniem wilkołaka i wampira. Nigdy nie chciała zostać Strażnikiem, jak jej brat bliźniak Rhoan, który musi zabijać, aby ochraniać ludzi. Gdy nadchodzi pełnia gorączka namiętności zaczyna opanowywać wilkołaki... Riley i tą pełnię chciała spędzić tak jak inne przedtem- w ramionach swoich kochanków, w pełni wyzwolona z trawiącego ją pragnienia, tym razem jednak wszystko zaczyna się komplikować...

Powieść ta jest pełna tajemnicy i... seksu. Czyta się ją łatwo i przyjemnie, sceny erotyczne pełne są ekspresji. Szybko mnie wciągnęła, pochłonęła bez reszty. Już dawno nie czytałam powieści, która łączy w sobie cechy moich ulubionych gatunków literackich: fantasy i horroru, jest pełna żywych i sympatycznych postaci- każda z nich ma swój własny charakter, wady i zalety... Cudownie było się zanurzyć w powieść, nie przejmować się niczym, po prostu czytać.
Wiem, że już wiele na temat "Wchodzącego Księżyca" zostało już powiedziane... nie wiem zatem co mogłabym jeszcze dodać, oprócz polecenia! :)


{http://biblioteczka-pandorci.blogspot.com/}


Przeczytana: 14 czerwca, 2011

Wampiry zazwyczaj kojarzą się z krwiożerczymi istotami, cechującymi się ogromną szybkością i trzeźwością umysłu. Natomiast wilkołaki, ludzie, którzy na wskutek pełni księżyca lub innych czynników, w zależności od koncepcji autora danej powieści, przeobrażają się w postać wilka, zawsze pokazują swą waleczność i gotowość do obrony swej sfory w każdej sytuacji. Patrząc na przykłady z literatury młodzieżowej można byłoby rzec, że te dwa gatunki całkowicie różnią się od siebie, na każdym kroku okazując rywalizację. „Wschodzący księżyc” ukazuje, iż pomiędzy wampirem a wilkołakiem wcale nie musimy dostrzegać nienawiści. Sama główna bohaterka bowiem jest przedstawicielką obydwóch tych ras…

Riley Janson pracuje jako sekretarka w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne. Pozorna pracownica tak naprawdę skrywa wielką tajemnicę – jest dzieckiem wilkołaka i wampira, co czyni ją rzadko spotykaną istotą. Wilcza natura kobiety jednak dominuje, co sprawia, że nie chwali się swoimi oryginalnymi korzeniami. Riley ukrywa również fakt, iż jej najlepszy przyjaciel – Rhoan – tak naprawdę jest jej bratem. Ognistowłosa w miejscu swojej pracy ma szansę na awans i co za tym idzie – stanie się Strażnikiem, ale wytrwale powtarza, że nie chce przyjąć tego stanowiska, bowiem wiąże się ono z koniecznością zabijania w celu ochrony ludzi. Życie Riley nie należy do nudnych, ponieważ nie brakuje jej adoratorów oraz chętnych do spędzenia z nią upojnych nocy, podczas których może ukazać swą prawdziwą postać. Nadchodząca pełnia sprawia, iż wilcza część pracownicy departamentu góruje nad rozsądkiem, doprowadzając do wariacji umysłu. Pewnego dnia okazuje się, iż jej brat znika w trakcie misji i nikt nie ma pojęcia, co się z nim stało. Jeszcze więcej pytania pojawia się, kiedy Riley na progu swojego mieszkania zastaje nagiego i przystojnego wampira, pragnącego spotkać się z Rhoanem. Kobieta postanawia dowiedzieć się, co stało się z członkiem jej rodziny, doskonale wiedząc, że wraz z pełnią zbliżają się kłopoty.

„Wschodzący księżyc” to pierwsza cześć cyklu „Zew nocy”, składającego się z dziewięciu książek, w których poznajemy przygody Riley Jenson. Keri Arthur wprowadza wiele innowacji do dotychczas nam znanego świata wampirów i wilkołaków, pokazując swoją własną koncepcję na współżycie (dosłowne i przenośne) tychże gatunków. Autorka posiada wiele kapitalnych pomysłów, dzięki czemu czytając tę książkę nie można się nudzić. Mogłoby się wydawać, że Riley, sekretarka, jest postacią opanowaną i przede wszystkim – spokojną, jednak pozory bywają bardzo mylne, co można zauważyć w przypadku tejże lektury. Riley nigdy nie nazwałabym cichą osobą, bowiem jej uosobienie cechuje się ogromnym dynamizmem i burzliwością, co sprawia, że sam fakt, iż w utworze występuje tak ognista kobieta czyni „Wschodzący księżyc” niezwykłą powieścią, którą przeczytałam praktycznie jednym tchem. Pisarka posiada bardzo lekki, przyciągający styl, łączący się z ciekawą powagą i pewnego rodzaju delikatnością. Keri Arthur potrafi wspaniale ukazać osobowość bohaterów, sprawiając, iż to głównie oni przyciągają uwagę czytelnika. Niespodziewane zwroty akcji, wieczne tajemnice oraz domysły powodują, iż do końca nie wiadomo, kto odpowiedzialny jest za bałagan, który zaczyna opanowywać uporządkowany świat Riley. Dialogi niekiedy można byłoby nazwać kwintesencją całego utworu, gdyż pani Arthur niewątpliwie pokazała, że potrafi bawić się słowami, tworząc interesującą grę. Ironiczne, a niekiedy też i dramatyczne, zdania wypowiedziane przez przedstawicieli różnych gatunków potrafią zmienić spojrzenie odbiorców na całą sprawę. Opisy wyszły autorce nieco gorzej, jednakże stoją na wysokim poziomie i łatwo odebrać to, czym bohaterowie kierowali się w swoich działaniach, decyzjach czy przemyśleniach. We „Wschodzącym księżycu” nie brakuje akapitów poświęconych seksualności Riley i jej towarzyszy. Wszelkie teksty spod pióra Keri Arthur na ten temat wydają się być bardzo dobre i przyznam, że dosyć łatwo wyobrazić sobie sytuacje, w jakich znalazła się kobieta, mająca geny wilkołaków i wampirów. Przyznam jednak, że niekiedy opisane sprawy stają się niesmaczne. Choć to zapewne zależy również od gustu, ponieważ ja po prostu nie przepadam za aż tak dokładnym opisie tego typu stanu.

Keri Arthur to autorka, przy której pracach wręcz nie można się nudzić. Stworzeni przez nią bohaterowie są dopracowani w każdym calu i charakteryzują się ciekawym i specyficznym uosobieniem. Osoba Riley, sekretarki, budzi skrajne emocje, a dokładniej jej dosyć odważny styl życia, w którym jak widać – odnajduje się idealnie. Najbardziej zaintrygowała mnie postawa Talona, który spowodował, że do końca nie potrafię powiedzieć, czy działał jedynie emocjami czy też według ściśle określonego planu. Niewątpliwie partner Riley był bohaterem, który swoją zarazem romantycznością, ale też i brutalnością i egoizmem, potrafił rozbudzić czytelnicze zmysły i ukazać prawdziwie wilczą naturę. Natomiast wampir, który pojawił się na progu mieszkania rudowłosego mieszkańca, cały czas skrywał tajemnice, które zapewne zostaną ujawnione w kolejnych częściach. Keri Arthur stworzyła świetny wątek miłosny, w żaden sposób nie idealizując zdarzeń czy postaci. Podobał mi się również fakt, iż nie bała się pokazać, że w brutalnym świecie stosunek płciowy nie wiąże się z miłością, co zwykle występuje w książkach o podobnej tematyce.

Na koniec pragnę dodać jeszcze kilka słów na temat samej okładki „Wschodzącego księżyca”. Włosy modelki, która pozowała do zdjęcia uwiecznionego na tejże ilustracji, są wręcz kapitalne i wspaniale oddają ognistą naturę bohaterki. Uwielbiam patrzeć się na tą zjawiskową kartę, która wprowadza mnie do miasta, w którym znalazła się Riley. Z przyjemnością poznam dalsze losy panny Jensen oraz jej przyjaciół, którzy na pewno jeszcze nieraz wplączą się w kłopoty.


Przeczytana: 17 czerwca, 2011

Początkowo nie paliłam się, żeby przeczytać książkę Pani Keri Arthur, gdyż wampiry i wilkołaki to obecnie dość modny temat i ciężko jest znaleźć coś, co by mi się spodobało wśród tak wielu dzieł.

Historia toczy się w Melbourne, w Australii. Jest to duża odmiana, gdyż akcja większości współczesnych dzieł ma miejsce w Ameryce Północnej, bądź też w Anglii. Czasem jest to świat wymyślony, lecz rzadko. Podejrzewam, że akcja toczy się w bliskiej przyszłości, co wnioskuję po dużych osiągnięciach w dziedzinie klonowania i uzbrojenia.

Riley Jenson jest w połowie wilkołakiem i w połowie wampirem. Na co dzień pracuje w Departamencie ds. Innych Ras. Pewnego dnia jej brat, Rhoan, wpada w kłopoty. Dziewczyna postanawia go odnaleźć. Nie wiem, że sama jest w tarapatach. Wraz z kilkoma innymi osobami próbuje rozwikłać zagadkę zmutowanych genetycznie klonów. Jednak ciężko jest pracować, gdy zbliża się pełnia księżyca.

Riley to bardzo interesująca postać. Po matce ma geny wilkołaka, które dominują w jej życiu, zaś po ojcu odziedziczyła siłę i szybkość wampira. Jest uparta, nieufna i dosyć przebiegła. Jak każdego wilkołaka, na tydzień przed pełnią księżyca dopada ją gorączka pożądania, co sprawia dużo trudności i jest niedogodnością w pracy. Dziewczyna musi zaspokajać potrzeby swojego ciała, ponieważ dłuższe ich ignorowanie może mieć fatalne i niebezpieczne skutki dla otoczenia.

W dniu, w którym wyczuwa niebezpieczeństwo wokół Rhoana, przed drzwiami jej mieszkania pojawia się nagi, seksowny wampir, który chce spotkać się z jej bratem. Jest pociągający i dziewczynie dość trudno zapanować nad sobą.

Muszę przyznać, że książka wypadła całkiem nieźle na tle innych dzieł. Dużo się w niej dzieje, a nagłe zwroty akcji tylko przyspieszają tempo. Autorka pisze ciekawie, a powieść kończy w niesamowitym momencie: część zagadki została wyjaśniona, lecz wciąż pozostaje ona tajemnicą, pojawia się nowy wątek i gdy czytelnik nabiera ochoty na jakąś zwariowaną wyprawę do laboratorium lub napad na biuro szefa, okazuje się, że to już koniec.

Książka nie jest rodzajem ambitnej lektury po przeczytaniu której mamy do przemyślenia wiele spraw. Jest ona prosta i lekka, a także dobra na nudne popołudnie. Z Riley nie da się nudzić. Jej przygody wciągają niczym odkurzacz. Postacie nie są skomplikowane, lecz mimo to interesujące, kryjące tajemnice.

Książkę polecam osobom starszym i bardziej dojrzałym emocjonalnie ze względu na liczne sceny seksu. Nie są one ukazane w sposób obrzydliwy lub pornograficzny, jednak młodszego czytelnika może to odrzucać. Opisy nadają temu bardzo realistyczny i wyrazisty kształt, a także nie mydli oczu jak niektóre rzeczy wyglądają naprawdę.

Narracja w pierwszej osobie bardzo dobrze wypadła w tej powieści. Opisy miejsc są wzbogacone o nazwy własne, lecz nie stanowią one podstawy. Występują tu liczne epitety i inne środki stylistyczne, które uruchomiają wyobraźnię.

Książka jest świetna, jednak żałuję, że nie zaczekałam z jej lekturą kilka lat. Może mniej zrażałyby mnie niektóre sceny.


Przeczytana: 21 lipca, 2011

''Wschodzący księżyc'' Keri Arthur reprezentuje nieznany mi dotąd gatunek fantasy. Nigdy nie miałam do czynienia z paranormalnymi romansami. Miło było poznać coś nowego, zwłaszcza iż czytając tą książkę nie rozczarowałam się.


Książka jest pierwszym tomem (z dziewięciu) cyklu Zew nocy. Opowiada o losach Riley Janson - pół wampira, pół wilkołaka. Akcja toczy się w Melbourne w niedalekiej przyszłości. Wampiry i wilkołaki nie żyją już w ukryciu , ale normalnie egzystują wraz z ludźmi. Riley pracuje w Departamencie Innych Ras , który ma za zadanie bronić praw odmieńców oraz reprezentować ich w dialogu z człowiekiem. Jej brat bliźniak Rohan jest Strażnikiem w Departamencie. Rodzeństwo zostało wykluczone ze swojej sfory z powodu odmienności. Od tamtej pory próbują znaleźć swoje miejsce w tym dziwnym świecie. Szło im całkiem dobrze aż do momentu gdy Rohan znika podczas jednej z misji dla Departamentu a na progu mieszkania Riley pojawia się pewien seksowny wampir...


''Wschodzący księżyc'' to pasjonująca opowieść od której z pewnością nie będziecie w stanie się oderwać. Książka jest napisana lekkim i przyjemnym językiem. Zawiera wszystko co powinna zawierać tego typu literatura. Mamy tutaj elementy fantastyki- nowy i nieznany dotąd gatunek zmiennokształtnych. Opowieść trzyma w napięciu aż do ostatniej strony. Wręcz pozostawia niedosyt i skłania do sięgnięcia po kolejny tom.
Do tego piękna kobieta oraz seksowni mężczyźni. I jeszcze ta '' księżycowa gorączka '' podczas której wilkołaki nie są w stanie powstrzymać się od seksu... To wszystko sprawia, że książkę przeczytałam w ciągu jednego dnia.


Czytając recenzje '' Wschodzącego księżyca '' spotkałam się z krytyką. Niektórzy zarzucali autorce, że książka wręcz ocieka seksem. Muszę się nie zgodzić z tym stanowiskiem. Faktycznie jest wiele scen erotycznych- i z tego powodu nie poleciłabym lektury książki młodszym czytelnikom. Nie są to jednak sceny pornograficzne, takie które mogłyby zgorszyć dorosłego odbiorcę. Zaryzykuję stwierdzenie iż tego typu literaturę można śmiało raz na jakiś czas zgłębiać :P Ja z pewnością sięgnę po kolejny tom. Chętnie poznam dalsze losy Riley i seksownego wampira:)


Polecam.
Moja ocena- 5/6

http://zglowawksiazce.blogspot.com/2012/01/wschodzacy-ksiezyc.html