Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Atramentowa śmierć

Tłumaczenie: Jan Koźbiał
Cykl: Atramentowy Świat (tom 3)
Wydawnictwo: Egmont Polska
7,64 (2153 ocen i 119 opinii) Zobacz oceny
10
274
9
427
8
462
7
556
6
234
5
127
4
29
3
34
2
5
1
5
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Tintentod
data wydania
ISBN
9788323778004
liczba stron
670
słowa kluczowe
fantasy
język
polski

Gdy wrócisz, unicestwisz białe milczenie Pustej Księgi. Napełnisz ją słowami, nim nadejdzie wiosna. W przeciwnym razie dla ciebie zima nigdy się nie skończy i w zamian za Żmijogłowego zabiorę nie tylko twoje życie, ale i życie twojej córki, która pomogła ci sporządzić księgę. Zrozumiałeś Sójko? (...) Przyjmujesz moje warunki? (...) - Przyjmuję - powiedział Mo... Od czasu niezwykłych wydarzeń...

Gdy wrócisz, unicestwisz białe milczenie Pustej Księgi. Napełnisz ją słowami, nim nadejdzie wiosna. W przeciwnym razie dla ciebie zima nigdy się nie skończy i w zamian za Żmijogłowego zabiorę nie tylko twoje życie, ale i życie twojej córki, która pomogła ci sporządzić księgę. Zrozumiałeś Sójko? (...)
Przyjmujesz moje warunki? (...)
- Przyjmuję - powiedział Mo...


Od czasu niezwykłych wydarzeń opisanych w Atramentowej krwi, kiedy to opowieść" Atramentowe serce" w czarodziejski sposób wciągnęła Meggie, Mo i Smolipalucha na swoje karty, życie w Atramentowym Świecie stało się nie do zniesienia. Cień nadziei na odmianę złego losu pojawia się dopiero wtedy, gdy Mo zawiera niebezpieczny układ ze śmiercią.

 

źródło opisu: [Wydawnictwo Egmont, 2008]

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1756
Moreni | 2010-12-19
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 grudnia 2010

Każdy czytelnik zna to uczucie, kiedy chciałoby się przeniknąć do świata książki, móc zwiedzić wszystkie miejsca w nim opisane i spotkać swoje ulubione postacie. Bohaterom atramentowej trylogii się to udało. Jednak tak jak i oni, tak i my często zapominamy, że każdy świat ma swoją mroczną stronę, a napotkani w nim bohaterowie nie zawsze są dobrzy. Że bezsilność, którą odczuwamy, żyjąc tutaj, nie zniknie nagle, kiedy zaczniemy żyć gdzieś. Zła nie da się uniknąć, przechodząc gdzie indziej, walczyć z nim trzeba zawsze, zarówno tu i teraz, jak i gdzieś i kiedyś.

„Atramentowa śmierć” to trzeci i ostatni tom atramentowej trylogii. Tym, którzy czytali poprzednie części nie muszę mówić, o czym rzeczona seria jest, jednak z uwagi na resztę społeczeństwa, kilka słów wprowadzenia. Kiedy wszystko się zaczyna, Meggie jest dziesięcioletnią dziewczynką, której mama zaginęła dawno temu. Ojciec dziewczynki, Mortimer, jest introligatorem i, tak jak córka, posiada pewien niezwykły dar: potrafi głosem sprowadzić książkowych bohaterów do naszego świata (innymi słowy, potrafi sprawić, aby słowo stało się ciałem). Problem polega na tym, że nie zawsze są to bohaterowie dobrzy… Część pierwsza („Atramentowe serce”) opowiada nam więc o zmaganiach tej dwójki (ale nie tylko, bohaterów jest dosłownie na pęczki) z przeróżnego autoramentu kreaturami sprowadzonymi przypadkiem z pewnej specyficznej książki. Część druga („Atramentowa krew”) zaś rozpoczyna się ucieczką Meggie do świata powieści i mówi o tym, jak ojciec ruszył jej na ratunek. Część trzecia rozgrywa się już w całości w magicznym świecie książki i w przeciwieństwie do pierwszej jest ściśle powiązana z drugą częścią, tzn. jest jej ścisłą kontynuacją. A więc wszyscy nasi bohaterowie zostają przeniesieni do atramentowego świata, gdzie introligator musi przemienić się w zbójcę, aby chociaż częściowo zapobiec złu, które na ten świat osobiście sprowadził. Bruździ więc głównemu schwartzcharakterowi, jak tylko może: a to napadnie na jego zbrojnych, a to rozda żywność biednym, a to skazańców uwolni… Jednak w pewnym momencie dostaje propozycję nie do odrzucenia od osoby, której się nie odmawia i od tej pory musi podjąć bardziej konkretne działania.

Myślałam chwilami, że jestem za stara, aby docenić dobrą powieść młodzieżową, bo taką z pewnością jest zarówno „Atramentowa śmierć”, jak i cały cykl. Jednak po skończeniu lektury uznałam, że to jednak wina mankamentów powieści. A właściwie jednego mankamentu: przez pierwsze 300 stron nie dzieje się nic ciekawego, w związku z czym czytelnik się zwyczajnie nudzi. Mnie samozaparcia starczyło, ale nie wiem, czy każdy młodociany czytelnik będzie w stanie wykazać się takim uporem. Z drugiej strony, jest to już ostatni tom, więc jeśli będzie chciał poznać zakończenie, będzie musiał przebrnąć.

Świat powieści jest bardzo bogaty. Roi się od przeróżnego kształtu rozumnych ras, co, jak zauważyłam, jest dla fantastyki niemieckiej dość charakterystyczne (w przeciwieństwie do fantastyki anglosaskiej, gdzie mamy zazwyczaj ludzi, elfy, krasnoludy i orki w kilku podgatunkach). Także i bohaterowie są nieźle skonstruowani. Jest to powieść młodzieżowa, więc nie poczytałam autorce za wadę faktu, że są to bohaterowie albo czarni, albo biali: jak źli, to gorsi od diabła, a jak dobrzy, to świętsi od aniołów. Przynajmniej w tej swojej dobroci, względnie złośliwości, są autentyczni – co przy takich skrajnych rozróżnieniach, jest nie lada sztuką. Jedyną postacią nieokreśloną w tej kwestii jest tytułowa Śmierć (bohaterka epizodyczna choć kładąca się cieniem na całą historię), przedstawiona jako istota mogąc przybrać dowolną postać. I chociaż bardziej lubię Śmierć Świata Dysku, to ta atramentowa, mimo, że nie zdobyła aż tyle sympatii, to na pewno zyskała sporo szacunku z mojej strony.

Język Cornelii Funke jest prosty, ale sugestywny, doskonały wręcz do powieści młodzieżowej: nie męczy wyszukanym słownictwem, ale z drugiej strony jest na tyle bogaty, żeby czytelnik mógł coś z niego wynieść. Zgrzyta tylko tłumaczenie nazw własnych, głównie imion i przydomków. Książka jest tłumaczona z języka niemieckiego, a o ile się orientuję, tam kilkudziesięcioliterowe zbitki słowne nie są niczym nagannym. Gorzej, że tłumacz to wszystko przełożył dosłownie, co daje komiczny efekt w przypadku postaci negatywnych. O ile jeszcze Atramentowy Tkacz brzmi nieźle, o tyle Cielęca Głowa czy Świecąca Gęba wyglądają dziwacznie. No i jakoś niezręcznie mi brzmi Baptiste spolszczony na Baptystę – z niewiadomych względów miałam wrażenie, że zaraz zacznie śpiewać gospel…

Słów jeszcze kilka o wydaniu. Okładka, jak widać powyżej, bardzo stylowa, pasuje do pozostałych w serii. Wewnątrz również zadbano o tego nieco młodszego czytelnika: duże litery i przejrzysta interlinia bardzo ułatwia czytanie, a żeby jeszcze dodać smaczku, każdy rozdział rozpoczyna się jakimś cytatem i kończy niewielką ilustracją. Na końcu zaś dodano spis owych cytatów i (głównie na użytek młodszych czytelników jak mniemam) spis postaci i miejsc. Może być bardzo użyteczny, zważywszy, że trzeba było ładnych kilku stron, aby go pomieścić. Cała seria jest moim zdaniem jednym z najlepszych przykładów na to, jak powinna wyglądać przyjazna czytelnikom powieść młodzieżowa.

Myślę, że każdy, a zwłaszcza czytelnik wczesno nastoletni, może się bez obaw z cyklem zapoznać, zwłaszcza, jeśli nie miał jeszcze do czynienia z żadnym z tomów. Tom trzeci zaś polecam tylko wytrwałym, bo te 300 pierwszych stron to wcale niebłaha przeszkoda.

[Recenzję zamieściłam wcześniej na swoim blogu.]

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Kolekcja nietypowych zdarzeń

"Kolekcja nietypowych zdarzeń" zapewne sprzedaje się świetnie. Autorem jest Tom Hanks, a to nazwisko musi przyciągać. Jednak zbiór 17 opowi...

zgłoś błąd zgłoś błąd