Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Pensjonat Maggie

Tłumaczenie: Hanna Walicka
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Satine". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: HarperCollins
5,88 (115 ocen i 15 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
8
8
4
7
24
6
32
5
25
4
6
3
9
2
2
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Private eye
data wydania
ISBN
978-83-238-7785-1
liczba stron
224
język
polski
dodała
Ag2S

Josh January, prywatny detektyw, zostaje lekko ranny podczas pościgu za przestępcą. Wspólnik proponuje, by Josh na jakiś czas zrezygnował z trudnych spraw i podjął się miłego, łatwego zlecenia. Na przykład mógłby wyjaśnić, co dzieje się w pewnym małym nadmorskim pensjonacie... Josh przystaje niechętnie na prośbę wspólnika i wyrusza w drogę. Pierwsze spotkanie z Margaret Gladstone, właścicielką...

Josh January, prywatny detektyw, zostaje lekko ranny podczas pościgu za przestępcą. Wspólnik proponuje, by Josh na jakiś czas zrezygnował z trudnych spraw i podjął się miłego, łatwego zlecenia. Na przykład mógłby wyjaśnić, co dzieje się w pewnym małym nadmorskim pensjonacie... Josh przystaje niechętnie na prośbę wspólnika i wyrusza w drogę. Pierwsze spotkanie z Margaret Gladstone, właścicielką pensjonatu, nie należy do przyjemnych. Również samo zadanie nie okazuje się takie łatwe, jak mogłoby się wydawać. Ktoś chce doprowadzić pensjonat do bankructwa i stosuje coraz brutalniejsze metody. Josh proponuje Margaret nietypowe rozwiązanie zagadki...

 

źródło opisu: Wydawnictwo Mira, 2011

źródło okładki: http://harlequin.pl/mira

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 703
Agnieszka | 2012-01-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 19 stycznia 2012

Książkę, o której chcę Wam dzisiaj napisać przeczytałam, ponieważ zachęciły mnie do niej recenzje na innych blogach. W związku z tym, podczas mojej ostatniej wizyty w bibliotece w stosiku znalazł się Pensjonat Maggie. Znałam tę powieść już wcześniej, ale nie wydawało mi się, aby była ona godna uwagi. Teraz mogę śmiało stwierdzić, że miałam rację. Wiem, że w tym momencie wychodzę na „czarną owcę” wśród blogujących recenzentów, ale nie mogę napisać dobrze o tej książce tylko dlatego, że innym ona się podoba. Mam nadzieję, że nikt nie będzie miał mi za złe, że wyłamuję się z tego powszechnego zachwytu nad tą książką. Wygląda na to, że jestem wybrednym i wymagającym czytelnikiem, bo dla mnie nawet romans powinien coś sobą reprezentować. Kiedy na okładce czytam takie oto słowa: „(…) Ktoś chce doprowadzić pensjonat do bankructwa i stosuje coraz brutalniejsze metody(…)”, to wówczas spodziewam się, że owymi „brutalnymi metodami” okaże się co najmniej porwanie dla okupu, a w skrajnym przypadku nawet morderstwo. Natomiast w tym konkretnym przypadku okazuje się, że „brutalną metodą” jest awaria elektryczności i celowe rozszczelnienie rur w piwnicy.

Moi stali Czytelnicy wiedzą, że niejednokrotnie przyznawałam się do tego, iż lubię czas od czasu przeczytać jakiś romans. Tak właśnie było tym razem. Po dawce sensacji, którą znalazłam w Bursztynowej Komnacie, postanowiłam, że teraz przeczytam coś lżejszego. W moim przekonaniu „coś lżejszego”, to właśnie romans, a jeśli do tego jest to thriller romantyczny, to już nic więcej mi nie potrzeba. Tak właśnie została zareklamowana ta powieść. Jako thriller romantyczny, który tak naprawdę z thrillerem nie ma nic wspólnego. Jest to zwyczajne romansidło pozbawione wszelkich emocji.

Główną bohaterką jest Margaret (Maggie) Gladstone, która po śmierci swojej ciotki, Agaty, dziedziczy uroczy, wiktoriański pensjonat o nazwie Peregrine Manor. Kobieta ma trzydzieści lat i mówi się o niej „stara panna”. W pensjonacie wraz z nią mieszka troje starszych ludzi: Odessa Hawkins, Shirley Smith i emerytowany żołnierz, którego wszyscy nazywają „Pułkownikiem”. Jest styczeń. Pensjonat jest pusty nie tylko dlatego, że sezon ma zacząć się dopiero za kilka miesięcy, ale przede wszystkim dlatego, że jakaś „niewidzialna ręka” sprawia, iż w pensjonacie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Najwidoczniej ktoś nie darzy sympatią nowej właścicielki. W związku z tym, Maggie postanawia wezwać pomoc, gdyż za nic nie chce pozbywać się uroczego pensjonatu, a najprawdopodobniej celem „niewidzialnej ręki” jest właśnie wykurzenie spadkobierczyni z tego miejsca.

W niedługim czasie z pomocą przybywa Josh January, prywatny detektyw, który w Seattle prowadzi agencję detektywistyczną wraz ze swoim wspólnikiem o nazwisku McCray. Josh jest świeżo po udanej akcji odbicia zakładniczki, która nawiasem mówiąc, wolała nadal pozostać w rękach porywacza, aniżeli wrócić do bezpiecznego domu do ojca. Gdy obolały i ledwo trzymający się na nogach detektyw staje w drzwiach pensjonatu, Maggie jest nie tylko zaskoczona, ale bierze go za kogoś zupełnie innego. Uważa, że jest on jednym z ewentualnych gości, do których jeszcze nie dotarło, że pensjonat jest zamknięty. Ponieważ trzydziestoletnia dama przez pewien czas pracowała jako bibliotekarka, mogła do woli naczytać się książek, wśród których przeważały kryminały. A ten podpierający się kulami pan, około czterdziestki, w niczym nie przypomina jej Sherlock’a Holmes’a. Niemniej, Maggie nie ma większego wyboru, jak tylko uwierzyć na słowo Josh’owi.

Detektyw godząc się na przyjazd do Peregrine Manor ma w tym również swój ukryty cel, o którym Maggie dowie się dopiero za jakiś czas. Dobrego imienia właścicielki pensjonatu broni Pułkownik, który już przy pierwszej nadarzającej się sposobności informuje Josh’a, iż może on zainteresować się Maggie, ale tylko jeśli ma wobec niej poważne zamiary. Żaden przelotny romans nie wchodzi w grę. Innymi słowy detektyw będzie musiał się z nią ożenić, co raczej nie będzie trudne, bo „stara panna” jest w jego oczach dość atrakcyjna i praktycznie już od samego początku Josh czuje, że nie jest mu obojętna. Oczywiście fakt ten nie przeszkadza mu w skupieniu się na śledztwie. Każda z osób mieszkających w pensjonacie ma swoją teorię na temat tajemniczych awarii. Natomiast sama Maggie uważa, że wszystko to dzieje się z powodu szmaragdowej broszki ciotki Agaty. O tym, czy Margaret Gladstone ma rację, dowiecie się, kiedy przeczytacie powieść.

W moim przekonaniu ta książeczka o formacie szkolnego zeszytu, jest tak naiwna, że aż brak mi słów. Tego typu historię można wymyśleć na poczekaniu, a spisać ją w niecały tydzień, jeśli autora nie będą rozpraszać inne obowiązki. Z kolei wątek kryminalny jest tak marny, że aż żałosny. Dziwię się, że spod pióra Autorki o dość znanym nazwisku wyszedł zwyczajny gniot. Dla mnie romans i to w dodatku z wątkiem kryminalnym, powinien zawierać coś znacznie więcej niż powtarzające się co kilka stron dialogi typu:

– Maggie – szepnął. – Maggie, najdroższa, chcesz mnie, naprawdę? – pytał oszołomiony. – Musiało cię wiele kosztować przyjść tutaj.
Odwróciła twarz skrytą w jego ramionach.
– Tak.
– W porządku, kochanie. Wszystko w porządku. Czemu drżysz? Wszystko będzie dobrze. Ja też cię pragnę. Bardzo, bardzo.*

Pozwólcie, że dalszego ciągu już nie zacytuję z uwagi na możliwość ewentualnego czytania mojego bloga przez dzieci.

Mam wrażenie, że Autorka za wszelką cenę usiłowała zrobić z tej powieści coś na kształt twórczości Jane Austen lub Charlotte Brönte. Zapytacie skąd u mnie takie przypuszczenie? Otóż, kiedy czyta się tę książeczkę, to momentami ma się wrażenie, jakby rzecz działa się w epoce wiktoriańskiej. Mamy wiktoriański dworek, którego właścicielką jest prowincjonalna panienka z dobrego domu, dla której jej dobre imię jest na wagę złota. Dialogi swoją konstrukcją przypominają niekiedy te charakterystyczne dla XIX wieku. Takie nieśmiałe, że niby „chce, ale się boi”. Tylko że Jayne Ann Krentz zapomniała, że nikt z pisarzy żyjących współcześnie już nie napisze takich powieści, jakie pisały Jane Austen czy siostry Brönte, ponieważ talent do ich napisania trzeba mieć we krwi i nie pomogą tutaj stosy przeczytanych książek o tematyce dziewiętnastowiecznej. Aby dobrze napisać wiktoriańską powieść, to po prostu trzeba się w tej epoce urodzić. A już całkiem śmiesznie wychodzi, kiedy dany autor próbuje mieszać współczesny styl pisania z tym, który był charakterystyczny dla innych epok. Tak właśnie momentami jest w tej powieści.

Nie zarzekam się, że już nigdy nie wezmę do ręki żadnej powieści autorstwa Jayne Ann Krentz, bo tak się nie stanie. Jeśli będę miała taką możliwość, to z pewnością zapoznam się też z inną jej książką. Znam nieco twórczość tej Pisarki i wiem, że stać ją na dużo więcej. Według mnie Pensjonat Maggie to zwyczajny wypadek przy pracy.

Na koniec dodam jeszcze, że w całej tej powieści podobała mi się jedynie… okładka.




Moja ocena: 2/6


* J.A. Krentz, Pensjonat Maggie, Wyd. Harlequin-Mira, Warszawa 2011, s. 139.


źródło recenzji: http://krainaczytania.blox.pl

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Młodość – projekt życia. Inspirujące historie uczestników ŚDM w Krakowie

Prosty język wspomnień i świadectw pozwalają wrócić pamięcią do wydarzeń sprzed roku, gdy Polska była gospodarzem Światowych Dni Młodzieży. Młodzi d...

zgłoś błąd zgłoś błąd