Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kronika Maura. Wielkość i upadek Piotra Włostowica

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
4,5 (2 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
1
5
0
4
0
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8310085753
liczba stron
144
kategoria
historyczna
język
polski
dodał
Marek

Wzorowana na zaginionym, średniowiecznym eposie rycerskim "Carmen Mauri" opowieść o palatynie i możnowładcy, rozgrywająca się w czasach Bolesława Krzywoustego i Władysława II.

 

źródło okładki: Skan własny (MW)

Brak materiałów.
książek: 6631
Kaga | 2016-04-27
Przeczytana: 27 kwietnia 2016

Z wstępu, przepisane żywcem (warto dokładnie poczytać):

"Niniejsza książka jest piątą wersją tego samego wątku: wielkość i upadek Piotra Włostowica.

W połowie wieku XII benedyktyn Maurus, we wrocławskim opactwie na Ołbinie, ujął w poemacie "Carmen Mauri" tragiczny kres fundatora opactwa; utwór ten zaginął w roku 1529 podczas burzenia opactwa przez niemieckie władze Wrocławia.

W latach 1506-1515 jeden z ówczesnych zakonników Ołbina, przypuszczalnie Mikołaj z Lubomierza, przetworzył "Carmen Mauri" na łacińską relację w prozie, znacznie ją rozszerzając, dodając dziełu tytuł "Cronica Petri, Comitis Poloniae".

W roku 1878 J. I. Kraszewski z "Cronica Petri", ogłoszonej i przetłumaczonej przez Augusta Mosbacha w 1865, wziął treść i fabułę do swojej powieści pt. "Historia prawdziwa o Petrku Właście, palatynie, którego zwano Duninem".

"Pamiętnik Literacki" z roku 1952 przyniósł próbę rekonstrukcji "Carmen Mauri", dokonaną przez profesora doktora Ryszarda Gansińca.

Autor niniejszej wersji korzystał ze wszystkich powyższych prób, oryginałów i przekładów, szczególnie wydatnie z Mikołaja z Lubomierza w ujęciu Augusta Mosbach, jak i z opracowań naukowych Karola Maleczyńskiego i Stanisława Bieńka oraz wielu innych, wykazanych na końcu książki."

Uf. To na tyle, jak o wstęp chodzi. Samą książkę ilustrował Jerzy Miller - i niestety, jak jeszcze rzuty na grody i wyobrażenia zamków są całkiem niezłe, tak pseudo-stylizacje na średniowiecze i korzystanie z obrazów Matejki (który wielkim malarzem nie był żadną miarą), jak i mało udane próby "odtworzenia" tego, co się w muzeum zobaczyło są... po prostu złe. I świetnie ilustrują słabość książki.

Stanisław Helsztyński nie był pisarzem, o którym można by powiedzieć wiele dobrego z moich ust. Jego książki (ta jest druga, jaką miałam okazje przeczytać) są słabe, naciągane, historycznie mają średnią wartość. Zresztą, autor przyznał się sam, że korzystał ze źródeł takich a nie innych - poddaję je zatem w wątpliwość, bowiem wiadomo, każda próba przetłumaczenia/interpretacji/przepisania danego tekstu niesie z sobą zmiany w treści utworu. Dany autor nie patrzy obiektywnie na sprawę, ale dodaje sporo od siebie, często zmieniając podstawę tak, by pasowała do aktualnych czasów. I... to widać. Bardzo widać po tej pozycji. Wychodzą zarówno braki wiedzy historycznej, jaką dysponujemy na ten moment, jak i nadmiar - i to dosłownie - nadmiar gadania w koło Macieju o tym samym: o kościele. A co za tym idzie, o wszystkim, co się z kościołem łączy, od danin, jakie danemu księdzu dano i jakie opactwo co dostało, przez narzekanie, że "wszelkie niewiasty to zło wcielone", a kończąc na tym, że powinno się, nie wiem, chyba tylko plackiem leżeć krzyżem na klepisku i zdrowaśki klepać... Brrrr. Osobiście to mnie odrzucało.

Ja rozumiem. "Zakonnik" opisywał... ale raczej wszystko inne a nie wielkość i upadek Piotra Włostowica, którego na kartach książki jest mało i pojawia się tylko okazjonalnie. Sama historia rozgrywa się w czasach rozbicia dzielnicowego, obrazuje walkę między księżną Salomeą a księżną Agnieszką, nienawiść obu kobiet do siebie i wyraźnie wskazuje, że to tych dwóch kobiet wina, ze rozbicie dzielnicowe się pogłębiało - "bo w niewiastach zło drzemie!" jakby to zapewne nasz narrator określił. teoretycznie akcja rozgrywa się na terenach Śląska, i to tu ma miejsce większość opisywanych wydarzeń. Ciężko mi było jednak zweryfikować tak po prawdzie co i jak, bo momentami bełkot o kolejnym "opacie/prałacie/innym księdzu wyżej postawionym od wikarego" zdawał się przesłaniać najważniejsze fakty i informacje. Pojedyncze niemal strzępy trzeba wyciągać spomiędzy bełkotu - więc jeśli ktoś liczy na opis sytuacji w czasie rozbicia dzielnicowego w Polsce i tym, co działo się z książętami jak i całą dynastią Piastów Polskich w XII wieku - niech uzbroi się w cierpliwość... albo sięgnie po współczesne opracowania.

Ogólnie?

Ogólnie pozycja mnie rozczarowała, zanudziła i zniechęciła. Czytało się ciężko, nieprzyjemnie. Autor niejednokrotnie wplatał słowa współczesne w opis świata, co dodatkowo było nieprzyjemne. Wyjaśnienia zaś oznaczane gwiazdkami, znajdowały się w zbiorze na końcu książki - kolejny minus, bo musiałam często przerywać lekturę, by sprawdzić znaczenie danego słowa... i rozszyfrowywać nieco archaiczny język autora. Przymykam jednak na to wszystko oko. Książka wydana w 1973 roku ma prawo nie być wszak do końca rzetelną i prawdziwą...

http://kaginbox.blox.pl/2016/04/Kronika-Maura-Wielkosc-i-upadek-Piotra-Wlostowica.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pan. Sekretne dziedzictwo króla elfów

Tak jak zawsze okładka była pierwszą rzeczą, która przyciągnęła moją uwagę. Opis również mnie zaciekawił. Książka jest dobrze napisana i z mojej stron...

zgłoś błąd zgłoś błąd