pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Uczeń diabła
Pierwszy tom znakomitej, nagrodzonej prestiżową nagrodą Orla serii duńskiego króla fantastyki, Kennetha B. Andersena o wielkiej wojnie na samym dnie piekieł. Pełna czarnego humoru, wyrazistych bohate...
Pierwszy tom znakomitej, nagrodzonej prestiżową nagrodą Orla serii duńskiego króla fantastyki, Kennetha B. Andersena o wielkiej wojnie na samym dnie piekieł. Pełna czarnego humoru, wyrazistych bohaterów, przewrotna opowieść o tym, jak przerobić anioła na diabła i dlaczego nie da się tego zrobić.
Filip Engell był tak miły, uczynny i dobry, że nawet starszym paniom zbierało się na mdłości. Tym bardziej nigdy nie powinien był trafić do piekła... A jednak. Gdy paskudny kolega ze szkoły wpycha Filipa pod samochód, chłopak nie trafia do nieba. Trafia do otchłani, przed tron samego Lucyfera. Władca piekieł nie czuje się ostatnio najlepiej i pilnie potrzebuje następcy. Wybrał Filipa...
Filipa?! Lucyfer szybko zdaje sobie sprawę, że musiała zajść jakaś koszmarna pomyłka, bo Engell kompletnie się do przewidzianej roli nie nadaje. Nie ma jednak czasu na kombinacje. Czas nagli, więc zdesperowany Lucyfer ze wszystkich sił stara się przeciągnąć chłopaka na stronę zła. Nie wiadomo tylko, czy szybciej wykończy go postępująca choroba, czy nieznośnie słodkie zachowanie podopiecznego.
pokaż więcej.
źródło opisu: nota wydawcy
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
698sprzedam/wymienię książki (archiwalny 8) (zamknięty)
-
67
-
346sprzedam/wymienię książki (archiwalny 2) (zamknięty)
Opinie czytelników
13 letni Filip Engell jest wcieleniem dobroci. Można powiedzieć, że jego nazwisko, oznaczające po duńsku „anioł”, idealnie do niego pasuje, bo swoim zachowaniem pokazuje, że jest aniołem w ludzkiej postaci. Uczynny, obowiązkowy, miły, pomocny, dobry i uprzejmy to tylko nieliczne z jego zalet, które tak naprawdę można by wymieniać w nieskończoność.
Dlatego też logiczne jest to, że po nieszczęśliwym wypadku, w wyniku którego Filip przedwcześnie umiera, powinien bez problemu trafić do Nieba i zostać tam przyjęty przez Boga z szeroko otwartymi ramionami. Dzieje się jednak zupełnie inaczej, bo Filip zamiast do Nieba, czy chociażby do Czyśćca (co już i tak byłoby dziwne), trafia do... Piekła.
A los kpi z niego kolejny raz, gdyż okazuje się, że nie znalazł się tam bez powodu. Nie jest nim jednak grzech, tak jak przy większości przypadków, a specjalna misja, która go czeka. Okazuje się bowiem, że Lucyfer jest śmiertelnie chory i w tempie natychmiastowym potrzebuje godnego następcy, a jego wybór padł na ziemskiego chłopca. Szybko jednak orientuje się, że zaszła straszna pomyłka i do Piekła trafiła nieodpowiednia osoba, a Filip nie jest zdolny do popełnienia choćby jednego, nawet najprostszego grzeszku. Czas Lucyfera jednak nieubłaganie się kończy i nie ma innego wyjścia, jak po prostu nauczyć Filipa bycia złym. Ale oczywiście nie jest to takie proste, bo jak można z idealnego chłopca zrobić wcielonego diabła? Początkowo Filip oblewa wszystkie testy, jednak wraz z kolejnymi dniami spędzonymi w Piekle, nowo poznanymi znajomymi i wrogami, pod wpływem emocji, których nigdy nie czuł... Filip odkrywa także drugą, nieco mniej przyjemną, stronę swojej osobowości.
Jednak nie tylko na tym skupia się fabuła „Ucznia Diabła”, gdyż w międzyczasie wychodzi na jaw także to, że choroba Lucyfera nie wzięła się znikąd... Filip i jego nowa przyjaciółka – kusicielka Satina, próbują dowiedzieć się prawdy – tego, kto i w jaki sposób doprowadził Pana Ciemności do tak rozpaczliwego stanu, a całe dochodzenie jest przedstawione w ciekawy sposób z zaskakującą i satysfakcjonującą końcówką.
Na pochwałę zasługuje także przedstawienie Piekła i zamieszkujących je stworzeń, bo jest to naprawdę wyjątkowo dopracowany świat. Jego rodowici mieszkańcy prowadzą życie podobne do naszego – chodzą do szkół, pracują, a w wolnym czasie dokuczają sobie nawzajem na różne możliwe sposoby. Z kolei Potępieńcy, czyli ludzie, którzy trafili do Piekła za grzechy, wiodą naprawdę ciężki żywot – każdy otrzymuje taką karę, na jaką zasłużył, świetnie odzwierciedlającą jego przewinienia, a autor ukazał w powieści kilka przykładowych (naprawdę przerażających!). Istoty z Piekła rodem również zasługują na uznanie – mamy tu ich różne rodzaje takie jak Smokony, Kusiciele, Banshee, Wargi, Szeptacze... I nie są to bynajmniej stworzenia, które chciałoby się spotkać na swojej drodze, wierzcie mi na słowo... Tak samo Piekło – po przeczytaniu tej książki naprawdę wydaje się być niezbyt przyjemnym miejscem dla Potępionych, wśród których można znaleźć chociażby osoby znane z Biblii, takie jak Piłat, Dawid i Goliat, co dodaje tej powieści jeszcze więcej smaczku.
No i oczywiście muszę napisać o Panu Ciemności, czyli o samym Lucyferze. Może i nie był on w tej części w najlepszej formie ze względu na swoją chorobę, ale bardzo spodobało mi się przedstawienie tej postaci i muszę przyznać, że wzbudził moją sympatię, głównie przez swoje poczucie humoru. Lucyfaks – jego mówiący kot na posyłki jest postacią równie sympatyczną i intrygującą. Także Satina, Aziel, Fluks, Moczybroda i inni bohaterowie sprawili, że ta książka nabrała jeszcze więcej charakteru.
Póki co piszę o samych plusach, ale oczywiście znalazło się też kilka wad. Przez pierwsze rozdziały trudno mi było się wciągnąć w tę historię, nie porwała mnie jakoś szczególnie i już myślałam, że będzie to po prostu książka, którą przeczytam bez większych emocji. Na szczęście jednak, od pewnego momentu z każdą stroną zaczynało być lepiej, aż w końcu byłam zainteresowana do tego stopnia, że nie mogłam się doczekać aż dowiem się, jak to wszystko się potoczy i jak zakończy się ta piekielna przygoda Filipa. Do zakończenia też mam małe zastrzeżenie, bo choć zaskoczyło mnie i mi się spodobało, to jednak mogło trwać nieco dłużej w celu zbudowania większego napięcia.
A na sam koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o tym, że oprócz wciągającej fabuły i interesujących bohaterów, książka niesie ze sobą także pewne przesłanie moralne. Na szczęście nie jest to tylko umoralniająca gadka, że zawsze i wszędzie należy być dobrym i grzecznym xD I co najważniejsze, nie jest ono podawane w natarczywy sposób, a można je wyczytać między wierszami i się nad nim zastanowić, ciesząc się jednocześnie lekką i zabawną fabułą.
Bo właśnie taka jest ta książka – lekka i zabawna, taka przy której można odpocząć po ciężkim dniu. Krótkie rozdziały sprawiają, że w chwili, gdy ma się nawał obowiązków, można przeczytać tylko jeden (choć w moim przypadku na jednym się jednak nie kończyło...) i już być zadowolonym z lektury. Jest to książka, która może spodobać się zarówno starszym czytelnikom (czyli takim jak ja :D), jak i młodszym, dopiero zaczynającym swoją przygodę z czytaniem i fantastyką. Ja na pewno podrzucę ją za kilka lat mojemu młodszemu bratu z nadzieją, że nie tylko mu się spodoba, ale także zrozumie ukryty w niej przekaz, bo jest to mu zdecydowanie potrzebne xD A jeśli Wy z kolei potrzebujecie miłej książki na letnie popołudnie, to Wam też polecam „Ucznia Diabła”. Ja za to czekam na drugą część - „Kostkę Śmierci” w nadziei, że i na niej się nie zawiodę.
Z dorosłymi czytającymi literaturę młodzieżową jest ten problem, że ci chcieliby (mniej lub bardziej) podświadomie, aby książka zawierała możliwe dużo treści moralizatorskich i możliwie jak najlepiej przemyconych, dobrze ukrytych w ciekawej fabule. Co ciekawe problem narasta, gdy ma się już własne dzieci. Niby książka ma być przyjemnością, a nie przymusem i czystą wiedzą, ale chciałoby się, aby dziecko coś wyniosło z lektury. Mnie to skrzywienie 'dorosłego' niejako również dopadło :)
A wszystko przez temat i pośrednio tytuł książki. No, bo co może być ciekawego a przy tym niedeprawującego w historii o Piekle? Pierwsze strony czytałem z dosyć sceptycznym nastawieniem. Żeby tylko znaleźć jakieś potknięcie, przyczepić się do słabego rozdziału, zbesztać fabułę od góry do dołu. Nie udało się... na szczęście. Wsiąkłem w lekturę na kilka długich wieczorów.
Filip Engell jest grzecznym nastolatkiem. Właściwie to nawet zbyt grzecznym jak na takiego typowego nastolatka przystało: pilnie się uczy, chętnie wykonuje domowe obowiązki, jest miły i uczynny, a przede wszystkim... nigdy nie kłamie. I pech chciał, że takie cudo na Ziemi wpadło pod samochód. OK, pech - pechem, ale fakt, że Filip zamiast w Niebie, ląduje w czeluściach Piekła, to już lekkie przegięcie. Gorzej, że zamiast zwykłym potępieńcem ma zostać następcą Szatana. Władca Piekła jest umierający i dostał jedną szansę na ściągnięcie z Ziemi najgorszego dzieciaka, posiadającego wszelkie zadatki na diabła. Zaszła jednak pomyłka i Szatan ma do dyspozycji całkowicie nie-diabelskiego Filipa. Drugiej szansy nie będzie, pozostaje więc przerobić to chodzące uosobienie wszelkich cnót na rasowego diabła i godnego króla Piekła. Nie będzie łatwo...
...ale za to wesoło i ciekawie. Fabuła obfituje w ciekawe zwroty akcji, sztampowe zagrywki, które czyta się jak nowatorskie rozwiązania i intrygujące kreacje bohaterów. Przedstawienie Piekła i jego mieszkańców zasługuje na pochwałę na równi z kreatywnym podejściem do sprawy potępieńców. Do tego jeszcze sprawne podszycie całości treściami moralizatorskimi, które wyłażą ni z tego ni z owego, dyskretnie edukują, nie denerwując przy tym czytelnika. Po ostatniej stronie wiedziałem już, że kłamstwo jest złe, chociaż czasami przydatne, a dobra książka młodzieżowa nie musi być oparta o bohatera heroicznego, który każdemu może się postawić i skopać... twarz. Trochę brakowało jakiegoś wyjścia poza schemat i jakiś 'szalonych' zagrywek ze strony autora, ale książka już od początku sprawiała wrażenie, że będzie grzecznie trzymać się klasycznego schematu 'młodzieżówki.
Trochę dziwi tylko określanie na okładce Kennetha B. Andersena mianem "Duńskiego królem fantastyki". Jeśli to jest szczyt możliwości, albo - z innej perspektywy - poziom fantastyki najbardziej oczekiwany przez czytelników, to szczerze współczuję Duńczykom. Książka jest fajnie młodzieżowa, lekka, z pomysłem, mocno wciągająca, ale szczęki z podłogi po lekturze nie zbierałem. Nie jest to wybitna produkcja, ot naprawdę dobra książka do poczytania na wieczór, po której nie czuje się, że była to kompletna strata czasu. Na tyle neutralna, że można ją czytać bez specjalnego nastawiania się do niej.
Teraz pozostaje czekać mi na ciąg dalszy, czyli "Kostka Śmierci", który o tyle może być intrygujący, że właściwie w "Uczniu Diabła" wszystkie wątki są zakończone i autor nie zostawił żadnych sznurków do kolejnych części. Może być to coś nowego, może być klasyczne rozwinięcie już istniejącej fabuły. Zobaczymy :)
Czy z aniołka da się zrobić diabełka? Jak najbardziej, szczególnie jak zabiera się za to sam władca Piekła. "Uczeń diabła" to bardzo przyjemna i miła lektura, która wspaniale wypełnia czas. Akcja skupia się wokół chłopca, który przez przypadek trafia do piekła. Dalej poznajemy jego przygody i różne perypetie jakie spotykają go w królestwie ciemności. Większość z nich wywołuje uśmiech podczas czytania i jak dla mnie jest to plus tej książki. Jednak fabuła jest jak dla mnie trochę za trywialna i przewidywalna, ale to nie umniejsza uroku tej książki. Bohaterowie również nie są szczególnie rozbudowani, ale posiadają urok, który sprawia, że nie da się ich nie lubić. Miejsca akcji, czyli Piekło to genialny pastisz wersji znanej każdemu z nas i jak dla mnie autor popisał się tu najbardziej. Moim zdaniem książka ta należy do kategorii lektur, które umilają czas. Nie jest to książka wysokich lotów, ale sprawia że na mojej twarzy pojawia się uśmiech i po takie pozycje czasami warto sięgnąć:)
Niebo i Piekło. Piekło i Niebo. To jeden z często poruszanych tematów w książkach fantastycznych. Często też postacie z nimi związane biorą czynny udział w akcji powieści, zwłaszcza tutaj, na ziemi. Powieści, gdzie główną rolę odgrywają "ci z zaświatów" to m. in. "Szeptem" B. Fitzpatrick, "Zawsze Przy Mnie Stój", "Upadli" Kate Lauren, czy też dzieło naszej rodaczki "Ja, Diablica". Książek na ten temat jest wiele, więc nie będę ich wszystkich wymieniać. Na "Ucznia Diabła" zwróciłam uwagę dzięki recenzji Sujeczki, bowiem gdyby nie ona, zapewne nie dowiedziałabym się nigdy o niej. Tak więc dziękuję i zapraszam do lektury pierwszej części "Wielkiej Wojny Diabłów".
Autorem powieści jest Kenneth B. Andersen. Znane nazwisko, prawda? Bo któż nie słyszał o baśniach Andersena? Niestety, to nie ten Andersen, ale miejmy nadzieję, że okaże się równie dobry, jak jego poprzednik. Na okładce znajduję informację "Duński Król Fantastyki", co zapewne tyczy się autora. Pisarz debiutujący w moim ulubionym gatunku, w dodatku z takim tytułem nie może zwiastować nic złego, zwłaszcza po poprzedniej, niezbyt udanej lekturze (czytaj - "Inne Okręty" Romualda Pawlaka). Potrzebowałam czegoś odprężającego i miałam nadzieję, że "Uczeń Diabła" mi jej dostarczy.
Filip Engel, to prawdziwe, trzynastoletnie ucieleśnienie dobra. Zawsze miły, uczynny, nigdy nie kłamie. Od takiej ilości dobra, nawet starszym paniom zbiera się na mdłości. Na skutek wypadku chłopiec umiera przedwcześnie i nikogo nie zdziwiłby fakt, że znajdzie się blisko Pana Boga. Jednak tak się nie dzieje.
Lucyfer jest śmiertelnie chory i potrzebuje następcy, który zastąpi go na tronie przywódcy Piekła. Na skutek pomyłki przysłano Filipa. Władca Ciemności szybko orientuje się, że to nie ten chłopiec. Nie ma jednak odwrotu i Lucyfer postanawia zrobić z niego rasowego diabła. Filip zaczyna więc naukę w Podziemiu, wkurzając przy tym połowę demonicznego towarzystwa. Jak się okazuje, ten świat niewiele różni się od ziemskiego, a cały aż kipi od intryg. Wielu ma ochotę na czarny tron. Czy dobroć Filipa wykończy doszczętnie Lucyfera? Czy Pan Ciemności zdąrzy wychować następcę zanim nadejdzie jego czas? Piekło, to Piekło, ono wszystko potrafi.
Bardzo podoba mi się koncepcja Piekła pana Andersena. Jak w "Ja, Diablica", było ono pełne zabawy i niekończącego się dobrobytu, tak tutaj... Tylko diabły się bawią. Ludzie często są skazywani na bezsensowne roboty, jak noszenie kamieni w jedno miejsce, by inni zanieśli je z powrotem. Muszę przyznać, że zdziwiłam się, iż nawet tam mają biurokrację, a małe diabełki chodzą do szkoły, gdzie uczą się, jak skutecznie kusić ludzi. Im bardziej są złe, tym dłuższe mają rogi, a z czasem wyrastają im też ogony i skrzydła.
Podoba mi się postać Lucyfera. Król Piekła jako najlepszy przyjaciel Pana Boga, któremu z okazji Wielkiego Festiwalu Paskudnych Kawałów diabełki zwinęły ulubione kapcie. Ponad to bardzo przypadły mi do gustu imiona mieszkańców Piekła np. Moczybroda, czy Lucyfaks. Takie mroczne. Sam główny bohater nie był taki idealny, jakby się mogło początkowo wydawać. Ucieleśnienie dobra okaże się mieć sporo wad. Dowiemy się także, że nawet aniołki są wodzone na pokuszenie i nie zawsze się temu opierają.
Kiedy już mowa o dobroci, to w książce autor zwraca uwagę na to, że zło wcale nie jest takie złe. Okazuje się, że jest potrzebne, by na świecie pojawiło się dobro. One się równoważą, dzięki czemu na Ziemi jest porządek. Ponad to, autor przekazuje nam, że mamy wolną wolę. Co z tego, że Pan Bóg i Lucyfer grają w kości o każdą duszę. To ona sama decyduje o tym, jak postąpi, czego przykładem może być Filip. Pan Andersen daje nam do zrozumienia, iż mimo wszystko nadal jesteśmy panami własnego losu i od nas wiele zależy.
Styl autora nie ma sobie nic do zarzucenia. Jest prosty i przyjemny, dzięki czemu miło się czyta "Ucznia Diabła", który jest powieścią zarówno dla młodszych, jak i starszych czytelników. Ci bardziej doświadczeni powinni podejść do lektury trochę z przymrużeniem oka, bowiem książki, które im odpowiadają, mogą zanudzić dzieci i pisarz świetnie o tym pamiętał. W powieści bardzo dużo się dzieje. Nie tylko bawi, ale także i uczy. W końcu nawet w Piekle mają poczucie humoru. Rozdziały są krótkie, a mimo to, czuć klimat powieści. Narracja trzecioosobowa nie zanudza nas pięknymi opisami piekielnej przyrody, ale nie zapomina o uczuciach głównego bohatera.
Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem tej powieści. Kenneth B. Andersen stworzył świat na miarę Potterowskiego. Dzięki lekturze miło spędziłam czas, a także przypomniałam sobie kilka wartości, o których z życiu codziennym człowiek zapomina. Książkę "Uczeń Diabła" polecam wszystkim z całego serca, bowiem nie jest to tylko zwykła książka dla dzieci i młodzieży, bowiem czegoś takiego nie zapomnicie .Gdy tylko mój najmłodszy brat podrośnie jestem pewna, że wepchnę mu tę książkę do rąk, a tymczasem ja niedługo wezmę się za "Kostkę Śmierci", czyli drugi tom "Wielkiej Wojny Diabłów". Mam nadzieję, że będzie równie dobry, jak pierwszy.
Jeśli twoje dziecko czyta książki z diabłem w tytule, to wiedz, że coś się dzieje!
Jeśli jednak książką tą jest Uczeń diabła Kennetha B. Andersena, możesz spać spokojnie. Nie uświadczysz tu krwawych mordów, zakazanych praktyk magicznych, czy nawet wulgarnego słownictwa. Uczeń diabła jest bowiem powieścią adresowaną do młodych - głównie nastoletnich - czytelników. I świetnie w tej roli się prezentuje.
Tytułowym bohaterem powieści jest Filip Engell, młode ucieleśnienie wszystkiego co najlepsze - chłopiec tak dobry, że Matka Teresa mogłaby brać u niego lekcje. Na skutek pewnego "nieszczęśliwego wypadku" Filip trafia tam, gdzie żaden anioł (duń. Engell = Anioł) w ludzkiej skórze znaleźć się nigdy nie powinien - do Piekła. Jak się niebawem okazuje, wspomniany nieszczęśliwy wypadek wcale wypadkiem nie był, zaszła jednak pomyłka co do osoby Filipa. Lucyfer, na którego zlecenie Filip trafia do piekła, ma dla chłopca ważne zadanie, któremu ten nie może odmówić - musi zastąpić na tronie samego pana piekieł. Taki fragment fabuły poznajemy z samej notki okładkowej i pozwolę sobie do niego tylko się ograniczyć. Szkoda odbierać sobie przyjemność czytania.
Ucznia diabła czyta się bowiem bardzo przyjemnie, fabuła jest lekka i oryginalna, a sposób pisania pana Andersena przystępny i łatwy w odbiorze. Choć sam już dobrych kilka lat temu opuściłem przedział wiekowy, który jest w przypadku tej powieści grupą docelową, to muszę przyznać, że bynajmniej się przy Uczniu diabła nie nudziłem. Książka dostarcza czytelnikowi sporą dawkę ciekawej akcji, ze zwrotami we właściwych momentach, dobrze wykreowanych bohaterów, z którymi można się utożsamiać i zżyć oraz pewną dawkę humoru, który miejscami aspiruje do miana czarnego.
Bardzo ciekawie wygląda przedstawione przez Andersena Piekło i jego mieszkańcy. Znajdziemy tu całą gamę różnorakich potworów, diabłów i pełnokrwistych demonów, które przy bliższym poznaniu okazują się często wcale nie takie straszne, jak mogłoby się wydawać. Oczywiście większość populacji Piekła stanowią potępieńcy, o których autor również nie zapomniał, i z wielką niekiedy szczegółowością przedstawia czytelnikowi kary jakie grzesznicy odbywają za piekielnymi murami. Wśród nich znajdzie się też i kilka postaci biblijnych, jak Poncjusz Piłat, który odbywa karę wielce osobliwą i z pewnością nie do pozazdroszczenia.
Warto również pochwalić zakończenie, które okazuje się nie tak banalne jak by to wynikało z wzbudzanych u czytelnika podejrzeń i składanych stopniowo fragmentów układanki.
Wspomniałem już o przystępnym języku Kennetha Andersena, jednak czym byłby on bez dobrego przekładu? Słowa uznania kieruję więc w stronę pana Franka Jaszuńskiego, który przetłumaczył Ucznia. Język powieści dopasowany jest do odbiorców, czyli ludzi młodych. Nie znajdziemy więc tu za wiele zawiłych i niepotrzebnie przydługich, wielopoziomowych zdań, które znaleźć można choćby w tej recenzji ;) Niektórzy mogliby sądzić, że książka jest dziecinna, jednak takie twierdzenie uważam za nadużycie. Jest napisana prosto, ale nie banalnie, a to zasadnicza różnica. Ucznia diabła czyta się naprawdę lekko i szybko, sam gdyby tylko miał na to akurat czas, pochłonął bym go za jednym czytaniem. Jedyną rzeczą, która przeszkadzała mi w odbiorze ksiązki, było wrażenie, że Ucznia diabła ominęła wszelka korekta. Niestety literówek i innych mniej lub bardziej rażących błędów jest w tekście sporo i naprawdę szkoda, że wydawnictwo Jaguar pozwoliło sobie na wypuszczenie do druku książki w takim stanie. Miejmy nadzieję, że będą kolejne - poprawione - wydania. To jednak tak naprawdę jedyne, do czego mogę się w tej książce przyczepić.
Na zakończenie mogę powiedzieć tylko jedno: z czystym sumieniem polecam Ucznia diabła każdemu, kto lubi się dobrze bawić przy czytaniu i nie wymaga akcji pełnej górnolotnych przemyśleń i/lub przepełnionej hektolitrami lejącej się krwi. To książka dobra na nudę, kiedy chcemy oderwać się od szarej rzeczywistości. Także każdemu rodzicowi nastolatka, który swojej umiejętności czytania nie ogranicza do demotywatorów, polecam tę książkę na prezent dla dziecka na najbliższą okazję. Powinien być udany.
Filip Engel jest dzieckiem o jakim marzą rodzice - dobrym, uczynnym, grzecznym, pilnie się uczącym, zawsze słuchającym dorosłych, nigdy nie kłamiącym. Chłopak, przez swój sposób bycia, jest wyśmiewany przez rówieśników. Uwziął się na niego niejaki Soren. Uwzięcie to prowadzi do śmierci Filipa. Oczywiste jest to, że powinien trafić do Nieba, ale ląduje w Piekle. Lucyfer jest umierający i wyznaczył chłopaka na swojego następcę. No ale zaraz, zaraz! Zaszła tu jakaś pomyłka! I otóż to. Sługa Pana Ciemności, kot Lucyfaks, ściągnął nie tego co potrzeba, zamiast wcielonego diabła Sorena, do Piekła trafił aniołek Filip. Lucyferowi nie pozostaje nic innego, by zmienić chłopaka w rasowego diabła. Tylko coś ciężko mu to idzie. No bo jak zmienić anioła w diabła?
Sam pomysł autora zasługuje na owacje. Podoba mi się przeniesienie akcji do Piekła. Choć jest to dość kontrowersyjny temat, zaskoczyło mnie z jaką lekkością autor je opisuje. Niektóre fakty przekształca w żart. Osoby czytające tę książkę (głównie mam na myśli rówieśników 13letniego bohatera powieści) nie zyskają trwałego uszczerbku zdrowia psychicznego, a nawet zaczną myśleć o swoim zachowaniu.
Bohaterowie zostali bardzo dobrze skonstruowani, nie przynudzają swoimi przemyśleniami. Jak dla mnie, zachwytu nie ma. Niektóre ich zachowania były przewidywalne, i zbyt wesołe jak na Piekło. Chyba najciekawszą postacią był kot Lucyfaks. Co najważniejsze-mówił! Zachowywał się śmiesznie i uknuł interesujący spisek.
Najważniejszym, według mnie, plusem ,,Ucznia Diabła" jest nagła zmiana akcji. W pewnym momencie wszystko się zmienia, książka nie kończy się tak jak się spodziewałam.
Okładka jest przeciętna. Nieładny jest wizerunek diabła. Na dobrą sprawę jest odpychający.
Jestem pod niemałym wrażeniem. Autor zawarł w książce wszystko co jest ważne-porządnych bohaterów w ciekawym otoczeniu, zwartą akcję i fabułę.,,Uczeń Diabła" jest obowiązkową lekturą dla młodzieży oraz fanów fantasy. Mnie się bardzo spodobał i zastanawiam się czy będzie jego kontynuacja. Naprawdę polecam.
Moja ocena: 5/6
Książka naprawdę świetna. Czytało się ją lekko, a wręcz pochłaniało! Ciekawie wykreowani bohaterowie, świat "podziemny" i akcja, powodowała nieustanne pragnienie czytania więcej i więcej.
Piekło. Wiele o nim już pisano. Wszechobecny ogień, diabły z rogami i ogonami, którzy dzierżą widły czy jęki potępieńców? Cóż, mniej więcej tak zostaje opisane przez duńskiego pisarza, Kennetha B. Andersena, w „Uczniu Diabła”. Zgaduję, że niewiele osób chciałoby tam trafić po swojej śmierci i przyznam się, że ja też. Jednak po przeczytaniu tej książki trochę zmieniłam nastawienie do Piekła.
Filip Engell to syn, jakiego chciałaby chyba każda matka – uczynny, pomocny i grzeczny niczym anioł, a do tego pozmywa naczynia z własnej, nieprzymuszonej woli! Przez pomyłkę po przedwczesnej śmierci chłopiec trafia do Piekła, gdzie – cóż, delikatnie mówiąc – nie pasuje w zupełności. Lucyfer dość szybko dowiaduje się o swoim błędzie, ale czas ucieka, a jest go już zbyt mało, by ściągnąć tu innego przyszłego Arcydiabła. Tak więc zmuszony jest przy pomocy gadatliwego kota Lucyfaksa zmienić Filipa w prawdziwego mieszkańca Piekła i swojego godnego następcę, bowiem władca jest śmiertelnie chory i niebawem umrze. Chłopak, jak przystało na uosobienie anioła, oblewa wszystkie testy i sprawdziany, co doprowadza Lucyfera do wściekłości, przez co coraz bardziej choruje. Czy Filip ukończy przyspieszony kurs zła i zasiądzie na tronie Piekieł? Czy Lucyferowi i Lucyfaksowi uda się zmienić anioła w demona?
W czasie, kiedy Filip nie uczy się bycia złym, zwiedza pałac swego nauczyciela i Piekło. Takim właśnie sposobem poznaje Satinę, diablicę i Kusiciela w jednym. Nie obywa się oczywiście od kłopotów – chłopak poznaje wrednego i aroganckiego Aziela, który trzykrotnie wygrał Festiwal Paskudnych Kawałów i jeśli wygra i w tym roku, ustanowi nowy rekord. Diabeł ów jeszcze nie raz uprzykrzy głównemu bohaterowi życie i naukę w Piekle i obudzi w nim tę drugą stronę duszy.
Pomysł na fabułę „Ucznia Diabła” był naprawdę świetny. Jeszcze nie przeczytałam książki, która traktuje o iście anielskim chłopcu trafiającym do Piekła albo o nauce bycia złym przez samego Lucyfera. Z początku powieść ta była jedynie opowiadaniem, jak wyczytałam, ale przerodziła się w trylogię, a ta w tetralogię.
Nie mogę nie wspomnieć o wspaniałych i sympatycznych bohaterach. Filip miałam czasami szczerze dość, no bo jak można oblać każdy test? Wyobraźcie sobie – idzie mężczyzna ulicą, wyraźnie się śpieszy, a wy stoicie na jego drodze, trzymając w ręce skórkę od banana. Co byście zrobili, wiedząc, że Diabeł was obserwuję? Tak, ja też podłożyłabym ją pod nogi temu mężczyźnie. A Filip... Filip wyrzucił ją do kosza na śmieci. Polubiłam jednak nad życie kota Lucyfaksa. Zresztą, kto by go nie polubił? Współczułam mu, kiedy Lucyfer w złości obdzierał go ze skóry, ale na szczęście futro odrastało w jedną noc. Król Piekieł też nie był najgorszy. Arcydiabeł był bardzo, bardzo wyrozumiały w stosunku do Filipa, ale i jego czasem ponosiły nerwy. A Satina... Z jednej strony ją lubiłam, z drugiej nie, za pewne zachowania. Ale kiedy dowiedziałam się całej prawdy, moje nastawienie do niej było całkowicie pozytywne.
Akcja z czasem nabrała szalonego tempa, ale na samym początku trochę się wlokła. Jednak wspaniałe opisy sytuacji nie pozwalały oderwać się od „Ucznia Diabła” ani na chwilę. Znalazł się – oczywiście... – wątek miłosny, ale był tak bardzo subtelny, że prawie go nie wyczuwałam i tylko zazdrość Filipa utwierdzała mnie w przekonaniu, że naprawdę gdzieś on istnieje.
Spodobał mi się cały wachlarz wymyślonych w większości przez autora demonów – Kusiciele, Diabły, Szeptacze i Potępieni... Każdy z nich miał określone cechy i zadania, każdy żył na swój własny sposób. Nie będę opisywała, co kto robił w Piekle, ale większość można wywnioskować z nazw.
Nieoczekiwane zwroty akcji, z czasem szybkie tempo i niekończące się pokłady czarnego humoru – to wszystko możecie znaleźć w „Uczniu Diabła”. Ta powieść nie zmieni ani was, ani waszego nastawienia do świata czy poglądów. Pokazuje za to, że Piekło wbrew pozorom nie musi być takie złe, jakim się wydaje.
Moim zdaniem czas spędzony na czytaniu tej pozycji, nie był czasem zmarnowanym. Polecam zatem każdemu lubującemu się w fantastyce, bo fani innych gatunków raczej nie znajdą nic ciekawego w tej powieści. Jednakże myślę, że „Uczeń Diabła” zyska w równym stopniu tyle samo czytelników, co wrogów, przez poruszany dość kontrowersyjnie temat Piekła.
Recenzja opublikowana również na http://ksiazkoholiczka-nadeine.blogspot.com/
Trzynastoletni Filip Engell (z duńskiego - anioł) to zagrożony wyginięciem gatunek chłopca idealnego. Zawsze uczynny, nigdy nie zapomina o magicznych słowach, dobrowolnie zmywa naczynia po posiłkach, nie kłamie i zawsze ma idealnie odrobioną pracę domową. A gdzie tu haczyk? Otóż, nie ma! Nastolatek ten zasługuje na miano najnudniejszego, a zarazem najgrzeczniejszego dzieciaka na całej kuli ziemskiej. I to właśnie temu niewinnemu aniołkowi przytrafia się paskudny wypadek, który odsyła go wprost do…piekła.
- Ale jak to? – Zapytają wszyscy. Otóż, w piekle szykuje się przewrót. Stary dobry (albo raczej zły) Lucyfer jest ciężko chory i potrzebuje następcy, a pewne nieudolne działania podwładnych sprawiają, iż do otchłani miast największego łobuza, trafia najlepszy chłopiec na Ziemi. I tu zaczyna się wielka przygoda, bowiem to właśnie Filip, ten, który w całym swoim życiu nie zdenerwował nikogo, doprowadza samego Szatana do istnej furii.
Kenneth B. Andersen napisał lekką powieść o prawdziwie piekielnym potencjale. „Ucznia diabła” czyta się szybko i przyjemnie. Autor zastosował szereg naprawdę dowcipnych rozwiązań. Otóż, kto by pomyślał, że niektóre demony są zbyt paskudne i nie zasługują na pobyt w piekle? Dodatkowo, autor okrasił historię swobodnym humorem, co sprawia, iż książka idealnie sprawdza się w roli towarzyszki w pochmurne dni.
Pierwszy tom serii „Wielka wojna diabłów”, jak i zapewne pozostałe trzy książki także, to idealna kandydatura dla młodszej młodzieży tudzież dla wszystkich tych, którzy nie liczą znaleźć w tej lekturze wyszukanych filozofii, słów rodem z Kopalińskiego, czy dogmatów religijnych na miarę profesorów, którzy zęby zjedli na czytaniu Pisma Świętego.
Książka wciąga właśnie poprzez swoją lekkość, pozwala odrywać się od siebie w każdej chwili i powracać, kiedy żywnie nam się podoba. Bez obawy, nie pogubimy się w fabule. Sama podczytywałam „Ucznia diabła” na szkolnych przerwach i w poczekalni u lekarza. Nie jest to lektura z serii tych, do których trzeba usiąść i zapomnieć o otaczającym świecie. Jej urok polega właśnie na przystępności. Ale…
Kenneth B. Andersen, jak poinformowała mnie okładka, jest „duńskim królem fantastyki”. Niestety, pomimo całej sympatii do Filipa i jego diabelskich przyjaciół, zmuszona jestem stwierdzić, iż jest to porządna hiperbola. Bo o ile książkę czytało mi się naprawdę przyjemnie, a szereg jej zalet wymieniłam powyżej, mimo tego wszystkiego…czegoś mi tu zabrakło. Właściwie sama nie do końca potrafię sprecyzować, o co dokładnie mi się rozchodzi. To chyba nieadekwatna ilość opisów do prezentowanej przez autora – zupełnie nowej przecież – wizji piekła. Andersen zapełnił czytelnikowi kompletną samowolę. Coś na zasadzie: „myśl co chcesz, nie zależy mi, abyś patrzył na Piekło po mojemu”. Nie ukrywam, nazbyt sugestywne opisy są fatalnym rozwiązaniem, jednak – według mnie – dobrze jest czuć pewną pieczę, jaką sprawuje pisarz nad obrazami, rodzącymi się w głowie czytelnika…
„Ucznia diabła” polecam każdej osobie, która zmęczona po szkole/pracy, chce po prostu odpłynąć w świat wyobraźni, być świadkiem niezwykłych przemian bohaterów i wraz z Filipem Engellem poznać piekło od podszewki. Sama, choć z nieco niepewnie, już teraz spoglądam na drugi tom powieści licząc, iż pomimo małych mankamentów, również on dostarczy mi czystej rozrywki czytania.
Był sobie Filip, grzeczny jak marzenie, wzorowy do bólu - miejsce w niebie gwarantowane na kilka wcieleń do przodu. A tu coś poszło nie tak, zamiast chóru anielskiego, ujrzał wrota piekieł. Lucyfer jest ciężko chory i pilnie potrzebuje następcy, ale splot wydarzeń przysłał mu nie tego chłopca. Zdarł skórę z Lucyfaksa, ale wiedział, że w starciu z biurokracją nawet on pozostaje bez szans. Cóż, miał przed sobą wyzwanie - z najgrzeczniejszego chłopca uczynić najwredniejszego diabła. Tylko czy sam władca piekieł nie załamie się nim uzyska pożądany efekt?
Powieść zapowiadała się wielce obiecująco. Mamy piekło pełne rozbrykanych diabłów, Lucyfera przerabiającego esencję dobroci na swego następcę i to wszystko polane solidnym humorem. Dlaczego odniosłam wrażenie, że potencjał nie został w pełni wykorzystany? Zderzanie skrajności to istna kopalnia złota. Poczucie humoru Andersena, chwilami obrazoburcze, objawiało się nie tylko komicznymi scenami czy anegdotami, ale budową postaci. Lucyfer sprawiał wrażenie za mało szatańskiego, ale w obliczu choroby każdy ma prawo podupaść na duchu, ale od czego był kot Lucyfaks? Gdyby pisarz postawił na jeden kierunek i niczym Eduardo Mendoza w "Niezwykłej podróży Pomponiusza Flatusa", wycisnął z konwencji co tylko się dało - "Uczeń diabła" nabrałby zdecydowanej wyrazistości.
Jednak mamy do czynienia z literaturą młodzieżową, a tu ponoć trzeba zejść z bezwstydnej jazdy i kroczyć ścieżką rozterek wewnętrznych. Mimo wszystko nie mogę czynić z tego zarzutu - ilu czytelników może w pewnym stopniu utożsamiać się z Filipem? Grzeczny, dobry, nieśmiały, co za tym idzie - zepchnięty na margines i spełniający rolę ofermy i kozła ofiarnego? Andersen pokazuje, że obok anioła, trzeba hodować w sobie małego diabła - a gniew i złość to ważne emocje. Równowaga to klucz do bycia sobą, które często jest tłamszone przez oczekiwania innych.
"Ucznia diabła" czyta się niezwykle lekko, co jest zasługą nie tylko prostego języka, ale naszpikowania tekstu rozbrajającym humorem. Zdaję sobie sprawę, że gdyby Andersen obrobił w ten sposób religię muzułmańską - wydałby na siebie wyrok śmierci. To ultrakatolicy, otuleni "miłością" rydzykową, nie będą zadowoleni, widząc tę książkę w rękach dziecka. No bo jak można pisać, że Bóg i Lucyfer to starzy przyjaciele? Albo w ramach psikusa diabły zwinęli Bogu papucie? Czy też sam Lucyfer nie był tak szczęśliwy od czasu ukrzyżowania Jezusa? Przecież to czysta profanacja. Jednak w dobie postępującej ateizacji społeczeństwa, takie historie nie robią takiego wrażenia.
Osobiście chętnie sięgnę po kolejny tom, "Kostkę śmierci". Mimo iż pierwszy pozostawił po sobie dużo niedosytu, to nie potrafię odmówić sobie przyjemności spotkania z dowcipem Andersena. Uwielbiam takie wariackie, łobuzerskie z nutą obrazoburczości poczucie humoru. Świat przedstawiony jest tak zajmujący, że chętnie obejrzałabym film na podstawie "Ucznia anioła". Potencjał filmowy jest wyrazisty, ale mając w pamięci adaptację pierwszej części "Percy'ego Jacksona", może zostać równie spaprany. Do tego czasu mogę pogratulować Wydawnictwu Jaguar za niezłego nosa do sprowadzanych tytułów.
http://zaginionyalmanach.blogspot.com/2011/04/uczen-diaba-kenneth-b-andersen.html
Przeczytane w 2 dni :D Rewelacja po prostu :D
Wszyscy z pewnością pamiętają twórczość jednego z duńskich pisarzy, autora jednych z piękniejszych bajek z XIX wieku – Hansa Christiana Andersena. W 2011 roku rynek duńskiej literatury młodzieżowej i dziecięcej należy do Kennetha B. Andersena, który karierę zawodową rozpoczynał jako nauczyciel. Szybko jednak zdał sobie sprawę z tego, że najwyraźniej minął się z powołaniem i postanowił inaczej wspomagać dzieciaki pisząc dla nich fascynujące powieści. Tym też sposobem w 2008 roku na półkach księgarni ukazała się jego niezwykła powieść o tytule „Uczeń Diabła”, która dała początek bestsellerowej serii „Wielka Wojna Diabłów”. Książka doczekała się także wyróżnienia ze strony Duńskiego Ministerstwa Kultury i Związku Bibliotekarzy oraz dziecięcego i młodzieżowego oddziału Denmark Radio, który uhonorował autora nagrodą Orla.
Filip Engell jest wzorowym chłopcem, któremu problemy sprawia prześladujący go w szkole Søren. Pewnego dnia dochodzi do tragicznego wypadku, kiedy to kolega wpycha go pod koła nadjeżdżającego samochodu. Filip ginie na miejscu. Jednakże za swoje wzorowe zachowanie nie trafia do Nieba, tak jak zawsze myślał, a do Piekła. Na miejscu okazuje się, że ma on zostać następcą Diabła w rządzeniu Piekłem i złymi uczynkami na Ziemi. Niestety, zachodzi straszliwa pomyłka, gdyż to nie anielski Filip miał zginąć podczas wypadku, a jego kolega, ucieleśnienie wszelkiego zła- Søren. Lucyfer nie ma jednak innego wyjścia, to właśnie Filip musi przygotować się do objęcia piekielnego tronu, gdyż on sam jest umierający. Pomaga mu w tym wierny sługa Lucyfera- Lucyfaks, który zrobi wszystko, aby wykrzesać ze wzorowego chłopca diabelską iskrę. Pomiędzy ćwiczeniami w byciu złym Filip poznaje przepiękną diablicę, imieniem Satina, która pomaga mu w rozwikłaniu zagadki pogarszającego się zdrowia Diabła.
Czytając literaturę młodzieżową można natknąć się na najróżniejsze tematy. Większość z nich krąży wokół zmiany z natury złego bohatera, na istotę pozytywną. Taka sytuacja zdarzała się przy książkach o wampirach, powieściach o wilkołakach, a teraz do tego grona dołączyły też publikacje o demonach i diabłach. W „Uczeń Diabła” sytuacja jest dodatkowo niezwykła, bo cała historia zaczyna się od niesłusznego pojawienia się Filipa na piekielnych ziemiach, no a potem akcja nabiera tempa. Podczas tej lektury czytelnik nie ma chwili wytchnienia. Podchodzi do niej dość sceptycznie, jednakże, gdy będzie gdzieś na około 50 stronie to książka pochłonie go bez końca. Mamy tutaj intrygę, a także wielką zagadkę wymagającej rozwikłania, a której wyjaśnienie będzie co najmniej zakręcone. Dodatkowo będziemy towarzyszyć młodemu Filipowi na drodze do bycia złym. Obfitować to będzie w liczne testy i ćwiczenia, którym ten młody człowiek zostanie poddany. W niektórych momentach książka nabiera trochę romantycznego zabarwienia, ale na szczęście autor nie poszedł dalej w tym kierunku. Zatem o czym jest w ogóle „Uczeń Diabła”? Przede wszystkim o byciu złym w dobry sposób. Kenneth B. Andersen próbuje uzmysłowić każdemu czytającemu dlaczego zło jest istotnym elementem ludzkości. Ze względu na tematykę powieści pojawiają się liczne nawiązania do Biblii, do historii, które zna każdy chrześcijanin.
Kenneth B. Andersen wprowadza w swojej powieści narrację trzecioosobową. Ten sposób prezentowania treści dał mu szansę zaprezentowania wydarzenia rozgrywające się w Piekle z różnych perspektyw. Jednakże Andersen postanowił skupić się jedynie na Filipie Engellu. To na nim koncentruje swoją uwagę i stara się nie rozpraszać czytelnika poprzez zmianę punktu widzenia na innego bohatera drugorzędnego. Dzięki temu bardzo dobre kreuje swoje postacie, ponieważ jako obserwator ma ogromną wiedzę na temat bohaterów i potrafi bez problemu wniknąć w ich emocje. Jedyne co można by zarzucić samej fabule to zrobienie z Diabła kogoś miłego. To zupełnie taka sama sytuacja, jak w powieściach „Zmierzch”, gdzie oswaja się wampiry. Tutaj poznajemy bardziej ludzką stronę Diabła, który nie tylko staje się umierający, ale może także przekazać piękne uczucia, niejednokrotnie wzruszające. Czytelnik dziwnie się z tym czuje, ale przecież to tylko książka, a nie rzeczywistość. Andersen tworzy także bardzo szczegółowe opisy, niekiedy wydaje się, że aż nadto, gdy objawia nam się przed oczami wizerunek kota obdartego ze skóry. Nie mniej okazuje się, że autor zna się na rzeczy i dzięki umiejętnie dobranemu słownictwu potrafi stworzyć niesamowity piekielny świat, który mógłby urzec każdego.
Do publikacji w Polsce serii Kennetha B. Andersena prawa wykupiło Wydawnictwo Jaguar, którego domeną jest fantastyczna literatura młodzieżowa. Książka, co prawda, przyszła do Polski trzy lata po światowej premierze, ale nie jest to coś nad czym można ubolewać, a wręcz przeciwnie trzeba się cieszyć, że w ogóle się pojawiła. Okładka frontowa powieści trafnie oddaje jej charakter. Całość utrzymana jest w diabelskiej kolorystyce, gdyż mamy tutaj i czernie i czerwienie, a wykorzystana czcionka na okładce także mogłaby naśladować satanistyczne bazgroły. Na pierwszy plan wysuwa się tutaj diabelska głowa, która, fakt, przeraża. Obok stoi sobie zupełnie niepozorny młodzieniec, na którego koszulce odczytamy „King of Hell”, czyli „Król Piekła”. Od razu daje to czytelnikowi znak, o czym będzie czytał. Tylna okładka także przykuwa wzrok. Opis powieści zaprezentowany został niczym na cyrografie. Jedyne czego mu brakuje to naszego podpisu krwią. Z pewnością jest to oprawa, która przykuwać będzie wzrok każdego przechodzącego w pobliżu.
„Wielka Wojna Diabłów. Uczeń Diabła” to niespodziewanie ciekawa książka. Być może niewielu, spoglądając na nią, mogłoby się domyśleć, że powieść ta pochłonie ich bez reszty, ale tak się właśnie dzieje. Z początku tylko intryguje, ale kiedy akcja rozpoczyna się na dobre, i Filip trafia do Piekła, ani na chwilę nie zwalnia. Nie brakuje jej humoru, ani młodzieńczej swobody. Ma też w sobie pewną świeżość koncepcyjną, gdyż trudno byłoby spotkać podobną powieść w dzisiejszych czasach. Nie mniej, schematy pozostały, ale kierunek, w którym podąża fabuła jest bardzo obiecujący. Trudno będzie nie wyczekiwać w niecierpliwości na kolejny tom tej serii. Bowiem ma ona potencjał, ma wspaniałe postacie i przede wszystkim genialną ideę, która będzie jej przyświecać. Z pewnością prezentuje zło w dobrym świetle, ale przecież prawdziwie zostało napisane, że dobro nie może istnieć bez zła.
Anioł na piekielnym tronie?
Kenneth B. Andersen to duński pisarz, który specjalizuje się w gatunku książek młodzieżowych. Z zawodu był nauczycielem, jednak w roku 2007 postanowił porzucić nauczanie nastolatków i na dobre zajął się pisaniem książek dla nich. Była to najlepsza decyzja jego życia, seria „Wielka wojna diabła” zdobyła ogromną popularność nawet wśród opornych czytelników młodego pokolenia.
„Uczeń diabła” jest właśnie pierwszym tomem wyżej wymienionej serii. Głównym bohaterem jest Filip Engell, na co dzień miły, dobrze uczący się i uczynny aż do przesady. W wyniku okropnej pomyłki, ginie przedwcześnie aby potem trafić prosto do państwa Lucyfera.
Tam dowiaduje się, że Pan Ciemności jest umierający i potrzebuje odpowiedniego następcy tronu, którym ma zostać…. właśnie tu zaszła pomyłka. Śmierć miała ściągną do piekła oprawcę Filipa, a nie samą ofiarę. Lucyfer jest przerażony tym, że zamiast diabła trafił mu się anioł i to nie tylko z nazwiska, ale także z zachowania. Nie ma jednak czasu na odkręcanie całej sprawy. Nie dość, że zostało mu niewiele czasu, to jeszcze jest w piekle ktoś kto z chęcią zająłby jego miejsce. Dlatego też, musi jak najszybciej zmienić Filipa w bezwzględnego demona oraz przekazać mu całą posiadaną wiedze na temat zarządzania Piekłem.
W nauce pomaga mu Satina demonica, która uczy się na Kusicielkę. To właśnie przy niej Filip uczy się bycia złym i odnajduje przyjemność w złych uczynkach. Dodatkowo jego ciemną stronę osobowości podsyca, na każdym kroku, kot Lucyfera – Lucyfaks.
Spędzając czas z Satiną, chłopak odkrywa, że choroba Lucyfera jest spowodowana spiskiem uknutym przeciwko niemu, ponieważ w Piekle jest demon pragnący zająć jego miejsce i siać postrach między ludźmi.
Autor miał naprawdę doskonały pomysł nie tylko na książkę, ale ogólnie na całą serię. Przygody chłopca o anielskim charakterze, który musi się odnaleźć w piekielnej rzeczywistości to istny powiew świeżości w fantastyce. Przygody Filipa bawią do łez i przyprawiają o ciarki na plecach.
Dodatkowym atutem powieści jest to, że Andersen w fantastyczny świat wplótł także wątki detektywistyczne. Czytelnik razem z bohaterami stara się dowiedzieć kto i w jaki sposób doprowadził Lucyfera do stanu śmierci ostatecznej, pomimo jego nieśmiertelności.
Jeżeli chodzi o świat, który wykreował autor, to jest on doskonale opisany. W czasie czytania odnosi się wrażenie, że wszystko jest realne i namacalne do tego stopnia, iż ma się ochotę sięgnięcia po jakiś przedmiot lub dotknięcia któregoś z demonów. A jak wiadomo, autor nie miał prostego zadania, musiał od podstaw stworzyć wizerunek nie tylko piekła, ale także jego demonicznych mieszkańców i kar jakie muszą odbywać zesłani tam potępieńcy.
Książkę czyta się szybko i przyjemnie, a to za sprawą języka jakim posługuje się autor. W wielu przypadkach Andersen korzystał z potocznego języka na co dzień używanego przez młodzież, a przecież kto mógł go lepiej poznać niż nauczyciel.
Dodam jeszcze tylko, że zakończenie jest bardzo intrygujące i czuje się po nim lekki niedosyt. Z pewnością sięgnę po kolejne części z tej serii. Polubiłam bohaterów, nawet tych demonicznych. Polecam jako lekturę odpowiednią na długie jesienne wieczory.
http://czytajzfantazja.blogspot.com/2011/08/kenneth-b-andersen-uczen-diaba.html
"Piekielnie dobre czytadło"
Czy Piekło może być odpowiednią scenerią dla powieści młodzieżowej? Czy diabły mogą wzbudzać sympatię? Czy da się napisać książkę dotykającą tematu Boga i Diabła, a przy tym nieobrazoburczą? Te i inne pytania, które pewnie i wam mnożą się gdzieś w głowie, dopadły mnie, gdy ujrzałam książkę Kenneth’a B. Andersena Uczeń Diabła na półce w mojej ulubionej sieci księgarń. Coś jednak mnie podkusiło, jakiś diabeł na ramieniu powiedział, że muszę tę książkę mieć, więc… grzecznie ją kupiłam.
Książka Uczeń Diabła jest pierwszą z serii Wielka Wojna Diabłów. Wydania książek duńskiego króla fantastyki – Keneneth’a Andersena, podjęło się wydawnictwo Jaguar i muszę przyznać, że z bardzo dobrym skutkiem. Okładka przykuwa uwagę, wręcz krzyczy „spójrz na mnie”, jest ładnie wykonana, miejscowo lakierowana – no majstersztyk pod względem technicznym. Natomiast treść jest zgrabnie opracowana, nie ma błędów, a krótkie rozdziały cieszą umysł i oko.
Powieść opowiada o Filipie Engell’u (prawda, że kojarzy się z angielskim słowem Angel1? ;)), który mając 13-naście lat trafia do Piekła. Oczywiście, grzeczne dzieci takie jak nasz bohater tam na dół nie trafiają, ale jak to bywa w tych „najważniejszych urzędach” zawsze mają bałagan w dokumentach – tak więc zaszła pomyłka, pech chciał – Filip trafił do Piekła. Lucyfer jest umierający, potrzebuje zastępcy, takiego Lucka juniora i wszystko wskazuje na to, że jego jedyną deską ratunku jest właśnie Filip. Oczywiście, bardzo spłyciłam fabułę tej powieści, gdyż jak na ognie piekielne przystało mamy też w książce dobrze wysmażoną intrygę i gorącem buchające uczucie, jednak o tym musicie przekonać się już sami.
Długo zastanawiałam się dla kogo przeznaczona jest ta książka i jak ją zaklasyfikować i muszę przyznać, że jest to książka „nieszufladkowalna”. Mimo, że główny bohater jest dzieckiem, to tematyka książki do najłatwiejszych nie należy. Języka jakim posługują się postaci także nie poleciłabym młodszej młodzieży. Tak naprawdę zbyt młody czytelnik mógłby, po prostu nie zrozumieć sensu tej książki, jej czarnego humoru i ciętego języka. Książka jest wyważona, logiczna i spójna, a to co mnie zaskoczyło to nawiązania do „prawdziwych” historii biblijnych. Autor chciał ukazać jak według niego wyglądają relacje Piekło vs. Niebo – i muszę przyznać przekonał mnie do swoich poglądów. Tak więc polecam tę powieść każdemu od 14 do 100 roku życia i niech diabeł ma w opiece tych, którym się nie spodoba!!
Piekło to miejsce wiecznego potępienia, no przynajmniej tak nam zawsze mówiono. Ale nie u Andersena. Autor w swojej książce stworzył całkiem odmienny, zaskakujący, a może i nawet prowokujący obraz Piekła jako miejsca podobnego do naszego świata. Mi osobiście takie porównanie bardzo się podoba. Tak ja i sama fabuła. Filip, przepełniony aż do szpiku kości dobrocią, po wypadku trafia do ..no właśnie większość z pewnością by powiedziała, ze do Nieba,a tu małe zaskoczenie gdyż masz bohater zostaje odesłany do Piekła. jak o możliwe? żeby uzyskać odpowiedź trzeba sięgnąć po książę :) Fabuła bardzo dopracowana, wciągająca i nie pozwalająca się nudzić. Bohaterom też nie można nic zarzucić. Tak więc nie pozostaje nic innego jak sięgnąć po "Ucznia Diabła" i przekonać się czy Filip jest godny zostać następcą Lucyfera ;)
calkiem calkiem, ale czegos jej brakowalo. niby fantazja, ale... zbyt wybujala? nie mam pojecia, napisana elegancko ale nie polecam, przeczytalam w jakies 2 dni, bo chcialam juz skonczyc (i to nie dlatego, ze ciekawilo mnie zakonczenie-.-).
Szczerze powiem, trafiła w moje rece przypadkiem i ubawiała sie przy niej :) to powieść dla młodszych niż ja z całą pewnością ale jest dobra. :)wizja piekła i kar jekie nas tam czekają ;)
Taka... bajeczka trochę :)
Ale zdecydowanie jest w niej coś prawdziwego: miłość i nienawiść to uczucia, które w połączeniu są siłą czyniącą Zło!
Lekka i ciekawa, lecz miejscami było za dużo tego mdlącego, infantylnego i przewidywalnego dobra... Bleach.

Albertus
Zinamon
Weltbild
Selkar
Matras
Empik


